O tym, że w marcu odbędzie się Bal Charytatywny Longbottomów wiedzieli już wszyscy zainteresowani, również spoza Doliny Godryka. Cieszyła się na myśl o tej imprezie i nie ukrywajmy, nie mogła się jej doczekać. Choć na pierwszy rzut oka tego typu wydarzenia kojarzyły się z nadętymi, bogatymi czarodziejami, którzy nie znali pojęcia dobrej zabawy i poczucia humoru oraz sztywną etykietą, Danielle miała tą fajną cechę, która pozwalała jej czerpać z rzeczy to, co najlepsze i kompletnie nie przejmować się niedogodnościami. Potrafiła zatem przymknąć na nie oko, ciesząc się tym, na czym najbardziej jej zależało - czyli zabawie z bliskimi, dobrym jedzeniu i tańcu. Poza tym, to było wydarzenie Longbottomów. Te, nieskromnie rzecz ujmując, zawsze były lepsze od innych. A skoro o bliskich mowa...
Tego roku postanowiła, że zaprosi osobę towarzyszącą. Z tą myślą przygotowała ładne imienne zaproszenie, zapakowała przygotowany przez Skrzatkę posiłek, oraz w porze obiadowej skierowała się do warsztatu w którym urzędował na co dzień Sam. Nie musiała wysyłać sowy z informacją, że się pojawi - to, że Sami będzie na miejscu o tej porze dnia, było niemal pewne. Rzadko się stamtąd ruszał.
Dobrze czuła się w warsztacie. Nie miała problemu z odnalezieniem się w zagraconych miejscach, zwłaszcza, że w jej gabinecie w Mungo panował podobny chaos. To znaczy zagraconych tak, jak zagracone bywały warsztaty - jakkolwiek człowiek by się nie starał, raczej niemożliwe było zachowanie idealnego porządku w miejscu, w którym ciężko się pracowało. W pierwszej chwili nie dostrzegła Samuela, choć dźwięki grzebania w rzeczach i marudzenia pod nosem, jakie dochodziły z pomieszczenia dodatkowego, upewniły ją, że jej przypuszczenia były słuszne i Carrow był na miejscu. Postanowiła nie przerywać mu pracy, czekając cierpliwie aż wróci do głównego pomieszczenia. Lekko podskakując, usiadła sobie na blacie jednej z szafek (upewniając się, że nic tam nie leży) i swobodnie pomachując nogami, zaczęła otwierać skrupulatnie zapakowaną przez Skrzatkę, paczkę z jedzeniem. Dwoma porcjami, rzecz jasna. W końcu posiłki najlepiej spożywać w towarzystwie.
beauty and terror
just keep going
no feeling is final