• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 9 10 11 12 13 … 16 Dalej »
Listopad 1970, Stany Zjednoczone | Wszystkie odcienie szarości | Martin & Cynthia

Listopad 1970, Stany Zjednoczone | Wszystkie odcienie szarości | Martin & Cynthia
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#1
28.05.2023, 23:44  ✶  
Czy miała wyrzuty sumienia?
Nie. Każdy pijany mógł się poślizgnąć i wypaść za burtę, gdy na kołyszącym się morzu wysuwał ręce tam, gdzie nie powinien. Nie rozumiała tylko, dlaczego jej obecność na pogrzebie Edwarda była koniecznością, ale ojciec się uparł. Tkwiła więc z wymalowanym na twarzy smutkiem, ubrana w kontrastującą z bladością jej skóry czerń, wysłuchując lamentu oraz słów wsparcia, oraz pocieszenia. Musieli być naprawdę ważnymi wspólnikami dla Pana Flinta, skoro kazał jej to znosić i przytargał z nimi nawet Castiela, który zniknął gdzieś przy poczęstunku. Pogrzeby w Stanach okazały się odrobinę inne od tego, co Cynthia znała z Wielkiej Brytanii. Najpierw odbywało się coś na wzór małego przyjęcia w salce z trumną na środku, gdzie każdy mógł się pożegnać i odczytać kilka słów, był alkohol oraz jedzenie, a później dopiero przenoszono nieboszczyka na cmentarz, gdzie kończył sześć stóp pod ziemią. Z powodu zaawansowanego rozkładu ciała jej niedoszłego męża, wieko pozostawało zamknięte. Wbijała w nie spojrzenie swoich odrobinie naturalnie błękitnych, jasnych oczu, kryjąc twarz za odrobiną czarnego tiulu, który wystawał z jej kapelusza. Miała również czarne, pasujące rękawiczki z delikatnej koronki i elegancką, skromną sukienkę. Młoda czarownica zawsze stawiała na prostotę, nie lubiła robić z siebie choinki. Burza mieniących się srebrem włosów upięta była w eleganckiego koka, a z uszu wystawały maleńkie sztywny z kamyczkiem. Stała prosto, odpowiadając co jakiś czas przypadkowym kobietom oraz mężczyznom z jego rodziny, czasem przenosząc spojrzenie na swojego ojca i licząc, że ten ją uratuje z tego teatrzyku, którego poza Edwardem i rodzicami, główną gwiazdą okazała się "owdowiała" narzeczona. To było śmieszne, ledwo się znali, a chcący zaobrączkować ją delikwent nie był wcale mężczyzną przyjemnym dla oka, dla duszy też nie. Korzystając z chwili, gdzie uwaga skupiła się na lamentującej kobiecie w średnim wieku, przeprosiła stojącą obok dziewczynę i skierowała kroki w stronę wyjścia do ogrodu, chcąc zaczerpnąć powietrza. W okolicznościach, w których ku swojemu niezadowoleniu się znalazła, bardzo łatwo było udawać duszności lub chęć omdlenia, a nikt nie miał do niej o to pretensji.
Powietrze było rześkie, chłodne. Dreszcz przebiegł jej po skórze, gdy podmuch wiatru wdarł się pod ubranie, zostawiając na karku gęsią skórkę, która i tak była przyjemniejsza od tego wszystkiego, co działo się na tym nieszczęsnym pogrzebie. Nie wspominając, że wśród ludzi dostrzegła chyba wszystkie odcienie szarości. Gdy spojrzała ku niebu, ono też okazało się wyjątkowo szare, zakryte gęstymi i ciemnymi chmurami, smętnie oddającymi charakter dzisiejszego dnia. Brakowało tylko nostalgicznego, tragicznego deszczu. Przypomniała sobie o trzymanym w dłoniach kieliszku z szampanem, który złapała z tacy kelnera, gdy opuszczała pomieszczenie. Stukot obcasów przerwał ciszę, gdy zrobiła kilka kroków po brukowanej ścieżce prowadzącej do dalszych części ogrodu. Nie mogła po prostu przeczekać gdzieś tu, aż to wszystko dobiegnie końca. Uniosła dłoń, odsuwając tiul z twarzy, mrużąc przez chwilę oczy i pozwalając sobie na krótkie, subtelne uniesienie kącików maźniętych karminem ust ku górze, odetchnęła głębiej. Usłyszała w tym samym momencie dźwięk, który wybił ją z zamyślenia i sprawił, że odwróciła głowę w stronę jego źródła, którym okazał się młody mężczyzna w ciemnym stroju, którego już przecież widziała. Czy to nie był kuzyn jej niedoszłego męża. Składała mu kondolencje? Stuknęła paznokciami w kieliszek, kierując się w jego stronę i utkwiła w nim spojrzenie, dostosowując odpowiednią do okoliczności maskę, uwieńczoną smutkiem i żałością. Tak na pogrzebach było trzeba. - Bardzo mi przykro z powodu Pańskiej straty. Edward byłby bardzo szczęśliwy, wiedząc, że przyjechał Pan go pożegnać.
Nie miała pojęcia, czy taka była prawda, bo niewiele pamiętała z tego, co Edward do niej mówił. Zwykle były to głupoty lub dwuznaczne sugestie, wszak był starszy od niej.
Tłumacz
These scars don’t lie,
I’m living in an empty time
Falling through space,
I’m living in an empty place.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ubrany na czarno. Z bliznami na twarzy. Puste spojrzenie. 180cm.

Martin Crouch
#2
29.05.2023, 12:23  ✶  

W ciągu ostatniego roku w życiu Martina stało się zbyt wiele. Mężczyzna wiódł spokojne życie. Pracował z nudów, bo utrzymywała go rodzina. Swobodnie mógł poruszać się między domem w wielkomiejskim Londynie a dworkiem pośrodku natury w Stanach. Nikt niczego od niego nie chciał. Nikt nie zawadzał mu w życiu. Aż w końcu pewnego dnia jego starszy brat zginął w tajemniczych okolicznościach. Zginął na marszu, którego sprawy nie popierał nikt z rodziny. Zginął w jego obronie. Przypadkiem, bo sam też wyznawał czystość krwi, ale jak zwykle musiał się popisać, udawać bohatera. Powód śmierci został utajniony, o Brianie się już nie mówiło.

Odejście nielubianego brata rozerwało Martinowi serce. Zaburzyło porządek życia. Spędził tygodnie na dochodzeniu, kto stał za tragedią. Wciskał nos tam, gdzie nie powinien. Zrobił o jeden krok za dużo. Sam omal nie przypłacił za to życiem. Skończyło się jedynie na porwaniu i torturach, których pamiątką były paskudne blizny na twarzy. Matka starała się ratować sytuację syna. Znalazła mu małżonkę. Miało być miło. Miało być przyjemnie. Gdy dwa tygodnie po ślubie ta odebrała sobie życie, a rodzina wzbogaciła się o kolejną śmierć z zatuszowaną przyczyną.

Crouch nie słyszał, co się wokół niego działo. Zabrano go z domu na pogrzeb i dopiero gdy dostrzegł ogrom rodziny od strony ojca, zrozumiał, że to nie Kordelia leżała w trumnie. Cóż takiego go ominęło? Czuł się nieswojo w gronie osób składających mu podwójne kondolencje. Prosta czarna szata, idealnie skrojona na jego ciało, delikatnie poruszała się z każdym jego krokiem, których nie wykonał tego dnia zbyt wiele. Szczęśliwie szybko zniknął z celownika ciotek. Śmierć Edwarda była tragedią dla rodziny. Jak każdy mężczyzna w rodzinie Sue, wychowany był bez szczególnych wymagań. Miał być tylko miło prezentującym się chłopcem. Edward wziął sobie to bardzo do serca — był głupi jak but, ale jednocześnie potrafił sprzedać się każdej ciotce.

Martin z opóźnieniem zwrócił swoje puste spojrzenie na mówiącą do niego kobietę. Nie znał jej. Nie była z rodziny, o czym świadczyły chociażby niezwykle jasne włosy. Wszyscy Sue byli brunetami.

Czy Edward byłby szczęśliwy na widok Martina? Nie tak bardzo, jak na jego braci. Całą trójką bawili się w tak głupie i niebezpieczne zabawy, że to wręcz zadziwiające, że jeden z nich wciąż chodził po tym świecie.

— Dziękuję — odpowiedział po chwili przypominając sobie zasady dobrego wychowania. — Długo pani go znała?

Nie wiedział nawet, czy chciał prowadzić tą rozmowę, czy być może wszedł w tryb dobrze wychowanego chłopaka z dobrego domu.

Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#3
29.05.2023, 13:49  ✶  
Niestety, serie niefortunnych zdarzeń zaskakiwały w najmniej odpowiednich momentach, wywracając wszystko do góry nogami. I chociaż zmiany na dłuższą metę jawiły się jako coś pozytywnego, nie zawsze sposób ich zachodzenia był odpowiedni. Musiał czuć się okropnie, wrzucony w wir wydarzeń, w których niekoniecznie chciał uczestniczyć, sielanka przerwała nagłym i zimnym objęciem ze strony kostuchy, przez którą znów został sam, chociaż miało być inaczej.
Cynthia nie mogła mieć o tym pojęcia, wydostając się w międzyczasie z własnego, tonącego statku. Edward rzuciłby cień na jej reputację, reputację jej rodziny i przede wszystkim zakłóciłby rozwój jej kariery, czego jasnowłosa by chyba nie zniosła. Nie sądziła, że sprawy przyjmą tak ciemny obrót i kołem ratunkowym okaże się śmierć jej niedoszłego męża, ale kłamstwem byłoby stwierdzenie, że na to narzekała. Przeciwnie, wszystko układało się doskonale, w scenariusz przywracający równowagę oraz kontrolę nad życiem, a ona kontrolę uwielbiała. Trzymacie jej w dłoniach, było odpowiednikiem przystani, która dawała poczucie bezpieczeństwa. No i wcale nie chciała brać ślubu, a tym bardziej myśleć o dzieciach. Była zbyt młoda i zbyt ambitna, zbyt wiele sekcji zwłok miała przed sobą, Ministerska kostnica oferowała zbyt wiele doświadczenia, aby porzucić ją na rzecz macierzyństwa, które drzemało sobie gdzieś w jej wnętrzu. Ewentualnie uciekło z krzykiem. Błękitne ślepia skierowały spojrzenie ku ukrytemu pod rękawiczką pierścionkowi, który przykazała jej zostawić matka nieboszczyka, jako dowód jego wiecznej miłości.
Im dłużej mu się przyglądała, tym bardziej dostrzegała drzemiącą w jego spojrzeniu pustkę, obojętność w gestach i jeden z tych właśnie popularnych tu odcieni szarości, który przemykał przez twarz mężczyzny. Zupełnie, jakby ktoś ograbił go z oddechu i poniekąd był martwy już za życia. Aż tak był zżyty ze swoim kuzynem?
Przedstawienie musiało jednak trwać, skoro cała widownia przyglądała się każdemu ruchowi aktorów prowadzących, nawet jeśli główna scena skupiona była obecnie dookoła trumny i pokładającej się na niej czarownicy. Przynajmniej matka go kochała.
- Obawiam się, że nie dano nam wystarczająco dużo czasu, abym mogła dobrze Edwarda poznać. - zaczęła tonem iście żałobnym, chociaż przez myśl jej przeszło, że nie było przecież za bardzo co poznawać. Wyglądał ładnie, gdy się postarał, ale kreował siebie w sposób zupełnie Flintównie nieodpowiadający, prostacki i odrobinę nazbyt perwersyjny, pozbawiony dobrego smaku. Bo można było być człowiekiem prostym, ale z klasą lub prostym głupcem, a spoczywające w skrzyni ciało należało do przedstawiciela tego drugiego rodzaju. Odmładzał się na siłę, łudząc się, że wciąż ma naście lat, gdzie w gruncie rzeczy oferta małżeńska spadła mu praktycznie z nieba, bo jego ojciec miał jakieś wpływy w Stanach, które konieczne jej ojciec chciał uzyskać. Nie ma to, jak być kartą przetargową. Jej spojrzenie, chociaż na chwilę uciekło gdzieś do kołyszących się w oddali koron drzew, powróciło do Pana Croucha. - Mieliśmy się pobrać po Nowym Roku lub na Boże narodzenie.
Wyjaśniła jeszcze, mimowolnie wprawiając w ruch barki, jednak zrobiła to na tyle subtelnie, że miała nadzieję, że Martin tego nie zauważył. - Pan pewnie znał go znacznie lepiej, dogłębniej.
Upiła trochę szampana z kieliszka.
Tłumacz
These scars don’t lie,
I’m living in an empty time
Falling through space,
I’m living in an empty place.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ubrany na czarno. Z bliznami na twarzy. Puste spojrzenie. 180cm.

Martin Crouch
#4
29.05.2023, 23:22  ✶  

Martin skinął głową. Skoro nie miała wystarczająco dużo czasu, by poznać Edwarda, zapewne widziała go przez minutę gdzieś w głębi pomieszczenia. Mężczyzna był tak prosty i oczywisty, że dało się całkowicie streścić jego osobowość w jednym zdaniu. Kobieta zapewne nie to miała na myśli, a rzuciła tylko jedną z opcji do wyboru w takiej sytuacji z podręcznika do etykiety. Kolejna informacja była jednak o wiele bardziej interesująca.

Crouch wysilił szare komórki, by przypomnieć sobie o planach matrymonialnych Edwarda. Może i coś tam wspominał o ślubie, ale czy to pierwszy raz? Miał na koncie kilka narzeczonych. Te szybko zwijały manatki lub kończyły jako żony jego braci czy kuzynów.

— Cóż za szczęście panią spotkało w takim razie. To znaczy, nieszczęście, przepraszam.

Martwość duszy odbierała mu kontrolę nad słowami. Ewentualne podsłuchanie przez członka rodziny było jedynym powodem dla powstrzymania się od szczerości. Czuł, że nowo poznana kobieta doceniłaby prawdę. Jeśli miała przyjemność zobaczyć żywego Edwarda, dzień pogrzebu przyniósł jej wiele radości.

"Dogłębniej" to było słowo o wiele nad wyrost w tym wypadku, czego oczywiście nie można powiedzieć na głos.

— Znałem go od dziecka, to prawda. Mój ojciec jest bratem ojca Edwarda. Jako dzieci mieliśmy wiele okazji do spotkań, aczkolwiek ten zdecydowanie lepiej bawił się z moimi braćmi.

Cóż za wylew słów. Martin chyba upił się oparami szampana stojącej przy nim kobiety. Zapewne powinien spytać ją o imię. Tak bardzo mu się nie chciało.

Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#5
30.05.2023, 00:17  ✶  
Całe szczęście, że tego czasu na poznanie Edwarda brakło, bo Cynthia mogłaby nie wyjść z podziwu nad ludzką głupotą i męskim ego. Jej niedoszły mąż był tak przerażająco łatwy do odczytania, że już trupy w Nowo Orleańskiej kostnicy kryły w sobie więcej tajemnic. Owszem, rzuciła to, co wypadało i nie zdradzałoby zbyt wiele, a już na pewno nie tego, jak źle o bohaterze tego memoriału myślała. Martin wyglądał znacznie inteligentnej, pomimo tego, że trochę martwo, ale przez wzgląd na zainteresowania i zawód, Flintówna towarzystwo trupów bardzo lubiła. Nawet tych żywych.
A potem rzucił komentarzem tak swobodnym i tak oszałamiająco prawdziwym, zbijającym młodą aktoreczkę z tropu, że wbiła w niego spojrzenie w pierwszych sekundach, co najmniej jakby zobaczyła najbardziej niezwykłą rzecz na świecie, a potem subtelnie drgnęły jej wargi, przez co, aby powstrzymać roześmianie się, musiała dramatycznie zakaszlnąć i się powachlować, bo doskonale wiedziała, że te wszystkie sępy i żałobnicy zerkają na nich z wnętrza sali. Miał rację, doceniała szczerość.
- Nieszczęście, oczywiście. - powtórzyła po nim, przenosząc spojrzenie na szare i zachmurzone niebo, kolejny raz się wachlując dłonią w koronkowej rękawiczce. Tiul zakołysał się przy twarzy pod wpływem lekkiego podmuchy, który również zadarł z dwoma jasnymi pasmami, które uciekły z eleganckiego upięcia. Nawet kok miał dość tego pogrzebu, zaczynał się rozpadać szybciej, niż zwykle.
- A więc to tak. Pański ojciec pewnie bardzo musi przeżywać stratę bratanka. Niech Pan nie zrozumie mnie źle, ale jestem w stanie zrozumieć, dlaczego lepiej mój biedny Edward bawił się z Pańskimi braćmi, niż z Panem. - odpowiedziała z dość wymownym spojrzeniem, chociaż głosem oczywiście smutnym i nieszczęśliwym, kołysząc kieliszkiem w dłoni. Dostrzegła zmierzające w ich stronę ciotki, które już trzymały przy twarzach te wielkie chusty z haftami, przez co jej umysł szybko przeanalizował dostępne możliwości ucieczki. Nie zniosłaby kolejnych przytuleń i smrodu przesadnie kwiatowych perfum. Spojrzała na Martina, który również nie wyglądał, jakby miał to znieść. - Zechciałby mi Pan towarzyszyć gdzieś, gdzie mogłabym na chwilę przysiąść oraz odpocząć? Cała ta rozpacz sprawiła, że zakręciła mi się w głowie, a na tarasie widziałam krzesełka.
Zaproponowała nieco głośniej, a ton jej głosu i delikatnie zachwianie się na niebotycznie wysokich szpilkach sprawiły, że cioteczki przystanęły nieco dalej od nich, podsłuchując rzecz jasna i czekając na zielone światło, które umożliwiałoby im atak. Pan Crouch chyba zrozumiał intencję swojej rodziny lub też znajomych, bo faktycznie, kilka sekund później udostępnił jej ramię i ruszyli w stronę wnętrza, a następnie wspomnianego przez nią tarasu, gdzieś przez chwilę będzie można odetchnąć. Nikt nie zwracał im uwagi, bo poza rodzicami Edwarda, to oni byli chyba najbardziej "nieszczęśliwym" duetem w zebranym gronie, który zdaniem świadków, mógł sobie wzajemnie zapewnić wsparcie.
Tłumacz
These scars don’t lie,
I’m living in an empty time
Falling through space,
I’m living in an empty place.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ubrany na czarno. Z bliznami na twarzy. Puste spojrzenie. 180cm.

Martin Crouch
#6
30.05.2023, 17:41  ✶  

— Tak, ojciec lubił Edwarda — odpowiedział po chwili zastanowienia się. Jego umysł działał na naprawdę wolnych obrotach. — Z resztą, on lubi każdego.

Bob Sue był najżyczliwszą osobą, jaką Martin kiedykolwiek spotkał. Zawsze poprawiał wszystkim humor, ze szczerą troską wypytywał o zmartwienia. W pracy często spadały na niego sprawy beznadziejne, bo nikt z takim zapałem jak on nie potrafił bronić ewidentnych morderców i zbrodniarzy.

Martin skinął głową i zaproponował kobiecie ramię, po czym ewakuowali się na zewnątrz. Świeże powietrze od razu ocuciło czarodzieja. Odczekał, aż towarzyszka usiądzie (o ile taki miała zamiar), by dopiero wtedy samemu zabrać miejsce. Rzucił spojrzeniem na rozległe tereny rodziny Sue. Dworek był potężnym gmachem mieszczącym wiele pokoleń rodziny, tak więc i ogrody musiały dorównywać rozmachem. Część przy budynku zachwycała ozdobną roślinnością. W oddali znajdował się duży staw i sad z obszernym trawnikiem przeznaczonym na zabawy najmłodszych. Widok zamykał las zaczynający się od stosunkowo młodych drzewek — starsi bracia Martina spalili jego fragment kilka lat temu.

Ten widok nieco zabolał mężczyznę. Odruchowo sięgnął po papierosy, ale zrezygnował. Kobiety w rodzinie często paliły, ale wychowano go, by przy damach sam nie inicjował tego rytuału. Zaczesał włosy za uszy.

Z przeciwnej strony tarasu nadchodziły dwie starsze czarownice. Spoglądały na Martina i Cynthię, ale nie zaczepiły ich, tylko wróciły do środka. Usłyszeć dało się wypowiedź jednej z nich.

— Cóż za biedne dzieci. Stracili drugie połówki tuż przed lub po ślubie, cóż za tragedia.

Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#7
30.05.2023, 23:52  ✶  
Cynthii było ciężko wyobrazić sobie, że ktokolwiek lubił Edwarda poza jego matką oraz ojcem, nawet wujek nie był jakimś wiarygodnym źródłem sympatii — przynajmniej na tyle, w jakim stopniu zdążyła go poznać. Zdesperowani do małżeństwa oraz seksu mężczyźni, nigdy nie byli przyjemnym, ani też schlebiającym towarzystwem. Nawet widokiem.
- To bardzo praktyczne z jego strony, darzyć sympatią każdego i każdemu dawać szansę. - odpowiedziała po chwili, nie bardzo wiedząc, cóż innego mogła stwierdzić, aby nie obrazić tragicznie zmarłego Edwarda. Życzliwi ludzie mieli jednak w dzisiejszych czasach bardzo trudno, często kończyli obgadywani oraz wyśmiewani za plecami, nagminnie wykorzystywani.
Przed ciotkami trzeba było uciec, natychmiast. Była gotowa użyć wszelkich dostępnych środków, byle nie tonąć w uściskach i kondolencjach, które przecież zupełnie jej nie dotyczyły. Zrobił jej przysługę, nic więcej. Perspektywa stania z nim na ślubnym kobiercu jawiła się Flintównie niczym koszmar o wysokościach.
Przywarła plecami do siedziska, czując jego chłód na skórze, bo miała cienką sukienkę, ale zupełnie jej to nie przeszkadzało. W prosektorium też było chłodno. Gdyby mogła, zsunęłaby szpilki ze stóp, ale niezbyt wypadało. Przesunęła spojrzenie w stronę Martina, który zajął miejsce obok i przez chwilę zastanawiała się, co było jego demonem i co jemu tak odbierało życie, jak się okazało, nie musiała długo czekać na odpowiedź. Plotkujący członkowie rodziny byli najlepszym źródłem informacji. Cynthia zacisnęła dłonie, wygładzając materiał sukienki, koronka przyjemnie drażniła jej bladą skórę, a jasne pasmo spłynęło na policzek, próbując przykleić się do ust. Mężczyzna przyglądał się widokowi, który rozprzestrzeniał się z tarasu. Faktycznie, kołysząca się leniwie tafla wody w stanie, która kontrastowała z szarym niebem i kołysaniem się drzew, mogła być uspokajająca. Dodająca otuchy.
- Przykro mi z powodu Twojej straty. Nie miałam pojęcia. - powiedziała nieco ciszej, ale całkiem szczerze. To musiał być powód jego przygnębienia, utrata małżonki. Na pewno mieli ze sobą więcej szczęścia, niż ona kiedykolwiek dostałaby od Edwarda. Blondynka westchnęła, wstając na chwilę i w cholerę zamknęła drzwi tarasowe, dając im tym samym odrobinę wytchnienia. Nie usiadła na już, oparła się o barierkę, wyglądając do przodu, przesuwając błękitnymi oczami po wszystkim tym, co było przed nią. - Jesteśmy większą tragedią chyba niż mój biedny Edward.
Zauważyła z odrobiną niedowierzania, bo głos ciotek rozbrzmiał w jej głowie, niesiony echem jakby złośliwie, żeby tylko ją odrobinę zirytować. Tak to już było, że z większością rodziny najlepiej było pozostawać na zdjęciach, ograniczać bliższe stosunki. Cyna była przekonana już teraz, że to o niej i Martinie mówiono tego popołudnia najwięcej, a nie o jej narzeczonym i jego zrozpaczonej matce. Zerknęła na tkwiący na palcu pierścionek — uwierał ją, był ciężki i nieprzyjemny, sama nadała mu takiego ciężaru.
Tłumacz
These scars don’t lie,
I’m living in an empty time
Falling through space,
I’m living in an empty place.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ubrany na czarno. Z bliznami na twarzy. Puste spojrzenie. 180cm.

Martin Crouch
#8
31.05.2023, 11:44  ✶  

— Dziękuję, ale... tak naprawdę to była zbliżona sytuacja do pani. Żadne z nas tego nie chciało. Chociaż Kordelia była o stokroć lepszym człowiekiem od Edwarda...

Wtedy Martin nawet nie był przeciwny temu małżeństwu. Widział w tym nikłą nadzieję na zmianę swojego życia na lepsze. Niestety nie dane mu było nawet poznać Kordelii nim ta odeszła na zawsze. Chociaż była mu tak daleka, postanowił z należytym szacunkiem dbać o jej pamięć.

Crouch podążył wzrokiem za ciotkami.

— Jak to mówią... Nie żałuj umarłych, żałuj żywych, a przede wszystkim tych, którzy żyją bez miłości. Tym w końcu są pogrzeby. Okazją do przekazania komfortu żałobnikom. Martwym nie robi to różnicy. O ile nie trzyma ich przywiązanie do tego świata i krążą gdzieś w postaci ducha.

Martin miał tylko nadzieję, że z powodu tej podwójnej tragedii nikt nie wpadnie na pomysł, by zeswatać go z niedoszłą żoną Edwarda. Po odczekaniu odpowiednio długiego okresu żałoby, oczywiście.

Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#9
31.05.2023, 22:14  ✶  
- Cynthia. - przedstawiła się, gdy nazwał ją Panią, bo w zaistniałej sytuacji, wydawało się jej to w jakiś sposób nienaturalne. Nie umiałaby wytłumaczyć w żaden racjonalny sposób dlaczego, może właśnie przez zmuszanie do ślubu? Nienawidziła tej chorej tradycji konserwatywnego świata Czarodziejów, gdzie będąc córką lub ewentualnie synem mniej uznawanego rodu, nie miało się praktycznie wpływu na to, z kim przyjdzie żyć. Nic dziwnego, że tak wielu dorosłych zdradzało się wzajemnie, szukając szczęścia wśród kochanek, jak zupełnie nic ich nie łączyło z małżonkami, bo związki te opierały się na interesach. Były zwykłą transakcją. - Ciężko byłoby być człowiekiem od Edwarda hmm mniej interesującym, jeśli mogę ująć to w ten sposób i rozmawiamy szczerze.
Dodała jeszcze, pozwalając sobie na delikatny ruch ramion, który wprawił w ruch materiał czarnej, żałobnej sukienki. Ta ją trochę pocieszała, bo Flintówna często wybierała ten kolor i czuła się w nim nadzwyczaj dobrze oraz elegancko. Stare przysłowie chyba mówiło, że odzienie zdobi kobietę, ale też poprawia jej nastrój. Na jego słowa, uciekło jej spomiędzy warg ciche mruknięcie zastanowienia, jakby doszukiwała się w tym sensu. Faktycznie, trupom było absolutnie wszystko jedno, dawno opuściły padół i miały po prostu gnić lub zostać spalone, wedle wyboru. Tylko czemu żałować żywych, skoro większość z nich samych siebie na zły los skazywała, nie umiała się zebrać do kupy i zwyczajnie radzić sobie z codziennością? Żałowali ich, bo żyli bez miłości? Przynajmniej to był ich wybór, własny i świadomy — może dlatego, że nie spotkali właściwiej osoby, a może dlatego, że zwyczajnie mieli lepsze rzeczy do roboty. Cyna nie przepadała za ludźmi, była też trochę ograniczona emocjonalnie, co jeszcze potęgowało prosektorium.
- A ja myślałam, że większość pogrzebów jest na pokaz, bo są lepsze metody, niż okazanie w taki sposób komfortu żałobnikom. Stratę przecież trzeba przeżyć samemu, dogłębnie i intensywnie ją przetrawić, aby można było wrócić do normalności. Czy Edward chciałby być duchem?
Odwróciła głowę w jego stronę, a jasne tęczówki odszukały jego spojrzenia, jakby szukała tam odpowiedzi. Nie byłoby zbyt dobrze, gdyby duchem został, ale z drugiej strony, czy nie mieszkałby wtedy w oceanie, gdzie zginął i okazjonalnie tylko nawiedzał przepływające tam statki? Ona zupełnie o tym nie pomyślała, ale gdyby wspomniał o tym głośno, to była pewna, że tutejszym babciom i ciotkom myśl taka przeszłaby przez głowę.
Tłumacz
These scars don’t lie,
I’m living in an empty time
Falling through space,
I’m living in an empty place.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ubrany na czarno. Z bliznami na twarzy. Puste spojrzenie. 180cm.

Martin Crouch
#10
02.06.2023, 23:02  ✶  

— Martin — przedstawił się po chwili zawahania. Wymiana imion wyrwała go z rozmowy. Na moment znów przypomniał sobie kim i gdzie jest. Pokiwał więc tylko głową na dalsze słowa Cynthii. Zgadzał się z nią oczywiście. Rzeczywiście była szczęściarą, że uniknęła małżeństwa z Edwardem. Męczyłaby się straszliwie.

— Pogrzeby pojawiły się z wierzeń, że człowiek jest najwyższą z istot i jego odejście należy przypieczętować z szacunkiem. Pojawiły się też różne wierzenia związane z mniej lub bardziej konkretnymi religiami... Dzisiaj to bardziej obowiązek narzucony przez kulturę. Okazja do spotkania. Do obdarzenia uwagą osoby, których śmierć prawdziwie dotknęła. Oficjalne i uporządkowane zakończenie życia. Nawet w przypadku nieprzewidywanego, człowiek chce mieć swoje ostatnie słowo, chce sprawiać pozory, że wciąż ma wszystko pod kontrolą.

Martin wiele czytał o śmierci. To jeden z tych wątków wielokrotnie powtarzających się w filozoficznych dziełach.

— A Edward, nie, nie chciałby być duchem. Do tego trzeba mieć samoświadomość lub głębokie uczucia.

Nie dodawał, że kuzyn był tych pozbawiony. To oczywiste.

I tak na pogrzebie Edwarda powstała loża jego hejterów.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cynthia Flint (7289), Martin Crouch (3773)


Strony (4): 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa