• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 11 12 13 14 15 16 Dalej »
wiosenny spacer [kwiecień 1970] Kornwalia | Stella i Stanley

wiosenny spacer [kwiecień 1970] Kornwalia | Stella i Stanley
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#11
04.04.2023, 12:44  ✶  

Kwiecień nie był jeszcze takim złym miesiącem jeśli chodzi o wylegiwanie się na piasku. Szczególnie, kiedy był już całkiem przyjemnie nagrzany przez promienie słońca, które intensywnie na niego świeciły. Zawsze mogło być gorzej. Mogła zabrać tu ze sobą zimą i nie mieliby nawet możliwości, aby sobie odpocząć, na szczęście Avery nie była aż tak bardzo ekstremalna, zdecydowanie wolała wybrać to miejsce, kiedy pogoda będzie odpowiednia. Miała dzisiaj szczęście, udało jej się wygrać ten krótki wyścig bez większego problemu, choć spodziewała się, że będzie zupełnie inaczej. Nie, żeby ją to nie cieszyło. Każde zwycięstwo w końcu smakowało dobrze, bez względu na to, w jaki sposób do niego doszło. Nie sądziła, że udało jej się wygrać przez niedopowiednie obuwie konkurenta, może to i lepiej.

- Nie sądziłam, że tak łatwo będzie Cię zabić. - Rzekła całkiem wesołym tonem. Spodziewała się chyba po nim trochę więcej, jednak tę myśl pozostawiła sobie. - Tak właściwie, to całkiem malownicze miejsce do wyzionięcia ducha, nie mogłeś lepiej trafić. - Okoliczności przyrody były naprawdę atrakcyjne, gdyby miała umrzeć, to pewnie chciałaby, żeby doszłoby do tego w równie malowniczych warunkach.

- Tak sobie myślę, jeśli to Ty się zaraz przekręcisz, to czy Ty nie powinieneś mieć swojego ostatniego życzenia, tak to chyba jest kiedy leży się na łożu śmierci. - Przynajmniej tak się jej wydawało. Zaczęła się nad tym zastanawiać przez moment. Chyba miała rację, każdemu umierającemu przysługiwało ostatnie życzenie.

- Przepraszam i obiecuję, że się to już więcej nie powtórzy. Nie wiem, co mnie tknęło, sama nienawidzę biegać, ale wiesz, troszkę adrenaliny, myślałam, że dobrze nam to zrobi. - Jak widać ona faktycznie nie najgorzej to zniosła, pomimo swej nienawiści do sportu. Jej twarz nabrała nieco koloru dzięki temu, że postanowiła się poruszać.

- Widzisz, mam swoje tajemnice, może kiedyś poznasz wszystkie i nie będę w stanie Cię zaskoczyć. - Choć sama nie spodziewała się, że pójdzie jej lepiej niż jemu. Zresztą pewnie nikt w ogóle nie wpadłby na to, że może się to potoczyć właśnie w ten sposób, a wszystko to wina niewygodnych butów.

- Och tak, przekażę, że zabiłam jej jedynego syna przebieżką w stronę plaży. Na pewno będzie dumna, tylko nie wiem, czy z Ciebie, czy ze mnie. - Wolałaby jednak uniknąć takiej konfrontacji mimo tego, że przepadała za matką Stanleya, miała wrażenie, że gdyby dowiedziała się o tym, że Avery zabiła jej jedynego syna to zmieniłaby swój stosunek do jej osoby.

- Jeśli mam być szczera, to śmierć jako pirat na morzu brzmi zdecydowanie lepiej, może i matka mogłaby być nawet dumna. Tak wyzionąć ducha z powodu biegu, to trochę wstyd. - Zdecydowanie ta wersja brzmiała dumniej. Dobrze, że ją podsunął, mogłaby ominąć w opowieści moment, w którym staje się odpowiedzialna za jego śmierć.

Stella w ogóle nie pilnowała czasu. Nie czuła takiej potrzeby w tej styuacji. Znajdowali się na plaży, z dala od ciekawskich spojrzeń, mogłaby tu siedzieć cały dzień. - Poinformuję Cię listownie o tym życzeniu, któregoś dnia się obudzisz i będziesz miał niespodziankę, nie będziesz mi mógł odmówić. - Brzmiało to jak plan idealny i dawało jej czas, aby wymyslić coś, co naprawdę by ją uszczęśliwiło, miała nadzieję, że nie będzie oponował.

Stella podniosła się do pozycji siedzące. Usiadła po turecku, dłonie położyła przed sobą i mimowolnie dotykała piasek. Wpatrywała się w fale, które uderzały w skały. Uspokajał ją ten widok. - Jak zawsze. - Skomentowała to, że przyznał, że miała rację. Spodziewała się, że mu się tu spodoba. - Tak, latem też jest pięknie. - Tylko pojawiała się trochę więcej osób, a ona wolała to miejsce, gdy było opuszczone. - Nie ma tragedii, ale nie lubię, kiedy pojawia się ich zbyt wielu. Czuję się, jakby ktoś odbierał mi coś mojego. - Nie miała pojęcia czym było spowodowane to uczucie, w końcu miała świadomość, że ta plaża nie należy do niej, jednak kiedy widziała tutaj więcej osób, to czuła się, jakby ktoś wchodził do jej życia.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#12
05.04.2023, 00:02  ✶  

Wszystkie elementy układanki były już jasne, a w głowie Stanley tworzyło to teraz jakąś spójną całość. Stella wybrała dyscyplinę w której wiedziała, że wygra. Posiadała w końcu wiedzę, że na spotkaniu pojawi się ubrany tak jak zwykle czyli w stroju, który nie nadaje się do tego typu aktywności. Można stwierdzić, że podpuściła go niczym zajączka w lesie. Z jednej strony niby nie chciała i nie wiedziała co w nią wstąpiło, a z drugiej nie wyglądała na jakąś bardzo zmęczoną. Co najmniej jakby trenowała do tych zawodów…

- A więc to tak sobie wymyśliłaś - stwierdził - Sprytna bestia z Ciebie. Odłożysz sobie to życzenie na półkę i przypomnisz mi o nim w najmniej spodziewanym momencie? - zapytał z ciekawości. To wyglądało jak dopięta na ostatni guzik operacja, której nie powstydziłoby się samo ministerstwo - Tylko to wiesz…Ja mam napięty grafik i w ogóle… - zaczął tłumaczyć, gestykulując przy tym żywiołowo - To nie jest tak hop siup… Musiałabyś się zapowiedzieć z wyprzedzeniem… - za wszelką cenę starał się przedstawić narrację, że jego terminarz jest domknięty do samego końca - Może być ciężko coś wrzucić w trakcie - prawda była jednak taka, że wystarczyło jedno słowo czy list, a już zaczynał przekładać swoje plany, aby mieć wolne. Tak samo jak to miało miejsce dzisiaj…

- Jak zawsze? - powtórzył po niej. Ktoś tutaj był bardzo pewny siebie - No proszę, proszę. Jak tak dalej pójdzie to niedługo nie będę mógł mieć własnego zdania - zaśmiał się - Tylko będę oczekiwał, aż wyrazisz swoją opinię, a ja przytaknę - Borgin do tego raczej by nie dopuścił. Chociaż wartym podkreślenia jest tutaj słowo raczej. Nigdy nie wiadomo jak się to może potoczyć… A znając jego słabość do Stelli, wszystko może się zdarzyć…

- Może w takim razie trzeba otoczyć kawałek plaży patykami i postawić tabliczkę, że to własność panny Avery? - zaproponował - Ustawimy kilku brygadzistów po rogach, aby pilnowali granic Twojej plaży. Jeżeli ktokolwiek się zbliży to automatycznie będą skazywani na dożywocie w Azkabanie. Jak sądzisz? Dobry pomysł? - wytłumaczył. Cały plan był jednak nie do zrealizowania i pozostawał jedynie formą niewinnego żartu. Wszak wykonanie go, byłoby jeszcze większą aferą, niż rządy Nobby'ego Leach’a w Ministerstwie Magii.

Stanley zdjął buty wraz ze skarpetami, aby dać odpocząć swoim stopom i tym samym poczuć piach na własnej skórze. Taka okazja może się już nie powtórzyć w tym roku, ponieważ nie ciągnęło go nigdy w kierunku plaż - Zimny… Brrr… - skwitował i ostrzegł swoją towarzyszkę. Latem musiał być dużo bardziej przyjemny do chodzenia.

- Raz się żyje - stwierdził wstając, a następnie zdjął swój płaszcz i położył nieopodal butów - Idę się zmierzyć z tymi potężnymi falami - poinformował Stellę, a następnie podwinął nogawki od spodni, aby te przypadkiem nie zamokły. Przez chwilę pocierał się po ramionach. W końcu bez odzienia wierzchniego, wiatr dawał się we znaki i potrafił wychłodzić nawet najbardziej zapalonych miłośników morza we wczesnej wiośnie.

Ruszył wolnym krokiem w kierunku wody. Borgin zastanawiał się czy jest to aby na pewno dobry pomysł, wszak musiało tam być lodowato. Nie byłby jednak sobą, gdyby nie spróbował przekonać się o tym na własnej skórze - Idziesz? - odwrócił się i zapytał Avery. Koniec końców to był jej plan. To ona chciała przyjść na tę plażę. Jako, że wycieczka była spontaniczna, postanowił przejąć lekko inicjatywę i znaleźć im jakieś zajęcie - Możemy poszukać jakichś muszelek. Tak się chyba robi nad morzem? Chyba, że się mylę? Poproszę ekspercką opinię w tej sprawie - posłał jej szeroki uśmiech i skierował się ponownie w kierunku fal.

Po krótkim marszu przez chłodny piasek, okazało się, że ten był całkiem ciepły w porównaniu z lodowatą wodą, która właśnie zaatakowała jego stopy. Odruchowo odskoczył do tyłu jakby był jakimś kotem. Gęsia skórka pojawiła się równie szybko jak jego odruch bezwarunkowy - O nie… Nie… - rzekł do siebie pod nosem, cofając się na bezpieczną odległość. O tyle o ile przed chwilą był pewien, że uda mu się wejść chociaż po kostki… Tak teraz miał ochotę wycofać się od razu.

Z drugiej strony to wszystko widziała Stella. Nie mógł wyjść na jakiegoś cieniasa - zaproponował wejście do morza, to teraz musiał to spełnić. Zacisnął zęby i ruszył pewnym krokiem do szturmu na fale. Czuł jak z każdym kolejnym pokonanym centymetrem, dostaje czegoś w rodzaju paraliżu od zimna. To jednak było niczym w porównaniu z tym kiedy wszedł po same kostki - Japierdole… - wykrztusił z siebie, a następnie schował głowę we własnych ramionach jakby próbował ratować swoją opłakaną sytuację. Na nic to się jednak nie zdało. Stanley miał wrażenie, że właśnie zamarzają mu stopy. Wysoka cena jak za to, aby nie wyjść na słabego osobnika…



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#13
05.04.2023, 12:51  ✶  

Tak, Stella wszystko bardzo dokładnie przemyślała. Był to bardzo sprytny plan... na pewno spodziewała się, że przyjdzie jej biegać po piachu. Była pierwszą osobą, która wybierała takie aktywności, cała Avery. Przygotowywała się do tej konkurencji dniami i nocami, przynajmniej zdaniem Borgina. Tak naprawdę miała po prostu szczęście, chociaż raz. Udało jej się to tak naprawdę przez jego zagapienie i niedyspozycję związaną z obuwiem, jakie wybrał. Całkiem pozytwyny zbieg okoliczności - przynajmniej jak dla niej.

- Oczywiście, będzie wyczekiwać na odpowiedni moment. Szkoda by marnować taką szansę na pierdoły. - Nie zamierzała pochopnie podchodzić do sprawy, skoro już wygrała - pewnie pierwszy raz w swoim życiu, to zamierzała to bardzo skrupulatnie przeanalizować i skorzystać z nagrody w odpowiednim momencie. Stella nie lubiła działać przypadkowo, co Borgin powinien już wiedzieć.

- Wierzę, że znajdziesz czas, aby dotrzymać obietnicy. - Nie wątpiła w to, że jego kalendarz może być dosyć mocno napięty, ale skoro już się założyli, to właściwie nie miał wyboru. Musiał dotrzymać słowa, była pewna, że będzie w stanie dla niej wygospodarować chwilę, gdy go o to poprosi. Jeśli nie - cóż zapewne poczuje się rozczarowana, a nie wróżyłoby to niczego dobrego. - Odezwę się z odpowiednim wyprzedzeniem, dzień lub dwa wcześniej wystarczą? - Lustrowała go uważnie wzrokiem, musiała zapamiętać na co się umówią. Wykorzysta to wszystko w idealnym momencie.

- A co nie? - Spytała zaczepnie. Niech jej tylko teraz spróbuje nie przyznać racji, że zawsze wychodziło na jej. Naprawdę była bardzo pewna tej opinii. - Nie byłoby to wcale takie głupie, chociaż też co to za atrakcja, kiedy ktoś tylko przytakuje, zdecydowanie lepiej, gdy demonstruje swoje zdanie, a Ty masz możliwość udowodnić mu, że się myli. - Dużo większą frajdę sprawiało jej dyskutowanie i udowadnianie, że jej opinia jest tą jedyną słuszną.

- Świetny pomysł, do kogo powinnam go zgłosić? - Na pewno byłaby niesamowicie usatysfakcjonowana, gdyby przeszedł chociaż zdawała sobie sprawę, że niestety nie jest to możliwe. Wpadła jednak akurat na myśl, że może faktycznie to nie jest takie głupie. Mogłaby poprosić rodziców, aby kupili jej jakiś mały domek, gdzieś przy plazy, który mogłaby odwiedzać, gdy tylko najdzie ją ochota. Nikt by jej tam niepokoił. Nie było to wcale takie głupie. Będzie musiała z nimi o tym porozmawiać.

Avery obserwowała Stanleya, gdy szedł w kierunku wody. Podejrzewała, że musi być ona cholernie zimna. Sama wolała tego nie sprawdzać, zdecydowanie nie należała do ryzykantów, którzy nie mieli oporów przed takimi pomysłami. - Powodzenia, nie utop się tylko. - Cały czas mu się przyglądała, była ciekawa, jak zareaguje, gdy jego stopy dotkną wody.

- Do wody na pewno nie idę. - Podniosła się jednak z piasku, na którym jeszcze chwilę wcześniej siedziała. Otrzepała się z ziaren piachu, a następnie ruszyła w stronę mężczyzny. Nie ściągnęła butów, bała się, że piach będzie zbyt zimny. - Muszelki brzmią dobrze, możemy ich trochę nazbierać. - Zdecydowanie był to lepszy pomysł niż włażenie do chłodnego oceanu.

- Jesteś pewien, że to dobry pomysł? - Powiedziała nieco sceptycznie przyglądając się poczynaniom Stanleya. Sama nie zdecydowałaby się na takie posunięcie, no ale skoro chciał, kim była, żeby mu zabraniać. To może się skończyć ewentualnie jakimś przeziębieniem i tygodniem nieobecności w pracy. Może tego potrzebował?

Do jej uszu doszło to ciche japierdole czyli było, jak przewidywała. Nie był to jeszcze odpowiedni czas na zabawy w wodzie. - Po co to sobie robisz? - Zapytała jeszcze nie do końca rozumiejąc dlaczego się męczy. Sama Avery szła brzegiem morza poszukując najpiękniejszych muszli, jakie tylko mogły się tu znaleźć.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#14
05.04.2023, 15:38  ✶  

- Dla Ciebie? Zawsze - przyznał zgodnie z prawdą - Dobra. Niech będzie. Dwa dni wcześniej - pokiwał głową na zgodę. To było uczciwe rozwiązanie. Ona miała gwarancję, że spełni jej zachciankę, a on zyskiwał cenny czas aby wszystko sobie przeplanować w swoim harmonogramie.

- Nie powiedziałem, że nie... Zapytałem tylko... - odruchowo wycofał się ze swoich oskarżeń - Powiedzmy, że bardzo często... - przyjął inną narrację dotyczącą tej kwestii. Coś w tym jednak było. Nie ważne jak sytuacja się potoczyła, zawsze wychodziło na jej i zawsze otrzymywała to co chciała. Ale Stella już tak po prostu miała. W końcu, w razie czego mogła się przecież po prostu obrazić. Sprawdzona broń na niektóre osoby...

- Departament Przestrzegania Praw Czarodziejów, Ministerstwo Magii - podał jej adres na który mogła skierować swoją prośbę lub zapytanie. Jakby się uprzeć to mogło to uchodzić za jakieś prawo czarodzieja - "prawo do odpoczynku na plaży". Brzmiało to trochę absurdalnie ale może by przeszło. Za kadencji Leach'a na pewno... - Ktoś się pewnie tym zajmię. Tylko nie pisz, że to był mój pomysł... Bo w to by akurat uwierzyli, a co gorsza pomyśleli pewnie, że jakiś opętany jestem - wytłumaczył. Avery zresztą też już trochę go poznała. Wiedziała, że jego pomysły są co najmniej "kreatywne" oraz "nietuzinkowe", a czasem nawet zwariowane.

- Oczywiście, że dobry. Czy któryś z moich pomysłów nie był dobry? - odparł z lekkim oburzeniem w głosie. Stanley był przekonany o swoim geniuszu… Lub ewentualnie o swoich masochistycznych zapędach.

Woda była lodowata. Nie nadawała się nawet do “moczenia” kostek. Borgin jednak skorzystał z okazji do tej kąpieli - nie codziennie bywa się na plaży w Kornwalii - Bo po pierwsze to jest zd-zd-zdrowe.. - stwierdził zgrzytając zębami - A po drugie w tym roku już raczej nie zawitam nad żadne morze czy inny ocean - kontynuował swój punkt widzenia - Ale teraz, dzięki temu wypadowi, mogę odhaczyć to z listy rzeczy, których i tak bym nie zrobił - przyznał bez owijania w bawełnę. Jeżeli Stella by go tutaj nie wyciągnęła, to on sam by się nie ruszył, ani tutaj, ani na żadną inną plażę.

- Od razu cieplej - wyszedł na piasek - Poczekaj sekundkę na mnie - poprosił i ruszył truchtem po swoje rzeczy, które zostawił na piasku. Miał nadzieję, że nikt mu ich nie zabrał lub nie zrobił żadnego innego żartu. Mógłby się wtedy lekko zezłościć. Nikt by nie chciał wracać do domu na boso.

Na całe szczęście nic takiego się nie stało. Stanley zarzucił swój płaszcz na plecy, buty wziął w ręce, a następnie wrócił do Avery - Nie było tam tak źle - oznajmił - Lekko dramatyzowałem - tak naprawdę brzmiało to jak próba dobrej miny do złej gry. Nie był to w końcu najmądrzejszy pomysł - Gdyby nie to, że wiszę Ci życzenie to bym Cię tam wrzucił - wyznał. Borgin nie rzucał słów na wiatr. Jeżeli sytuacja byłaby inna to tak by zapewne zrobił. Stella jednak miała na niego asa w rękawie. Wolał nie pogarszać swojej sytuacji, wszak nie wiadomo na jaki pomysł może ona wpaść. A co gorsza, wtedy mogłaby się po prostu zemścić za tą “kąpiel”.

- Zastanawiałaś się kiedyś co byś robiła gdybyś nie posiadała swoich magicznych umiejętności? - zapytał kiedy pokonywali plażę w poszukiwaniu najładniejszych muszli. Stanley szedł od strony morza. Stopy i tak już miał przemoczone, więc na jedno mu wychodziło - Wiesz. Jakbyś była takim zwykłym, prostym człowiekiem. Ciekawe czy mają dużo prostsze życie od nas. Jak sądzisz? - spojrzał na dziewczynę, a następnie pochylił się aby wziąć jedną z muszelek, które znajdowały się w wodzie - Nie taka zła - stwierdził podchodząc do artystki i pokazując jej swoją zdobycz. Jego znalezisko nie było największe ale przynajmniej nie połamane. I to się dla niego liczyło w tym momencie.

- Uzbieramy ich na naszyjnik? Słyszałem, że tak się właśnie robi. Podobno wychodzą całkiem niezłe - zaproponował, by chwilę później schować do kieszeni muszlę. Potrzebowali znaleźć ich dużo więcej, aby tego dokonać - Bo co innego można z nich zrobić? Może masz jakiś pomysł? - wolał dopytać. Może istniały jakieś alternatywne rozwiązania na wykorzystanie muszelek.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#15
05.04.2023, 20:24  ✶  

Uśmiechnęła się, gdy jej odpowiedział. Nie, żeby ją zdziwiło to, co mówił. Miała wrażenie, że Stanley zawsze znajdzie dla niej czas. Był za każdym razem tuż obok niej, kiedy tego potrzebowała. - Dwa dni brzmią dobrze. - Powinno jej to wystarczyć, póki co to właściwie nie miała pomysłu, o co mogłaby go poprosić. Pewnie z dnia na dzień wpadnie na jakiś wybitny pomysł - jak zawsze. Właściwie pewnie i bez tego, że wygrała ten krótki wyścig by jej nie odmówił, jednak o tym nie wspomniała. Miała przynajmniej argument, gdyby jednak było inaczej.

Była przyzwyczajona do tego, że zawsze dostaje to, co chce. Może nie brzmiało to dobrze, jednak dokładnie tak było. Nikt nigdy tego nie negował. Zapewne jeszcze kiedyś w swoim życiu przyjdzie jej się zdziwić, w końcu nie każdy będzie tak reagował na jej zachcianki, jak na razie jednak zawsze wszystko szło po jej myśli. Nawet jeśli było coś nie tak, to miała swoje metody, aby osiągnąć cel. Nie były one może specjalnie subtelne, jednak skuteczne. Najważniejsze, że działały.

- Zanotuję to sobie, może się zgłoszę, przemyślę. - Oczywiście żartowała, chociaż wizja swojej własnej plaży była naprawdę kusząca. - Nie śmiałaby Cię zdradzić! - Odparła z udawanym oburzeniem, za kogo on ją miał! Stella nie należała do konfidentów. - A nie jesteś trochę opętany? - Przez Stellę Avery nie dodała jednak tego.

- Może nie będę dyskutować o Twoich pomysłach, bo jeszcze byś się rozczarował. - Niektóre z nich były całkiem dobre, ale tylko niektóre. Wolała nie umniejszać jego geniuszowi, bo jeszcze by się na nią obraził, czy coś. Tego by wolała uniknąć.

Stella nie odrywała od niego wzroku, kiedy postanowił wleźć do wody. Widziała jak ze sobą walczy, jednak nie odpuszczał tak łatwo. Lubiła to w nim, że miał takie podejście. - Przecież to dopiero początek roku, wyciągnę Cię jeszcze na pewno nad morze. - Nie przyjmowała nawet innej wersji. Latem będą musieli się gdzieś razem wybrać. Avery uwzględniała go w swoich planach, jakby oczywiste było to, że nadal będzie gościł w jej życiu. - Zobaczymy, w sumie, czy jest to zdrowe, nie żebym Ci źle życzyła, ale mam wrażenie, że możesz skończyć chory. - Zdrowe pewnie i było taplanie się w zimnej wodzie, jednak dosyć regularne, jednak z odpowiednią rozgrzewką, przygotowaniem, a nie wskakiwanie do niej tak po prostu. - Mam wrażenie, że przy mnie robisz wiele rzeczy pierwszy raz. - Najwyraźniej przebywanie w jej towarzystwie mu służyło.

- Jasne, nigdzie się bez Ciebie nie wybieram. - Odparła z uśmiechem. Jego zabawa w wodzie była krótka, aczkolwiek miała wrażenie, że intensywna. Pewnie będzie trochę o tym pamiętał.

- Nie miałam pojęcia, że jesteś jedną z tych osób, która lubi dramatyzować. - Miała wrażenie, że próbuje wyjść z tej sytuacji z twarzą. Zresztą jej wcale nie przeszkadzało to, że trochę histeryzował. Nawet dobrze było zobaczyć, że ma też takie ludzkie odruchy. Avery wydawało się, że często powstrzymuje się od reagowania i nie działa spontanicznie. Tym razem było jednak zupełnie inaczej.

- Nie odezwałabym się więcej do Ciebie, gdybyś mnie tam wrzucił. - Powiedziała bardzo poważnym tonem. Na całe szczęście tego nie zrobił, bo byłaby go skłonna zabić za kąpiel w lodowatej wodzie.

- Nigdy się nie zastanawiałam, właściwie to nie uważam, żeby był sens. Jesteśmy wyjątkowi, magiczni, chociaż pewnie nie zmieniłoby się zbyt wiele w moim życiu. Malowałabym, czy coś. - To, czym się zajmowała w życiu zawodowym raczej nie wymagało specjalnych umiejętności magicznych, były to rzeczy, których mógł się nauczyć każdy. No może poza ruszającymi się obrazami, czy korzystaniem z uroku wiły podczas koncertów. Wierzyła jednak w to, że jej umiejętności artystyczne obroniłyby się i bez magii. - Ty rozmyślasz o takich rzeczach? - Właściwie to się nie spodziewała tego po nim.

- Nie wydaje mi się, żeby ich życia był ciekawe. Świat bez magii musi być bardzo nudny. - Nie umiała sobie go nawet za bardzo wyobrazić. - A Ty, co byś robił? - Zapytała go również, jakby siebie widział w takim świecie.

- Możemy zrobić naszyjnik, albo takie coś, co można powiesić na ścianie, te muszelki wtedy tak ślicznie brzmią, kiedy wiatr nimi porusza. Tylko musimy ich dużo nazbierać. - Sama Avery zaczęła się schylać w poszukiwaniu kolejnych pozostałości po mięczakach. - Całkiem ładna ta Twoja. - Oceniła jeszcze znalezisko swojego towarzysza.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#16
05.04.2023, 23:27  ✶  

A nie jesteś trochę opętany? To pytanie utkwiło mu przez chwilę w głowie. Przez jego twarz przeszedł mały grymas, który na całe szczęście trwał bardzo krótko. Zastanawiał się co dokładniej miała na myśli wypowiadając te słowa.

- Chyba nie... A jestem? - zapytał. Może Stella wiedziała coś o czym nie miał pojęcia. Wolał się upewnić, że jest z nim wszystko w porządku. Jakby się okazało, że tak nie jest, musiałby podjąć zapewne jakieś leczenie w tej kwestii. Albo chociaż udać się z tym do specjalisty.

- Aha? Sugerujesz, że są złe? - przymrużył lekko oczy - Działają, więc nie mogą być takie złe - oznajmił - Zresztą gdyby nie moje genialne pomysły to zapewne dzisiaj byśmy tutaj nie byli - przypomniał jej, specjalnie podkreślając świetność swoich propozycji. Mógł wymienić kilka sytuacji w których zdecydował się na jakiś krok, tylko dzięki swojemu tęgiemu umysłowi, który był jego niezawodnym kompanem.

- Oho… To bardzo ochocze podejście. Nie pozostaje mi życzyć nic innego jak powodzenia. Więcej tak prosto nie dam się tutaj wyciągnąć. Jeszcze znowu będziesz chciała wygrać kolejne życzenie - pokiwał jej przecząco palcem. Stella po prostu znalazła sobie maszynkę do wygrywania życzeń i teraz chciała z tego korzystać. Tak przynajmniej wydawało się Borginowi.

- Jak się rozchoruje to co takiego mi się stanie? - zapytał - Będę się wylegiwać w łóżku cały dzień… I marudzić na wszystko… - stwierdził. Prawda była jednak taka, że Stanley po prostu by pewnie oszalał. Zbyt długie wolne mu nigdy nie służyło - Ale mogę umrzeć. Przeziębienie to w końcu śmiertelna choroba wśród mężczyzn. Jakby tak się stało, to wiedz, że bardzo miło było Cię znać - przyznał. To właśnie dzięki niej do jego życia zawitało wiele szczęścia i ciepła. Wiedział, że przy niej może być po prostu sobą. Nie musiał starać się być kimś na pokaz, kimś kim nigdy nie był i nigdy nie zostanie.

- Uczę się od najlepszych - puścił jej oczko. Przed nim stała najlepsza aktorka jaką tylko znał. Nikt lepiej nie potrafił odgrywać rzeczy na zawołanie tak jak panna Avery. Podejrzał kilka sztuczek u niej i zaczął je implementować u siebie. Była przed nim jeszcze daleka droga do osiągnięcia perfekcji w tym fachu. Ale małymi kroczkami do przodu i kiedyś może ją doścignie.

- Tak? To zaraz się o tym przekonamy - zerwał się jakby próbował ją podnieść. Nie zrobił tego jednak. Chciał ją po prostu przestraszyć.

- No jeżeli wypełniam ten sam raport po raz setny danego dnia to tak. Myślę o różnych rzeczach. W końcu te kartoteki piszę już z pamięci - stwierdził jakby to była oczywista oczywistość. Koniec końców Stanleya interesowały przyziemne tematy - był tylko zwykłym brygadzistą - Ale oni też muszą mieć coś ciekawego. Jakby nie mieli to przecież zanudziliby się na śmierć. Na pewno nie mają quidditcha, więc muszą być bardziej znudzeni od nas. Chociaż o ociupinkę - mieli jakieś swoje sporty ale te nigdy go nie interesowały. Może gdyby grali tam Zjednoczeni z Puddlemere to kwestia wyglądałaby inaczej - Ja pewnie bym dołączył też do jakichś służb porządkowych. Jakaś policja czy coś takiego. U nich jest trochę większy wachlarz możliwości z tego co się orientuje - to było do przewidzenia. Nie zastanawiał się akurat nad tym zbytnio. Stellą zresztą chyba też nie, skoro stwierdziła, że też by malowała - czyli robiła dokładnie to samo co teraz.

Ucieszył się kiedy jego znalezisko zostało ocenione pozytywnie. Przez ułamek sekundy pomyślał, że może powinien zostać jakimś poszukiwaczem muszli czy innego bursztynu skoro tak dobrze mu szło. Na dłuższą metę wydawało to się być jednak tragicznym zajęciem, bez żadnych perspektyw i słabą, jeżeli nie tragiczną, płacą.

Szli dalej przed siebie, schylając się co jakiś czas aby podnieść muszle. Mimo, że ta aktywność nie należała do najbardziej wymagających lub interesujących, stanowiła najlepszą rozrywkę jaką mogli sobie w tym momencie zapewnić. Wszak temperatura, mimo słońca w zenicie, nie rozpieszczała. Stanley przez chwilę walczył ze sobą, czy powinien zapytać czy jednak nie. Jego ciekawość jednak zwyciężyła w tej nierównej walce - Jak przygotowania do ślubu siostry? - zagaił dosyć drażliwy temat. Tak mu się przynajmniej wydawało. Stella zawsze stawałą się trochę jakby nieswoja kiedy o tym wspominała. Zależało mu jednak na tym, aby wiedzieć jak się sprawy mają. Może mógłby coś zrobić? Jakoś pomóc, aby to nie było takie ciężkie dla niej?



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#17
06.04.2023, 21:27  ✶  

Stella nie zauważyła tego krótkiego grymasu. Może nawet to i lepiej, bo by się przejęła, że powiedziała coś nie tak, a miał to być jedynie żart. - Nie, nie jesteś, nie przejmuj się, czasami gadam głupoty. - Miała nadzieję, że nie przejmie si tym za bardzo, jeszcze sobie coś ubzdura przez jej durne poczucie humoru.

- Oczywiście, wszystko dzięki Tobie. - Postanowiła utwierdzić go w tym, że ma rację. Mogłaby mu wymienić kilka pomysłów, które uważała za takie nie do końca słuszne, jednak nie chciała teraz zaczynać swoich wywodów. Nie miało to większego sensu. Postanowiła ugryźć się w język.

- Myślisz, że muszę wygrywać, żeby spełniać swoje życzenia? - Pytanie było raczej retoryczne, jednak chciała mu chyba po prostu przypomnieć o tym, że zazwyczaj po prostu dostawała zawsze czego chciała, niczym rozkapryszony dzieciak. Wcale się tego nie wstydziła. Potrafiła zareagować tak, aby wzbudzić u drogiej osoby reakcję, której oczekiwała. Całkiem wprawiony był z niej zawodnik w takich grach.

- Najwyżej pojawię się tu sama, skoro nie chcesz mi towarzyszyć. - Nie, żeby był to jej pierwszy wybór, ale nie zamierzała też nikogo do niczego zmuszać.

- Wylegiwać w łóżku? Dobre sobie. - Nie potrafiła sobie tego wyobrazić. Znała go na tyle, że wiedziała, że praca jest bardzo istotną częścią jego życia, nie mógłby pewnie bez niej wytrzymać. - Wydaje mi się, że męczyłoby Cię to, że nie możesz pójść do pracy. - W końcu też zanim ją poznał, to tak naprawdę zajmował się głownie pracą. Przynajmniej takie miała wrażenie, jak opowiadał o swoim życiu. - Tak, przeziębienie - choroba, która powala najsilniejszych samców, niby taka niepozorna, a jednak. - Słyszała o tej przypadłości, nie miała zielonego pojęcia z czego wynika dramatyzowanie mężczyzn, niby tacy silni, a był w stanie ich doprowadzić do domniemanej śmierci katar, czy stan podgorączkowy. Nawet ciekawe jej się to wydawało.

- No coś Ty, przecież ze mnie żadna aktorka. - Starała się temu zaprzeczyć, chociaż wiedziała, że potrafiła manipulować innymi. Gdyby tylko chciała pewnie mogłaby zostać profesjonalną aktorką, było to jednak jedynie jej hobby, testowała je na najbliższych. Dobrze było wiedzieć, że Borgin docenia jej umiejętności, ale znał ją też już na tyle, że wiedział, kiedy grała.

Avery odruchowo odskoczyła do tyłu, kiedy Stanley zerwał się w jej kierunku. Zdecydowanie nie chciała skończyć dzisiaj w wodzie, a różne rzeczy mogły mu przyjść do głowy. Na szczęście była to jedynie próba przestraszenia jej, udana próba. - Nie rób tak więcej, bo zacznę krzyczeć. - Powiedziała wesołym tonem. Krzyk by tu nic nie dał, byli przecież w miejscu, gdzie nie było poza nimi żadnej żywej duszy.

Stella jakoś nigdy nie wgłębiała się w szczegóły pracy swojego towarzysza. Nie wydawała jej się porywająca, przynajmniej ta część związana z papierologią. Ściganie osób które popełniały wykroczenia musiało być trochę bardziej interesujące. W końcu każdy przypadek był inny, żadna sprawa nie była taka sama. - Pewnie tak, chociaż wydaje mi się, że nie różni się to za bardzo, możliwe, że mają jakieś swoje sporty, które są dla nich równie interesujące, co dla nas quidditch. - Chociaż dla Avery nawet i quidditch nie był za bardzo ciekawy. Nie do końca rozumiała, dlaczego aż tyle osób interesowało obserwowanie kilku osób latających na miotłach za tymi piłkami. - Nie wiedziałam, że się interesujesz mugolami. - Trochę ją to zaskoczyło, ona sama jakoś nigdy specjalnie nie wchodziła w to, jak wygląda ich życie, nie wydawało jej się to specjalnie interesujące.

Stella chciała, żeby zrobiło mu się miło. Tak się ucieszył z tej muszelki... Sama nie zaprzestawała w poszukiwaniu kolejnych okazów. Faktycznie w sumie będzie mogła coś z nich stworzyć. Nie było to takie głupie rozwiązanie, szczególnie, że uwielbiała wszelkie zajęcia manualne. Na pewno wymyśli coś ciekawego.

Spacerowali po tej plaży dłuższą chwilę. Rozmawiali na różne temat, Borgin zapytał o ślub siostry. W sumie Stella nie do końca wiedziała, jak idą przygotowania, niby starała się angażować w to wszystko, jednak nie do końca ją to interesowało. Miała wrażenie, że Kordelia nie do końca tego chce. Coraz bardziej rozumiała dlaczego. Współczuła jej mocno, że była starsza, ale nie wspominała o tym, co dzieje się w jej życiu. Avery po raz pierwszy miała przed siostrą tajemnicę i wcale tego nie żałowała. - Ostatnio zajmowali się dekoracjami, pastelowe kolory, jakieś takie pierdoły, dużo kwiatów, ale szczerze mówiąc jedynie potakiwałam, nie jestem specjalistką od ślubów, no i to nie mój dzień. - Pojawiała się tam, gdzie oczekiwali jej rodzice. Uśmiechała się przy tym, żeby wszystkim wokół zrobić przyjemność, jej zaangażowanie w ślub siostry było jednak znikome.

Czas płynął zdecydowanie zbyt szybko w dobrym towarzystwie. Słońce zaczęło zachodzić, a oni musieli wrócić jeszcze do Londynu. Wyruszyli więc w drogę powrotną, do budynku w którym znajdował się kominek należący do sieci Fiuu. Zanim znaleźli się jednak w środku, Avery pozwoliła sobie jeszcze ostatni raz pozwolić na moment bliskości - musnęła ponownie policzek Stanleya, bo za chwilę znowu będą musieli udawać, że nic ich nie łączy. Powrót do szarej rzeczywistości był dosyć brutalny, ale póki co musiała to zaakceptować.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Stanley Andrew Borgin (5837), Stella Avery (6180)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa