Wolność.
Odetchnęła, przybierając naturalny wyraz twarzy - dość chłodny, odrobinę nazbyt dumny. Z ulgą poczuła chłodne powietrze z prosektorium na policzkach, kolejny raz uświadamiając sobie, jak ludzie byli beznadziejni. Flintówna weszła do izby, zamykając za sobą drzwi, omiotła ją szybkim spojrzeniem i na widok Lycoris pozwoliła sobie na cieplejszy grymas na twarzy, podchodząc jednocześnie do biurka. Odłożyła na blat kawy oraz teczki, zsunęła z ramion lekki płaszcz w kolorze cappuccino, które dwa rzędy guzików przyszyte były ciemniejszą nitką. Złapała za biały fartuch, wsuwając go lekko na szczupłe i dość drobne ramiona, poprawiając kołnierzyk. Stalowo błękitne tęczówki krytycznie przesunęły po rękawach, przyglądały się niewidzialnym pyłkom. - Dzień dobry. - przywitała się z nią, odchylając głowę do tyłu i wyjmując z kieszeni frotkę, dzięki której okiełznała srebrne pasma w luźnego koka. - Taka, jak lubisz. Co mamy na dziś? Mam skończyć pracę nad Panną Goldsmith? Ah, ten wąsaty z Departamentu Wypadków Cię szukał.
Dodała jeszcze, łapiąc za kawę i robiąc kilka łyków. Było wcześnie, wciąż nieco mroźnie, a jeszcze niższa temperatura panująca w prosektorium sprawiła, że na bladych policzkach pojawił się delikatny rumieniec. Usiadła na krańcu blatu, gdzie akurat nic nie tkwiło i złapała za metryczki osób, które tkwiły nieopodal, zamknięte w czarnych workach. Czekający na werdykt, milczący umarli, których przyczyny zgonu jeszcze nie wyjaśniono. Bardzo ceniła sobie swoją współpracownicę, mentorkę właściwie. Kobieta dużo ją nauczyła na samym początku, chociaż była piekielnie wymagająca. Niezależnie, jak Cynthia miała pokłute palce, zawsze mogła zrobić to zdaniem Lycoris lepiej. Szew musiał być idealny. I absolutnie nie miała jej za złe, była w gruncie rzeczy dość podobna.