Kwiecień nie był jeszcze takim złym miesiącem jeśli chodzi o wylegiwanie się na piasku. Szczególnie, kiedy był już całkiem przyjemnie nagrzany przez promienie słońca, które intensywnie na niego świeciły. Zawsze mogło być gorzej. Mogła zabrać tu ze sobą zimą i nie mieliby nawet możliwości, aby sobie odpocząć, na szczęście Avery nie była aż tak bardzo ekstremalna, zdecydowanie wolała wybrać to miejsce, kiedy pogoda będzie odpowiednia. Miała dzisiaj szczęście, udało jej się wygrać ten krótki wyścig bez większego problemu, choć spodziewała się, że będzie zupełnie inaczej. Nie, żeby ją to nie cieszyło. Każde zwycięstwo w końcu smakowało dobrze, bez względu na to, w jaki sposób do niego doszło. Nie sądziła, że udało jej się wygrać przez niedopowiednie obuwie konkurenta, może to i lepiej.
- Nie sądziłam, że tak łatwo będzie Cię zabić. - Rzekła całkiem wesołym tonem. Spodziewała się chyba po nim trochę więcej, jednak tę myśl pozostawiła sobie. - Tak właściwie, to całkiem malownicze miejsce do wyzionięcia ducha, nie mogłeś lepiej trafić. - Okoliczności przyrody były naprawdę atrakcyjne, gdyby miała umrzeć, to pewnie chciałaby, żeby doszłoby do tego w równie malowniczych warunkach.
- Tak sobie myślę, jeśli to Ty się zaraz przekręcisz, to czy Ty nie powinieneś mieć swojego ostatniego życzenia, tak to chyba jest kiedy leży się na łożu śmierci. - Przynajmniej tak się jej wydawało. Zaczęła się nad tym zastanawiać przez moment. Chyba miała rację, każdemu umierającemu przysługiwało ostatnie życzenie.
- Przepraszam i obiecuję, że się to już więcej nie powtórzy. Nie wiem, co mnie tknęło, sama nienawidzę biegać, ale wiesz, troszkę adrenaliny, myślałam, że dobrze nam to zrobi. - Jak widać ona faktycznie nie najgorzej to zniosła, pomimo swej nienawiści do sportu. Jej twarz nabrała nieco koloru dzięki temu, że postanowiła się poruszać.
- Widzisz, mam swoje tajemnice, może kiedyś poznasz wszystkie i nie będę w stanie Cię zaskoczyć. - Choć sama nie spodziewała się, że pójdzie jej lepiej niż jemu. Zresztą pewnie nikt w ogóle nie wpadłby na to, że może się to potoczyć właśnie w ten sposób, a wszystko to wina niewygodnych butów.
- Och tak, przekażę, że zabiłam jej jedynego syna przebieżką w stronę plaży. Na pewno będzie dumna, tylko nie wiem, czy z Ciebie, czy ze mnie. - Wolałaby jednak uniknąć takiej konfrontacji mimo tego, że przepadała za matką Stanleya, miała wrażenie, że gdyby dowiedziała się o tym, że Avery zabiła jej jedynego syna to zmieniłaby swój stosunek do jej osoby.
- Jeśli mam być szczera, to śmierć jako pirat na morzu brzmi zdecydowanie lepiej, może i matka mogłaby być nawet dumna. Tak wyzionąć ducha z powodu biegu, to trochę wstyd. - Zdecydowanie ta wersja brzmiała dumniej. Dobrze, że ją podsunął, mogłaby ominąć w opowieści moment, w którym staje się odpowiedzialna za jego śmierć.
Stella w ogóle nie pilnowała czasu. Nie czuła takiej potrzeby w tej styuacji. Znajdowali się na plaży, z dala od ciekawskich spojrzeń, mogłaby tu siedzieć cały dzień. - Poinformuję Cię listownie o tym życzeniu, któregoś dnia się obudzisz i będziesz miał niespodziankę, nie będziesz mi mógł odmówić. - Brzmiało to jak plan idealny i dawało jej czas, aby wymyslić coś, co naprawdę by ją uszczęśliwiło, miała nadzieję, że nie będzie oponował.
Stella podniosła się do pozycji siedzące. Usiadła po turecku, dłonie położyła przed sobą i mimowolnie dotykała piasek. Wpatrywała się w fale, które uderzały w skały. Uspokajał ją ten widok. - Jak zawsze. - Skomentowała to, że przyznał, że miała rację. Spodziewała się, że mu się tu spodoba. - Tak, latem też jest pięknie. - Tylko pojawiała się trochę więcej osób, a ona wolała to miejsce, gdy było opuszczone. - Nie ma tragedii, ale nie lubię, kiedy pojawia się ich zbyt wielu. Czuję się, jakby ktoś odbierał mi coś mojego. - Nie miała pojęcia czym było spowodowane to uczucie, w końcu miała świadomość, że ta plaża nie należy do niej, jednak kiedy widziała tutaj więcej osób, to czuła się, jakby ktoś wchodził do jej życia.