— Mogliśmy się w sumie przejść. — wystękała, oddychając powoli.
W mroku wieczoru, ciężko było dokładnie rozpoznać okolicę wokół ich domu. Na pewno nie był to największy dom w Dolinie, usytuowany raczej na uboczu. Zarówno budynek mieszkalny jak i przylegający do niego warsztat, zbudowane zostały z szarej cegły na którą nikt nie położył tynku. Dom miał dwie kondygnacje - Jackie wiedziała, że na parterze znajduje się sień, kuchnia, salon i niewielka spiżarnia, na piętrze zaś była łazienka i trzy sypialnie. Jackie dawno nie była w domu i nie mogła nie zauważyć jak czas bardzo powoli nadgryza budynek - bluszcz piął się po północnej ścianie nieco wyżej niż ostatnio, przybyło też kilku nowych obkruszeń w cegłach - poza tym jednak, było to jedyne miejsce, które w swoim życiu mogła nazywać domem.
Spokojnym krokiem ruszyła po trawniku z bratem. W myślach wracając do po tysiąckroć już przemaglowanych w jej głowie słów, które musiał paść z jej ust w stronę Samuela. Zrobiłaby wszystko, żeby nie musieć o tym z nim rozmawiać, ale wiedziała, że byłoby to z jej strony samolubne - może nawet okrutne - gdyby nie dała mu znać co się z nią dzieje. Kiedy znaleźli się w domu, Jackie machnęła różdżką zapalając światła.
— Chcesz herbaty? — zapytała, zakrzątając się przy czajniku i otwierając szafki w poszukiwaniu czystych kubków.