30.10.2022, 19:18 ✶
Daphne bywała czasami lekko nadopiekuńcza, szczególnie względem swego najmłodszego syna, nieco despotyczna, kiedy chodziło o dobre imię rodu i odrobinę teatralna, gdy coś nie szło po jej myśli, wysługiwała się Perseusem i łkała w jego ramię, gdy po powrocie do Londynu wolał zamieszkać we własnym mieszkaniu, niż rodowej posiadłości. Ale to przecież matka, starsza i schorowana kobieta, która poświęciła wszystko, żeby wychować swe dzieci? Pozwalał jej zatem na zwalanie jej się na swoją głowę i jeszcze był wdzięczny oraz dumny, że poświęca mu więcej uwagi niż rodzeństwu. Ponadto wśród przedstawicieli Blacków istniał milczący konsensus, że to Perseus, uzdrowiciel, zajmie się rodzicami, gdy staną się niedołężni.
Dobrze go wytresowali.
To jednak nie miało większego znaczenia w sytuacji, w jakiej się znaleźli, przynajmniej nie w tamten sobotni poranek, gdy siedzieli razem w pachnącej żonkilami kuchni. Wieść o tym, że był jeszcze czas na podjęcie ważnych decyzji, sprawiła, że na jego twarz wpłynęła ulga. Pochopność nie była dobrym doradcą, z czego dobitnie zdawał sobie sprawę.
— Eunice — odstawił filiżankę na stół i spojrzał żonie prosto w oczy — Pamiętasz, co powiedziałem ci podczas podróży poślubnej? Nie jesteś mi niczego winna. To. Nie. Jest. Twój. Obowiązek. Nie musisz porzucać stażu i przekreślać wszystkiego, co do tej pory osiągnęłaś, by zająć się rodziną.
Och, jakże groteskowo brzmiało to z ust kogoś, kto był uzależniony od swojej własnej rodziny poczuciem chorego obowiązku. To jednak były dwie zupełnie inne kwestie, tak przynajmniej mu się wydawało.
— Niezależnie od tego, jaką decyzję podejmiesz, będę cię wspierał — akurat w tym miał spore doświadczenie. Kiedy jakiś Malfoy prosił go o pomoc, o nic nie pytał, tylko zakasywał rękawy do współpracy.
Jeszcze nikt od tego nie umarł.
Dobrze go wytresowali.
To jednak nie miało większego znaczenia w sytuacji, w jakiej się znaleźli, przynajmniej nie w tamten sobotni poranek, gdy siedzieli razem w pachnącej żonkilami kuchni. Wieść o tym, że był jeszcze czas na podjęcie ważnych decyzji, sprawiła, że na jego twarz wpłynęła ulga. Pochopność nie była dobrym doradcą, z czego dobitnie zdawał sobie sprawę.
— Eunice — odstawił filiżankę na stół i spojrzał żonie prosto w oczy — Pamiętasz, co powiedziałem ci podczas podróży poślubnej? Nie jesteś mi niczego winna. To. Nie. Jest. Twój. Obowiązek. Nie musisz porzucać stażu i przekreślać wszystkiego, co do tej pory osiągnęłaś, by zająć się rodziną.
Och, jakże groteskowo brzmiało to z ust kogoś, kto był uzależniony od swojej własnej rodziny poczuciem chorego obowiązku. To jednak były dwie zupełnie inne kwestie, tak przynajmniej mu się wydawało.
— Niezależnie od tego, jaką decyzję podejmiesz, będę cię wspierał — akurat w tym miał spore doświadczenie. Kiedy jakiś Malfoy prosił go o pomoc, o nic nie pytał, tylko zakasywał rękawy do współpracy.
Jeszcze nikt od tego nie umarł.