- No nie. Wiesz, kobieta powinna być tajemnicza i pociągająca, kokieteryjna, jak niebo. A nie taka oczywista. - kontynuowała uparcie, sięgając pamięcią do tego, co mówiły o romantycznych powieściach jej kuzynki, snując portret damy idealnej. Nudnej, ale co kto woli. Zupełnie nie rozumiała tego, że te wszystkie baby same się tak ograniczały. Nie mogła jednak nie próbować bronić Deniz, taka już po prostu była. Nie oznaczało to jednak, że zaprzestała opracowywać plan na to, jak ją uświadomić, że Niedźwiedzie są poza jej zasięgiem.
Jeśli ktokolwiek, kogokolwiek tu torturował, to był on. Ona, jak już, próbowała go jedynie przekupić i udobruchać, sprawić, że na pewno by jej do tej wody tutaj nie wrzucił, bo nie miała gruntu, wystarczyło spojrzeć, dokąd tafla sięgała jemu. Poza tym lubiła też trochę wyraz jego oczu i minę, gdy robiła takie rzeczy, jak rozdawanie niewinnych całusów. Gdy obrócił głowę w jej stronę, uśmiechnęła się jedynie z bardzo subtelnym ruchem ramion, bo przecież co złego, to nie Pandora.
Oczywiście, że próbował walczyć z jej dłonią, jak na wojownika z północy przystało. Nie było łatwo zasłaniać mu oczy, gdy tak się wiercił, jednocześnie wprawiając w ruch nią samą, co przybliżało w jej głowie widmo wodnej apokalipsy. Zaskoczył ją i zawstydził na tyle, że była przekonana o tym, jak wyglądała jej twarz i potrzebowała kilka sekund, kilku powiewów wiatru i chluśnięć wody, żeby wrócić do normalnego stanu. Kto pyta o takie rzeczy? Cofnęła dłoń w końcu, wracając palcami na jego szyję, łapiąc oddech. Co za osioł. Musiał drążyć akurat ten temat, ze wszystkich, które mieli? Zwilżyła usta, wbijając wzrok w jego twarz, ale nie bezpośrednio w oczy. - Po prostu sugerowałam Ci dostępne opcje, które powinieneś rozważyć, bo nigdy nie wiesz, kiedy się zakochasz! Przecież chciałabym, żebyś był szczęśliwy. - zaczęła z odrobiną rezygnacji w głosie, szukając jednocześnie najbardziej odpowiedniego sposobu na odpowiedź, bo przecież nie mogła mu wypalić o tym, jak irytowała ją myśl o Deniz z głową na jego ramieniu, jak to robiła okazjonalnie ona. Ona mogła, bo była jak siostro-zwierzo-kleszcz, zależnie od okoliczności. I był poniekąd jej Niedźwiadkiem. - Podwójne nazwiska nigdy nie brzmią dobrze, są upierdliwe przy podpisywaniu dokumentów, jeśli już upierasz się na odpowiedź. Więc wybrałabym Twoje. Zadowolony?
No i brzmiało to całkiem ładnie, nawet jeśli jej imię i jego nazwisko było z dwóch różnych krańców świata.
- To taka skomplikowana relacja, to prawda. To, co mnie fascynuje, mnie zabije. - zgodziła się, podsumowując swój być może nazbyt osobisty monolog, wskazujący, że nie wszystko u niej w umyśle prawidłowo funkcjonowało. Hjalmar miał talent do skłaniania ją nie tylko, żeby się uspokoiła, ale również mówiła rzeczy, które normalnie wolałaby zachować dla siebie. Bo przecież powtarzała sobie, że kiedyś z tym wygra.
Jego reakcja sprawiła, że dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem z odrobinę diabelskim błyskiem w ciemnych tęczówkach, sugerującym, że doskonale zapamięta kark, jako punkt wrażliwy i warty do wykorzystania w nagłych sytuacjach. - Jakoś tak już wyszło Hjalmar, że nie umiem się nie martwić. - odpowiedziała zgodnie z prawdą, bo często bywała wręcz nadopiekuńcza, o czym pewnie się przekonał pomimo tego, że znali się dość krótko. O tym, że krył jeszcze kilka asów w rękawie była przekonana. I o tym, że chyba żaden dementor lub auror by go fizycznie nie dogonili, nie powstrzymali, jeśli pogoń byłaby w lesie lub w wodzie. Nie byli tacy zdolni. - Mam nadzieję, że jak już się mnie pozbędziesz, bo oszalejesz lub cokolwiek innego, to chociaż mnie względnie pochowasz. I bez sztucznych kwiatów.
Zażyczyła sobie pół żartem, pół serio, wierząc w jego szacunek do zwłok. Oczywiście było to tylko gdybanie, upust jakieś fantazji kryminalnej, bo z ich dwójki to prędzej pewnie Pandora by kogoś przypadkiem zabiła, niż on zrobiłby to celowo - nie licząc obrony własnej lub swojej rodziny, bo skoro dał po mordzie, bo ktoś zaczepiał przypadkową turystkę z lasu, to co by było, gdyby zaczepił jego siostrzyczkę? Nietypowy komplement nieco zbił ją z tropu, pomijając już kolejny raz użycie zwrotu “kleszcz” zamiast koali. - Nie gryzę? - powtórzyła jedynie z uniesioną brwią, wymownie zerkając na jego szyję, nawet odrobinę przysuwając się do niej, aby dmuchnąć zaraz po tym, jak skórę pochlapała woda. - Może właśnie powinnam zacząć?
Na jego słowa mimowolnie zaśmiała się cicho, pierwszy raz chyba odkąd ten morderczy żywioł próbował ją przez niego pochłonąć. Było w tym trochę prawdy, mając go obok, człowiek czuł się bezpieczniej i spokojniej, miał taką aurę bohatera, obronnego wilka, o którym sam zresztą wspomniał. Porównanie do tego zwierzaka chyba też mu się podobało. Nie mogła wiedzieć, jak jej pierwsze skojarzenie, które z nim miała gdy spadł z tego drzewa w lutym, było tak prawdziwe. Zarówno w związku z księżycem, jak i z wilkami.
- Dla zasady, za znęcanie się. - wyjaśniłą prędko nie spuszczając wzroku z jego twarzy jeszcze przez moment, zanim zaczęła grozić mu palcem, co też zresztą było bardziej dla zaczepki i zasady. Chyba działało, bo ten jego charakterystyczny pomruk dobiegł jej uszu.Ataku w czoło się nie spodziewała, poskutkował zmrużeniem oczu i prychnięciem z jej strony, bo znów traktował ją, jak dziecko, a przecież była starsza. Absolutnie zero szacunku. - Żebym ja Ci przypadkiem nie wytknęła Twojej niechęci do unoszenia się w powietrzu, Panie niczego się nie boję. - zagroziła mu jeszcze,, cofając się na wszelki wypadek do tyłu, gdyby wpadł mu do głowy jakiś głupi pomysł. - Nieoczekiwanego.- przytaknęła, pozbywając się gumki z włosów i czując, jak woda spływa jej po karku i plecach, wzdrygnęła się lekko. - Nie oszalejesz. Ze mną też miałeś oszaleć, i co? I tkwisz ze mną po środku niczego nad Morzem Śródziemnym, co prawda z groźbami w tle i terroryzmem, ale nadal się dzielnie trzymasz. Przecież radzisz sobie z chaosem, co to dla Ciebie, rozpuszczone włosy.
Puściła mu oczko z zadziornym uśmiechem, nie mówiąc mu wprost, tylko na około, że po prostu tak chciała. Nie było w tym niczego więcej i niczego mniej, ot zwykły kaprys i może trochę chęć nacieszenia oka tym nietypowym dla niego wyglądem.
Ona nie gdybała, nie zastanawiała się nad tym, co będzie lub co powinna, tylko przechodziła do działania. Sucha koszula była znacznie przyjemniejsza, niż pełne wody szorty z jeansu i ciężka koszulka. Nawet nie musiała zerknąć przez ramię, żeby wiedzieć, że odwrócił wzrok. Ta jego nieśmiałość była naprawdę urocza, a jednocześnie sprawiła, że wywróciła oczami, wzdychając pod nosem. Nie, żeby kilka minut wcześniej była do niego w tej wodzie praktycznie przyklejona, a do tego miała przecież stanik i stała tyłem. Przeczesała dłonią włosy, unosząc brew na jego słowa i zerkając w jego kierunku, po rozprawieniu się z guzikami. Z trudem powstrzymała komentarz cisnący się na usta, zdając sobie sprawę, że morze było zbyt blisko dla takiego ryzyka. - Teraz już sukienka, a ja wcale nie jestem skrzatem. Kleszczem, skrzatem, osłem, a na Deniz to mówisz złotko. - zauważyła jedynie z westchnęłam, opierając na chwilę dłonie na biodrach, co sprawiło, że luźny materiał jego ubrania mocniej przywarł jej do ciała na kilka sekund, zanim się napiła i skorzystała z przytarganego tu koca, wciąż delikatnie oburzona. Na słowa o zdjęciach, znów wzruszyła ramionami z niewinną miną, bo faktycznie, tylko mu to oznajmiła. Musieli mieć zdjęcie - na wypadek, gdyby któreś z nich jutro miało umrzeć czy coś, jakąś większą pamiątkę ich wspólnych przygód. Tak to sobie wymyśliła. Magiczne zdjęcia były cudownie ruchome i Pandora z pewnością wykorzysta ten fakt w odpowiednim momencie. Od piasku biło przyjemne ciepło, które koc tylko wzmacniał.
- Hmmm..- mruknęła na jego pytanie, przenosząc wzrok na trzymaną przez niego butelkę. Usiadła na chwilę, zrobiła łyka, nie zabierając mu jej właściwie z dłoni, a jedynie przechylając palcami w swoim kierunku. - Nie wiem. Kerem mi to dał, chyba sam z tym eksperymentował. Może jakieś raki? Albo gin? Mam jeszcze drugą butelkę czegoś, ale to coś może być równie dobrze winem. - powiedziała jeszcze z uśmiechem na widok praktycznie tak szybko znikającego alkoholu. Przyglądała mu się tak chwilę w milczeniu, brązowe oczy przesuwały pomiędzy butelką, a jego twarzą, ale Pandora ostatecznie nie odezwała się słowem. Wróciła do leżenia na kocu, tyle że tym razem,ułożyła sobie głowę na jego udzie, a dłonie na swoim brzuchu, stukając paznokciami w jasne guziki. - Zastanawiałeś się już nad życzeniem? Pierwsze będzie Twoje, ja je częściej oglądam i nie mam chyba wielu pomysłów na życzenia. - zaczęła po krótkiej chwili milczenia, kiedy to wsłuchiwała się w rozbijające się o brzeg fale. Spojrzała na niego z dołu. - Jak będziesz głodny, to mamy trochę rzeczy w tym koszyku. - dodała jeszcze, przypominając sobie o słodyczach od cioteczki i tym, co zwinęła z rodzinnej kuchni, pamiętaj oczywiście o czymś z mięsem.