Początek roku, a w zasadzie to jego pierwsza połowa była największą spiralą wydarzeń w dotychczasowym życiu Borgina. Rozpoczynając od pewnych daleko idących planów z panną Avery, a na przyznaniu terminu egzaminu Aurorskiego kończąc. Gdyby chciało się być bardziej dokładnym to należałoby wymienić jeszcze co najmniej kilka, jeżeli nie kilkanaście czynników, które miały pozytywny wpływ na takie postrzeganie tego półrocza. Wszystko szło według jego myśli i założeń - zarówno w życiu prywatnym, uczuciowym ale i zawodowym. Stanley nie przewidział tylko jednego - tego, że jego chore zainteresowania czarną magią zburzą tą całą sielankę oraz pozbawią życia najważniejszą osobę w jego życiu. Kobietę, która była przy nim zawsze od momentu kiedy tylko pojawił się na tym świecie. Dobrej duszy, przyjaciółki czy mentorki - to tylko nieliczne określenia którymi mógłby obdarzyć swoją rodzicielkę. Nawet kiedy się nie dogadywali i nie akceptowała jego wyborów to nadal pozostawał jej najukochańszym - oraz jedynym - synem, a Anne mimo, że sroga i wymagającą wobec niego, nigdy nie pozwoliłaby nikomu go skrzywdzić.
Do całego "incydentu" doszło dobry tydzień temu ale prawdę mówiąc ciężko było stwierdzić prawdziwą datę śmierci. Listy przestały nadchodzić w połowie października pomimo faktu, że wcześniej przychodziły w miarę regularnie - co najmniej raz na dzień, góra dwa. Najdziwniejszy był tylko jeden fakt - brak jakiejkolwiek wiadomości odnośnie wyniku egzaminu, którym przecież młody brygadzista żył od czerwca. Bo o ile przerwa w nadawaniu przez samym testem nie była czymś dziwnym, tam teraz po domniemanym terminie była cisza na linii, co najmniej jakby ktoś umarł... I to niestety była prawda.
Organizacją całej ceremonii ostatniego pożegnania zajęła się najbliższa rodzina Borginów - ciotki, które były siostrami Anne. Wszystkie osoby związane w jakimkolwiek stopniu z tym odłamem rodziny zostały poinformowane o pogrzebie, nic więc dziwnego, że Stella również otrzymała taką informację. Przekazał ją jeden z kuzynów, którego miała okazję poznać na małym przyjęciu z okazji urodzin Stanleya w sierpniu, gdzie jego matka zaprosiła rodzinę oraz - jak to sobie zakładała - przyszłą synową. Niestety wiadomość do panny Avery dotarła o poranku w dniu pogrzebu i tym samym nie miała za dużo czasu na zbytnie przemyślenie tematu odnośnie swojego pojawienia się czy też nie. Na pewno jednak byłaby to rzecz, którą Stanley doceniłby w tym ciężkim dla siebie momencie...
...gdyby pojawił się na tej ceremonii. Wypatrywanie go w tłumie ludzi, którzy przyszli pożegnać się z córką, siostra czy ciocią, było bezsensownym zabiegiem jako, że Borgina po prostu nie było. Nie stawił się na miejscu. Czyżby nie został poinformowany o pogrzebie własnej matki? To była kwestia domysłów i pewnych przypuszczeń, które każdy gdzieś zakładał. Cały pogrzeb nie trwał zbyt długo, a najbliższa rodzina poprosiła aby nie składać żadnych kondolencji i pozwolić im przeżyć tę chwilę w zadumie.
Jedynym miejscem, które było swego rodzaju azylem bezpieczeństwa dla Borgina było mieszkanie Anne… a raczej już jego mieszkanie, które otrzymał w spadku po jej śmierci. Drzwi może i były zamknięte ale na pewno nie na żaden zamek czy też kłódkę, więc zwykłe naciśnięcie na klamkę by je po prostu otworzyło. W środku była tylko głucha cisza, jak makiem zasiał ale to nie była jedyna różnica. Przede wszystkim dawało stęchlizną przemieszaną z dymem papierosowym - zupełnie jakby nikt nie otwierał w nim okien od dawna, co mogło świadczyć tylko o tym, że nie przejmowano się porządkiem od dłuższego czasu. Kolejną rzeczą przemawiającą za tym faktem były pierwsze oznaki kurzu czy brudu na meblach. To nie znaczyło jednak, że było aż tak źle - dopiero wejście do salonu przedstawiało cały obraz tej tragedii.
Mimo, że w pomieszczeniu panował półmrok, z każdą kolejną sekundą obserwacji wszystko stawało się widoczne - jak na dłoni - że w pomieszczeniu brakowało kobiecej ręki, która do tej pory pilnowała aby wszystko było zawsze uprzątnięte i błyszczące. Za nic w świecie nie można było powiedzieć, że to jest to samo mieszkanie w którym jeszcze jakiś czas temu, spożywali wspólnie przemiły rodzinny obiad. Na dużej szafie, świetnie widocznej po wkroczeniu do pokoju, znajdował się ministerialny mundur, który zdążył już stracić swój blask.
A na samym środku znajdował się stół przy którym siedział najbardziej poszkodowany całą tą sytuację ale zarazem prowodyr tego incydentu - Stanley we własnej osobie. W tym wypadku siedział mogło być uznane za pewien przerost formy nad treścią, ponieważ on po prostu był… fizycznie tutaj ale myślami i duchem gdzie indziej. Co by nie mówić, wyglądał jak siedem nieszczęść - dużo gorzej niż na jakimkolwiek kacu. Płaszcz, który był nierozłączną częścią ubioru mężczyzny, znajdował się na oparciu krzesła, a on sam miał przywdzianą niedbale zapiętą koszulę, która niechlujnie wystawała ze spodni. Jego podkrążone oczy były puste, a twarz nie wyrażała nic. Pieczołowite dbanie o zarost, odeszło w zapomnienie, pozwalając tym samym aby broda przemieniła się w bliżej nieokreślony i zaniedbany twór. Borgin wpatrywał się w obraz, który wisiał na honorowym miejscu nad komodą. Stella raczej nie potrzebowała specjalnego wytłumaczenia albo jakiejś podpowiedzi aby wiedzieć, że to jej dzieło - to które podarowali wspólnie Anne na jej tegoroczne urodziny. Powolnie mrugając przyglądał się jak na magicznym arcydziele zmieniają się sceny, przeplatając Hogwart, zioła i kwiaty, a na świętym Mungu kończąc. Głowę podpierał lewą dłonią w której również trzymał już dawno wygaszonego papierosa.
Sam stolik był zawalony masą przedmiotów, zaczynając od kilku butelek po wódce i kieliszku. Mniej więcej pośrodku znajdował się zamknięty “Atlas grzybów” obok którego leżało kilka niedbale zapisanych i zakreślonych kartek. Po prawej stronie, na wyciągnięcie ręki, znajdował się kubek po kawie, który spełniał teraz rolę przepełnionej popielniczki jako, że popiół wysypywał się na stół. Bez trudu można było również dostrzec kilka pomniejszych przedmiotów jak świeczki, kadzidełka, pióro z atramentem czy paczki z papierosami. Wartym wspomnienia był również fakt, że wśród tego całego harmideru znajdował się rozpieczętowany list, sygnowany ministerialną pieczęcią, informujący o nieprzystąpieniu do egzaminu Aurorskiego w wyznaczonym terminie poprzez nie pojawienie się na nim.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972