• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 11 12 13 14 15 16 Dalej »
Luty 1972 r. || Henrietta & Robert || Asinus in tegulis

Luty 1972 r. || Henrietta & Robert || Asinus in tegulis
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Henrietta Mulciber-Slughorn
#1
23.02.2023, 21:43  ✶  
Asinus in tegulis
Osioł na dachu || Niedorzeczna sytuacja, która może się skończyć katastrofą

ϯ ϯ ϯ

Dziedzic.

Henrietta nawet nie łudziła się, że potomek mógłby cokolwiek zmienić. Prawdę powiedziawszy, jej, jak i zapewne Robertowi, zależało jedynie na dziecięciu krwi czystokrwistej. Nigdy nie twierdziła, że mogłaby być dobrą matką, bo i też nigdy nie odczuwała potrzeby macierzyństwa. Należało jednakowoż przedłużyć Ród i zadbać o to, by dziecko urodziło się oraz chowało w pełni zdrowe. Miała pieniądze na to, by odpowiednio opłacić opiekunkę dla dziedzica, ale nie tylko. Potrzebowało ono również właściwej edukacji oraz lekarza, który zadbałby o jego zdrowie. Pod tym względem dziecię nie musiało się martwić o jakiekolwiek braki — jego matka z pewnością nie żałowałaby grosza na rzeczy tak istotne w jego życiu.

Odstawiła na bok lusterko dzięki któremu komunikowała się z ostatnim uzdrowicielem z listy. Zapisała nowe dane w niewielkim notesie. Przywołała Selar, a następnie poleciła skrzatce, aby przekazała Robertowi niewielką kartę — były na niej wypisane nazwiska czterech wybranych Uzdrowicieli wraz z datami i adresami. Dwóch wybrał Robert, dwóch Henrietta. Już wcześniej korzystała z ich usług i po swojej stronie wiedziała, że może liczyć na bezwarunkową dyskrecję oraz lojalność. Zapewne podobnie było po stronie małżonka.

Kilka dni później mieli mieć pierwszą wizytę u Uzdrowiciela. Armani Clifford. Wybrany przez Roberta. Zapamiętała, że był mało przyjemny, ale za to konkretny. Czy szowinistyczny jak sam Mulciber? W jakimś stopniu na pewno. Spodziewała się, że podczas wizyty wystąpią trudne pytania… I gdyby nie małżeństwo z tym mężczyzną, z pewnością nie zdecydowałaby się na to spotkanie doskonale przecież wiedząc, że to dla niego idealna okazja do ubliżania żonie.

Stawiła się o wyznaczonym czasie i miejscu. Wracała prosto z pracy.

Już miała przed oczami cudowne tortury na Robercie, co wywołało na jej twarzy nikły grymas uśmiechu. Nikły, ale wciąż uśmieszek.

Jakby nagle coś w jej życiu dawało jej jakąkolwiek przyjemność. Bo przecież Henrietta niewiele się uśmiechała.

Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#2
04.03.2023, 00:18  ✶  

Podobnie jak Henrietta, w ostatnich dniach również poświęcił tych kilka chwil na to, żeby znaleźć odpowiedniego lekarza. Uważał to za sprawę wysokiej wagi. Jedną z tych, które nie powinny były być odkładane na później. Dziecko było tym czego potrzebowali. Było ono tym czego on potrzebował. Gdyby nie kwestia potomka - rzecz jasna w grę wchodził jedynie potomek odpowiedniej płci - nie zdecydowałby się na kolejne małżeństwo. W swoim życiu nie potrzebował stałej obecności jakiejkolwiek kobiety.

Armani Clifford był lekarzem, o którym ciężko było usłyszeć choćby jedno złe słowo. Ponoć porządny specjalista. Polecony Robertowi przez dobrego znajomego - oczywiście mężczyznę - dobrze zaprezentował się podczas wstępnej rozmowy. Kto jak kto, ale Mulciber nie zdecydowałby się przecież na umówienie wizyty bez wcześniejszego kontaktu; bez pewności, że udadzą się na spotkanie z właściwą osobą.

Nie lubił marnować czasu.

Gabinet Clifforda znajdywał się przy ulicy Pokątnej. Było to na tyle blisko należącego do Mulciberów sklepu z kadzidłami, żeby skorzystać z okazji i na krótką chwilę do niego zajrzeć. W ramach kontroli. To właśnie z tej lokalizacji, pieszo, pokonał trasę prowadzącą pod właściwy adres. Na miejscu pojawił się w szarym płaszczu, całkiem nieźle chroniącym przed pogodą, która bynajmniej nie rozpieszczała. Do wiosny co prawda nie było daleko, ale temperatura nie była najwyższa.

- Jesteś. Doskonale. - przywitał się, ku swojemu zadowoleniu zastając Henriettę na miejscu. Nie w smak byłoby mu czekać na małżonkę. Cenił sobie punktualność. Sam zjawił się dokładnie o umówionej godzinie. Nie za wcześnie, ani też nie za późno. - Pan Clifford powinien już na nas czekać.

Nie zamierzał tracić czasu na instruowanie małżonki, przypominanie jej o zasadach, do których powinna się stosować. Nie tym razem. Zamiast tego gestem dał kobiecie znać, żeby ruszyła za nim. Otworzył ciężkie, drewniane drzwi, wchodząc do niewielkiego pomieszczenia, które było czymś na kształt poczekalni. Nie przepuścił Henrietty przodem. Ich oczom ukazało się kilka krzeseł, stolik, punkt oznaczony jako rejestracja, jakieś kwiatki, insze roślinki, wieszak. Na stoliku kilka ulotek. Raczej nic ciekawego.

- Dzień dobry, w czym mogę pomóc? - ich pojawienie się zwróciło uwagę siwowłosej recepcjonistki. Kobieta była w słusznym wieku. Uśmiechała się ciepło, gotowa zająć się kolejnymi pacjentami swojego pracodawcy. - Są państwo umówieni?

Ujmując Henriettę za ramię, delikatnie dał jej znać, żeby razem z nim podeszła do rejestracji. Nie zachowywał się tym razem znowu tak najgorzej. Pilnował się. Był dość ostrożny, jakby nie chciał zwracać na nich zbyt dużej uwagi.

- Tak. Razem z małżonką jesteśmy umówieni na konsultację. Państwo Mulciber. - podał wyłącznie swoje nazwisko. Nie miało dla niego znaczenia, że Henrietta posługiwała się dwoma. Z reguły starał się o tym fakcie nie wspominać.

Kobieta kiwnęła głową. Zaczęła coś sprawdzać w swoich papierach. Zajęło jej to chwilę.

- Na godzinę 16? - upewniła się, odnajdując właściwą informację. - W takim razie trzeba jeszcze chwilkę poczekać. Proszę usiąść. Płaszcz można powiesić na wieszaku. Gdyby było czegoś trzeba... - proszę powiedzieć. Tego jednak już nie dodała, koniec wypowiedzi pozostał niewypowiedziany.

Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Henrietta Mulciber-Slughorn
#3
23.03.2023, 23:02  ✶  

Henrietta miała podobne podejście, co Robert — nie potrzebowała w życiu obecności jakiegokolwiek mężczyzny. Należało jednak uczynić zadość pewnym tradycjom i przedłużyć linię czystej krwi. A aby tego dokonać, oboje musieli być pewni, że potomek będzie w jak najlepszym zdrowiu. Dlatego też nic dziwnego, że zarówno Robert, jak i Lenore zdecydowali się wstępnie zapoznać z lekarzami, których oboje wybrali. Zresztą, Pani Mulciber, podobnie jak jej mąż, również nie lubiła tracić czasu. A ten był wszak dla niej niezwykle cenny, o czym przekonywał się każdy, kto choć spędził choć trochę czasu w jej towarzystwie.

Nie odpowiedziała mu na skwitowanie jej obecności jedynie kiwając mu lekko głową w geście przyjęcia do wiadomości jego słów. Sama nie zamierzała komentować czasu przybycia Roberta, bo nie to było tematem ich spotkania. Zresztą, podczas tego spotkania nie zamierzała niepotrzebnie strzępić języka. Należało sprawę załatwić sprawnie i bez zbędnego przedłużania.

Pozwoliła Robertowi przejąć stery. Nie byli niestety tym typowym, radosnym małżeństwem, cieszącym się z posiadania dziecka. Nie, nie. To była ich powinność i obowiązek uczynić wszystko, co tylko było koniecznie, by ich vitae nie została zmarnowana. Dlatego na jej facjacie próżno szukać jakichkolwiek oznak zadowolenia czy nawet drobnego uśmiechu. Była niezwykle poważna. Praktycznie nie spoglądała na swego małżonka. Cierpliwie czekała aż nadejdzie ich kolej.


W końcu w niedługim czasie udało im się wejść do środka. Przywitali się z uzdrowicielem, a następnie przedstawili swoją sprawę. Kolejno lekarz rozpoczął badania Henrietty, oczywiście w towarzystwie Mulcibera. Nie obyło się bez trudnych pytań, na które zresztą nie było jej ciężko odpowiedzieć. Przede wszystkim, Robert mógł się dowiedzieć, że jego żona w zasadzie nie współżyła ze swoim poprzednim mężem. Nie miała również kochanków — co zresztą nie powinno nikogo dziwić zważywszy na tryb jej życia. Była zdrowa, aczkolwiek zalecono jej mniejszy stres i zredukowanie godzin pracy oraz przemęczania się. Henrietta bowiem nie kryła się z tym, że pracuje bardzo dużo, co nie spotkało się z pozytywnym odbiorem ze strony lekarza.

Podobnie było na pozostałych wizytach u Uzdrowicieli. Miała przede wszystkim ograniczyć pracę. Henriettcie nie było to w smak, ale na czas ciąży musiała się ugiąć. Później nie miało to już znaczenia, bowiem ewentualny brak obecności matki zostanie wypełniony obecnością opiekunki.


Ostatecznie sama Henrietta Lenore już kilka miesięcy później była w ciąży, a według uzdrowicieli miała urodzić bliźniaki. Płci męskiej.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Henrietta Mulciber-Slughorn (691), Robert Mulciber (484)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa