29.10.2022, 12:39 ✶
08.03.1972
Przyniósł jej żółte kwiaty. Salazar jeden wie, jak się nazywały; przypominały dzwoneczki zawieszone na gwiazdkach, jednakże kolor ich płatków był jak pierwsze promienie słońca na spąsowiałej od mrozu skórze, przebudzeniem z długiego zimowego snu. Symbolizowały radość nadchodzącej wiosny, rozjaśniały nieco przytłaczający mrok mieszkania Blacków i podobnie jak Perseus niosły ze sobą dobrą nowinę.
Nie zastał żony na parterze, choć doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że Eunice jest w domu; przemawiała za tym obecność jej płaszcza w przedpokoju, polana płonące w kominku oraz filiżanka z niedopitą herbatą pozostawiona na stoliku w salonie. Była wciąż letnia, gdy zabierał ją ze sobą do kuchni. Lubił te drobne niespodzianki świadczące o tym, że nie jest samotny jak podczas tych pięciu lat spędzonych w Paryżu. Że w domu czeka na niego ktoś, z kim będzie mógł zamienić kilka zdań, wymienić się spostrzeżeniami na temat aktualnych wydarzeń i zjeść wspólnie kolacje.
Nie oczekiwał od Eunice żadnych gorliwych powitań. Właściwie, to byłby wielce zaniepokojony, gdyby żona czekała specjalnie na niego. Kiedy bowiem jego spojrzenie powędrowało na stary zegar wahadłowy w przedpokoju, zdał sobie sprawę, że to pora jej wieczornej rutyny. Słyszał nawet szum wody nalewanej do wanny w łazience na piętrze. Wstawił więc kwiaty do wazonu, który następnie zajął honorowe miejsce w kuchni młodego małżeństwa, umył filiżankę pozostawioną przez czarownicę i sam wstawił wodę na herbatę. Obok, na kuchence, czekała na niego kolacja, wystarczyło tylko odrobinę ją podgrzać, jednakże Perseus nie miał ochoty na jedzenie. Przynajmniej dopóki nie przekaże żonie wieści.
Czas jednak mijał, i mijał, herbata zdążyła się zaparzyć, a on wypił już połowę, wystukując palcami nerwowy rytm na blacie. Wreszcie podekscytowanie wzięło górę nad opanowaniem i wspiął się po schodach na górę. Zapukał do łazienki i nie czekając na odpowiedź, wparował do środka.
— Wybacz, Eunice, że wchodzę tak nagle — rzucił pośpiesznie, a kąciki ust wygięły się w grymasie przepraszającego uśmiechu, po czym bezceremonialnie usiadł na brzegu wanny — Ale mam ci coś ważnego do powiedzenia.
Przecież byli małżeństwem. Wprawdzie ustalili sobie pewne granice, ale była to wyjątkowa sytuacja, która nie mogła poczekać. A poza tym, widział ją już nago na pewno więcej niż trzy razy, więc nie było się czego wstydzić! Poniżej trzech byłoby niezręcznie.