• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 Dalej »
[03/1972] Prywatka - Desmond & Oleander

[03/1972] Prywatka - Desmond & Oleander
Cień Prokrusta
the stronger becomes
master of the weaker
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
187 cm wzrostu, blond włosy i niebieskie oczy. Ubrany elegancko, od linijki, głównie w beże, brązy i błękity. Pachnie subtelnymi, cytrusowymi perfumami. Rzadko pokazuje emocje, mówi szybkim, oschłym monotonem. Porusza się spokojnie, dumnie i sztywno.

Desmond Malfoy
#21
31.05.2023, 04:32  ✶  
Gdy łokieć Oleandra dotknął jego łokcia, nie odsunął się. Starał się przedłużać kontakt, niósł za sobą za dużo informacji, żeby mógł z niego zrezygnować bez poczucia frustracji, której już w tym momencie miał w sobie za dużo. Bo mu nie odpowiedział.

Widział, jak się uśmiechał i jak się przez to krzywił z bólu. Przez ostre cienie żółtawego światła lamp obie te rzeczy wydawały się znacznie bardziej intensywne, znacznie bardziej niepokojące.
Czuł niedorzeczną ekscytację, kiedy myślał o tym, że to przez niego. Że to jego czysta, brutalna siła przytemperowała wieczne samozadowolenie Oleandra, że zmusiła go do racjonowania poczucia triumfu. Mógłby mocniej, mógłby bardziej. Chciał więcej.
- Tak - odpowiedział lakonicznie, jakby w zemście.
Przecież to było zupełnie nieistotne. Czyż nie każdy ma swoje sekrety?

Patrzył na niego w milczeniu przez kilkanaście sekund. Z początku można by było pomyśleć, że chciał dobrze obejrzeć jego reakcję, ale tym razem nie była to prawda - wstrzymywał oddech, prostował się, przygotowywał się do ataku.

Szybko złapał go za nadgarstek i siłą ściągnął z parapetu. Sam stał chwiejnie, po części opierał się na chłopaku, ale nie tracił pewności siebie; lewą rękę wyciągał po jego drugi nadgarstek. Odstąpił krok od okna, ustawiał przyjaciela (albo zdrajcę) na wprost siebie, zmusił go do patrzenia mu w twarz. W oczy.
- Chcę żebyś mnie dotknął - powtórzył znowu, tym razem w formie niejasnego pytania. Albo ponaglenia.

Ręce miał ciepłe i lepkie od zaschniętego wina, ale zaskakująco spokojne. Był zbyt skupiony na straszeniu Oleandra, żeby trząść się w jakikolwiek sposób, choć nawet mimo chłodnej determinacji nie mógł nie zauważyć, że zaczynał cuchnąć potem; znowu się czegoś bał. Czego?
Diva
I felt my heart crack -
slowly like a pomegranate,
spilling its seeds.
wiek
19
sława
IV
krew
czysta
genetyka
metamorfomag
zawód
Muzyk; kompozytor, pianista
Burza czarno-srebrnych loków, blade lico, gwiazdozbiory piegów. Oleander jest młodym mężczyzną o 183 centymetrach wzrostu i nienagannej posturze. Jego oczy zmieniają kolor w zależności od nastroju, dnia, pogody, miesiąca - lawiruje pomiędzy odcieniami z pomocą metamorfomagii. Dłonie ma smukłe, palce długie. Nosi biżuterię i kolczyki, ale zazwyczaj tylko wieczorami bądź na występy. Gustuje w perłach, złocie i szafirach. Na pierwszy rzut oka uśmiechnięty, pełny życia i pasji młody człowiek, który nie stroni od tłumów i rozgłosu.

Oleander Crouch
#22
31.05.2023, 05:05  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.05.2023, 05:36 przez Oleander Crouch.)  
Wywrócił oczyma na lakoniczną odpowiedź.
To było bardzo ważne. Każdy mógł mieć sekrety, ale Oleander nie chciał, aby Desmond miał jakiekolwiek przed nim. Niesamowicie frustrowała go myśl, że mógłby mu nie mówić o istotnych dla siebie przeżyciach, emocjach i coraz bardziej doń docierało w jakim złudzeniu żył. Pozwolił sobie osiąść na laurach, tonąc w gorzkim komforcie obecności przyjaciela, napawając się jakąkolwiek formą jego bliskości. Zignorował wszystkie sygnały, znaki, które mogłyby doprowadzić do ukrywanej prawdy. Jedyna zazdrość jaka z tego płynęła, skupiała się na niemożności zaakceptowania faktu, że Malfoy mógł skupiać swoją uwagę na kimś innym. Sama utrata gruntu pod nogami wydała się Crouchowi ekscytująca, w podobny sposób co przerażenie, które odczuwał, gdy uniesiono nad nim chwile temu ciężką butelkę z wysokoprocentowym alkoholem.
Nie spodziewał się tak zdecydowanego ruchu, po tym jak chwilę temu blondyn wydawał się skołowany swoją własną agresją. Przez chwilę na twarzy Oleandra wykwitło szczere zdziwienie, nie wiedział czego oczekiwać, czy kolejny ruch jaki nadejdzie nie będzie się znów wiązał z przeszywającym bólem. Poczuł jak motyle w brzuchu stają się bardziej uciążliwe, jak serce kołacze się w klatce piersiowej. Dopiero co opanował swoje roztrzęsione ciało, które snów, pod naporem zdecydowania i siły ulegało szumiącej w uszach adrenalinie - czy to ze strachu czy to w imię absolutnie obsesyjnej miłości, która była w stanie wybaczyć wszystko.
Otworzył usta, aby coś powiedzieć. Tak jak wcześniej wydawało mu się, że kontrolował sprowokowanego Desmonda, tak w tym momencie nie miał ani krzty pojęcia do czego cała sytuacja zmierza. Zapach mocnego alkoholu, wymiocin i przebijajacej się przez to wszystko woni cytrusów, tak przyciągającej, że ignorował inne zapachy, zawróciły mu w głowie.
Wciągnął głośno powietrze, gdy poczuł ucisk na drugim nadgarstku. Czuł na plecach powiew chłodnego powietrza zza okna, do którego teraz stał tyłem. Wylądowanie na londyńskim bruku nie wydawało się aż tak pociągające, więc przeważająca do pewnego momentu ekscytacja chwilowo zamieniła się w dziwny stres. Odepchnął ten irracjonalny scenariusz od siebie.

Źrenice rozszerzyły się, zastępując brąz prawie w całości czernią. Czuł jego pewność siebie, siłę i gdyby nie fakt, że opierał się o parapet, zapewne cofnąłby się o krok, w naturalnej reakcji
– J-jak mam cię dotknąć, skoro mnie trzymasz – zająknął się, co normalnie też by go zdziwiło, ale w tej sytuacji był zbyt zalany sprzecznymi emocjami. Nie zastanawiał się nawet czy było to pytanie, ponaglenie, powtórzenie.

Panicznie zaczerpnął powietrza.
Serce przyspieszyło jeszcze bardziej, chociaż wydawało się to niemożliwe.
Nie wytrzymał presji. Nie chciał spotkać się z odrzuceniem, ale był postawiony pod ścianą, dosłownie i w przenośni.
Korzystając z bliskości w szybkim ruchu złączył ich usta.
Delikatnie, jakby bał się, że taki dotyk spotka się z kolejną falą gniewu, jednocześnie nie mogąc powstrzymać łaknięcia nieznanego, niepewnego, niebezpiecznego; przecież bardzo łatwo mógł stracić życie lub przyjaciela.
Uświadomił sobie, że przedkłada miłość do Desmonda powyżej swojego własnego istnienia i to uczucie sprawiło, że zmiękły mu kolana.


“Why can't I try on different lives, like dresses, to see which one fits best?”
♦♦♦
Cień Prokrusta
the stronger becomes
master of the weaker
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
187 cm wzrostu, blond włosy i niebieskie oczy. Ubrany elegancko, od linijki, głównie w beże, brązy i błękity. Pachnie subtelnymi, cytrusowymi perfumami. Rzadko pokazuje emocje, mówi szybkim, oschłym monotonem. Porusza się spokojnie, dumnie i sztywno.

Desmond Malfoy
#23
31.05.2023, 17:58  ✶  
Czuł, jak Oleander gnie mu się w palcach. Podobało mu się to, ale tak naprawdę nie był w stanie się na tym wystarczająco skupić. Nie po to po raz kolejny zadał to samo pytanie, żeby przegapić odpowiedź przez nurzanie się w fantazjach o przemocy. Ponadto stres dalej aię go trzymał. I słusznie, bo wydarzyło się właśnie to, czego się bał.

Z palcami zaciśniętymi na jego nadgarstkach już od dobrej minuty śledził pęd jego tętna, ale dopiero teraz mógł poczuć jego oddech i ciepło jego ciała, wraz z intensywnym zapachem pałającym od jego szyi, z miękkością jego ust i z przykrą szorstkością jego podbródka po zgolonym zaroście... bo po tą całą perfumą i magią to był facet, nawet jeżeli tak nie wyglądał i nawet jeżeli chyba sam o tym zapominał.

Zamarł w bezruchu na kilka sekund, zanim udało mu się odepchnąć chłopaka od siebie. Nie mógł udawać, że w ogóle nie spodziewał się takiej odpowiedzi, ale absolutnie nie w takiej formie. 
- Degeneracie. - Nie potrafił zdecydować się, czy przeważał w nim szok, złość czy obrzydzenie; w pierwszej chwili wygrał wiseralny wstręt.

Puścił jego ręce i z hukiem zamknął okno. Oparł łokcie o komodę przy oknie i myślał, krzywiąc się z bólu.
Spodziewał się po nim tego w jakiś sposób. Zawsze był dziwny, zawsze był w pewien sposób niepokojący. Nie wyglądał, ani nie zachowywał się, jak normalny chłopak. Ale nawet mimo to nigdy nie miał problemu z dziewczynami, więc skąd to się u niego wzięło? Nie musiał tego robić. Miał tyle innych opcji. Opcji bez penisa, za to z szerokimi biodrami, z wąską talią, z jasną, nieskazitelną skórą, z pełnymi ustami, ze ślicznymi, ciemnymi oczami i...
- Mogłeś mieć Mayę - mruknął cicho, chyba bardziej do siebie, niż do niego.
Ale to była prawda. Mógł ją mieć na skinienie palca, z jakiegoś powodu jadła mu z ręki. Tak jak wszyscy inni. Czuł zazdrość i złość, nie mógł wytrzymać myślenia o tym, jak Oleander marnował swój potencjał.

Zmusił się do porzucenia tamtego tematu i podjął drugi, równie nieprzyjemny - ich przyjaźń okazała się kłamstwem.
Przecież to było oczywiste, że Oleander musiał czegoś od niego chcieć. Nikt nie spędzałby z nim tyle czasu tylko dlatego, że go lubił. Zawsze musieli mieć jakiś ukryty cel, w tym przypadku zboczony seks.
- Jak długo mnie oszukujesz - zapytał oschle, jakby dalej nie rozstał się z ostatnim podrygiem nadziei.
Bo może to było tylko chwilowe.
Diva
I felt my heart crack -
slowly like a pomegranate,
spilling its seeds.
wiek
19
sława
IV
krew
czysta
genetyka
metamorfomag
zawód
Muzyk; kompozytor, pianista
Burza czarno-srebrnych loków, blade lico, gwiazdozbiory piegów. Oleander jest młodym mężczyzną o 183 centymetrach wzrostu i nienagannej posturze. Jego oczy zmieniają kolor w zależności od nastroju, dnia, pogody, miesiąca - lawiruje pomiędzy odcieniami z pomocą metamorfomagii. Dłonie ma smukłe, palce długie. Nosi biżuterię i kolczyki, ale zazwyczaj tylko wieczorami bądź na występy. Gustuje w perłach, złocie i szafirach. Na pierwszy rzut oka uśmiechnięty, pełny życia i pasji młody człowiek, który nie stroni od tłumów i rozgłosu.

Oleander Crouch
#24
31.05.2023, 19:36  ✶  
Odrzucenie rozlało się po jego ciele gorzkim dreszczem zawodu. Oddychanie stało się trudne z całkiem innego powodu niż wcześniej, motyle w brzuchu opadły, chociaż nieprzyjemny nacisk wcale nie ustał. Nie powstrzymał emocjonalnej zmiany koloru oczu, które na chwilę przybrały barwę wyblakłej zieleni - naturalnej dla ludzkiej genetyki, zabarwionej o szarość. Zaraz znowu pociemniały, ale nie wróciły już odcieniem do głębokiego brązu.
Złapał się o parapet, czując jak traci grunt pod nogami. Trzaśnięcie okna spowodowało, że się wzdrygnął. Zacisnął oczy. Chciał stąd zniknąć. Uciec. Wyjść. Nie mógł oddychać, było mu okropnie przykro, bo spełnił się jego największy lęk. Żałował, chciał to naprawić, ale nie widział na razie rozwiązania. Wprawiało go to w całkiem inny rodzaj paniki - takiej, która nie ekscytowała i nie odbijała się na kręgosłupie dreszczami podniecenia.
– Odważne słowa jak na kogoś, kto przed chwilą przyznał, że ekscytuje go myśl o śmierci i morderstwie – był zły na reakcje przyjaciela. Spodziewał się jej, była dokładnie tym, czego się obawiał, czego chciał uniknąć i dlatego tyle lat delektował się jego bliskością bez odkrywania prawdziwych uczuć. Przecież nie mogł nad nimi panować, nie mógł wybrać, kogo chce jego serce. Nawet nie chciał myśleć, że mógłby być to ktoś inny niż Desmond.
Parsknął pod nosem, bo mimo głębokiego smutku, na zewnątrz wychodziła po prostu złość.
Oleander nigdy nie rozumiał dlaczego społeczeństwo tak bardzo szkaluje relacje ludzi tej samej płci. Jako czarodziej, ktory urodził się z umiejętnością metamorfomagii nie rozumiał pojęcia binarności. Nie myślał o ludziach, jako o tym, co mają w spodniach, nie w tej kategorii co większość konserwatywnego społeczeństwa, też jego własna rodzina. Dla niego przyjemność była po prostu przyjemnością - nie liczyło się czy uzyskana od kobiety czy mężczyzny. Oczywiście nigdy nie powiedziałby tego na głos, ale zmiany w kobiety nie były dla niego problematyczne. Czuł się w delikatnych, miękkich i drobniejszych ciałach dziewcząt w ten sam sposób, co w swoim - komfortowo.
– A więc to o to chodzi. – przyznał sucho. Otworzył oczy, ale wciąż nie uniósł głowy. Było mu trudno zebrać myśli. Wypity alkohol wcale w tym nie pomagał.
– Wiem. Ale nie chciałem. To ty byłeś. Jesteś. To ty jesteś w niej zakochany. – jego wypowiedzi były enigmatyczne i bardziej chaotyczne, bo tak naprawdę to nie chciał rozmawiać. Właściwie nie chciał tu nawet być. Było to nowe uczucie, nie spodziewał się, że kiedykolwiek takie względem Malfoya odczuje.
Nie odpowiedział mu na pytanie, bo po prostu nie uważał, że jest na to gotowy.
Nie oszukiwał go, poza miłością, był też jego przyjacielem. Przynajmniej za takiego się uważał.
– Jeżeli płeć jest dla ciebie problemem, mogę wyglądać jakkolwiek, jak tylko chcesz. – dodał ciszej, czując upokorzenie w tych słowach. Nawet jeżeli bardzo chciał uciec z tej rozmowy, z mieszkania, wciąż nie potrafił pogodzić się z odrzuceniem.


“Why can't I try on different lives, like dresses, to see which one fits best?”
♦♦♦
Cień Prokrusta
the stronger becomes
master of the weaker
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
187 cm wzrostu, blond włosy i niebieskie oczy. Ubrany elegancko, od linijki, głównie w beże, brązy i błękity. Pachnie subtelnymi, cytrusowymi perfumami. Rzadko pokazuje emocje, mówi szybkim, oschłym monotonem. Porusza się spokojnie, dumnie i sztywno.

Desmond Malfoy
#25
31.05.2023, 22:39  ✶  
Gdy zarzucał mu hipokryzję, przyjął to w milczeniu. To był cios poniżej pasa, ale jego własna reakcja też nim była. Z każdą kolejną sekundą widział to coraz wyraźniej.

Jakkolwiek by go to nie brzydziło, czuł triumf, gdy Oleander, na progu płaczu i krzyku, mierzył się z kwestią Mayi. Udało mu się tak skutecznie wbić mu tę szpilę, a nawet niczego nie ukrywał, niczego nie wyolbrzymiał. Po prostu mówił prawdę. Niech poczuje się tak samo żle, jak musiał czuć się on.

Widział jego desperację. To było więcej, niż ból. To była agonia. Znów widział w nim zwierzę, w oczach miał ten paniczny strach, ale nieubłagany instynkt przetrwania zduszał ogarniającą go rezygnację. Ranny, ostatkiem sił szukał jakiejkolwiek drogi ucieczki.
Zastanawiał się, czy nie spróbuje sobie czegoś zrobić. Wydawało mu się to coraz bardziej prawdopodobne. Przerażająco prawdopodobne. Uśmiechnął się sztywno. Ale mimo wszystko nie był w stanie zdusić swojej własnej złości.

Patrzył w rozczochrane loki, tym razem już nie spokojnie. Wyraźnie się spiął, kiedy Oleander zaczął go zapewniać, że mógłby się dla niego zmienić. Poczuł ukłucie nieprzyjemnego podniecenia, kiedy wyobrażał sobie jego damską wersję. Mógłby być śliczny.
- Powinieneś był urodzić się kobietą - powiedział sucho, starając się jednocześnie uspokoić Oleandra i zemścić się na nim. - Moglibyśmy być tacy szczęśliwi.
Właściwie to była tylko słodka fikcja, bo nie sądził, żeby faktycznie był w stanie nawiązać taką przyjaźń z dziewczyną. One były inne.

Powoli uświadamiał sobie, że nie będzie w stanie go dzisiaj stąd wypuścić. Albo Oleander zostawał z nim tutaj, albo on teleportował się z Oleandrem do jego mieszkania. Nie mógł dopuścić do tego, żeby zrobił coś niemądrego. Musieli spędzić resztę tej nocy razem.
Diva
I felt my heart crack -
slowly like a pomegranate,
spilling its seeds.
wiek
19
sława
IV
krew
czysta
genetyka
metamorfomag
zawód
Muzyk; kompozytor, pianista
Burza czarno-srebrnych loków, blade lico, gwiazdozbiory piegów. Oleander jest młodym mężczyzną o 183 centymetrach wzrostu i nienagannej posturze. Jego oczy zmieniają kolor w zależności od nastroju, dnia, pogody, miesiąca - lawiruje pomiędzy odcieniami z pomocą metamorfomagii. Dłonie ma smukłe, palce długie. Nosi biżuterię i kolczyki, ale zazwyczaj tylko wieczorami bądź na występy. Gustuje w perłach, złocie i szafirach. Na pierwszy rzut oka uśmiechnięty, pełny życia i pasji młody człowiek, który nie stroni od tłumów i rozgłosu.

Oleander Crouch
#26
01.06.2023, 05:43  ✶  
Czuł się winny. Nie potrafił zrozumieć dlaczego, ale zaczął obwiniać się o całą tą sytuację. Ostatkami logicznego myślenia zdawał sobie sprawę, że nie była to prawda, ale rozbestwione, spuszczone ze smyczy i nigdy nie ujarzmione uczucia sugerowały inaczej. Zazwyczaj dostawał wszystko, czego tylko sobie zażyczył albo samo to do niego przychodziło. Pochwały były chlebem powszednim, tak samo jak rutynowa radość, która z nich płynęła. Właśnie dlatego tak mocno odczuł porażkę i złapał się jak tonący brzytwy jedynej odpowiedzi Desmonda. Dawała mu nadzieje. Nie była idealna, nawet nie stała obok słów  'satysfakcja' czy 'przyjemność', ale była jedynym, co migotało na horyzoncie przyszłości.

Podniósł głowę, a wraz z nią spojrzenie. Nie był pewien, czy zapewnienia o zmianie w kobietę spowodowały, że ciało blondyna się spięło, czy stało się to wcześniej. Od momentu pocałunku był tak bardzo pogrążony w swojej własnej agonii, nieprzyjemnych szpilach odrzucenia, które wbijały się w każdy minimetr skóry piekącym uczuciem zazdrości. Jednocześnie nie mógł zapomnieć tej przelotnej sekundy, gdy ich usta się spotkały. Ekscytowała go nawet złudna perspektywa możliwości powtórzenia tej czynności; nie chciał jej puszczać, bo była jedynym, co w tym momencie pozostało.

– Wciąż możemy być – odparł zaskakująco energicznie jak na swój stan – Przynajmniej połowicznie – zreflektował się, bo przecież nie miał zamiaru zmieniać tożsamości na zawsze. Chociaż... Ta myśl wydała mu się dziwnie kusząca. Nie ukrywał odczuć, można było z niego czytać jak z otwartej księgi, więc i ta zagwostka wyrysowała się jaskrawymi barwami na młodej twarzy. Logika krzyczała, że gdyby Desmondowi faktycznie na nim zależało, to zaakceptowałby go w każdej postaci. Upchnął ją w najgłębszych zakamarkach podświadomości, zamknął za sobą drzwi i wyrzucił klucz przez ramie.

Chciał powiedzieć tak wiele, a jednocześnie powstrzymywał tony desperacji wyrywające się z wnętrza. Pomyślał o starszej siostrze. O tym, że ona na pewno go teraz zrozumie, w końcu przeżywała porażki w relacji z rodzicami tak często, że mogła podsunąć mu prosty sposób radzenia sobie z negatywnymi uczuciami. Nawet jeżeli chciał zostać, nie był pewien ile jeszcze wytrzyma trzymając smutek wewnątrz; kruszył jego pewność siebie.

Chciało mu się płakać, więc zmarszczył nos w zirytowaniu.

– Nie przeszkadza mi zmiana postaci, po prostu mnie nie zostawiaj. – poczuł, że szklą mu się oczy, więc przetarł mokrą powiekę dłonią. Skóra w tym miejscu zaczerwieniła się, a Crouch pociągnął nosem.
– Kurwa mać. – mruknął cicho, prawie że niesłyszalnie, jakby do siebie. Nie chciał płakać, nie chciał wyglądać jeszcze bardziej żałośnie. Czuł się okropnie. Nie panował ani trochę nad sytuacją. Czuł ochotę ucieczki, a zarazem upewnienia się, że Desmond nie spali mostu, że nie odwróci się do niego plecami. Tego by nie zniósł.


“Why can't I try on different lives, like dresses, to see which one fits best?”
♦♦♦
Cień Prokrusta
the stronger becomes
master of the weaker
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
187 cm wzrostu, blond włosy i niebieskie oczy. Ubrany elegancko, od linijki, głównie w beże, brązy i błękity. Pachnie subtelnymi, cytrusowymi perfumami. Rzadko pokazuje emocje, mówi szybkim, oschłym monotonem. Porusza się spokojnie, dumnie i sztywno.

Desmond Malfoy
#27
01.06.2023, 14:05  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.06.2023, 14:30 przez Desmond Malfoy.)  
Aż nie mógł uwierzyć, do czego Oleander potrafił się zniżyć, żeby móc marzyć o cieniu szansy na jakąkolwiek bliskość. Powoli przekonywał się, że to nie była wyłącznie kwestia perwersyjnago pociągu; on był zakochany. Był zakochany mocniej, niż on sam w Mayi, bo nigdy nie upokorzyłby się tak dla niej. Nie porzuciłby dla niej samego siebie. Nie prosiłby o to, żeby go krzywdziła, tylko dlatego, że może jej to poprawić humor.
- Nie w ten sposób bo nie możesz być moją żoną. - Mówił mu o tym tylko po to, żeby go zranić, na tym etapie nie potrafił się usprawiedliwiać nawet przed samym sobą. - Nie możemy się tak kochać nie możesz urodzić mi dzieci nie mogę pokazać cię moim rodzicom i żaden znajomy nie będzie mi cię zazdrościł.
Stopniowo pozbywał się swojej irytacji, wyładowywał ją na nim. Wiedział o tym doskonale, ale zupełnie nie rozumiał, czemu wcale nie czuł się z tym źle. Czuł się świetnie, czuł się silniejszy i lepszy od niego.

Dla Oleandra zawsze istniały tylko dwie opcje: wszystko albo nic. To właśnie było jego "wszystko"; intensywne na tyle, że zachwycało, wzruszało i niepokoiło w tym samym czasie. Nawet pomimo tej jego rozedrganej reaktywności, czuł, że posiada nad nim władzę. Niezależnie od kontekstu, musiało mu to sprawiać przyjemność. I sprawiało.

Od kiedy podniósł głowę, nieprzerwanie patrzył mu w oczy. Nie drgnęła mu nawet powieka, gdy Oleander zaczął płakać, ale to samo w sobie było znakiem. Patrzenie na jego łzy dawało mu satysfakcja, więc z początku w ogóle nie chciał ingerować w sytuację, wolał się nią napawać w milczeniu.
- Uklęknij przede mną - wymamrotał, samemu nie wierząc w to, że faktycznie zdecydował się to powiedzieć. - Proś na kolanach.

To było skrzywione, to było zwyrodniałe. Nie czuł jednak żadnych wyrzutów sumienia, w końcu już dawno zasądził, że wcale go nie zostawi.
To było jak gra, zabawa. Wszystko na niby, wszystko poza bólem jego ofiary.
Diva
I felt my heart crack -
slowly like a pomegranate,
spilling its seeds.
wiek
19
sława
IV
krew
czysta
genetyka
metamorfomag
zawód
Muzyk; kompozytor, pianista
Burza czarno-srebrnych loków, blade lico, gwiazdozbiory piegów. Oleander jest młodym mężczyzną o 183 centymetrach wzrostu i nienagannej posturze. Jego oczy zmieniają kolor w zależności od nastroju, dnia, pogody, miesiąca - lawiruje pomiędzy odcieniami z pomocą metamorfomagii. Dłonie ma smukłe, palce długie. Nosi biżuterię i kolczyki, ale zazwyczaj tylko wieczorami bądź na występy. Gustuje w perłach, złocie i szafirach. Na pierwszy rzut oka uśmiechnięty, pełny życia i pasji młody człowiek, który nie stroni od tłumów i rozgłosu.

Oleander Crouch
#28
03.06.2023, 05:26  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.06.2023, 06:04 przez Oleander Crouch.)  
Zmarszczył brwi słysząc jego pierwsze słowa. Przestała mu się podobać ta sytuacja. Tak jak wcześniej wyciągnął satysfakcję z fizycznego cierpienia, tak teraz czuł, że wystrzelona w niego amunicja była po prostu okrutna. Nie wiedział jak ma się z tym czuć. Przecież Desmondowi na pewno na nim zależało, przecież nie uderzył go butelką, nie zrobił mu faktycznej krzywdy. Chciał jedynie usłyszeć prawdę, a teraz próbuje ułożyć sobie wszystko w głowie. Na pewno o to chodziło, a nie o sprawienie mu przykrości.

Przetarł oczy dłonią raz jeszcze, czując, że łzy nie chcą przestać płynąć.

– Uważasz, że żona to tylko coś do zazdroszczenia? I, że seks uprawia się tylko, aby robić dzieci? - nawet nie próbował brzmieć poważnie, bo jego głos był przesiąknięty rozczarowaniem, głębokim smutkiem, który przyćmił każdą inną emocje. Dźwięk załamał się w połowie, a ton podwyższył się histerycznie, jakby Crouch chciał czknąć. Przełknął ślinę, bo nie chciał skomleć jak zranione zwierze. Wysokie dźwięki raniły mu uszy, zwłaszcza takie wybite z tonacji.

Nie wiedział co ugodziło go bardziej. Słowa o żonie i rodzicach czy późniejsza prośba... Nie, to było polecenie.

Zamrugał, a spod ciemnych rzęs poleciały kolejne łzy. Tym razem nie przetarł oczu, pozwolił spłynąć im po zaczerwienionym, przyozdobionym piegami policzku. Wyraz jego twarzy przypominał teraz głęboko dotkniętego kompletnie nieistotną kwestią niemowlaka, który jeszcze sekundę wcześniej szampańsko się bawił.

Po chwili zdezorientowania uniósł kącik ust, po stronie twarzy, która mniej go bolała. Nieprzyjemnie ostry błysk szaleństwa odbił się w ciemnobrązowych tęczówkach, mogłoby się wydawać, że przez krotką chwilę zatańczyła w nich czerwień.

– Nie rozepniesz najpierw spodni? – nie potrafił zostać dłużnym po upokorzeniu jakie poczuł po usłyszeniu tego polecenia. Nie był pewien, co w aktualnej sytuacji mu to przyniesie, ale jak zwykle, chwilowa satysfakcja wydała się lepszą opcją niż całkowity jej brak. – Nie zrobię tego, nie w ten sposób. – odnosił się zarówno do swojego sprośnego żartu jak i samego aktu proszenia – Jeżeli chcesz mnie widzieć na kolanach to musisz na to zasłużyć. – uniósł ramiona, gdy pociągnął nosem i dopiero teraz starł łzę. Czuł się bardzo źle, nie chciał mu odmawiać. Nie ze strachu, a dlatego że właśnie poczuł jak wszystko przewróciło mu się w żołądku, bo co jeżeli właśnie stracił Malfoya na zawsze?

Czuł, że nie będzie w stanie dłużej trzymać się w ryzach. Gardło go bolało od wstrzymywania łkania, a uśmieszek przypominał bardziej grymas.

– Powinienem iść. To nie ma sensu. – mimo tych słów, nie ruszył się z miejsca.


“Why can't I try on different lives, like dresses, to see which one fits best?”
♦♦♦
Cień Prokrusta
the stronger becomes
master of the weaker
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
187 cm wzrostu, blond włosy i niebieskie oczy. Ubrany elegancko, od linijki, głównie w beże, brązy i błękity. Pachnie subtelnymi, cytrusowymi perfumami. Rzadko pokazuje emocje, mówi szybkim, oschłym monotonem. Porusza się spokojnie, dumnie i sztywno.

Desmond Malfoy
#29
12.08.2023, 00:35  ✶  
Łzy i opór przyjął ze spokojem. Kwilenie jego ofiary mile łechtało jego ego.
Po pierwsze: tak, żony przede wszystkim były czymś do zazdroszczenia, miały stanowić ozdobę domu, która koiła nerwy męża za każdym razem, kiedy wracał z pracy. Po drugie: tak, seks uprawia się przede wszystkim po to, żeby przekazać swoje geny, dlatego nie miał z nim jeszcze zbyt wiele do czynienia. Zastanawiał się, jakiej odpowiedzi oczekiwał od niego Oleander, co takiego wyuzdanego zdążył dotąd zrobić w życiu, że mu tak na tym zależało.

Obserwując biernie reakcję przyjaciela, zadecydował, że to, co przed chwilą powiedział, to istotnie było za dużo i nie powinien był tego robić. Jednak nie żałował, że to powiedział; przeliczył się, ale poznał granicę. Był pewien, że kiedyś uda mu się przekroczyć i ją, źe kiedyś uda mu się zmusić go do czegoś więcej.

Pytanie o rozpinanie spodni zupełnie zbiło go z tropu. W pierwszej chwili wydało mu się zupełnie wyrwane z kontekstu, ale po kilku sekundach dezorientacji udało mu się połączyć jego treść z kpiącym uśmieszkiem na twarzy Oleandra.
Nie wiedział, jak zareagować na ten żart, bo prędko doszło do niego, że jakkolwiek upokarzająco by on nie brzmiał, to zdradzał rzeczywiste pragnienia chłopaka. Przez moment faktycznie rozważał, czy nie powinien pójść za sugestią, żeby pokazać mu, że to wcale nie byłoby takie pociągające, jak mu się mogło wydawać, ale zrezygnował z tego, rozproszony następnymi jego słowami.

"Musisz na to zasłużyć" - aż oderwał się od komody i ruszył w jego kierunku. Tym razem faktycznie poczuł się urażony, poczuł się dotknięty i mógłby przysiąc, że Oleander celowo rozdrapywał starą ranę, ale nie był w stanie wyhamować swojej reakcji.
Stanąwszy tuż przed nim, wyciągnął ręce ku jego piersi, aby złapać za jego golf i siłą przyciągnąć go do siebie.
- A nie zasługuję - pytał oschle, patrząc mu prosto w oczy z wyjątkowo wyraźną agresją.
Diva
I felt my heart crack -
slowly like a pomegranate,
spilling its seeds.
wiek
19
sława
IV
krew
czysta
genetyka
metamorfomag
zawód
Muzyk; kompozytor, pianista
Burza czarno-srebrnych loków, blade lico, gwiazdozbiory piegów. Oleander jest młodym mężczyzną o 183 centymetrach wzrostu i nienagannej posturze. Jego oczy zmieniają kolor w zależności od nastroju, dnia, pogody, miesiąca - lawiruje pomiędzy odcieniami z pomocą metamorfomagii. Dłonie ma smukłe, palce długie. Nosi biżuterię i kolczyki, ale zazwyczaj tylko wieczorami bądź na występy. Gustuje w perłach, złocie i szafirach. Na pierwszy rzut oka uśmiechnięty, pełny życia i pasji młody człowiek, który nie stroni od tłumów i rozgłosu.

Oleander Crouch
#30
12.08.2023, 00:35  ✶  
W przeciwieństwie do Desmonda, nie uważał, aby wyrażanie swoich pragnień było słabością. Oczywiście wiązały się z tym konsekwencje, trudno w końcu o to, aby ktoś nie chciał wykorzystać takowej wiedzy. Oleander zdawał się być na to przygotowany lub kompletnie tym nieprzejęty; inni ludzie chcący mu zaszkodzić skupiali na nim uwagę. Na tym mu zależało, na spojrzeniach innych całkowicie pochłoniętych przez jego osobę.

Wciąż czuł się urażony słowami, jakie usłyszał. Chwilę zajęło, aby połączył je w całość z poprzednimi czynami - ciosem w twarz, ściskaniem za nadgarstki. Malfoy nie zdawał sobie sprawy ile przyjemności może dawać bliskość, chociaż definitywnie pragnął jakiegoś rodzaju satysfakcji płynącej z przekraczania dotychczas znanych sobie granic. Oleander nie do końca rozumiał jak wąskie one są. Wychowany w o wiele mniej kontrolującej rodzinie mógł sobie jedynie wyobrażać, czy to z opowieści, czy poprzez krótkie wizyty w Wiltshire, w jaki sposób wyglądały sytuacje, które ukształtowały blondyna. Niezbyt się nad tym zastanawiał, aż do teraz - do momentu usłyszenia, że ‘żony się zazdrości’, a ‘seks uprawia się, aby mieć dzieci’.

Pragnienie bliskości przypominało o sobie nawet w sytuacji, gdy czuł się tak bardzo upokorzony. Wykonanie kolejnego ruchu wymagało od niego sporej siły woli. Zacisnął zęby i według modły swych słów odsunął się, szybko, odrobinę gwałtownie. Nie było w tym wiele gracji, ale nie przypominał też uciekającej ofiary. Było w tym ruchu coś, co wręcz krzyczało ‘postaw w moją stronę kolejny krok’.

Agresja kipiąca w spojrzeniu niebieskich oczu sprawiła, że poczuł przyjemniejszy dreszcz w kręgosłupie. Lubił, gdy inni oblewali go intensywnością swoich uczuć.

– Gdybyś zasługiwał to już bym był na kolanach – odparł pewnie i nie odwrócił głowy ani oczu, mierząc się z ostrością spojrzenia Desmonda. Z całego serca chciał powiedzieć, że przecież zasługuje na wszystko, co najlepsze, bo tak też uważał. Mimo to, nie potrafił pogodzić się z myślą, że kazał mu błagać o swój dotyk, o uwagę, tak jakby nie robił już wszystkiego, aby je dostać. Wydawało mu się to niesamowicie niesprawiedliwie, a zazdrość o wspomnianą wcześniej Mayę jedynie podżegała to uczucie.

– Przeproś – dodał lakonicznie, uznając, że ciężka atmosfera pomiędzy nimi jest wystarczającym wyjaśnieniem. Więcej słów sprawiłoby, że mogliby się udusić.


“Why can't I try on different lives, like dresses, to see which one fits best?”
♦♦♦
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Desmond Malfoy (5771), Oleander Crouch (7095)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa