• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 9 10 11 12 13 … 16 Dalej »
[ Styczeń 1970, Londyn] Porwanie bez okupu | Hjalmar x Pandora

[ Styczeń 1970, Londyn] Porwanie bez okupu | Hjalmar x Pandora
Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#11
04.07.2023, 22:11  ✶  
Pewnie też przytaknął na wyjątkowość tego pseudonimu, żeby mieć święty spokój i w przypadku Pandory, było to właściwe zagranie. Wilk był syty, a owca cała, chociaż może w odwrotnych rolach. Nic dziwnego, że zadowolony uśmiech nie schodził jej z warg, gdy tak we wszystkim się z nią zgadzał, zwłaszcza w kwestii spędzania wspólnego czasu. Jego myśl o liście była słusznym spostrzeżeniem i pewnie razem z upływem dni, kolejne rzeczy będą na niej odhaczone. Musiała zabrać go przecież do zoo, do wesołego miasteczka mugoli i do kina, o którym tyle Pandora słyszała, a za każdym razem, gdy chciała je odwiedzić, coś jej wypadło. Życie było zbyt krótkie, aby rezygnować z nowych doświadczeń i pierwszych razy.
Nawet ten jego brak odwagi lub raczej próba maskowania nieśmiałości, przestrzeganie reguł było czymś, co do niego pasowało i nie było sensu właściwie niczego zmieniać. Z ludźmi już tak było, że albo się ich akceptowało i brało do serca, albo nie. Nie można przecież wybrać z całego pakietu charakteru, ulubionych emocji i zostawić tylko je, pomijając to, co nie odpowiadało. Czasem ją irytował, czasem był wredny, ale znacznie częściej sprawiał, że się śmiała lub uśmiechała, więc nie miała żadnego powodu do marudzenia. Może poza kwestią latania na abraksanach, ale w tym również się nie poddała. Rzeka poza nieprzewidywalnym nurtem i głębokością niosła również orzeźwienie, a w promieniach słońca jej tafla zdawała się błyszczeć, jakby pochłaniał ją ogień.
Zaśmiała się na jego reakcję, sama też pokręciła głową. Bo czego się spodziewał? Gdyby się go słuchała i nie była sobą, pewnie ich relacja nie rozwinęła się w taki sposób, a teraz nie tkwiliby w deszczowym, styczniowym Londynie z chińszczyzną w reklamówkach. - Wymyśl coś, wymyśl coś.. Musielibyśmy zrobić jakieś, no wiesz.. z typu tych, co się krwią wiąże. Wtedy byś wiedział, że umarłam. Tylko nie umiem w takie.. em metody. - wzruszyła ramionami, nie chcąc używać słowa “czar” lub “zaklęcie”, żeby jej ulubiony Islandczyk się nie denerwował. Mogła też pomyśleć nad zaklinaniem i możliwościami, które dawało, a gdy myśl ta przebiegała przez jej głowę, wzrok przesunęła na rzemyk na jego szyi, palcem przesuwając po złotym łańcuszku. Była po prostu sobą, nie lubiła tych wszystkich nazw i nie lubiła się przechwalać swoimi umiejętnościami, które przecież cały czas szlifowała. Na jego kiwnięcie głową, wywróciła oczami i prychnęła rozbawiona, bo przecież rozmawiali o jej potencjalnym zgonie, jakby mówili o dodatkach do sałatki. Wierzyła mu i ufała na tyle, że była pewna, że wybrałby faktycznie, najładniejsze jezioro. Bo przecież zawsze dotrzymywał słowa.
Wierzyła, że zadziała — pewnie sugerował jej wirujący w jej krwi alkohol, który tylko zdawał się dodawać jej pewności siebie i zadziorności, jakby bez niego miała ich zbyt mało. Westchnęła, przesuwając włosy za ucho, posyłając mu jeszcze krótkie spojrzenie na znak, żeby sobie uważał, bo wcale z tym nie żartowało. Nie trudno było ją sprowokować do głupich lub też jeszcze bardziej zaskakujących rzeczy w tym stanie. Nie obwiniała go oczywiście, raczej swoją prędkość spożywania procentów. Była pewna, że ból głowy pojawi się od rana, ale łudziła się, że na tym koniec i nie popłynie tak, aby niczego nie pamiętać. Bo pamiętać chciała, lubiła przecież spotkania z nim. Co do reprymendy, ona już tak po prostu miała, martwiła się innymi niż sobą, bo była przecież silna i uparta, drobne przeziębienie jej nie zabije, jak mogłoby to zrobić z Niedźwiadkiem. Każdy wiedział, jak chorowali mężczyźni. - Cieszę się, że się zgadzamy, ale dam Ci prezent, jak wrócimy do mnie.
Dodała tylko tajemniczo, potrząsając jeszcze papierową torbą, chcąc rozbudzić jego ciekawość dotyczącą tych dwóch drobiazgów, które tam tkwiły. Hjalmar nie wiedział, że Azjatyckie rodziny, które przeniosły się do Londynu, miały często kilka źródeł dochodu. W przypadku tej Shuna mieli knajpę i niewielki sklep, gdzie oczywiście znajdowały się rzeczy sprowadzone z ich ojczyzny dla koneserów, ale również turystów, co gwarantowało im dobry zarobek.
Wyglądał na zadowolonego z jej obietnicy o braku magii, nawet jeśli różdżkę miała w swojej torebce — również magicznie powiększonej i zmienionej tak, aby nie była ciężka. To były jedne z najpraktyczniejszych zastosowań czarów w życiu codziennym, dzięki temu mogła ze swoim wielkim plecakiem i zwiniętym namiotem poradzić sobie wszędzie, o ile spakowała odpowiedni. Bo czasem brała ten zwykły przez swoje roztargnienie. Gdyby poznali się w Drumstrangu, brunetka pewnie chciałaby go trochę uspokoić i na niego wpłynąć, przez co mogliby się kłócić, jak pies z kotem. Pewnie przeżyłaby prawdziwy szok na widok łagodnego miśka w jego szkolnych, nastoletnich latach. Odwzajemniła uśmiech, kiwając głową w odpowiedzi, że nie ma problemu. Naprawdę nie chciała uskuteczniać z nim awantur, które wyszłyby poza granice subtelnej zadziorności.
- Czyli obydwoje nie mieliśmy wyjścia i ucieczki przed pubem, przynajmniej dopóki Cię nie porwałam, bo mnie Eliza zirytowała. - uniosła brew, rzucając luźne spostrzeżenie, bez cienia wstydu lub wyrzutów sumienia w głosie, bo wcale nie czuła się źle z tym że mogli odetchnąć. - Tak, inne owszem. A ta litera to będzie mój szczęśliwy przedmiot, jestem pewna. Może będę mniej wpadać w kłopoty, zwłaszcza gdy Ciebie nie będzie obok, żeby mi pomóc? - dodała w zamyśleniu, przenosząc wzrok na wisiorek, który uniosła na swojej dłoni, nie mogąc powstrzymać kolejnego uśmiechu na jego widok. Cieszyła się jak małe dziecko. I może też dlatego wpadła na swój genialny pomysł, który zdawał się go na chwilę sparaliżować.
Po swojej propozycji przyglądała mu się z tajemniczym i badawczym uśmiechem, jakby debatowała nad tym, co zrobi. Dlaczego był taki zaskoczony? - Jak Ci się ten pomysł nie podoba, to po prostu odmów. Przecież się nie obrażę. - wzruszyła ramionami pogodnie, nie przenosząc spojrzenia ciemnych tęczówek z niebieskich oczu, których kolor odrobinę pociemniał przez słabe oświetlenie bulwarów za pomocą raptem kilku latarnii. - Hmm? - ściągnęła brwi, nie bardzo wiedząc, co miał na myśli z tym czekaniem. Rozglądanie się na boki sprawiło, że zacisnęła usta, aby się nie roześmiać, bo wyglądał, jakby planował jakąś ucieczkę. Była aż tak straszna, a on tak dobrze wychowany, że nie wiedział co zrobić? Pokiwała tylko głową, a gdy ruszył w stronę punktu, na który wcześniej patrzył, roześmiała się z niedowierzaniem, zaraz jednak łapiąc głębszy oddech i pozwalając sobie na odchylenie głowy do tyłu, spojrzała na niebo. Wciąż ciemne i pełne chmur, widoczność z centrum miasta była naprawdę okropna.
Gdy wyprostowała głowę, już zniknął w sklepie. Nie przypuszczała, że kupi taki zapas wódki, nic więc dziwnego, że jej brwi powędrowały do góry, gdy dostrzegła — przyglądając się mu badawczo, jak opróżnia jedną ze swoich butelek. Wyglądał na zamyślonego, na policzkach pojawiły mu się wypieki od szybko wypitego alkoholu. - W takim tempie, nie wrócisz do tego mieszkania trzeźwy, miśku. - mruknęła pod nosem, krzyżując ręce pod biustem. Chciał się znieczulić lub skasować w tempie Hogwartu Ekspress? Nie miała wątpliwości, gdy opróżnił drugą buteleczkę. Była pewna, że to tempo i ilość uderzą go mocniej, niż ją. I co ona wtedy z nim zrobi? Mogła się teleportować, ale nie była pewna, czy umie z dodatkową osobą. Lepiej było tego nie próbować. Mimowolnie rozejrzała się dookoła, chcąc zlokalizować postój taksówek.
Wcale nie była ciężka, on po prostu lubił sobie komplikować.
- Mamy jakieś zawody, o których nie wiem? - znów mruknęła pod nosem, widząc, jak pozbywa się zawartości trzeciej butelki. A przecież wystarczyło jedno słowo! I jak miała interpretować to mruknięcie? Paliło mu przełyk, dostał zawrotów głowy, czy może jeszcze coś innego? Poprawiła kurtkę na ramionach, mimo wszystko uśmiechając się z rozbawieniem na widok jego twarzy. Kiwała głową, powstrzymując śmiech na jego złodziejstwo jej zaproszenia, zastanawiając się, czy jest bardziej uroczy, czy może nieporadny? I przede wszystkim, czy potrzebował do tego naprawdę trzech małpek i dużej butelki, nie licząc tego, co wypił przedtem? Nie sądziła, że była tak onieśmielająca.
- Randkę? - dopowiedziała, robiąc krok w jego stronę. Obawiała się trochę, że zaraz jej tu padnie. Wyciągnęła mu butelkę z dłoni, przenosząc na chwilę na nią wzrok. Czy to było odpowiedzialne, żeby ona aż tyle piła, przynajmniej dopóki nie będą bezpiecznie w domu? Podniosła na niego wzrok, stukając paznokciami w szkło. - Zapraszasz mnie, bo chcesz, czy po prostu nie lubisz, kiedy kobieta Cię gdzieś zaprasza? I pragnę zauważyć Niedźwiadku, że jeśli to ja się zgodzę na Twoje zaproszenie, a nie Ty na moje, to Ty będziesz musiał zrobić z tego randkę, nie ja. - uśmiechnęła się zadziornie, puszczając mu oczko. Odkręciła butelkę, robiąc krótkiego łyka, krzywiąc się odrobinę, bo zdążyła już zapomnieć, jak cierpki był to alkohol. Przyjemne ciepło rozlało się po jej ciele, zostawiając na odkrytej i wilgotnej skórze gęsią skórę. Gdy uniosła powieki, znów na niego spojrzała, tylko tym razem oczy jej nieco bardziej błyszczały, bo moc trunku nieco je załzawiła. - Oczywiście, że chcę iść z Tobą na randkę. Gdybym nie chciała, to bym Ci tego nie proponowała. Chcesz zjeść tutaj, czy pojechać już do mieszkania? - zapytała, ruchem głowy wskazując na niewielki, suchy kawałek drewnianych schodów, które prowadziły do Tamizy, skryte pod wielkim drzewem, które uchroniły je przed zmoknięciem. Ciekawe, czy gdyby nic nie wypił, to by się zgodził? Przesunęła spojrzeniem po jego twarzy, wyciągając dłoń w jego stronę, chociaż sama nie złapała za jego palce. Skoro wypił tyle, aby mieć odwagę, to czy nie powinien jej wykorzystać? Uśmiechnęła się niewinnie, ruchem głowy zgarniając brązowe pasma włosów na plecy. - Myślisz, że jestem trochę straszna? - zapytała z zaciekawieniem w głosie, czując, jak robi się jej lżej i jakoś przyjemniej w środku, bo nawet jeśli powietrze i adrenalina ją trochę zdążyły otrzeźwieć, wypite wcześniej łyki znów chciały wprowadzić Pandę w jakiś błogostan i letarg, jakby w życiu można było wszystko i nie było żadnych konsekwencji.
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#12
05.07.2023, 21:20  ✶  

Czy nie mieli ucieczki? Mieli, ponieważ zawsze istnieje jakiś cień szansy aby się nie zjawić jako, że coś mogło "wypaść". Bardziej rozchodziło się o to, że we dwójkę chcieli się tu pojawić. Eliza Cię zirytowała? Nie bardzo rozumiał czym. W końcu nie śpiewała, nie robiła jakiś burd ani innych problemów. Może więc rozchodziło się o jej nieśmiałość? Ale czy to był dobry powód do zdenerwowania? - Może. Kto wie? - odparł unosząc kącik ust widząc jak bardzo się cieszyła z tego małego prezentu. Niby nic szczególnego ani specjalnego, a jednak. Jak to się mówi - małe, a cieszy!

To nie tak, że mu się nie podobał. Był po prostu... Niespodziewany? Zaskoczony? Złapany w pułapkę niczym zajączek w lesie? To była dobra odpowiedź na tę pytanie, a może wręcz dobra mina do złej gry? Zresztą było standardem w jego zachowaniu - rzeczą wymyśloną na szybko, czyli tak jak zawsze w jego przypadku. Nordgersim miał już tak w zwyczaju, że musiał improwizować w wielu kwestiach, a już na pewno przy Pandorze i jej dosyć chaotycznym "ja", które zaskakiwało go na każdym kroku. Nic więc dziwnego, że czym prędzej ruszył do tego sklepu, chcąc sobie kupić trochę czasu i odwagi aby zderzyć się z rzeczywistością.

Pogoda nie rozpieszczała ale cel uświęcał środki. Jakby dodać do tego fakt, że Hjalmar był po prostu za trzeźwy aby stawić czoła Prewettównie to wszystko tworzyło spójną całość. Te kilkadziesiąt, może kilkaset mililitrów wódki zmieniało jego zachowanie o 180 stopni - pozwalając tym samym na przebudzenie tego skrytego Niedźwiadka.

Ta trzecia buteleczka na prawdę wprowadziła go w dobry nastrój, a dodatkowo pozwoliła mu na zadanie tego jednego, chociaż całkiem rozległego pytania. Teraz pozostało tylko czekać na odpowiedź, która nie chciała nadejść. Każda kolejna sekunda sprawiała, że chciał się zreflektować i wycofać ze swojego stanowiska, które jej przedstawił.

No powiedz coś... Serce biło mu coraz mocniej, a Pandora zamiast powiedzieć cokolwiek, uśmiechała się w jego stronę. Jak miał to interpretować? Jako śmiech przez łzy? Próbę wyśmiania? Czy pewnego rodzaju zadowolenie? Ciężko było mu stwierdzić, a Prewettówna wcale mu w tym nie pomagała - Emm.... - próbował zacząć się bronić kiedy zapytała ale wyciągnęła mu z dłoni butelkę co przykuło jego uwagę - Znaczy... Ten... No... To nie tak, że no... - starał się złożyć jakoś spójne zdanie ale nie do końca mu to szło. Na Merlina! Dlaczego nie możemy być teraz po prostu w jakimś lesie, tylko w tym przeklętym Londynie? Na Islandii mógłby się popisać, zaprowadzić ją gdziekolwiek. Ale w stolicy Wielkiej Brytanii? Nie bardzo miał jak.

Na szczęście nie było dane mu długo się tym przejmować jako, że Pandora napiła łyka, korzystając z jego taktyki i się po prostu zgodziła, na co Hjalmar zareagował nerwowym śmiechem z którym nadeszła pewna ulga. Tylko pytanie przed czym? Jego oceną? Odmową? A może jednym i drugim? - M-Może być tutaj... Argghhh... - odchrząknął aby brzmieć pewniej. Pandora mogła zauważyć, że lekko nawet się wypiął do przodu jakby próbował odgonić wszelkich innych samców z okolicy, pomimo faktu, że żadnego wokół nie było. Mało go to jednak obchodziło - to on został wybrany spośród wszystkich innych milionów na tym świecie.

No i ta przeklęta dłoń. Dlaczego po prostu nie mogła go za nią złapać? Turczynka chyba zapomniała, że ta jego odwaga to najczęściej była chwilowa i krótkotrwała. Podrapał się po brodzie aby przemyśleć swoje zachowanie. Raz się żyje... I z tą myślą w głowie, złapał ją dosyć niepewnie za dłoń i ruszył w kierunku schodków - Ummm... Nie... Oczywiście, że nie - starał się brzmieć jak najbardziej pewnie ale średnio mu to wyszło. To było zresztą za dużo rzeczy i decyzji jak na jednego, podpitego Hjalmara.

Siadając pod drzewem odetchnął z ulgą. Ten szybki chód, momentalnie bieg w połączeniu ze stresem związanym z Pandorą na prawdę go zmęczył. Nordgersim jednak nie zdawał sobie sprawy, że jego dzisiejsza mieszanka Mołotowa - połączenie zmęczenia, pustego żołądku, wysiłku i zbyt dużej ilości alkoholu w zbyt krótkim czasie będzie początkiem jego końca. Im dłużej siedział tym jego twarz przedstawiała coraz mniej, oczy stawały się zmęczone, a on sam przełączył się w tryb hiperwentylacji jakby próbował szybko wytrzeźwieć, co oczywiście nie przyniosło zamierzonego efektu.

Procenty dawały o sobie znaleźć, co odzwierciedlał jego głos oraz sposób mówienia... No i nagła śmiałość - Wiesz co... - rozpoczął, próbując skupić swoje pozostałe szare komórki na próbie utrzymania kontaktu z Pandorą - Deniz wygrałaby z Elizą w... Hiik... Rankingu... - stwierdził, będąc bardzo zmęczonym. Zmrużył oczy, starając się jej przyjrzeć za wszelką cenę ale nie szło mu za dobrze, więc rozpoczął poszukiwania butelki z alkoholem. Na razie tylko wzrokiem, ponieważ grawitacja była jego największym wrogiem w tym momencie.

Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#13
09.07.2023, 22:48  ✶  
Kobieta uważała, że nie miała. Bo jak mogłaby odmówić Akane, gdy to było coś tak ważnego? Nawet na chwilę, ale musiała zajrzeć. Towarzystwo Islandczyka było największą atrakcją wieczoru i odrobinę przyćmiło imprezę przyjaciółki, ale na swoje usprawiedliwienie miała to, że wystawa i tak jej nie wyszła. Eliza na pewno nie dostałaby kilku niezbyt ładnych epitetów w myślach, gdyby kolejny raz nie powiązała jej relacji z Hjalmarem do rodzeństwa. Nieśmiałość bywa urocza, ale ta dwójka, gdyby umówić ich na prawdziwą randkę, mogłaby mieć problem z komunikacją i właściwie dopiero dzisiejszego wieczoru, jak Pandora zobaczyła to na własne oczy, była w stanie to zrozumieć. Dla niego wisiorek i łańcuszek może nie były szczególne i specjalne, ale dla brunetki już tak, wyjątkowe i jedyne w swoim rodzaju. Wybrany przez niego odcień złota idealnie pasował do jej oliwkowej karnacji, a długość łańcuszka sprawiała, że literka układała się we właściwym miejscu.
Gdy już pozwolił, aby emocje na dłużej niż kilka sekund zagościły na jego twarzy, nie było trudno ich zinterpretować. Dlaczego był zdziwiony, nigdy nie pomyślał o tym, że mogłaby być nim w jakikolwiek sposób zainteresowana? Skąd ten brak pewności siebie? Westchnęła bezgłośnie, jakby miała przez to pełne ręce roboty. I faktycznie, trochę tak było. Jego improwizowanie było zwykle ciekawe, wydobywa odrobinę więcej, bo nawet jeśli nie robił lub nie mówił tego, co chciałby powiedzieć, było w nim też coś, czego wcześniej nie widziała. Ewentualnie widziała maleńką iskierkę. Niedźwiadek był przez to trochę jak puzzle.
Może nie umiała zrozumieć, dlaczego wybrał akurat wódkę, jako metodę radzenia sobie z nią i tym, co mu proponowała, ale jeśli miało mu to rozwiązać trochę język, niech będzie. Czy rzeczywistość w jej towarzystwie była tak straszna? Tłumaczyła to sobie bardziej bodźcami i światłami, które płynęły z Londynu, do którego przecież blondyn nie zdążył przywyknąć. Metropolia musiała być uciążliwe, zwłaszcza gdy jakaś wariatka proponuje randkę w środku nocy i pomiędzy ulewnymi opadami deszczu. Swobodniej czułby się, gdyby zaproponowała to na Islandii, ale wtedy nie było jakoś okazji.
Odrobinkę trzymała go w niepewności, wstrzymywała się ze słowami troszkę dłużej, skupiając spojrzenie brązowych oczu na całej palecie emocji, która malowała mu się na twarzy. Odwrócił kota ogonem, niezależnie, jaki miał ku temu prawdziwy powód, odważył się i nie mogła tego nie docenić. Nie mogła pić tyle, ile on, ale łyk wódki i jej dodał odwagi, a przede wszystkim złudnego poczucia, że było cieplej niż w rzeczywistości.
- To nie tak, że co? - dopytała, pozbywając się resztek alkoholu z warg, a następnie podniosła na niego spojrzenie, figlarne i odrobinę zadziorne, bo widocznie nie była w stanie powstrzymać kolejnych słów, które uciekły spomiędzy jej ust. - Czyżbyś myślał o zaproszeniu mnie na randkę już wcześniej, a ja po prostu zrobiłam to szybciej?
Nie musiał się niczym popisywać, przecież już dawno zdążył jej zaimponować. Jej uwaga skupiona była praktycznie na błękitnookim i chociaż zwykle tak było, teraz częściej przyglądała się całej jego twarzy, jak i dłoniom, a nieco rzadziej spogląda w oczy. Niby się denerwował, bo śmiech nie brzmiał naturalnie, ale może też trochę ucieszył? Nie była pewna, ale nie miało to żadnego znaczenia, bo jej głowa i tak interpretowała to, jak chciała. Chciała coś skomentować, ale po krótkotrwałym drapaniu brody, Prewettówna czuła, jak delikatnie zaciska palce na jej dłoni, ciągnąc ją do schodów, jakby za wszelką cenę unikając jej spojrzenia. Uśmiechnęła się pod nosem, czując subtelne ciepło na policzkach i bez cienia skrępowania, mocniej splotła ich dłonie, kręcąc delikatnie głową. - To zupełnie inaczej, kiedy Ty mnie złapiesz za rękę, a nie ja Cię porywam. - rzuciła, przenosząc spojrzenie na ich dłonie, bo szła trochę za nim, przez wzgląd na szpilki. - Nie? To dobrze. Bo skoro mamy teraz randkę, to byłoby naprawdę słabo, gdybym była straszna i umówiłeś się ze mną, bo Cię terroryzuję, czy jestem wariatką. Masz takie ciepłe dłonie.
Dodała jeszcze, na chwilę zaciskając mocniej palce, zanim podniosła wzrok na jego plecy, a następnie na miejsce, gdzie mieli usiąść i zjeść. Dostrzegła, że nieco zbladł, więc gdy tylko usiadła, zsunęła buty i wzięła torby z jedzeniem na kolana, rozerwała je i zaczęła rozkładać gdzieś obok — pudełka z makaronami, ciasteczka z wróżbą, jakiegoś panierowanego kurczaka i jeszcze w sosie słodko-kwaśnym, a także sajgonki oraz pierożki gyoza, bo jej Shun polecił. Makarony dla niego miały oczywiście podwójną porcję mięsa, a Pandora wzięła widelce, zamiast pałeczek. Sięgnęła po swoje pudełko, gdzie makaron wymieszany był z orzeszkami i tofu, czując ucisk w żołądku, gdy po otworzeniu, zapach uderzył jej do nosa. Zanim zaczęła jednak jeść, podała mu znacznie większe lub może bardziej wypełnione pudełko, wsadzając w nie widelec. - Musisz umierać z głodu. I Cię rozgrzeje. Widzisz, jaka dobra ze mnie dziewczyna? - wzruszyła z satysfakcją ramionami, przesuwając wzrokiem po jego twarzy. Nieco zbladł, co wcale się jej nie podobało, bo wolałaby, żeby pod Tower jej Hjalmar nie zasnął. Musiała więc go pilnować, zerkać i upewniać się, że jadł. Poza wódką mieli też jeszcze dwa tekturowe kubeczki z chińską herbatą oraz krewetkowe prażynki. Zdążyła przełknąć kęsa, gdy Niedźwiadek wspomniał o rankingu, a ona o mało się nie zakrztusiła, wydając z siebie dwa lub trzy kaszlnięcie oraz upuszczając widelec w pudełko. Odwróciła twarz w jego stronę, ściągając brwi. - W jakim znowu rankingu? Ah, więc Deniz Ci się jednak podoba. - stwierdziła, przyglądając mu się z odrobiną zazdrości na twarzy, jednak szybko pokręciła głową, widząc, w jakim jest stanie. Odłożyła na bok swoje pudełko, przysunęła się bliżej, aby ewentualnie mógł się trochę o nią oprzeć i zabrała mu jedzenie, mieszając w nim widelcem, a potem zapełniając go, przysunęła do jego ust. - Jedz. A co z Akane? - zapytała, nie mając widocznie odwagi wspomnieć o sobie. Po kilku zjedzonych przez Islandczyka kęsach sięgnęła po herbatę i podsunęła mu pod nos, zamiast wódki. Zdążyła trochę przestygnąć, powinien poczuć się odrobinę lepiej. Jedzenie od Shuna nie było zbyt ciężkie i tłuste, może poza panierowanym kurczakiem, więc nie powinno mu zaszkodzić. U niej często się sprawdza, nawet do wina. Pomiędzy dbaniem o niego, czasem sięgała po swój wegetariański posiłek. - Kto jest pierwszy? Myślałam, że bardziej będzie odpowiadała Ci europejska uroda, niż taka.. Wiesz, orientalna? - nie miała pojęcia, czy to było właściwe określenie, ale inne nie przyszło Pandorze do głowy. I nawet jeśli to on miał trochę oprzeć się na niej, nie mogła się powstrzymać i sama oparła głowę o jego ramię, co zresztą bardzo lubiła robić i wykorzystywała w każdym możliwym momencie. Przeniosła spojrzenie na Tamizę, po której akurat przepływała jakaś łódka. Ciemne niebo nad głowami też przykuło jej uwagę.
- Nie mamy chyba dużo czasu, zanim znów zacznie lać. - stwierdziła, poruszając bezradnie barkami, bo przecież, nawet jeśli to był Londyn, a niewysokie drzewo gdzieś przy Islandzkich wrzosowiskach, to też było miło. - Podoba Ci się tutaj, czy nawet nocą, to nie Twoja bajka?
Zapytała z ciekawością, odchylając delikatnie głowę, aby ją odwrócić w jego kierunku i spojrzeć na jego twarz.
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#14
11.07.2023, 19:54  ✶  

Przyznać się czy nie? To była kwestia, którą nie bardzo chciał się dzielić, a trzy setki wódki wcale nie pomagały się z tym przemóc - Nie ważne. Mniejsza o to - próbował zbić temat aby tylko go nie kontynuować. Pandora chciała za dużo wiedzieć jak zwykle i dalej drążyła temat zamiast mu po prostu odpuścić. Czy nie powinna była się cieszyć, że sprawy potoczyły się w ten, a nie inny sposób?

Prewettówna nie powinna była się przyzwyczajać do tego łapania za rękę, ponieważ była to tylko jednorazowa akcja. Tak to wszystko sobie tłumaczył Hjalmar aby chociaż trochę wytłumaczyć się przed samym sobą. No właśnie... przed sobą czy małym, rzemykowym sędziom? To była druga sprawę, której należało się przyjrzeć w wolnej chwili - Żebym ja Cię zaraz nie porwał... - zagroził moment przed tym zanim skierował się w kierunku ich docelowego miejsca - Uznam to za komplement - oznajmił, ignorując kwestie jest "straszności". Czy jej się obawiał? Może lekko - bał się do czego może być jeszcze zdolna jako, że nie było chyba rzeczy, która była w stanie jej powstrzymać... Rzeczy po za otwartymi zbiornikami wodnymi, których akurat bała się jak ognia.

Nordgersim nie spodziewał się, że tego wieczoru skończy tak porobiony, ponieważ przeważnie to mu się "nie zdarzało". Zazwyczaj to on zbierał pozostałych imprezowiczów, a wszystko wskazywało, że tym razem to jego trzeba będzie zebrać. Nie pozostawało nic innego jak życzyć powodzenia Pandore jako, że Hjalmar po prostu swoje ważył... A pół przytomny, na pewno nie będzie zbytnio skory do pomocy - Nie... Nie jestem głodny... - stwierdził, walcząc ze swoją głową, która respektowała prawa grawitacji ku jego złości. Każda próba utrzymania jej na górze kończyła się tym samym - jej mimowolnym spadkiem na dół i tym samym przechyleniem ciała do przodu - Najlepsza... - dodał, próbując po raz kolejny pokonać fizykę ale to nierówne starcie zakończyło się jego sromotną porażką.

- Nie powiedziałem tego... - przyznał wskazując na Turczynkę palcem - To Ty powiedziałaś... Ja tylko stwierdziłem, że była... Lepsza od Lizy... - dodał, korzystając z podparcia w postaci Pandory. Normalnie ulga, że weź... Przechylił głowę w ten sposób aby ta była w stanie spocząć na barku Prewettówny. Dobrze, że postanowiła mu zabrać to jedzenie jako, że on sam nie był w stanie go po prostu spożyć - przecież "nie był" głodny - A co ma z nią być? - odparł, posłusznie wykonując jej zalecenie i otworzył buzię jak małe dziecko. Brakowało tylko aby powiedziała mu, że "samolocik leci" - Żyje przecież, więc nie wiem co ma z nią być... - przyznał lekko mlaszcząc, ponieważ właśnie przystąpił do przegryzania posiłku.

Każdą porcję jaką mu podała, zjadł niczym dzielny pacjent, który nawet nie wybrzydzał. Pewnie gdyby podała mu tych "owoców" morza to nawet by się nie zorientował w swoim stanie - No jak to kto...? - zapytał ślęcząc nad kubkiem z herbatą. To nie wódka... Próbujesz mnie oszukać? Przyjrzał się Pandorze z pewnym wyrzutem ale przecież nie mogła wiedzieć o co mu chodzi jako, że jej nie powiedział - A może taka europejsko... Orientalna? I co teraz? - stwierdził, odchylając do tyłu aby móc na nią spojrzeć. To jednak był błąd, ponieważ kiedy tylko przestał podpierać się o Prewettówne, od razu zaczął się kręcić na lewo i prawo.

- Ja się deszczu nie boję... Mogę tu całą noc siedzieć.. A jak ten deszcz jest taki cwany to zaraz go wyjaśnię... - przyznał, a moment później wstał i zaczął wyszukiwać tego tajemniczego "deszczu" jakby co najmniej chciał go rzeczywiście pobić. Pojawia się tylko jedno pytanie - czy złą pogodę dało się skrzywdzić? I czy to ona w pewien sposób nie niszczyła ludzi? - Nie... Brzydko tutaj... I śmierdzi... W domu mam ładniej i lepiej... I cieplej... I piec mam... I wrzosy mam... - rozłożył ręce, spoglądając w górę - Kurwa dlaczego wylądowałem w tej Wielkiej Brytanii... - wykrzyczał w eter, nie oczekując jednak odpowiedzi od nikogo bo przecież to była decyzja jego i jego ojca.

Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#15
12.07.2023, 21:56  ✶  
Prychnęła na jego reakcję, irytując się na kilka sekund i nawet spoglądając w jego stronę z drobnym wyrzutem. Nigdy jej nic nie mówił, zaczynała podejrzewać, że miał więcej tajemnic, niż jej matka. Skąd miała wiedzieć, o co mu chodziło oraz jak sprawić, żeby dobrze się bawił, skoro nie umiała czytać w myślach? Nie odezwała się jednak słowem, uznając, że nie to nie i niech będzie, jak sobie Niedźwiadek chciał. Ona też przestanie być taka otwarta.
- No przecież to nic strasznego, znasz mnie już tyle czasu. Nie raz trzymałam Twoją dłoń. - wywróciła oczami, a wcześniejsza irytacja przemieniła się w rozbawioną nutę, bo znów uznała, że jego nieśmiałość była po prostu urocza. I tak bardzo gryzła się z jego wizerunkiem, że Pandorze to się chyba nigdy nie znudzi. - Tak? A dokąd byś mnie porwał? - zapytała zadziornie, wcale się nie bojąc, posyłając mu jedynie szeroki i zadowolony uśmiech, uwieńczony dołeczkami w policzkach. Wbrew pozorom, było wiele rzeczy, które by Prewettównę uspokoiły i wybiły jej z głowy różne pomysły — na przykład słowa. Zawsze przecież pytała lub patrzyła na jego reakcje. Sam był sobie winien, że był zbyt grzeczny i chyba trochę bał się jej odmawiać. - Ty się po prostu nie możesz zdecydować, czego ode mnie chcesz. - stwierdziła jeszcze, przesuwając kciukiem po jego dłoni, jakby chciała sprawdzić reakcję Islandczyka. - I oczywiście, że to był komplement. Lubię Twoje dłonie. Już kiedyś Ci przecież mówiłam, że musisz na nie uważać.
Ona też nie spodziewała się tego, jak potoczył się ten wieczór. Planowała przecież grę w rzutki, może wyciągnąć go do tańca czy przedstawić jeszcze kilku ludziom, a skończyli nietrzeźwi nad Tamizą, na oficjalnej randce, o której na nadmiar złego, jej błękitnooki ulubieniec nie będzie pewnie pamiętał. Wypił zbyt szybko, bez picia i zmęczony, a do tego bez uprzednio zjedzonej kolacji. I chociaż ona też była w stanie upojenia, to nie mogła pozwolić sobie na płynięcie, przynajmniej dopóki nie skończą bezpiecznie w domu. To był jednak Londyn, a oni byli czarodziejami. Będzie się martwiła później, jak go przetransportować do domu, musiała przecież zrobić wszystko, aby nie złamać danej mu obietnicy o braku czarowania, które teraz jednak mogłoby okazać się ostatnią deską ratunku.
- Ty jesteś zawsze głodny, jak Niedźwiedź. - odparła z niedowierzaniem, unosząc na chwilę brew po tym, jak usadowiła się wygodnie i pozbyła butów. Owszem, jej nogi zdawały się sięgać nieba i to było bardzo budujące, ale na dłuższą metę, czy warto było się tak męczyć?
Niby była przyzwyczajona, ale nie ułatwiało jej to życia. Uśmiechnęła się z odrobiną zawstydzenia na jego słowa, nie przenosząc spojrzenia z jego sylwetki, a konkretniej głowy, która tak dzielnie próbowała walczyć o utrzymanie prostej pozycji. - To trzeba było zaprosić mnie wcześniej, jeśli najlepsza!
Nie mogła powstrzymać figlarnego komentarza i trącenia go łokciem znacznie delikatniej, niż zwykle, aby przypadkiem się nie zachwiał. Gdy wskazał na nią palcem, powstrzymała śmiech i przytaknęła. - Właściwie to masz racje, ja to powiedziałam i nadal uważam, że mam rację. Deniz jest śliczna. I ładniejsza od Elizy, to prawda, nie tylko dlatego, że to moja kuzynka, ale na tle całego klubu, to biedna Liza była trochę nijaka. Muszę coś wymyślić, żeby jej pomóc to zmienić, bo ona wiem, że chce, ale nie umie. - wyjaśniła, zgadzając się z nim uprzednio, a przed oczami zatańczyła jej sylwetka koleżanki. Była dobrą dziewczyną, tylko strasznie nieporadną i taką, która nie umiała podkreślić swoich atutów. Wystarczyłoby trochę pogadać z Akane, bo gdy Azjatka się gdzieś pojawiała w swoim makijażu i ubraniach, trudno było odwrócić od niej spojrzenie. Sprawiała, że ludzie dookoła często byli tłem, również przez to, jak głośna była i znacznie bardziej chaotyczna, niż Pandora. Chociaż może po prostu była inną formą chaosu? Westchnęła pod nosem, siedząc prosto, aby było mu jak najbardziej komfortowo i zaangażowała się w karmienie go wciąż ciepłym jedzeniem, licząc, że trochę mu to pomoże. - Chodziło mi o to, która jest Kana w tym Twoim rankingu.
Doprecyzowała uparcie, wyraźnie nie odpuszczając tematu, bo ten ją zaintrygował. Nie podejrzewała, że Niedźwiadek takowy prowadził, w jakiś sposób jej to nie niego zwyczajnie nie pasowało. Może podczas lat spędzonych w Drumstrangu, poza musztrowaniem kolegów, był również tym chłopakiem z serii popularnych, którzy mogli przebierać w dziewczynach i bawić się na całego, korzystając z młodości?
Owoców morza wolała nie ryzykować, kurczak był bezpieczniejszy dla jego żołądka. Na jego pytanie, przekręciła głowę na bok, zastygając na chwilę w bezruchu, bo zupełnie nie spodziewała się tego, że jej odpowie w taki sposób, który niczego jej właściwie nie sugerował. Przecież znał ze sto tych dziewczyn na Islandii, a ona pamiętała rudowłosą żonę kolegi, jego siostry, Ingrid i jeszcze jedną jej koleżankę o pięknych, zielonych oczach. - No skąd mam wiedzieć, kto? I czemu tak na mnie patrzysz? Pij, pij, rozgrzejesz się trochę. Nie mogę pozwolić, żebyś się rozchorował.
Oczywiście nie zamierzała mu odpuścić tej herbaty, pomimo ich konwersacji. Wódką mógł się dorobić później, jak nie będzie problemu z tym, żeby nagle zasnął. Bo co, mieli trwać do rana na bulwarach? Czując na sobie jego spojrzenie, odwzajemniła je i spomiędzy warg uciekło jej ciche mruknięcie zastanowienia, bo nie bardzo wiedziała, co znaczy europejsko-orientalna. - Nie wiem, zaskoczyłeś mnie. - przyznała cicho, szukając jednak kolejnych słów, bo wcale nie uciekła wzrokiem. Odłożyła na chwilę pudełko na kolana, stukając w kartonowy bok paznokciami. Widząc jednak, że się chwieje, bez zawahania objęła go dłonią w pasie, starając się przytrzymać. - I co ja mam z Tobą zrobić teraz? - zapytała retorycznie, trochę ciszej i pod nosem, nie oczekując jednak odpowiedzi. Zamiast tego jej palce zacisnęły się na materiale koszulki, licząc, że odzyska komfort.
Nie minęło kilka minut, a uznał, że deszcz wcale nie jest straszny i wstał, widocznie zamierzając zmierzyć się w pojedynku z chmurą, na co śmiechu już nie mogła powstrzymać. Przyglądając mu się uważnie, była gotowa do zerwania się na równe nogi, gdyby potrzebował pomocy, decydując się przy okazji zjeść jeszcze trochę ze swojego wegetariańskiego pudełka, którego zawartość pięknie, orzechowo pachniała. Słuchała go, a jakiś cień przemknął przez jej twarz, jednak nie skomentowała niczego, wsuwając sobie do ust kolejny widelec. Zerknęła również znów na Tamizę, a w głowie widocznie układał się jakiś plan, bo w brązowych tęczówkach zalśniły niebezpieczne iskierki.
- Byłbyś szczęśliwy i uśmiechnięty, gdybym teraz zabrała Cię na Islandię? - zapytała niby zwyczajnie, odkładając na bok pudełko. Byli prawie w centrum magicznego świata, a Pandora miała naprawdę wielu znajomych, którzy byli jej winni przysługę. Wystarczyła sugestia, słowo, a mogłaby załatwić świstoklik i sprawić, że rano obejrzy wschód słońca nad swoimi ukochanymi wrzosowiskami, które pewnie teraz tkwiły pod warstwą białego śniegu. Miał trochę racji, tam było piękniej i nie śmierdziało. - Mogę być Twoją dobrą wróżką w ramach specjalnej, randkowej usługi. I mogę spełnić trzy Twoje życzenia. - wysunęła w jego stronę rękę, pokazując trzy palce. Wsunęła szpilki, wstając i poprawiając sukienkę, wróciła do niego uwagą. - Sprawię, że będziesz na Islandii w ciągu godziny, jeśli chcesz. Wykorzystaj swoje życzenia mądrze, bo to jednorazowa okazja. Nie spełniam ot tak życzeń byle kogo, tylko szczególnych ludzi.
Oparła dłoń na biodrze, a lewą przeczesała włosy, zgarniając je do tyłu. Musiała oczywiście jeszcze sprzątnąć rozstawione jedzenie, ale to za chwilkę. Jej twarz szybko zmieniła wyraz, na powrót stając się po prostu charakterystyczną dla Pandory mieszanką szczęścia, jak i łagodności. Od siedzenia było też jej trochę zimniej, niż gdy stała i pozostawała w ruchu, chociaż jedzenie przyjemnie rozgrzewa jej żołądek i odrobinę wyparło stan, w jakim była. Przy jej torebce tkwiła jednak butelka wódki, niewiele jej trzeba było, aby wrócić do poprzedniego, znacznie bardziej lekkomyślnego sposobu bycia. Takiego, jakby miało nie być jutra. Teraz jednak miało ono nadejść i Pandora obawiała się, że Hjalmarowi może być potrzebna mała dawka eliksiru wiggenowego.
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#16
13.07.2023, 19:31  ✶  

No właśnie. To ona trzymała jego dłoń, a nie on jej - co stanowiło oczywiście diametralną różnicą w głowie Hjalmara - Na dno Tamizy - odparł, szczerząc swoje zęby. Prawdę mówiąc, odpowiedź Islandczyka była jak najbardziej do przewidzenia, tym bardziej, że to była jego ulubiona forma "znęcania" się nad Pandorą od momentu w którym poznał jej mały sekret. Nie mogę się zdecydować? Uniósł brew ale jako, że szedł pierwszy to nie bardzo miała jak to zobaczyć, a na jej przesunięcie kciukiem zareagował w klasyczny sposób - wydając lekki pomruk - Ta... Uważać... Zapamiętam - dodał ale nie miał zamiaru zbytnio się nimi przejmować.

To nie tak, że Prewettówna nie mogła sobie na to pozwolić bo mogła i nikt nie mógłby mieć nic przeciwko takiemu obrotowi spraw. Czy z drugiej strony nie wykazywała się teraz odpowiedzialnością? Czymś o co by jej nie posądził jeszcze kilka miesięcy temu - Nie mam apetytu... - przyznał machając dłonią aby nie zwracała na to uwagi. Może i przez większość czasu miał apetyt jak smok ale najwidoczniej dzisiaj nie był jego szczęśliwy dzień do tego typu fiesty. Może jednak jakaś odrobina, strzępka rozumu pozostała w głowie i tym samym zdawał sobie sprawę z tego, że może to się zakończyć "przeszczepem"? A wszyscy wiedzą, że te mogą się przyjąć albo nie.

- Oooo... Trzeba było f-fcześniej... Nie można być w gorącej... Wodzie kąpanym... - odparł. Hjalmar już się nie kontrolował. Gadał to co mu przyszło na język bez większego zastanowienia - Było przyjechać wcześniej na Islandię to widzisz... - stwierdził rozkładając ręce jakby chciał wskazać, że to tylko i wyłącznie jej wina. Nie powiedział tego jednak, zostawiając do jej własnej interpretacji jego zachowanie.

- Deniz to demon - przyznał, rozmasowując sobie miejsce w które został ugodzony łokciem. Nadal pamiętał jak ta małolata próbowała go zniszczyć... albo co najmniej za niego wyjść mimo jego niechęci - Akane nie ma w rankingu... Ja nie lubię takich kobiet... Jest taka no... Za otwarta i zmienia facetów jak rękawiczki... Ja takie znam... - wydukał z lekkimi problemami. Z każdą sekundą coraz trudniej szło mu składanie pełnoprawnych zdań ale za wszelką cenę próbował nie poddać się ani Morfeuszowi ani prawom grawitacji.

Mimo faktu, że Hjalmar preferował ziemniaki od jakiegoś makaronu czy innego ryżu, trzeba było przyznać, że to czym karmiła go Pandora, nie był wcale taki zły. Był całkiem smaczny i pożywny - No powinnaś wiedzieć Pandorka, że Ty... Przecież f-fskazałem na Ciebie... I zostawiłem Deniz... I patrzyłem czy nic Ci s-się nie działo... I w ogóle... - odpowiedział, robiąc drugie podejście do herbaty. Tym razem pociągnął jednak łyka ale pokręcił głową z niezadowolenia jako, że nie bardzo mu smakowała. Czy nakreślenie "europejsko-orientalne" nie rozumiało się samo przez siebie? Czy Turcja właśnie nie leżała na pograniczu obydwóch światów - Europy i Azji? I czy tym samym te słowa nie odnosiły się właśnie do Pandory?

Deszcz był nie równym przeciwnikiem, tym bardziej, że miał przewagę liczebną nad Hjalmarem. Na każdą pokonaną kroplę, pojawiało się z osiem nowych, co było bardzo nie honorowe - a przynajmniej tak to w swojej małym, pijanym móżdżku odbierał Nordgersim - Nie... - przestał siłować się z przeciwnościami losu, skupiając swoją uwagę na Prewettównie - Wtedy nie wróciłbym już tutaj... Zostałbym tam... - przyznał z ulgą w głosie. Doceniał jej starania i chęci ale nie zabranie go w rodzinne strony mogło tylko wszystko pokrzyżować, a Dagur na pewno nie byłby szczęśliwy z takiego obrotu spraw. Zwłaszcza jakby mu przekazała, że jego syn nie ma zamiaru ruszać się z Islandii - Trzy życzenia? - uniósł kącik ust, a następnie oblizał swojego wargi - Po pierwsze... - uniósł jeden palec - Chcę wódkę - zaczął przedstawiać swoje żądania niczym wprawny terrorysta - Po drugie... - dodał drugi palec - Nie będziesz mnie atakowała swoimi anglikami... - zakręciło nim lekko na bok ale utrzymał się mimo wszystko - A po trzecie... - uniósł trzy palce do góry - Jestem zmęczony... - przymknął oczy aby zachować trochę energii. Koniec końców nie miał pojęcia kiedy będzie mógł zmrużyć swoje oczy i oddać się w objęcia Morfeusza... W teorii mógł to zrobić teraz ale Pandora raczej nie byłaby w stanie go przenieść.

Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#17
18.07.2023, 22:25  ✶  
Z początku nie zwracała na to uwagi i jej wcale nie przeszkadzało to, że to ona zwykle łapała go za rękę lub w inny sposób zakłócała jego przestrzeń osobistą, ale od momentu, jak miała okazję być na tym Islandzkim weselu, trochę się to zmieniło. Wspominał jej, że było to raczej konserwatywne i zamknięte społeczeństwo, a brunetka w jakiś sposób uznała, że istnieje szansa zwyczajnego narzucania się Hjalmarowi. A on był po prostu tak miły i nie chciał jej odtrącić. Dlatego fakt, że nawet pijany, ale zrobił to sam z siebie, dużo dla niej znaczył. Pomimo uśmiechu, nie zabrakło jednak prychnięcia z jej strony na wzmiankę o Tamizie. Wykorzystanie słabego punktu było paskudne, czasem wręcz myślała, że ona też powinna to na nim stosować. - Tam jest brudno, nie chce na dno Tamizy. - zaprotestowała dość szybko, chociaż w jej głosie trudno było nawet o udawaną obrazę czy złość. Trochę specjalnie po miziała go kciukiem po dłoni, mruknięcie nie było zaskoczeniem, chociaż znów zabrzmiało tak, że nie umiała określić emocji, które przez nie próbował pokazać. Bez możliwości przesunięcia wzrokiem po jego twarzy lub spojrzenia w oczy, było to trudniejsze, niż sądziła. - I tak nie posłuchasz, uparty Niedźwiedziu. - dodała ciszej, nieco pod nosem, wywracając oczami i wpatrując się w jego plecy, pokręciła głową.
Na pierwszy rzut oka, to nikt o zdrowych zmysłach nie nazwałby Pandory kobietą odpowiedzialną, ale im dłużej czasu się z nią spędzało, tym bardziej oraz lepiej dostrzec można było, jak uwielbiała ludzi. Gdy ktoś był dla niej ważny, a ulubiony Islandczyk z pewnością do tego grona należał, jego dobro oraz bezpieczeństwo było dla niej dużo ważniejsze, niż własna dobra zabawa. Z pewnością miał na to wpływ śmierci córki właścicielki kebabu, na który go zabrała, gdy był w Turcji. Przed tym była znacznie bardziej lekkomyślna i egoistyczna. Brak apetytu nie był wymówką, w którą by mu uwierzyła. Być może bardziej chodziło o próbowanie kuchni Azjatyckiej, zamiast dobrze znanych sobie steków, gulaszów lub śledzi? Westchnęła, kręcąc głową, przez co puszczone luzem pasma brązowych włosów, zakołysały się leniwie i prześlizgnęły się na materiale wykonanej ze sztucznej skóry kurtki, chcąc przemknąć na ramiona i dekolt. - Zjedz chociaż troszkę.
Zachęciła go jeszcze, licząc, że ukryty głód wygra z jego brakiem apetytu, zwłaszcza że tak ładnie jedzenie od Shuna pachniało.
- Czasem trzeba być w gorącej wodzie kąpanym, mój Drogi. Czy żelaza też nie kujesz, póki gorące? Jeśli myśli się nad czymś zbyt długo, może Ci przelecieć koło nosa. - odparła pogodnie, pozwalając sobie na wzruszenie ramion, bo widocznie była to jedna z tych prawd, którymi Prewettówna kierowała się w życiu. Ono było zbyt krótkie, zbyt nieprzewidywalne, aby coś odwlekać i nad czymś gdybać. Lepiej żałować, że się spróbowało, niż zastanawiać, co by się stało, gdyby wyciągnąć po coś dłonie. Wódka była niewątpliwie pomocnym narzędziem w rozmowach z blondynem, który znacznie częściej mówił to, o czym myślał. Nie było to może ładne zachowanie, dlatego też starała się po prostu prowadzić z nim normalną rozmowę, przeskakując z tematu na temat, a nie pytań o jakieś sekrety lub konkretne informacje. Przecież jeśli będzie chciał, sam jej o takowych powie. - Gdybym przyjechała wcześniej, to mogłabym Cię nigdy w tym lesie nie spotkać. Czy to nie byłaby strata? No i musiałam poważnie przemyśleć, czy kolejna wycieczka do Twojej ojczyzny będzie rozsądna, ostatecznie jestem wariatką, nie? - ostatnie pytanie było raczej retoryczne, a dziewczyna posłała mu rozbawiony uśmiech, nie mając o to określenie absolutnie żadnych pretensji, po takim czasie zwyczajnie ją bawiło.
- Nie jest aż tak źle, owszem bywa uparta i bezpośrednia.. Jednak od razu demon? - próbowała bronić kuzynki, chociaż niewiele miała argumentów. Zdawała się bardziej narwana od Pandory, bo ona nie proponowała ludziom ślubów przy drugim spotkaniu, jakże krótkim. Nie sądziła jednak, że jej zaloty odbierał, jako chęć zniszczenia. Wysłuchała jego słów Akane i chociaż były dosadne i uwielbiała swoją przyjaciółkę, trudno było się z tym nie zgodzić. Zmieniała partnerów i partnerki w sypialni szybciej, niż czasem ludzie prali pościele. - Ona po prostu się boi zaangażowania, a nocne harce podobno dają jej najwięcej weny, jeśli chodzi o sztukę. To ładna, ale wyzwolona dziewczyna. - zgodziła się, oczywiście usprawiedliwiając lub raczej próbując usprawiedliwić Kanę, bo nie byłaby sobą, gdyby tego nie zrobiła. Nie podzielała jej entuzjazmu do przypadkowych schadzek, ale kim była, aby to tępić lub jej zabraniać? Martwiła się czasem o jej bezpieczeństwo, zapominając jednak o tym, że w ogólnym rozrachunku, Akane była czarownicą, umiała sobie poradzić.
Im dłużej tu tkwili, tym bardziej na zmęczonego wyglądał i świeże powietrze wcale nie wydawało się ratować sytuacji, nawet w towarzystwie ciepłego jedzenia lub herbaty. Mimowolnie rozejrzała się dookoła, szukając wzrokiem postoju, który na szczęście ni był daleko. Żałowała, że nie nauczyła się teleportacji łączonej, byłaby teraz bardzo przydatna. Na szczęście jadł, co chyba trochę opóźniało zaśnięcie.
- Hmm?- wbiła w niego zaskoczone ślepia, czując, jak po policzkach rozlewa się jej fala ciepła, malując je odcieniem subtelnego różu. Nie brała w ogóle siebie pod uwagę w tym rankingu, bo przecież byli w tak dziwnej relacji, której to ona przewodziła, że nie widziała ku temu absolutnie żadnych podstaw. Opuściła pusty widelec w pudełko, przenosząc tam na chwilę skonsternowane oczy, jakby zastanawiała się, co z tym fantem zrobić. Pandora nie była jednak kobietą nieśmiałą, która odpowiedziałaby milczeniem lub zmianą tematu. I chociaż jego skrzywienie się na herbatę było powodem do rozbawienia, żadnej komentarz nie wyszedł spomiędzy jej warg. - Pięknie mnie załatwiłeś na noc. Teraz nie dość, że nie mogę się upić, bo o tym zapomnę, to jeszcze nie mogę Cię nawet pocałować, bo Ty nie będziesz o tym pamiętał, a ja obiecałam sobie, że tego nie zrobię. Myślisz, że kiedyś wrócimy do tematu, jak będziesz trzeźwy? - zapytała w końcu, prostując głowę z łagodnym uśmiechem, wbijając wzrok w jego twarz i próbując najwidoczniej złapać spojrzenie rozbieganych oczu. Nachyliła się nieco, jakby chciała mu zdradzić sekret najwyższej wagi. - Bo wydaje mi się, że jeśli byś chciał, a ja bym sobie pozwoliła, to mogłabym się w Tobie zakochać, ale chyba nie jest to odpowiedzialność, z którą łatwo sobie poradzimy.
Niewiele myśląc, przysunęła się i dała mu buziaka w polik, a potem, jak gdyby nigdy nic, odłożyła pudełko na bok.
Przyglądała mu się, jedząc, mając wciąż zmieniony wyraz twarzy, zastanawiając się nad tym, co jej powiedział. Walka z deszczem przypominała taką z wiatrakami lub z głazem, była niekończąca się i bez większych szans na zwycięstwo, ale to urocze, że próbował.
- Nie? - powtórzyła zaskoczona, całkiem nie tego się spodziewając, a cały plan porwania go na Islandię, który układała w głowie, gdy poruszył znajdującymi się tam trybikami przez swój krzyk, stanął niczym zaczarowany. Westchnęła i przez chwilę chciała nawet zapytać, czy byłoby w tym coś złego, ale w głębi serca wiedziała, że Hjalmar wcale nie był egoistą, nie zrezygnowałby z rodziny oraz pomocy ojcu tylko dlatego, że czegoś nie chciał. Tylko czy życie i przebywanie tu z taką tęsknotą w sercu nie będzie na dłuższą metę bardzo wyczerpujące? Przyjdą przecież takie deszczowe popołudnia, gdy spojrzy w okno i jedyne, co będzie czuł, to jakaś nieprzyjemna iskierka żalu. - A nie możesz tam zostać, rozumiem.
Dopowiedziała sobie ciszej.
Stanie było bardziej otrzeźwiające, niż siedzenie, a przede wszystkim było cieplej. Na jego słowa o życzeniach, przytaknęła, widocznie przejęta swoją rolą wróżki. Miała nadzieję, że nie wymyśli czegoś, czego nie będzie w stanie zrealizować. Im dłużej mówił, tym bardziej brew unosiła się jej do góry. Marnował życzenie na wódkę! - Co to znaczy, atakowała anglikami? - zapytała, mrugając w zamyśleniu, bo nie mogła zrozumieć, co miał na myśli. Angielskie miejsca, zwyczaje, jedzenie, ludzi, rozrywki? Musiał być bardziej precyzyjny, jeśli to życzenie miała spełnić. Trzecie okazało się najprostsze. - Zaczniemy więc od końca. - zdecydowała na widok przymknięcia przez niego oczu, przeciągając się leniwie, a potem delikatnie uderzając swoje policzki, aby się otrzeźwić, zabrała się uprzątnięcie. Puste pudełka wyrzuciła, a resztę wpakowała w siatkę, zbierając wszystko z ziemi, aby zostawić po sobie porządek. Poprawiła buty, upewniając się, że dobrze leżą i podeszła do Hjalmara, wyciągając ponownie dłoń w jego stronę. - Złap mnie za rękę i chodź. Zajmę się Tobą. - uśmiechnęła się niewinnie, poruszając wymownie palcami, bo chyba fakt, że wychodziło to z jego inicjatywy, bardzo się jej spodobał.
Kilka minut później, niewiele metrów dalej — po spacerze odrobinę chwiejnym, siedzieli już w taksówce, a Pandora podała kierowcy właściwy adres. W aucie było ciepło i przyjemnie, pachniało trochę wanilią. Zdawała sobie sprawę, że jej towarzysz mógł tu zasnąć, zastanawiała się więc, czy kierowca ewentualnie zgodziłby się na stanie pod budynkiem, dopóki Islandczyk się nie przebudzi, żeby wejść na górę, za co oczywiście dodatkowo by zapłaciła i dała mu jeszcze w gratisie ciasteczko z wróżbą. Odwróciła głowę w stronę blondyna. - Będziemy jechać tylko kilka minut, ale jak chcesz, to odpocznij. - mówiąc to, wyprostowała się i usiadła wyżej, odgarniając włosy z ramienia, aby mógł się oprzeć, jeśli miał ochotę. Nie mogła przestać uśmiechać się pod nosem, chociaż zupełnie inaczej wyobrażała sobie ten wieczór.- Pierwsze życzenie dostaniesz, jak dojedziemy i wejdziemy do mieszkania. - dodała jeszcze na znak, że wcale o tej wódce nie zapomniała
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#18
19.07.2023, 22:45  ✶  

Wzruszył ramionami na kwestie brudu w Tamizie. Nie miał żadnego wpływu na to, że Anglicy nie dbali o swoje rzeki czy jeziora. Z drugiej strony bardzo łatwo było mu to porównywać do swoich stron gdzie mieszkało ich wszystkich może z 300 tysięcy. W samej pewnie stolicy Anglii mieszkało dziesięć razy tyle osób - nie zmieniało to jednak za wiele jako, że mogli dbać o dobry stan tej arterii rzecznej.

Jako swoją aprobatę (czy też dezaprobatę) na jej słowa wydał z siebie krótkie mruknięcie. Mógł być uparty ale na pewno nie bardziej od Pandory - tak to odbierał i nie zamierzał zaakceptować żadnej innej wersji wydarzeń. Czasami musiał pokazać pazur jak na niedźwiedzia przystało, chociaż zaczął zdawać sobie sprawę, że przy Prewettównie mógł go pokazywać za często. Co najmniej jakby był kimś innym.

Nie mógł się nie zgodzić na odrobinkę jedzenia skoro go tak ładnie prosiła. Brakowało tylko aby mówiła 'za mamusie' czy 'za tatusia' - Zawsze się kuje póki gorące... Ale to co innego niż być w gorącej wodzie kąpanym - przyznał. Według Nordgersima była to diametralna różnica. O ile praca w kuźni wymagała pośpiechu w kwestii kuciem gorącego żelaza i nie było możliwości na chwilę zawahania, tak w kwestii innych rzeczy - tych niedotyczących jego fachu - nie należało się za bardzo spieszyć, a podejść z rozsądkiem i otwartą głową.

- Nigdy nie wiadomo jak to będzie. Może tak już miało być? - zapytał, a następnie wzruszył ramionami - Nie wiadomo - dodał po chwili. Z jednej strony Hjalmar nie wierzył w te wszystkie gwiazdy i inne wróżbiarstwa ale z drugiej może tak rzeczywiście miało tak być, że się spotkali? Co najmniej jakby ktoś temu pomógł i kazał Islandczykowi iść akurat tą drogą w lesie, a Turczynce zatrzymać się w dokładnie tamtym miejscu. Przypadek? Być może.

- Ty jej tak nie broń bo ja swoje widziałem... - odpowiedział z lekką nutą tajemniczości. Nie bardzo chciał się rozczulać nad tematem swojej wizyty w Turcji ale jednak zapamiętał dużo drobnych szczegółów, a jego stan wcale nie pozwalał mu siedzieć z zamkniętą jadaczką - tak jak to miał w zwyczaju - No to niech sobie będzie wyzwolona w innych rankingach. W moim nie ma miejsca na takie rzeczy - przyznał i tym samym kategorycznie skreślił Akane ze swojej listy. Zachowanie Azjatki może było normą wśród Angielskiego społeczeństwa ale dla kogoś wychowanego w ciężkich, lekko konserwatywnych warunkach, nie było mowy na akceptację takich rzeczy.

Dojrzał zmiany jakie zaszły na policzkach Pandory po tym jak wypowiedział swoją kwestię - Zmarzłaś chyba lekko... - palnął bez większego zastanowienia jako, że to była pierwszą rzecz z którą skojarzył różowe poliki. Hjalmar nadal jednak próbował swojego szczęścia z herbatą, biorąc łyka po którym zrobił minę niczym małe dziecko które spróbowało cytryny - Nie... Wiem... - odpowiedział zgodnie z prawdą. Teraz może i był odważny do pogawędki czy dłuższej rozmowy ale na trzeźwo nie było mowy aby był taki skory - Co zrobić? - uniósł głowę aby mieć pewność, że dobrze usłyszał, a Pandora nikczemnie to wykorzystała aby go pocałować w polik - O jaa... - wydał z siebie, łapiąc się za polik, a moment później spoglądając na wewnętrzną stronę swojej dłoni - Problem? A co to za problem? - zapytał z ciekawości, ponieważ sam teraz nie widział problemu w niczym, a na pewno nie z większością rzeczy.

Zaskoczenie Prewettówny wcale nie było aż takim szokiem dla Nordgersima. Najchętniej by się zgodził aby tam zostać ale złożyć pewne daleko idące obietnice. A jak wiadomo, Hjalmar dotrzymywał obiecanego słowa - Niestety nie mogę... Nie teraz... - pokręcił głową. Na moment nawet mogła mu podejść jedna łza, której jednak szybko się pozbył. Nie był pewien czy to łza ze smutku czy może jednak kropla deszczu. Ze względu na swoją twardość i styl obycia, chciałby powiedzieć, że to deszcz ale prawda w tym wypadku była całkowicie inna. Było mu po prostu smutno...

Islandczyk był prostą istotą i nie potrzebował wiele do szczęścia. Dobry trunek dawał mu szczęście, a dodatkowo go otwierał - nic więc dziwnego, że akurat o niego poprosił - No tymi wszystkimi ludźmi... Doceniam Pandora... Bardzo... Ale dam sobie radę sam.. Nie potrzebuje na siłę kogoś poznawać.. - wytłumaczył. Był bardzo wdzięczny za jej próby i wszystko co dla niego robiła ale musiał sam się do tego przemóc. No i Ci znajomi Pandory czy też Akane byli trochę... specyficzni? - Od końca? - zdziwił się Ale tym samym kupiła sobie jego całkowitą uwagę. Przyglądał się całemu procesowi ogarniania, nie wydając z siebie ani słowa - Dobrze - odparł, łapiąc ją za rękę. Był już za bardzo pijany aby jakiekolwiek systemy obronne przed takim czynem mogły działać. Zresztą Islandczyk był drapieżnikiem - trochę jak taki kot - zobaczył ruch palcami to musiał za nie złapać. Nie miał wyboru.

Podróż, w którą porwała go Prewettówna była niczym przeprawa przez mękę. Ledwo szedł, a nogi mu się mieszały. Nic więc dziwnego, że dwa, a może nawet trzy razy był blisko aby wywinąć orła - to się jednak nie stało dzięki asekuracji Pandory.

Na jej słowa o odpoczynku, po raz kolejny się posłuchał i przymknął oczy - Wiesz, że jestem wilkiem? Auuuuu.... - oznajmił, a następnie wydał z siebie dźwięk, który miał poświadczyć o jego prawdomówności. Ale czy z drugiej strony nie był niedźwiadek, a nie jakimś tam wilkiem? Nie czekając na żadne dodatkowe pytania czy wyjaśnienia, oparł się o Turczynkę albo swoją randkę i usnął. Po prostu usnął w mgnieniu oka o czym dobitnie świadczyło jego pochrapywanie... W końcu stary niedźwiedź mocno śpi...

Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#19
20.07.2023, 22:20  ✶  
W oczach Pandory, Anglicy również byli trochę brudasami. Pomijając już błotnisty kolor wód Tamizy, to w parkach często walały się śmieci, a bezdomni śpiący w uliczkach potrafili załatwiać swoje potrzeby pod witrynami sklepów lub na środku parkingów. Zdawało się jej, że sprzątali tylko ścisłe centrum i okolice mugolskiego pałacu, bo tam było najwięcej turystów, a jak wiadomo, z nich największy zarobek. Jeziora i strumyki na Islandii, które miała okazję widzieć, były zbyt czyste, zbyt zadbane i kochane przez matkę naturę, aby w ogóle zniżać się do poziomu tutejszych zbiorników wodnych. Dlatego perspektywa, aby utopił ją tam, była znacznie lepsza. Na mruknięcie jedynie westchnęła, bo co innego pozostało, gdy się już na coś uparł? Często się z nią droczył, czasem miała wrażenie, że zaprzeczał lub mówił coś tylko dlatego, aby zrobić jej na przekór.
Ledwo wyszła z worka siostry, nie chciała wpadać w worek matki lub opiekunki, nawet jeśli faktycznie, czasem bywała przesadnie troskliwa. - Jak się nie będziesz czasem śpieszył, to Ci okazję w życiu pouciekają, tak jak z żelazem, które wystygnie. Jego już nie przerobisz bez ponownego rozgrzania, nie? Zdrowy rozsądek jest ważny, ale odrobina szaleństwa i spontaniczności to prawdziwy dar młodości, powinniśmy korzystać, dopóki możemy. - odparła uparcie, widocznie zupełnie się z nim nie zgadzając, ale może też trochę próbując go zachęcić, aby będąc w Wielkiej Brytanii, gdzie społeczeństwo nie było takie konserwatywne, pozwalał sobie na odrobinę więcej. Zanim zdążył mruknąć z niezadowoleniem, podsunęła mu pod nos kolejny widelec z porcją makaronu i kurczaka.
- Mówi się, że niezbadane są wyroki przeznaczenia i los plącze nićmi osoby, których zupełnie się nie spodziewamy w swoim życiu. Cieszę się jednak, że na Ciebie wpadłam lub raczej Ty mi spadłeś niedaleko.
Nie mogła powstrzymać śmiechu, gdy przed oczami pojawił się jej obraz Hjalmara lecącego z tego drzewa i robiącego hałas, chociaż wtedy jej nie było tak do śmiechu, szczególnie z toporem i kompletnym brakiem pomysłu, jak wyjść z tego lasu. Pokręciła głową, nie mogąc powstrzymać szerokiego uśmiechu.
- Hmmm? Moja kuzynka chciała coś Ci zrobić za moimi plecami? - zapytała, przekręcając głowę na bok i ściągając brwi, a przez ułamek sekundy na twarzy Pandory pojawił się grymas jakiegoś niezadowolenia, który wymieszał się z odrobiną zazdrości. - Akane pewnie Ciebie też chciała zaciągnąć na poszukiwania inspiracji? Nawet jeśli nie jest w Twoim stylu, to i tak jest naprawdę śliczna i taka drobna! Zawsze będę jej broniła, tak już mam. Sporo razem przeszłyśmy, dużo mi pomogła.- wzruszyła bezradnie ramionami, bo faktycznie, Kana była kimś, na kim zawsze pomogła polegać w całym tym jej roztrzepaniu i rozpuście. Musiała mu jeszcze wyjaśnić, dlaczego zawsze umiała znaleźć w niej jakiś jasny, pozytywny punkt zaczepienia. Brunetka uśmiechnęła się jednak pod nosem znacznie delikatniej, bo widocznie brak Azjatki w tym rankingu jej trochę odpowiadał. Zawsze wydawała się jej znacznie ładniejsza niż ona sama. - Czy na Islandii, podczas Lithy i innych, sami nie jesteście dość rozpustni? Sam mówiłeś, że Twoi kompanii szukali towarzystwa na wieczór. Na weselu też zdawało mi się, że konserwatyzm i nieśmiałość, to poszła pod stół.
Zauważyła mimowolnie, podnosząc na niego zaciekawione spojrzenie.
Na jego słowa pokiwała głową, unosząc wolną dłoń i przesuwając po rozgrzanym policzku, westchnęła. Czasem dobrze, że bywał taki niedomyślny.
- Znamy się już tyle czasu, a Ty nadal się mnie tak wstydzisz, Niedźwiadku. - westchnęła z odrobiną teatralnego wręcz dramatyzmu, bezkarnie rozkładając ręce, jakby wszelkie próby walki z tym nie przynosiły żadnego efektu. Trochę tak było. - Zakochać się. Byłeś kiedyś zakochany, Hjalmar? - odparła beztrosko, przyglądając się z odrobiną rozczulenia, ale i satysfakcją jego kolejnej, uroczej reakcji. I jak miała tak nie robić, skoro on reagował w taki niewinny sposób? Sam ją prowokował do naruszania jego przestrzeni osobistej. Na jego pytanie o problem nie odpowiedziała, jednak nie bardzo umiejąc znaleźć właściwie słowa, które mogłyby oddać to, co miała na myśli. Na kilka dłuższych chwil, spojrzenie brązowych oczu znów zatrzymało się na wzburzonej od wiatru, brudnej tafli Londyńskiej rzeki. Zdawała sobie sprawę, że nie była łatwym człowiekiem do znoszenia, zwłaszcza ze swoim temperamentem i okazjonalną bezmyślnością, a przecież Islandczyk wstydził się nawet złapać ją za rękę.
Wróciła do niego wzrokiem, gdy poruszyli temat Islandii i tego, że nie mógł tam wrócić. Wydało się to dziewczynie niesprawiedliwie i bolesne, bo nawet jeśli nie miała poczucia przynależności do jakiegoś miejsca, to właśnie na tej wyspie, blondyn zdawał się najszczęśliwszy. Wśród tego, co znał i co go wychowało. Wiedziała, że rodzina jest dla niego najważniejsza, że był honorowy i oddany, skory do poświęceń, ale czy naprawdę było warto żyć wbrew sobie? Czy nie lepszym pomysłem byłby świstoklik, a spędzanie nocy i dni wolnych tam, gdzie chciało być jego serce? Pomimo natłoku przemyśleń, nie powiedziała niczego głośno. - Nie masz więc wyjścia i musisz dać sobie radę. Wierzę w Ciebie no i nie jesteś sam, zawsze Ci pomogę.
Zamiast dalszego kontynuowała tematu, odpowiedziała krótko i chociaż częściowo zgodnie z tym, co dyktowało jej serce. Do głowy wpadł jej również pewien pomysł, ale o tym będzie musiała porozmawiać z ojcem i dowiedzieć się od swojej randki, czy w ogóle się na tym znał. Musiało to jednak zaczekać, aż będzie trzeźwy. Może przy śniadaniu lub za kilka dni?
Na jego słowa kiwnęła głową, znów nie odpowiadając. Rozumiała i nie miała innego wyjścia, jak to uszanować, nawet jeśli nie do końca się z tym zgadzała. Nie chciała, żeby był całkiem sam w Wielkiej Brytanii lub spędzał czas tylko z ojcem, bo przecież różnie układało się życie. Dobrze było otaczać się ludźmi, najlepiej całkiem różnymi, dzięki czemu można było doświadczać świata i rzeczywistości z zupełnie innej perspektywy. - Dobrze.
Na pytanie o życzenia od końca też nie odpowiedziała, uśmiechając się jedynie i zabierając do ogarnięcia po sobie, bo bałaganu nigdy nie zostawiała. Z odrobiną zdziwienia zacisnęła palce na jego dłoni, gdy o dziwo bez walki i marudzenia, wyjątkowo grzecznie ją złapał za rękę. I zupełnie nie był jak kot! Wilk lub Niedźwiedź, okazjonalnie osioł lub jakaś ryba, czy inne morskie stworzenie! Może trochę delfin, bo też był zadziorny?
Nie było łatwo, szczególnie na obcasach, na które bezgłośnie przeklinała pod nosem, modląc się o to, aby dała radę go utrzymać i się nie wywalić. Był ciężki, odrobinę nieporęczny, ale przynajmniej nie marudził i współpracował. Nic więc dziwnego, że odrobinę zdyszana wsiadła do taksówki, czując kolejną falę wypieków na policzkach, tym razem nie z powodu zawstydzenia.
Spojrzała na niego z rozbawieniem, gdy wspomniał o byciu wilkiem i przytaknęła.
- Oczywiście. Przecież sama Cię z tym zwierzakiem skojarzyłam, nie? - puściła mu oczko, prostując się i poprawiając na kanapie taksówki, aby było mu wygodniej, gdyby zechciał zrobić sobie z niej poduszkę. Nie minęło kilka sekund i zasnął, a ona westchnęła, przecierając oczy dłonią. I jak niby wniesie go na górę, skoro zabronił jej używać magii? Nie była jednak zła, była to ewentualność, z którą mogła sobie przecież poradzić. Spojrzała na jego dłoń, którą wciąż zaciskała w swoich palcach, a potem starszego mężczyznę, który prowadził taksówkę. Nie chciała za bardzo się ruszać, żeby Niedźwiadka nie obudzić.
- Poczeka Pan ze mną pod domem, aż się obudzi? Nie mam sumienia mu przeszkadzać. Oczywiście zapłacę i może Pan coś zjeść. Jest makaron z krewetkami, jak Pan lubi. - uśmiechnęła się do niego pogodnie, wyjmując wolną ręką pudełko z siatki, która leżała obok, dorzucając mu jeszcze później ciastko z wróżbą. Całe szczęście, kierowca był uprzejmy. Gdy po kilku minutach samochód zatrzymał się, ściszył nieco radio i zabrał się za jedzenie, a Pandora zerknęła za okno, obserwując spływające po szybie krople. Znów się rozpadało. Całe szczęście, eliksir nadal działał, więc jeszcze nie czuła senności. Po jakimś czasie ciszy wpadła w szeptaną rozmowę z Edwardem— jak się okazało, pół Irlandczykiem, który faktycznie, pod czapką miał rudą czuprynę, gdzie okazjonalnie przewijały się siwe włosy. Prewettówna nigdy nie miała problemu z nawiązywaniem kontaktu z ludźmi, więc zaraz zaczął opowiadać jej historię ze swojej młodości, zabijając czas. Nie drgnęła nawet, starając się mówić cicho, powstrzymując śmiech. Nie chciała go budzić.
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#20
20.07.2023, 23:27  ✶  

Kolejny dowód ich przeciwności - Hjalmar wolał stary porządek, którym żył już od kilku dobrych lat. Wstawał rano i szedł do kuźni gdzie pracował do późnego popołudnia czy nawet wieczoru, pozwalając sobie na pojedyncze występki w postaci wyprawy do lasu czy popijawy ze swoją ekipą. Pandora zaś z drugiej strony żyła dużo bardziej tą całą chwilą, pozwalała sobie na to szaleństwo i spontaniczność. Ale czy nie miała racji? Młodość - jeżeli można tak jeszcze rozpatrywać ich wiek - mieli jedną i należało wycisnąć z niej jak najwięcej.

Czy w takim razie można by go rozpatrywać jako "gwiazdkę z nieba"? W końcu spadł z choinki, a z niej jest dużo bliżej do gwiazd niż z ziemi. Dodając jeszcze fakt, że mimo swoich wielu gróźb, nic jej nadal nie zrobił - chociaż mógł i pewnie powinien - a w jakiś sposób nawet zaakceptował i przywiązał?

- Uwieść... - odparł cicho, starając się nawet powiedzieć pod nosem aby może - przypadkiem - nie usłyszała. Kuzynka Prewettówny starała się za wszelką cenę i może mogłoby się jej udać ale była jedna, bardzo ważna kwestia, która ją przekreślała z jakichkolwiek planów matrymonialnych. Tą rzeczą był jej wiek - Deniz była za młoda dla Hjalmara i lekko za szalona? Albo nie wybawiona jeszcze? A on sam nie miał już ani chęci ani siły aby biegać po klubach czy imprezach - Ummm... Nie wiem... Może? Nawet jeśli to chyba jej się nie udało bo mogłem nie zrozumieć jej przekazu... - przyznał ze wzruszeniem ramion. Nie był w stanie sobie przypomnieć czy coś takiego rzeczywiście miało miejsce. Nordgersim się jednak nie bał, że Akane zostanie sama na zawsze - z jej otwartością i "poszukiwaniami" przygód to była tylko kwestia czasu aż się z kimś zwiąże.

- Ale Litha to coś innego... Sama wiesz jak to jest... - podrapał się po karku, przypominając sobie, że on sam wybrał Pandorę zamiast kolegów. Czy to również nie dodawało go do tej grupy? No bo w końcu znalazł sobie towarzystwo na wieczór i bawili się co najmniej przednio - Wesela to też osobna sprawa... - dodał, próbując wytłumaczyć jakoś siebie oraz resztę społeczeństwa. W wielkim skrócie można by to podsumować do jednego zdania - alkohol otwierał ludzi i zakopywał wszelkie bariery, czego chodzącym przykładem był sam Islandczyk.

Akurat kwestia znajomości nic nie zmieniała w jego przypadku. Njalę w końcu znał całe życie, a gdyby nie była zajęta i robiła takie same rzeczy jak Prewettówna to zareagowałby tak samo - Zakochać się... - powtórzył po niej - Każdy kiedyś był zakochany... - odpowiedział wymijająco. W głębi duszy uważał, że na każdego przyjdzie czas aby zostać trafionym tą legendarną strzałą Amora. Niektórym przyszło szybciej, innym później - ale czy nie było warto czekać na tę jedną, jedyną osobę zamiast szukać szczęścia na siłę i co noc jak co poniektórzy?

Jak miał w inny sposób reagować skoro atakowała go z zaskoczenia? W tym przypadku to z drapieżnika stawał się ofiarą. I mu to nie przeszkadzało. Nie miał z tym najmniejszego problemu dopóki nie dawał po sobie poznać, że mu to pasuje czy odpowiada. A przynajmniej bardzo chciał aby Pandora nie rozgryzła tego małego sekretu. Dużo lepiej mu się żyło kiedy nie musiał się dzielić swoimi przemyśleniami na ten temat. Z drugiej strony dochodziło do jego pijanego mózgu, że ta 'niewiadoma' czy impas nie może trwać wiecznie, a on w końcu będzie musiał pogodzić się z pewnymi faktami.

Ucieszył się na jej słowa o wierze w niego i samego faktu, że po prostu była oraz chciała pomóc. Z drugiej strony też mogła liczyć na to samo - nawet kiedy go irytowała swoim gadaniem czy innymi chaośniczymi sprawami. Zawsze gdzieś tam kątem oka spoglądał w jej kierunku, czego dowodem była chociażby 'interwencja' podczas wakacji w Turcji. Mogli się denerwować, grozić czy nawet porywać ale jedne było w stanie wskoczyć za drugim w ogień - czy tego chcieli czy też nie.

Życzenia miał przyziemnie i nie za bardzo wybujane. Prewettówna prawdę mówiąc powinna się cieszyć, że zapytała go w takim, a nie innym stanie. Gdyby był trzeźwy, istniałoby ryzyko, że nie powiedziałby nic, wzruszając po prostu ramionami - a tak to coś z siebie wydusił i wymyślił. Może nie było to za bardzo kreatywne ale jednak było.

Pandora powinna była skorzystać z tego, że reagował w ten sposób. Teraz, złapanie randki za reke nie stanowiło żadnego problemu. Ba! Nawet zgodzenie się na randkę było sukcesem i to całkowitym. Nie mógł nic poradzić, że był tak zbudowany. Harówka w kuźni nie pozwalała mu na inny wygląd. Gdyby był jakimś lekkoatletom czy zwykłym innym szarym człowiekiem nie miałaby żadnego problemu aby go prowadzić czy nieść.

Ostatnią rzeczą jaką był w stanie zrobić przed swoim upadkiem - zaśnięciem - było pokiwanie głową na temat skojarzenia go ze zwierzakiem. Hjalmar miał trochę przeświadczenie, że ta go nie rozumie. Był prawdziwym wilkiem! Wilkołakiem z krwi i kości, a nie żadnym podrabiańcem. Tą myślą nie zdążył się podzielić, ponieważ już sobie miło chrapał na tylnym siedzeniu, korzystając z Pandory jako podpórki. Co by nie mówić, musiała być bardzo wygodna skoro tak szybko usnął.

Całą drogę nie wydał żadnego dźwięku, który nie był chrapaniem. Nawet się nie ruszał, co mogła dawać pewne powody do obaw - chociaż jego jazgot informował, że na pewno żyje i nic mu nie jest. No bo czy Pandora nim się właśnie nie opiekowała zgodnie ze swoją zapowiedzią? Spanie z taką myślą było bardzo przyjemne, pozwalając na pełen relaks i odpoczynek.

Minęło kilka minut jak dojechali na miejsce, gdzie oczekiwali jego pobudki - Uważaj sobie... - wycedził zaspanym głosem, chociaż oczy nadal miał przymknięte. Nie było już słychać chrapania, co świadczyło tylko o jednym - zmartwychwstaniu Hjalmara. Kilkanaście sekund później pstryknął karkiem oraz wyprostował plecy, a następnie nachylił się w kierunku Pandory - dokładnie do jej ucha - Czy on Cię napastował? - zapytał, chuchając ciepłym powietrzem w jej małżowinę - Tylko szczerze... Przecież wiesz, że nie zrobiłbym mu żadnej krzywydy... - dodał równie konspiracyjnym tonem, wbijając tym samym swój wzrok w jej twarz, po części pewnie wyszukując jej tęczówek. Po nich mógł stwierdzić czy odpowiedź na jego pytanie będzie szczera czy też nie do końca. Prewettówna powinna wiedzieć, że żaden z niego brutal czy zabijaka, a kierowca taksówki jest bezpieczny... Czy aby jednak na pewno?

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Hjalmar Nordgersim (9339), Pandora Prewett (15917)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa