• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 Dalej »
05.04.1972| Viorica & Mackenzie | Prosze dopisac do rachunku

05.04.1972| Viorica & Mackenzie | Prosze dopisac do rachunku
Fanka kamieni szlachetnych
I'm addicted to shiny things
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Pierwsze co rzuca się w oczy to burza czarnych, kręconych włosów. Okalają jasną twarz usianą licznymi piegami. Osadzone w niej szarozielone oczy często mają w sobie psotną iskrę. Viorica ma 167 centymetrów wzrostu, jest lekko tu i tam zaokrąglona, co nadaje jej pewnego uroku. Zwykle ubrana w kolorowe, wygodne ubrania. Nie boi się krótkich sukienek czy większych dekoltów, choć do pracy zawsze stara ubierać się stosownie. Zwykle ma na sobie jakiś element biżuterii. Najczęściej wykonany właśnie przez nią, czasem ukradziony lub "pożyczony". Niemal zawsze ma krótkie paznokcie, jej pace często są przybrudzone od metalu, z którym pracuje. Czasem zdarza jej się nosić specjalny monokl, który ułatwia jej pracę z drobną i wymagającą powiększenia biżuterią. Ma przyjemny, słodki głos, zwykle chodzi przez świat pewnym krokiem i z uśmiechem na ustach. Często pachnie metalem i różanymi perfumami.

Viorica Zamfir
#1
21.01.2023, 22:44  ✶  
Restauracja wydawała się naprawdę droga. Kelnerzy uwijali się w nienagannie wyglądających uniformach, jedzenie wyglądało apetycznie, alkohol zapewne pochodził z najwyższej półki, choć nazwy trunków jej nic nie mówiły.
Dlatego uwielbiała robić za przedstawiciela i zgadzała się spotykać z klientami przy każdej możliwej okazji. Właściciele przybytku, u których pracowała, wykorzystywali zaś fakt jej zdolności oczarowywania potencjalnych kontaktów biznesowych, każdy więc był zadowolony z takiego obrotu spraw.
Dziś miała zaś spotkać się z zawodową graczką quidditcha. Nie była fanką gry, nigdy nie należała do tych, którzy parowali z miotłą po murach Hogwartu, jednak dla tego zlecenia musiała się lekko podszkolić. Mieli wykonać biżuterię związaną z grą, a także specjalne zestawy sygnowane herbami zawodowych drużyn. Spinki do mankietów, broszki, naszyjniki - wszytsko co dało się sprzedać fanom, chcącym w ten sposób pokazać swoją jedność z ukochaną grupą graczy. Do tego klasyczne kolczyki kształcie złotych zniczów - coś, co zapoczątkowało całą kolekcję, czy bransoletki w kształcie wygiętych mioteł. Pomysł był świetny. Teraz potrzebowali tylko kogoś, kto go rozreklamuje.
Wysłali parę listów, pana Greengrass odpowiedziała na niego jako pierwsza, dlatego to na niej skupiła się współpraca, przynajmniej na początku. Na razie nie mogli pozwolić sobie, by zapłacić większej ilości graczy, tak przynajmniej słyszała od swoich pracodawców, czuła jednak, że to może się zmienić.
Wraz z sobą miała pierwsze wykonane prototypy, bezpiecznie schowane w walizce, którą trzymała między nogami.
Sama prezentowała się tak, by nie odstawać od klienteli lokalu. Miała na sobie turkusową, zwiewną sukienkę, z dekoltem i rękawami kończącymi się tuż za łokciami. Tuż nad piersiami zawisł srebrny łańcuszek z zawieszką z szafirem, na ręce błyszczała bransoletka od kompletu. Wypożyczonego ze sklepy, dla podkreślenia prezencji. W uszach błyszczały diamentowe, drobne kolczyki, jej własność, którą kiedyś przywłaszczyła sobie na urodziny. Nikt resztą nigdy ich nie szukał.
Przeglądała kartę dań, na razie zamawiając tylko lampkę różowego wina musującego, które umilało jej czas. Miała zamiar jednak skorzystać z możliwości zjedzenia czegoś dobrego. Oczywiście na koszt swojej klientki. W końcu na pewno dobrze zarabiała. Nie to, co biedna rzemieślniczka.
Uśmiechnęła się, gdy jeden z kelnerów przyprowadził blondwłosą graczkę. Wstała, wyciągając rękę do Greengrass.
- Dzień dobry - słodki głos rozbrzmiał po sali. - Miło mi, że zgodziłaś się spotkać - o dziwo nawet nie musiała kłamać. Naprawdę była podekscytowana, mogąc zaprezentować dzieła, do których przyłożyła swoją rękę, szczególnie do emaliowanych herbów, które skrzętnie ręcznie malowała.
Miotlara
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jasne włosy, niebieskie oczy, niezbyt wysoki wzrost - około 166 cm, szczupła, wysportowana sylwetka. Mówi niezbyt głośno, rzadko patrzy komuś w oczy, a w tłumie nie mówi za wiele.

Mackenzie Greengrass
#2
22.01.2023, 00:35  ✶  
Zasadniczo na list odpisała nie sama Mackenzie, a trener, którego entuzjazm wybił pod niebiosa. Była to reklama dla drużyny, a przy okazji także czysty zysk, bo według kontaktu ze Srokami, procent współpracy reklamowej wędrował na ich konto.
A Green, chyba jako jedyna w drużynie, dotąd takich zbytnio nie podejmowała. Była ostatnią osobą, która by się do tego nadawała, przynajmniej we własnym mniemaniu, poza tym odrywało ją to od treningów. Nie protestowała jednak zbyt gorąco, ulegając wreszcie argumentom, że „to dla dobra drużyny”, „większość osób w grupie to mężczyźni, nie zareklamują bransoletki”, „grasz w Srokach i drużynie narodowej, jesteś do tego najlepszą kandydatką”. Może, tylko może, myśl o tej reklamie osładzał jej fakt, że kolekcja quidditchowej biżuterii faktycznie wydawała się Green ciekawa. A poza tym miała być dla fanów, prawda? Pewnie dlatego nie zademonstrowała swojego zwykłego uporu…
Wpadła do restauracji zziajana, spóźniona jakieś trzy minuty. W przeciwieństwie do Viorici odstawała od gości. Na tyle, że kelner obrzucił ją zdziwionym spojrzeniem, kiedy wyjaśniła, z kim ma się spotkać. Jasne, lekko kręcone włosy były rozwichrzone, miała na sobie byle jaką bluzę i spodnie i żadnych ozdób. Blada twarz, przywodząca na myśl porcelanową lalkę – co nie pasowało do charakteru Mackenzie tak bardzo, że już bardziej chyba nie mogło – nie nosiła śladu makijażu. W dodatku w ręku zamiast torebki Mackenzie dźwigała torbę (a w tej, choć nie dało się tego stwierdzić na pierwszy rzut oka, był strój do quidditcha), a w drugim… miotłę. Najnowszy model Nimbusa, niebotycznie drogi, potwierdzający, że owszem, Mackenzie „Green” Greengras, ścigająca angielskiej drużyny quidditcha doskonale zarabia, mimo tego, że jej buty wyglądały tak, jakby nosiła je już trzy sezony.
To nie tak, że Mackenzie nie wiedziała, że do takiej restauracji należy się właściwie ubrać. (Bo mogła się tego domyślać, nawet, jeżeli nie bywała w nich często.) Po prostu dzisiejszy trening się przedłużył: trener, niepomny, że sam wysyłał ją na to spotkanie, uparł się, że nie wypuści nikogo, póki nie wykonają manewru perfekcyjnie, a nowy ścigający w drużynie kompletnie sobie z tym nie radził. W konsekwencji Greengrass, choć użyła znienawidzonej teleportacji (i zwymiotowała w zaułku, zanim tu przybiegła), nie miała żadnych szans zdążyć na czas, jeżeli postanowiłaby najpierw pójść do mieszkania i przebrać się w naszykowany strój. Szła więc sztywno wyprostowana, starając się ignorować cudze spojrzenia. (Ba, tych było mniej niż się jej wydawało, bo jednak każdego zajmował przede wszystkim posiłek, a pewnie jeszcze ze dwie, trzy osoby obejrzały się za nią, bo ot rozpoznały twarz z gazet czy plakatów.)
- Dzień dobry – przywitała Vioricę. Jeżeli było jej wstyd tego, jak wygląda, to nie dało się tego dostrzec od razu, bo minę miała iście kamienną. – Przepraszam za spóźnienie. Trening się przedłużył – wyjaśniła. Torbę położyła obok stolika i zajęła miejsce. Kelnera poprosiła o wodę i sałatkę. To nie tak, że nie lubiła jeść: uwielbiała. Ale ze względu na karierę pilnowała pewnej diety i nie ufała tutejszym potrawom, a poza tym żołądek po teleportacji wciąż nie doszedł do siebie…
Fanka kamieni szlachetnych
I'm addicted to shiny things
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Pierwsze co rzuca się w oczy to burza czarnych, kręconych włosów. Okalają jasną twarz usianą licznymi piegami. Osadzone w niej szarozielone oczy często mają w sobie psotną iskrę. Viorica ma 167 centymetrów wzrostu, jest lekko tu i tam zaokrąglona, co nadaje jej pewnego uroku. Zwykle ubrana w kolorowe, wygodne ubrania. Nie boi się krótkich sukienek czy większych dekoltów, choć do pracy zawsze stara ubierać się stosownie. Zwykle ma na sobie jakiś element biżuterii. Najczęściej wykonany właśnie przez nią, czasem ukradziony lub "pożyczony". Niemal zawsze ma krótkie paznokcie, jej pace często są przybrudzone od metalu, z którym pracuje. Czasem zdarza jej się nosić specjalny monokl, który ułatwia jej pracę z drobną i wymagającą powiększenia biżuterią. Ma przyjemny, słodki głos, zwykle chodzi przez świat pewnym krokiem i z uśmiechem na ustach. Często pachnie metalem i różanymi perfumami.

Viorica Zamfir
#3
24.01.2023, 17:53  ✶  
Rzeczywiście, pojawienie się Mackenzie spowodowało niemałe poruszenie. Przyciągała wzrok, nie ważne, czy ktoś był jej fanem, czy nie. Jej ubiór i nagłe wpadnięcie spowodowało kilka krzywych spojrzeń, Vior jednak nic sobie z tego nie robiła. Uśmiechała się, podekscytowana tematem, na który przyjdzie im rozmawiać.
Widziała w blondynce prawdziwego sportowca. W jej ruchach, w wyglądzie, podobało jej się to, co widzi. Trochę marudziła, gdy wszyscy nalegali, by do ich małej kampanii koniecznie oddelegować jedną z zawodniczek, nie zawodników, bo mimo wszystko zrobiona przez nich biżuteria według Viorici pasowała zarówno dla przedstawicieli płci męskiej i żeńskiej, nie miała jednak za dużo do powiedzenia. Zresztą, dla niej rzadko, która biżuteria była na przykład typowo kobieca. Arcydzieło było arcydziełem i mogła je nosić po prostu osoba, która nadawałaby mu jeszcze większej wartości. I co prawda tym razem mieli prezentować ozdoby produkowane dla mas, nadal jednak według niej nie powinni ograniczać się do jednej płci. Mało kto ją jednak słuchał. Przynajmniej na razie.
- Nic się nie stało, pozwoliłam sobie jednak już zamówić coś do picia. - Usiadła, po czym sama złożyła zamówienie. Jakiś całkiem smacznie brzmiący makaron. Nie, żeby do końca wiedziała, jak miał wyglądać i z czym dokładnie miał zostać podany. Nie miała okazji często zachodzić do takich miejsc, więc cieszyła się, póki mogła.
- Jak minął trening? Jak forma? Mam nadzieję, że znakomita - zaczęła, chcąc dać pannie Greengrass chwilę oddechu, zanim nie przejdą do interesów. Przy okazji zaś zbliżyć się trochę do klientki, ot, by lepiej się współpracowało. Stara sztuczka, zapewne znana, działał jednak na tyle często, że szkoda było jej nie wyciągnąć z rękawa
Upiła łyk wina.
W sumie podziwiała, że kobieta przed nią siedząca potrafiła nadal wyglądać ładnie przy kompletnym braku starań. Sama zawsze przykładała uwagę do wyglądu, lubiąc momenty, gdy udawało jej się przykuwać spojrzenia. Mackenzie może nie miała w sobie zbyt dużego magnetyzmu, to jednak czyniło z niej idealną osobę do ich aktualnego projektu. Naturalna, o ile ładnie się uśmiechnie, będzie mogła skradać serca. Przynajmniej w oczach Vior.
- Chcesz najpierw zjeść, czy od razu zobaczyć produkty? - zapytała, wiedząc, że zanim dotrze do nich ich zamówienie, może trochę minąć. Przynajmniej zrobienie makaronu powinno chwilę zająć. Ścisnęła walizkę między nogami, nie mogąc się doczekać, aż po nią sięgnie i zacznie opowiadać o wszystkim, co przygotował jej zakład.
Miotlara
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jasne włosy, niebieskie oczy, niezbyt wysoki wzrost - około 166 cm, szczupła, wysportowana sylwetka. Mówi niezbyt głośno, rzadko patrzy komuś w oczy, a w tłumie nie mówi za wiele.

Mackenzie Greengrass
#4
24.01.2023, 18:33  ✶  
- Żaden problem – odparła Mackenzie automatycznie na słowa o tym, że Viorica zamówiła już coś do bicia. Sama zamówiła najtańsze pozycje z menu po pierwsze ze względu na rygorystyczną dietę – nie polegającą na głodzeniu się, oczywiście, musiała mieć dużo siły, a ot odpowiednich składnikach i przerwach między posiłkami – ale też niejako w odruchu, jaki wciąż został jej z czasów szkoły i tego pierwsze roku tuż po niej, gdy walczyła o przetrwanie.
Byłoby ją stać i na najdroższe.
Oczywiście, gdyby nie to, że zapomniała pobiec do domu po portfel, o czym jeszcze nie pomyślała.
Rzeczywiście wyglądała na sportowca, gdy dokładnie się jej przyjrzeć. I o ile niezbyt dbała o takie szczegóły, jak fryzura czy makijaż, to już o swoje ciało troszczyła się wręcz obsesyjnie, nierzadko uciekając się wręcz do skrajności. To była część tej większej obsesji, na którą Greengrass zapadła, gdy mając kilka lat pierwszy raz usiadła na miotle jednego dzieciaka z sąsiedztwa. Na punkcie latania i quidditcha.
- Też mam nadzieję, że jest znakomita – powiedziała. Siedziała trochę sztywno, bo ani spotkania biznesowe, ani rozmowy z nieznajomymi nigdy nie przychodziły jej z łatwością. Fakt, że kobieta naprzeciwko niej zdawała się taka elegancka i pewna siebie, i pasowała do tej restauracji idealnie, zarówno wyglądem, jak i sposobem bycia, w przeciwieństwie do Mackenzie, tylko wszystko utrudniał. – Wygraliśmy dwa pierwsze mecze w Lidze, więc dalej powinno być tylko lepiej.
A przynajmniej miała cholerną nadzieję, że właśnie tak będzie. O ile porażki na ziemi przyjmowała z filozoficznym spokojem, jako coś, co po prostu człowiekowi się przytrafia, o tyle te na miotle znosiła bardzo, bardzo źle.
Z prawdziwą ulgą przyjęła kolejne pytanie. Oglądanie produktów Viorici (chociaż Mackenzie za nic nie mogła sobie przypomnieć jej imienia – acz rzecz jasna nie planowała się do tego przyznawać) zdejmowało z niej konieczność prowadzenia uprzejmej konwersacji i udawania normalnego człowieka. Takiego, który znał się na czymkolwiek poza miotłami oraz roślinami i wiedział cokolwiek o stosunkach międzyludzkich.
- Bardzo chętnie je obejrzę – zapewniła Greengrass natychmiast. Co z tego, że unikała zwykle biżuterii, która mogła być problematyczna podczas ćwiczeń i treningów? Ozdoby miały być związane z quidditchem. Pewnie obejrzałaby je nawet mijając wystawę sklepu jubilera, a tutaj była do tego podwójnie chętna, bo umożliwiało to skupienie się na interesach i od razu tworzyło tematy do rozmowy, aby nie zapadło niezręczne milczenie. – Trener wspominał o bransoletkach, kolczykach i ozdobach limitowanych nawiązujących do ulubionych drużyn?
Fanka kamieni szlachetnych
I'm addicted to shiny things
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Pierwsze co rzuca się w oczy to burza czarnych, kręconych włosów. Okalają jasną twarz usianą licznymi piegami. Osadzone w niej szarozielone oczy często mają w sobie psotną iskrę. Viorica ma 167 centymetrów wzrostu, jest lekko tu i tam zaokrąglona, co nadaje jej pewnego uroku. Zwykle ubrana w kolorowe, wygodne ubrania. Nie boi się krótkich sukienek czy większych dekoltów, choć do pracy zawsze stara ubierać się stosownie. Zwykle ma na sobie jakiś element biżuterii. Najczęściej wykonany właśnie przez nią, czasem ukradziony lub "pożyczony". Niemal zawsze ma krótkie paznokcie, jej pace często są przybrudzone od metalu, z którym pracuje. Czasem zdarza jej się nosić specjalny monokl, który ułatwia jej pracę z drobną i wymagającą powiększenia biżuterią. Ma przyjemny, słodki głos, zwykle chodzi przez świat pewnym krokiem i z uśmiechem na ustach. Często pachnie metalem i różanymi perfumami.

Viorica Zamfir
#5
28.01.2023, 15:06  ✶  
Jak doskonale znała smak życia, w którym ledwo starczało do pierwszego. Jej matka nigdy nie zarabiała dużo, nie mają ani koneksji, ani nie osiągając wybitnych wyników w szkole, które zapewniłyby jej jakieś ważne stanowisko. Dodając do tego nieślubną córkę, którą była Vior, łatwo można było się domyślić, że sytuacja finansowa ich małej rodziny nie kształtowała się za wybitnie. Szczególnie gdy odeszli rodzice Ralitsy i zostały ze wszystkim we dwie.
Właśnie to popchnęło ją w nieciekawe towarzystwo. Z którego jako tako się wyplątała, zdobywając nie tak źle płatną pracę, choć wiele odruchów, przyzwyczajeń i problemów z nią zostało.
Szkoda, że miało to dziś doprowadzić do względnie niezręcznej sytuacji. Nie, żeby była to jej pierwsza podobna.
Pokiwała z uznaniem głową, zauważając, że siedząca przed nią kobieta chyba czuła się lekko nieswojo. Nie lubiła, gdy ludzie nie potrafili się przy niej zachowywać naturalnie, nie znała jednak jej na tyle, by wiedzieć, w jaki sposób rozluźnić atmosferę. Trzymała się więc tematów quidditcha i interesów.
- Wspaniale to słyszeć, teraz nie pozostaje mi nic innego, jak wam dalej kibicować. Liczę na same dobre mecze, choć podejrzewam, że innych nie rozgrywacie - ot, trochę słodzenia nigdy nikomu nie zaszkodziło. Co z tego, że ostatni mecz widziała jeszcze w Hogwarcie.
Rozpromieniła się jednak szczerze, gdy tylko Mackenzie postanowiła przejść do ich głównego punktu spotkania. Niemal natychmiast Vior sięgnęła po obszerną, dość ciężką walizkę. Z lekkim tąpnięciem położyła ją na stolik, zostawiając mało miejsca na ewentualne talerze, które jeszcze na razie do nich nie dotarły.
- Och, kolekcja składa się z dwóch głównych motywów, jakbym to nazwała. Jedna jej cześć składa się z biżuterii ogólnie związanej z quidditchem, druga zaś jest poświęcona konkretnym drużynom. Ogólnie całość opiera się na biżuterii pozłacanej lub posrebrzanej, w zależności od możliwości klienta oraz ewentualnych preferencji. Brak w niej diamentów, rubinów czy innych dużych kamieni, istnieją jednak edycje limitowane z cyrkoniami. Ogólnie zamysł jest taki, by nie była zbyt krzykliwa, raczej prosta i z klasą - tak właśnie widzę ozdoby, które mogliby nosić sportowcy - mówiła, powoli otwierając walizkę. Ułożone zostały w niej dwie specjalne przegrody na ozdoby, jedna na drugiej. Na razie mogły podziwiać tylko jedną. Greengrass mogła zauważyć kolczyki w kształcie zniczy i mioteł, ten drugi motyw królował także na bransoletkach. Pyszniły się także tematyczne wisiorki, spinki do krawatów, a także proste broszki. W głównym miejscu walizki jednak widniała sporej wielkości zawieszka w kształcie kufra.
- Otwórz ją - zaproponowała wyraźnie podekscytowana kobieta. Był to przedmiot, który miał być dostępny tylko na zamówienie. W kufrze bowiem po otworzeniu miały prezentować się wykonane z kryształu kafle i tłuczki, a także, po otworzeniu specjalnych drzwiczek, wykonany ze szczerego złota znicz, który po otwarciu wykonywał kółeczka woków wisiorka. Niemalże idealna miniaturowa kopia sprzętu zwykle używanego do przechowywania magicznych piłek.
Miotlara
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jasne włosy, niebieskie oczy, niezbyt wysoki wzrost - około 166 cm, szczupła, wysportowana sylwetka. Mówi niezbyt głośno, rzadko patrzy komuś w oczy, a w tłumie nie mówi za wiele.

Mackenzie Greengrass
#6
29.01.2023, 22:28  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.01.2023, 22:30 przez Mackenzie Greengrass.)  
Nie musiała już martwić się o pieniądze. Pewne przyzwyczajenia tkwiły jednak głęboko pod skórą. Zbyt głęboko, aby Greengrass mogła je wyplenić tak od razu. Tworzyły się przez kilkanaście lat, więc marne dwa lata, bo mniej więcej od dwóch lat nie musiała troszczyć się o pieniądze, nie wystarczyły na pozbycie się ich.
Mackenzie nie była osobą najlepiej radzącą sobie z ludźmi. Nie oznaczało to jednak, że była bardzo łatwowierna. Wręcz przeciwnie, miała skłonność do doszukiwania się złych intencji nawet tam, gdzie ich nie było. Słowa Viorici przyjęła więc z uprzejmym kiwnięciem głowy, inaczej na nie nie reagując, bo i powątpiewała, czy ta naprawdę tak myśli.
Zresztą Green doskonale wiedziała, że miewali złe mecze. Dla niej każdy przegrany był takim złym, a w poprzednim sezonie się taki zdarzył, prawda?
Dość szybko wyleciało jej to jednak z głowy, bo skupiła się na zawartości skrzyneczki. Przechyliła się ku niej, by lepiej widzieć, i teraz wyraźnie słuchała z uwagą każdego wygłaszanego słowa. Nie stałoby się tak zapewne, gdyby zaczęto prezentować Mackenzie brylantowe kolie czy srebrne tiary ze szmaragdami. Biżuteria związana z quidditchem to było jednak coś innego.
- Moja koleżanka z drużyny uwielbia krzykliwą biżuterię – powiedziała na „ozdoby, które mogliby nosić sportowcy”, ale nie była to chyba przygana, wnioskując po tym, że na jej twarzy pojawił się po raz pierwszy uśmiech. – Ale mnie te podobają się dużo bardziej.
Nie odważyła się sięgnąć po biżuterię, ale z dużym zainteresowaniem przypatrywała się każdej sztuce. Najwięcej uwagi Mackenzie przyciągnął wisiorek, głównie dlatego, że taki schowany pod szatą mógł być spokojnie noszony także na miotle (choć nie podczas meczu, oczywiście: za łatwo byłoby o wypadek). Bransoletkę przy gwałtownym ruchu łatwiej byłoby zerwać.
Zaintrygowana sięgnęła, by otworzyć kufer i uśmiech poszerzył się trochę, kiedy pojawiły się kafle, tłuczki i złoty znicz.
- Genialne – podsumowała. Może trochę zbyt strojne jak na gusta kogoś takiego, jak ona, ale hej: to była naprawdę genialna rzecz, w dodatku związana z quidditchem! – Macie sklep z biżuterią, prawda? Może powinniście rozważyć postaranie się o zgodę na sprzedaż w pobliżu stadionu. Myślę, że sporo fanów może być zainteresowanych.
Mackenzie była tak pochłonięta przypatrywaniem się ozdobom, że nie zauważyła biednego kelnera, który stał nad nimi z tacą, nie bardzo mając gdzie rozstawić talerze i szklanki.
Fanka kamieni szlachetnych
I'm addicted to shiny things
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Pierwsze co rzuca się w oczy to burza czarnych, kręconych włosów. Okalają jasną twarz usianą licznymi piegami. Osadzone w niej szarozielone oczy często mają w sobie psotną iskrę. Viorica ma 167 centymetrów wzrostu, jest lekko tu i tam zaokrąglona, co nadaje jej pewnego uroku. Zwykle ubrana w kolorowe, wygodne ubrania. Nie boi się krótkich sukienek czy większych dekoltów, choć do pracy zawsze stara ubierać się stosownie. Zwykle ma na sobie jakiś element biżuterii. Najczęściej wykonany właśnie przez nią, czasem ukradziony lub "pożyczony". Niemal zawsze ma krótkie paznokcie, jej pace często są przybrudzone od metalu, z którym pracuje. Czasem zdarza jej się nosić specjalny monokl, który ułatwia jej pracę z drobną i wymagającą powiększenia biżuterią. Ma przyjemny, słodki głos, zwykle chodzi przez świat pewnym krokiem i z uśmiechem na ustach. Często pachnie metalem i różanymi perfumami.

Viorica Zamfir
#7
02.02.2023, 21:10  ✶  
Viorica wręcz przeciwnie, uwielbiała spędzać czas z ludźmi i w małym paluszku miała umiejętność ich mamienia oraz czarowania. Cóż, pozwalało jej to nie raz uniknąć kłopotów, do tego powodowało, że wiele osób potrafiło się dla niej zrobić więcej, niż nakazuje rozsądek. Lubiła to uczucie, gdy owinęła sobie kogoś wokół palca. Choć nie testowała swoich umiejętności na każdym. Raczej bawiła się w ten tylko w potrzebie. Z przyjaciółmi wolała tkwić w szczerych i prawdziwych relacjach.
Teraz jednak skupiała się na za chwyceniu Greengrass. Widziała, że to się na razie udaje. Uśmiechnęła się na wspomnienie o koleżance graczki, spoglądając na chwilę blondynce w oczy.
- Każdy ma prawo mieć własny styl. Choć nie unikniemy pewnych skojarzeń w społeczeństwie. Na przykład, wszyscy widząc sportowców doszukują się pewnej swobody, którą pamiętają z boiska. I tak zdecydowanie do waszego wizerunku, który tkwi w głowach zwykłych szarych ludzi, pasuje coś prostego, luźnego, ale za to tryskającego energią. Właśnie to próbowaliśmy oddać biżuterią. Właśnie dlatego sprawdzisz się lepiej niż twoja koleżanka w roli naszej modelki. Bo idealnie pasujesz do wyobrażeń fanów - mówiła, spoglądając z pewną czułością na błyskotki, które pyszniły się przed nimi.
Przyglądała się uważnie reakcji na eksponat specjalny. Poczuła dumę, słysząc komplement, wyprostowała się trochę na krześle, wiedząc, że miała spory wpływ na ostateczny wygląd i działanie wisiora. Udało się zdobyć uznanie kogoś, kto znał quidditch od podszewki, to oznacza, że na pewno uda się sprzedać małe arcydzieło wymagającym fanom.
- Na pewno pomyślimy o sprzedaży pod stadionami, szczególnie że mam jeszcze więcej do pokazania, jak myślę, jeszcze większy hit sprzedażowy - zaczęła, zaraz jednak umilkła, zauważając posyłającego błagalne spojrzenie kelnera. Wyszczerzyła do niego białe zęby w rozbrajającym uśmiechu, zdejmując walizkę ze stolika i kładąc ja sobie na kolana.
- Och! Przepraszamy - rzuciła, spoglądając na apetycznie wyglądający makaron, który przed nią położono. Upiła łyk wina, zanim nie zaczęła dalej mówić do Mackenzie.
- Ogólnie ludzie uwielbiają identyfikować się z daną drużyną, chcieliśmy więc, by mogli pokazywać swoje przywiązanie do niej także na co dzień. Dlatego, przygotowaliśmy to - uniosła jedno dno walizki, by spod niego wyjąć drugie, przekazując je Greengrass. Tym razem w przegródkach widniały piękne wisiorki, broszki, kolczyki czy spinki do mankietów, wszystkie zaś sygnowane logami poszczególnych drużyn quidditcha z ligi. Najwięcej elementów zdobiło oczywiście godło Srok, w którym grała rozmówczyni Viorici. Celowy zabieg.
- Myślę, że broszki będą główną maszyną napędową sprzedaży, drugie w kolejności pewnie okażą się popularne wisiorki. Pozłacane lub posrebrzane, ręcznie malowane kolorową emalią, większość wykonałam sama, nie chwaląc się - mrugnęła do Mackenzie.
Zabrała się za makaron, czekając, na reakcje, znów żyjąc w nadziei, że jej ego zostanie połechtane. Ciekawe, czy desery też mieli tak wyśmienite?
Miotlara
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jasne włosy, niebieskie oczy, niezbyt wysoki wzrost - około 166 cm, szczupła, wysportowana sylwetka. Mówi niezbyt głośno, rzadko patrzy komuś w oczy, a w tłumie nie mówi za wiele.

Mackenzie Greengrass
#8
03.02.2023, 12:46  ✶  
- Pewnie masz rację. Widząc Carly poza boiskiem, mało kto wierzy, że jest sportowcem – przyznała Mackenzie. Carly, w powietrzu niewielkie mniej skuteczna niż sama Mackenzie, lubowała się w różowych sukienkach, szpilkach, krzykliwych ozdobach i mocnym makijażu. Była dziewczyną, z którą chłopcy chcieli się umawiać, a kobiety przyjaźnić – ale rzeczywiście, zestawienie jej sportowego wizerunku z tym codziennym często wywoływało w ludziach dysonans.
Green, choć dalej nie była przekonana do samej idei, musiała niechętnie przyznać, że w logice Viorici jest sporo racji i pewnie tym kierował się trener. Po prostu nie potrafił tego dokładnie wyjaśnić. Ewentualnie chodziło o to, że Carly już miała współpracę bodaj z Domem Mody Rosierów… (Tak, Mackenzie nie orientowała się na tyle, by być tego pewną.)
Zresztą, choćby to, że Mackenzie była gotowa coś z tej biżuterii dobrowolnie nosić, nie tylko dlatego, że zobowiąże ją do tego kontakt, już świadczyło o trafieniu w dziesiątkę.
- To jest dobre. Z tego, co wiem, szaliki z emblematami schodzą jak szalone, zwłaszcza w sezonie Ligii i przed Yule. Bardzo popularne są też kapelusze – stwierdziła z pewnym zamyśleniem, przypatrując się kolekcji broszek, spinek i kolczyków powiązanych już z konkretnymi drużynami. Umysł Mackenzie, zwykle raczej niekoniecznie łączący wszystkie fakty, w tym przypadku – bo sprawa dotyczyła mioteł – był całkiem sprawny. – Przed finałami i Yule więc takie rzeczy powinny schodzić jak złoto, w lutym jeśli przygotujecie zestawy dla par, pewnie też. Nawet jeśli to mężczyźni częściej są fanami, kobiety mogą chcieć ich obdarować i przy okazji podkreślić, że są parą – stwierdziła w zamyśleniu, bo obserwowała to właśnie przy okazji szalików i innych gadżetów kibica. Spotykała się już z sytuacjami, gdy jedno z pary (częściej kobieta, ale też nieraz chłopak) nie wiedziało do końca, co nosi, ale chciało uszczęśliwić to drugie i przy okazji pokazać, że są razem.
Na moment oderwała wreszcie spojrzenie od biżuterii, zatrzymała wzrok na talerzu i zmarszczyła brwi. Nie sięgnęła po widelec, by zacząć jeść sałatkę.
- Cholera – zaklęła nagle. – Muszę skoczyć na Horyzontalną. Zapomniałam, że Carly pożyczyła ode mnie pieniądze, a nie miałam czasu iść się przebrać… i po portfel. Poczekasz?
Miała wielką nadzieję, że kelnerzy nie będą narzekali, że jedna z nich znika. Nawet nie zaczęła jeść.
Prawda?
Mackenzie nic nie mogła na to poradzić, ale wspomnienie czasów, gdy nie było jej stać na takie rzeczy sprawiało, że zaczynała skręcać się wewnętrznie ze wstydu na samą myśl, że weszła do restauracji, nie mając pieniędzy na posiłek.
Fanka kamieni szlachetnych
I'm addicted to shiny things
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Pierwsze co rzuca się w oczy to burza czarnych, kręconych włosów. Okalają jasną twarz usianą licznymi piegami. Osadzone w niej szarozielone oczy często mają w sobie psotną iskrę. Viorica ma 167 centymetrów wzrostu, jest lekko tu i tam zaokrąglona, co nadaje jej pewnego uroku. Zwykle ubrana w kolorowe, wygodne ubrania. Nie boi się krótkich sukienek czy większych dekoltów, choć do pracy zawsze stara ubierać się stosownie. Zwykle ma na sobie jakiś element biżuterii. Najczęściej wykonany właśnie przez nią, czasem ukradziony lub "pożyczony". Niemal zawsze ma krótkie paznokcie, jej pace często są przybrudzone od metalu, z którym pracuje. Czasem zdarza jej się nosić specjalny monokl, który ułatwia jej pracę z drobną i wymagającą powiększenia biżuterią. Ma przyjemny, słodki głos, zwykle chodzi przez świat pewnym krokiem i z uśmiechem na ustach. Często pachnie metalem i różanymi perfumami.

Viorica Zamfir
#9
25.02.2023, 13:23  ✶  
Wydawało jej się, że w końcu jej ekscytacja udzieliła się pannie Greengrass, co niezmiernie ją cieszyło. Zawsze milej, gdy osoba, która ma zachwalać twoje wyroby, szczerze je lubi, a nie jedynie udaje. Nie każdy umiał robić dobrą minę do złej gdy, szczerość więc zwykle okazywała się bardziej opłacalna. Przynajmniej w tym konkretnym przypadku reklamy. Bo te najczęściej ociekały fałszem, mającym zachęcić i pokazać, że to my jesteśmy najlepsi, w ty co robimy. A przecież nie każdy może być najlepszy.
Potakiwała głową na jej uwagi co do tego, kiedy może być największy szał na nową kolekcję. W jej oczach widać było szczerą radość, gdy parzyła na zaangażowanie Mackenzie, która z początku wydawała się lekko spięta.
- Do tego czasu dobrze by więc było, by jak najwięcej osób usłyszało o nowych produktach. Wiesz, będziesz musiała parę razy pokazać się z noszoną przez nas biżuterią, a gdy ktoś cię zapyta, skąd ja masz, będziesz wskazywać nazwę naszego zakładu. I nie martw się o to, czy cię ktoś zapyta, bo uwierz, będą wiedzieć zawczasu, by to zrobić. Możesz powiedzieć kilka miłych słów albo i nie. No i na pewno będziemy chcieli parę zdjęć ciebie w biżuterii, by zrobić jakiś baner albo by je wkleić do katalogu. To pewnie będzie najbardziej od ciebie wymagająca część, ale hej, może wyjdzie z tego jakiś ładny portret do powieszenia na ścianę dla ciebie! - dodała, chcąc by siedząca naprzeciwko niej kobieta myślą o korzyściach, nie o tym, co będzie musiała robić.
Sama w sumie chciałaby mieć ładne zdjęcia z sesji. Albo portret. Nigdy jednak nie miała nikogo, kto by jej zafundował taką przyjemność.
Szczerze mówiąc Viorica  nawet dobrze się bawiła, mówiąc o swoich produktach, rozmawiając z Greengrass i jedząc dobre jedzenie. Nawet po tym, jak odłożyła już kufer na bok. I byłoby bardzo sielankowo, gdyby nie nagłe wtrącenie o brakującym portfelu.
To miała być kwestia Zamfir.
Cholera.
Trybiki w jej głowie zaczęły się kręcić, zastanawiała się, czy powinna się teraz przyznawać do tego, że sama nie ma przy sobie gotówki, czy oznajmić to dopiero, gdy Mackenzie wróci.
W końcu uśmiechnęła się tylko do niej, udając, że w jej głowie nie kiełkuje lekka panika, a następnie skinęła głową.
- Poczekam - oznajmiła. A potem podszedł do niej kelner, zauważając zapewne, że jedna z kobiet wychodzi.
- Czy podać pani rachunek? - zapytał, mierząc ją spojrzeniem.
- Tak, tak - oznajmiła, unosząc szerzej kąciki ust, choć w głębi duszy krzyczała, mając nadzieję, że nie została właśnie wystawiona w sposób, w który wkręcała innych.
Czuła na sobie spojrzenie obsługi, gdy mijały kolejne minuty, rachunek z zatrważająco sporą sumą leża na stole, a ona czekała, popijając wino, udając, że właśnie nie odmawia w duchu modłów, by Greengrass się pospieszyła. Cóż, zawsze mogła zniknąć w łazience. Ten motyw też już przerabiała.
Miotlara
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jasne włosy, niebieskie oczy, niezbyt wysoki wzrost - około 166 cm, szczupła, wysportowana sylwetka. Mówi niezbyt głośno, rzadko patrzy komuś w oczy, a w tłumie nie mówi za wiele.

Mackenzie Greengrass
#10
25.02.2023, 14:56  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.03.2023, 19:28 przez Mackenzie Greengrass.)  
Mackenzie rzeczywiście nie była zbyt radośnie nastawiona do pomysłu, bo uważała, że to nie do końca dla niej. Poza tym nie radziła sobie najlepiej w kontaktach biznesowych. Niemniej quidditch kochała szczerze i z całego serca, nic więc dziwnego, że starannie przygotowana kolekcja związana miotłami i sportem zdołała wykrzesać z niej entuzjazm. Kiwnęła nawet głową na informacje, że powinna się w tej biżuterii pokazywać przy różnych okazjach i wspominać, skąd ja ma – może nawet zdoła podołać temu zadaniu, skoro biżuteria naprawdę się jej podobała. Wprawdzie na słowa o sesji westchnęła, ale ponownie kiwnęła głową. Była w końcu świadoma od początku, że to najważniejsza część współpracy.
– Postaram się dać z siebie wszystko – obiecała tylko.
Wszystkie te myśli oczywiście pierzchły, gdy okazało się, że nie ma przy sobie portfela.
Greengrass wróciłaby do restauracji, choćby się waliło i paliło. Nawet nie z powodu dumy, choć ta nie pozwoliłaby jej zostawić niezapłaconego rachunku, ile dlatego, że wybiegając zostawiła swoją torbę ze sprzętem. Nie było jej jednak ładnych kilka minut. Musiała dwukrotnie się aportować – co dwukrotnie skończyło się wymiotami, raz we własnej łazience, drugi raz w pobliskim zaułku.
I kelner najwyraźniej zorientował się w tym czasie, że coś jest nie tak, bo podszedł w końcu do stolika.
– Obawiam się, że jeśli nie ureguluje pani rachunku, będę musiał wezwać Brygadzistów…
W tym momencie do środka ponownie wpadła Mackenzie. Zadyszana, blada jak sama śmierć, podbiegła do stolika, ponownie przyciągając uwagę innych.
– Nie, nie trzeba!
– Mamy takie procedury – odparł kelner, nagle już nie tak uprzejmy, jak wcześniej. – Wzywam Brygadzistów.
– Ale…
– Proszę mnie nawet nie prosić o możliwość zapłaty później!
Policzki Mackenzie pokryły się czerwienią. Trochę ze wstydu. Trochę z gniewu. Na logikę zapewne mogłaby zrozumieć zachowanie kelnera, ale w tej chwili była zbyt zirytowana tym, że stały się obiektem powszechnej uwagi. Wyciągnęła z kieszeni sakiewkę i podetknęła ją kelnerowi pod nos.
– Mam pieniądze! Byłam po prostu w toalecie! Ale pan na pewno nie dostanie napiwku – warknęła, rzecz jasna kłamiąc co do tej łazienki, ale on nie musiał tego wiedzieć. Porwała wolną ręką rachunek leżący przed Vioricą i potem bardzo staranne odliczyła odpowiednią liczbę monet, oczywiście ani knuta nie zostawiając jako napiwku.
Potem opadła na krzesło i spojrzała na drugą kobietę. W duchu się skręcała. Wiedziała, po prostu wiedziała, że nie powinna chodzić do takich miejsc. Nie pasowała do nich. Oczywiście, że coś poszło bardzo nie tak.
Nie miała o tym pojęcia, ale przynajmniej plan Vior został zrealizowany. Ostatecznie zjadła na jej koszt.
– Przepraszam, chyba już nic nie przełknę – powiedziała, choć jej posiłek pozostał prawie nietknięty. Kenzie była całkiem głodna, ale też po dwóch teleportacjach musiała dać żołądkówki się uspokoić. Cóż, właściwie ustaliły to, co najważniejsze… – Bardzo proszę przesłać mi sowę, kiedy będę miała odebrać tę biżuterię do sesji i prezentacji – poprosiła po prostu.


Mackenzie poczekała, co jeszcze miała do powiedzenia Vior. A potem pożegnała się, zgarnęła swoją miotłę i sprzęt i ruszyła do wyjścia.
Zdecydowanie, potrzebowała teraz odpocząć

[Postać opuszcza lokację.]

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Mackenzie Greengrass (2160), Viorica Zamfir (2118)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa