• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic Ministerstwo Magii v
« Wstecz 1 2 3
[12 Kwietnia 1972] Interesy pomiędzy rodzinami | Nicholas X Cynthia

[12 Kwietnia 1972] Interesy pomiędzy rodzinami | Nicholas X Cynthia
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#11
09.07.2023, 22:22  ✶  
Konstrukcja świata oraz funkcjonowanie społeczeństwa zmieniały się, nie stawiano już na indywidualne talenty, fantastyczne zainteresowania. Cynthia uważała, że teraz nastała głupia moda na zlewanie się z grupą społeczną, do której się przynależało. Każde odstępstwo od normy — dziwny akcent, nadwaga, orientacja seksualna, zainteresowania lub też krój noszonych ubrań sprawiały, że wytykano palcami, śmiano się w najlepsze i już nie było dla Ciebie miejsca w tej najlepszej, śmietankowej socjecie magicznej. A to było niekorzystne. Noszenie masek było więc wskazane, ludzie chowali za nimi coraz więcej swoich sekretów lub sympatii, nie chcąc narażać się na odstawanie lub wykluczenie. Tak było bezpieczniej, przyznałaby Nicholasowi rację. Poza chęcią lawirowania w społeczeństwie ludzi pchała zazdrość, chciwość oraz bezkres pożądania. Może nawet warto było nawiązać do grzechów głównych z jednej z popularniejszych religii? Wykorzystywano słabości, koneksję, wbijano noże w plecy — robiono absolutnie wszystko, aby mieć więcej i być wyżej, aby być kimś. Szkoda tylko, że tracili przy tym samych siebie. Sztuką więc było noszenie masek, ale i niezgubienie swojej osobowości. Czasem nawet przy rodzinie oraz przyjaciołach ciężko było odsłonić wszystkie karty, dać tak wielki kredyt zaufania w tak niepewnych czasach, jakie nadeszły. Widząc jednak, że Nicholas nie miał niczego do stracenia, uznałaby go za człowieka niebezpiecznego, bo tacy właśnie nie mieli absolutnie żadnych skrupułów i zahamowań.
Zamykając drzwi, uśmiechnęła się jedynie pod nosem, ruszając w stronę prosektorium.

Los bywał przewrotny, stawiał na swoich drogach ludzi, o których wcale nie prosiliśmy. Cynthia była kobietą mądrą, nieumiejącą haftować i grać na harfie, ale mającą za sobą pełne wykształcenie uzdrowicielskie wraz z kilkoma kursami oraz krótkim stażem w Mungu, oraz w Nowym Orleanie, gdzie miała okazję przebywać na normalnych oddziałach, zanim pochłonęły ją tajniki sekcji zwłok. Była więc wyczulona, umiała zaobserwować zmiany natury fizycznej lub takie występujące w zachowaniu drugiego człowieka, wiążąc je z konkretnymi schorzeniami, mimowolnie wysuwając diagnozę. Strażnik z ich piętra na przykład pił za dużo, jego wątroba przestała dawno się regenerować, a i nerki zaczynały odmawiać mu posłuszeństwa, wpływając na jego wygląd oraz pracę. Był spuchnięty, a dodatkowo nabrzmiałe kostki mogły wskazywać na problemy krążeniowe. Jerry był jednak człowiekiem, który chował galeony pod dywan i nie kwapił się do wizyty w Mungu, co wymagałoby wzięcia dnia wolnego, czekając na coroczne badania, na które wysyłano ich z Ministerstwa. Cyna nie była tylko pewna, czy dotrwa.
Nic więc dziwnego, że już w gabinecie coś w Yaxleyu się jej nie spodobało. Był słaby, jego oddech momentami płytki, a na szyi niepewnie pulsowała jedna z żył, skłaniając ją do myślenia o pojawiających się palpitacjach serca. Jaka to mogła być przypadłość? Miała zbyt mało danych, aby stwierdzić dokładnie.
Odłożyła rzeczy, podnosząc na niego wzrok. Powolnie przesunęła jasnymi tęczówkami po jego sylwetce, nieco dłużej zatrzymując się na szyi, a następnie w okolicach ustach. Westchnęła ciężko, jej zwykle życzliwa i niewinna twarz zmieniła wyraz, nabierając odrobiny dystansu, może chłodu. Złapała jednak za kopertę.
- Jest Pan słowny, rozumiem. I dziękuje w imieniu ojca, dostarczę mu to od razu po pracy, aczkolwiek nalegam, aby Pan usiadł, napił się herbaty. - przerwała na chwilę, a jej wzrok powędrował na szkarłatną ciecz, która uciekła mu z nosa. Wolną dłonią otworzyła szufladę, wyjmując chusteczkę i wręczając ją mężczyźnie. - Teleportacja pogorszy sprawę, nie dotrze Pan do domu i może nastąpić rozszczepienie przez problemy z koncentracją. Kominek natomiast zwiększy ciśnienie, serce zacznie mocniej bić i może Pan zemdleć, Panie Yaxley.
Mówiła ze spokojem, bez cienia kpiny lub współczucia, po prostu przedstawiała mu możliwe scenariusze, które mogły pojawić się, jeśli jej nie posłucha.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#12
11.07.2023, 19:06  ✶  

Dorastając w czystokrwistej rodzinie czarodziejów. Obserwując otoczenie, świat i ludzi, można było wyciągać wnioski, w jakich czasach się żyje i jak się wszystko zmienia. Opowieści ojca, dyscyplina matki, ukształtowały Nicholasa na odpowiedniego dziedzica rodziny, który po ojcu mógłby przejść interesy oraz spłodzić dziedzica. Gdy nie był już jedynakiem, a na świat przyszło jego rodzeństwo. Państwo Yaxley nie musieli się przejmować przyszłością ich rodu. Nicholas z obserwacji i zebranego dotychczas doświadczenia, uznał że nie należy do niczego i nikogo przywiązywać się jakimikolwiek uczuciami. Nie było w nim żadnego smutku czy radości. Miłości i ciepła. Nie ulegał, bywał nieustępliwy. Miał swoje racje. Jeżeli dla kogoś wydawał się być niebezpieczny, to lepiej dla niego, aby nie wchodził mu w drogę. Im większy dystans, bezpieczniej dla tej osoby.

Do biura panny Flint przybył tylko w celu dostarczenia dokumentów. Nie spodziewał się usłyszeć od niej uwag lekarskich. Był zaskoczony jej słowami, choć nie okazywał za bardzo po sobie. Kiedy dziewczyna odebrała od niego dokumenty, on z kolei od niej chusteczkę. Przyłożył do nosa, ścierając krew, po czym spojrzał na zabrudzony materiał. Przeklął w myślach, że aż tak widać po nim jak stan choroby się uwidocznił. Flint trafnie oceniła jego wygląd od strony medycznej, zauważając więcej niż przeciętny pracownik Ministerstwa. Takie oczywiste rzeczy, jak teleportacja czy podróż przez kominek w takim stanie, nie była dla niego wskazana. Nicholas doskonale o tym wiedział, ale nie był osobą, która chwali się chorobą. Wiedzą Ci, co powinni wiedzieć. Nie chciał litości ani współczucia. To by oznaczało, że jest słaby.

- Jestem pod wrażeniem analizy medycznej, przez spojrzenie na drugą osobę. Zapewniam, że nie zamierzam użyć teleportacji ani kominka.
Tymi słowami chciał uspokoić Cynthię i zdusić jej nalegania, aby odpuściła. Po co chciała go przetrzymywać w burze, oferując herbatę? Wykorzystując jeszcze fakt, że choroba mu się odezwała.
Organizm jednak zmusił go do chwycenia za oparcie krzesła, jako podparcia. Przyłożył chusteczkę do nosa, gdyż krew znów spłynęła. Westchnął z rezygnacją przymykając powieki. Wygrała. Zgodnie z jej zaleceniem, usiadł na wolnym krześle. Przecenił swoje możliwości? Może gdyby nie przesiadywał dodatkowych godzin w pracy a od razu udał do swojego mieszkania, nawrót choroby nie miałby miejsca tutaj.
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#13
12.07.2023, 21:46  ✶  
Miał szczęście być mężczyzną w świecie, który ich faworyzował i poza obowiązkiem przedłużenia rodu, mógł robić właściwie to, na co miał ochotę. Był pierworodnym, oczkiem w głowie — jak się Cynthi wydawało — rodziców. Kobiety były natomiast kartą przetargową, musiały zostać jak najlepiej wżenione, aby przynieść korzyść obu rodzinom i zwiększyć potencjał magiczny, a potem już zająć się domem oraz haftowaniem. Mnóstwo czynników składało się na posiadanie opinii dobrej kandydatki, która mogłaby zostać rozpatrzona przez najpotężniejszych przedstawicieli skorowidza, bo czystokrwiści i szanujący się czarodzieje poza niego raczej nie spoglądali. Śmierć Edwarda dała jej trochę czasu, mogła skupić się na nauce oraz karierze, unikała i zwodziła tematu, ale doskonale wiedziała, że prędzej czy później ojciec oznajmi jej, że znalazł odpowiedniego jegomościa. I na nic zda się fakt, że była córeczką tatusia, ulubienicą — w tej całej grze chodziło przecież o coś więcej. O historie, legendę, dbanie o tradycję i wykluczanie mugoli ze swojej linii, ot co. Z biegiem lat zobojętniała, nauczyła się dostosowywać i zmieniać maski, a prawdziwa Cyna.. Cóż, kto wie, jaka właściwie była? Czasem miała wrażenie, że już zapomniała.
Lata praktyki i obcowania z ludźmi, wykształcenie sprawiły, że zauważenie złego samopoczucia u mężczyzny nie stanowiło dla niej żadnego problemu. I mógł się kłócić, dyskutować lub odmówić — jego wola, ona ze względu na swoją normalną relację z Theonem oraz sympatię między ich rodzinami, chciała po prostu oszczędzić mu kłopotu. Mężczyzna taki, jak Nicholas z pewnością nie życzył sobie współczucia lub podejrzenia o słabość, a tym mogłoby się skończyć opuszczenie jej prosektorium, o czym świadczyła barwiąca skórę krew. Ojciec zawsze mówił, że Yaxleyowie są po jednej stronie barykady z Flintami, tego więc się trzymała.
Odłożyła papiery na bok, zaraz przy skończonym raporcie. Przekręciła głowę na bok na jego słowa, kiwając jedynie delikatnie w ramach podziękowania, zupełnie ich nie komentując. Nie sprawiał wrażenia chętnego wejścia w żadną relację, a blondynka nie była typem narzucającego się drugiej osobie człowieka. Zresztą, nadal nie zdecydowała, która z masek będzie odpowiednia przy tej konwersacji.
- To Pana decyzja, a jest Pan mądrym człowiekiem. - powiedziała jedynie, pozwalając sobie na delikatne wzruszenie ramion. Nie chodziło o samą herbatę, zamierzała postawić go na nogi na tyle, aby nikt, kogo mógłby spotkać po drodze nie zwrócił uwagi na bladość jego skóry, płytkość oddechu, drgające na szyi żyły lub okazjonalnie pojawiające się kropelki potu na skroniach. Tworzył wizerunek perfekcyjnego, ale chłodnego i pełnego dystansu przedstawiciela departamentu tajemnic, a więc tego należało się trzymać.
- Nikt już tutaj nie przyjdzie. - zaczęła wstając, jakby chciała go uspokoić, że tylko ona będzie świadkiem ataku jego przypadłości. Ruszyła w stronę czajnika, chcąc zagotować wody. Przygotowała również filiżankę, ale oprócz niej z szafki zamykanej na kluczyk, do której poszła do ich kanciapy, podpisanej inicjałami "C.F", wyjęła niewielką fiolkę. Odgłos obcasów rozniósł się echem po pustym i wysokim pomieszczeniu kostnicy, gdy dziewczyna stanęła obok Nicholasa i odstawiła fiolkę na stół. - Mogę? - zapytała jedynie, a gdy ten przytaknął i tylko wtedy, pchnęła go delikatnie na fotel, odchylając nieco głowę do tyłu. Spojrzała w błękitne oczy, palcami przyłożonymi do szyi w odpowiednim miejscu sprawdziła rytm uderzeń serca, a także przysłuchiwała się temu, jak oddychał. Wyjęła mu z rąk chusteczkę, przecierając ze skóry czerwone zabarwienie. - Jest Pan przemęczony, za długo Pan również siedział — był Pan dziś na zewnątrz? - cofnęła się, prostując i zwiększając dystans między nimi, obdarzyła go jeszcze pociągłym spojrzeniem, zanim ruszyła w kierunku gwiżdżącego czajnika. Miała tu mnóstwo herbat, ale i ziół, których odpowiedniej mieszanki szukała w pojemniczkach, wahając ich zawartość, a nie tylko sprawdzając etykiety.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#14
16.07.2023, 10:51  ✶  

Innego życia Yaxley sobie nie wyobrażał, gdyby nie urodził się w wystarczająco zamożnej rodzinie i w dodatku, krwi czystej czarodziei. Znanej nie tylko z nazwiska, ale i doświadczenia, pracy i osiągnięć przez rodziców. Życie w biedzie było dla niego odrzucające. Być może dałby sobie radę, ale nie wyobrażał sobie żyć inaczej niż obecnie. Rodzicom zawdzięcza wiele, że go odpowiednio wychowali, oraz przekazali swoją wiedzę. A on może dalej się rozwijać w swoich kierunkach. Pamiętał o swoich rodzinnych obowiązkach, ale nie ze wszystkim się spieszył.

Cynthia swoim spojrzeniem medyka, bezbłędnie oceniła obecny stan zdrowia Nicholasa, który chcąc nie chcąc, musiał zgodzić się na jej ofertę wypicia herbaty. Może gdyby go nie zatrzymywała, zdążyłby wrócić do siebie? Trasa nie byłaby szybka, biorąc pod uwagę jej wcześniejsze słowa, że teleportacja oraz kominek z proszkiem Fiuu mogą mu bardziej zaszkodzić. Nie mógł sobie pozwolić na ryzyko. Kiedy zapytała, czy może go obejrzeć, zmierzyć puls, skinął głową w zgodzie bez słowa. Jej opinia odnośnie jego obecnego stanu zdrowia, wykazywała przemęczenie. Mogło się zgadzać, gdyż siedział i dzisiaj po godzinach pracy. To nie był pierwszy raz, kiedy brał na siebie zbyt wiele. Praca była dla niego ważna, ale może nie najważniejsza, biorąc pod uwagę także udzielanie się w organizacjach. Czy miał czas dla siebie? Czy gdyby założył rodzinę, miałby dla nich czas?

- Nie byłem.
Przyznał szczerze, nie kryjąc się z tym. Być może chcąc pozostać przy tej diagnozie medycznej, nie zdradzając się z prawdziwą chorobą. Wyjątkowo dzisiaj, nie wychodził z Ministerstwa. Jak przyszedł do biura, tak pozostał w nim i pracował, robiąc przerwę na zwyczajne ludzkie potrzeby. Kobieta nie miała pojęcia o jego chorobie genetycznej, jeżeli nikt z jego rodziny Flintom o tym nie wspominał. Może niech tak zostanie? Problem w tym, że w jego przypadku herbata mogłaby nie bardzo pomóc. Mieć nadzieję, że chociaż na tyle, aby mógł wrócić do siebie.
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#15
18.07.2023, 22:10  ✶  
Mieli wygodne życie, niezależnie z jakim piętnem i jakimi obowiązkami, bo faktycznie, gdy nazwisko Czarodzieja widniało w skorowidzu, znajdując się po tej bardziej szanowanej stronie, żyło się czasem, niczym te pączki w lukrze, które sprzedawano w tutejszej kawiarni. Wiele im wybaczano, ich prezencja wywoływała zwykle poruszenie, wśród zwykłych czarodziejów lub mieszańców, uchodzili za elitę, mogąc pozwolić sobie na dyktowanie warunków. Owszem, oznaczało to, że musieli się pilnować, zarówno ze słowami, jak i z czynami, ale czy nawet jeśli coś przeskrobali, to czy koneksje, znajomości i przede wszystkim pieniądze, nie ratowały im skóry oraz reputacji? Wszystko to było słodko-gorzkie.
Nie wyglądał na zachwyconego jej interwencją, a przede wszystkim oceną, co wcale blondynki nie zaskoczyło, wszak na pierwszy rzut oka było widać, jak Nicholas gardzi okazywaniem jakiejkolwiek słabości oraz pokazywaniem prawdziwej twarzy, co sprawiało, że w pewnych kwestiach mogli być do siebie nawet podobni. Miała chłodne palce, które bez cienia zawstydzenia wędrowały czy to po szyi, czy przy skroniach, sprawdzając najważniejsze parametry i mierząc niezbyt stabilny, rozchwiany wręcz puls. Problemy związane z sercem należały do tych, których bagatelizować się nie powinno, nawet jeśli nie chciało się o nich głośno mówić. Bez dokładniejszych informacji, nie mogła zrobić nic więcej, zrzucając to głównie na przemęczenie, nie chcąc snuć hipotez oraz domysłów, które mogłyby Yaxleya urazić. Twarz miał bladą, skórę pod nosem wciąż zaczerwienioną od wcześniejszego wycierania chusteczką, a na białkach oczu jawiły się czerwone żyłki. Jak na przyszłą głowę rodu, niezbyt o siebie dbał.
- Rozumiem. - odparła równie krótko na jego słowa, przenosząc na chwilę spojrzenie uprzednio wędrujące gdzieś po jego twarzy, wprost na niebieskie tęczówki. Oddanie pracy oraz brak czasu również by zrozumiała, wolała po stokroć przesiadywać przy swoich trupach, badając przyczyny ich śmierci, niż haftować na popołudniowej herbatce z młodymi pannami oraz swoim kuzynostwem. Castiel wciąż podróżował, a jej ojca więcej nie było, niż był, stąd też Cynthia przywykła do ciszy oraz samotności, którą prosektorium — zwłaszcza po godzinach, również jej ofiarowało.
Wybrała odpowiednią mieszankę ziół, dodała nawet kilka kropel eliksiru wzmacniającego, który miała przy sobie, zajmując się alchemią hobbistycznie. Zakryła spodkiem filiżanki, przenosząc je następnie na biurko, gdzie postawiła jedną przed siedzącym Nicholasem, drugą przy swoim krześle. Uprzątnęła kilka papierów z blatu, doprowadzając miejsce pracy do porządku — miała chyba najczyściej ze wszystkich, wszystko tkwiło schowane lub posortowane, a zbędne bibeloty chowała w szufladach. Zasiadła, zakładając nogę na nogę i wyprostowała plecy, podnosząc na niego wzrok. - Musi się parzyć dwie lub trzy minuty, zależnie od Pana preferencji smakowych. Mieszanka powinna obniżyć ciśnienie, uspokoić bicie serca, a kilka kropel eliksiru wzmacniającego postawi Pana na nogi, przynajmniej chwilowo. Jest tam również dodatek ashwagadny, doda energii i rozjaśni umysł, ale nie zakłóci rytmu serca oraz oddechu.
Odrobinę wyjaśniła mu zawartość jego filiżanki, której aromat był dość intensywny, nawet zakryty talerzykiem. Przypomniała sobie o ciastkach, których zapomniała zabrać, sięgając po jasną, srebrnawą różdżkę i przywołała je jednym machnięciem, unosząc wieczko. - Kupiłam rogaliki rano, jedne są z konfiturą z dodatkiem hibiskusa, a drugie z kremem czekoladowym lub waniliowym, zmienia się co jakiś czas. To jakaś nowość, niech Pan skosztuje.
Zachęciła go z tym swoim wyuczonym, niewinnym uśmiechem, starając się jak najlepiej dostosować do odgrywanej przez nią roli.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#16
20.07.2023, 21:59  ✶  

Warto także wspomnieć o tym, że w tak szanowanych rodzinach, dzieci i młodzież miała prawie wszystko i niczego im nie brakowało. W przeciwieństwie to tych biedniejszych rodzin, czy rodów. Prawdą było, że wiele im odpuszczano, o ile nie było to nic za bardzo poważnego. Pieniądz, znajomości, tego brakowało niższej hierarchii społeczności czarodziei. Bez tego nie można było daleko zajść, jak się marzyło.

Mężczyzna nie krył się z tym, jak bardzo nie na rękę mu okazywanie swojej słabości, że musiał pozwolić kobiecie, na "przebadanie" się wstępnie ze swojego obecnego stanu zdrowia. Co innego, gdyby to miejsce miało w szpitalu Św. Munga. Ale byli właśnie w jej gabinecie. Cynthia zdawała się znać na podstawach medycyny, to z jednej strony było wspaniałe. Pomocne też przy jej pracy na stanowisku koronera, gdzie wiedza biologiczna też jest potrzebna w innym stopniu.

W takim stanie Nicholas nie był zbytnio rozmowny, ale przyznał się, udzielając odpowiedzi na pytanie, że nie wychodził na zewnątrz dzisiejszego dnia. Nie mając innych obowiązków, czarodziej oddawał się pracy, aby jak najlepiej wypaść nie tylko w oczach rodziny, ale przełożonych. Po to, aby móc awansować wyżej. Żeby jego praca była doceniana jak i zebrane doświadczenie oraz umiejętności. Drugie życie też dawało mu w kość, o czym niemal nikt nie wiedział, co jeszcze mógł porabiać Nicholas, przepracowując się.

Chusteczka prawdopodobnie nie wróciła do jego dłoni, gdyż też nie była jego własnością, więc wyjął swoją, aby przyłożyć do nosa i sprawdzić, czy krew nadal leciała. Spojrzał na zabrudzony materiał i przyłożył ją do nosa ponownie. Obserwował i nasłuchiwał krzątanie się czarownicy po pomieszczeniu, która przedstawiła po chwili instrukcję parzenia się herbaty, jaką przygotowała. Westchnął cicho, jakby na prawdę było to dla niego bardzo interesujące, choć nie było. Najgorzej, że będzie musiał przeczekać, aż gorący napar zaparzy się i ostygnie, aby mógł go spożyć. Czy nie lepiej byłoby przygotować go szybciej za pomocą magii? To tylko dwa machnięcia różdżką.
Ta obawa, o pozostaniu dłużej w gabinecie, pojawiła w momencie, kiedy panna Flint wspomniała o rogalikach.

- Dziękuję, ale nie skosztuję.
Odmówił z kulturą. Gestem wolnej dłoni odmawiając. Drugą wciąż przytrzymywał chusteczkę przy nosie. Nie było mu w tej chwili wesoło, więc nie odwzajemniał uśmiechu.
- Dlaczego Koroner? Z wiedzą medyczną, mogłabyś dobrze pracować w Mungu.
Zapytał, jakby próbował zmienić temat. Poznać ją lepiej? W planie było połączenie ich rodzin. Zdawał sobie sprawę z tego pytanie może też być zwrotne w jego stronę, dlatego uważnie dobierał temat na rozmowę. I tak musiał czekać, aż herbata się zaparzy i ostygnie.
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#17
23.07.2023, 22:28  ✶  
Reguły panujące w społeczeństwie były dość jasne i przy tym sztywne, dodatkowo nikt nie chciał sobie robić wrogów wśród ludzi wpływowych oraz ważnych. Czystokrwisty zawsze będzie postrzegany lepiej niż mieszaniec, niezależnie od jego sytuacji. Na jednym z przyjęć, ktoś kiedyś powiedział, że to właśnie oni są najsilniejszymi i najjaśniejszymi, najpiękniejszymi klejnotami magicznego dziedzictwa. Najlepszymi. Nie miała pojęcia, dlaczego akurat te słowa zostały jej w głowie, ale czasem wracała do nich mimowolnie, gdy wieczory zdawały się ciągnąć w nieskończoność.
Czy to nie słabości i ich przezwyciężanie sprawiało, że można było nazwać się silnym? Cynthia badała go w skupieniu, milcząc, chłodnymi palcami i dotykając delikatnie, upewniała się, że Yaxley jej nie zemdleje w gabinecie. Nie postrzegała choroby jako powodu do współczucia, ot, jakby była zupełnie przeciętnym katarem, cokolwiek mu nie było. Nie chciała, aby czuł się niekomfortowo. Działała więc sprawnie, nie zadawała wielu pytań i ze spokojem odwzajemniała spojrzenie jasnych oczu, jeśli ich tęczówki miały już okazję na siebie wpaść. Była w stanie zrozumieć ambicje, która popychała do pracoholizmu. Chęć awansu, mknięcia wyżej po drabince urzędowej, ale i społecznej. Ludzie ślepo biegli za władzą, majątkiem oraz wpływami. Sama też tak trochę robiła, ale jej kroki stawiane były w zupełnie innym celu, albowiem blondynka chciała ścierać się z samą śmiercią, rozwikłać jej tajemnice, wyszarpać wszystkie sekrety ludzkiego ciała. Osiągnąć mistrzostwo w swojej ukrytej pasji. Władając martwymi, żywi nie stanowili wyzwania. Bezgłośne westchnienie uciekło spomiędzy jej warg.
Niezależnie od okoliczności, grała dalej, musiała zachować pozory. Przybrała więc twarz niewinną, odrobinę okraszoną słodyczom. Oh, jakie to było upierdliwe, ale do jej typu urody, takie coś pasowało najlepiej. Gdyby zachowywała się, jak na Królową Lodu przystało, nie przyniosłoby to żadnych korzyści.
- Rozumiem. - wzruszyła ramionami na jego odmowę, przenosząc wzrok z jego twarzy na swoją filiżankę, wciąż zakrytą talerzykiem. Sama nie odmówiła sobie rogalika, przypominając sobie, że od śniadania południa nic nie jadła, a odrobina cukru sprawi, że jej ciało, jak i umysł będą pracowały wydajniej. Nie chciała pozwolić sobie na żadne błędy, nie bez powodu była ulubienicą Lycoris i mogła pracować z Williamem. Magia rozleniwiała, a zioła lepiej działały przygotowane ręcznie — zawsze powtarzała jej tak matka, gdy jeszcze żyła, wszak zajmowała się alchemią. Nie komentowała trzymanej przez niego chusteczki, nic więcej nie mogła poradzić, dopóki nie chciał zdradzić jej szczegółów dotyczących przypadłości. Jego pytanie odrobinę zbiło ją z tropu, zupełnie nie spodziewała się prób podjęcia konwersacji przez niego. Przekręciła głowę, wbijając w niego wzrok. Jasny kosmyk spłynął do przodu, muskając policzek, mieniąc się srebrem w blasku kandelabru tkwiącego na ścianie. Co miała odpowiedzieć? Które słowa byłyby właściwie? Cynthia zaśmiała się pod nosem, parsknęła właściwie, przymykając na chwilę oczy, a potem wzruszyła ramionami, rozglądając się po pomieszczeniu prosektorium. Odruchy miała tak wyuczone, że wydawały się naturalne, jakby mówiła szczerze i prosto z serca.
- Schlebia mi Pan, Panie Yaxley. - zaczęła uprzejmie, odchylając się nieco, aby oprzeć wygodnie plecy o krzesło. Jej czerwone paznokcie w odruchu bezwarunkowym stuknęły w kolano, wprawiając w ruch materiał odzienia. Miała taki głupi nawyk, nad którym zupełnie zdawała się nie panować i który tak głęboko wpisał się w jej sposób bycia, że przypominał mruganie — zapominał człowiek, że to robił. - To chyba kwestia zagadek, powiem Panu szczerze. Znacznie więcej ich w śmierci niż uzdrawianiu. Poza tym to spokojniejsza praca, chociaż społeczeństwo niezbyt przychylnie na nią spogląda. Czy nie jest podobnie z pracownikami Pana Departamentu?
Zapytała wciąż grzecznie, chcąc kontynuować rozmowę, którą sam zresztą podjął. Zdjęła talerzyk z filiżanki, a czując intensywny aromat ziół, uśmiechnęła się pod nosem, łapiąc naczynie za uszko i przysuwając do ust. Dmuchnęła kilka razy, robiąc niewielki łyk. Prawda była taka, że jego dział w Ministerstwie wzbudzał chyba najwięcej plotek oraz podejrzeń, ludzie nie umieli zrozumieć zasad w nim panujących i tego, czym zajmowali się pracownicy. Nawet Pani z recepcji zdawała się czasem zerkać ze strachem w ich kierunku.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#18
26.07.2023, 13:27  ✶  

Słowa, jakie wracają do Cynthii, mówiące o wspaniałości krwi czystej czarodziei, bywają niekiedy ratunkiem w sytuacjach, trudnych do zniesienia. Choćby przebywając wśród niższej czarodziejskiej klasy społecznej, w otoczeniu mugoli czy mugolaków. Trudnych warunków przetrwania, gdzie nie ma czystości i luksusu. Warto doceniać to, kim się jest, że ma wszystko o czym inni mogą pomarzyć. Można im to oferować, albo zabrać. Nie każdemu pisane jest życie takie, jakie mają oni. Czarodzieje, urodzeni czystej krwi. Jest to najcenniejsze, co można posiadać. Dzięki temu jesteś docenianym, szanowanym. Musimy tylko dbać o to, aby mówiono o nas tak, jak chcemy.

Mężczyzna nie poczęstował się oferowanym rogalikiem, gdyż teraz na głowie miał inne zmartwienie. Jeżeli nie wróci do domu, aby wziąć eliksir, może być gorzej. Błąd zrobił, że przyszedł od razu z teczką do niej, a nie od razu do siebie. Gdyby wziął lek, mógł później wrócić i dostarczyć dokumenty, albo zostawić jej wiadomość, że jutro będzie mogła odebrać. Skończyło się obecnie na tym, że musiał czekać na zaparzenie się herbaty. Lecz i tak była nadal gorąca.

Zagadał, choć mógł siedzieć w milczeniu co bardziej wolał. Lecz skoro planowane jest przyszłościowe połączenie oby rodzin, dobrze byłoby choć odrobinę się poznać. Ich praca była bardzo do siebie podobna. Byli jednymi z nielicznych, co wykazywali bardzo dobre wyniki wytrzymałości w pracy nad zmarłymi i badaniu drogi śmierci. Panna Flint to nawet w swoich słowach potwierdziła. Słuchając jej, Nicholas sprawdzał co jakąś chwilę chusteczkę, czy krwotok z nosa ustępował.

- Owszem. Jest podobnie… Przynajmniej nikt na dłużej czasu nie zabiera i można pracować w spokoju.
Przyznał jej rację. Stanowiska i pracę mieli podobną. Z tą różnicą, że ona wspomagała Aurorów, a on badał tajemnice, o których nikt z zewnątrz wiedzieć nie powinien. Był niewymownym.

Widząc, że Cynthia zdjęła talerzyk i zaczęła próbować swojej herbaty, Nicholas poczynił to samo. Najwyraźniej spieszyło mu się, ale herbata za nic nie chciała od razu ostygnąć. Już zaczął rozważać użycie magii na schłodzenie napoju. Zdjął talerzyk, ujął w dłoń filiżankę. Dłoń, w której miał chusteczkę, odsunął od twarzy i również podmuchał, upił łyk i lekko zmarszczył brwi. Gorąca, więc będzie trzeba pić powoli. O chorobie nie wspominał, gdyż Panna Flint o to nie pytała. Skoro stwierdziła u niego przemęczenie, tak to pozostawił.

Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#19
30.07.2023, 00:51  ✶  
Ciekawa byłaby debata tej dwójki, gdyby wszystkie myśli znalazły ujście w słowach. Myśleli podobnie, a jednak pojedyncze rzeczy zdawały się ich różnić. Miał rację, mieli szczęście w nieszczęściu, a Czarodzieje, którzy nie mogli poszczycić się tak srebrną bądź błękitną, przesiąkniętą mocą krwią, jak oni mawiali, że byli biedakami w luksusach, którzy doceniają tylko to, co powierzchowne. Oczywiście przemawiała przez nich zazdrość o każdy aspekt życia i tego, co ono dla przedstawicieli szlachetnej dwudziestki ósemki dawało. Przestała już zauważać ten specyficzny rodzaj spojrzenia, gdy rozmawiała z kimś gorszym, chociaż osobie, z którą rozmawiała, nigdy nie dała poznać, że czuje się lepsza. Nie było to opłacalne w szerszym rozrachunku, warto było furtki zostawiać otwarte, albowiem nigdy nie wiadomo, do czego i kiedy druga osoba może się przydać.
Nie musiał nic mówić o swoim niezadowoleniu, bo nawet jeśli brakowało słów i jasnych emocji na twarzy, była w stanie to rozpoznać. Zupełnie nic sobie z tego nie robiła, wszak wyciągnęła do niego pomocną dłoń po prostu, ot tak z kaprysu i trochę też przez wzgląd na przyszłość. Nigdy nie wiadomo, kiedy Yaxley lub jego stanowisko okażą się przydatne. Sam był sobie winien własnego stanu, był nieodpowiedzialny, nie było tu miejsca na współczucie.
- Tak, to prawda. Zmarli nauczą więcej o żywych, niż będą w stanie przekazać nam żyjący. - zgodziła się, pozwalając sobie na delikatny ruch ramion, po czym po zdjęciu talerzyka, upiła nieco i przegryzła rogalika. Kruche, słodkawe ciasto było naprawdę wyborne. Cynthii do domu się wcale nie śpieszyło, mogła tkwić nad raportami do rana. Usiadła więc wygodniej, przyglądając się mężczyźnie nieco uważniej, bo teraz miała ku temu lepszą okazję. Nie mógł chyba narzekać na brak popularności, a jednak nie umiała skojarzyć, przypomnieć sobie, czy jego rodzina pierworodnego już wyswatała z przedstawicielką jakiegoś godnego rodu. Bycie przyszłą głową było czymś prestiżowym, ale równocześnie wymagało większej odpowiedzialności, nieskazitelnego wizerunku. - Lepiej się Pan czuje? Krew przestała lecieć, dobrze. - skomentowała jego sprawdzanie chusteczki, samej zerkając w stronę nosa. - Jeśli Pan ma dużo pracy w biurze w kolejnych dniach, mogę Panu przygotować odpowiednią mieszankę i wysłać sową lub przynieść do gabinetu. Nie obciążają organizmu jak powszechnie dostępne eliksiry, a mają znacznie większe spektrum działania. Mój ojciec byłby spokojny, wiedząc, że syn jego przyjaciela będzie miał mieszankę w zanadrzu. Wszak nie przystoi nam.. - urwała, posyłając mu jedynie krótkie i bezpośrednie spojrzenie. Doskonale wiedział, o czym mówiła. Musieli pozostać swoimi najlepszymi wydaniami, ścigać ideały i spełniać oczekiwania na wyboistej drodze ambicji własnej oraz ich rodziców. Taki już los czystokrwistych. Dokończyła rogalika, upewniając się subtelnym ruchem, że żaden okruszek nie został w okolicach ust lub na sukience, przez co na chwilę przeniosła błękitne tęczówki z twarzy towarzyszącego jej w prosektorium mężczyzny.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#20
30.07.2023, 11:35  ✶  

Dla arystokraty sztuką było zachować się odpowiednio, będąc nawet w rozmowie z kimś, kto jest pochodzenia mugolskiego lub niższej klasy społecznej. Na tym też budowało się swoją reputację. Jeżeli pragnęło się piąć wyżej w swojej karierze, akceptować trzeba było wiele rzeczy. W rodzinie mogło być inaczej. Nie trzeba się hamować. Co innego przebywając w publicznych miejscach. Dlatego nieokazywanie emocji było także sztuką, wyuczoną niekiedy przez lata, na obserwacji i doświadczeniu osób nas wychowujących. Większość cech sami sobie kształtujemy. Życie w luksusie pozwalało na wiele więcej. Bieda była czymś gorszym, czego żadne z nich nie zechciałoby doświadczyć.

Czytanie mowy ciała także wiele pozwalało zdradzić o osobowości drugiego rozmówcy. Tak też Cynthia odczytała z zachowania Nicholasa, że nie znosił okazywać słabości, przez co ciężko było jej zgadnąć, czy był chory czy faktycznie przepracowanie wpłynęło negatywnie na organizm. Rozmowa o pracy była jakby odwróceniem uwagi na jego stan zdrowotny. Tak samo, jak wielu innych podejmuje się tematu o pogodzie, byle nie o polityce.

- Zmarli jednak zostawiają zagadki i nie często są chętni do udzielenia odpowiedzi na pytania bez odpowiedzi.
Stwierdził, zgadzając się także ze słowami Cynthii. W jej przypadku nie ma szans wyciągnąć nic ze zmarłego w rozmowie, ale może pogrzebać w ich wnętrzach podczas badań okoliczności śmierci. Czysto fizyczne badanie. Nicholasa wydział sprawą zajmował się również na etapie zaświatów, duchowym i tego podobnym. A dzięki dodatkowym umiejętnościom wróżbiarstwa czy nekromancji, można było sięgnąć wiedzy dalej.

Krew z nosa przestała na razie cieknąć, ale mężczyzna nie był pewny czy na długo, czy może zapach samego naparu go powstrzymał. Czy może upicie jednego łyka gorącej herbaty tak podziałał? Magia tkwi w roślinach. Wtedy panna Flint wróciła tematem do jego stanu zdrowia, zauważając także, że krew z nosa mi przestała lecieć. Zaoferowała także przygotowywanie takich odpornościowych mieszanek, na wypadek koniecznego pozostawania w pracy po godzinach. Westchnął, odstawiając filiżankę na talerzyk. Dobrze wiedział o czym mówiła, nie kończąc swojej wypowiedzi. Nie spojrzał od razu w jej oczy, a rozważał jej słowa patrząc na naczynie z naparem. Czy to był ten moment, gdzie musiał skorzystać z jej porady, ale wolał wszystko sam robić, nie prosząc się o czyjąś pomoc? Przeklinał w duchu swój słaby organizm, który nawet w szkole ograniczał jego możliwości rozwoju fizycznego.

- Zwykle wyrabiam się czasowo, ale jeżeli jest sprawa wymagająca głębszej analizy, nie chcę zostawiać na dzień kolejny.
Odparł i zaczął się zastanawiać nad jej propozycją głębiej. Wydawało się, że się rozumieją. Kobieta dodatkowo znała się na medycynie i ziołach. Pracują na podobnych stanowiskach badając na różnym gruncie zmarłych. Czy mógłby jej zaufać?  Bzdura. W tych czasach nie można ufać nikomu i nawet z rodziną trzeba uważać o czym się rozmawia. W ostatnim czasie Nicholas poświęcał dużo czasu na samorozwój i udział w organizacjach. Nie miał za bardzo czasu na myślenie o założeniu rodziny, skoro miał dwóch braci. Lata przybywały, więc już sam stwierdził, że czas poszukać sobie żony i spełnić swój obowiązek. Nawet jeżeli taka kolej rzeczy mu nie odpowiadała.
- Jedna taka filiżanka nie poprawi mojego stanu zdrowia od razu, ale jeżeli pomoże lepiej pracować i wzmocni mój organizm, to mógłbym się zgodzić. Czy to propozycja jednostronna, czy oczekujesz czegoś w zamian? 
Zaryzykował i zapytał. Różni ludzie, różnie pochodzą do sprawy. Jedni mogą z dobrego serca pomagać, inni chcą coś za coś. Nicholas nie byłby sobą, gdyby nie zapytał o układ. Dla niego nic nie jest dawane za darmo.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cynthia Flint (6375), Nicholas Travers (3946)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa