Rozliczono - Stanley Borgin - osiągnięcie Badacz tajemnic I
- 25 kwietnia 1972 -
Biuro koronera
Biuro koronera
Stanley wykazywał pociąg do nekromancji już od czasów Hogwartu. Uważał ją za ciekawą sztukę, która pozwalała na bardzo dużo. Zwłaszcza osobie, której udałoby się osiągnąć mistrzostwo w tej dziedzinie. Sam zresztą dążył do tego od wielu lat.
Po swojej tragicznie zmarłej matce zostawił całą bibliotekę książek związanych z przyrodą czy eliksirami. Była to dla niego swego rodzaju pamiątką po Anne. Jednak te pełne podręczników regały, nie pełniły tylko roli ekspozycyjnej - wręcz przeciwnie. Borgin wykorzystywał je do ukrywania swoich tajnych dokumentów - tak jak w przypadku notatnika do ukochanej sztuki, który był oprawiony w okładkę po Atlasie grzybów.
Andrew dbał o to, aby jego kompendium nie opuszczało ścian jego mieszkania. Wszak groziłoby to tym, że ktoś mógłby się dowiedzieć o jego niecodziennym hobby gdyby przeczytał kilka stron.
W ten wtorkowy poranek popełnił jednak straszliwy błąd. Zgarniając raporty z domu, zabrał ze sobą jeden dodatkowy dokument. Nie zdawał sobie z tego sprawy dopóki nie przybył do Ministerstwa. Kiedy wyjmował teczki ze swojej torby, doznał niemałego szoku - ujrzał pośród raportów swój Atlas grzybów. Nie było tutaj mowy o pomyłce. Nie miał innej książki z taką okładką w całym swoim mieszkaniu.
W takiej sytuacji nie miał innej możliwości jak po prostu nosić wszędzie ze sobą to kompendium, aby mieć pełnię kontroli nad nim. Tylko tego brakowało jakby wpadła ona w niepowołane ręce i to w samym środku Ministerstwa. Wtedy mógłby się pożegnać z karierą w tej placówce oraz własną wolnością. Na pewno skończyłby za kratami Azkabanu za coś takiego.
Stanley spojrzał na zegarek - wybiła ósma i należało zanieść raporty do biura koronera, aby mogli wypełnić swoją część dokumentów. Czym prędzej przebrał się w mundur brygadzisty, a następnie przygotował karteczkę, którą przyczepił do pierwszego dokumentu na wierzchu.
Nie podpisał się na wiadomości. Wystarczyło otworzyć którykolwiek z raportów, aby rozpoznać, że to on je przyniósł - z podpisu, którym sygnował każdy z protokołów albo z pisma. W końcu jeżeli ktoś już wcześniej czytał pozostawione przez niego pliki, był w stanie rozpoznać jego font.
Jako, że na miejscu nikogo nie zastał, zostawił dokumenty w tym samym miejscu co zawsze - na pierwszym biurku z brzegu, które znajdowało się zaraz po wejściu do biura. Sami się podzielą nimi tak jak to robili do tej pory Nie zamierzał mówić im co mają robić. To oni byli ekspertami w swojej dziedzinie.
Borgin popełnił jednak jeden błąd o którym jeszcze nie miał pojęcia. Wraz z raportami zostawił też swój atlas. Kiedy tutaj szedł, niósł go jako ostatnią rzecz na swoim stosie. Zapomniał o tym fakcie i pozostawił go na tamtym biurku.
Kiedy wykonał swój poranny obowiązek, ruszył szybkim krokiem na papierosa. Ostatnimi czasy niektóre rzeczy zaczęły na niego mocno wpływać i sięgnął po tę używkę jako metoda odstresowania. Nie palił jednak dużo - dwa może trzy papieroski dziennie. Mogę rzucić kiedy chcę. To nie jest uzależnienie Jednak czy tak się nie zaczynają wszystkie nałogi?
Dopalił pierwszego, a następnie sięgnął po drugiego. Sięgając po zapalniczkę pomylił się i tym samym włożył rękę do pustej kieszeni w której powinno znajdować się kompendium grzybów. Zgubił coś czego nie powinien. Zamarł w mgnieniu sekundy. W jego głowie zaczęły się snuć najgorsze myśli. Stanley był święcie przekonany, że jego życie zostało właśnie policzone, a proces przed Wizengamotem ma już gwarantowany.
Wypuścił papierosa z ust i ruszył biegiem do swojego gabinetu. Nie odnalazł w nim jednak swojego notatnika. To tylko przyspieszyło bicie jego serca, które i tak już chciało opuścić jego klatkę piersiową. Przypomniał sobie po chwili, że dzisiaj rano był przecież w biurze koronera - tam to musiałem zostawić. Nie czekając ani chwili dłużej ruszył do swoich kolegów po fachu.
Wpadł do środka jakby się co najmniej paliło. Spojrzał na pierwsze biurko, a następnie rozejrzał się po okolicy. Jednak niczego w środku nie zastał. Zarówno niczego, jak i nikogo. Po raportach i notatkach nie było śladu. A więc poszli z nimi do przełożonych
- Japierdole nie ma ich… - wydał z siebie podłamanym głosem, łapiąc się za głowę. Był na siebie wściekły. Miał jedno proste zadanie na dzisiaj, które koncertowo spierdolił już o samym poranku. Ręce mu drżały, a w głowie zagościł harmider. Nie wiedział co powinien zrobić w tym momencie - uciekać czy zostać i się przyznać? Stał tak roztrzęsiony i wryty w ziemię, aż usłyszał znajomy głos gdzieś z boku. Czy to Cynthia?
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972