• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic Ministerstwo Magii v
« Wstecz 1 2 3
[13 kwietnia 1972] Ministerialny korytarz, Robert & Lycoris

[13 kwietnia 1972] Ministerialny korytarz, Robert & Lycoris
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#1
25.02.2023, 14:54  ✶  

13 kwietnia 1972
Ministerstwo Magii - Robert & Lycoris


Niewiele miał okazji do tego, żeby odwiedzić Ministerstwo Magii. Od momentu, kiedy zrezygnował z pracy w Departamencie Tajemnic, pojawiał się w tym miejscu sporadycznie, starając się możliwie najszybciej załatwić wszelkie sprawy urzędnicze, które go tutaj przyciągnęły. Nie tracił czasu na rozmowy z dawnymi znajomymi. Ani też na zwiedzanie budynku, w którym nie zaszły zmiany większe niźli kosmetyczne. Przynajmniej pozornie. Nie odczuwał takiej potrzeby.

Tego dnia zamierzał dostarczyć osobiście kilka ważnych papierków, a przy okazji odwiedzić Henriettę. Wymagało to przedostania się z jednego końca budynku na drugi. Kawał drogi do pokonania pieszo.

Zbliżając się do właściwego pomieszczenia, nie zwracał szczególnie dużej uwagi na otoczenie. Innych ludzi znajdujących się na tym samym korytarzu. Skupiony był na dokumentach, które znajdywały się wewnątrz teczki. Teczki oczywiście otwartej. Po raz ostatni starał się sprawdzić każdy papierek; chciał się upewnić, że każdy jeden dokument został dołączony do wniosku. Człowiekiem był co prawda dokładnym, drobiazgowym, można powiedzieć, że wręcz pedantycznym, ale zarazem też świadomym tego drobne potknięcia zdarzały się każdemu. Odpowiednie nastawienie, właściwy sposób działania, potrafiły zaś pomóc uniknąć pewnych niedogodności.

- Formularz A-35, F-2, P-105... - mruczał pod nosem, unosząc przy pomocy wskazującego palca prawej dłoni kolejne kartki. Na tyle, żeby było możliwe odczytanie kolejnych nazw.  Nie tracił czasu na przewracanie papierów, ich przekładanie. - 103? 103? - dało się słyszeć. Nie mógł odnaleźć jednego z dokumentów. Kartki skleiły się ze sobą, chcąc zrobić Mulciberowi psikus. Oczywiście nie zorientował się w pierwszym momencie. Zamiast tego zaczął wszystko wertować od początku. Raz i drugi, czując przy tym narastającą irytacje.

Narastającą zdecydowanie szybciej, niż to powinno mieć miejsce.

- Na Merlina... - ton głosu uległ zmianie.

Jeśli Mulciber za czymś nie przepadał, to była to konieczność poprawiania tego, co uważał za sprawę zamkniętą. Nie lubił się wracać. Cofać. Irytowało go ponadto te niezbyt przyjemne uczucie, będące efektem źle wykonanej pracy. Niedokładnej.

Wolał nie mieć z tym styczności.

Nie chciał doprowadzić do sytuacji, w której emocje miałyby nad nim kontrolę.

Na dłużej.

Pochłonięty tym wszystkim, nie był w stanie zauważyć kobiety, która znalazła się na jego drodze. Chwila nieuwagi wystarczyła, żeby wpaść na ciemnowłosą Black, wypuszczając z rąk teczkę; sprawiając, iż znajdujące się w niej papiery, rozsypały się po podłodze. Tyle zostało z wniosku, w którym wszystkie załączniki były ułożone według właściwej kolejności, przedstawionej w piśmie przewodnim.

- Dobrym pomysłem byłaby rezygnacja z obcasów, jeśli nie potrafisz się na nich utrzymać. - padło z jego strony, zanim kobietę zdołał rozpoznać. Ostre słowa wypowiedziane zostały nieco zbyt szybko. Zbyt pochopnie. Gdyby rozpoznał Lycoris, na coś takiego by się nie zdecydował. Ugryzłby się w język?

Na pewno zachowałby się w sposób łagodniejszy. Bardziej taktowny.

- Lycoris...

Call me the Villain
You should see me in a crown
Your silence is my favorite sound
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wiecznie znudzona i zblazowana mimika okrywa płaszczem wyraziste kości policzkowe, pełne usta i oczy tak głęboko piwne, jakby sama piana morska wyrzucona na brzeg w nich mieszkała. Koścista aparycja jest podkreślona wielokroć przez wysoki wzrost, sięgający wybitnym stu siedemdziesięciu sześciu centymetrom. Zdecydowanie bardziej kanciasta, aniżeli kobieca - porusza się, jak i nosi, po męsku. Nosi za sobą ciężką woń piżmowych perfum, głos ma zupełnie niemelodyjny, niski i ochrypły.

Lycoris Black
#2
25.02.2023, 15:10  ✶  

Przemierzała ministerialne korytarze z prędkością niezawoalowanej burzy, która rozpraszała wszystko na swojej drodze, mknąc nieprzejednanie – prędki chód zwiastował stukot niewysokich obcasów, dźwięcznie rozbijających się nutami po niesionym echem korytarzu. Głowę zaprzątały kwestie ważne i mniej istotne, czyniąc istny huragan w na ogół uporządkowanym umyśle. Ten dzień, opiewany promieniami słońca i nieśmiało wychylającymi się głowami kwiatów, zwiastując wiosnę, nie należał do niej w żadnej mierze. Miała wrażenie, jakoby ktoś zamieszkał w jej ciele i sterował nim machinalnie, a zawartość umysłu polatywała i wzbijała się w przestworza. Podobna dezynwoltura nie zastawała jej często; teraz jednak, myśli nieuporządkowane wżynały się boleśnie w proscenium wszelkich przemyśleń.

Okulary na nosie towarzyszyły jej nieodłącznie podczas pracy – korygowała nimi niewielką ujemną wadę wzroku i choć mogła się bez nich obyć w prozie codzienności, nie rezygnowała z ich towarzystwa na połach ministerialnych, gdy skupienie sięgało zenitu, a każdy przeoczony szkopuł mógł być kluczowy.

Śmierdzący formaliną fartuch spokojnie zwisał z chuderlawych ramion, a pod pachą trzymała stos papierów, tych wagi mniejszej, jak i gargantuicznej – oczywiście posegregowanych z niebywałą dbałością.

I może nie wpadłaby na niego, gdyby na zakręcie nie zaczytała się w drobnych literkach, drukiem pokrywających jeden z plików kartek.

Zachybotała się niebezpiecznie na obcasach, jedynie w ostatnim rozrachunku odzyskując względną równowagę – papiery jednak poszybowały w bezkresną przestrzeń, mieszając się z tymi, które Mulciber trzymał wcześniej w dłoni.

– Cholera jasna! – zaklęła, rzucając się na kolana, aby jak najprędzej uporządkować szkody. – Dobrym pomysłem byłoby zamienienie się na mózg z osłem, skoro i tak niewiele większy poziom reprezentu… – syknęła na jego słowa jadowicie, jednak gdy tylko uniosła wzrok, a głos wrył się w iliadę myśli, urwała w połowie wyrazu. – Och, Robert – urwała, odrobinę speszona swoim gwałtownym wybuchem złości.

A przecież peszyć jej się nie zdarzało.

Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#3
07.03.2023, 20:05  ✶  

Nie rzucił się z miejsca za dokumentami. Przez moment wolał na to wszystko patrzeć i wyklinać na osobę, która doprowadziła do tego nieszczęścia. Osobę, której rzecz jasna nie zdołał w pierwszym momencie rozpoznać.

Tę, która na jego niezbyt uprzejme zachowanie potrafiła odpowiednio zareagować.

Niezbyt często zdarzało mu się odpuszczać. Język za zębami trzymał w obecności nieszczególnie licznego grona osób. Takich, które darzył szacunkiem. Uważał za lepsze od siebie. Opcjonalnie - od których chciał coś uzyskać i wiedział, że odpowiednie zachowanie, może stanowić na tym polu klucz do sukcesu. Albo też, odniesienie tego sukcesu ułatwić. Gdyby więc świadkiem tego zajścia stał się ktoś, kto Mulcibera znał, mógłby zwrócić na to większą uwagę. Być może nawet zainteresować się z czego to wynika.

Na szczęście nie można było powiedzieć, żeby poza ich dwójką, na korytarzu znajdywały się szalone tłumy. Nie tym razem.

-  Tak samo urocza jak zawsze. - skomentował jej słowa. - Mówił Ci ktoś, że masz strasznie niewyparzony język? Bo niewątpliwie powinien.

Prawdopodobnie nie raz i nie dwa, miała okazje coś takiego od Roberta usłyszeć. Tym samym nie było to dla niej niczym nowym. Mogła też bez trudu się domyślić, że pomimo tej uwagi, nie tak do końca przeszkadzał mu ten sposób wypowiedzi, który chwilę temu zaprezentowała.

Przynajmniej miał się do czego przyczepić.

I się nie nudził.

Następnie pochylił się nad dokumentami, również starając się możliwie najszybciej ogarnąć bałagan, który powstał w efekcie ich niespodziewanego spotkania. Z wciąż otwartą teczką, starał się odnaleźć kolejne strony tworzące wniosek, który w całości powinien zostać dostarczony do urzędników w odpowiednim departamencie. Tych, którzy zajmowali się sprawami finansowymi.

Była to kolejna rzecz, którą dało się zauważyć. Odpowiednie nagłówki na każdej stronie mówiły aż nazbyt wiele o tym, czego mogła dotyczyć sprawa.

- To chyba moje. - poinformował, kiedy w ręku Lycoris znalazł się jeden z jego dokumentów. Formularz o jakże wdzięcznym oznaczeniu A-35. Sięgnął w jego kierunku, odbierając go od kobiety. Umieszczając we własnej teczce. - Bardzo dużo liczb, pewnie i tak na dużo by się Tobie nie przydał. - dodał. I cholera jedna wie czy mówił to na poważnie, czy starał się zażartować. Po tonie głosu i wyrazie twarzy, ciężko było wywnioskować coś więcej. Niektórzy pewnie by w tym miejscu poszli na łatwiznę i stwierdzili, że Robert żartować nie potrafił. I może nie byłoby to szczególnie dalekie od prawdy.

Tej prawdy, która zawsze ma dwa oblicza.

Bo przecież przy niektórych osobach człowiek prezentuje się z zupełnie innej strony, zachowuje inaczej. Pokazuje twarz, która nie jest przeznaczona dla szerszego grona.

Call me the Villain
You should see me in a crown
Your silence is my favorite sound
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wiecznie znudzona i zblazowana mimika okrywa płaszczem wyraziste kości policzkowe, pełne usta i oczy tak głęboko piwne, jakby sama piana morska wyrzucona na brzeg w nich mieszkała. Koścista aparycja jest podkreślona wielokroć przez wysoki wzrost, sięgający wybitnym stu siedemdziesięciu sześciu centymetrom. Zdecydowanie bardziej kanciasta, aniżeli kobieca - porusza się, jak i nosi, po męsku. Nosi za sobą ciężką woń piżmowych perfum, głos ma zupełnie niemelodyjny, niski i ochrypły.

Lycoris Black
#4
04.04.2023, 17:15  ✶  

Niewyparzony język ciągnął się za nią na rozciągłości lat jak ta guma balonowa przyczepiona do buta – niby niechciana, ale jednak nieodzownie łącząca się z podeszwą. W gruncie rzeczy, gdyby skąpiła kąśliwych uwag, a w obejściu była zdecydowanie milsza i bardziej stonowana, zatraciłaby pewien ważny faktor jej osobowości. Było nim bycie niebanalnie przerażającą – bo wysoki wzrost nie był jedynym, co wyróżniało jej szczupakowatą sylwetkę z tłumu. Nie bez powodu współpracownicy stawali przed nią na baczność; nie bez powodu była uznawana za największą jędzę na ministerialnych korytarzach; nie bez powodu mawiano, że jej uśmiech zabija.

Początkowa agresja, którymi wybrukowane były jej słowa, ustąpiła miękkości, w której ugięła brwi pod swoim ciężarem. Robert Mulciber nie był osobą, której skrajnie by nie szanowała – ba, zaskarbił sobie w jej umyśle stanowisko osoby, do której żywiła coś więcej niż niechęć i obrzydzenie. Przecież w gruncie rzeczy brzydziła się ludźmi, a jej podejście do nich pozostawiało wiele do życzenia; jak na siostrę magipsychiatry była zaskakująco oschła i nieprzystępna. Wiadomym było, kto w familii otrzymał od bóstw pokłady cierpliwości i zrozumienia.

Ona nawet nie próbowała zrozumieć.

– Mi? Niewyparzony język? No co ty – zabrzmiała ironią, zbierając z ziemi rozwichrzone, poplątane papiery.

– A czy tobie ktoś mówił, że jesteś bardzo spostrzegawczy? – zabrzmiała pytaniem, na którego dnie kryła się niewysłowiona kąśliwość. – Nie? Jakoś mnie to nie dziwi – sarknęła ponownie, wzrok skupiając na cyfrach wypełniających papiery.

Istotnie, choroba Milforda – dar i przekleństwo – sprawiała, iż nawet nie chciała tonąć w szeregach cyfr zawierających się w dokumentach Mulcibera; wiedziała, iż to po raz kolejny przeciążyłyby umysł, wpisując się w jego kanwę bez omyłki. A ona miała dość liczb; chociaż postronni mogliby twierdzić, iż obdarzono ją lwim talentem – ona tak nie uważała.

– Nawet mi ich nie pokazuj. Tych ciągów cyfr. Bo jak się zezłoszczę, to zacznę nachodzić cię w biurze i je recytować – rzekła, prostując się, gdy poskładała własne papiery.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Lycoris Black (613), Robert Mulciber (859)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa