• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 11 12 13 14 15 16 Dalej »
[Lipiec '66, Kawiarnia na Pokątnej, Eden & Alastor] Nobby Leach powinien gryźć piach

[Lipiec '66, Kawiarnia na Pokątnej, Eden & Alastor] Nobby Leach powinien gryźć piach
prodigal daughter
I knew one day I'd have to watch powerful men burn the world down
I just didn't expect them to be
such losers
wiek
31
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
landlord, ex-auror
Wysoka na 175cm, jasnowłosa zjawa. Jest niezwykle szczupła, wręcz na granicy chorobliwości; lekko zapadnięte policzki ukrywa dobrze dobranym makijażem, którego nieodłączną częścią są usta pomalowane czerwoną szminką. Włosy ma proste i długie, sięgające lędźwi, zwykle nosi je rozpuszczone. Zawsze bardzo elegancko ubrana, najczęściej w stonowane barwy - nie jest zwolenniczką jaskrawych odcieni i mieszania kolorów. Nie lubi też przepychu; widać, że nie szczędzi pieniędzy na dobrej jakości ubiór, lecz nie obwiesza się biżuterią i tym podobnym. Porusza się bardzo zgrabnie, ale pewnie. Zawsze patrzy ludziom prosto w oczy podczas rozmowy, mając przy tym ciemne, przenikliwe spojrzenie. Zwykle mówi w bardzo spokojnym, niskim, nieco zachrypniętym tonie. Ma bardzo przejrzysty akcent, wyraźnie wymawia słowa, po sposobie mowy słychać, że to ktoś z dobrego domu, ktoś świetnie wykształcony.

Eden Lestrange
#1
30.10.2022, 18:36  ✶  

LIPIEC 1966
Ulica Pokątna, Kawiarnia
~*~
Eden Malfoy & Alastor Moody


Nie samą pracą żyje człowiek.
Właśnie to zdanie musiała powtarzać mu wielokrotnie tego dnia, żeby w końcu trybiki w głowie Moody'ego kliknęły i pozwoliły mu zgodzić się na przerwę. Eden nie należała do osób wybitnie obijających się, znała swoje obowiązki i nie miała zamiaru ich zaniedbywać z czystego lenistwa. Niemniej była już siedemnasta, a oni dalej krążyli po magicznym Londynie jak błędni rycerze, próbując sprawdzić wszystkie potencjalne kryjówki pewnego gagatka, mając w żołądkach jedynie śniadanie z godziny siódmej rano. Przynajmniej tak było w przypadku Malfoy; nie zdziwiłoby ją to wcale, gdyby Alastor jechał na oparach wczorajszej kolacji oraz połowie przypadkowo znalezionego pączka w swoim biurku.
- Może tutaj? - zaproponowała błagalnym tonem, wskazując na kawiarnię, którą właśnie mijali. Została poparta przez swój własny żołądek, który zagrał marsz pogrzebowy specjalnie dla Moody'ego, bo była gotowa zamordować go, jeśli nie zgodzi się na przystanek. - Będziesz mógł wypytać ekspedientkę o wszystko, tylko daj mi coś tam zjeść - obiecała, wbijając w niego świdrujące spojrzenie. Naprawdę była gotowa stać przed nim ze złożonymi dłońmi, a nawet zaciągnąć go tam siłą. Co prawda pewnie przegrałaby to starcie, ale była tak głodna, że jeśli czymś go nie przekona, to zje jego. Na pewno będzie łykowaty i gorzki, ale jest to poświęcenie, na jakie była gotowa.
- Ja stawiam - oświadczyła w końcu, wywróciwszy oczyma.
Nie wiedziała, czym finalnie go przekonała. Lamentującym tonem, wizją łączenia przyjemnego z pożytecznym, czy ostateczną propozycją, że za niego zapłaci. Prawdopodobnie to ostatnie, bo wiedziała, że Moody nigdy groszem nie śmierdział, a jej po prawdzie nie robiło różnicy, czy postawi mu lunch, czy nie. Nie zbiedniałaby nawet jeśli zabrałaby go na czterodaniowy posiłek do francuskiej restauracji, lecz wiedziała, że na takie coś się nie zgodzi, bo skonsumowanie aż tylu dań zabrałoby mu za dużo czasu z dnia pracy.
Powiedziała mu, że może sobie wziąć, co tylko chce, a potem wyrówna rachunek. Sama skończyła z dużym croissantem i kawą. Przysiadła się do stolika na uboczu, nie lubiąc siadać obok świergotających tłumów, po czym skinęła ręką, by Alastor do niej przyszedł.
Ktoś zostawił na blacie świeży egzemplarz Proroka Codziennego. Eden zwykle czytała go rano w pracy, jednak dziś nie miała czasu, bo Moody zabrał ją na wycieczkę meneloznawczą dookoła świata jeszcze zanim skończyła wypowiadać "dzień dobry". Nie miała przy sobie nic do pisania, żeby móc zabrać się za ulubioną krzyżówkę na końcu gazety, więc od niechcenia zabrała się czytanie treści.
- Czy ten Leach nie potrafi się powstrzymać? - zapytała, odgryzając kawałek rogalika. Główne wydanie dzisiejszego numeru skupiało się na obecnym Ministrze Magii i jego rzekomym majstrowaniu przy Mistrzostwach Świata mugoli w czymś, co określają piłką nożną. - Ja rozumiem, że ludzie jego pokroju nie są najcelniejszą różdżką u Ollivandera, ale skoro tak bardzo chciał zostać Ministrem Magii, to czemu dalej miesza się w to, co robią szlamy? - użyła bardzo pejoratywnie nacechowanego słowa, odruchowo, bo jej ojciec nie zamykał się na temat Nobby'ego Leacha odkąd przegrał z nim walkę o stołek i określenie szlama zawsze szło w parze z tym typem. Nawet po prawdzie nie zauważyła, że odezwała się w ten sposób przy Alastorze, który miał zgoła inne poglądy - dotychczas unikała tego tematu w jego obecności, nie chcąc psuć ich zgrania w pracy. Niemniej teraz nie próbowała się reflektować nawet, jedynie dalej czytała artykuł, raz po raz popijając kawę.


I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show

~♦~
constant vigilance
I have traveled far beyond the path of reason.
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
wilkołak
zawód
auror
Wysoki na prawie dwa metry, brakuje mu pewnie mniej niż dziesięć centymetrów, ale ciężko to ocenić na oko. O krępej budowie ciała, z szeroką twarzą i wybitymi zębami. Skóra często pokryta bliznami. Krzywy nos, z pewnością kiedyś złamany. Włosy ciemne, oczy też. Nie należy do ludzi, którzy o siebie szczególnie dbają.

Alastor Moody
#2
02.11.2022, 22:19  ✶  
To jak wiele o nim wiedziała, jak łatwo przychodziło jej rozszyfrowywać i przewidywać jego zachowanie, Moody uznałby pewnie za nieco upokarzające. Eden nie miała jednak racji w jednej rzeczy, a mianowicie w tym, jak łatwo przyszło jej zakładać, że potrzebuje wymusić na nim przerwę. Mimo opinii pracoholika potrafił zatrzymać się w swoim nieskończonym biegu, bo każde jego dotychczasowe miejsce zatrudnienia wiązało się z obowiązkiem współpracy. Ta natomiast nie stanowiła dla niego zagadki. Wieloletni gracz gryfońskiej drużyny, który zaraz po ukończeniu szkoły magii zdecydował się na objęcie stanowiska w Brygadzie Uderzeniowej, nie mógł należeć do kompletnych odludków, nawet jeżeli posiadał kilka dziwacznych cech charakteru. Owszem, Alastor nie dbał o siebie, ale z łatwością przychodziło mu dbanie o innych. Szczególnie bliskich. Kursu Aurora podjął się przecież nie ze względu na krążący wokół tego zawodu prestiż, lecz zakorzeniony gdzieś głęboko we łbie kompleks bohatera. On to robił dla innych, nie dla siebie. Zatrzymałby się dla przypadkowego przechodnia, zatrzymałby się dla każdego potrzebującego pomocy. Maślane oczy, jakie zdarzało mu się robić na widok zadartego do góry podbródka Eden były tutaj jedynie dodatkiem. Istotnym, ale dodatkiem.

„Mogłaś mi po prostu powiedzieć, że jesteś głodna”, cisnęło mu się na usta, ale mimo wrodzonej opryskliwości, jakoś nie umiał jej teraz skrytykować. Bo to też nie był pierwszy raz, kiedy mu tłuczono do łba, że nie każdy jest w stanie nadążyć za jego szalonym tempem, a już w szczególności osoba szczuplejsza od niego. Okazywało się bowiem, że chociaż jadł zdecydowanie więcej od innych, to robił to rzadziej niż osoby o drobniejszej budowie ciała.

- Wchodź - powiedział, być może trochę za szorstko, otwierając przed nią drzwi. Wcale nie chciał być dla niej szorstki i oschły. Ba, głupio było się przyznać, ale niejednokrotnie chciał zaprosić ją w takie miejsce. Powstrzymywały go dwie bardzo ważne rzeczy. Po pierwsze pracowali razem w jednym miejscu od lat, a wchodzenie w relacje romantyczne ze współpracownikami leżało gdzieś daleko poza dopuszczalnymi przez rozumnych ludzi normami zachowania. Po drugie, jakkolwiek by nie był zaślepiony onieśmielającą urodą i zmarszczonymi brwiami, które gdzieś pomiędzy głęboką irytacją miały w sobie też jakąś nutę zadziorności, to wciąż była Eden Malfoy. I nie, nie chodziło tutaj o zarzuty, że skoro urodziła się w Malfoyach, to na pewno podziela wszystkie ich soczyste opinie na temat świata, nie dając sobie nawet malutkiej przestrzeni na uratowanie z takiego sposobu myślenia. Tu chodziło o styl bycia. Kobiety takie jak Eden (bo tak, przykleił jej już do czoła łatkę panny z dobrego domu, której ojciec zechce prędzej czy później wydać za kogoś równie majętnego), ceniły się zwykle o wiele wyżej, niż wiecznie nieuczesany dziwak z wiecznie obitą gębą. Nie przywiązywały też szczególnej uwagi do przelotnych relacji, a Moody nadawał się tylko do takich. Ten drugi powód miał jednak drugą stronę medalu, a mianowicie to, że życie nauczyło go ważnej rzeczy: przeciwieństwa się przyciągały. Ciężko mu więc było potraktować te narastające w głowie sprzeciwy z należytą im powagą. I chociaż oczywiste było, że nonszalancja, z jaką podchodził o myśleniu o Malfoyównie jest największym dowodem tego, że odwaga, jaką posiadał Moody godną jest domu Godryka Gryffindora - kto miał mu tego zabronić? Fantazjowanie o koleżankach z pracy było wyjątkowo żenujące, ale jeszcze nie nielegalne.

Podszedł do niej grzecznie. Z kanapką i kawą. I ciasteczkiem na talerzyku, które dostał gratis od zarumienionej ekspedientki. Młoda dziewczyna musiała być niesamowicie naiwna, bo pierwszym, o czym pomyślał Alastor, rozsiadając się na wskazanym mu krześle, było oddanie tego ciasteczka pannie Malfoy. Tak na poprawę humoru oczywiście. Ale panna Malfoy nagle powiedziała coś, co sprawiło, że prędko z tego pomysłu zrezygnował.

- Ludzie jego prokroju, to znaczy jacy? - Ochrypły głos Moodyego zdawał się być niewzruszony, ale to właśnie wskazywało na to, że coś było nie tak. Powstrzymywał emocje, które obudziło w nim wzgardzenie mugolskiego pochodzenia Ministrem Magii. Wszystko to, co myślał o Eden do tej pory, posypało się nagle jak domek z kart. Nawet wgryzienie się w to czekoladowe ciasteczko z galaretką nie pomogło na falę goryczy zalewającej jego ciało po usłyszeniu słowa szlama. No tak. Myślenie o kimś za dużo i idealizowanie jego osoby było ostatnią rzeczą, którą powinien robić, ale i tak go to w jakiś koszmarny sposób zawiodło. Zawiódł się na... własnych oczekiwaniach? - Nie mów mi - odsunął się w tył na krześle, wzdychając ciężko - nie mów mi, że przez noc zgłupiałaś na tyle, żeby zacząć wierzyć w te polityczne bzdurki i plotki.


fear is the mind-killer.
prodigal daughter
I knew one day I'd have to watch powerful men burn the world down
I just didn't expect them to be
such losers
wiek
31
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
landlord, ex-auror
Wysoka na 175cm, jasnowłosa zjawa. Jest niezwykle szczupła, wręcz na granicy chorobliwości; lekko zapadnięte policzki ukrywa dobrze dobranym makijażem, którego nieodłączną częścią są usta pomalowane czerwoną szminką. Włosy ma proste i długie, sięgające lędźwi, zwykle nosi je rozpuszczone. Zawsze bardzo elegancko ubrana, najczęściej w stonowane barwy - nie jest zwolenniczką jaskrawych odcieni i mieszania kolorów. Nie lubi też przepychu; widać, że nie szczędzi pieniędzy na dobrej jakości ubiór, lecz nie obwiesza się biżuterią i tym podobnym. Porusza się bardzo zgrabnie, ale pewnie. Zawsze patrzy ludziom prosto w oczy podczas rozmowy, mając przy tym ciemne, przenikliwe spojrzenie. Zwykle mówi w bardzo spokojnym, niskim, nieco zachrypniętym tonie. Ma bardzo przejrzysty akcent, wyraźnie wymawia słowa, po sposobie mowy słychać, że to ktoś z dobrego domu, ktoś świetnie wykształcony.

Eden Lestrange
#3
03.11.2022, 21:37  ✶  
Nie była świadoma, w jaki sposób na nią patrzy. Może faktycznie była ślepa, może nie widziała niczego poza czubkiem własnego nosa, ale naprawdę nie przeszłoby jej przez myśl, że Alastor mógłby chcieć od niej czegoś więcej. Po prawdzie, i w pewnym sensie, miała to samo spojrzenie na ich relację, co on; oddzielała pracę od życia prywatnego, nie mieszając ze sobą tych dwóch, odrębnie świętych sfer. Nigdy nie sądziła, że nawiąże tak dobry kontakt z osobą jego pokroju, bo przecież napędzały ich zgoła odmienne wartości. Nawet nie chodziło o pracoholizm, na który Eden miała zachorować dopiero lata później w ramach mechanizmu obronnego przed własnymi uczuciami, a o sposób, w jaki formułowali ambicje. Moody nigdy nie myślał o sobie, natomiast Malfoy nie myślała o nikim poza sobą.
Prawdopodobnie nie spostrzegała też jego sympatii, bo wiedziała, że zrealizowanie jej było awykonalne. Tak długo, jak była córką swojego ojca, nie mogła myśleć w kategoriach romantycznych o nikim, kogo Fortinbras Malfoy nie zaaprobował. Jeśli coś jest niemożliwe, nie ma co zaprzątać sobie tym głowy. Nawet gdyby chciała, nie mogłoby to być niczym więcej niż ulotną chwilą wzniesień, którą skrzętnie ukryłaby przed przyszłym mężem. Niestety, jakkolwiek to głupio nie zabrzmi w kontekście tej kobiety z piekła rodem, Eden nie miała serca wykorzystać Moody'ego w ten sposób. Choć flirtowała praktycznie z każdym mężczyzną dla sportu, może nawet w ramach żartu z nim samym, nigdy nie śmiałaby dać mu fałszywych nadziei. Nie przyznałaby się do tego nawet na torturach, ale pracując u jego boku zyskała do niego szacunek i nie chciałaby zepsuć ich współpracy traktując go przedmiotowo.
Zasługiwał na więcej.
Humor Eden uległ poprawie mniej więcej po trzecim gryzie rogalika, kiedy jedzenie w końcu znalazło się w żołądku i zaczęło zasilać te podzespoły, które uznawała za nieistotne, toteż wyłączała je, żeby nie marnować energii. Jednym z nich była empatia, która schodziła na bardzo daleki plan, kiedy inne potrzeby bywały zaniedbywane. Głodna nie była sobą, ale prawdę mówiąc, najedzona nie była wiele lepsza. Teraz gdy upiła jeszcze dodatkowe kilka łyków kawy, oczywiście po wypowiedzeniu swojej nieszczęsnej opinii, a następnie przetrawiła nie tylko część lunchu, ale również słowa swojego kolegi, zrobiło jej się nieco głupio.
Odchrząknęła, potrzebując jeszcze jednej cennej sekundy na dobranie słów, które pozwolą jej wyjść z tej kawiarni z twarzą.
- Niekompetentni - odpowiedziała spokojnie, patrząc na Alastora szeroko rozpostartymi oczyma. Nie powinna była poruszać polityki przy nim, przecież wiedziała, jaką jest osobą. Z drugiej strony, on też doskonale wiedział, po czyjej stronie stała. Czy raczej - stać musiała. - Czy byłby czystej krwi, czy... czy jakiejkolwiek innej, nie zmieniłoby to faktu, że zwyczajnie nie nadaje się na swoje stanowisko. - Wyraźnie starała się wybrnąć z tego, co powiedziała, ale czuła się niezwykle niepewnie z własnymi słowami. Alastor wydawał się nieswój, inny niż zazwyczaj. Pracowali już razem chwilę, zdążyła wyuczyć się jego zachowań, reakcji, a nawet manieryzmów na pamięć. Teraz jednak wydawał się obcy, nieprzyjemnie nieprzewidywalny.
- Nie zgłupiałam. - A na pewno nie przez noc. - Jednak chyba nie spodziewałeś się, że ktoś wychowany w rodzinie polityków nie będzie zainteresowany polityką. Znam ten świat od podszewki, to nigdy nie są tylko bzdurki i plotki. - Ostatnie słowa wymówiła prawie że przez zaciśnięte zęby, denerwując się na samą myśl o swoim ojcu. Nie zamykał się od czasu przegranych wyborów. Chodził i narzekał, kipiał nienawiścią do wszystkiego, co żywe i miało szansę stanąć mu na drodze, a już w szczególności wyładowywał swoją frustrację na Leachu. Eden chłonęła jego zachowania jak gąbka, niekoniecznie świadomie, ale była przecież nieodrodną córką swojego ojca. Byli podobni jak dwie krople wody, jedynie natura zechciała sobie zakpić i uczyniła Eden kobietą. Wszystko byłoby o niebo łatwiejsze, gdyby nią nie była.
- Nie musimy o tym rozmawiać - zaproponowała cicho, unikając jego wzroku. Złapała za kubek z kawą, obróciła go, ewidentnie chcąc zająć czymś ręce oraz swoje myśli. Nie wiedziała, skąd ta reakcja, ale nie potrafiła tym razem obstawać przy swoim bez względu na koszta. Oczywiście nie dałaby za wygraną, dlatego chciała, żeby nie drążył, żeby zmienił temat. Zwyczajnie nie miała powodu, by się z nim kłócić i liczyła, że to zauważy.
W każdym razie nie miała nadziei, że dalej będzie ją lubić. Nie była w ciemię bita i wiedziała, że bez przeprosin za to jedno słowo nie wróci już do jego łask. A Eden przepraszać nie umiała.


I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show

~♦~
constant vigilance
I have traveled far beyond the path of reason.
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
wilkołak
zawód
auror
Wysoki na prawie dwa metry, brakuje mu pewnie mniej niż dziesięć centymetrów, ale ciężko to ocenić na oko. O krępej budowie ciała, z szeroką twarzą i wybitymi zębami. Skóra często pokryta bliznami. Krzywy nos, z pewnością kiedyś złamany. Włosy ciemne, oczy też. Nie należy do ludzi, którzy o siebie szczególnie dbają.

Alastor Moody
#4
11.12.2022, 19:32  ✶  
Bystre i zwykle wyjątkowo skupione na rozmówcy oczy aurora, teraz krążyły spojrzeniem gdzieś po innych gościach kawiarni i podłodze. Nie chciał na nią patrzeć. Nie chciał widzieć jej miny, kiedy mówiła słowa (w jego odczuciu przynajmniej) wyjątkowo bezczelne. Moody nie uważał się za największego zwolennika ani największego przyjaciela Leacha, ale nie mógł odmówić mu jednego - nawet przy wielu zarzutach, po licznych odejściach z wysokich stanowisk, jego Ministerstwo wciąż trwało i miało się nie najgorzej. Może i nie wprowadził żadnej rewolucji, co by go zszokowała pozytywnie lub negatywnie, ale też nie przyniósł Wielkiej Brytanii żadnych szkód. Zasługiwał na szansę. Szansę, której niektórzy nie chcieli mu dać przez błahe powody godne czasów tak zamierzchłych, że by się założył o to, ilu zwolenników krwi przespało najważniejsze dotyczące jej lekcje na historii magii, a kto go znał, dobrze wiedział, jak daleko mu do majętności godnej niepewnych zakładów.
- W jaki niby sposób przejawia się ta jego niekompetencja? Cóż takiego zrobił?
Wrócił do niej spojrzeniem. Skoro powiedziała coś takiego, to niech to wytłumaczy. Może się mylił? Może naprawdę coś tam było, jakaś iskra nadziei, że mu ta jedna przerwa od pracy nie zmieni na zawsze obrazu Eden Malfoy, która... która...
Jej oczy i pochodzenie zdawały się mówić same za siebie.
Ale on się przecież nie kierował tym, co podpowiadały obawy.
...prawda?
- Oprócz tych bezsensownych zarzutów, że pomagał mugolom, którymi się w niego rzuca od niechcenia.
Nie, Alastor też bywał słaby. Też rzucał słowami, którymi się rzucać nie powinno, też się frustrował i potrafił się z drugim człowiekiem drażnić, po prostu nigdy nie czuł potrzeby, aby uczynić coś takiego z Eden, nawet mimo wyjątkowo dominującego charakteru.
- Tylko mi nie mów, że odejścia, bo wszyscy dobrze wiemy, dlaczego niektórzy postanowili odejść z Ministerstwa po tym, jak wybraliśmy Leacha.
Mówił nadal, z coraz mocniej uniesionym głosem, wyraźnie demaskując w tym, jak niekomfortowy i prowokujący był to dla niego temat. Momentalnie z człowieka podsianego powagą i pracoholizmem, przybrał ton człowieka odrobinę zbyt agresywnego, pewnego swojej racji i gotowego słownego starcia, nawet jeżeli nie był mistrzem retoryki. Powstrzymał się dopiero wtedy, kiedy Eden powiedziała, że wcale nie musieli o tym rozmawiać.
- To ty zaczęłaś ten temat - przypomniał jej od razu, podchodząc do jej nagłego wycofania się w sposób atakujący. - I.. i... - ewidentnie wahał się, czy na pewno chciał to rozgrzebywać - nie trzeba się wcale urodzić w rodzinie polityków, żeby mieć oczy, panno znająca-ten-świat od podszewki. Nie wydaje mi się, żeby nasza wiedza odstawała od siebie choćby o centymetr.
Absolutny brak subtelności nie był z jego strony niczym dziwnym, ale... to był chyba pierwszy raz, kiedy tę szorstkość okazał poza pracą. W pracy natomiast stali obok siebie, nie tak jak teraz - naprzeciw siebie, ścierając się światopoglądem.


fear is the mind-killer.
prodigal daughter
I knew one day I'd have to watch powerful men burn the world down
I just didn't expect them to be
such losers
wiek
31
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
landlord, ex-auror
Wysoka na 175cm, jasnowłosa zjawa. Jest niezwykle szczupła, wręcz na granicy chorobliwości; lekko zapadnięte policzki ukrywa dobrze dobranym makijażem, którego nieodłączną częścią są usta pomalowane czerwoną szminką. Włosy ma proste i długie, sięgające lędźwi, zwykle nosi je rozpuszczone. Zawsze bardzo elegancko ubrana, najczęściej w stonowane barwy - nie jest zwolenniczką jaskrawych odcieni i mieszania kolorów. Nie lubi też przepychu; widać, że nie szczędzi pieniędzy na dobrej jakości ubiór, lecz nie obwiesza się biżuterią i tym podobnym. Porusza się bardzo zgrabnie, ale pewnie. Zawsze patrzy ludziom prosto w oczy podczas rozmowy, mając przy tym ciemne, przenikliwe spojrzenie. Zwykle mówi w bardzo spokojnym, niskim, nieco zachrypniętym tonie. Ma bardzo przejrzysty akcent, wyraźnie wymawia słowa, po sposobie mowy słychać, że to ktoś z dobrego domu, ktoś świetnie wykształcony.

Eden Lestrange
#5
15.12.2022, 01:37  ✶  
Ich spojrzenia bawiły się w kotka i myszkę. Kiedy jego uciekało od Eden w popłochu, szukając oazy pomiędzy nieznajomą klientelą kawiarenki, jej oczy przewiercały go na wskroś, jakby desperacko próbując się doszukać znaku, najmniejszej podpowiedzi w aurorze, która zdusi scysję w zarodku. Kiedy jednak Alastor zdecydował się wrócić do patrzenia na nią, ona nagle zdawała się żywo zainteresowana treścią gazety, którą rozłożyła przed sobą niczym tarczę. Nieobecnym wzrokiem wpatrywała się w reklamę najnowszego modelu miotły, a przecież obydwoje doskonale wiedzieli, że nigdy nie planowałaby żadnej kupić. Lubiła przecież patrzeć na ludzi z góry tylko metaforycznie, bo kiedy faktycznie znajdowała się w przestworzach, robiło jej się gorzej na żołądku.
Niemniej sensacje związane z lotem były niczym w porównaniu z tym, co czuła teraz. Alastor miał rację i to zdawało się ją rozsadzać od środka. Eden nie potrafiła przegrywać, więc zwyczajnie tego nie robiła - zamierzała wymierzać ciosy tak długo, aż ostatnie słowo będzie jej. Nawet jeśli stanie się to tylko dlatego, że przeciwnik będzie trupem, po którym przeszła do celu, toteż nie mógł za bardzo odpowiedzieć. Bardzo nie chciała, żeby takim truchłem okazał się niebawem Moody, więc robiła wszystko, co w swojej mocy, by zachować spokój. Nawet ugryzła się w język, czego zwykle nie miała w zwyczaju, powstrzymując się od obdarowania go chamską uwagą w odpowiedzi.
- Ale ja nie odeszłam, prawda? - Sprawnie odwróciła kota ogonem, łapiąc go za słówko. Chciała zwrócić uwagę na swoje mgliste zalety, drzemiące we wnętrzu dobro, które w tym momencie bardziej przypominało fatamorganę niż cokolwiek namacalnego. Cokolwiek, co nie namaluje w głowie Alastora jej obrazu w czarnych barwach. Doskonale wiedziała, że w głębi duszy była złą osobą, ale była gotowa stanąć na rzęsach, żeby jej za taką nie uważał. Uważała to za niedorzeczne, że tak bardzo dbała o jego opinię na swój temat. - Nie jestem jak inni czystokrwiści, nie odeszłam z Ministerstwa, bo na jego czele stoi osoba krwi pośledniej. A więc proszę, nie rób sceny w miejscu publicznym o coś tak błahego - mówiąc to, coraz bardziej zniżała ton głosu, pod koniec brzmiąc bardziej jak matka karcąca niesforne dziecko w sklepie spożywczym, niż osoba, która właściwie była przyczyną całego poruszenia. Rozejrzała się po ludziach zebranych w kawiarni, posłała przepraszające spojrzenie pracownicy za ladą. Nie obchodziła jej ich opinia - robiła to przed Alastorem na pokaz.
- Tak, ja zaczęłam ten temat i ja chcę go skończyć. Lubię bywać alfą i omegą. - Ukradkiem rzuciła towarzyszowi spojrzenie znad rozłożonej gazety, jakby chciała błyskawicznie wybadać grunt. - Poza tym myślałam, że podobają ci się stanowcze kobiety. - Odważyła się na coś pokroju żartu, jednak nie uśmiechnęła się jeszcze, nie chcąc, by obnażone zęby nie zadziałały jak płachta na byka. Wolałaby mieć je wszystkie na miejscu, a nie była pewna, czy widząc zuchwały uśmiech, Alastor nie zdecydowałby się ozdobić go swoją pięścią. Podjęła więc bardzo subtelną próbę pojednania, bo przecież przeprosiny nie przeszłyby jej przez gardło. I miała nadzieję, że Alastor to zauważy. Wszakże nie chciała go stracić, nie w taki sposób.


I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show

~♦~
constant vigilance
I have traveled far beyond the path of reason.
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
wilkołak
zawód
auror
Wysoki na prawie dwa metry, brakuje mu pewnie mniej niż dziesięć centymetrów, ale ciężko to ocenić na oko. O krępej budowie ciała, z szeroką twarzą i wybitymi zębami. Skóra często pokryta bliznami. Krzywy nos, z pewnością kiedyś złamany. Włosy ciemne, oczy też. Nie należy do ludzi, którzy o siebie szczególnie dbają.

Alastor Moody
#6
07.04.2023, 14:34  ✶  
- Niby nie odeszłaś, a i tak zawiało od ciebie tym–

Urwał nagle, gryząc się w język. Bo ta niechęć do kłócenia się była obustronna. Dobrze im się razem pracowało. Lubił ją, nawet bardziej niż wypadało przyznać, nie miał więc żadnego powodu, aby chcieć wejść z nią w jakiś bezcelowy konflikt. Wiele rzeczy mógł przemilczeć, puścić mimo uszu, ale po prostu… nie to, nie Nobby’ego Leacha, nie człowieka, o którym mówiło się, że powinien gryźć piach za sam fakt, że urodził się w rodzinie mugoli. Dla Alastora mógłby się nawet urodzić w rodzinie bandytów – nie to go czyniło kim był, nie – liczyło się to, czego dokonał sam! I tak też chciał oceniać wszystkich innych.

Zakrył usta, opierając łokieć o blat stolika. Ewidentnie zbierał coś w sobie, jakiś wyrzut, układał w głowie słowa, które nie chciały wyjść z niego od razu. Czuł to narastające pomiędzy nimi napięcie, nie potrafił jednak powstrzymać tego, co się w nim kotłowało, chociaż skarciła go, żeby nie robił scen.

- Te bzdury o czystej krwi… Też mi powód do chwalenia się – „od pokoleń moja rodzina ruchała tylko kuzynki, dlatego jestem lepszy od ciebie, ty szlamo” – przedrzeźniał ton osób z, jak to lubiano mówić – „wyższych sfer”. – Powiem to raz, skoro wolisz ten temat urwać w tym miejscu: choćby niebo waliło się nam na głowy, takie gadanie nie będzie dla mnie niczym więcej, niż efektem ubocznym posiadania małego fiuta. Możesz się dla mnie nazywać Eden Malfoy, Eden Trelawney, Eden Cresswell, albo nawet nie mieć nazwiska – zawsze ocenię cię tylko przez to, czego dokonałaś sama. I to samo zrobię z Nobbym Leachem. Pokaż mi dowód tego, że nie jest to stek bzdur wymierzony w człowieka, który nie podpasował tym cholernym dziadom, którzy czują, że młodzi ludzie pierdolą ich staroświeckie poglądy, to przyznam ci rację.

Poczuł, że się przed nią trochę za bardzo obnażył. Nie to, że te poglądy jakoś szczególnie ukrywał, bo raczej niewielu by go skojarzyło z innym podejściem, jeżeli w ogóle ktoś taki by się w Ministerstwie ostał, po prostu… Powiedział to tak szorstko i tak stanowczo, jak nie zwykł w sytuacjach, które tego nie wymagały. No a do tej pory taka sytuacja nie miała pomiędzy nimi miejsca. Nie był złym człowiekiem, nie był tyranem, ale nie posiadał w sobie tego strachu przed mówieniem prawdy, przed bronieniem swoich poglądów i zrobił to znowu. Nie żałował, nie cofnąłby czasu, ale w gardle stanęła mu jakaś gula, no bo to nie był ktokolwiek – to była ona, urokliwa jak zawsze, uśmiechająca się w ten śmieszny sposób, chociaż teraz coś ją przed tym powstrzymywało.

Czy przesadził?

Zawisło pomiędzy nimi tak wiele przykrych emocji, tak wiele żalu, że aż go to zdziwiło, jak dużo mogło zdziałać jedno słowo – szlama. Wszystko posypało się jak kostki domina, ciągnąc za sobą kolejne słowa i… widać po nim było od razu, że się nie czuje z tym wszystkim komfortowo, że nagle unika jej spojrzenia. Pytanie o stanowcze kobiety wywołało w nim to kłujące uczucie rozchodzące się po brzuchu.

- Lubię, ale – bo tutaj musiało znaleźć się jakieś ale – stanowczość nie musi oznaczać trzymania się na siłę idiotycznych koncepcji.

Świadomie i zdecydowanie postawił ich przyjaźni wyraźną linię – granicę wynikającą z różnych (?) światopoglądów. Nie zamierzał już jednak na nią huczeć, powiedział już wszystko, co na ten temat sądził. I wiedział, że nawet jeżeli ostatnie słowo miało należeć do niej, to tej linii nie zmyje. Może ją to zmusi do myślenia, może nie. A może w ogóle się wydurnił teraz niemożebnie i za kilka sekund tego pożałuje, bo tak już trochę z Eden było, ale wciąż – nie pożałuje.

Nigdy nie pożałuje stanięcia w czyjejś obronie. Chciał być bohaterem, zawsze nim będzie.

- Pójdę zapalić na zewnątrz, żeby nie przeszkadzać tej pani z wózkiem. Jak skończysz odpoczywać, to wracaj na patrol.

Oddał jej to ciasteczko. Bez słowa. Kawę wypił tak szybko, że pewnie nawet nie poczuł jej smaku. Kanapkę wziął do ręki i od razu wstał. Odniósł naczynia na miejsce, z którego zabierała je obsługa, zostawiając Malfoy samą – ze swoimi myślami i gazetą. Sam, po zamienieniu jeszcze kilku niezręcznych, ale uprzejmych żartów z dziewczyną, która przyjmowała zamówienia, zgodnie z zapowiedzią wyszedł na zewnątrz. Kiedy Eden wyszła z kawiarni, Moody stał oparty o kremową fasadę po lewej stronie. Była to kamienica pozbawiona witryn sklepowych, czysto mieszkalny budynek. Dopalał właśnie swojego obrzydliwego, śmierdzącego papierosa, o którym można było powiedzieć wiele złego, oprócz tego, że nie przyniósł nic dobrego – bo przyniósł mu spokój. Na jego twarzy nie było już żadnych zmarszczek od zdziwienia i irytacji. Odprężony, chociaż wciąż niepewny tego, gdzie zaprowadziła ich ta rozmowa, przywitał ją skinięciem głowy. I uśmiechem. Delikatnym, dla niektórych pewnie niezauważalnym. Nie wynikało to jednak z kłótni, jaka odbyła się przed chwilą. To nie była mina Moody’ego, który był zawiedziony. To był Moody gotowy do pracy.


fear is the mind-killer.
prodigal daughter
I knew one day I'd have to watch powerful men burn the world down
I just didn't expect them to be
such losers
wiek
31
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
landlord, ex-auror
Wysoka na 175cm, jasnowłosa zjawa. Jest niezwykle szczupła, wręcz na granicy chorobliwości; lekko zapadnięte policzki ukrywa dobrze dobranym makijażem, którego nieodłączną częścią są usta pomalowane czerwoną szminką. Włosy ma proste i długie, sięgające lędźwi, zwykle nosi je rozpuszczone. Zawsze bardzo elegancko ubrana, najczęściej w stonowane barwy - nie jest zwolenniczką jaskrawych odcieni i mieszania kolorów. Nie lubi też przepychu; widać, że nie szczędzi pieniędzy na dobrej jakości ubiór, lecz nie obwiesza się biżuterią i tym podobnym. Porusza się bardzo zgrabnie, ale pewnie. Zawsze patrzy ludziom prosto w oczy podczas rozmowy, mając przy tym ciemne, przenikliwe spojrzenie. Zwykle mówi w bardzo spokojnym, niskim, nieco zachrypniętym tonie. Ma bardzo przejrzysty akcent, wyraźnie wymawia słowa, po sposobie mowy słychać, że to ktoś z dobrego domu, ktoś świetnie wykształcony.

Eden Lestrange
#7
09.04.2023, 00:20  ✶  
Nie chciała się z nim kłócić, nie o coś tak błahego. Nobby Leach obchodził ją tyle, co zeszłoroczny śnieg, a więc nie mogła zrozumieć, jak mógł się stać kością niezgody leżącą pomiędzy nimi w tej chwili.
Nie chciała dawać obecnemu Ministrowi żadnych szans. Nie była altruistką, nie zależało jej na graniu fair. Jedyna wartość, jaką kierowała się w ocenie człowieka było to, jak wiele mógł przynieść jej korzyści. Póki co jedynie przysporzył jej samych zmartwień, naruszając święty status quo, zamieniając jej ojca w zgrzędliwego choleryka, a także pozbawiając ją wygodnego statusu córki najważniejszego człowieka po tej stronie Pokątnej. Nie wspominając już, że swoim jestestwem doprowadził do kłótni pomiędzy nią a Alastorem.
Jeśli chodziło o Eden, Nobby Leach równie dobrze mógł gryźć piach.
Niemniej, w przeciwieństwie do Moody'ego, nie zdecydowała się stawać w obronie własnych wartości na głos. Po pierwsze dlatego, że zbyt wiele razy ugryzła się dziś w język i obawiała się, że zgromadzona w ten sposób krew w jej ustach poplamiłaby jej ubrania, gdyby nagle je otworzyła. Po drugie doskonale zdawała sobie sprawę, że te wartości nawet nie należą do niej. Były spadkiem po ojcu, który otrzymał je od swojego ojca, a ten od swojego. Światopoglądowe perpetuum mobile było ich skarbem rodowym. To rodzinne brzemię, którego nikt od wieków nie ośmielił się zrzucić z bark. Czemu miała stawać w obronie czegoś, pod czym nie mogła się podpisać? Czemu miała toczyć walkę w wojnie, której nawet nie rozpoczęła?
Po trzecie - lata doświadczeń nauczyły Eden, by nie wchodzić w słowo rozgoryczonym mężczyznom. To nie był pierwszy, ani zdecydowanie ostatni raz, kiedy ktoś podnosił na nią głos przy stole, bo postanowiła wygłosić swoją opinię. Nie po raz pierwszy patrzyła pustym spojrzeniem w czyjąś wygiętą w złości twarz, bezowocnie próbując wytłumić karcące słowa skierowane w jej kierunku. Z autopsji wiedziała, że nieważne, co w tym momencie powie, nie zmieni tym faktu, że powiedziała coś, co mu się nie spodobało. Nie zmieni jego niezadowolenia, nie sprawi, że będzie mniej zawiedziony.
Upiła łyk kawy w milczeniu.
Zawisła między nimi grobowa cisza, której nie raczyła zabić słowami. Przerwał ją jedynie szelest gazety, którą złożyła równiutko, przesunęła na bok, a następnie w jej miejsce przełożyła talerzyk z rogalikiem, którego właśnie miała zamiar dokończyć.
Posłała Alastorowi badawcze spojrzenie, jakby niemo chciała zapytać "skończyłeś już?". Wcześniej czuła wyrzuty sumienia związane ze swoim niewłaściwym doborem słów, jednak wyzbyła się wszystkich, gdy usłyszała stek niepochlebnych epitetów na temat osób czystej krwi. Podobno dyskryminacja na tle czystości krwi jest nieprzyzwoita, niby stereotypy są krzywdzące, ale jego uprzedzenie przemawiało przez niego jak alfabet Braille'a. Dało się od ręki wyczuć, że wcale nie był lepszy, po prostu znalazł się po przeciwnej stronie barykady.
- Szerokiej drogi - powiedziała wreszcie, kiedy oświadczył, że wyjdzie zapalić. Poczekała, aż odniesie naczynia, lecz ona już po sobie nie posprzątała, kiedy mozolnie skończyła jeść. Nie spieszyła się, dając mu czas na pobicie się z własnymi myślami. Szczerze liczyła, że dostanie wpierdol.
Wyszła wreszcie z kawiarni. Z marynarką zarzuconą na ramiona oraz tym nieszczęsnym ciasteczkiem w ręce.
- Zapomniałeś je zabrać, kasjerka była niepocieszona - oświadczyła beznamiętnie, wciskając mu wypiek, czy tego chciał czy nie. - A teraz chodźmy już, bo wciąż mamy robotę do skończenia, a ja nie chcę spóźnić się na comiesięczne ruchanie kuzynów - dodała z goryczą w głosie, lecz twarz miała niewzruszoną. Założyła ramiona na piersi i ruszyła przed siebie, licząc, że Moody ją dogoni. Albo i nie. Im szybciej opuści dzisiaj jego towarzystwo, tym najwyraźniej lepiej.


I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show

~♦~
constant vigilance
I have traveled far beyond the path of reason.
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
wilkołak
zawód
auror
Wysoki na prawie dwa metry, brakuje mu pewnie mniej niż dziesięć centymetrów, ale ciężko to ocenić na oko. O krępej budowie ciała, z szeroką twarzą i wybitymi zębami. Skóra często pokryta bliznami. Krzywy nos, z pewnością kiedyś złamany. Włosy ciemne, oczy też. Nie należy do ludzi, którzy o siebie szczególnie dbają.

Alastor Moody
#8
10.04.2023, 17:55  ✶  
Bił się z myślami, ale raczej nie w taki sposób, w jaki by tego oczekiwała. Mógł być dobrym człowiekiem, ale nie był człowiekiem idealnym – szorstkość i opryskliwość nie były mu szczególnie obce, a refleksje nad doborem słów, nawet jeżeli istniały, nie sprawiały wcale, że próbował naprawiać takie rzeczy w sposób werbalny.

Nieprzyjęcie tego ciasteczka, dla Moody’ego było trochę jak nieprzyjęcie przeprosin. Powinien pewnie użyć słów, wydusić z siebie coś, żeby załagodzić tę ścianę milczenia, która stanęła pomiędzy nimi po sprzeczce „o nic”, ale nie zrobił tego. Był zbyt dumny i zbyt pewny słuszności strony barykady, którą obrał już w dzieciństwie, żeby żałować tego, co powiedział. Nie zamierzał jednak udawać. Ani tego, że ta rozmowa nie miała miejsca, ani tego, że nie wyczuł pomiędzy nimi napięcia.

- Hm – rzucił, odbierając to ciastko bez choćby cienia wstydu. – Chciałem ci nim osłodzić falę gorzkich słów – wyjaśnił, ale ciastko najzwyczajniej w świecie zjadł. Miała wystarczająco dużo czasu, żeby przemyśleć zjedzenie go w kawiarni. – Powodzenia z kuzynami, skoro taki jest twój wybór.

Nic więcej na ten temat już dzisiaj nie powiedział.

Koniec sesji


fear is the mind-killer.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alastor Moody (2165), Eden Lestrange (2340)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa