• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 10 11 12 13 14 … 16 Dalej »
[październik 1968] Jęcząca Marta | Dellian & Charles

[październik 1968] Jęcząca Marta | Dellian & Charles
Loverboy
'It gets better!!!'
stfu It got worse-
wiek
22
sława
II
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
Brak
Ciemne długie i niesfornie wywijające się włosy, gęste brwi i szeroki uśmiech. Charles to wysoki na 188 centymetrów młody mężczyzna. Nie wyróżnia się imponującą muskulaturą, ale nie jest też chuderlawy. Do życia ma tyle samo dystansu, co do siebie, więc bardzo często można usłyszeć jak się śmieje. Ciemne oczy to zwierciadła jego duszy, a te już nie tak często wyrażają pozytywne emocje. Ubiera się luźno, stawia na swetry, golfy, czasami nawet bluzy czy mugolskie (!) trampki. Przy pierwszym spotkaniu często wydaje się czarujący, momentami szarmancki. Rodzice próbowali wyuczyć go bardziej wyrafinowanego akcentu, ale Charlie do dzisiaj nie pozbył się pozostałości dewońskiego zaciągania, co uwydatnia się w momentach ekscytacji i upojenia alkoholowego.

Julien Fitzpatrick
#1
11.04.2023, 04:10  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.04.2023, 04:19 przez Julien Fitzpatrick.)  
Poruszał się po korytarzach zamku z pewnością i przesądzeniem, że zna każdy jego zakątek. Siedem lat spędzonych na ostrym treningu pęcherza, gdy ruchome schody prowadzą cię nie na to piętro, na które chcesz, było definitywnie warte wpisania na dyplom ukończenia tej szkoły, najlepiej pogrubioną czcionką.
Treningi Quidditcha były momentami, w których wyładowywał większość magazynowanej przez siedzenie na zajęciach energii. Od zawsze potrzebował sporo bodźców czy wysiłku fizycznego, aby nie tylko zasnąć o normalnej porze, ale też, aby nie być wrzodem na tyłku dosłownie każdej osoby, która akurat się nawinęła. Poza tym, był w drużynie ze swoją najlepszą przyjaciółką, a z nią zawsze chciał spędzić więcej czasu, jeżeli tylko mógł. Razem z Cameronem przypominali, zwłaszcza w tym ostatnim, siódmym roku dla Charliego, papużki nierozłączki. Po rozstaniu z Dio, Rookwood wydawał się przygaszony, przynajmniej z początku. Domyślał się, że Lupin i Wood wzięli sobie na punkt honoru, aby w jakiś sposób wyciągnąć go z dołka, za co bardzo im dziękował, bo chciał robić naprawdę, cokolwiek innego, oprócz obwiniania się za zniszczenie tego związku. Niestety, obydwoje byli w drużynie, więc poza spotykaniem na nich Heather, Charles musiał mierzyć się też ze spojrzeniem Dione, którego, bardzo często, nie potrafił po prostu znieść. Nie mógł jej nawet antagonizować, bo sam był sobie winien, doskonale o tym wiedział.
Nic dziwnego, że komfort znalazł w ramionach jeszcze innej osoby. Musiał sobie przecież jakoś poradzić ze stratą i absolutnie idiotycznymi decyzjami, które miały konsekwencje w ssących żołądek emocjach - najlepiej było zastąpić je motylkami i przyjemnymi dreszczami, które pojawiały się coraz częściej w towarzystwie Delliana. Odrzucił jakiekolwiek przebłyski rozsądku podpowiadające, że wrzuca się w schemat, który sprawił, że teraz jest zraniony. Chciał się dobrze czuć, nie myśleć o czymkolwiek negatywnym, a przyjemny dotyk chłodnych palców Ollivandera na rozgrzanych po treningu policzkach, sprawiał, że cały świat przestawał na chwilę istnieć, wraz z nim jakiekolwiek problemy, zmartwienia, smutki.
- Znam ustronne miejsce - ciemny włos drugiego chłopaka połaskotał go w nos, gdy pozwolił ociężałym słowom przesunąć się spomiędzy swoich warg do jego ucha, wybudzając się ostatkami sił z przyjemnie smagającego zmysły ferworu półprzytomności. Położył dłonie na tych Ollivandera i ściągnął je ze swoich policzków, które, mimo temperatury nie zdążyły się jeszcze ochłodzić, prawdopodobnie z powodu odczuć o jakie przysparzał Charlesa w tym momencie każdy, kolejny dotyk.
Pociągnął swojego towarzysza w jednym z kierunków, śmiejąc się figlarnie pod nosem. Był blisko z Dellianem od dobrych paru lat, acz w tym roku, ich spotkania po czwartkowych treningach stały się rutyną, pewnością, przyjemnym momentem, na który wyczekiwał od poranka, czasami środy wieczór. Oczywiście, mogli zobaczyć się przecież w każdym innym momencie, ale taki sposób nadawał sytuacji wyjątkowości, sprawiał, że ten moment był tylko ich, że było na co czekać, że przyjemne odczucie w podbrzuszu kończyło się rumianymi wykwitami na bladych policzkach.
- Jeszcze tylko kawałek, obiecuję że warto, a jak nie... jak nie to nie wiem, wymyśl jakąś karę, ale nie obiecuję, że mi się nie spodoba - zażartował sprośnie i mrugnął do drugiego chłopaka zaraz przypominając sobie, że ten nie może tego przecież dostrzec - mrugam do ciebie teraz, to bardzo ważne abyś wiedział - dodał, z nieustępliwie filuternym tonem głosu.
Był późny październik, więc mury zamku, pomimo nadchodzącej Nocy Duchów i ogólnego podekscytowania które temu towarzyszyło, sprawiały iz korytarze były chłodniejsze i wilgotniejsze. Północna Szkocja obfitowała w deszcze, więc trzeba było znaleźć sposób, aby się rozgrzać - Charles właśnie miał jeden u swego boku, przynajmniej na to liczył.
Przekraczając próg łazienki na drugim piętrze, nie myślał o niczym innym, jak o chwilowej bliskości, przyjemnym momencie odprężenia.


I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
Niewidomy Kochanek
Don’t know what’s next
I want to feel the light
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Dellian ma zamglone, jasne oczy i od razu po spojrzeniu w nie, dociera do ciebie, że masz do czynienia z osobą niewidomą. Ma dłuższe, kręcone włosy, które często opadają mu na twarz. Zawsze ma w ręku różdżkę, która czasami drży, gdy chłopak zbliża się do przeszkód. Ubiera się w jasne koszule, które czasami są źle zapięte, ale można mu to wybaczyć, prawda? Na to narzuca ciemne kamizelki. Spodnie luźne, garniturowe. Ubrania wybiera mu kot, który ma naprawdę dobry gusty. Do tego wygodne buty, w których nigdy się nie przewróci, ani nie potknie, bo mógłby sobie naprawdę zrobić krzywdę. Mierzy 182 centymetry wzrostu, a waży 74 kilogramy.

Dellian Ollivander
#2
11.04.2023, 13:27  ✶  

Zamek dla mnie był od zawsze ogromną pułapką, bo mimo mieszkania tutaj przez większość mojego nastoletniego życia nie byłem w stanie w pełni poznać tego miejsca. Schody często wysyłały mnie nie na te piętra, na których chciałem się znaleźć przez, co często się gubiłem. Gdyby nie Bell pewnie nigdy bym nie trafiał na lekcje w odpowiednim czasie. Nauczyłem się też znakować pojedyncze piętra, aby wiedzieć mniej więcej gdzie jestem. Tak samo robiłem ze schodami, które miały w swoich stopniach pułapki. Miałem też sporo przyjaciół, którzy chcieli mi pomagać, co nie zawsze mi odpowiadało, ponieważ chciałem być samodzielny. Ja nie przywiązywałem się do ludzi na zbyt długo, często moje związki kończyły się naturalnie – przez tak zwane wypalenie uczuć, które nas połączyły. Byłem też często zbyt zazdrosny i przekonał się o tym każdy, kto w tamtym czasie próbował się do mnie zbliżać. Może dlatego do tej pory jestem sam? Na piątym roku głównie uganiałem się za Kenzie Greengrass, ale ona była bardziej ślepa niż ja, więc odpuściłem.

Dopiero niedawno zwróciłem uwagę na pewnego Rookwooda. To nie tak, że go wcześniej nie dostrzegałem, ale nigdy nie myślałem o nim w ten sposób mimo, że ciągnęło mnie do jego osobowości i głosu, który znałem chyba na pamięć i byłem w stanie go opisać nawet po wyrwaniu mnie z głębokiego snu. Był niesamowicie żywy, pewny siebie i to mnie pociągało, mimo że nigdy nie zwracałem uwagi na mężczyzn. Zawsze myślałem, że to kojący głos kobiet jest dla mnie kuszący, a tu taka niespodzianka. Chciałem być w jego otoczeniu, psocić z nim, wpadać w tarapaty, brać na siebie winy za jego bądź nasze przewinienia, co często kończyło się delikatną złością, ponieważ Charles był nad wyraz honorowy i dumny, ale to też było pociągające. Chyba zawsze ciągnęło mnie do osób, które były dla mnie odległe. Nigdy przecież nie dam rady podziwiać jego wspaniałości nad boiskiem, nigdy nie będę dobry w kibicowaniu mu, ale mimo wszystko uwielbiałem spotykać go po treningach. Zawsze czekałem na ten dzień tak jakbym miał dostać największy prezent na świecie.

Lubiłem badać jego skórę, całować usta, badać jego szyję i każdy mięsień, który się na niej odznaczał. Lubiłem wędrować ku jego plecom jeśli tylko mi na to pozwalał. Dotykiem widziałem, a jego chciałem widzieć czasami zbyt dobrze. Chciałbym móc spojrzeć mu w oczy, chciałbym poczuć jego spojrzenie na sobie, a zamiast tego miałem tylko głos i dotyk, który czasami był dla mnie wręcz paraliżujący w swojej przyjemności. Zawsze, gdy się z nim spotykałem traciłem zmysły, zapominałem, że nie widzę, ponieważ przy nim ten wzrok nie był do niczego potrzebny, dawał się poznawać w taki sposób w jaki innych nawet nie myślałem poznawać. Jego głos powodował, że na karku pojawiała mi się gęsia skórka, z moich ust wyrwało się ciche westchnięcie na ton jego słów przy moim uchu tak cholernie wrażliwym na dźwięki i dotyk.

Każdy dzień od czwartku do czwartku powodował, że na zajęciach – jeśli mieliśmy jakieś razem nadstawiałem uszu, aby choć na chwilę posłuchać jego głosu, czasami specjalnie prosiłem Bella, aby prowadził mnie blisko Charlesa, abym mógł go niby przypadkiem dotknąć, aby poczuć jego zapach i usłyszeć głos. Czekałem jednak cierpliwie do czwartku i wręcz pędziłem na boisko, by móc się z nim spotkać, aby usłyszeć jego śmiech i głos pełen podniecenia spowodowanego adrenaliną. Nie wiem jak wyglądała moja twarz, gdy byłem blisko niego, ale często czułem jak moje policzki pulsują od nabiegłej w nich krwi z powodu delikatnego zawstydzenia i niepewności w tym, co robić. Nie, nie miałem doświadczenia z mężczyznami. Dopiero od połowy czwartej klasy zacząłem się interesować spotkaniami z innymi w kwestiach związkowych, co też nie zawsze mi wychodziło, bo czasami źle odczytywałem znaki, które ciężko było mi dostrzec i zwykle były to kobiety.

Zaśmiałem się na jego informacje o mrugnięciu. Doceniałem to, że potrafił mi przekazać gesty, które do mnie wykonywał, a były one nie związane z dotykiem.

— Mam sporo kar za takie przewinienia. – odpowiedziałem niskim, kuszącym tonem głosu dając się mu prowadzić. Zapewne jakby mnie teraz poprowadził do jakiejś przepaści nawet bym nie zauważył, ufałem mu jak nikomu innemu. Był teraz moim przewodnikiem, a ja byłem skazany na jego wolę, którą mi narzucał, a której ja nie zamierzałem odrzucać.

Gdy przekroczyliśmy próg pomieszczenia nie czekałem długo. Nie należałem do osób cierpliwych i Charles doskonale o tym wiedział. Zatrzymałem się, gdy tylko drzwi za nami delikatnie trzasnęły.

— Jesteśmy sami? – zapytałem cicho, z delikatnym, nieświadomym pomrukiem. Trzymając jego dłoń przyciągnąłem go do siebie, drugą zacząłem wodzić po jego drugiej ręce od dłoni do ramienia, zbliżając się do jego szyi, linii żuchwy i policzka. — Co to za miejsce? – zapytałem będąc zdecydowanie zbyt blisko niego jak na dwójkę przyjaciół. Wiedziałem to, ponieważ czułem jego oddech na swojej twarzy.

Loverboy
'It gets better!!!'
stfu It got worse-
wiek
22
sława
II
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
Brak
Ciemne długie i niesfornie wywijające się włosy, gęste brwi i szeroki uśmiech. Charles to wysoki na 188 centymetrów młody mężczyzna. Nie wyróżnia się imponującą muskulaturą, ale nie jest też chuderlawy. Do życia ma tyle samo dystansu, co do siebie, więc bardzo często można usłyszeć jak się śmieje. Ciemne oczy to zwierciadła jego duszy, a te już nie tak często wyrażają pozytywne emocje. Ubiera się luźno, stawia na swetry, golfy, czasami nawet bluzy czy mugolskie (!) trampki. Przy pierwszym spotkaniu często wydaje się czarujący, momentami szarmancki. Rodzice próbowali wyuczyć go bardziej wyrafinowanego akcentu, ale Charlie do dzisiaj nie pozbył się pozostałości dewońskiego zaciągania, co uwydatnia się w momentach ekscytacji i upojenia alkoholowego.

Julien Fitzpatrick
#3
23.05.2023, 04:39  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.05.2023, 04:44 przez Julien Fitzpatrick.)  
Przesmyknęli się przez korytarze skupieni na sobie, dryfując myślami i egzystencją w prywatnym wszechświecie ukontentowania.
- Mówisz? To chyba musisz mi je wszystkie, powoli, tak żebym na pewno zapamiętał, wymienić. Albo przynajmniej pare, tak żebym wiedział czego wyczekiwać, chociaż, oh, przyjemność bycia trzymanym w niepewności... - westchnął odrobinę teatralnie, aby zaraz zaśmiać się zawadiacko.
Zaczerwienione uszy i policzki, nie tylko od chłodnego, szkockiego wiatru były wystarczającą pochwałą, połechtaniem chłopięcego ego, które i tak rozrośnięte do niewyobrażalnych rozmiarów, powinno mieć swoje własne dormitorium. Dołeczki znajdujące swoje miejsce przy rozciągniętych krańcach ust, w ukontentowanym uśmiechu, w zniecierpliwieniu sprawiały, że młoda twarz Delliana rozświetlała się w feerii pozytywnych emocji. Mógłby nakreślić delikatne zmarszczki przy jego oczach, dyskretnie marszczący się przez opadające nań kosmyki kręconych włosów nos i podkreślającą przystojną twarz szczękę, na kartce i prosto stworzyć z tego obrazu piękny gwiazdozbiór pragnień. Ich złączone ręce sprawiały, że czuł elektryzujący dreszcz przechodzący przez kręgosłup, dotyk chłodnej skóry drugiego chłopaka zderzał się, zazwyczaj, z jego własną, rozgrzaną po treningu. Meandrami myśli badał każdy cal jego ciała i pozwalał jemu robić to samo, zagłębiać się w tajemnice swojego fizycznego istnienia w akcie pragnienia i ukoronowania ciepłych uczuć jakimi się darzyli.
Pozwolił się przyciągnąć, czujny na kolejne bodźce, gotowy na czuły dotyk przeplatających się ze sobą agape i erosa. Charles nie powstrzymał westchnienia, które wymknęło się z jego ust, gdy znów byli tak blisko siebie, kiedy miejsce było wystarczajaco ustronne, aby oddali się upragnionym fantazjom. Serce biło w przyspierzonym rytmie, harmonizując się z drugim, równie podekscytowanym. Teraz, gdy byli sami, pomieszczenie wydawało się, powoli, wypełniać cichą, przytłumioną pieśnią ich uczuć, szelestem szat, ruchem dłoni, zetknięciem skóry, a ostatecznie i ust, gdy Rookwood nie odpowiedział na kolejne pytanie Delliana, uznając, że pocałunek jest odpowiednio przekazaną informacją o tym, ze definitywnie są tutaj sami.
Przez chwilę zagubił się w słodkim, znajomym smaku ust, kontynuując pocałunek i łapiąc Ollivandera za dłoń pewniej, tylko po to, aby przesmyknąć się opuszkami pomiędzy palcem wskazującym, a kciukiem i przesunąć nimi po wierzchu dłoni, nadgarstku. Kiedy umiejscowił dłoń na krawędzi spodni drugiego chłopaka, na razie nie wykonując kolejnego ruchu, przerwał pocałunek.
Oddychał ciężej, a serce, które wcześniej biło w przyspieszonym tempie, teraz prawdopodobnie wygrałoby wyścig.
- Tylko się nie śmiej - uprzedził go, chociaż tak, jakby wcale nie liczył, że chlopak go posłucha - To łazienka dziewcząt, do której nikt nie chodzi. Była najbliżej. Do wieży zegarowej jest taaak daleko - zamarudził - A też plącze się tam sporo Krukonów ze swoimi książkami - parsknął, chociaż bardziej przyjaźnie niż prześmiewczo.
Wolną ręką odgarnął włosy z czoła Delliana, wplatając palce w ich kosmyki. Plecami oparł się o chłodną ścianę. Stali nieco w kącie, tak, że ktokolwiek, kto wszedłby do toalety musiałby przejść pare kroków, aby w ogóle ich zauważyć. Od prawej do pomieszczenia wpadało światło dnia, kolorowane witrażami opadało na twarz Ollivandera, kosmyki włosów, które dzięki temu przypominały wzburzone morze loków. Podłoga była nieco wilgotna, w tej łazience dość często był problem z kanalizacją, niektóre z dziewcząt wspominały też o duchu, jaki tu pomieszkuje, ale Charles, aktualnie, żadnego nie widział, co dawało mu zielone światło do kontynuowania wykonywanych czynności. Gdzieś, w odmętach podświadomości tliła się myśl, że strach przed byciem nakrytym jedynie bardziej zachęca go do zrobienia kolejnego ruchu, elektryzuje kolejny dotyk, rozgrzewa podbrzusze w znajomym podekscytowaniu.
Przeniósł dłoń do najniższego guzika koszuli partnera, zaraz nad paskiem, i rozpiął go w bardzo doświadczonym i wyuczonym ruchu, czując satysfakcję, gdy wcześniej odrobinę napięty materiał puścił, dając możliwość wślizgnięcia dłoni pod koszulę, dręczenia skóry przelotnym dotykiem palców.
Przygryzł wnętrze policzka. Nie chciał być zbyt natarczywy, więc na tym się na razie zatrzymał.


I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
Niewidomy Kochanek
Don’t know what’s next
I want to feel the light
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Dellian ma zamglone, jasne oczy i od razu po spojrzeniu w nie, dociera do ciebie, że masz do czynienia z osobą niewidomą. Ma dłuższe, kręcone włosy, które często opadają mu na twarz. Zawsze ma w ręku różdżkę, która czasami drży, gdy chłopak zbliża się do przeszkód. Ubiera się w jasne koszule, które czasami są źle zapięte, ale można mu to wybaczyć, prawda? Na to narzuca ciemne kamizelki. Spodnie luźne, garniturowe. Ubrania wybiera mu kot, który ma naprawdę dobry gusty. Do tego wygodne buty, w których nigdy się nie przewróci, ani nie potknie, bo mógłby sobie naprawdę zrobić krzywdę. Mierzy 182 centymetry wzrostu, a waży 74 kilogramy.

Dellian Ollivander
#4
04.06.2023, 15:19  ✶  

Wyczekiwałem na ruch, na głos, na potwierdzenie tego, że jesteśmy sami, że nikt nas nie zobaczy, że nikt nas nie potępi za to, co nas połączyło. I wtedy poczułem jego usta na swoich. Cicho westchnąłem odrobinę zaskoczony. Lubiłem jego pocałunki, powodowały, że wszystko we mnie wrzało, podnosiło się w euforii. Ten człowiek był w obecnym czasie moim ulubionym człowiekiem. Był mój i nie lubiłem, gdy nie był ze mną. Podświadomie wiedziałem, że nie powinienem tak myśleć, że Rookwood był wolnym człowiekiem i nikt nie powinien go ograniczać, ale nie mogłem nic na to poradzić. Chciałem jego dotyk dla siebie, jego usta blisko moich, chciałem słyszeć jego głos i spędzać z nim czas, ale nie potrafiłem mu tego powiedzieć, nie potrafiłem przekonać go, że chce mieć go więcej. Tak więc godziłem się na czwartkowe spotkania, które były dla mnie intensywne, ale po nich czułem pustkę.

Gdy przerwał pocałunek, aby mi odpowiedzieć cicho zaprotestowałem i pocałowałem jego szyję. Lubiłem to miejsce na jego ciele. Lubiłem ją dotykać i kłaść tam swoją głowę.  Gdy jego dłoń zawędrowała do moich spodni spiąłem się, ale w ten bardziej przyjemny sposób, wyczekiwałem jego dalszych poczynań. Był najwspanialszy.

— Ważne, że nikt nam nie przeszkodzi. – uśmiechnąłem się zawadiacko przymykając swoje oczy przy tym.

Oparłem jedną dłoń o ścianę po jego prawej stronie i znowu złączyłem nasze usta w pocałunku. Pod jego dotykiem wciągnąłem lekko brzuch, ale zaraz przysunąłem się bliżej niego drugą ręką również zawędrowałem do jego koszuli, do jego podbrzusza. Złapałem go za bok i wsunąłem dłoń pod ubranie badając jego plecy. Przez to, że nic nie widziałem ciągle bałem się, że zrobię mu krzywdę, że zbliżę się do niego za bardzo, że gdzieś go ucisnę i go za boli. Dlatego byłem niepewny, ostrożny. Zacząłem znowu całować jego szyję i lekko ją podgryzać. Gdzieś z tyłu głowy bałem się, że ktoś zaraz tu wpadnie, że nas przyłapie, ale to jeszcze bardziej potęgowało uczucie podniecenia. Nie mogłem powstrzymać się od uśmiechu i od błądzenia dłonią po jego plecach, zjeżdżałem dłonią też niżej co jakiś czas hacząc o pas jego spodni kciukiem.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Dellian Ollivander (1129), Julien Fitzpatrick (1180)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa