• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 9 10 11 12 13 … 16 Dalej »
[12.1970] winter wonderland | Trixie & Tony

[12.1970] winter wonderland | Trixie & Tony
Sleeping Beauty
let it burn
wiek
21
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Amnezjatorka
Bellatrix jest kobietą niewielkiego wzrostu, mierzy bowiem jakoś 157 centymetrów. Jest szczupła. Włosy ma ciemne, niemalże czarne, kręcone. Cerę jasną, praktycznie białą. Oczy duże, widać w nich pewne szaleństwo, koloru niebieskiego. Ubiera się głównie w czerń, dba o to, jak wygląda. Używa perfum o zapachu liczi i czerwonej porzeczki z nutą róży, wanilii i wetywerii.

Bellatrix Black
#1
07.08.2023, 10:41  ✶  

Zima rozpoczęła się na dobre. Śnieg nie przestawał padać, co dodawało uroku pięknie oświetlonym uliczkom. Nawet ci najbardziej sceptycznie nastawieni do świąt mogli poczuć ten wyjątkowy nastrój. Grudzień przynosił zazwyczaj ze sobą wiele spotkań towarzyskich, bali, prywatek. Właściwie, co chwilę coś się działo. Zbliżały się święta, które zazwyczaj był hucznie obchodzone. Z tej okazji zorganizowano bal. Bal dla czystokrwistych czarodziejów, jeden z wielu. Nie mogło na nim zabraknąć panny Black. Czasem nawet lubiła pojawiać się na tych wszystkich uroczystościach. Można było nawiązać nowe znajomości, poznać podobnych sobie. Takich, którym również zależało na sprawie.

Panna Black chętnie pokazywała się na balach. Lubiła towarzyszyć rodzicom, którzy chwalili się nią, jakby była najdroższą biżuterią. Wiedziała dlaczego to robią. Mimo jej młodego wieku zbliżał się czas, w którym powinni znaleźć jej wybranka. Nie, żeby akurat to jakoś specjalnie ją cieszyło. Uważała, że jest młoda, ma całe życie przed sobą i, że mimo wszystko to jednak trochę zbyt wcześnie. Miała jednak świadomość, że akurat na to nie ma wpływu, musiała pogodzić się ze swoim losem.

Tego grudniowego wieczora stała u boku ojca, ubrana w burgundową suknię, która sięgała do ziemi, uśmiechała się do wszystkich, spełniając jego oczekiwania. Co chwila wsuwała za ucho kosmyk niesfornych, kruczoczarnych włosów, z którym nie mogła sobie poradzić. Ledwie skończyła edukację w Hogwarcie, rozpoczęła swoją pierwszą pracę o której opowiadała, kiedy o to pytano. Trochę się nudziła, ileż bowiem można odpowiadać na te same pytania. Starała się jednak nie dać tego po sobie poznać. Zależało jej na tym, aby ojciec był z niej dumny. Była przecież najstarszą z córek, musiała potrafić się zachować, zawsze tego pilnowano. Pogodziła się z tym piętnem, potrafiła dostosować się do każdej sytuacji.

Pary tańczyły na parkiecie, bal trwał. Wszyscy wyśmienicie się bawili. Udało jej się wymknąć na moment, pomimo mrozu i zimna, postanowiła skorzystać z tego, że obok znajdowały się drzwi balkonowe. Świeże powietrze dobrze jej zrobi. Będzie mogła odetchnąć na moment, przestać się pilnować, a za chwilę wrócić, aby nadal grać. W dłoni trzymała kieliszek czerwonego wina, w kolorze podobnym do jej sukienki. Oparła się o balustradę i spoglądała przed siebie. Widok był całkiem przyjemny, choć zimno nieco przeszkadzało w podziwianiu zimowego krajobrazu.

Kapryśny Dziedzic
"Have some fire. Be unstoppable. Be a force of nature. Be better than anyone here and don't give a damn about what anyone thinks."
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Anthony jest wysokim i dobrze zbudowanym facetem, schludnym i przeważnie elegancko ubranym, zważywszy na swoją pozycję.. Ma burzę brązowych, niesfornych włosów - delikatnie kręconych i duże oczy. Gdy się uśmiecha, czasem pojawiają mu się dołeczki w polikach i ma ten charakterystyczny, zadziorny wyraz twarzy. Lubi nosić zegarki, na palcu ma sygnet rodowy. Jeśli nie korzysta z teleportacji, spotkać go można na motorze.

Anthony Ian Borgin
#2
08.08.2023, 21:43  ✶  
Oczy jawnie znudzonego młodzieńca co rusz zerkały za jedną z szyb sali, w której odbywało się przyjęcie. Które to w tym miesiącu? Nie pamiętał. Wszyscy zdawali się przesiąknięci zbliżającymi się świętami, w powietrzu roznosił się zapach pierniczków i cynamonu, a dodatkowo zamożni czarodzieje, chcąc raz w roku okazać szczodrość oraz empatię, organizowali zbiórki lub licytacje, aby pomóc sierocińcom. Musiał to być, bo Stanley sobie tak wymyślił i sam nie miał chęci lawirować wśród towarzystwa, a do tego jest ostatnio otrzymany awans na pełnoprawnego komornika sprawiał, że wedle zwyczaju skorowidza, należało się pochwalić. A czarodzieje chwalili się wszystkim, od dzieci wystawionych niczym psy na wystawach, poprzez sakwy pełne galeonów, potężne zaklęcia lub kolejną inwestycję, która miała przynieść miliony i coś dobrego społeczeństwu. Pierdolenie. Jakby mieli zrobić coś dobrego, to zlikwidowaliby klauzule tajności lub nie zapraszali tych pajaców, zdrajców krwi paskudnych, do których musiał się uśmiechać.
Nie mógł narzekać na brak zainteresowania czy towarzystwa, Anthony umiał lawirować wśród towarzystwa i czarować łobuzerskim, wciąż odrobinę chłopięcym błyskiem w oczach. Kiedyś jedna czarownica, z którą miał przyjemność się bliżej poznać, powiedziała mu, że kurwiki w oczach i coś mrocznego, a to najwyraźniej na kobiety działało. Dzięki temu nie było nudno. Westchnął, wracając uwagą do rozmowy, popił swój koniak. Łapał się na tym, że zerkał co rusz w stronę jednej z córek rodu Black, o ciemnych włosach i sukience w kolorze wytrawnego wina. Nie widział jej tu wcześniej, nie kojarzył jej też ze szkoły. Zwilżył usta z błyskiem w oczach, zaraz jednak odwracając się do czarodzieja, który pierdolił coś o oszustwach w deklaracjach majątku, które ostatnio tak często się pojawiały. Sam pewnie robił to samo, stary idiota. Dopił trunek, odstawiając pustą szklankę kelnerowi, a potem poprawił rękawy od swojej marynarki, ignorując jeden kosmyk, który z ułożonej fryzury opadł mu na czoło niesfornie, przepraszając. Niczym łowca, ruszył w stronę balkonu, gdzie wymknęła się interesująca go zwierzyna, dyskretnie przymykając za sobą drzwi.
Czy Stasiek miałby z tym problem? Chyba nie, była z dobrej rodziny i Tosiek był prawie pewien, że walczącej w słusznej sprawie z ich wspaniałym przywódcą. Gorzej, jeśli byłaby jakaś proszlamowa, taka czarna owca w rodzinie Black, lub może biała? Zlustrował ją wzrokiem bezczelnie, stojąc za nią, gdy tak opierała się o balustradę. Wyjął z kieszeni marynarki papierosa, wsunął sobie do ust i podpalił, zaciągając się głęboko, a potem zsunął materiał z ramion i bez słowa narzucił jej na plecy i ramiona, chroniąc przed chłodem oraz płatkami śniegu, które zaczęły lecieć z ciemnego i szarego nieba. Omiótł wzrokiem widok malujący się z tarasu, opierając się obok niej, wpuszczając dym wstrzymany w płucach. Nie spojrzał jednak na nią, wolną dłonią poprawiając szelki przy śnieżnobiałej koszuli, a na jednym z palców błysnął rodowy sygnet. -Wyglądasz, jakbyś już miała dość. - zaczął w końcu, pozwalając sobie na kolejne pociągnięcie papierosa, czując przyjemność od smaku tytoniu roznoszącego się w ustach, wciąż wymieszanego z nutą spożywanego przez niego wcześniej koniaku. Obrócił głowę w jej stronę, zlustrował jej twarz od góry do dołu, wysuwając dłoń w jej stronę, aby zgarnąć opadający kosmyk włosów, który chciał chyba przykleić się jej do ust. Buzie miała ładną, oczy zawzięte. To dobrze, nie wyglądała na nudną, być może to skurwiałe przyjęcie nie będzie tak tragiczne. Już i tak musiał pozbyć się pieniędzy, bo przecież Borignowie musieli wesprzeć — oczywiście za radą Stanleya — sieroty czy inne nieszczęścia życiowe. - Znam kilka sztuczek, które zapewniają dobrą zabawę, Panno Black. - dodała jeszcze z łobuzerskim wzruszeniem ramion, pozwalając sobie na puszczenie jej oczka. Mężczyzna wyprostował głowę, cofając dłoń i strzepując popiół z końca fajki, obserwował, jak żar znikał w powietrzu.
Sleeping Beauty
let it burn
wiek
21
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Amnezjatorka
Bellatrix jest kobietą niewielkiego wzrostu, mierzy bowiem jakoś 157 centymetrów. Jest szczupła. Włosy ma ciemne, niemalże czarne, kręcone. Cerę jasną, praktycznie białą. Oczy duże, widać w nich pewne szaleństwo, koloru niebieskiego. Ubiera się głównie w czerń, dba o to, jak wygląda. Używa perfum o zapachu liczi i czerwonej porzeczki z nutą róży, wanilii i wetywerii.

Bellatrix Black
#3
09.08.2023, 10:30  ✶  

Wielu pewnie zazdrościło im tego życia. Mogli bywać na przyjęciach, zawsze ślicznie ubrani, zadbani, mieli pieniądze, najlepsze trunki, jedzenie. Czego więcej można by chcieć do szczęścia? Fałsz. Miejsca jak te były nim przepełnione. Uśmiechali się do siebie; sztucznie. Starali się spełniać oczekiwania postawione im przez rodziny, aby tradycja nadal miała rację bytu. Musieli pracować na swoje pozycje, utrzymywać pozytywne stosunki z odpowiednimi osobami, żeby cały ten świat nadal miał pewien porządek. Ustalony dawno temu. Liczyło się to, aby czystokrwiści nadal pozostawali u władzy. Dzięki temu mogli zajmować najlepsze stanowiska w ministerstwie, mieć wpływ na wszystko, co się działo. To było ważne. Istotne, by plebs wiedział, że nie może im tego zabrać. Dlatego też przedstawienie musiało trwać, a oni starali się w tym wszystkim odnaleźć. W końcu kiedyś przejmą pozycję swoich rodziców, to oni byli przyszłością.

Uśmiechali się do tych, którzy pojawili się tutaj mimo tego, że nie należeli do rodzin z tym jedynym, słusznym statusem. Musieli udawać, że są równie ważni, bo udało im się dorobić, świadomi czarodzieje jednak wiedzieli, że nigdy nie będą w stanie dorównać tym, którzy pracowali nad tym od pokoleń. Byli przekonani o swojej wyższości, co nie powinno nikogo dziwić, grali w te grę od lat, nikt nie był im w stanie dorównać.

Na szczęście Czarny Pan wiedział kto naprawdę się liczy. Zdawał sobie sprawę, które rodziny mają realny wpływ na to, co działo się w magicznym świecie, dlatego też panna Black była pewna, że już niedługo, znowu staną na piedestale. Powrócą stare porządki, a szlamy przestaną się panoszyć.

Rozmyślała o tym wszystkim, kiedy stała na balkonie. Cieszyła się, że niedługo dojdzie do zmian. Ludzie zaczną się ich bać. Ponownie będą na szczycie. Było to ważne dla niej, wpajano jej od najmłodszych lat życia, aby znała swoje miejsce. Czuła więc pewną wyższość dzięki temu, co jej mówiono, uważała się za lepszą, jakby to, kim byli jej rodzice miało aż takie znaczenie. Jej zdaniem miało, tak samo jak zdaniem wielu innych, czystokrwistych czarodziejów, którzy nie chcieli stracić swojej pozycji na rzecz tych, którzy wpraszali się do ich świata.

Usłyszała otwierające się drzwi balkonowe. Była ciekawa, kto postanowił jak ona zaczerpnąć świeżego powietrza. Nie zdawała sobie sprawy, że wypatrzył ją sobie jak zwierzynę. Zresztą gdyby nawet, to czy faktycznie miała zostać ofiarą? Bliżej jej było do wilczycy niżeli niewinnej łani. Aparycja bywała myląca, pod piękną buzią mógł czaić się morderca.

Miała chęć odwrócić się, aby zobaczyć kto ją tutaj nawiedził, póki co jednak postanowiła tego nie robić. Lubiła niespodzianki, niepewność. Dodawały kolorów. Czekała na kolejny ruch osoby, która się tutaj znalazła.

Jak na razie nie odezwał się ani słowem. Poczuła, że zaczyna się robić chłodno. Śnieg prószył delikatnie. Zrobiło się naprawdę malowniczo, jak w bajce. Do jej nozdrzy dotarł zapach dymu papierosowego. Nie przeszkadzał jej jakoś specjalnie. Ktoś najwyraźniej przyszedł tutaj, aby sobie ulżyć na chwilę. To mógł być powód.

Wtedy zupełnie znienacka poczuła ciężar na ramionach i ciepło, całkiem przyjemne zważając na to, że chłód zaczął jej powoli już doskwierać. Dopiero wtedy uniosła spojrzenie, aby zobaczyć z kim ma do czynienia.

Mężczyzna, twarz jednak nic jej nie mówiła, co było nawet interesujące zważając na to, że była częstym gościem na podobnych przyjęciach i znała raczej większość gości. Wpatrywała się w niego krótką chwilę, po czym ponownie oparła się o balustradę. Zwilżyła usta winem, które miała w kieliszku.

- Ty za to wyglądasz, jakbyś szukał szczęścia. - Nie do końca spodobał się jej ten komentarz. Poczuła się, jakby została przyłapana na czymś, co nie przystoi. Powinna przecież bawić się najlepsze wśród tego tłumu, który znajdował się w środku. Spoglądała na niego niepewnie, nie miała pojęcia, jakie miał zamiary. Delikatnie drgnęła, kiedy dotknął jej policzka, że też ten cholerny, niesforny kosmyk znowu musiał dać o sobie znać. - Czy powinnam to potraktować jako komplement? - Zapytała jeszcze, bo nie dawało jej to spokoju, ten jego komentarz.

Starała się nie dać po sobie znać, że nieco ją to zdezorientowało. Uśmiechnęła się za to dosyć sztucznie, jak gdyby nigdy nic. Lustrowała go wzrokiem, mógł poczuć ciężar jej spojrzenia. - Naprawdę? Czy to zaproszenie do zabawy? Lepiej, żeby nie rzucał pan słów na wiatr. Moje oczekiwania mogą okazać się zbyt duże, a nie lubię się rozczarowywać. - Była pewna siebie, mimo swojego młodego wieku zawsze wiedziała, czego chce.

Kapryśny Dziedzic
"Have some fire. Be unstoppable. Be a force of nature. Be better than anyone here and don't give a damn about what anyone thinks."
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Anthony jest wysokim i dobrze zbudowanym facetem, schludnym i przeważnie elegancko ubranym, zważywszy na swoją pozycję.. Ma burzę brązowych, niesfornych włosów - delikatnie kręconych i duże oczy. Gdy się uśmiecha, czasem pojawiają mu się dołeczki w polikach i ma ten charakterystyczny, zadziorny wyraz twarzy. Lubi nosić zegarki, na palcu ma sygnet rodowy. Jeśli nie korzysta z teleportacji, spotkać go można na motorze.

Anthony Ian Borgin
#4
13.08.2023, 00:45  ✶  
Czy było tak naprawdę czego im zazdrościć? Owszem, na pierwszy rzut oka przedstawiciele dwudziestki ósemki wyróżniali się aurą, aparycją i często również intelektem, brylując wśród towarzystwa. Ludzie instynktownie czuli przed nimi respekt, zależało im na dobrej opinii w ich oczach. Mieli pieniądze, wpływu oraz koneksje, wielu czysta krew ratowała z prawdziwego gówna, w które wpadali, chcąc poczuć adrenalinę, emocje. Oddech Ministerstwa robił się coraz cieplejszy na karku — myśl ta towarzyszyła Anthonemy dość często, gdy wypełniał obowiązki za swoim biurkiem. Był dobrym, nienagannym wręcz pracownikiem, spełniał oczekiwania. Łatwo było tego wszystkiego zazdrościć, ale ludzie prości mieli trochę łatwiej, gdy chodziło o umiejętność znikania w tłumie. Bycie kameleonem było użyteczne. Młode pokolenie czarodziejów brylowało w słusznie zauważonej przez Bellatrix tonie fałszu, sztucznego uśmiechu i wchodzenia sobie w dupę w imię wyższego celu.
Cel ten mógł pomóc zrealizować Czarny Pan, byle jak najszybciej, bo Borgina mdliło na widok puszczającej mu oczko zdrajczyni krwi, która jawnie chciała zaprosić go do sypialni i na dodatek musiał nonszalancko się uśmiechnąć, aby było grzecznie i nie chowała urazy, chociaż była bezużyteczna. Większość z gości na tym przyjęciu była właśnie taka nienadająca się do niczego, ale na tle tych idiotów, oni mogli też trochę błyszczeć, więc znosił dzielnie te niedogodności. Westchnął w myślach, przeklinając Stanleya delikatnie, że go tu przysłał — jedynie na tyle, aby poparzył się trochę herbatą. Na szczęście pojawił się kolor wina w akompaniamencie czarnych, jak smoła włosów i mógł sprawić, że wieczór ten nie będzie tak stracony.
Owszem, odprowadzili go wzrokiem na balkon, podobnie jak ją, jednak przymknięcie za sobą drzwi jawnie świadczyło o chęci złapania oddechu, wypalenia papierosa. Obydwoje byli szanowanymi przedstawicielami swoich rodów, żaden rozsądny człowiek nie zakłóci ich konwersacji, zwłaszcza rozpoczętej w tak nonszalancki sposób, jak narzucenie jaj na ramiona marynarki. Wolałby, żeby drżała przez niego, niż z zimna. Była ładna, filigranowa i kształtna, jednak pomijając przyjemne aspekty sylwetki, miała błyszczące i butne oczy, które zdawały się rzucać wyzwanie, co uznał za najbardziej intrygujący element młodej Blackówny. Jej biodra jednak zajmowały zaszczytne trzecie miejsce w rankingu, zwłaszcza podkreślone dopasowanym materiałem wieczorowej sukienki. Tosiek bardzo lubił te eleganckie i odpowiednie do ich statusu stroje, pełne klasy i automatycznie dające im jeszcze więcej możliwości górowania nad innymi.
Na jej słowa wydał z siebie mruknięcie, które poprzedził rozbawiony chichot. Zwilżył wargi językiem, wolną dłonią zgarniając z czoła ten kosmyk, który jemu wcześniej uciekł. Podobnie jak jej, co nie umknęło jego uwadze — przypadek? Nie. Wolał nazywać to przeznaczeniem. Krótko zaciągnął się fajką, wypuszczając dym. Nie palił już dobre cztery godziny, jego nawyk krzyczał, płuca domagały się papierosowego dymu, a mózg pragnął uspokajającej nikotyny. - Czy życie nie na tym polega, moja Droga Pani? Zawsze szukam szczęścia, żeby zacisnąć na nim palce i zamknąć je w pięści. Ty nie? - odparł z delikatnym wzruszeniem ramion, przyglądając się bezwstydnie jej twarzy, chociaż z trudem udawało mu się odwrócić spojrzenie od jej oczu. Powiadali, że oczy były zwierciadłem duszy i jako hipnotyzer, w pewien sposób w to wierzył. Nie zamierzał jednak sięgać po wahadełko lub przymuszać jej do czegokolwiek za pomocą woli, nawet jeśli jego umiejętności pod tym względem sięgały raptem powierzchni, rzeczy naprawdę drobnych. Miała miękkie włosy, przyjemne w dotyku. - Nie traktuj tego jako obrazę, nie traktuj jako komplement, bo gdy jakiś rzucę, to z pewnością to zauważysz. Ot, niewinne stwierdzenie, Panno Black. Mnie też zdążyło już znudzić to przyjęcie, ale los bywa przewrotny i udało mi się złapać Cię w sprzyjających warunkach.
Wyjaśnił jej dość rzeczowo i bezwstydnie, bo ciemnowłosy miał to do siebie, że zwykle mówił bezpośrednio. Puścił jej oczko, niechętnie cofając dłoń. Czuł na sobie jej spojrzenie, zupełnie mu nie przeszkadzało. Dobrze, że patrzyła, bo to oznaczało, że ją zainteresował lub przynajmniej zaintrygował, obydwie rzeczy go zadowalały. Żar zniknął niesiony wiatrem, a on przeniósł spojrzenie na trzymanego w palcach papierosa oraz fragment swojego sygnetu. - A ma to być zaproszenie do zabawy? To tylko Twoja decyzja. - odwrócił ponownie głowę w jej stronę, nieco konspiracyjnie nachylając się w jej kierunku. Mimowolnie pociągnął nosem, czując w powietrzu mieszankę dymu z papierosa, aromat jej perfum, swojej wody kolońskiej oraz ten specyficzny, typowy zapach zimy z domieszką piernikowego zapachu ze środka. Pozwolił sobie spojrzeć jej w oczy i uśmiechnął się łobuzersko. - Lubię wyzwania. Anthony Ian Borgin. - przedstawił się, odsuwając na chwilę i ujmując jej wolną dłoń, aby złapać ją pewnie w palce, które zacisnął pewnie mocniej, niż powinien, a potem ucałował jej wierzch, patrząc przy tym dziewczynie w oczy. Tak, jak dobre maniery nakazywały.
Sleeping Beauty
let it burn
wiek
21
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Amnezjatorka
Bellatrix jest kobietą niewielkiego wzrostu, mierzy bowiem jakoś 157 centymetrów. Jest szczupła. Włosy ma ciemne, niemalże czarne, kręcone. Cerę jasną, praktycznie białą. Oczy duże, widać w nich pewne szaleństwo, koloru niebieskiego. Ubiera się głównie w czerń, dba o to, jak wygląda. Używa perfum o zapachu liczi i czerwonej porzeczki z nutą róży, wanilii i wetywerii.

Bellatrix Black
#5
14.08.2023, 10:04  ✶  

Trixie starała się zadowolić rodziców. Zależało jej na tym, aby byli z niej dumni. Była przecież najstarszą z rodzeństwa, to ona powinna lśnić niczym najjaśniejsza gwiazda na niebie. Mieli wobec niej duże oczekiwania, wcale jej to nie przeszkadzało. Uważała, że warto wysoko stawiać poprzeczkę. Dążyć do doskonałości. Szczególnie, kiedy miało się ku temu warunki. Szkoda by było to wszystko zaprzepaścić. Dlatego też i do pracy przykładała się bardzo mocno. Wychodziła przed szereg, angażowała się i pokazywała na co ją stać. Mimo tego, że w zasadzie pół roku dopiero minęło to już zdążyła się wykazać. Zostawała po godzinach, była pracowita, chciała zasłużyć na swoją pozycję i wspinać się po szczeblach kariery. Rodzice doceniali jej starania, chwalili ją, chociaż czasem miała wrażenie, że jest niewystarczająca. Zależało jej na perfekcji, co czasem było niezdrowe. Jej zawziętość jednak nie pozwalała jej na to, aby trochę odpuścić. Nie potrafiła dobrze tego wyważyć.

Równie mocno angażowała się w działania związane z powolnym zdobywaniem władzy przez Lorda Voldemorta. Kiedy tylko dowiedziała się, że może mu pomóc postanowiła robić to całym sercem. Nienawiść do mugolaków przekazywana jej od najmłodszych lat ułatwiała sprawę. Była gotowa się ich pozbyć; wszystkich jeśli tylko miałaby ku temu okazję. Póki co działali raczej po cichu, nie mogli się pokazywać, bo niestety w społeczności czarodziejów, nawet wśród tych czystokrwistych niewielu miało odpowiednie poglądy. Black jednak czuła, że Czarny Pan doceni tych, którzy byli z nim od początku. Którzy pomagali mu się wybić, osiągnąć jego cel. Wiedziała, że jeszcze będą świętować to wydarzenie. Powoli, po trupach dojdą do celu, a wtedy wszyscy będą im posłuszni. Ta wizja nawiedzała ją co chwilę. Była zaślepiona słowami Voldemorta i zamierzała go wspierać bez względu na wszystko.

Trixie nie czuła, że robi coś nieodpowiedniego. Miała prawo do niewinnej pogawędki z nieznajomym, czyż nie? Może z początku trochę się bała, że zdradzi ją i to, że chciała złapać oddech od tego spędu, jednak właściwie dlaczego miałby to robić? Odetchnęła więc już spokojniej, rozsądek podpowiadał jej, że nie ma się czym martwić.

Właściwie to nawet ucieszyła ją jego obecność. Wzbudził w niej ciekawość, odeszła gdzieś nuda spowodowana przymusowym uśmiechaniem się i potwierdzaniem słów rodziców. Wreszcie coś wzbudziło jej zainteresowanie, chociaż na chwilę. Nie zdarzało się to często podczas przyjęć jak te. Zazwyczaj uciekała z nich tak szybko, jak tylko mogła, aby zajmować się rzeczami ważnymi. Teraz jednak nie zamierzała szybko stąd odejść, szczególnie, że Tony zwrócił na nią uwagę. Była ciekawa dlaczego postanowił ją tutaj nawiedzić na tym balkonie. Skierowała wzrok jeszcze na drzwi balkonowe, które były przymknięte. Nikt nie powinien im przeszkadzać w tej pogawędce.

- Zacisnąć w pięści, zniszczyć i szukać następnego? Jest to jakaś metoda. - Jej spojrzenie teraz było skierowane na jego twarz. Wpatrywała się w oczy mężczyzny zaintrygowana dalszym rozwojem sytuacji. Zadarła nieco głowę do góry, była bowiem raczej niska i wcale nie było to takie proste. Miał ten błysk w oku, który powodował ciekawość, jakby siedziało w nim coś, nie umiała jeszcze stwierdzić co, wiedziała jednak, że zachęca ją to do dalszej zabawy. Miała doświadczenie w różnych gierkach towarzyskich, jednak zakładała, że i on je posiada, zapewne większe, zważając na to, że wyglądał na nieco starszego od niej. To tylko pogłębiało jej chęć do dalszej rozmowy, bo mógł okazać się trudniejszym przeciwnikiem, a ona lubiła wyzwania.

- Niewinne stwierdzenie. - Powtórzyła po nim jeszcze. - Nie miej mi tego za złe, ale nie wyglądasz raczej na niewinnego. - Powiedziała w głos to, co siedziało jej w głowie. - Nie mogę się nie zgodzić, warunki są jak najbardziej sprzyjające, szczególnie teraz. Dziękuję. - Tutaj przeniosła wzrok na marynarkę, która znajdowała się na jej ramionach. Mogła tkwić teraz na tym balkonie dłuższy czas, mróz, śnieg nie były już nieprzyjacielem.

- W tym wypadku najwyraźniej każdemu z nas się poszczęściło. Ciekawe, czyja pięść zaciśnie się pierwsza. - Kto miał zostać tutaj większym szczęśliwcem? To się dopiero okaże. Dostrzegła sygnet na jego palcu, mienił się jasno na tle ciemnego nieba. Wychowana w duchu znajomości tradycji potrafiła powiązać jego wygląd z rodem, z którego pochodził. Borgin. Wiedziała już z kim ma do czynienia.

- Jeśli ma być to moja decyzja. To chętnie się zabawię. Niech ten wieczór stanie się trochę bardziej barwny. - Nie mogła wiedzieć, że nie miał być to jedynie jeden wieczór, a Anthony zainteresuje nią siebie na trochę dłużej. Jej wzrok ani drgnął, kiedy się do niej nachylił. Mieszanka zapachów uderzyła ją w nozdrza. Najbardziej przebijał się przez nią ten dymu tytoniowego, wydawało się jednak, że wcale jej to nie ruszało. - Jeśli lubisz wyzwania, to idealnie się składa. Bellatrix Black. - Dodała jeszcze, kiedy ujął jej dłoń w silnym uścisku. Nie skrzywiła się jednak, nie dała po sobie poznać, że nieco za mocno jej dotknął. Poczuła ciepło jego ust na swojej dłoni, na jej twarzy pojawił się uśmiech, a w oczach blask, jakby właśnie zaczęła się jakaś nowa przygoda. Przyjął wyzwanie, była ciekawa, czy uda mu się utrzymać odpowiedni poziom atrakcji.

Kapryśny Dziedzic
"Have some fire. Be unstoppable. Be a force of nature. Be better than anyone here and don't give a damn about what anyone thinks."
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Anthony jest wysokim i dobrze zbudowanym facetem, schludnym i przeważnie elegancko ubranym, zważywszy na swoją pozycję.. Ma burzę brązowych, niesfornych włosów - delikatnie kręconych i duże oczy. Gdy się uśmiecha, czasem pojawiają mu się dołeczki w polikach i ma ten charakterystyczny, zadziorny wyraz twarzy. Lubi nosić zegarki, na palcu ma sygnet rodowy. Jeśli nie korzysta z teleportacji, spotkać go można na motorze.

Anthony Ian Borgin
#6
15.08.2023, 11:02  ✶  
Było coś prawdziwego w stwierdzeniu, że pierworodni z wyższych sfer uparcie próbowali zadowalać swoich rodziców. Narzucali oni presje, mieli wygórowane oczekiwania, wierząc po cichu, że latorośl wypadnie jeszcze lepiej, będzie godna pozazdroszczenia. Anthony poczuł to dogłębnie, niezadowolenie Bartholomeusa zostawiało na nim trwały ślad, nie tylko w postaci wspomnień, ale również blizn. Niezbyt dużych, traktowanych maścią, ale nigdy nie zdecydował się na zabieg magiczny, który polegał na trwałym ich usunięciu. Chciał pamiętać. Teraz natomiast, gdy stary wąchał kwiaty w bezpiecznym dole, jakieś sześć metrów pod warstwą ziemi i marmurowym pomnikiem, chciał imponować i sprawiać radość Stanleyowi, który był dla niej bardziej, jak prawdziwy ojciec, niż kuzyn i brat, pomimo małej różnicy wieku. W przeciwieństwie do czarnowłosej dziewczyny on nie popadł jeszcze w skrajności, wciąż kochał życie i dobrą zabawę, szczególnie gdy obejmowała łamanie zasad. Adrenalina była mu potrzebna równie mocno, co nikotyna rozchodząca się po płucach z każdym pociągnięciem papierosa. Dużo palił. Tytoń pachniał ładnie, nie śmierdziały mu też dłonie czy ubrania, jak miało to miejsce w przypadku mugolskich fajek, z którymi kiedyś miał styczność, jeszcze w szkole. Były mocne, ale to była ich jedyna zaleta. Czy był niewystarczający? Pewnie tak, ale starszy Borgin nigdy nie dał mu tego tak dogłębnie odczuć, więc nie przejmował się aż tak.
Brzydził się szlamami, chociaż w sprawy związane z Czarnym Panem zaangażowano go dopiero niedawno i wciąż poznawał zasady działania tego wspaniałego półświatka, który kierował się tak ważnymi zasadami. Na cholerę trzymali ustawę tajności, pozwalając mugolom zdobyć taką przewagę liczebną oraz terytorialną? Nie rozumiał wcale. W przypadku bycia Śmierciożercą chciał się wykazać równie mocno, co dla rodziny Borginów, na której czele miał kiedyś stanąć. Nigdy się do tego nie pchał, ale taka była kolej rzeczy i nawet marudzenie Staśkowi nie sprawiło, że on chciałby się tym zająć. Anthony w całym swoim wewnętrznym burdelu, był słowny i lojalny. Jeśli dostawał rozkazy, spełniał je, czasem okraszając nutą niezadowolenia lub drobnym marudzeniem. Niewiele było rzeczy, których nie zrobiłby z polecenia Voldemorta i większość, jeśli nie wszystkie z nich dotyczyły najbliższych członków jego rodziny. Całe szczęścia, ta również należała do tego najlepszego grona w skorowidzu i nie musiał się obawiać o poglądy kuzynów lub swojego mentora. Los pod tym względem mu sprzyjał.
Nie było rzeczy niewłaściwych i nieodpowiednich w oczach Tośka, tylko takie, które się chciało mocno lub nie chciało się wcale, okazjonalnie pojawiało się coś pomiędzy co mogło wzbudzić niezdecydowanie. Nie myślał o konsekwencjach w sprawach błahych, codziennych, bo szkoda było na to czasu. To było tylko sprawą panienki Black, czy miała ochotę błyszczeć niczym czarny diament wśród nijakiego spędu na przyjęciu, czy też chciała odetchnąć rześkim, zimowym powietrzem. Pomimo chłodu, branie głębokiego oddechu było znacznie przyjemniejsze, niż podczas upalnego lata lub wilgotnej jesienie. Otrzeźwiało, pomagało skupić się na jednej, konkretnej myśli, wśród setek kołyszących się leniwie i próbujących wepchnąć na pierwszy plan.
Rozmowa przy rodzicach lub świadkach musiałaby być formalna, paskudnie nudna i oczywista. Wymieniliby grzeczności, porozmawiali o pogodzie, być może nawet poruszyli śliski grunt spraw politycznych tego kraju, ale nie dowiedziałby się o niej niczego istotnego. Nie mógłby stwierdzić, czy Bellatrix była jednostką piękną zewnętrznie, jak i wewnętrznie, wartą jego uwagi oraz atencji. Czy mogłaby zrozumieć ciemny punkt w jego oczach, który krył się za wciąż chłopięcymi, łobuzerskimi iskierkami? Na szczęście Borgin nie należał do nieśmiałych, owijających w bawełnę chłopców, który tylko udawali bycie prawdziwym mężczyzną, chowając się za pustymi słowami i obietnicami. Określiłby się mianem konkretnego, rzeczowego nawet na tej płaszczyźnie, więc gdy coś mówił lub oznajmiał, obiecywał, to po prostu to robił. Uśmiechnął się na jej słowa pogodnie, co w ich kontekście mogło wydawać się odrobinę niewłaściwe.
- Liczyć na to, że wśród kruchych kulek szczęścia znajdzie się takie, które będzie odporne na rozbicie i zagości w mojej codzienności na dłużej. Tak. - przytaknął ze wzruszeniem ramion, kolejny raz pozbywając się żaru z tlącego się leniwie papierosa. Lubił sprawdzać, a jeszcze bardziej lubił mieć wszystko, co najlepsze i najpiękniejsze. Był trochę zachłannym egoistą, ale nigdy temu nie zaprzeczał, jeśli ktoś pytał. W jakiś sposób chciwość od zawsze wpisywana była w zawód komornika. Nie patrzył na nią z góry, chociaż górował nad drobną, filigranową sylwetką czarownicy. Wydawała się taka krucha i drobna, przynajmniej dopóki nie spojrzało się jej w oczy. Odwzajemniał jej spojrzenie. Kolejne słowa sprawiły, że Tony złapał się dramatycznie za pierś, rozchylając usta i kręcąc głową z udawanym oburzeniem, jakby obraziła go najbardziej na świecie.
- No wiesz, ranisz moje delikatne serduszko. I teraz pęknie, a Ty będziesz odpowiedzialna za jego strzaskanie. A taki jestem przecież niewinny i uroczy. - oznajmił z odrobiną tonu, którego używał w pracy. Był to głos stanowczy oraz pewny siebie, trochę okraszony oskarżycielską nutą, chociaż główną stanowiła dominacja oraz potrzeba kontroli. Bardzo lubił decydować, ale z drugiej strony, charakter miał odpowiedni do pozycji, którą pełnił — z całą tą charyzmą i ujmującym ponoć stylem bycia. Koleżanki nie narzekały. - Czy rzuca mi Pani rękawice?
Zapytał z uniesioną brwią, drobnym rozbawieniem, które zaraz przerodziło w czysty i melodyjny śmiech, jednak nie był on w żaden sposób kpiący. Wskazywał raczej na to, że wyzwanie mu się podobało. Nigdy się nie krył z tym, z jakiej rodziny się wywodził. Był z tego bardzo dumny. Sygnet był więc nieodłącznym elementem jego prezencji, dziedziczony po ojcu. Niewiele dobrych rzeczy mu zostawił, poza błyskotką i talentem do uroków i mamienia lub też wdzierania się do głowy.
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem. - odparł niczym żołnierz na jej słowa, chwilę później się przedstawiając w sposób adekwatny do jej osoby i pozycji społecznej, wkładając w swoje spojrzenie więcej uroku, niż być może powinien. Była intrygująca, rzucała mu śmiałe sugestie, pozbawiając się tej całej oklepanej nieśmiałości i skromności, jak większość czarownic to robiła. Grały takie niedostępne przyzwoitki, wierząc, że stanowią wyzwanie. Bujda. Raz jeszcze przesunął palcami po jej dłoni, ciepłym oddechem omiótł skórę po zewnętrznej stronie, nawet nie mrugając. Uśmiechnęła się naprawdę ślicznie, nie chciał tego przegapić. Wyprostował się powolnie, niechętnie wypuszczając jej palce, aby dokończyć papierosa. Robił to w pośpiechu, o czym świadczyły często wydobywające się spomiędzy warg kłęby dymu. Chciała zabawy, nie ma problemu.
- Panno Black, robi się już chłodno. Nie mogę pozwolić, aby złapało Cię przeziębienie. - zauważył troskliwie z uprzejmością godną najmilszego gentlemana w Anglii, chociaż w oczach miał niebezpieczne iskierki. Podstawowym zadaniem dzisiejszego przyjęcia okazało się niezrobienie wrażenia i zyskanie koneksji, a sprawienie, że Anthony Borgin znajdzie się w głowie Bellatrix Black na tyle, aby faktycznie przeszli do zabawy. - Wróć do swoich rodziców, spotkamy się za trzy minuty.
Oznajmił, puszczając jej oczko. Delikatnie zgarnął z jej pleców marynarkę, nie pozbywając się okazji do dotknięcia jej skóry, a potem odwrócił się i wrócił na przyjęcie, znikając w tłumie. Czas na realizację planu.
Sleeping Beauty
let it burn
wiek
21
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Amnezjatorka
Bellatrix jest kobietą niewielkiego wzrostu, mierzy bowiem jakoś 157 centymetrów. Jest szczupła. Włosy ma ciemne, niemalże czarne, kręcone. Cerę jasną, praktycznie białą. Oczy duże, widać w nich pewne szaleństwo, koloru niebieskiego. Ubiera się głównie w czerń, dba o to, jak wygląda. Używa perfum o zapachu liczi i czerwonej porzeczki z nutą róży, wanilii i wetywerii.

Bellatrix Black
#7
15.08.2023, 12:01  ✶  

Bellatrix tak naprawdę nigdy nie poznała rozczarowania swoich rodziców. Zawsze starała się być idealna, nie pozwalała sobie nawet na moment niesubordynacji. Spełniała ich wygórowane oczekiwania bez mniejszego problemu, tyle, że była przez to mocno sztywna. Mogła wydawać się osobą, która miała kij w tylnej części ciała, zresztą słusznie. Była przekonana o swojej świetności, jedynie czasami, kiedy nikt nie patrzył pozwalała sobie na nieco rozluźnienia. Mało kto jednak znał ją z tej strony, nieliczni, przed którymi nie bała się demonstrować swojej prawdziwej twarzy.

Nie miała z tym problemu, przywykła do takiej kolei rzeczy, zresztą została wychowana właśnie w ten sposób, dzięki czemu potrafiła się zachować w każdej sytuacji. Była dumna ze swojego pochodzenia, chciała przynieść chlubę swojej rodzinie, czasem jednak brakowało jej dreszczyku emocji. Lubiła czuć adrenalinę, niebezpieczeństwo. Dostrzegła to wtedy, gdy zaczęła angażować się w działania związane ze służbą Czarnemu Panu. Nie spodziewała się nawet wcześniej, że może dać jej to tyle przyjemności. Gdzieś w środku jednak, bardzo głęboko siedziało w niej coś, co powodowało, że czasem traciła nad sobą panowanie, szczególnie w towarzystwie tych plugawych czarodziejów, wtedy uwielbiała czuć władzę, pokazywać swoją siłę. Lata nauki nie poszły na marne, miała świadomość, że jej zdolności są unikatowe jak na jej młody wiek, przynajmniej te na których jej zależało. Chętnie z nich korzystała, aby udowodnić swoją siłę. Mało kto się spodziewał, że w tym drobnym ciele może istnieć taka moc. To też ją cieszyło, uwielbiała zadziwiać, podobał się jej ten element zaskoczenia.

Black nie miała problemu z wypełnianiem rozkazów. Od lat w końcu się dostosowywała. Nie było dla niej różnicy, czy spełniała oczekiwania rodziców, czy Czarnego Pana. Właściwie, to nawet większą przyjemność sprawiało jej podążanie za Voldemortem. Wierzyła w ideę. Czuła, że niedługo przejmą władzę nad światem. Czarny Pan na pewno będzie pamiętał, kto był z nim od samego początku, kto służył mu, kiedy niewielu wierzyło w jego siłę. Była dumna z tego, że jej rodzina zaoferowała mu wsparcie, zresztą jak kilka innych, równie posłusznych, tych którzy wierzyli w tradycję.

Uważała, że szczególnie młodzi czarodzieje powinni angażować się w sprawę. W końcu to oni byli przyszłością tego świata, w nich była siła i nadzieja na lepsze jutro. Miała świadomość, że wielu jej przyjaciół również stanie w szeregach, co ją cieszyło. Dobrze było wiedzieć, że mają wspólny cel, wierzyła, że uda im się go osiągnąć.

Nie miała w życiu wielu przyjemności, poza tymi związanymi ze służbą, czy to rodzinie, czy Czarnemu Panu. W zasadzie zawsze starała się jedynie imponować innym. Dzisiaj, pierwszy raz od dawna, poczuła, że chce zrobić coś również dla siebie. Ona także powinna mieć coś z życia. Dlatego też postanowiła pozwolić Borginowi wciągnąć ją w tę grę.

Miał coś w tych ciemnych oczach, co zadecydowało o tym, że podjęła taką, a nie inną decyzję. Konsekwencje? Jeśli jakieś się pojawią, to się z nimi zmierzy. Na pewno jednak postara się o to, żeby nikt się o tym nie dowiedział. To ułatwiłoby sprawę i ewentualne skutki. Zresztą póki co nie robiła przecież nic złego. Gawędziła tu sobie jedynie z tym młodzieńcem, chociaż w głębi duszy czuła, że może ją sprowadzić na manowce. Może nawet jej się to spodobało, było to dla niej bowiem coś zupełnie nowego.

Podobała się jej jego bezpośredniość. Nie bał się mówić o tym, czego chciał. Spodziewała się, że nie tylko mówił. Wyglądał jej na takie, co nie miał problemu z tym, żeby osiągnąć, lub posiadać, to, o czym tylko pragnął. - To ma sens, większy. Jak mniemam jeszcze nie znalazłeś takiego szczęścia, którego byś nie zniszczył, skoro nadal szukasz. - Stwierdziła fakt, który jej się nasunął na myśl po jego słowach.

- Uroczy, tak, tego nie można ci odmówić. - Nadal nie odrywała spojrzenia od jego twarzy. Nie uciekała wzrokiem, kiedy dzieliła się tym, co myślała. Chciała, żeby wiedział, że wzbudził jej zainteresowanie i może nawet podobało się jej to, w jaki sposób z nią tutaj rozmawiał. Były pewne niedopowiedzenia, które powodowały, że mogli dowolnie interpretować swoje słowa. Miała jednak wrażenie, że doskonale radzą sobie z czytaniem między wierszami. - Nie pozwoliłabym, aby to biedne serduszko się roztrzaskało, nie jestem, aż taka brutalna. Nie ranię niewinnych chłopców. - Powiedziała z udawaną troską. Mógł to wyczuć, bez mniejszego problemu. Jakby się naprawdę przejęła tym, że jej słowa mogłyby go zranić.

- Jak najbardziej. Rzucam. - W jej oczach ponownie pojawił się błysk. Lubiła wyzwania, przepadała również za wygrywaniem, także na pewno odpowiednio zaangażuje się w sprawę, żeby i tutaj pokonać swojego przeciwnika. Miała jednak wrażenie, że wcale nie będzie to takie łatwe, co tylko jeszcze bardziej zachęcało ją do wzięcia udziału w tej zabawie. W końcu większą przyjemność będzie miała, jeśli wygra z kimś, kto był bardziej doświadczony, takie zwycięstwa smakowały najbardziej. Zabawne było to, że nawet przez moment nie przyszło jej na myśl to, że to ona może przegrać, że to nie ona będzie osobą, która zaciśnie szczęście w pięści, jako pierwsza.

- Podoba mi się to, że usłyszawszy życzenie, nie uciekasz. - Postanowiła jeszcze się z nim tym podzielić. Wtedy ponownie dotknął palcami jej dłoni. Drgnęła nieznacznie, gdy poczuła jego ciepły oddech na jej wnętrzu. Czuła dziwne napięcie, kiedy stał blisko i niepokój, i bardzo jej się to podobało. Nie ukrywała nawet tego specjalnie. Niech wie, ma świadomość, że naprawdę ją zaintrygował.

- Och, przy tym wszystkim taki opiekuńczy... - Powiedziała rozbawiona, chociaż miała wrażenie, że zabawa miała się dopiero zacząć. Nie zamierzała więc zostać na balkonie. Szczególnie, że wspomniał o tym, aby wróciła do rodziców. Zastanawiała się, co wymyślił, jeszcze chwila i pewnie się tego dowie. Bez słowa, bez żadnych zbędnych komentarzy powolnym krokiem ruszyła w stronę drzwi balkonowych. Policzki zrobiły jej się różane od zimna, chociaż gdzieś w głębi ciała czuła żar, który zaczął ją palić przed chwilą.

Odwróciła się jeszcze nim zniknęła wewnątrz. Nie umknęło jej ciepło jego dotyku, kiedy zabierał swoją marynarkę. Posłała mu jeszcze przeszywające spojrzenie, jakby próbowała odgadnąć jakie myśli przed nią ukrywa, po czym zniknęła w tłumie. Dostrzegła swoich rodziców, do których dołączyła, tak jak chciał. Pozostawało poczekać, te trzy minuty, które teraz dłużyły jej się okropnie.

Kapryśny Dziedzic
"Have some fire. Be unstoppable. Be a force of nature. Be better than anyone here and don't give a damn about what anyone thinks."
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Anthony jest wysokim i dobrze zbudowanym facetem, schludnym i przeważnie elegancko ubranym, zważywszy na swoją pozycję.. Ma burzę brązowych, niesfornych włosów - delikatnie kręconych i duże oczy. Gdy się uśmiecha, czasem pojawiają mu się dołeczki w polikach i ma ten charakterystyczny, zadziorny wyraz twarzy. Lubi nosić zegarki, na palcu ma sygnet rodowy. Jeśli nie korzysta z teleportacji, spotkać go można na motorze.

Anthony Ian Borgin
#8
15.08.2023, 22:45  ✶  
Sprawiała wrażenie idealnej i to było to, co przyciągało go najbardziej. Wiedział, że gdzieś w tym pięknie kryje się rysa, miejsce, które można złapać i wyszarpać, aby zrobić dziurę. Czuł silną, wewnętrzną potrzebę pokazania młodej czarownicy życia, skosztowania jego smaków — zarówno tych rozkosznie słodkich, jak i przeraźliwie gorzkich. Z autopsji wiedział, że spełniając tylko oczekiwania rodziców, zapominając przy tym o swoich — nigdy nie zazna się nawet namiastki prawdziwego szczęścia, z upływem lat osobowość rozmyje się w nijaką, zmieloną papkę. Jego zawód, jak i brylowanie w Ministerstwie sprawiało, że mówił z doświadczenia. Za zawadiackim uśmiechem i dzikością, kryła się przecież odrobina inteligencji, a przynajmniej tak sobie Tosiek wmawiał.
Jeśli potrzebowała kogoś, kto dostarczy jej emocji, nie mogła trafić lepiej. Młody Borgin miał wiele do zaoferowania, jeśli oczywiście ciemnowłosa kruszyna okaże się na tyle hipnotyzująca, że będzie chciał poświęcić jej więcej uwagi. Miała intrygujące spojrzenie, cięty język i ładne ciało, to był dobry początek. Był ciekaw, co więcej kryła w sobie. Dlatego też był gotów poświęcić ten wieczór specjalnie dla niej, na chwilę spychając obowiązki rodzinne. I tak znał tu praktycznie każdego, a już na pewno stany ich kont. Gdyby tylko wiedział, że wisienką na torcie był jej konserwatyzm i uległość Czarnemu Panu, byłby zachwycony. Sięgnąłby wtedy, bo bardziej ogniste rozrywki, ale wszystko przyjdzie w swoim czasie. Miała zupełną rację, to oni byli przyszłością, a większość młodego pokolenia zdawała się bardziej zajęta dziwkami, hazardem i korzystaniem z mugolskiego świata oraz przyjaźnią z samymi mugolami, zamiast podtrzymywaniem tradycji. Ciągłe osłabianie mocy magicznej poprzez brudne miraże groziło osłabieniem czarodziejów, których przecież i tak było mniej, niż szlam. Pierdolona ustawa tajności. Za każdym razem, gdy o tym myślał, ogarniała go wewnętrzna irytacja.
Jej chęć uznałby za największy komplement w jego kierunku i to wymagałoby odpowiedniej nagrody. On umiał kogoś zadowolić, gdy chciał. Umiał być czarujący i skupiać na sobie uwagę, jeśli okoliczności sprzyjały, a ten zimowy wieczór zapowiadał się doskonale, aby młoda Bellatrix nie mogła oderwać od niego wzroku. Musiał zasiać w jej umyśle ziarenko, wyryć się w jej pamięci. Tylko nieprzewidywalne i mocne, intensywne w bodźce spotkania człowiek dokładnie zapamiętywał. Zauważył, że słuchała go uważnie, odpowiadała inteligentnie i w sposób, który od niego wymagał ujawniania więcej. Prowadziła zmyślną grę, zamierzał ją więc rozpieszczać, przynajmniej dziś.
- Nie znalazłem szczęścia, które byłoby moje. Silne i kruche jednocześnie, ulotne i przeszywające na wskroś.. Dogłębne. Takiego szczęścia, które sprawi, że wszystkie inne pochwycone w jego formy w dłonie, przestaną mieć znaczenie, będą tylko chwilą, zaspokojeniem tęsknoty do źródła. - wyjaśnił jej najlepiej, jak umiał, chociaż nie był pewien, czy drzemiące w nim myśli związane z chciwością i poszukiwaniami, były czymś, co mogły opisać słowa. Zawsze preferował czyny, gesty. Słowa były często puste, zbyt wyniosłe i nie były w stanie oddać całej palety uczuć, która kłębiła się we wnętrzu. - Szczęście, moja Droga, poznajemy na wiele sposobów, ale każde jest inne. A Ty? Masz swoje?
Odbił piłeczkę z wyraźnym zainteresowaniem, a gdy nazwała go uroczym, puścił jej tylko oczko. Owszem, bywał i to wychodziło mu całkiem naturalnie, przez co nikt nie podejrzewał go o mrok i intensywność, która kryła się głęboko we wnętrzu. Bo Anthony bywał stanowczy, uparty i bezwzględny, pozbawiony empatii — zwłaszcza, gdy ktoś groził osobom bliskim jego sercu. Również na nią patrzył, uwielbiał kontakt wzrokowy, tylko zwykle kobiety go ucinały, onieśmielone. - Skoro tak dbasz o serduszka niewinnych chłopców, Panno Black, nadejdzie może dzień, gdy oddam Ci swoje pod opiekę.
Dodał tajemniczo, prostując głowę i spoglądając na chwilę na niebo, jakby cokolwiek miało się zmienić. Płatki śniegu sypały coraz mocniej, ich biel kontrastowała zarówno z jego garniturem, jak i jej czarnymi włosami. Wyglądała naprawdę ładnie, gdy gwiazdki układały się na lokach. W lokach samych w sobie było coś pociągającego, idealnie nadawały się do pochwycenia w palce. Jej słowa przyjął kiwnięciem głowy i mruknięciem, sugerującym, że podejmuje wyzwanie. Uwielbiał dobrą zabawę. Życie było krótkie, należało je wypełniać kolorami oraz doznaniami. Ogniem, krwią, nikotyną, czasem też seksem, ale i czułością.
- Nie jestem tchórzem. Przypisałbym sobie wiele wad, ale tej akurat nie.
Przyznał nieskromnie, rozbawiony i z uśmieszkiem błąkającym się na wargach. Nadszedł czas na przedstawienie, rundę pierwszą polowania lub też gry, nie zdecydował jeszcze. Gdy drgnęła, poczuł dreszcz przyjemności. Reakcje ludzkiego ciała, te niekontrolowane, były czymś pięknym, a Borginowi aż zabłysnęły oczy na myśl, do czego te drobną dziewczynę mógłby doprowadzić. Merlin poczułby dreszcz.
Ukłonił się raz jeszcze na jej słowa, a potem zlustrował wzrokiem, subtelnie zwilżając wargi. I wrócił na sale, przechodząc do działania. Pierwszym było zapięcie guzików od odebranej marynarki.

Sala była zatłoczona, znów czuł pierniki i alkohol, a także perfumy. Trzy minuty to był wystarczający okres, aby wciągnąć na zaplecze dyrygenta orkiestry i pomachać mu wahadełkiem przed oczami, a także zaczepić szlamowatą służącą. Nie miał planu obmyślonego, działał instynktownie i żywiołowo, chcąc uzyskać jak najlepszy efekt. Przechodząc przy lustrze, zerknął na swoje odbicie, poprawił nieco włosy, a potem przystanął przy szefie swojego Departamentu — człowieku wpływowym i takim, który na szczęście bardzo go lubił. Podpalił mu cygaro, wchodząc w kilkusłowną dyskusję, którą uwieńczył odrobinę nieśmiałym uśmieszkiem, a mężczyzna zaśmiał się i klepnął go w plecy. Wiedział też, że jego nieszczęsna adoratorka — starsza i wytworna, ale niezbyt dzisiejszego wieczoru interesująca, zechce wrócić pod jego ramię, gdy go tylko zauważy. Już słyszał jej obcasy, głos, który rozpoczynał wymowę jego imienia, ale wtedy nastąpił huk i pisk, służącą wylała karafkę z winem na jasną sukienkę i na chwilę sala pogrążyła się w chaosie. Jeden problem rozwiązany. Zerknął na zegarek, minęła właśnie trzecia minuta. Jego pracodawca zabrał go ze sobą wprost przed jej rodziców, ale Anthony chwilowo nie poświęcał jej uwagi, skupiony na ojcu oraz matce. Szef znał jej rodziców, miał go przedstawić lub raczej umożliwić mu ich poznanie. Skłonił więc z szacunkiem i uznaniem głową, wyciągając dłoń w stronę jej ojca.
- Komornik Departamentu Skarbu, Anthony Ian Borgin. To zaszczyt, Panie Black. To pańskie córki? - zapytał, spoglądając na Trix oraz jej matkę, która chyba zarumieniła się nieco, zaprzeczając. Dodał kilka komplementów. Ujął dłoń najpierw jednej, a potem drugiej i znów ucałował. - Niezmiernie mi miło poznać. - gdy jego usta kolejny raz dotknęły dłoni czarnowłosej, nie omieszkał na chwilę spojrzeć jej w oczy, dyskretnie. Gdy się wyprostował, miał w ręku szklankę zabraną z tacy i krótko rozmawiali, minutę lub dwie — o wszystkim i o niczym, ale Tony zerkał na zegarek.
Dyrygent orkiestry zastopował muzykę, chrząkając. Głos miał magicznie zmieniony, głośny i wyraźny , zupełnie jak komentator na meczu.
- Szanowni goście, dziękujemy za datki. Pewien anonimowy, świąteczny cudotwórca wpłacił zawrotną kwotę dwustu galeonów na sierociniec w Dolinie Godryka i prosił, aby następny utwór, zadedykować najpiękniejszej na sali Pannie, Bellatrix Black. - skłonił się w stronę dziewczyny nisko, nie mając jednak odwagi patrzeć na jej twarz. Rozległy się zachwyty, wszystkie twarze zwróciły się w jej kierunku, robiąc z niej najprawdziwszy diament wieczoru. Anthony odłożył szklankę i skłonił się przed nią.
- Czy uczynisz mi ten zaszczyt i ze mną zatańczysz? O ile oczywiście Pan Black nie ma nic przeciwko? Byłbym niezwykle szczęśliwy. - wysunął w jej kierunku dłoń, patrząc jeszcze w stronę jej ojca. Wiedział, że takie słowa bardzo sobie cenili, trudno byłoby mu odmówić, zważywszy na okoliczności oraz jego nienaganną prezencję.
Sleeping Beauty
let it burn
wiek
21
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Amnezjatorka
Bellatrix jest kobietą niewielkiego wzrostu, mierzy bowiem jakoś 157 centymetrów. Jest szczupła. Włosy ma ciemne, niemalże czarne, kręcone. Cerę jasną, praktycznie białą. Oczy duże, widać w nich pewne szaleństwo, koloru niebieskiego. Ubiera się głównie w czerń, dba o to, jak wygląda. Używa perfum o zapachu liczi i czerwonej porzeczki z nutą róży, wanilii i wetywerii.

Bellatrix Black
#9
16.08.2023, 12:34  ✶  

Zależało jej na tym, aby dokładnie tak ją widzieli. Niczym posąg, bez skazy. Pilnowała się na każdym kroku, miewała momenty, gdy było to trudne z jej dość porywczym charakterem, jednak pokazywała tę cechę przy osobach, które znała bliżej. Wolałaby, aby w kuluarach nie plotkowano o jej temperamencie. Była taka, jaką grała, wiedzieli to, co chciała, żeby zobaczyli. Panowała nad tym, przynjamniej bardzo się starała panować, bo każdy miewał gorsze momenty. Dawała im to, czego chcieli, przede wszystkim rodzice, bo to o nich głównie chodziło. Nie dyskutowała także z nimi szczególnie o tym, co myślała. Wiedziała, że nie ma to większego sensu. Jej zdanie nie było dla nich specjalnie istotne. Dlatego też nawet nie marnowała sił na udowadnianie im swoich racji. Grzecznie przy nich kiwała głową i akceptowała wszystko, ale postępowała różnie. Najważniejsze było to, że oni nie wiedzieli o wszystkim. To wystarczało.

Lubiła też niepewność, a miała wrażenie, że znajomość z tym nowopoznanym mężczyzną z kurwikami w oczach może jej przynieść sporo niestabilności. Świetnie się składało, bo nie znosiła nudy i przewidywalności. Wydawał się być zupełnym przeciwieństwem tych cech. Przynajmniej na pierwszy rzut oka, bo mogły to być tylko pozory, chociaż nie wydawało jej się, że tak będzie. Miała przeczucie, że może jej mieć wiele do zaoferowania, nie wiedzieć czemu. Czasem po prostu tak w głębi duszy się czuje i to właśnie był ten moment, w którym od samego początku wiedziała, że to narodziny intrygującej przygody.

Isotne było również to, że pochodził z porządnej, czarodziejskiej rodziny z zasadami. Nie pytała o to teraz, bo nie wypadało, ale jeśli kiedyś się jeszcze spotkają, to na pewno to pytanie padnie. Może nie będzie musiała pytać, a odpowiedź dostanie na spotkaniu popleczników Czarnego Pana. Zadziwiające, że nie poznała go wcześniej. Nie wyglądał jej na bardzo dużo starszego, jednak trochę musiało ich dzielić, skoro nie pamiętała go z Hogwartu. Na pewno zwróciła by na niego uwagę, nie omijała takich osób. Od pierwszego spojrzenia wzbudził jej zainteresowanie. Nie przegapiłaby go, chociaż w tłumie, bywało różnie. Kontrastował jednak z większością młodych mężczyzn, których poznała - na pewno by jej się rzucił w oczy.

Nie poświęciłaby mu swojego czasu, gdyby nie uznała, że jest tego warty. Spodobało jej się jednak to, w jaki sposób się zachował. Chciała zobaczyć, na co jeszcze go stać, zaspokoić swoją ciekawość, a zarazem może poznać go nieco bliżej. Zobaczyć, co kryje się pod tą ładną buźką, bo na pewno było coś więcej. Wszystkie słowa, które padały z jego ust wydawały się ją w tym utwierdzać.

- Kiedy tak o nim mówisz, to nie dziwi mnie, że go jeszcze nie znalazłeś. Spore wymagania, ale to dobrze, bardzo dobrze, że wiesz czego chcesz. - Nawet jej trochę zaimponowało, gdy mówił o swoich oczekiwaniach, było widać, że nie wybiera półśrodków. Podobało jej się to, że był tak bardzo konkretny, ciekawe, czy tylko w tym, czy w innych dziedzinach życia.

Czy ona miała swoje szczęście? Nie sądziła, że jest to coś, co można mieć na stałe. Traktowała szczęście samo w sobie jako coś ulotnego, pojawiało się i znikało. Czasami. Nie umiała sobie wyobrazić czegoś, co mogłoby spowodować, że czułaby je ciągle. - Nie mam, ale też nigdy go nie szukałam, nie sądziłam, że warto. - Bo właściwie, co to zmieniało w życiu? Bez szczęścia również toczyło się dalej, nie wydawało jej się, żeby było aż tak istotne, chociaż może się myliła, z racji na to, że raczej o nie nie zabiegała, to nie wiedziała, jak bardzo może uprzyjemnić codzienność.

Trixie nie opuszczała spojrzenia, nie bała się kontaktu wzrokowego, ba wręcz przeciwnie. Sprawiało jej przyjemność spoglądanie w oczy, ponoć były one zwierciadłem duszy, a te jego wydawały się być zaprawdę głębokie. Ciekawe, czy można w nich utonąć. Czuła, że pod tym, co jej teraz pokazywał było jeszcze wiele warstw, które mogła odkryć. Zaczęła się zastanawiać, czy dane będzie jej to zobaczyć, czy zakończy się na tym jednym spotkaniu. Właściwie, to na pewno będzie w stanie spowodować, że wpadną na siebie jeszcze raz, zupełnie przypadkowo jeśli tylko będzie chciała. Nie powinna się więc tym martwić.

- Nie wszystkich niewinnych chłopców. - Sprostowała jeszcze, żeby nie czuł się, jak jeden z wielu. - Tylko takich, którzy wydają się mi być wartościowi. - Nie unikała komplementów, zupełnie przeciwnie, była dzisiaj dość wylewna, co nie było dla niej raczej standardowym zachowaniem. - Może lepiej, żebyś nie oddawał. Co będzie jeśli zupełnie przypadkiem je złamię? To zbyt duża odpowiedzialność. - Kącik jej ust drgnął przy tym w uśmiechu, tak naprawdę wolała trzymać się na dystans, żeby to ona nie ucierpiała. Trixie nie pozwalała sobie na jakąś niesubordynację związaną z relacjami damsko-męskimi. Zazwyczaj stała z boku, kończyła na kilku uprzejmościach, aby zbytnio się do nikogo nie zbliżyć. Wiedziała, że nie ma to większego sensu, gdyż jej rodzice i tak oddadzą ją w ręce tego, kogo będą chcieli. Nie miała tutaj nic do gadania. Wolała więc się nie przyzwyczajać, do nikogo. Może i nawet by chciała, ale czuła, że to strata czasu.

- Rozbudziłeś teraz moją ciekawość. Wiele wad, może kiedyś będzie mi dane je dostrzec. - Dodała jeszcze nim się rozeszli na ten krótki moment. Nie wiedziała, co przyniesie czas, nie miała pojęcia, co wymyśli, jednak zdawała sobie sprawę, że będzie to coś niebanalnego. Wyglądał na takiego, co dotrzymywał słowa danego kobiecie, chociaż chyba bardziej chciał po prostu udowodnić Trixie, że nie rzuca słów na wiatr i jest w stanie faktycznie zapewnić jej rozrywkę. Musiała wzbudzić w nim zainetresowanie, ucieszyło ją to, mogło to bowiem oznaczać, że faktycznie się jeszcze spotkają. Liczyła na to, bo czuła niedosyt. Chciała poznać go bardziej, zobaczyć więcej, dowiedzieć się na co faktycznie go stać.

Na szczęście nie pytali ją o to gdzie była. Musieli nie zauważyć jej krótkiej nieobecności. Nie ma się, co dziwić, rodzice Trixie byli zajęci zabawianiem innych gości. Starsze małżenstwo opuściło ich, kiedy panna Black znalazła się przy matce i ojcu. Wdała się z nimi w krótką rozmowę o tym, jak właściwie podoba im się to przyjęcie, musiała czymś się zająć, aby te trzy minuty minęły jak najszybciej. Swoją drogą, ciekawe właściwie, co uda mu się zroganizować w trzy minuty, bo nie było to zbyt wiele czasu, powiedziałaby, że wręcz przeciwnie.

Nie spóźnił się. Ledwie minęły trzy minuty, a Anthony pojawił się tuż obok. Czarujący, wydawało się, że w tym świetle jeszcze bardziej to widać. Trixie stała nieco sztywno, nie do końca wiedziała, czego się po nim spodziewać, widać było, że ta niewiadoma nieco ją stresuje. Kiedy wreszcie ujął jej dłoń po raz kolejny, tym razem oficjalnie, przy rodzicach ponownie poczuła przyjemne ciepło, a dodatkowo coś na żołądku, dziwny ciężar, którego wcześniej nie znała. Wstrzymała oddech i również spojrzała na Borgina, mógł dostrzec niewielkie rumieńce na jej policzkach.

Przeniosła wzrok w stronę dyrygenta, który zupełnie znienacka rozpoczął swoją przemowę. Połączyła fakty, szczególnie, kiedy usłyszała dedykację. Niewielki rumieniec ewoluował, teraz oba jej policzki aż ją paliły. Szczególnie, że wiele spojrzeń kierowało się w jej stronę.

Ojciec spojrzał na Bellę i kiwnął jedynie głową. Sama zainteresowana dopiero teraz znowu spojrzała na Anthony'ego, przesunęła się bliżej niego i wyciągnęła dłoń w jego kierunku. Nie zamierzała mu odmówić. Szczególnie po tym, co zrobił. - Masz rozmach. Trzy minuty, wolę nie wiedzieć, co byś był w stanie zrobić, gdybyś miał więcej czasu. - Szepnęła mu jeszcze na ucho, kiedy odchodzili od jej rodziców i kierowali się na parkiet.

Kapryśny Dziedzic
"Have some fire. Be unstoppable. Be a force of nature. Be better than anyone here and don't give a damn about what anyone thinks."
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Anthony jest wysokim i dobrze zbudowanym facetem, schludnym i przeważnie elegancko ubranym, zważywszy na swoją pozycję.. Ma burzę brązowych, niesfornych włosów - delikatnie kręconych i duże oczy. Gdy się uśmiecha, czasem pojawiają mu się dołeczki w polikach i ma ten charakterystyczny, zadziorny wyraz twarzy. Lubi nosić zegarki, na palcu ma sygnet rodowy. Jeśli nie korzysta z teleportacji, spotkać go można na motorze.

Anthony Ian Borgin
#10
19.08.2023, 21:59  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.08.2023, 21:59 przez Anthony Ian Borgin.)  
Najciemniej było pod latarnią wedle starego przysłowia, którego użył któryś z chłopaków przy piwie, gdy opowiadał, jak to nie wzbudzał podejrzeń rodziców, będąc idealnym synem. Z Bellatrix było tak samo, z nim trochę też, ale ojciec zwykle bezkarnie grzebał mu w głowie, gdy nie spodobało mu się coś w zachowaniu lub odpowiedziach syna. Miał wrażenie, że oni wszyscy trochę grali w teatrze, chcąc oszukać jeden drugiego. Nieskazitelność i ideały dla starych rodów zawsze były w cenie, nawet jeśli na dłuższą metę oznaczały monotonnie oraz nudę. Nie mogli wybrać rodziny i miejsca, w którym przyszli na świat, ale mieli prawo, wręcz powinni robić wszystko, aby czas, który mieli na świecie, wykorzystać jak najlepiej i jak najbardziej intensywnie. Pieniądze oraz pochodzenie wszystko ułatwiało, dlatego trzeba było dostosować swoją grę tak, aby móc korzystać bezkarnie ze wszystkich przywilejów, które podarował im los. Nie było w tym nic złego, a cel uświęcał wykorzystane do jego osiągnięcia środki. Nie grał tak, jak robiła to Trix, ale nie pokazywał też wszystkiego. Doceniał bycie sobą, tylko po prostu nie zawsze towarzystwo i okoliczności byłyby w stanie zrozumieć jego osobę.
Kurwiki w oczach uznałby za komplement, tak w gwoli ścisłości. Faktycznie, zdarzało się tak, że od pierwszego spotkania się spojrzeń, człowiek wiedział, miał nieuzasadnione niczym logicznym przeczucie, że z drugą osobą zwiąże go coś mocniejszego. Jakby splotła się między nimi nić, nie tylko oparta na fizycznym pożądaniu — bo przecież Bella była filigranowa i śliczna, zresztą dokładnie oddawał jej aparycję skrót od jej imienia, ale również o czymś zakorzenionym głębiej. Sprawiła, że się zainteresował i intuicja podpowiadała mu, że sprawi również, że zwyczajnie będzie ją chciał dla siebie — w sposób prosty i dość prymitywny. A niestety, Anthony był mężczyzną terytorialnym i zazdrosnym.
Popierał to, co Czarny Pan chciał zrobić, ale nie był jeszcze wplątany w to wszystko bezpośrednio tak jak reszta jego rodziny. Borginowie byli konserwatywni, podobnie, jak rodzina Blacków, żyli w przekonaniu o wyższości czystej krwi nad szlamami i wszystkie ich działy miały kategoryczny zakaz zadawania się z takowymi. Nawet dziadek surowo za to karał, chociaż nie w sposób tak fizyczny i brutalny, jak ojciec młodzieńca. Nie podejrzewał ją o należenie do bezpośredniego kręgu zwolenników głównie przez jej wiek, jak zdawał sobie sprawę, że osoby z jej rodziny — zgodnie ze słowami wyniesionymi z domu, stały po właściwej stronie. Czy uznałby siebie za łatwego do zapamiętania? Z pewnością. Podobnie zresztą, jak trudno było zapomnieć długich, czarnych loków i błyszczących inteligencją oczu niewiasty, która ubrała sukienkę w kolorze dobrego wina. Przedstawiciele skorowidza byli ładniejsi od innych czarodziejów, ale zdarzały się jednostki wybitnie ujmujące, zapadające w głowie. Była też w jego typie, co tu kłamać. Odwagi i pewności siebie Anthonyemu odmówić było trudno, a to zawsze robiło wrażenie, szczególnie płci przeciwnej. Tu wystarczyło, że był po prostu sobą.
- Gdyby było je prosto znaleźć, każdy byłby obrzydliwie szczęśliwy i nikt by tego nie doceniał, Moja Droga. A co do wymagań.. - przerwał na chwilę, pozwalając sobie na łobuzerski uśmiech, a potem przeniósł na nią spojrzenie, patrząc prosto w jej oczy. - Zawsze sięgam po to, co najlepsze. Bo ja też jestem z wysokiej półki. Gdy człowiek już ma tego świadomość, nie zadowala się byle czym. Nie mówię tu oczywiście o frywolnych przyjemnościach, ale tutaj również, poprzeczka jest wysoko.
Wzruszył ramionami w pozbawiony skromności sposób, sugerując dziewczynie tym samym, że uznał ją za jednostkę z półki najwyższej. Chciał też zobaczyć, jak zareaguje na drugą część jego wypowiedzi, bo na pierwszy rzut oka — wyglądała dość niewinnie. A on bardzo nie chciałby jej przecież skierować na złą drogę, pełną adrenaliny, rozpusty i przyjemności. Co by powiedział jej tata?
- Samo przyjdzie, tylko je zauważ. Ludzie wiele tracą z obawy przed porażką, ale Ty nie wyglądasz na tchórza. - przyznał szczerze, przesuwając spojrzeniem po jej twarzy. Miała w sobie coś takiego, co pozwalało mu dopuścić do głowy myśl, że różniła się od większości niewiast. Może dlatego, że byli podobni? Patrzyli sobie w oczy, tkwiąc chwilę w milczeniu, a jasne płatki w kształcie gwiazdek coraz mocniej sypały z ciemnego nieba, przykrywając otaczający ich świat nową warstwą białej pierzyny. Mieniła się w świetle latarni i kandelabrów, każdy mógł odnieść wrażenie, że ów świat nie jest wcale takim złym miejscem.
- A więc wydaje Ci się wartościowym człowiekiem? Sprawiasz, że się rumienie. - zauważył zaczepnie, flirtując z nią odrobinę, zachęcony jej słowami oraz wzrokiem. - Nawet jeśli nie oddam, istnieje szansa, że sama sobie weźmiesz, prawda? Skoro już jestem takim niewinnym i wartościowym chłopcem.
Dodał, robiąc przy tym adekwatną do tych określeń minę, prawdziwy przykład czystości i niewinności, zupełnie niesplamiony grzechem i rozpustą. Miał absolutnie gdzieś snucia rodziców na temat małżeństw, nie umiał i nie chciał rezygnować z tego, co mogło wytworzyć się pomiędzy dwójką ludzi. Intensywność tych doznań była warta złamania kilku reguł, zresztą, wystarczyło nie zostawić po sobie dowodu w postaci bękarta lub plotek. Jeśli umiało się zachować wszystko w tajemnicy, cały świat za zamkniętymi drzwiami przestawał mieć znaczenie.
Nie odpowiedział już, uśmiechając się tylko w jej stronę i wyszedł, przechodząc do realizacji planu. Trzy minuty musiały być wykorzystane co do sekundy, jeśli cała sztuczka miała się udać.


Dostrzegał jej zdezorientowanie, może nutę nieśmiałości, a to sprawiło, że ekscytacja rosła w nim bardziej. Starał się więc wywołać wrażenie jak najlepsze, wykorzystując przy tym swojego przełożonego. Dobra pozycja oraz nazwisko były decydujące w tym, jak będą postrzegać go jej rodzice. A jak pomyślał już wcześniej, najciemniej było pod latarnią. Kto podejrzewałby młodego, czarującego Borgina — skupionego na karierze, grzeczne i pytającego o zgodę Pana Blacka, o rzeczy niecne względem jednej z jego córek? No właśnie.
Wyglądała rozkosznie, gdy policzki zakrył jej róż, mogła dostrzec łobuzerski uśmiech pomiędzy pocałunkiem w wierzch dłoni a tym bezpośrednim spojrzeniem, które jej posłał. Nie sądziła, chyba że to wszystko? Nie chodziło tylko o to, aby poznał jej rodziców. Nie, on chciał, aby dostała atencję, na jaką zasługiwała, a bycie dziedzicem rodu oraz komornikiem, który miał na boku jeszcze kilka innych fuch, pozwalała mu szybko zapełniać sakiewki. Na szczęście żyli w czasach, gdzie galeony załatwiały większość.
Stał prosto, gdy wszyscy na nią patrzyli, szepcząc oraz wzdychając z zachwytu. On był jednak skupiony wyłącznie na niej oraz jej twarzy, obserwował uważnie najmniejszą zmianę w kącikach ust, błysk w oczach i oczywiście nasilenie zawstydzenia, przez co wyglądała wręcz uroczo, taka drobna i niepozorna. Krucha.
- Dziękuje Panie Black, to dla mnie zaszczyt, że najpiękniejsza Panna na sali odda mi swój taniec. - powiedział jeszcze do jego ojca pokornie, zanim ostrożnie i z szacunkiem chwycił jej dłoń, stając bliżej. Stanley dobrze go wychował, znał wszystkie oficjalne tańce na tyle, aby prowadzić. Umiał zachować się w towarzystwie, odpowiednio układać dłonie na ciele partnerki, gdy wszystkie oczy zwrócone są ku nim. Poprowadził ją więc w stronę parkietu, niemalże pustego.
- Panno Black, ja po prostu cenie sobie piękno i uważam, że każdy powinien mieć okazję je poznać oraz podziwiać. A poza tym, zwyczajnie chciałem z Tobą zatańczyć. Gdybym jednak poprosił Cię zwyczajnie, cóż byłoby wtedy w tym wyjątkowego? - odparł cicho, kłaniając się jej jeszcze zgodnie ze zwyczajem, zanim ujął ją w talii i ustawił ich ciała w odpowiedniej pozycji, aby zaraz zacząć tańczyć w rytm granej dla niej piosenki. Nie odwracał od niej wzroku, cała jego uwaga była skupiona na Bellatrix. Jego palce, w których trzymał jej dłoń, czasem — gdy miał pewność, że nikt tego występku nie widzi, przesuwały się po jej własnych z odrobiną chciwości, ciekawości oraz pożądania. - Praktycznie każdy mężczyzna lustruje Cię teraz wzrokiem, a jednak. - przerwał na chwilę, obracając nią ostrożnie, ale i pewnie, zanim znów ją do siebie przyciągnąć. - Tylko jeden miał odwagę Cię zabrać na parkiet. Mówiłem Ci, nie jestem tchórzem. - uśmiechnął się z błyskiem w oczach, minimalnie przysuwając ją do siebie, wciąż zachowując granice przyzwoitości oraz dobrego smaku. Czuł na sobie spojrzenie kobiety, z którą rozmawiał wcześniej, wróciła już z czystą sukienką, ale obecnie była jedynie tłem.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Ian Borgin (6034), Bellatrix Black (5874)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa