28.05.2023, 04:15 ✶
Szalony pęd. Czuł satysfakcję, czuł moc, czuł lekkość. Czuł ulgę, jakiej dotąd nie potrafił sobie wyobrazić. Jakby nareszcie uwolnił napięcie, o istnieniu którego nawet nie wiedział, a które zbierało się w nim przez lata. Dotąd był przekonany, że ten wiekuisty ciężar, który musiał dźwigać, stanowił część jego osobowości. Że był wrodzony.
Ogarniała go intensywna radość, której nie mógł ani opisać, ani nawet wyrazić. Stał tylko w rozkroku nad zwijającym się z bólu Oleandrem i wpatrywał się w niego szeroko otwartymi oczami. Oddychał szybko, niemal dyszał, jego ciało lekko drżało. Widok pierwszej kropli krwi uderzył go zimną falą szoku, która nie różniła się praktycznie niczym od fali euforycznej przyjemności, znanej mu ze skrajnie innych sytuacji.
Jego dziki wzrok błądził po twarzy przyjaciela, on chyba coś mówił. Nie rozumiał ani słowa, oczyma wyobraźni dalej oglądał tę samą, zapętloną scenę tego, gdy ciało Oleandra przyjęło na siebie siłę jego ciosu. Nie był w stanie nawet na chwilę zapomnieć bezwładu, z jakim osunęło się ono po kanapie. Nie potrafił pojąć przyczyny, ale to właśnie był ten moment, który ujął go dogłębnie. Kontemplował surrealistyczny spokój tych paru sekund, ich lekkość, nieważkość. Zachwycały go. Czuł wtedy kompletną władzę. Jakby zmiażdżył ostatni cień oporu.
Olśniło go i w tej chwili olśnienia chwycił do ręki otwartą butelkę ginu. Powoli podnosił ją, przygotowywał się do ataku. Miał już plan, prosty plan: potrzebował dwóch uderzeń.
Rozsypane na dywanie szkło zachrzęściło pod jego podeszwami, ale ostatecznie cofnął się. Nie potrafił pogodzić reszty swojego świata z myślą, że naprawdę chciał zabić Oleandra. Nawet nie rozumiał dlaczego. Uśmiechnął się szeroko, ale jego ofiara wiedziała, że nie okazywał tak szczęścia, tylko ból.
Siadał znowu na kanapie, pił później prosto z butelki i chyba zaczynał płakać.
- Co się właśnie wydarzyło do cholery - burknął niewyraźnie. - Czego ty ode mnie chcesz.
Patrzył przed siebie, w pustą przestrzeń. Gdy jego emocje stopniowo opadały, zorientował się, że nie jest w stanie spojrzeć przyjacielowi w oczy.
Ogarniała go intensywna radość, której nie mógł ani opisać, ani nawet wyrazić. Stał tylko w rozkroku nad zwijającym się z bólu Oleandrem i wpatrywał się w niego szeroko otwartymi oczami. Oddychał szybko, niemal dyszał, jego ciało lekko drżało. Widok pierwszej kropli krwi uderzył go zimną falą szoku, która nie różniła się praktycznie niczym od fali euforycznej przyjemności, znanej mu ze skrajnie innych sytuacji.
Jego dziki wzrok błądził po twarzy przyjaciela, on chyba coś mówił. Nie rozumiał ani słowa, oczyma wyobraźni dalej oglądał tę samą, zapętloną scenę tego, gdy ciało Oleandra przyjęło na siebie siłę jego ciosu. Nie był w stanie nawet na chwilę zapomnieć bezwładu, z jakim osunęło się ono po kanapie. Nie potrafił pojąć przyczyny, ale to właśnie był ten moment, który ujął go dogłębnie. Kontemplował surrealistyczny spokój tych paru sekund, ich lekkość, nieważkość. Zachwycały go. Czuł wtedy kompletną władzę. Jakby zmiażdżył ostatni cień oporu.
Olśniło go i w tej chwili olśnienia chwycił do ręki otwartą butelkę ginu. Powoli podnosił ją, przygotowywał się do ataku. Miał już plan, prosty plan: potrzebował dwóch uderzeń.
Trigger Warning: przemoc, śmierć (Odkryj)
Pierwszego, żeby zbić szkło i ogłuszyć Oleandra, drugiego, żeby rozpłatać mu gardło. Potrafił wyobrazić sobie jego oczy, gdy bezwolnie wypluwał z siebie kolejne szklanki rzadkiej jak woda posoki. Widział w nich ten sam elektryzujący terror i niedowierzanie, co u najzwyklejszych zwierząt. Oh, jak błogo byłoby przeżyć z nim to finalne kilkanaście sekund kompletnej dezorientacji, podczas których ciemność stopniowo pożerałaby jego wizję.
Rozsypane na dywanie szkło zachrzęściło pod jego podeszwami, ale ostatecznie cofnął się. Nie potrafił pogodzić reszty swojego świata z myślą, że naprawdę chciał zabić Oleandra. Nawet nie rozumiał dlaczego. Uśmiechnął się szeroko, ale jego ofiara wiedziała, że nie okazywał tak szczęścia, tylko ból.
Siadał znowu na kanapie, pił później prosto z butelki i chyba zaczynał płakać.
- Co się właśnie wydarzyło do cholery - burknął niewyraźnie. - Czego ty ode mnie chcesz.
Patrzył przed siebie, w pustą przestrzeń. Gdy jego emocje stopniowo opadały, zorientował się, że nie jest w stanie spojrzeć przyjacielowi w oczy.