- Przepraszam za bałagan, czuj się, jak u siebie Niedźwiadku. - rzuciła w jego stronę, zapalając światło po tym, jak zrzuciła obcasy niedbale na bok i odłożyła torebkę na niski stołek, który stał nieopodal. Korytarz był dość wąski i wysoki, o białych ścianach i równie drewnianej podłodze. Poza wąską komodą, wieszakami na płaszcze — gdzie odwiesiła wilgotną kurtkę oraz lustrem, nie było tu niczego. No i poza stołeczkiem. Na końcu korytarza znajdowały się otwarte, podwójne drzwi z szybkami, które prowadziły do pokoju połączonego z niewielką kuchnią. Na prawej ścianie znajdowały się drzwi, które prowadziły do sypialni, a na lewej jednej do łazienki, drugie do niewielkiego pokoiku, gdzie Pandora miała mnóstwo rzeczy potrzebnych jej do pracy.
- Pewnie jesteś zmęczony, chcesz się od razu położyć? Jak tak, to tutaj. - posłała mu pełen troski uśmiech, stając przy drzwiach prowadzących do sypialni, które otworzyła szerzej. Zapaliła światło — znacznie słabsze, które stworzyło jedynie delikatną, mleczną łunę. Pomieszczenie przypominało prostokąt, wewnątrz znajdowała się jeszcze jedna para drzwi, znacznie węższa niż inne. Podłoga była tak samo ciemna i prosta, jak na korytarzu, właściwie w całym domu poza łazienką tak było, ściany również miała białe. Łóżko było olbrzymie i dość niskie, pełne poduszek, a także z dwiema lub trzema maskotkami. Na wprost łóżka przywieszona do ściany była półka, gdzie miała jakieś drobiazgi, a pod nią, na bawełnianych sznurkach wisiało mnóstwo zdjęć. W rogu przy wąskich drzwiach, które musiały prowadzić do niewielkiej szafy, tkwiło lustro i jakiś kaktus. Po dwóch stronach łóżka tkwiły wąskie szafeczki, a w ostatnim wolnym rogu drabina, którą przerobiła na półkę. Praktycznie całą ścianę na wprost drzwi zajmowało wysokie okno, otoczone jasnymi zasłonami, które kołysały się leniwie na wietrze, a przez szybę dostrzec można było pogrążony w nocnym chaosie Londyn, nawet Tamizę, jeśli dobrze się przyjrzeć. Pomimo otwartego okna, nie było tu wcale tak głośno, jak sugerowałaby to znajdująca się nieopodal ulica, widocznie mieszkanie było trochę wyciszone za pomocą magii. Poprawiła torby w rękach i wtedy też, Pandorze się przypomniało o prezencie oraz drugim życzeniu! Najpierw więc wyjęła butelkę z wódką, którą, jednak zanim mu podała, otworzyła, upijając kilka łyków, które widocznie miały pomóc jej w radzeniu sobie z onieśmieleniem, które w niej wywołał, a które wciąż gdzieś tam w środku tkwiło. Potem wyciągnęła w jego stronę papierową torbę z prezentem, zwilżając wargi w celu pozbycia się resztek alkoholu. - Granat będzie pasował Ci do oczu. - wyjaśniła kolor znajdującej się wewnątrz koszulki, która przedstawiła Misia Paddingttona z napisem “Londyn”. Pupil Anglików nosił przeciwdeszczowy płaszcz oraz kapelusz. Musiała się upewnić, że jej towarzysz trafi bezpiecznie do łóżka, gdzie pogrąży się w objęciach Morfeusza, a potem będzie mogła zająć się innymi rzeczami. Jak na przykład gorącym prysznicem. - Jakbyś chciał się poczuć bardziej, jak w domu, to tam na szafce — wskazała ruchem głowy na niewielki kwadracik ze złotym guzikiem. - Jest taki hologram magiczny, który sprawi, że będziesz czuł się, jak na polanie w środku lasu, a na suficie pojawi się niebo. - jego wersja była znacznie lepiej zrobiona, dokładniejsza, jej wciąż była tylko prototypem, do którego wcale aż tak się nie przykładała, jednak prawdą było to, że pomagało jej to usnąć, gdy musiała odpocząć od eliksirów pobudzających i kawy. - Chyba, że chcesz wziąć ciepły prysznic, to zaraz szykuję Ci ręcznik i pójdziemy do łazienki.
Wyglądał na zmęczonego, dlatego nie zaproponowała, chociaż chodziło jej to po głowie, aby udali się do przysłowiowego “salonu”. Przesunęła palcami po włosach, usiłując rozplątać wilgotne końcówki, przenosząc spojrzenie z twarzy Islandczyka, gdzieś na przestrzeń przed sobą. Miała ambitne plany na poranek, chociaż roznosząca się od żołądka wódka, która ciepłem oplątywać zmęczone trochę ciało, mogła je skutecznie pokrzyżować, czego jednak dziewczyna nie brała zupełnie pod uwagę. - Właściwie, to co lubisz jeść na śniadanie? - zapytała w zamyśleniu, czy w ogóle będzie umiała zrobić mu coś jadalnego, co będzie zawierało jego ukochane mięso. Miała w głowie kilka prostych potraw, które powinny być identyczne w przygotowaniu, jak w wersji wegetariańskiej, tyle że z dodatkiem boczku lub kiełbasy, tylko czy to lubił? Na Islandii mieli przecież Skyr, który był idealnym śniadaniem, zwłaszcza w połączeniu z owocami lub jako wypełnienie do naleśnika, lub placka, ale Hjalmar wspominał wcześniej, że słodkie bułeczki go nie urządzały, więc z takiej formy posiłku, brunetka wolała zrezygnować. Wróciła do niego uwagą, wciąż opierając się do drzwi, lustrując jego twarz spojrzeniem brązowych, na powrót błyszczących figlarnie oczu i uśmiechnęła się do swoich myśli, jakby nie mogła do końca uwierzyć, że tkwili w mieszkaniu przy centrum Londynu, a nie w Turcji lub na Islandii.