• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 10 11 12 13 14 … 16 Dalej »
[ 23 - 24 Września 1969, Turcja] Spadająca Gwiazda | Hjalmar & Pandora

[ 23 - 24 Września 1969, Turcja] Spadająca Gwiazda | Hjalmar & Pandora
Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#11
20.05.2023, 21:49  ✶  
- Nie chciałam Cię wystraszyć, ale nie pomyślałam, żeby Cię uprzedzić. Zapominam o tym.. Taki już mój urok. Przynajmniej się uśmiechnąłeś, to dobry znak. - odpowiedziała mu z charakterystycznym dla siebie, pogodnym brzmieniem głosu, całkiem już normalnym. Dzięki temu, że trzymał ją mocno i stabilnie, zawroty i ewentualny dyskomfort towarzyszący wracaniu do siebie, nie były tak uciążliwie. Jej umysł był odrobinę otumaniony spożytym szamanem, ale była pewna, że mówiła mu o takiej wymianie podczas ich wizyty na targu. Nie próbował nad tym debatować, więc zapewne brunetka uznała, że po prostu się zgodził. I w jakiś sposób wtykanie mu do ust tych wiśni wydawało się jej naturalne, jak impuls, którego nie mogła powstrzymać. Ogólnie rzecz biorąc, to chyba wiele splotów wydarzeń było spowodowanym tym jej właśnie impulsem i spontanicznością, zupełnym ignorowaniem konsekwencji. A potem te uderzały, jak grom z jasnego nieba, paraliżując. Zamierzała sobie powtarzać, że traktuje ją, jak siostrę i to pewnie młodszą, więc nie powinna i nie ma absolutnie żadnego prawa do zazdrości, a w życie jak najprędzej musiał wejść jej sprytny plan.
Nad tym, że nie zwracał uwagi na swoje poranione dłonie, to ona nie chciała się rozwodzić, wiedząc, że by mu nie odpuściła i jeszcze nazwała go niepoważnym. Zakrwawione kostki wymagały interwencji plastrów i środka czyszczącego znacznie szybciej niż biała koszula. Odpowiedzialność i rozsądek Niedźwiadka czasem znikały, gdy przychodziło do niego samego.
- Hmm? - wbiła w niego czekoladowe tęczówki, bo oczywiście nie dokończył zdania, a obydwoje tego nie lubili. Starała się nie trzymać jego rąk zbyt mocno, nie chciała zrobić czegoś głupiego, czego z pewnością siostra by bratu nie zrobiła, a on miał naprawdę wyjątkowy talent do prowokowania jej najgorszych przejawów egoizmu. To przez te błękitne oczy, ale to ustaliła już dawno. Przyglądała mu się wciąż badawczo, a spomiędzy ust uciekło jej mruknięcie zastanowienia, jakby głęboko zastanawiała się nad tym, co powiedział. Czy to był dobry powód? Jej spojrzenie przeniosło się z jego twarzy na jego dłonie, a potem znów przesunęło się ku górze z westchnięciem. - Zawsze bronisz osoby, która tego potrzebuje co? Niech będzie, że to dobry powód.
Przyznała w końcu, wrzucając siebie do worka z całą resztą świata, bo naprawdę ostatniego, czego potrzebowała to uruchomienia głupich trybików w umyśle, które nakierowywały, bo go na niewłaściwie tory. Po co miała psuć im wieczór? Prawdę mówiąc, nie zdawała sobie sprawy, że złapał ją wtedy tak mocno, aby zostawić ślad.
I znów mówił jej rzeczy, których nie powinien i naprawdę musiała postarać się, aby nie uciec od niego wzrokiem, a jedynie uśmiechnąć się figlarnie i ignorować odrobinę różu, która pojawiła się na jej polikach. - Nie wiem, czy to rozsądne, żeby być Aniołem Stróżem chaosu, wiesz? Brzmi, jakbyś brał sobie na barki duży ciężar i jeszcze więcej pracy. Jak będę Ci zawsze tak sprawiała kłopoty, to zaczniesz mnie unikać. I co wtedy? - wzruszyła bezradnie rękoma, krzyżując je następnie pod biustem, uprzednio poprawiając ramiączka czerwonej sukienki. Ruchem głowy zgarnęła pasma na plecy, bo ciągle próbowały przemknąć jej do przodu, łaskocząc szyję. - Może bylibyście z Deniz dobrą parą? Nigdy nie wiesz, dopóki nie spróbujesz. Jednak na tak młodą kobietę, faktycznie jadła Cię wzrokiem. Nie musisz przepraszać, ciesze się, że mogłam Ci pomóc uciec sprzed ołtarza.
Uśmiechnęła się łagodnie, czując jakąś rozlewającą się ciepłem po ciele ulgę na myśl, że jednak nie planował ślubu z jej uroczą i młodą kuzynką. Oczywiście wspierałaby każdą jego decyzję i pomogłaby mu, z czym tylko trzeba, ale w jakiś sposób Deniz do niego faktycznie nie pasowała. Może to przez ilość noszonej przez nią biżuterii, może przez wiek, a może przez salonowe zachowania i takie skrajne romantyczne, które przejawiała? Nijak to współgrało z wolnym duchem z Islandii. Znalazłaby mu lepszą dziewczynę wśród swoich koleżanek, gdyby tylko chciał. Jak na dobrą siostrę przystało. Westchnęła do swoich myśli, przesuwając spojrzeniem po jego twarzy, gdy ściągnął ją kolejnymi słowami do rzeczywistości. Nie podejrzewała, że reakcja jej matki tak go zirytuje i że fakt jej odcięcia sprawi, że się faktycznie wystraszy. Jego zakrwawione kostki były większym powodem do niepokoju niż jej odcięcie od świata.
Widok za oknem z pewnością był inny — rozciagał się na pola i trochę tutejszego lasu ze wzgórzami, ale zupełnie innego niż ten, który miał w domu. Powietrze było ciepłe i wilgotne, wiatr przyjemnie łaskotał po polikach, nie zostawiając dreszczy. Dookoła rozbrzmiewały cykady oraz głośne, kolorowe ptactwo. Przez chwilę miała ochotę go przytulić, żeby poczuł się lepiej, ale wpatrując się w jego szerokie plecy, a następnie we własne odbicie, uznała, że nie powinna. Jak mogłaby go wesprzeć inaczej, niż odpowiedzieć zgodnie z tym, w co wierzyła oraz zmienić temat, zająć głowę czymś innym? Przesunęła palcami po swoich włosach, zahaczając o wiszące w uszach kolczyki — dwa sztyfty, jeden wiszący i zaczepiony o płatek ucha, bo włożony wyżej. Damy tak nie nosiły, ale Pandora damą nie była, jeśli nie wymagała tego konkretnego zachowania jej matka.
- Będzie dobrze, obiecuje. - słowa te wypowiedziała szybko, dość miękko, pozwalając, aby rozniosły się z cichym echem wśród jasnych ścian. - To prawda, ale życie nie jest sprawiedliwie, a ludzie są chciwi. Przez to nie robią rzeczy, które powinni, bo nie umieją postawić się na miejscu drugiej osoby. Świat tak jednak działa od zawsze Hjalmar, nic z tym nie zrobimy poza tym, że sami postępujemy słusznie.
Nie lubiła, gdy był smutny — nie pasowało to do niego zupełnie. Nawet jeśli przejawiał sobą rozsądek, konsekwencję, odpowiedzialność oraz odrobinę chłodu, to taka bezradność i właśnie smutek psuły obraz, który malował się przed jej oczami. Musiała więc sprawić, żeby znów się uśmiechał. Jak nie alkoholem, to spacerem nad ocean i koszykiem pełnym pyszności, jak obiecała. Będzie mógł odetchnąć na łonie natury, a z tego, co zauważyła, to na niego dobrze działało.
Nie protestował na szczęście, pozwalając się zająć swoimi rękoma i posłusznie usiadł, a ona mogła zająć się resztą. Miała wprawę, ile razy już rozcięła sobie ręce przy pracy nad mechanizmami? Ile razy się wywaliła albo spadła z drabinki? Musiała nauczyć się radzić sobie sama, żeby rodzice się nie wściekali i nie zadawali zbędnych pytań. - Nie masz za co. - odparła cicho, skupiona na oczyszczeniu ranek z krwi. Gdy dłoń mu zadrżała, zacisnęła ją mocniej w palcach i przysunęła bliżej siebie, dmuchając ostrożnie na uszkodzoną skórę. Miał szczęście, że powstrzymała się przed prychnięciem. Z dwojga złego, wolała być siostrą niż mamą i całe szczęście, że więcej jej tak nie nazwał. Już nawet do osiołka była przyzwyczajona, ale wskoczenie w buty rodzica?
- Nie próbowałeś z nią rozmawiać, ale jestem pewna, że byś ją polubił. Bywa zadziorna, jak Ty. Niech będzie jednak świstoklik, to Twoje wakacje. - odpowiedziała z rozbawionym uśmiechem, powstrzymując tym razem wywrócenie oczami, bo faktycznie, mogliby złapać z Marą wspólny język. Dodatkowo przejażdżką na takim skrzydlatym koniu uspokajała, dając poczucie wolności i dostęp do miejsc, gdzie niewielu mugoli mogło dotrzeć o własnych nogach. Chciała mu jednak to przyjęcie wynagrodzić, więc do abrksanów przekona go innym razem. Matki też zachęcały swoje dzieci do próbowania nowych rzeczy. Czuła, że się jej przyglądał, jak nie podniosła na niego wzroku, skupiona na naklejaniu plasterków.
- Wprowadzę trochę kolorów do Twojego wieczora, nie rób takiej niezadowolonej miny. Są urocze, a niebieski pasuje Ci do oczu. - różowego niestety nie miała, a pięknie dopełniłby całości. W Londynie widziała też takie w owoce, może powinna je kupić na przyszłość, gdy znów trafi do Wielkiej Brytanii? Zaśmiała się na jego komentarz, przyglądając się swojemu dziełu z zadowoleniem, zupełnie ignorując jego ewentualne zażalenia dotyczące tego, co robiła z jego dłońmi i czy było to ważne lub całkiem nieważne. Nie była jego ojcem, nie umiała postępować z ludźmi w taki sposób — była miękka, przesadnie troskliwa. Jak jej na kimś lub na czymś zależało, stawała na rzęsach, byle druga strona była zadowolona i cała. Nie krytykowałaby jednak metod Dagura, każdy miał swoje własne, unikalne. Wychował go na dobrego człowieka, więc i te były skuteczne.
Wadą takich ładnych ubrań było ich dopasowanie oraz to, jak ograniczały ruchy. Niezależnie, czy były białą koszulą, czy może dopasowaną sukienką i parą szpilek. Były niepraktyczne, ale robiły wrażenie. Czy ludzie nie tego w tych czasach właśnie tak bardzo szukali? Chcieli przyciągać uwagę, chcieli być obiektem pożądania i dobrze wyglądać, pojawiać się w rozmowach innych.
Widząc jego minę, uniosła delikatnie brew, zaskoczona tym, że on był zaskoczony. Nie poprosiła go przecież o nic złego i o nic takiego wielkiego. - Dziękuje. Masz rodzeństwo, więc pewnie masz wprawę. To nic takiego, tylko sukienka. - wzruszyła delikatnie ramionami, zanim dłonią przytrzymała materiał z przodu, podczas gdy on rozpinał suwak i umożliwiał jej swobodniejsze oddychanie, za co była wdzięczna. Miał ciepłe palce, bijące od nich ciepło rozlało się gęsią skórką po jej skórze, ale nawet nie drgnęła, wbijając spojrzenie gdzieś w przestrzeń przed sobą, zupełnie ignorując odrobinę szybsze bicie serca.
- Mhmm.- odprowadziła go wzrokiem, odchylając głowę do tyłu i pokręciła głową z niedowierzaniem, uśmiechając się zaraz pod nosem, gdy zamknął za sobą drzwi. Podeszła do szafy, decydując się jednak na mugolskie ubrania, a nie uszykowaną wcześniej sukienkę, a gdy szła do łazienki, zerknęła jeszcze na swoje odbicie w lustrze. Cóż, może faktycznie była trochę męska? Chodziła po drzewach, uciekała balkonem. Kobiety tak nie robiły, nawet chyba młodsze siostry tak nie robiły. Przeczesała dłonią włosy, gdy zostawiła na podłodze sukienkę, a zaraz za nią szpilki, a potem zniknęła w łazience, ubierając coś znacznie lepszego na wyprawę nad ocean.
Nie potrzebowała dużo czasu. Włosy niedbale związała w kitkę, wciągnęła czarną koszulkę na ramiączkach z nadrukiem jakiegoś zespołu popularnego wśród mugoli — odrobinę przydużą, której dół wsunęła w swoje pocięte na szorty dzwony. Wsunęła też wygodne buty. Nie miała już czasu zmywać makijażu lub wyjmować kolczyków. Wciągnęła plecak na ramiona, złapała za wiklinowy koszyk — upewniając się, że wszystko tam było. Wódka, jak i przekąski oraz jeden z jej koców z pokoju. Schowała również magiczny aparat, który dostała na ostatnie urodziny oraz mapę nieba, którą mu przygotowała.
- Poprosiłam Kerema, żeby zostawił nam świstoklik na wszelki wypadek na końcu korytarza. Tak sądziłam, że nie będziesz chciał skorzystać z konia. - rzuciła cicho, pogodnym głosem na jego widok i posłała mu krótki uśmiech, zachowując jednak odrobinę bezpiecznego dystansu, jak na dobrą siostrę przystało. Zamiast w stronę schodów, ruszyła w stronę jego pokoju, mijając drzwi i kierując się do znajdującego się na szczycie okna z szerokim parapetem, gdzie leżało kilka przedmiotów. Wystarczyło znaleźć ten, który nie pasował. - Nie wiem, którą plażę nam wybrał, ale i tak będzie lepiej, niż tu. Chodź.
Złapała go pod rękę, zatrzymując palce na materiale lnianej koszuli, a potem chwyciła za zupełnie niepasującą do wystroju figurkę — małą, która przedstawiała jakiegoś kota. Rozległ się cichy świst, nieprzyjemny uścisk w brzuchu, a kilka sekund później, jej rodzinna posiadłość została daleko za nimi.
Wylądowali na piasku, dookoła roznosił się szum wody i krzyk mew, panował półmrok — pojedyńcze latarnie rzucały jakieś światło ze znajdującej się nieopodal drogi, a na samej plaży było wbitych kilka pochodni w piasek, iskrzących się leniwie i przyciągających ćmy. Było jasno, niebo wydawało się bezchmurne, obsypane gwiazdami w towarzystwie połowy srebrnego księżyca. Uśmiechnęła się pod nosem, puszczając jego rękę i rozejrzała dookoła, wciąż drugą dłonią trzymając za brzuch, chociaż wisiał na niej wiklinowy koszyk. Zupełnie, jakby probowała stwierdzić, gdzie się znajdowali. - Mamy naprawdę ładną i ciepłą noc, bałam się, że nic nie będzie widać. - zaczęła w końcu, kucając i zsuwając z nóg buty, pozwoliła zatonąć stopom w ciepłym wciąż piasku. Plaża nie była duża, pozbawiona kamieni i o łagodnym brzegu, a na krańcu znajdował się średniej długości, drewniany pomostek. - Wolisz piasek, czy może drewno? - zapytała, łapiąc buty w ręce przy wstawaniu i wbiła w niego swobodne i już typowo Pandorowe spojrzenie, dając mu oczywiście możliwość wyboru. Jej samej było obojętne, gdzie rozłożą się z tym kocem. Zsunęła plecak z ramion płynnym ruchem, trzymając jednocześnie koszyk oraz buty, opierając go na odkrytym udzie, aby pomóc sobie z rozpięciem zamka i wyjęciem dużego, szerokiego materiału. Wybrała ten największy z pokoju, wykonany z miękkiej bawełny i cały beżowy z małymi frędzlami przy krańcach. Przerzuciła sobie go przez ramię, gdy plecak znów zawisł na jednym ramieniu. - Woda będzie jeszcze naprawdę przyjemna, jeśli lubisz pływać. Nie pamiętam, tylko, czy spakowałam ręcznik, ale zawsze jest różdżka. 
Podniosła spojrzenie na chwilę na Islandczyka, zaraz jednak przesunęła je w stronę względnie spokojnego morza, którego fale leniwie rozbijały się o brzeg. Na kilka sekund zacisnęła usta, skupiając się jednak ostatecznie na przyjemnym szumie i tym, aby kosmyki nie przykleiły się jej do ust, wciąż odrobinę maźniętych szminką.
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#12
21.05.2023, 23:23  ✶  

Nie ważne co by powiedziała i tak przecież był. Pomógł jej nie raz, a i pewnie będzie miał jeszcze kilka okazji co do tego - Wcale taka ciężka nie jesteś. Myślałem, że chaos będzie cięższy. Ale skoro waży tylko tyle, to mogę być Aniołem Stróżem wszechświata - odpowiedział Pandorze - Jakbym miał Cię unikać to zrobiłbym to po lutym, a na Lithcie nie odezwałbym się do Ciebie ani słowem - zauważył pewną zależność. Miał co najmniej kilka możliwości aby zerwać kontakt, a jednak przy niej tkwił i właśnie odpoczywał w Turcji - setki kilometrów od swojego domu - Nie bylibyśmy. Dekada różnicy jest zabójcza. Może i na pierwszy rzut oka wydaje się, że to by mogło wypalić ale gwarantuję Ci, że nie. Ja już przecież jestem stary jak świat i mnie zaraz zacznie w krzyżu łupać, a ona co? Jeszcze by się chciała wyszaleć, a nie ze mną takie numery. Zresztą, o czym tu dyskutować. Jakby to było kilka lat, na przykład 3 to jeszcze mógłbym to rozważyć ale tak to podziękuje - dodał, wzruszając ramionami. Zapewne nie wytrzymałby z Deniz za długo gdyby jednak do jakiegoś ślubu doszło. Nie potrzebował kogoś kto zawsze patrzył się na niego jak na obrazek, zgadzając się na każde jego słowo. No i przede wszystkim nie szukał damy - a do takiego grona właśnie zaliczał tamtą młodą Turczynkę.

- Masz rację. Zawsze wychodzi na dobre - przyznał jej rację. Wszak mówiła samą prawdę - ludzie byli przebiegli, niczym lisy. W głębi duszy, Hjalmar jednak wierzył, że w każdym drzemie chociaż odrobinka dobra. Mała grudka, która czeka aż ktoś ją odnajdzie i wydobędzie na powierzchnię, spod skorupy takiego zimnego i podłego człowieka. Nawet mężczyzna, który postąpił w ten, a nie inny sposób z Pandorą, na pewno miał w sobie jakieś pokłady człowieczeństwa i dobrych manier. A jeżeli nie miał to właśnie otrzymał przysłowiowy kop na rozpęd aby to w sobie odnaleźć.

Przyglądał się jak bardzo skupiona była Prewettówna nad całym procesem oczyszczania jego dłoni. To było na swój sposób imponujące - taka dbałość o drobnostki, coś na co nie zwracał większej uwagi po wyjściu z kuźni. Z takim zapałem na pewno nadawałaby się do pracy w jego fachu - Aha? Że to ja niby jestem zadziorny? - oburzył się i przez moment chciał zabrać swoją dłoń ale się powstrzymał w ostatnim momencie. Ja zadziorny? Pfff... Dobre sobie Gdyby mógł to tupnąłby nóżką z tego całego niezadowolenia. Jak ona śmiała w ogóle tak do niego powiedzieć? Miała jednak szczęście, że Nordgersim nie potrafił się na nią za bardzo złościć, a nawet jeżeli już to zrobił, to nie trwało to jakoś bardzo długo.

Niebieski plasterek... Przymknął aż oczy z niedowierzania, ciężko wypuszczając powietrze - Dziękuje. Tylko mi przypomnij abym go zdjął kiedyś bo skończy się jak z naszyjnikiem, że zapomniałem go zdjąć i tak jakoś ze mną chodzi cały czas - parsknął śmiechem. Jeszcze tylko tego brakowało, aby przez kolejne pół roku nosił ten plaster i to tylko dlatego, że nakleiła mu go Pandora, a nie nikt inny.

Sam nie do końca wiedział czemu, aż tak zareagował na prośbę Prewettówny. Może był trochę w szoku, może się trochę tego po prostu nie spodziewał - No może trochę - odparł niepewnym głosem, nadal wpatrując się gdzieś w ścianę. To było trochę jak z tym jej zemdleniem - całkowicie niespodziewane i nie do przewidzenia. A już na pewnie nie przez Hjalmara, który de facto nie radził sobie tak źle z dostrzeganiem różnych rzeczy.

Czy kobiety tak nie robiły? Oczywiście, że robiły. Sam chociażby pamiętał jak rudowłosa Islandka, zwana jako niejaka Njála, skakała z nimi w najlepsze po drzewach albo biegała po fiordach. I o ile historie o wyczynach Pandory na Islandii mogłyby wywołać skrzywienie na twarzy lokalnej, Tureckiej ludności, tak w jego rodzinnych stronach były czymś normalnym. Rzeczą na którą nikt nie zwracał większej uwagi, ponieważ po prostu każdy to robił.

Z drugiej zaś strony nie traktował Prewettówny jak siostry. Czy własnej siostrze pozwoliłby na takie wspinaczki po drzewach bez żadnej asekuracji? Czy pozwoliłby jej palić jakieś podejrzane gówno, które sam popalał ze swoimi towarzyszami? Czy pozwoliłby jej aby paradowała w nocy po lesie w środku śnieżycy? Nie, nie i jeszcze raz nie. Co więcej - Hjalmar postawiłby kategoryczny zakaz na którąś z tych akcji pod groźbą naskarżenia na nią do ich ojca, który w tym wypadku na pewno zgodziłby się z jego postulatami, jako że to były córeczki tatusia. Dodatkowo, Nordgersim nie czułby przecież żadnej zazdrości gdyby któraś z jego sióstr zaczęła rozmawiać z Ivarem. A to przecież wywołało u niego gniew oraz chęć obicia mu mordy, po tym jak odważył się w tańcu, ukraść mu Pandorę.

Odwzajemnił jej uśmiech, a następnie przez krótki moment patrzył gdzie jego ulubiona Turczynka się udaje i czemu akurat nie na dół. Odpowiedź na tę zagwozdkę przyszła jednak bardzo szybko - Zawsze można pójść pieszo - zauważył na jej słowa i ruszył za nią. Sam z ciekawością rozglądał się na lewo i prawo, aby znaleźć to czego szukali. Nic jednak nie wzbudzało jego podejrzeń jako, że totalnie nie znał się na wystroju wnętrz. Dla niego wszystko tutaj pasowało do siebie, a figurka kota na parapecie, nie wyróżniała się niczym - Plaża to plaża - stwierdził. Nie robiło to dla niego żadnego znaczenia jako, że wszędzie było lepiej niż tutaj. Każda kolejna sekunda groziła tym, że Deniz mogła wyruszyć na polowanie na Islandczyków, a wszystko wskazywało na to, że Hjalmar był jedynym przedstawicielem tej nacji w tym domostwie.

Pierwszą różnicą jaka rzuciła mu się w oczy był całkowity przekrój plaży na której się znaleźli. Islandia miała to do siebie, że większość plaż, które się tam znajdowały były po prostu kamieniste, a nie tak przyjemnie piaszczyste jak tutaj - Przynajmniej jest chłodniej niż po południu - odparł, przyglądając się temu co Pandora robi. Poszedł w jej kroki, zdjął swoje buty, a następnie zatopił swoje stopy w piasku. W oczach pojawiła mu się dziecinna radość jakby dostał jakąś zabawkę w tym momencie. Kilka razy zakopał i odkopał swoje stopy, patrząc jak piasek po nich spływa. No i dodatkowo był jeszcze tak przyjemnie ciepły, a nie lodowaty jak u niego w domu - Może być piasek. Jest bardzo... ciekawy - przyznał, nadal jednak wpatrywał się w podłoże i nie pomógł Pandorze w przygotowywaniu ich "randki" - w końcu sama to tak określiła.

- Woda... Tak... - odpowiedział, a następnie uniósł swój wzrok prosto w oczy Prewettówny. Na jego twarzy zagościł zawadiacki uśmiech, który świadczył tylko o jednym - wpadł na genialny pomysł i to wszystko właśnie dzięki niej. Sama podrzuciła mu pomysł kąpieli - Jest wystarczająco ciepło, więc ręcznik nie będzie potrzebny - zauważył, a następnie podszedł do niej aby odebrać od niej rzeczy - Pozwól - poprosił, wyciągając dłonie po koszyk i jej plecak, które następnie odłożył sprawnym ruchem na piasek, a następnie rozplątał swoją kitę, pozwalając tym samym aby włosy bezwładnie opadły na jego plecy. To był chyba niespotykany do tej pory widok jako, że Hjalmar zawsze miał swój warkocz.

Nie czekając dłużej na realizację swojego planu, zdjął przez głowę koszulę, którą odrzucił gdzieś na bok, nie zwracając szczególnej uwagi na to gdzie poleciała. Odchylił łopatki do tyłu, a następnie zrobił kilka krążeń ramion. Raz w przód, raz do tyłu - No to co? - zapytał jej, chociaż nie zamierzał czekać na odpowiedź, ponieważ po prosty się schylił i złapał ją w ten sam sposób jak była nieprzytomna. Nie czekając ani sekundy dłużej ruszył w kierunku mostku z którego miał zamiar wskoczyć do wody. I to wraz z Pandorą.

Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#13
22.05.2023, 17:22  ✶  
Komentarz, że wcale nie jest taka ciężka, odrobinę ją rozbawił, sprawiając, że brunetka wywróciła oczyma, powstrzymując roześmianie się i słuchała go dalej, czując, jak Hjalmar w całej tej swojej niewinności sprawia, że wchodziła na grunt, z którego przecież próbowała zejść. Trochę ją zawstydził, co pewnie nie umknęło jego uwadze, ale ostatecznie pokręciła głową i uśmiechnęła się ze wbitym w niego spojrzeniem, jakby do ostatniego momentu zastanawiała się, jakie słowa powinny uciec spomiędzy jej warg. - Nie mów tylko, że Cię nie ostrzegałam, jak potem będzie za późno. I szczerze mówiąc, myślała, że raczej nie zrezygnujesz z towarzystwa swoich kompanów dla przypadkowego ziarenka chaosu. - zaczęła w końcu, palcami przesuwając po satynowym ramiączku od sukienki, które pod pływem subtelnego ruchu ramion, który mimowolnie wykonała, zsunęło się niżej.- Nie jesteś stary i jak komuś zacznie łupać w plecach, to będę raczej ja, chłopcze. - kontynuowała zadziornie, bo przecież ona była starsza od niego. Jego słowa przyniosły jednak Pandorze pewną ulgę, a perspektywa sypania im kwiatków na uroczystości odeszła gdzieś na bok — dobre siostry tak robiły. - Hmmm. Gdyby to były trzy lata, to mógłbyś rozważyć? A więc takie kobiety, jak moja kuzynka są w Twoim typie? - uśmiechnęła się niewinnie, nachylając nieco do niego, jakby konspiracyjnie, udając spojrzenie Deniz i wpatrując się w niego, jak w obrazek, nawet zatrzepotała rzęsami, przesuwając dłonie nieco wyżej. - Jeśli chcesz, mogę jej wybić ten pomysł z głowy.
Pod wpływem jego spojrzenia wyprostowała się jednak i tylko puściła mu oczko, zanim się odsunęła. Sam ją prowokował, to niech cierpi.
- Najważniejsze, to nie mieć sobie nic do zarzucenia i nie żałować. Wiesz, że przyznajesz mi rację rzadko? - zauważyła całkiem pogodnie, gdy ta nieszczęsna małolata opuściła zakamarki jej umysłu, zostając na tym niedorzecznym przyjęciu. Mieli bardzo podobny tak myślenia, każdy przecież miał w sobie dobro, czasem po prostu o tym zapominał. Najbardziej bolesne lekcje często były tymi, które dawały najlepszy efekt.
Gdy robiła coś ważnego lub pracowała, umiała tkwić w ciszy i skupieniu, zwykle spędzając godziny nad drobnostkami właśnie, jak szkice czy dokręcanie maleńkich trybików oraz śrubek, które do zakończenia projektów były niezbędne. Nie chciała, żeby bolały go dłonie i żeby ich stan się pogorszył, więc musiała postarać się znacznie bardziej, niż gdyby chodziło o jej własne palce. - To ten północny temperament Niedźwiadku. - odparła, przesuwając palcem po kolorowym plasterku, który nakleiła i podniosła na niego wzrok, uśmiechając się znów w ten niewinny sposób, bo chociaż mówiła całkiem serio, to nie był taki duży powód do złości i oburzenia. Oczy blondyna znów jednak przypominały odrobinę spojrzenie nastoletniego chłopca, któremu matka lub starsza siostra zwróciły uwagę, przez co wyglądał niedorzecznie uroczo. - Nie przypomnę, bo pasuję Ci do oczu.
Przypomniała ze wzruszeniem ramion, sugerując tym samym, żeby na nią nie liczył. Nie wiedział nawet, ile sprawił jej radości noszeniem tego wisiorka, który rzekomo zapomniał zdjąć. Nie lubił się przyznawać, że jego też w sumie cieszyły małe rzeczy.
Stuknęła paznokciami w materiał, gdy ten rozluźniał uścisk na jej talii i piersiach, dzięki czemu złapała głębszy oddech. Jakim cudem te wszystkie kobiety w Anglii nosiły tak ciasno sznurowane gorsety i były w stanie funkcjonować, bez mdlenia? Ugryzła się w język, żeby nie skomentować tego, że gdyby na nią spojrzał, to wcale nie zamieniłby się w kamień, jak przy meduzie z opowieści, ale nie było sensu go bardziej denerwować i wprawiać w dyskomfort. Włosy załaskotały ją po skórze, gdy rozsypały się po odkrytych plecach.
Każda strona świata faktycznie miała swoje obyczaje, normy i swój specyficzny typ mężczyzn oraz kobiet. Była przekonana, że gdyby jej kuzynki przybyły na Lithę, zrobiłyby większe widowisko swoim zachowaniem i ilością biżuterii na ciele, niż wysokie ogniska i nadziany na rożen prosiak. Nie była już jednak nastolatką, żeby każdy przychylnie spoglądał na jej wspinaczki lub inne pomysły, bo według zasad świata, oni obydwoje przecież już dawno powinni mieć założone rodziny, a nie robić głupoty pod gwiazdami.
Byłaby chyba najbardziej nieznośną siostrą na świecie, gdyby miała faktycznie rodzeństwo. I może powinna, nawet sobie tak przecież wmawiała, ale spojrzenie na niego niczym na starszego brata było dla niej czymś zupełnie niemożliwym, kupowało jej jedynie trochę czasu. Wcale nie dostrzegła tego, że mógł być faktycznie o nią w jakikolwiek sposób zazdrosny, przecież Nordgersim był oazą rozsądku i wiedział, że Ivar ma się z rudą ku sobie.
Na korytarzu było na szczęście cicho, do uszu mogły dotrzeć strzępki muzyki ze znajdującej się na drugim końcu domu sali, gdzie wciąż trwała zabawa. Dzięki temu mieli swobodę i spokój, nikt poza ewentualnie Laylą lub którymś z pracowników nie mógłby ich zaczepić, co jej chyba najbardziej odpowiadało, chociaż akurat ją i Kerema lubiła tu najbardziej. Byli najmłodsi, najbardziej współcześni i często ukrywali przed jej matką, co właściwie robiła. Dużo gorsi byli pracownicy z Londynu, gdzie zwykle znajdowała się rezydencja Prewettów, tam nie było mowy o drabince.
- To dość daleko, ale możemy wrócić pieszo. - zgodziła się z nim, pamiętając, że był prawdziwym amatorem spacerów i pieszych wędrówek. - Wcale nie! One wszystkie są caałkiem różne, mają zupełnie inny widok! Zwariowałeś? - zapytała z odrobiną oburzenia, odwracając twarz w jego stronę, jednak nie było na niej żadnej złości, czy negatywnych emocji, raczej zaskoczenie jego słowami. Nie było dwóch takich samych miejsc, dwóch takich samych widoków na niebo i dwóch takich samych dni. Wszystko było przecież inaczej! Skoro wiedziała, że nie zamierzał zaręczać się z jej kuzynką, poradziłaby sobie z nią dużo sprawniej i wybiła ten pomysł z głowy, nawet kosztem naruszenia swojego niedawno wprowadzonego w życie planu.
- To prawda, przyjemniej i zobacz, nawet morze nie jest jakieś wściekłe. - powiedziała z odrobiną ulgi, czując piasek pod palcami, wciąż przyjemne ciepły. Lato było nieznośne w tych rejonach, ale noce były powodem, dla którego warto było zaryzykować odwiedziny. Widząc jego minę, uśmiechnęła się pod nosem, całkiem zadowolona ze swojego wyboru. Nie był człowiekiem, którego można było na całe dnie zamknąć w mieście lub w salach balowych, najszczęśliwiej wyglądał jednak na łonie natury. - Jak chcesz, możemy potem zbudować zamek z wieżyczką z muszelek, jest ich pełno na brzegu, a są pochodnie i lumos.
Plaża dostarczała samych genialnych pomysłów, przynajmniej Pandorze. Skoro wybrał piasek, rozejrzała się w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca do ich nocnego pikniku, gdzie mogłaby rozłożyć koc. - Uznałam, że ją lubisz po tym, jak na nią patrzyłeś w czerwcu. - odpowiedziała tylko, zupełnie nieświadoma jego planów morderstwa względem jej osoby i to na wielu płaszczyznach, więc jedynie odwzajemniła posłane spojrzenie, unosząc na chwilę brwi na widok jego uśmiechu. - Naprawdę musisz lubić pływać. - w sumie nic dziwnego, że nie mógł się tego doczekać, dzień był przecież gorący, nawet teraz powiewy wiatru były przyjemnie ciepłe, otulające skórę niczym delikatny koc. - Hmm?
Przyglądała mu się badawczo, gdy pozbawił ją wszystkiego, co przyniosła, a potem rozpuścił zwykle związane włosy. - Aż tak nie mogłeś doczekać się tej kąpieli? Layla mogła przygotować Ci łaźnię.. - zauważyła, cofając się pół kroku, gdy zdjął z siebie koszulę, czego teoretycznie powinna się spodziewać, ale zupełnie nie przemyślała. Robienie sobie uwag "nie gap się", nie było zbyt skuteczne, przynajmniej przez pierwsze sekundy, gdy jej ciemne oczy przesunęły po otulonej jasnymi włosami twarzy, aż po ramiona i odkryty tors z tkwiącym na nim Niedźwiedziem. Dopiero gdy zdała sobie sprawę z tego, że płoną jej policzki, odwróciła wzrok w stronę wody, kręcąc głową na samą siebie. Tak się skupiła na tym, żeby się nie gapić i uspokoić uderzenia w klatce piersiowej, że nawet nie zauważyła, że brał ją pod uwagę w swoim planie kąpieli, a tym bardziej że coś do niej mówił. Nic więc dziwnego, że wbiła w niego wytrzeszczone spojrzenie, rozchylając usta, gdy znalazła się znów na rękach, nie łącząc zupełnie faktów. - Ty chyba nie zamierzasz... - nie było dane jej dokończyć swojej bystrej z pewnością myśli, bo Niedźwiadek ruszył przed siebie i jedyne co zrobiła przy ogarniającym ją przerażeniu, było objęcie jego szyi i częściowo pleców rękoma, jakby miało to cokolwiek zmienić. Całe szczęście, że umiała na długo wstrzymać oddech i nie było typową dziewczyną, która się darła — co było spowodowane jej traumą z wodą, bo tam też nie mogła wydobyć z siebie głosu, więc jej umysł już tak kojarzył sytuację zagrożenia.
Woda była przyjemna, nie za ciepła i nie za zimna, gdyby miała skupić się tylko na tym. Poczuła, jak w pierwszych sekundach sztywnieje, nie mogąc nawet ruszyć palcami u rąk, które ślizgały się po mokrej skórze jej oprawcy. Nawet otworzenie powiek nie sprawiło, że było jej łatwiej, bo dookoła było zwyczajnie ciemno, a woda trochę szczypała. Jak zwykle czas stanął w miejscu, a sama Pandora czuła się, jakby stanęła obok siebie i patrzyła z innej perspektywy, nie mogąc absolutnie niczego z tym zrobić. Zupełnie, jakby było to mdlenie na innych zasadach. I znów nie wiedziała, jakim cudem jej głowa znalazła się nad wodą, bo przecież nie była w stanie nawet machnąć nogami, ale płuca wypełniło letnie, ciepłe powietrze. - Myślałam, że Ci przeszło. - wydusiła z siebie cicho, gdy skupiła się na jego twarzy na tyle, aby nie myślec o paskudnie strasznym, pełnym wody morzu, gdzie pewnie pływało milion potworów i płaszczek. Do tej pory obejmowała go dość delikatnie, bo teraz nie dość, że oplotła jego szyję rękoma niczym mała koala, to jeszcze zwyczajnie objęła go udami w pasie, przyklejając się do niego po prostu w całości. Przetarła drżącymi palcami twarz, pozbywając się nadmiaru kropel, kierując spojrzenie na chwilę ku niebu, żeby chociaż odrobinę funkcjonować. Wcale nie była w wodzie, to było wrażenie. Skupiała się na innych bodźcach, musiała, bo inaczej dostałaby ataku paniki albo znów zemdlała, ale jak się chwilę później okazało, te inne bodźce też nie były specjalnie uspokajające. - Obrażę się na Ciebie, jak mnie teraz puścisz. - zakomunikowała mu jeszcze bardziej do ucha, bo najzwyczajniej w świecie schowała twarz przy jego szyi, zamykając oczy i łapiąc kolejny oddech, dmuchnęła mu na skórę w ramach kary, powstrzymując się cudem przed ugryzieniem go za karę. Kto wrzuca ludzi do wody? Ratowało go to, że biło od niego ciepło i przylepione do skóry ubrania wcale nie były takie ciężkie. I może trochę też to, że umiał ją zawsze uspokoić, No i też to, że uratował jej kilka razy tyłek, nie licząc oczywiście momentów, kiedy to sam nie próbował jej zabić. - I wiesz co? Nie utopisz mnie teraz tak łatwo, bo prędzej umrę, niż Cię puszczę, a jeśli Cię nie puszczę, to też się utopisz, a ja naprawdę umiem długo wstrzymywać oddech.
Wzruszyła delikatnie ramionami, wcale nie odklejając się od jego szyi, przez co rzucanie pogróżek było znacznie łatwiejsze, niż gdyby miała zrobić mu to prosto w twarz. A mogła go zostawić Deniz na pożarcie.
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#14
22.05.2023, 20:41  ✶  

Pokiwał tylko głową na słowa dotyczące wyboru jej samej zamiast swoich kolegów. Ich miał na co dzień, a tak odległy gość, nie zdarzał się zbyt często. Pandora chyba postawiła sobie za cel odnalezienie mu żony za wszelką cenę. I to najlepiej Turczynkę, a tym bardziej z rodu Prewettów - Obawiam się, że nie poszukuje damy na salony bo na takich po prostu się nie pojawiam i nie jestem zapraszany. Zresztą ja jestem prostym chłopakiem, który trudzi się kowalstwem. Ja bym nie wytrzymał z osobą, która boi się pobrudzić swoje dłonie - przyznał przed nią, wzdychając na to co robiła Pandora - Ty też się we mnie zakochałaś czy co? - odbił piłeczkę w jej stronę. Koniec końców tak odbierał sposób w jaki reagowała na niego Deniz, zwłaszcza, że jeszcze kwadrans temu chciała brać z nim ślub.

- No właśnie zacząłem żałować, że po raz kolejny to zrobiłem - odpowiedział ale prawdę mówiąc nigdy nie zwracał na to większej uwagi i nie wiedziałby tego gdyby mu nie powiedziała. Z drugiej zaś strony nie mógł jej po raz kolejny przyznać racji - nawet jeżeli taka miała właśnie miejsce.

To ten północny temperament... Zastanawiał się przez resztę procesu opatrywania jego ran, co tak dokładnie to mogło znaczyć. Na pierwszy rzut oka różnił się od wszystkich zebranych tutaj osób. Był bardziej zamknięty w sobie, wycofany, trochę może nawet nie pewny. Z drugiej zaś strony był pierwszą osobą, która nie bała się podnieść swojej dłoni na kogoś kto krzywdził innych. A może to on tak już po prostu miał, że nienawidził jak słabszym od niego działo się coś złego - tym bardziej kiedy on to po prostu widział.

Wzruszył ramionami na jej słowa - Trudno - odparł. W najgorszym możliwym przypadku będzie nosił ten plaster do końca roku, a może nawet dalej. Chociaż prawdę mówiąc, za pewne jutro i tak o nim zapomni, a sam opatrunek samoistnie się odczepi, nie pytając wcześniej o zgodę na taki obrót spraw. W kwestii misia na rzemyku było prościej - ten sobie wisiał i brał udział w wyprawach Hjalmara, jako naoczny świadek jego wyczynów.

Czy zwariował? Trochę na pewno - w końcu zgodził się na podróż w nieznane, czyli do tak zwanej Turcji, kwiatu orientu, łącznika Europy z Azją. Dla osoby, która najdalej wystawiała swoje stopy do lasu, nieopodal domu to było prawdziwe wariactwo. Nordgersimowi zresztą nie chodziło o wygląd tych plaż, a o ich uspokajający efekt, który zawsze był pomocny - nie było nic lepszego, niż morska bryza, atakująca twarz.

Nie przyznał jej racji, ponieważ za pewne znowu by mu to wypomniała. Mówiła pełną prawdę w tym momencie. Morze było takie jak być powinno zawsze. Trochę leniwe ale nadal piękne. Hjalmar przez moment miał wrażenie, że jego oddech zsynchronizował się w prędkością fal. Kiedy jedna napływała na plażę, ten nabierał powietrza w płuca, a kiedy zawracała - opróżniał je. Taki obrót spraw koił nawet najbardziej zszargane nerwy, pozwalając tym samym na pełen luz.

Nie odpowiedział nic na temat zamku z piasku, ponieważ nadal był zajęty rozkoszowaniem się wszystkim co było wokół. Piaskiem, słońcem, a nawet wodą. W pewnym stopniu pewnie też swoją towarzyszką - Troszkę... - odparł na kwestię związaną z jego pociągiem w stronę pływania. To była zwykła aktywność fizyczna, a on od takiej nie stronił - praktykował ją w każdej możliwej formie. Od biegania przez wspinaczkę, a na boksowaniu kończąc.

Kąpiele w łaźni to był pikuś, który w ogóle go nie interesował. Tam nie było mowy o żadnych dodatkowych wrażeniach związanych z możliwością bycia porwanym przez fale. Dla dwórek czy innej szlachty, takie zabawy, były pewnie bardzo przyjemnie po całym dniu nic nie robienia - Hjalmar jednak nie należał ani do jednej, ani do drugiej grupy, więc tym samym nie było to coś czego oczekiwał.

Nie miał problemów z tym aby Pandora patrzyła na jego tors. Ona przynajmniej nie miała zamiaru pożreć go w całości na tej plaży. Dodatkowo miał już swój bystry plan, który właśnie zaczynał realizować - Zamierzam - odpowiedział całkowicie spokojnym głosem, a następnie zaczął nabierać tempa. Z każdym kolejnym krokiem szedł coraz szybciej. Poczuł jak Prewettówna zaciska się na jego szyi. Na całe szczęście nie wbiła mu jednak paznokci w skórę - to by mogło trochę zaboleć.

Kiedy tylko wszedł na drewniany pomost, jego chód zmienił się w bieg. W tym momencie zdał sobie sprawę, że powinien ją wziąć na plecy. Wtedy dużo łatwiej przyszłoby mu bieganie i końcowy skok do wody, a tak to lekko mu przeszkadzała, kiedy tak wisiała z jego przodu. Nie sprawiło to jednak aby w jakimkolwiek stopniu miał się zniechęcić - co więcej, taki obrót spraw nawet dodał mu trochę otuchy i zapału do dalszego działania.

Dobiegając do końca pomostu, wybił się jak najbardziej był w stanie aby polecieć i wylądować na przysłowiową bombę. Starał się wyskoczyć możliwie daleko, ponieważ wiedział, że to co zrobił było nie za bardzo odpowiedzialne - wręcz przeciwne z jego całkowitym obyciem. Gdyby nagle okazało się, że do dna jest metr czy dwa, Hjalmar za pewne zakończyłby te wakacje ze złamanym kręgosłupem. I to tylko w najlepszym obrocie spraw.

Było bardzo głęboko. Zaraz po tym jak Nordgersim wylądował w wodzie, poczuł, że musi się sam utrzymywać jako, że po prostu nie sięgał stopami do dna. Nie był jednak sam - nadal trzymała się go Pandora i tym samym musiał zapewnić ich dwójce bezpieczny powrót na brzeg - Co mi przeszło? - zapytał z ciekawością, odpychając wodę rękoma, płynąc powoli w kierunku stabilniejszego podłoża, miejsca gdzie mógł stać. Po raz kolejny poczuł jak Prewettówna zaciska się coraz mocniej na jego ciele. Nie pomagasz... Pokręcił przecząco głową, a następnie powrócił do płynięcia.

W końcu wyczuł grunt pod stopami. Dla bezpieczeństwa zrobił jeszcze kilka kroków zanim się zatrzymał. Teraz mógł bez wysiłku stać i podtapiać Pandorę, kiedy tylko będzie mieć na to ochotę - Przecież wiesz, że bym Cię nie puścił. Zresztą jak miałbym Cię puścić jak przyssałaś się do mnie jak jakiś kleszcz - zauważył, odgarniając sobie włosy z twarzy do tyłu. I co Ty robisz? Przez plecy przeszedł mu mały dreszcz zaraz po tym jak zaczęła mu dmuchać na skórę w ramach "kary" - Tak? A co powiesz na to? - zapytał biorąc głęboki wdech, a następnie zaczął się schodzić kolanami w dół, tym samym wchodząc ponownie pod wodę. Nie chciał jej utopić, a może lekko nastraszyć. Może trochę przyzwyczaić do wody? Albo się zemścić za to całe chuchanie na jego plecy.

Zanurzenie nie trwało zbyt długo. Maksymalnie kilka albo kilkanaście sekund zanim ponownie wyłonili się z pod tafli wody. Hjalmar po raz kolejny zarzucił sobie przemoczone włosy na plecy aby móc cokolwiek w tej chwili widzieć - I co, było tak źle? - zapytał, starając się na nią spojrzeć. Miał uśmiech od ucha do ucha. Można było stwierdzić, że czuł się tutaj jak ryba w wodzie. Co by nie mówić było bardzo przyjemnie - dużo milej niż w lodowatym morzu na północy.

- Jakbyś miała już dość to daj znać. Wrócimy - poinformował ją, zdając sobie sprawę, że ta się raczej nie puści w wodzie i to właśnie on będzie musiał odnieść Pandorę na plażę. Ale zanim to zrobi, zapewne jeszcze raz spróbuje ją podtopić jako, że o utopieniu nie było żadnej mowy.

Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#15
22.05.2023, 22:01  ✶  
- Nie doceniasz się, ale muszę się zgodzić z tym, że dama, która nie brudzi sobie rąk, do Ciebie nie pasuje, tylko z innego powodu, niż zakładasz. - stwierdziła jedynie na jego słowa, lustrując jego twarz wzrokiem, całkiem już żywym i typowym dla niej, bo po zawrotach głowy nie zostało nic. Krótki reset sprawił, że poczuła się lepiej, jakby cały stres został na tym nieszczęsnym bruku. Właściwie to nie chciała szukać mu żony, jedynie, żeby nie skreślał żadnych możliwości, bo nigdy nie było wiadomo, kiedy do drzwi zapuka Ci prawdziwa miłość. Odnośnie do niej, pytanie nieco zbiło ją z tropu, aczkolwiek nie uciekła wzrokiem, jedynie wydała z siebie mruknięcie zamyślenia, jakby odpowiedź była wybitnie skomplikowana. - Nie wiem, nie zdecydowałam jeszcze. A powinnam? - zapytała z delikatnym wzruszeniem ramion, pół żartem i pół serio. Nie okłamała go właściwie, bo sama nie znalazła jeszcze powodu swojej wcześniejszej zazdrości. Może była to kwestia przyzwyczajenia, a może tego, że zawsze się nią opiekował lub faktycznie zaczynała czuć do niego coś, czego pewnie nie powinna była. Prychnęła z rozbawieniem, pokazując mu na chwilę język. Nie powinien, ale zrobił, ludzie tak już mieli. Dokuczała mu oczywiście tylko z tą racją, bardziej mając na myśli fakt, że były pewne tematy, gdzie się ze sobą zgadzali, a nie północny chłód bił się z południowym ciepłem.
Północny temperament był jednak zbiorem komplementów, które sobie zamknęła w dwóch słowach, jednak z pewnością na piedestale znajdowała się tam pomoc słabszym i fakt, że był przyzwoitym facetem, dobrym człowiekiem, co było już tak mało spotykane, że ludzie zapominali o istnieniu takich rzeczy. - Może kupię Ci zapas niebieskich plasterków? - zapytała jedynie, wciąż mając dobry humor, nawet jeśli jej głów znów zaczynała pracować na wyższych obrotach, niż powinna. Dłonie wyglądały lepiej, bez krwi i widocznych zadrapań, na co uśmiechnęła się tylko krótko pod nosem.
Gdy się poznali, nie podejrzewała go o żadne szaleństwo i zdolność do spontanicznego działania. Był trochę straszny, zamknięty i surowy, przypominał te śniegowe zaspy, w które zresztą wpadł. Z każdą kolejną godziną, każdym kolejnym spotkaniem nabierał jednak zupełnie innego wyrazu oraz nowych kolorów, a Pandora umiała znaleźć w nim mnóstwo wartościowych rzeczy. Owszem, nie był idealny — przesadnie nerwowy, odrobinę zadziorny i uparty, jak ten osioł, od którego ją wyzywał, ale niedoskonałości podkreślały tylko piękno charakteru i człowieka, a to umiała dojrzeć w każdym. Można było to nazwać jej największym talentem. Twarz mu złagodniała pod wpływem morskiej bryzy, wydawał się mniej spięty i chyba podobało mu się tu bardziej, niż na targu czy w kuźni. Zacisnęła usta w zamyśleniu, wędrując spojrzeniem na wodę, która leniwie rozbijała się o mokry piasek, pozbawiona szaleństwa i białej piany, która kojarzyła się jej z wścieklizną. Z bezpiecznej odległości był to potężny, piękny i uspokajający żywioł, który trudno było okiełznać. Nie odzywała się więc, pozwalając mu zwyczajnie cieszyć się chwilą, biorąc się za wyjmowanie koca. Troszkę? To było niedopowiedzenie, był uzależniony od wysiłku fizycznego i łaził po drzewach, niczym te niedźwiedzie lub nawet małpy. Plaża jednak faktycznie pasowała do niego bardziej niż łaźnie.
Gdzie się podziała jego nieśmiałość? Gdzie się podziała jej przyzwoitość? Westchnęła z rezygnacją, nawołując w myślach Merlina i Morganę, gdy w końcu łaskawie odwróciła wzrok, czując pieczenie na policzkach. Na szczęście nie miała jasnej karnacji i było ciemno, a on był zbyt zajęty innymi sprawami. Porwaniem i próbą morderstwa. Na jego odpowiedź pokręciła tylko głową przecząco, sugerując mu tym samym, że wcale nie powinien takich rzeczy zamierzać. Nie wbiła mu paznokci teraz, ale nie mogła obiecać tego później, a on miał naprawdę wielkie szczęście, że nie krzyczała, bo z pewnością by ogłuchł, gdy tylko jego stopy oderwały się od drewnianych desek.
Głęboka, ciemna i letnia woda, która była wszędzie, fale kołyszące absolutnie wszystkim. Już wolałaby, żeby zepchnął ją z tego klifu na Islandii. Uścisk w żołądku był gorszy niż przy teleportacji i świstoklikach. On był świadomy, że ona naprawdę nie miała absolutnie pojęcia, jak pływać i miała niezdrową fascynację tonięciem? Sam sobie wziął taki ciężar w ramiona, to niech teraz cierpi. Ona skupiała się na tym, żeby nie panikować i przesadnie nie drżeć, bo naprawdę chciała oszczędzić już form większego dramatu na wieczór. Już ona da mu popalić tak, że ją zapamięta — tak sobie powtarzała w myślach, zastanawiając się, jak mogłaby się odwdzięczyć za tą formę terroru, którą jej sprezentował. Głupi miś.
- Nie wiem, czy byś mnie nie puścił, wrzuciłeś mnie do wody i nazwałeś kleszczem. Nie wiem, co jest gorsze. - odpowiedziała mu, próbując nie brzmieć inaczej, niż zrobiłaby to normalnie. Faktycznie trochę na nim wisiała, ale żeby od razu do takiego pasożyta? Chciała go nawet puścić, celowo, utopić się mu na złość i dla przekory, ale nie była w stanie rozluźnić uścisku, chociaż próbowała. - Nawet się nie wa.. - teraz mu odrobinę wbiła paznokcie w kark i plecy, nie zostawiając jednak śladów, jedynie w formie niemego protestu, bo znów znalazła się pod wodą. Chciał wojny i nie powinien jej zaczynać z kimś o imieniu Pandora, gdzie według mitologii była źródłem wszystkich nieszczęść. Byłoby łatwiej być groźną bez strachu, pewnie zyskałaby na wiarygodności, a nie była jakimś kleszczem i do tego z etykietką siostry. - Znęcasz się nade mną, bo wiesz, że nie mogę Cię puścić i robisz, co chcesz. - skwitowała, niepewnie odrywając jedną dłoń, aby przetrzeć sobie twarz, którą delikatnie odsunęła od jego szyi. Na widok jego uśmiechu prychnęła, kręcąc jedynie głową z niedowierzaniem i na chwilę ściągnęła brwi, zastanawiając się nad zemstą. - Wrobię Cię w ślub z Deniz albo będziesz jadł tylko warzywa do końca pobytu tutaj, albo gorzej. - zagroziła mu niby to poważnie, ale prawda była taka, że dość szybko miękła na widok jego miny. Wywróciła oczami, marudząc coś pod nosem, To było niesprawiedliwie. W zamyśleniu przesunęła palcami po jego szyi, zaczepiając nimi obojczyk i łapiąc wisiorek z miśkiem, zacisnęła je na mokrym drewnie. Może powinna mu go zabrać za takie paskudne zachowanie? Westchnęła ciężko, prostując głowę i obdarzając jego twarz spojrzeniem, przesunęła leniwie brązowymi oczami po przylepionych do skóry blond kosmykach włosów i niebieskich oczach, wzruszając ramionami. - Nie mogłabym Cię jednak zabić, ale nie myśl sobie, że Ci odpuszczę i nie spotka Cię paskudna kara w momencie, gdy nie będziesz się jej spodziewał. - oznajmiła w końcu, skupiając całkowicie uwagę na nim, żeby na moment zapomnieć o tym, że była w wodzie. Brzmiała i wyglądała na trochę oburzoną, obrażoną, ale jednocześnie rozbawioną, chyba dlatego, że on wyglądał, jakby miał dobrą zabawę, a to było zaraźliwe, zupełnie jak uśmiech. Druga dłoń przesunęła po jego karku, a następnie po włosach, przeczesując je palcami. - Zupełnie inaczej wyglądasz, jak nie masz kitki czy warkoczyka. - dodała jeszcze, owijając sobie jasne pasmo na palec, dzięki czemu widziała też trochę nieba w tle, a nie kołyszącą się tafle. Niemniej jednak każde rozbicie się wody o jej ciało sprawiło, że przechodził ją nieprzyjemny dreszcz i krótka fala paniki, skutecznie jednak tłumiona. Trochę biła się z myślami, bo czując strach, jednocześnie chciała przerywać mu zabawy, zwłaszcza że dziś chyba pierwszy raz uśmiechał się w ten sposób. Zważywszy na okoliczności było to trochę dzikie i niepokojące, ale z drugiej strony - pomijając już całe droczenie się z nim, kleszcza i topienie, doskonale wiedziała, że ze wszystkich ludzi, akurat on nie pozwoliłby, żeby coś się jej stało. Komukolwiek właściwie stało, dopóki mógł mieć na to wpływ. I chyba przez to i całą historię ich znajomości, była w stanie jakoś wytrzymać, przynajmniej trochę, skupiając się na nim, na gwiazdach i na myślach, które od Morza Śródziemnego były bardzo daleko.
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#16
23.05.2023, 00:10  ✶  

- No to bardzo mnie ciekawi z jakiego to powodu. Zamieniam się w słuch - nie odpuszczał Pandorze jako, że chciał po prostu się dowiedzieć. Nie miał zielonego pojęcia co dziewczyna mogła mieć na myśli. To w końcu było bardzo proste - jak jakaś szlachcianka czy inna dama z dworu miała siedzieć w lesie i żyć tam do końca swojego życia? Oszalałyby w tej dziczy - A to ja mam decydować za Ciebie? - parsknął śmiechem. Ze wszystkich osób, które znajdowały się w tej willi, to raczej jej matka powinna decydować zamiast niego. W końcu i tak ją tutaj ustawiała do pionu niczym dowódca swoich podwładnych. No jak z dzieckiem, czyli bz zmian Pokiwał przecząco głową na język, który mu pokazała. Brakowało tylko aby jej odpowiedział jakąś głupią odzywką.

- Nie, bo i tak będę zapominać je nakładać. No i co to za naklejanie niebieskich plastrów bez wszystkich procedur. Wiesz - mycie, chuchanie, te sprawy. Tylko by się zmarnowały - zauważył. Nie miało to większej racji bytu w jego otoczeniu. Sam nie miał po prostu czasu aby się bawić w takie kwestie, a Dagur pewnie by go wyśmiał czy nawet przekręcił do grobu, jakby usłyszał jego prośbę. No bo w końcu co miał zrobić? Podejść i powiedzieć - "tato pocałuj"? To było dobre ale jakieś 25 lat temu, kiedy Hjalmar był jeszcze małym szkrabem.

Nie powinna była być w ogóle zdziwiona. Co innego można było robić nad morzem o tej porze roku jak i dnia? Przecież nie przyszli tutaj się opalać - na to wszak było już dawno za późno. Nie mieli więc innej opcji, niż kąpiel w ciepłej wodzie Morza Śródziemnego. Pandora powinna się cieszyć, że nie podszedł i nie wrzucił jej na pastwę losu do tej wody, odchodząc na brzeg aby tam oczekiwać jej powrotu. Prawdę mówiąc mógłby ją zapakować do worka aby dodatkowo jej utrudnić wyprawę ale przecież nie był takim złym człowiekiem. Nawet i bez worka, ta wyprawa wydawała się dla niej śmiertelnym wyzwaniem.

A czy nie złapałaś się jak ten kleszcz? Chciał się jej o to zapytać, jednak w ostatnim momencie ugryzł się w język. Jeszcze by się na niego oburzyła albo obraziła. Tak na prawdę to jej nie wrzucił, a wskoczył wraz z nią do morza czyli de facto nie prawiła faktów. Gdyby wiedział, że 'kleszcz' będzie dla niej złym określeniem, mógłby użyć bardziej miłego określenia jak "kleszczyk" - nie miał z tym żadnego problemu.

Kara za jego wybryk przyszła bardzo szybko. Nie zdążył nawet mrugnąć oczami, a poczuł jak jej szpony zanurzają się w jego plecach. W głębi duszy modlił się tylko o to aby nie zostawiła tam śladów czy innej pamiątki po sobie. Z drugiej strony mogła wbić swoje pazury, a następnie jeździć nimi góra i dół, sprawiając mu niemiłosierny ból, a tym samym ryzykując własnym zatonięciem. Czy chciał wojny? Nie ale był gotów ją prowadzić na całej szerokości froncie z pozbawieniem wszelki zasad konwencji Genewskich. Wystarczyło słowo, a ich konflikt przerodziłby się w wojnę totalną, a tego raczej nie chciała żadna ze stron.

- Nie no, gdzie. Ja się znęcam? Możesz się przecież puścić i popłynąć - zauważył, a uśmiech nadal nie schodził mu z ust. Nie trzymał jej przecież na siłę, a Pandora była wolną, niezależną kobietą, która mogła robić to co chciała... Z tą różnicą, że tylko na lądzie. Tutaj była jednak zdana całkowicie na Hjalmara ale ten albo tego nie wiedział albo starał się nie pokazywać, że o tym wie - No w sumie... Deniz Nordgersim... Nie brzmi chyba źle? Pomyśl tak - wyciągnął rękę przed siebie jakby chciał jej coś pokazać albo opisać - Właśnie kończy się ceremonia zaślubin, a ja ją przenoszę przez próg. Wszyscy płaczą, druhny rzucają kwiaty, Dagur to już chyba zawału serca dostaje nawet... - skręcił głowę w jej stronę aby się jej przyjrzeć. Sama zaczęła ten temat, a on tylko kontynuował ten pojedynek na jej zasadach. Hjalmar był w stanie zgodzić się na rozejm albo chociaż zawieszenie broni jako, że nie zależało mu na wygranej w tej wojnie. Inną opcją było również odwieszenie tego starcia w czasy aby o nim zapomnieć po kilku chwilach.

Przyglądał się jak bawi się jego naszyjnikiem. Przez krótki moment chciał ją zdzielić po łapach, za denerwowanie tego spokojnego misia, który spoczywał na jego klatce - No na pewno nie mogłabyś mnie utopić... Co najwyżej mogłabyś mnie zrzucić z Mary... Ale najpierw trzeba byłoby mnie jakoś przekonać do tego abym w ogóle na nią wsiadł - zauważył, a następnie zaczął się cofać do wody w kierunku głębokiego morza aby ją lekko przestraszyć. Zanurzył się może o centymetr czy dwa, a potem się zatrzymał, kręcąc głową z niedowierzaniem - Nie mogę się doczekać tej wielkiej kary. Zakarmisz mnie na śmierć? - zaśmiał się w niebo głosy. To by była przepiękna śmierć.

Nordgersima przeszedł krótki dreszcz kiedy przesunęła dłonią po jego karku, a następnie je przeczesała. Dla Pandory mogło to być trochę szokiem, wszak nie każdy miał możliwość aby ujrzeć go w takim stanie - Co to znaczy inaczej? Gorzej? Lepiej? - dopytał. Hjalmar uważał, że robienie tego warkocza było częścią nieodłącznej tradycji z którą się utożsamiał. Z drugiej strony stanowiło to dla niego najwygodniejszą opcję na noszenie długich włosów w kuźni czy podczas polowań - dużo prościej było zapanować nad jednym warkoczem, niż całą hałdą włosów, które nie do końca chcą współpracować - Ale nie bój się. Ty też tutaj nie wyglądasz tak pewnie jak na ziemi albo na Marze - odparł zgodnie z tym co udało mu się zauważyć - Aż tak się boisz ciepłej wody? - zapytał aby się upewnić. Rozumiał, że ktoś może nie przepadać za zimną czy wręcz lodowatą wodą ale za tak przyjemną? Tutaj dało się siedzieć cały dzień i całą noc.

Nie chciał dłużej narażać Pandory na jakiś zawał serca czy inne dolegliwości, dlatego zawrócił w kierunku brzegu. Krok za krokiem, zaczęli zbliżać do plaży - Nie bój się. Już wracamy - poinformował ją, aby się lekko wyluzowała, chociaż zdawał sobie sprawę, że to mogło nie być aż takie proste dla niej. Z drugiej zaś strony mogła po prostu spróbować - Hjalmar ją trzymał, a z każdą sekundą, woda była coraz płytsza. Długo nie zajęła im podróż do miejsca w którym Prewettówna była w stanie sama stanąć na nogi. Nordgesimowi nie przeszkadzało jednak w ogóle aby nieść ją dalej bo przecież już jej wspomniał, że nic nie waży - a już tym bardziej w wodzie, gdzie wydawała się lekka jak piórko.

Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#17
23.05.2023, 19:37  ✶  
Obudziły się w nim jakieś głęboko uśpione pokłady pewności siebie i dociekliwości, o które na pierwszy rzut oka Hjalmara ciężko było podejrzewać. Widocznie był człowiekiem, który musiał się przyzwyczaić do drugiej osoby lub po prostu Pandora działała na niego jak otwieracz do puszek. - Bo nie można zamknąć wilka w klatce, żeby ładnie wyglądał. - odpowiedziała mu dość szybko, nawiązując do tego, jak funkcjonowały kobiety wysoko urodzone i jak bardzo ich szczęście zależało od pozycji społecznej i zazdrości. Ktoś, kto nie znał wolności, nie umiałby jej docenić i tym bardziej nauczyć się ją dawać drugiemu człowiekowi. Ludzie chcieli się na własność jak rzeczy i to w najgorszy z możliwych sposobów. Ściągnęła brwi, przyglądając się jego rozbawieniu, czując jakąś ulgę, że znów zaczął się śmiać i jedynie przesunęła palcami po burzy brązowych włosów, pozostawiając jego pytanie bez odpowiedzi.
- Po prostu lubisz, jak ja to robię. - zaczęła zadziornie, zerkając na niego z jakąś satysfakcją w oczach, decydując się kontynuować, zanim jej przerwie jakimś oburzonym komentarzem. - Niech to będzie po prostu naszą sprawą, te niebieskie plasterki. Jak będę miała się z Tobą spotkać, to będę je nosiła przy sobie.
Faktycznie, trudno było nawet Pandorze wyobrazić sobie takie procedury w Kuźni, gdzie mieli mnóstwo pracy, było gorąco i przede wszystkim mężczyźni o takie rzeczy niedbali, bagatelizując większość zadrapań oraz oparzeń. Nie podejrzewała jego i jego ojca o nic innego, jak niedbalstwo w tej kwestii, wychodząc z jakiegoś założenia, że na Islandii chodziło przede wszystkim o bycie silnym, odważnym, wytrwałym i odpornym na wszystko mężczyzną. Takim Niedźwiedziem albo dębem, a nie owieczką lub płaczącą wierzbą. Nie było jednak niczego złego w tym, aby czasem pozwolić sobie odpuścić, zdjąć zbroję.
Zapominała czasem o rzeczach oczywistych, skupiając się na wszystkim innym, a dzisiejszy dzień — zwłaszcza wieczór uwieńczony propozycją małżeńską, pijanym idiotą, jej matką i jeszcze tym dramatycznym omdleniem sprawił, że kąpiel odeszła w zapomnienie. I jakoś tak myślała o spacerze lub zamkach z piasku, niż o tym, że Islandczyk wyskoczy z koszuli w tempie magicznego motocykla lub galopującej Mary. Nie przygotowała się mentalnie. Na całe szczęście jej do wody nie wrzucił, nie zostawił samej sobie i nie miał potem na sumieniu, gdyby jej truchło porwały gdzieś morskie prądy lub zjadłby ją jakiś kraken, lub rekin. Nie dziwiła się jednak, że nie bardzo rozumiał jej przerażenie, bo przecież on niczego się nie bał, ewentualnie tylko trochę wstydził.
Sukcesem było, że i tak była w stanie mówić, co kosztowało ją sporo wysiłku, ale jednocześnie pozwalało odwrócić trochę uwagę od strachu. Jego głos był czymś, na czym łatwo było się skupić, być może przez towarzyszący mu akcent. Mówiła więc to, co jej przychodziło na język, prawie się nad tym nie zastanawiając, byle znów nie utknąć w czasie i miejscu, odcinając się od otaczającego ją świata i nie zapomnieć o oddychaniu. Mógł też użyć zwrotu "koala", a nie kleszcz, skoro już wyrażali siebie pod postaciami ładnych i puchatych zwierząt, a ten robal wcale taki nie był. Przez myśl jej nawet przeszło, że może ona jest takim Hjalmarowym pasożytem, ale nieco większa fala rozbijająca się o ich ciała, przywróciła brunetkę do pionu, zmywając gdzieś to wysysające krew, roznoszące choroby paskudztwo.
Nie mogłaby mu zrobić krzywdy świadomie, wbicie paznokci było raczej odruchem bezwarunkowym, chociaż faktycznie, przez myśl jej przeszedł ten gest jako mała forma kary za to, jak się nad nią znęcał. Opamiętała się jednak dość szybko, potem mimowolnie przesuwając palcami po ewentualnych, małych śladach w formie przeprosin i głaskania, skupiając się jednocześnie na przeżyciu serwowanych przez niego tortur. Nie miałaby z nim absolutnie żadnej szansy, dopóki byli w wodzie, gdzie nawet niecne zagrywki miała ograniczone przez brak zdolności puszczenia swojego ulubionego Islandczyka, będącego dla niej faktycznie kluczem do przetrwania w Morzu Śródziemnym. Prychnęła na jego słowa, niczym oburzony kot, wywracając oczami.
- Znęcasz. - powtórzyła wciąż cicho, ale dosadnie i uparcie, jakby była to obecnie najpewniejsza rzecz w jej życiu. Jej ręce przesunęły się po jego ciele niespokojnie, jakby faktycznie próbowała się puścić i wpaść do wody tylko po to, żeby zrobić mu na złość i coś mu udowodnić. Zanim zdążyła wymyślić błyskotliwy komentarz, który w jakiś sposób mógłby usprawiedliwić jej brak ruchu, rozpoczął barwną wizualizację. Może jednak powinna się utopić? Uniosła brwi, wbijając w niego wzrok i tym samym obracając twarz w jego stronę, kiwając przy tym głową, jakby doskonale rozumiała, o czym mówił. - Faktycznie, bardzo ładnie. Myślę, że powinieneś poważnie się nad tym zastanowić, jestem przekonana, że moja kuzynka dostarczy Ci samych atrakcji i nauczy wielu nowych rzeczy. No i to Ty będziesz musiał całować ją, nie ona Ciebie. Bywa nieśmiała. - oznajmiła miłym i słodkim tonem, sugerując wszelką gotowość do pomocy, chociaż jej palce zastukały kilka razy w jego skórę, jakby powstrzymała tę odrobinę irytacji oraz zazdrości, która wciąż gdzieś wewnątrz się tliła. Miał szczęście, że była bez pola manewru, bo jeszcze tupnęłaby nogą lub skrzyżowała ręce pod piersiami w geście obrazy majestatu.
Zabawa wisiorkiem też ją trochę uspokajała, gdy opuszkiem palca błądziła po drewnianym nosie czy błękitnych ślepiach z kamyczków. Drewno nie nagrzewało się tak szybko w jej dłoniach, jak przypuszczała, że będzie.- Nie zrzuciłabym Cię z Mary.- odpowiedziała natychmiast, a gdy zaczął się cofać, po plecach przebiegł jej nieprzyjemny dreszcz. Wyprostowała się w sekundę, zostawiając jego naszyjnik i dłonią wracając na szyję, spróbowała wspiąć się po nim nieco wyżej, chociaż nie było to łatwe. Na szczęście tutaj żywioł był pomocny, bo gdy się postarała, udało się jej nieco unieść i objąć go nogami wyżej, byle jej głowa znajdowała się najdalej od wody. Oparła się prawie łokciem o jego ramię, spoglądając na niego z góry z odrobiną wyrzutu. - A ja cię miałam, za dobrego człowieka. Jeszcze nie wiem, co Ci zrobię, ale za bardzo lubisz jeść, żebym Cię tylko karmiła. - odpowiedziała poważnie, chociaż śmiech znów sprawił, że pokręciła głową, powstrzymując z trudem uśmiech.
Widziała go z innej perspektywy, równie przez rozpuszczone włosy, nieschodzący mu z twarzy uśmiech oraz fakt, że mogła patrzeć na równi lub lekko z góry, co z ziemi nie było możliwe przez ich różnicę wzrostu. Jedną ręką się go trzymała, drugą przesuwała delikatnie palcami po jasnych włosach, lustrując jego twarz wzrokiem z zaciekawieniem, a na jego pytanie, zgarnęła kosmyk za ucho, aby zaraz jednak całość przeczesać dłonią do tyłu. - Wyglądasz.. - zaczęła z westchnięciem, nie bardzo wiedząc, jakich epitetów użyć, bo te, które przychodziły jej do głowy, mogłyby skutkować próbą jej utopienia. Nie przyjąłby dobrze słowa "delikatniej" lub "łagodniej", nawet jeśli nie było w tym niczego złego albo złośliwego. Musiała więc wybrać inną drogę. - Gdybym miała być Twoją żoną lub też kolokwialnie mówiąc kobietą, to nie chciałabym, żeby jakaś inna Cię widziała w rozpuszczonych włosach. - dodała w końcu, zbierając wszystkie te swoje delikatniejsze określenia w formę jednego zdania, pozostawiając mu je do dowolnej interpretacji. Kolejne słowa sprawiły, że przypomniała sobie, gdzie właściwie tkwią, a jej dłoń zastygła w bezruchu, gdzieś w okolicy jego policzka. - To nie chodzi o to, że to ciepła woda.. - mruknęła, przenosząc wzrok gdzieś na bok, jakby mierzyła tafle wzrokiem, co skutkowało tym, że poczuła nieprzyjemny uścisk w żołądku i przytuliła się do niego mocniej. Miała olbrzymi problem z mówieniem o tym, czego nie umiała, chociaż tysiące razy próbowała ten niedorzeczny lęk przełamać. - Jak zauważyłeś, nie umiem w żadnej pływać. Ten żywioł mnie paraliżuje, zapominam o oddychaniu, odrywa mnie od siebie, bo jednocześnie przeraża i fascynuje. Nie umiem Ci tego lepiej wytłumaczyć, ale tak mam, odkąd wpadłam dziadkowi do wody, gdy byłam dzieciakiem. Jest przyjemnie, gdy otacza Cię woda i toniesz, gdy ciągnie Cię na dół, spadasz, ale jednocześnie nie umiem przestać.
Wyjaśniła mu z delikatnym wzruszeniem ramion, nie bardzo wiedząc, czy w ogóle będzie w stanie zrozumieć, o co jej chodziło. Przesunęła dłoń niżej, układając palce na jego obojczyku.
- Z Tobą nie jest tak strasznie, chociaż przypominam sobie o mówieniu i oddychaniu. Chyba dlatego, że tyle razy mnie już uratowałeś, że po prostu wiem, że nawet jakbyś chciał, to mnie nie utopisz. Wybrałbyś inną metodę, jak na przykład zrzucenie z klifu. - odpowiedziała, starając się brzmieć pogodnie i naturalnie dla siebie, chociaż odczuła odrobinę ulgi, że idą trochę płycej. W końcu była w stanie już przez dwadzieścia lat nauczyć się wchodzić do kolan i siadać na brzegu. - Wiesz, jeśli masz ochotę popływać, to nie przejmuj się mną, poradzę sobie i poczekam na Ciebie, bo wyglądasz, jakby sprawiało Ci to przyjemność. - zauważyła, zerkając w dół, dokąd sięgała mu woda i próbując wywnioskować, dokąd sięgała jej, żeby w którymś momencie stanąć na nogi. Naprawdę się przyzwyczai do tego, że ją ciągle trzymał na rękach i rozpieszczał, a potem będzie dramat, jak go z jakiegoś powodu nie będzie widziała przez kilka miesięcy, co wydało się jej nagle strasznie długim okresem. Gdy woda sięgała mu mniej więcej do połowy ud, zsunęła się ostrożnie, opadając na nogi z mimowolnym zaciśnięciem powiek, gdy poczuła mokry, ubity piasek pod nogami. Jej dłonie ześlizgnęły się z jego pleców i szyi, przemykając po ramionach i powolnie zostawiając jego przestrzeń osobistą nienaruszoną.
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#18
23.05.2023, 23:05  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.05.2023, 23:09 przez Hjalmar Nordgersim.)  

Nie spodziewał się takiej odpowiedzi. Nie można zamknąć wilka w klatce, żeby ładnie wyglądał... Powtórzył to sobie w głowie i bezgłośnie poruszył ustami jakby to wypowiadał. Trudno się było z tym nie zgodzić. Koniec końców tak to właśnie wyglądało - Hjalmar cenił sobie niezależność i wolność, a świecenie po salonach na to nie pozwalało.

Nie chciał się kłócić z tym. Po części na pewno odczuwał jakąś satysfakcję i po prostu z zaciekawieniem patrzył jak pieczołowicie zajmowała się jego ranami Prewettówna. Pokiwał głową na zgodę na plan Pandory, a następnie wyciągnął mały palec od prawej dłoni na znak przypieczętowania ich umowy. To było najwyższa forma umowy - coś na tym samym poziomie co śluby krwi. No bo kto by się odważył złamać przysięgę złożoną na mały paluszek? Nikt chyba nie był na tyle pewny siebie, aby podjąć tak zbrodniczy czyn.

Jedyny potwór jaki był aktualnie w tym akwenie, trzymał ją właśnie na rękach. To morze było za małe na większą ilość stworów, więc tym samym nie było mowy o żadnych rekinach czy innych krakenach. No bo jak inaczej można było go określić skoro był taki zły i znęcał się nad biedną dziewczyną? Wiedział, że ta jest na jego całkowitej łasce i tylko od jego kaprysu czy jakiegoś widzimisię zależało czy Pandora powróci na brzeg w jednym kawałku.

- No tak, atrakcji pokroju tańców i baletów? Świetna sprawa. Nie mogę się tego doczekać. Tylko jestem ciekaw co takiego może mnie nauczyć... Może jak się kokietuje mężczyzn? Mam jednak obawy, że to się może nie udać jako, że preferuję kobiety - wzruszył ramionami, odpowiadając na jej słodki tonik, który został po chwili zastąpiony kilkoma stuknięciami w skórę - Spokojnie, rozkręci się jak niektórzy... - dodał tajemniczo, nie sugerując niczego ale pozostawiając pewną nutę zagwozdki. Co by nie mówić, one wszystkie chyba tak miały. Pandora wszak też była trochę nieśmiała podczas ich pierwszego spotkania. Na drugim była niczym demon, który testował limity i nie tylko - no bo kto inny wpadłby na pomysł aby kogoś pocałować, tylko dlatego aby sprawdzić reakcję tłumu?

- Dobra, dobra. Teraz tak mówisz abym Cię przypadkiem nie utopił - zapierał się, nie wierząc w całkowitą dobroć dziewczyny. Na pewno gdzieś tam w środku rozważała taką opcję. Jego uwadze nie umknęła jej dosyć nieporadna, lecz zakończona sukcesem, wspinaczka. Wszystko wskazywało, że Turczynka bała się tej wody na zabój - A to nagle już nie jestem dobrym człowiekiem? Niech tak zatem będzie. Skoro tak mówisz - odwrócił głowę na obok, a następnie prychnąć w iście Pandorowym stylu. Nie było to co prawda tak idealne jak jej ale wierzył, że idealnie oddało jego stan niezadowolenia. Co, nakleisz mi różowy plaster zamiast niebieskiego następnym razem? Hjalmar prowadził debatę sam ze sobą na temat tego co takiego mogłaby wymyślić.

- Moją żoną? - powtórzył po niej, unosząc brew do góry ze zdziwienia. Takich słów, które wypowiedziała przed sekundą, nie spodziewał się za nic w świecie. Czy to na pewno była ta sama Pandora czy doznała jakiegoś szoku pod wpływem tej całej wody? - A to nie chciałaś jeszcze chwilę temu zeswatać mnie ze swoją kuzynkom? A może pozazdrościłaś Deniz zmianie nazwiska? Pandora Nordgersim czy Prewett-Nordgersim? - pokiwał głową z uznaniem na swoje słowa, zastanawiając się co by wybrała z tych dwóch opcji. Nadal jednak nie łączył faktów, skąd taka myśl w ogóle zrodziła się w jej głowie. Kiedy Turczynka była do niego przyssana jak ten przysłowiowy kleszcz czy miś koala, nie był w stanie dojrzeć emocji i reakcji na jej twarzy, co utrudniało ocenę sytuacji w której się teraz znaleźli. Z drugiej zaś strony zaczął odczuwać wrażenie, że Pandora po prostu nie mogła się zdecydować w niektórych kwestiach - na przykład tej odnośnie domniemanego ślubu Hjalmara z Deniz. Raz mówiła, że jak najbardziej, a po chwili wycofywała się ze swoich propozycji.

- No cóż... Nie mówiłaś... Jakbym wiedział wcześniej to i tak bym się pewnie nie powstrzymał ale zapewne starałbym się Ciebie bardziej podtapiać. Ale teraz będę już wiedział na przyszłość - zapewnił Pandorę o swoich intencjach - Ale tak na prawdę to dziwna przypadłość. Przeraża Cię, a zarazem fascynuje... Ty serio jesteś tym chaosem. Tonięcie nie jest w ogóle przyjemne, a nie szanowanie tego żywiołu kończy się tragicznie. Wielu dobrych ludzi odeszło z tego świata w ten sposób - zauważył. Jeden fałszywy krok, przecenienie własnych umiejętności i możliwości, a człowiek kończył na dnie, gdzie nie pozostawało mu nic innego jak kilka ostatnich minut świadomości. I to chyba było w tym najgorsze - ta świadomość, że za chwilę zakończy się swój żywot, czując jak płuca wypełniają się wodą, a tlenu zaczyna brakować. Straszna śmierć.

- Zawsze można z Tobą wchodzić do wody jak z... - zaczął mówić ale się powstrzymał. Hjalmar zastanawiał się jak należy to powiedzieć aby nie użyć zwrotu 'małe dzieci' - Z uczącymi się pływać... Tak wiesz, w pełnej asekuracji. Coś podobnego jak teraz ale nic na siłę. A co do innego metody to czy ja wiem? Zrzucenie z klifu nie jest satysfakcjonujące ale gwarantuję Ci, że mogę dla Ciebie wymyślić jakąś alternatywną metodę - parsknął śmiechem, kręcąc głową z niedowierzaniem. Czy miała o nim aż taką złą opinię? Przecież niesprowokowany Islandczyk nie skrzywdziłby nawet muchy.

- Wystarczy tego dobrego. Jeszcze Cię ktoś napadnie na tej plaży i co, zanim wyjdę z tej wody aby mu nakłaść po twarzy to może zdążyć uciec - odparł, zatrzymując się na moment aby Pandora mogła się zsunąć z jego rąk. Kiedy ruszyła ponownie w kierunku plaży, Hjalmar nadal stał i wyciskał swoje włosy z wody. Jeszcze tylko zapleść ten warkocz... Z tą myślą ruszył dalej, wychodząc na ciepły piasek. Co by nie mówić, było to bardzo przyjemne - wyjść z ciepłej wody na nadal rozgrzaną plażę, coś co było nie do pomyślenia na Islandii.

Sprawnym krokiem udał się w okolice koca gdzie podniósł swoją koszulę, a następnie podał ją Prewettównie - Może Ci się przydać - uśmiechnął się - Bo widzę, że chyba wpadłaś trochę do wody... - zaśmiał się, wiedząc, że została tam de facto porwana aniżeli poszła tam z własnej woli. Nie zmieniało to faktu, że Islandczyk zdawał sobie sprawę, że to on był prowodyrem tego morskiego abordażu i teraz postanowił odpłacić się Pandorze za to, że go tam nie poszarpała pazurami.

Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#19
24.05.2023, 00:29  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.05.2023, 00:33 przez Pandora Prewett.)  
Całe szczęście, jeszcze umiała go zaskakiwać — chociaż trochę, swoim sposobem myślenia i przesadnie różowym postrzeganiem świata. Oczywiste też było to, że ktokolwiek próbowałby mu wolność zabrać lub go zmienić, zrobiłby mu tylko krzywdę.
- Traktujemy plasterki poważnie, co? - rzuciła retorycznie, odkładając je na bok, a potem raz jeszcze obdarzyła go pociągłym spojrzeniem, zahaczając palcem po jego palec. Na pewno było to bardziej urocze i mniej niebezpieczne, niż te wszystkie metody związane z obietnicami powiązanymi krwią lub tym nieszczęsnym zaklęciem, którego nazwy nawet nie pamiętała.
Tylko troszkę i tylko teoretycznie porównywała go w krytycznych momentach swojej niemej paniki do jakiegokolwiek potwora, bo krakeny i rekiny nadal były straszniejsze niż Hjalmar, który był Niedźwiadkiem całkiem łagodnym, jak się już trochę go ze sobą oswoiło i zyskało odrobinę jego sympatii. Znęcał się, owszem, ale na to też Pandora miała jakieś wytłumaczenie, najpewniej twierdzące, że miał pełną kontrolę nad sytuacją, a ona nie mogła zrobić absolutnie niczego, co by go zaskoczyło lub zbiło z tropu, bo nie umiała pływać. Sytuacja beznadziejna. Gdyby nie kwestia siostro-mastkotko-kleszcza, to może i by użyła uroku osobistego, zrobiła słodkie ozy lub cokolwiek innego, żeby przestał, ale nie sądziła, że to zadziała. Musiała tkwić względnie grzecznie, uważać na słowa i uważać na ślizganie się po mokrej skórze, żeby przeżyć. Wspinaczka po drzewie czy zgubienie się w lutym w środku lasu było niczym przy tej walce o przetrwanie.
- Hej, każdy ma w sobie coś pięknego i wyjątkowego, co może pokazać drugiej osobie. Deniz jeszcze może tego nie znalazła, ale jestem pewna, że byłaby dobrą, chociaż trudną żoną. Nie jestem pewna, czy kokietowanie u nas w rodzinie występuje. -powiedziała z delikatnym wzruszeniem ramion, odrobinę jej broniąc. Owszem, mogła być zazdrosna i chcieć ją nawet momentami udusić, ale nie umiała być okropna lub życzyć komuś źle tak na poważnie. Na jego słowa o rozkręceniu się, uśmiechnęła się tylko i pokręciła głową, udając, że zupełnie nie wiedziała, o czym mówił. Nawet już nie pamiętała tego obrazka blondyna z toporem i z furią na twarzy. Miała wiele pomysłów, o których nawet nie wiedział, a niewinny buziak przed jego kolegami, żeby zamknąć im usta, był tylko wiśnią na torcie.
- Wcale nie! I tak byś mnie utopił, gdybyś chciał. Jesteś silniejszy. - odpowiedziała z odrobiną zbulwersowania w głosie, wytrzeszczając na niego oczy, że w ogóle o jakiekolwiek próby zamachu na jego życie ją podejrzewał. Gdyby tak było, skłoniłaby go jakoś przecież, żeby skorzystali z abraksnaów, a nie ze świstoklika. Jakby nie miała wody chyba do wysokości piersi, to pewnie wspinaczka oraz możliwości, które ze sobą niosła, byłaby bardziej satysfakcjonującą. Na szczęście nie protestował, gdy tak się kleszcz wiercił. Na jego prychnięcie wywróciła oczami, pochylając się jedynie i dając mu krótkiego całusa nadstawiony od odwrócenia głowy policzek. - Już się tak nie obrażaj.
Nie było teraz warunków na to, żeby się na nią gniewał i dosłownie brał to, co mówiła. Przyglądała się jego twarzy i bawiła się kosmykami włosów, próbując tu stosować sztukę dyplomacji. Wbiła w niego wzrok, rozchylając usta w zaskoczeniu, jakby się zapowietrzyła, o mało nie zsuwając się w wodę, bo w pierwszym odruchu chciała chyba machnąć rękoma. Przygryzła dolną wargę, odwracając na chwilę wzrok w poszukiwaniu odpowiedzi, aby ostatecznie jedną dłonią zasłonić mu oczy. - Sam pytałeś, jak wyglądasz, to Ci odpowiedziałam. - stwierdziła jedynie, obawiając się w zagłębianie tego tematu, bo nie umiała kłamać i mógłby zbyt wiele od niej wyciągnąć. Ich relacja mogłaby się popsuć, gdyby dowiedział się o jakimkolwiek przejawie zazdrości, który przecież na pewno uda się jej opanować i z czasem zacznie go postrzegać, jak on ją. Tak miała plan, oby skuteczniejszy niż ten sprzed godziny z pokoju, gdzie chciała trzymać dystans, a teraz czuła ciepło bijące z jego torsu przebijające się przez jej mokrą bluzkę. Za dużo nad tym myślał.
-Oh, no tak. Bardziej podtapiać. Oczywiście. - prychnęła na niego, chyba nie spodziewając się innej odpowiedzi, chociaż pomogła ona trochę odwrócić jej uwagę od przejmowania się swoimi dziwnymi lękami, a także od kleszczy. - Jest przyjemne. Jesteś lekki, dookoła panuje cisza, nie możesz wydobyć z siebie dźwięku. Tak, jakbyś był sam przeciwko sobie, a dookoła tylko bezkres wody we wszystkich odcieniach błękitu. Dostrzegasz, doceniasz pewne rzeczy, gdy spoglądasz na nie z perspektywy, gdzie słońce ledwo dosięga Cię promieniami, gdy wpada pod tafle. - kontynuowała już spokojniej, zapominając na chwilę o oddechu, wbijając spojrzenie w rozbijającą się o jego plecy falę, aby zaraz uśmiechnąć się i pokręcić głową. I tak już miał ją za wariatkę, po co to pogłębiać? - Paplam. Nie przejmuj się.
Chyba nie umiała postrzegać tego, jako strasznej śmierci. Zasadniczo doświadczenie to zdawało się w jej umyśle zupełnie inne, niepowiązane z końcem życia. Z drugiej jednak strony, wierzyła w wielki krąg i fakt, że jak teraz przyjdzie jej umrzeć — za godzinę, pięć, jutro, za rok czy za miesiąc, to za jakiś czas i tak wróci na ziemię, doświadczać i przeżywać wszystko na nowo.
Powróciła do niego spojrzeniem, unosząc brew na przerwaną wypowiedź, kolejny raz przesuwając palcami w okolicach jego karku, jakby sugerowała mu, że bardzo nie lubiła, gdy nie kończył swoich wypowiedzi, a jednocześnie znów wyprostowała się niczym struna, gdy woda rozbiła się jej prawie o brodę.
- Nie jestem pewna, czy zadziałają na mnie metody nauczania dla pięciolatków. - przyznała najpierw, obserwując jego śmiech oraz ruch głowy w milczeniu, jakby naprawdę uwierzyła, że planował morderstwo. Potem westchnęła ciężej, pochylając się i opierając swoje czoło o jego, przymknęła na chwilę oczy. - I tak jestem pod wrażeniem, naprawdę. Nie pamiętam, kiedy tak długo i tak głęboko byłam w wodzie. Nawet jeśli w formie kleszcze. A metody.. Cóż, zauważyłeś pewnie, że nie umiem wydawać z siebie dźwięku, gdy się boję, więc czego nie wybierzesz- nikt się nie dowie, jak dobrze pozbędziesz się zwłok. Żebyś czasem nie poszedł do Azkabanu, bo to bezsensu.
Szkoda było życia, aby spędził je za kratami, zwłaszcza z tak błahego powodu, jak pozbycie się wariatki. Droczyła się z nim oczywiście, trochę zaczepiała i prowokowała, doskonale wiedząc, że nic złego by nie zrobił. Był na to zbyt dobry.
- Nikt mnie nie napadanie.. - mruknęła z nutą onieśmielenia, jakby zdała sobie sprawę, że dostała metkę przyzywającej kłopoty. Przecież zawsze sobie jakoś radziła, w taki lub inny sposób i to nie powód, żeby rezygnował ze swoich przyjemności.
Dojście do brzegu było okropne i wyczerpujące, a ciepły piasek pod stopami sprawił, że zadrżały jej nogi. Była naprawdę wykończona. Pochyliła się, wyciskając podobnie, jak Hjalmar wcześniej włosy z nadmiaru wody, a potem rozpuściła je, aby szybciej wyschły, trzepiąc nimi chwilę w powietrzu, zanim się wyprostowała. Rozłożyła koc, aby mogli swobodnie usiąść i chciała sięgnąć po koszyk, ale podał jej koszulę. Odwróciła w jego stronę głowę, lustrując go wzrokiem, po czym uśmiechnęła się zadziornie, łapiąc za materiał i trzepnęła go nim delikatnie w ramach jakiegoś drobnego wstępu do kary, o której wspominała w wodzie. - Żebyś Ty zaraz nie wpadł do wody. - zaczęła najpierw poważnie, zaraz jednak roześmiała się i wbiła mu palec w tors, chcąc widocznie nadal udawać groźną. - Oczekuj nieoczekiwanego, Niedźwiadku. I nie rób jeszcze warkocza.
Przesunęła palcami po koszuli, wsuwając ja na chwilę między kolana, gdy odwróciła się do niego tyłem, żeby przypadkiem źle o siostrze nie pomyślał, a potem zdjęła bluzkę, rzucając ją niedbale na piasek. Wsunęła na siebie ubranie, rozsypując włosy po plecach, poprawiając ramiączka od stanika i zapinając kilka guzików, zostawiając tylko subtelny dekolt. Koszula była duża, sięgała jej do połowy uda i mogła spokojnie robić za sukienkę, więc niewiele myśląc, zdjęła też szorty, rzucając je zaraz obok bluzki. Grzecznie usiadła na kocu, łapiąc za kołnierzyk i doprowadzając go do porządku, wbiła w niego wzrok. - Tylko teraz Ci jej nie oddam, jak będzie Ci zimno. Gdybym dodała pasek, to byłaby naprawdę fajna sukienka. - wzruszyła ramionami, przysuwając do odkrytych kolan swój plecak, który rozpięła i wyjęła butelkę, którą odkręciła, robiąc kilka łyków. Wciąż odrobinę drżały jej dłonie, potrzebowała chwili, żeby całe to Morze zostawić gdzieś przed sobą, tak jak w sumie było, gdy przesunęła wzrok na horyzont. Wyciągnęła dłoń z butelką w jego stronę, posyłając mu pytające spojrzenie. - Wiesz, że wzięłam aparat? Zrobimy sobie zdjęcie potem!
Odłożyła teraz jednak plecak na bok, prostując jednak nogi tak, aby koszula nadal była sukienką i nie poszła dużo wyżej, a potem opadła na plecy, pozwalając aby włosy rozsypały się jej po kocu, trochę nawet po piasku. Przesunęła spojrzeniem po niebie, łapiąc głębszy oddech. Nie mogła sobie przypomnieć, o której miała być nad Turcją ławica spadających gwiazd lub przynajmniej jedna z nich, bo przecież takową mu obiecała.
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#20
24.05.2023, 21:18  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.05.2023, 21:20 przez Hjalmar Nordgersim.)  

Westchnął na jej słowa o plasterkach. Nie traktował ich poważnie. Był duży i dorosły, poradziłby sobie bez nich. Z drugiej strony wcale jej się nie dziwił, Pandora była równie zadziorna co on i we dwójkę już tak mieli, że lubili sobie trochę dorzucić do pieca. Tu wbić szpileczkę, tu coś skomentować, a tutaj prawie zabić się wzajemnie. No to mamy umowę Uśmiechnął się, zginając lekko swój mały palec kiedy tylko Prewettówna podała swój.

- Nie występuje? A to bardzo ciekawe - odparł na jej próbę obrony Deniz. One chyba wszystkie mały jakiś chaośniczy sojusz, w którym wspierały się nawzajem. Pandora nie była na jego miejscu i nie widziała tego co on. Hjalmar jednak miał już wyrobione zdanie, które nie miał zamiaru zmieniać - wiedział po prostu swoje i nie chodził po tej ziemi od wczoraj.

- Tak - odpowiedział krótko na ten bulwers Pandory. Znowu miała rację, jednak teraz nie chciał jej już krzywdzić. Jej pobyt w wodzie był wystarczającą karą za jej wszystkie, dotychczasowe grzechy. Umm... A to za co? Nadąsana mina zniknęła w ułamku sekundy. Uniósł brew z zaskoczenia, obracając lekko głową w jej kierunku. Co by nie mówić, te terrorystyczne praktyki Pandory działały. I to chyba było w tym wszystkim najgorsze.

Próbować swoją głową machnąć raz w lewo, a raz w prawo aby pozbyć się dłoni, który zaatakowała jego oczy. Przez ułamek sekundy mógł nawet otworzyć usta jakby próbował ugryźć jej dłoń - skoro wszystkie metody zawodziły, trzeba było zastosować te bardziej radykalne - O nie, nie. To pytanie było już wcześniej. Teraz było inne - zauważył, nie pozwalając jej zmienić tematu jako, że do tego właśnie dążyła. Nie było mowy aby pozwolił jej dożyć poranka bez odpowiedzi na tę kwestię. Sama to zaczęła, to teraz będzie musiała go kontynuować.

Przynajmniej mówił szczerze. To zawsze działa w ten sam sposób kiedy ktoś dowiaduje się o jakiejś fobii drugiej osoby. Robi się wszystko aby komuś dokuczyć albo dać popalić. W takich sytuacjach trzeba tylko wiedzieć do kiedy to są żarty, a kiedy zaczyna się walka o przetrwanie - [a]Już nic nie rozumiem. Tak lubisz tę wodę, a jednocześnie jej nienawidzisz[/b] - pokręcił głową, nie chcąc chyba wchodzić w dalszą dyskusję na ten temat. Z każdym jej słowem, Hjalmarowi wydawało się, że rozumie coraz mniej. Co by jednak nie mówić, ta fascynacja była lekko chora i zakrawała o ból głowy.

Na przejechanie palcami karku zareagował jak kot, pochylając swoją głowę do tyłu jakby starał się odpędzić agresora ze swojego czułego punktu - O to się nie martw. Tak łatwo by mnie nie złapali - zapewnił ją. W końcu był jak małpa, a w zanadrzu miał jeszcze kilka sztuczek, których jej jeszcze nie pokazał. Wszelkie służby porządkowe nie miałyby prostej roboty z odnalezieniem czy złapaniem Nordgersima - Zresztą kto powiedział, że zostawiłbym trupa na miejscu zdarzenia - odparł. Nie był idealnym mordercom ani nawet średnim czy początkującym. Przeczytał w życiu jeden kryminał i stąd właśnie wiedział, że nie powinno się zostawiać po sobie za dużo śladów, a najlepiej to wcale. Gdyby dokonał żywotu Pandory w tym morzu to musiałby przenieść jej ciało w jakieś inne miejsce. Pytanie tylko gdzie mógłby je schować aby nikt nie połączyć śladów z nim. - Ale co by nie mówić przyjemny z Ciebie kleszcz. Nie gryziesz tylko trochę wbijasz paznokcie ale idzie to przeżyć - zaśmiał się, serwując jej niecodzienny komplement. No bo tak jednak trzeba było odbierać jego słowa, które przecież były skierowanej w kierunku Pandory. To były słowa najwyższego uznania dla sprawy!

- Tutaj mała poprawka... Nie napadnie jak będę stał obok i szczerzył zęby jak wilk - poprawił jej wersję, ponieważ lekko się pomyliła. W wodzie i tak już był wystarczająco długo. A co za dużo to nie zdrowo. Jeszcze by się rozchorował na śmiertelny katar czy inne przeziębienie i to Pandora musiałaby się wtedy ukrywać przed władzami.

Kiedy ogarniał swoje włosy, zastanawiał się czy przypadkiem w wilczej formie, suszenie nie poszłoby szybciej. Wtedy mógłby wytrzepać się z całej wody w ten sam sposób jak robiły to psowate, a po krótkiej chwili powrócić do ludzkiej formy. To była całkiem niezła myśl ale nie na ten moment. Taki obrót spraw zapewne wystraszyłby Prewettówne, wszak przecież nie miała pojęcia o jego dolegliwości. Na całe szczęście dzisiaj nie było pełni - inaczej ten wypad mógłby się źle skończyć.

- A to za co? - oburzył się na cios, który od niej otrzymał. I to cios z własnej koszuli, którą ofiarował jej sekundę wcześniej. Co za niewdzięczny bachor Zjeżył tylko brwi, a następnie wydał z siebie krótki pomruk niezadowolenia - No bo to robi na mnie takie wrażenie, że ho ho - odparł kiedy atakowała jego tors palcem. Nie pozostawał jej jednak dłużny i odwdzięczył jej się tym samym, pukając ją raz w czoło - Pragnę zauważyć, że w porównaniu do niektórych to ja się wody nie boję - uniósł kącik ust do góry jako swój triumf w tej walce. Według siebie był już zwycięzcą. Gdyby Pandora miała jednak chęci do dalszej kłótni w tym temacie, ostateczny argument w postaci morza był bardzo blisko. A to na pewno szybko odmieni jej opinię na niektóre tematy - Nieoczekiwanego? - zdziwił się. Prewettówna dorabiała sobie jako cyrkowy magik? Wyciągnie Deniz z kapelusza albo innego słonia? - Czemu mam nie robić warkocza? W tych nieogarniętych włosach chyba oszaleje - przyznał, a następnie zaczął je zbierać aby chwilę później zarzucić na plecy. Na krótką chwilę było to rozwiązaniem idealnym, lecz na dłuższą metę nie obejdzie się bez wikińskiej kity.

Kiedy obróciła się plecami, wiedział jak to się skończy. Odwrócił wzrok na bok jakby się czemuś przyglądał z zaciekawieniem. No tak... Ten piasek 10 metrów dalej jest rzeczywiście ciekawszy Pokiwał głową na tę myśl. Podążył wzrokiem za jej rozrzucanymi ubraniami - nie miała za grosz opanowania w swoich czynach. A już na pewno nie w kwestii trzymania jakiegoś większego ładu czy składu wokół siebie - W najgorszym przypadku zamarznę albo zasypię się piaskiem. Nie jest jednak zimno, wręcz gorąco - zaznaczył. W porównaniu z rodzinną wyspą, tutaj aż paliło o tej porze dnia mimo tego, że był już wrzesień - To nie żadna sukienka tylko koszula. Koszula dla ludzi wysokich, a nie takich skrzatów - odbił piłeczkę po raz kolejny tego dnia w jej stronę. Sama podsuwała mu takie możliwości, a on nie omieszkiwał z nich nie skorzystać.

Odebrał butelkę z której następnie pociągnął jednym duszkiem solidną ilość alkoholu. No bo jak można inaczej nazwać to, że wypił niemal pół butelki - To nie brzmi jak pytanie, a stwierdzenie - dodał, przecierając usta. Usiadł na kocu chwilę później i podążył wzrokiem aby spojrzeć na to samo co Pandora. Hjalmar widział tam całe nic, a już na pewno nic co by przykuło jego jakąś większą uwagę.

- Co to za trunek? - zapytał, nie do końca będąc pewien co właśnie pił. Nie smakowało to jak jakaś wódka czy inne bimber. Za pewne było to coś bardziej lokalnego. Nie jest złe Wystawił dłoń z butelką w jej kierunku, aby i ona mogła jeszcze skosztować tego pysznego roztworu zanim ten w całości zniknie w jego żołądku.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Hjalmar Nordgersim (16686), Pandora Prewett (22717)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa