• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 Dalej »
15 Kwietnia, wieczór | Noc w Muzeum | Sebastian x Pandora

15 Kwietnia, wieczór | Noc w Muzeum | Sebastian x Pandora
Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#11
05.07.2023, 23:23  ✶  
Nie lubiła po prostu pracy w biurze, nie była też w stanie zrozumieć, dlaczego Ministerstwo tak mało pomagało ludziom, którzy tego potrzebowali. Cała jej niechęć i brak pochwał dla organizacji ich pracy wynikała przez powolność. Przyznałaby Sebastianowi rację, każdą sprawę załatwiało się długo, ciężko oraz mozolnie, jakby pracownicy mieli gdzieś sprawy ludzi zwykłych. Unikała tego budynku, chociaż ojciec wielokrotnie sugerował jej posadę w Departamencie Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami, gdzie z ukończonymi przez nią kursami oraz wykształceniem, dostałaby się i bez koneksji wynikających z bogactwa i wpływów Prewettów.
Jej brązowe ślepia nieczęsto już przesuwały spojrzenie z twarzy swojego niespodziewanego, ale jakże interesującego towarzysza, który okazał się prawdziwą żyłą złota oraz informacji na tematy, którą Pandorę interesowały. Jego słowa i świadomość o tym, czym się zajmował, sprawiały, że myślami wracała do jęczącej Marty oraz jednej ze swoich rozmów z Hjalmarem, którą mieli podczas jego wizyty w Turcji przed dwoma laty.
- Twoja praca brzmi fascynująco. To chyba najciekawsza posada w Ministerstwie. - westchnęła na jego słowa z delikatnym wzruszeniem ramion, zupełnie jakby przez moment zastanawiała się nad możliwością odbycia u niego stażu, żeby jej wszystkiego o tych duchach nauczył. Była to myśl krótka i ulotna, bo zdawała sobie sprawę, że do takich zajęć należało mieć predyspozycję oraz talent, których Pandora raczej nie miała. Chętnie rozmawiałaby z duchami, poznając ich historię, dopytując o to, jak takie życie wyglądało. A może jednak nie życie, a zwykła egzystencja bez fizycznych doznań? Musiały tęsknić za jedzeniem i piciem, zwłaszcza te stare duchy, które nie miały okazji próbować tylu wspaniałych rzeczy, które odkryto w ostatnich stu latach. Zaskakujący nadal był dla niej fakt, że duchy miały akta i cały swój dział.
- Wydaje mi się, że bycie duchem jest bardzo nieszczęśliwe. Obserwując świat i zachodzące w nich zmiany, tęskniąc za cielesną powłoką i wszystkim tym, czego doświadczyli lub nawet nie doświadczyli za życia. Myślisz, że to może być jeden z powodów, że duchy są złośliwe, że są takie, jak Irytek? - zapytała z zaciekawieniem, nie mogąc powstrzymać kolejnego pytania, za które zaraz posłała mu przepraszające spojrzenie oraz uśmiech. Na pewno musiał mieć jej dosyć, ale gdy mówił tak interesująco, co miała niby zrobić, jak nie drążyć tematu? Była ciekawa z natury i gadatliwa. - Nawet jeśli nie kontroluje ciała lub raczej ma z tym trudności, czy wiek nie czyni go potężniejszym, nie ułatwia mu opętania? Mogą opętać każdego człowieka? Sebastian, przepraszam, ale mnie bardzo interesuje to, co opowiadasz i nie mogę Cię tak nie wykorzystać, skoro już na siebie wpadliśmy. Mogę za to obiecać, że się odwdzięczę!
Zgarnęła za ucho kosmyk włosów, który uciekł gdzieś, jak zwykle, mając zakłopotaną i odrobinę zawstydzoną minę. Dopiero teraz na kilka dłuższych chwil przeniosła wzrok na jeden z obrazów, chociaż teraz ciężko było Prewettównie skupić się na sztuce, gdy w głowie miała same duchy, egzorcyzmy i inne rzeczy, o których jej opowiadał z takim zaangażowaniem. Musiał lubić swoją pracę, musiał oddać temu serce, bo w innym przypadku, nie mógłby prawić w taki sposób. Ludzi z pasją słuchało się najlepiej, nawet jeśli o tej pasji miało się stosunkowo niewielkie pojęcie.
- Jesteś dobry w swoim fachu? Jak tak, to się wcale tym nie denerwuję i Ty będziesz wystarczający. - odparła swobodnie na jego słowa, chociaż gdyby wolał przyprowadzić kogoś jeszcze, nie miałaby nic przeciwko. W końcu Macmillan znał się na tym dużo lepiej. Nie wierzyła jednak, że kapliczka ściągnęłaby na nich kataklizm i że jakikolwiek duch chciałby kogoś takiego, jak Pandora opętać. Wykończyłby się nerwowo.
Ulżyło jej, że odrobina luzu i swobody wkradała się w mężczyznę, co sprawiało, że i ona przestawała się powstrzymywać, będąc po prostu Pandorą bez gryzienia się w język lub tłumienia gestów uśmiechem. Nigdy nie miała problemu z ludźmi, była pełna empatii oraz zwykle kontrolowała sytuację, mając jakiś wrodzony talent do sprawiania, że dobrze się przy niej czuli — nie tak duży, jak jego do egzorcyzmów, ale zawsze coś! Znając Pandorę i o antykwariaty miałaby mnóstwo pytań.
- Czyżby odwiedzała dziewczynę, którą obwiniała o swoją śmierć? Dużo z nią rozmawiałam. W sumie jej historia jest bardzo tragiczna, smutna. Wszystko było przed nią. Trochę mnie dziwi, że chciała zostać w zamku i patrzeć na to, czego nie mogła już doświadczyć. Zawsze opowiadała o chłopcach, których podglądała w kąpieli. - zaśmiała się, wracając pamięcią znów do dziewczyny w okularach i dwóch kitkach, która zamieszkiwała szkolną toaletę. - Z drugiej strony, to naprawdę.. Um, nietypowe miejsce do mieszkania. Marta jest uwiązana z Hogwartem, czy zgodziła się dobrowolnie? Jeśli oczywiście możesz mi to zdradzić. Obiecuję, że nikomu nie powiem!
Przyłożyła palec do ust i puściła mu oczko, podkreślając bezpieczeństwo sekretu. Oczywiście nie miałaby za złe, gdyby nie mógł jej takich informacji udzielić, Ministerstwo zabezpieczało się stosem protokołów.
Na jego słowa, pokręciła szybko głową. - No coś Ty, nie ma sprawy! Przepraszam, mam nadzieję, że nie sprawiłam Ci przykrości pytaniem. - ściągnęła brwi w zaniepokojeniu, bo nie chciała popsuć mu humoru. Nie miał za co jej przepraszać, to ona powinna, jak już. Zadawała zbyt dużo pytań, ale o tym już mu mówiła i nie było sensu kolejny raz.
Poprawiła się na ławce, przytakując i zastanawiając się nad tym, co powiedział. Siła woli, chęć życia... Czyli medytowanie nie było takie bezsensu, mogło pomóc, jeśli kiedyś istniałaby szansa, że opęta Cię jakiś duch. Zrobiła łyka herbaty, wcześniej dmuchając w papierowy kubek, a aromat naparu wpadł jej do nozdrzy, wywołując uśmiech na jej twarzy. To była taka mała rzecz, która sprawiała jej dużo radości.
- A więc duchom najłatwiej przejąć ludzi, którzy się już poddali. - mruknęła pod nosem cicho, nie zadając mu jednak żadnego pytania. Jej głowa odwróciła się w jego kierunku, gdy znów zaczął mówić. Jego rozbawione parsknięcie sprawiło, że było jej trochę mniej głupio o to, że zapytała go wcześniej o cos, co mogło sprawić mu przykrość. - Takie nietypowe przypadki rozwijają, podobnie jest ze schematami lub projektami mechanizmów. Ej, to źle, jak ktoś jest w gorącej wodzie kąpany? - zapytała z ciekawością, pozwalając sobie nawet na krótkie roześmianie się, zanim upiła znów herbaty. Chciała mu trochę dać odetchnąć od tych duchów, żeby nie okazało się, że Sebastian będzie drugą osobą, która nazwie ją wariatką.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#12
16.07.2023, 00:09  ✶  

— Oh, czy ja wiem. To raczej kwestia zainteresowań — odparł ze skromnym uśmiechem. — Ludzie, którzy uwielbiają adrenalinę pewnie myślą tak samo o pracy brygadzistów lub aurorów. Miłośnicy historii o pracy w muzeum, a znawcy sztuki zielarstwa o zajmowaniu się rzadkimi okazami.

Dopóki dane zainteresowanie pozostawało jedynie hobby, w które człowiek angażował się z własnej inicjatywy, łatwo było postrzegać je przez różowe okulary. Można było łatwo zapomnieć o problemach i trudnościach związanych z danym fenomenem tylko dlatego, że dana aktywność przynosiła wręcz dziecięcą radość. Gdy jednak swe talenty włączało się w czynną pracę zawodową, granice zaczynały się zacierać i nie można było po prostu zignorować pewnych komplikacji.

— Możliwe. Chociaż w przypadku Irytka większą rolę odgrywa raczej zazdrość. Nie jest zwykłym duchem, a poltergeistem. Uwielbia chaos i psoty. To wokół tego skupia się jego egzystencja. Możliwe, że zazdrości innym zjawom w Hogwarcie, że te miały w ogóle szansę zasmakować ludzkiego życia. — W szkole raczej starał się trzymać z dala od tego konkretnego rezydenta. Poza tym na tym etapie jego zdolności związane z egzorcyzmami były w powijakach, skryte gdzieś głęboko pod zamiłowaniem do Historii Magii i poznawaniu tajemnic Starożytnych Run. — Zależy jak na to spojrzeć. Starszy duch mniej pamięta, jak posługiwać się żywym ciałem, ale ma większe doświadczenie ze światem duchowym. Większe szanse na opętanie kosztem szybszego wykrycia. Nawet duchy pewnie mierzą siły na zamiary.

Upił nieco napoju, aby zwilżyć gardło. Nie miał nic przeciwko kolejnym pytaniom ze strony dziewczyny, jednak musiał zacząć robić dłuższe przerwy. Zazwyczaj nie był zbytnio rozgadany, jednak w tym wypadku Pandora wyśmienicie wmanewrowała go w to, aby wyrzucał z siebie same monologi, do tego stopnia, że sam powoli przestawał to zauważać. Czy tak wyglądał ekstrawertyzm?

— Dobry... Prędzej doświadczony. Tak mi się przynajmniej wydaję — stwierdził po dłuższej chwili. — Są lepsi ode mnie. Poza tym zawsze lepiej mieć wsparcie, niż go nie mieć.

Wzruszył ramionami. Poza tym, jeśli zabierze kogoś ze sobą, zmniejszy się jego presja. Wprawdzie wątpił, aby Pandora wymuszała na nim długie rozmowy, jednak jeśli rozmowa zeszłaby na bardziej „powszechne” kwestie, mógł się zamknąć w sobie. A dobrze by było mieć w okolicy kogoś, kto by go w takiej sytuacji poratował.

— Oh, naprawdę nie jestem pewny — odparł z lekkim niezadowoleniem, drapiąc się po policzku. — Znając jednak procedury Ministerstwa, musiał istnieć jakiś czynnik, który zadecydował o Hogwarcie. Może po jej śmierci rodzina zmieniła miejsce zamieszkania i miała utrudniony kontakt? Może niektórzy chcieli ją mieć na miejscu na wypadek, gdyby doszło do jakiegoś przełomu w jej sprawie? — Zmrużył lekko oczy, jakby próbował w myślach przekopać się przez podobne sprawy, aby znaleźć jakieś logiczne rozwiązanie. — Duża liczba duchów w Hogwarcie też mogła mieć z tym coś wspólnego. Bądź co bądź, to teraz jej „ludzie”. Jak sama wspomniałaś, lubi towarzystwo, więc może to ją przekonało do pozostania w zamku.

Zaśmiał się na słowa kobiety, chociaż w głowie momentalnie zawitał mu obraz Brenny Longbottom i jej przyjaciela Patricka Stewarda. Brygada Uderzeniowa i Biuro Aurorów współpracujący ze sobą i wywierający podwójną presję. Brr. Okropne.

— Jeśli ktoś nie jest przyzwyczajony do takiego stylu pracy, to tak — powiedział zbolałym głosem, dosyć dobitnie wskazując, że utożsamia się z tą grupą ludzi. — A więc zajmujesz się mechanizmami? Jak te w skrytkach Gringotta? Czy raczej pokroju zegarów i innych tego typu rzeczy?

Spojrzał na Pandorę z zainteresowaniem. Mieli jeszcze chwilę czasu, zanim będą musieli udać się na salę, więc nie miał nic przeciwko temu, aby to teraz ona się nieco rozgadała. W końcu jego gardło nieco odpocznie! Poza tym był ciekawy, co też kobieta ma do powiedzenia na temat swojej pracy, gdyż sam raczej trzymał się z dala od wszelkich aspektów technicznych magicznego wytwórstwa.

Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#13
30.07.2023, 19:24  ✶  
Po wydaniu z siebie cichego mruknięcia, które jawnie świadczyło o zastanawianiu się, Pandora przytaknęła, wprawiając w ruch brązowe kosmyki włosów. Jej spojrzenie bardzo rzadko opuszczało twarz niespodziewanego towarzysza, sugerując tym samym, że jego praca oraz zainteresowania wydały się jej znacznie ciekawsze, niż muzeum.
- Masz rację. Właściwie nie ma chyba czegoś takiego, jak złe lub nudne zainteresowanie, pomyliłam się trochę! Każde rozwija i do czegoś prowadzi
Ile ludzi, tyle wewnętrznego piękna i tlących się w nich pasji. Brunetce aż głupio się zrobiło, że o tym zapomniała. W kwestii powiązania hobby z pracą wierzyła, że nie było lepszego rozwiązania. Otrzymywanie zapłaty za coś, co sprawiało przyjemność i pomagało poszerzać horyzonty sprawiło, że każdy dzień zdawał się jej fascynujący, niezależnie czy w planach miała akurat przygotowanie mapy nieba, czy rozwikłanie tajemnic mechanizmów. Każda przeszkoda, każda komplikacja i nowa rzecz w czymś, co teoretycznie znała przecież od podszewki, sprawiała, że zakochiwała się w tym na nowo.
Słuchała o Irytku, mając odrobinę rozchylone wargi, przytakując. Przykre, że zazdrość przyjęła takie uosobienie! A dodatkowo wychodziło na to, że on tak naprawdę nigdy nie żył — tak przynajmniej zrozumiała, co było największym zaskoczeniem w słowach mężczyzny. I teraz jeszcze w ogóle nikt go nie lubił, co tylko prowokowało poltergeista do dalszych psot. Nawet gdyby mocniej spróbowała sięgnąć pamięcią do czasów szkolnych, nie była w stanie przypomnieć sobie ani jednego pozytywnego słowa od ucznia lub nauczyciela, pracownika zamku, na temat niechcianego lokatora. - Poltergeist powstaje bez duszy? To znaczy.. Wiesz, myślałam, że każdy rodzaj ducha był kiedyś żywym człowiekiem, który z różnych powodów został. To nie taka łatwa sprawa z tym opętaniem, jak sugerują niegrzecznym dzieciakom.
Wyznała szczerze, zgarniając płynnym ruchem pasmo włosów za ucho i robiąc kilka łyków wciąż gorącego naparu, po którym poczuła przyjemną falę ciepła rozchodzącą się po ciele. Jej paznokcie przesunęły po tekturowym pudełku, brązowe oczy zatrzymały się na jakimś wiszącym naprzeciw obrazie, a ich właścicielka widocznie wciąż kontemplowała nad tym, co Sebastian jej przekazał. Naprawdę chciała wszystko zapamiętać, uznając to za informacje bardzo przydatne w przypadku trudnych sytuacji. Warto było wiedzieć cokolwiek z dziedzin powszechnych i często występujących w świecie Czarodziejów, a duchy były przecież wszędzie.
Pandora miała dar i mnóstwo miłości do ludzi, szybko jednała sobie obcych i sprawiała, że nawet najcichsze, najbardziej nieśmiałe osoby znajdowały sposób, aby się przed nią otworzyć. Może była to kwestia ciągłego uśmiechu, a może szczerej fascynacji każdym, kogo miała okazję spotkać. Prowadziła grę w znajdowanie najpiękniejszych rzeczy w człowieku.
- Owszem, ale doświadczony to również dobry. Masz nie-sa-mo-wi-tą wiedzę bądź bardziej dumny. - puściła mu oczko, nawet zadziornie trącając go łokciem, jakby chciała go zachęcić, bo przecież jego sposoby wypowiedzi oraz wiedza mogły zrobić z niego wykładowcę. Wiedział o tym? Inną sprawą było to, że przy Prewettównie, to naprawdę było ciężko zostać cicho. Jak już kogoś polubiła, zawsze była serdeczna, miała przysłowiowe "czyjeś plecy" i starała się niszczyć jakąkolwiek formę niezręczności lub skrępowania, budować cudzą pewność siebie. Ot, takie małe hobby.
- Marta to smutna historia, bardzo było mi jej szkoda. - zaczęła z westchnięciem, po wysłuchaniu jego słów i odwróciła twarz w jego stronę. Dziewczyna z toalety, której zabrano życie, zanim w ogóle miała okazję przyzwoicie z niego skorzystać przez głupi zbieg okoliczności, serie niefortunnych zdarzeń. - Dziwne jest jednak to, że nawet ona nie wiem, kto ją zabił i właściwie dlaczego. To taka większa zagadka Hogwartu, nie? Mam nadzieję, że masz rację i inne duchy ją przygarnęły pod opiekę, żeby nie była taka samotna. Bywa czasem złośliwa i mroczna, ale to przez zazdrość i tęsknotę, tak sądzę.
Wzruszyła ramionami, a przed oczami znów zatańczyła jej twarz okularnicy, która kiedyś nawet zażartowała, że dobrze by było, gdyby jakiś fajny chłopak umarł, bo wtedy nie byłaby sama. Marta zdawało się, ponad wszystko pragnęła akceptacji oraz miłości, życia lub raczej nie-życia bez dokuczania, którego tyle doświadczyła.
- Oj nie może być tak źle..- starała się brzmieć entuzjastycznie na jego bolączkę, robiąc kolejny łyk herbaty. Dość szybko znikała z kubeczka. Potem przytaknęła, posyłając mu uśmiech. - Właściwie to jednymi i drugimi, uwielbiam wszystko, co mogę otworzyć, rozbroić, skręcić lub skręcić. Pułapki, szkatułki, zamki w drzwiach, zegary — zawsze też chciałam rozkręcić zmieniacz czasu, ale nigdy na żaden nie trafiłam. - wyznała z westchnieniem, które chyba miało dodać dramaturgii i smutku, co jeszcze okrasiła małą podkówką. Była to jedna z pozycji na jej liście rzeczy do zrobienia przed śmiercią. - Zresztą, zajmuje się wieloma rzeczami, tak wiesz, wszystkiego po trochu. - machnęła ostentacyjnie dłonią, że nie było o czym mówić — raczej przez skromność. Nie lubiła się chwalić, zresztą, gdy już w pełni opowiadała o tym, czym się zajmowała, wychodziło, jak dużym kujonem była.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#14
15.08.2023, 22:06  ✶  

— Cóż, biorąc na warsztat takiego Irytka... Osobiście ciężko mi go sobie wyobrazić jako zwykłego człowieka, który był kiedyś nauczycielem lub jakimś dozorcą w Hogwarcie. To psotnik, któremu tylko żarty w głowie. Uważam, że większość poltergeistów jest do niego podobnych.

Czy były odstępstwa od tej reguły? Być może. Sebastian słyszał, że mugole czasem uważali, że to duchy dzieci lub bardzo infantylnych dorosłych broją w domu, chcąc zwrócić na siebie uwagę. Możliwe, że w innych częściach świata poltergeisty faktycznie powstały w inny sposób, jednak nie chciał zbytnio teoretyzować. Nie chciał zaprzątać sobie głowy dodatkowymi klasyfikacjami. Łatwiej mu było wykonywać swoją pracę, gdy określenie rodzaju danego ducha wiązało się ze znalezieniem określonych cech wspólnych typowych dla danych przypadków.

— Trauma lub wyjątkowo szybka śmierć — wydukał z siebie z wahaniem Sebastian. Nie chciał rujnować nastroju rozważaniami na temat śmierci nastolatki ze szkoły. Wyczuwał jednak, że Pandorę ta kwestia wyjątkowo interesował, więc nie chciał też urywać rozmowy bez żadnego komentarza ze swojej strony. — Może szłoby wyciągnąć z niej coś więcej, ale do tego potrzeba by było większej liczby specjalistów. Jakiegoś hipnotyzera, chociażby. I komuś, kto faktycznie by ją zachęcił do tego, aby się zwierzyła obcym... Bez większych histerii.

Westchnął cicho. Z tego, co kojarzył, Marta nie była całkowitym odludkiem, pomimo tego, że częściej można było ją spotkać w jej toalecie niż na szkolnych korytarzach. Lgnęła też do masy uczniów płci męskiej. Czy to jednak równało się zaufanie, które pozwoliłoby na odkrycie nowych faktów? Rodzice mogliby pomóc, pomyślał nagle. Jeśli ktoś mógł mieć na Jęczącą Martę jakiś wpływ, to właśnie oni. Kto wie, może przełamałoby to jakieś blokady pamięci lub pomogło spojrzeć na jej śmierć ze świeżej perspektywy?

W gruncie rzeczy, czy to w ogóle było istotne? Od tego incydentu minęło wiele lat, a czy familia Marty próbowała dogłębniej badać sprawę jej śmierci? Te pytania sprawiały, że w Sebastianie budził się głód wiedzy. Kto był – kolokwialnie mówiąc – winny takiemu stanowi rzeczy? Niewiedza mugolskich krewnych? Siła charyzma dyrekcji Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, czy niechęć Ministerstwa Magii do tego, aby obarczać niemagicznych sprawami czarodziejskiego świata?

— Brzmisz jak taki łotrzyk — skomentował bezrefleksyjnie i dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że mogło to zabrzmieć nieco niegrzecznie. Momentalnie oblał się rumieńcem. — To znaczy... Nie, żebym sugerował, że ciągnie cię do jakichś przestępczych aktywności... Po prostu te zamki i szkatułki mi się tak skojarzyły... — Zaczerwienił się jeszcze bardziej, plącząc się w swoich wyjaśnieniach. Wbił na dłuższą chwilę wzrok w podłogę, chcąc zebrać swe myśli do kupy. — Aczkolwiek zajrzenie do zmieniacza czasu brzmi bardzo... fantastycznie. Coś, co pozwala na cofnięcie się w czasie, musi być skomplikowane.

Czyż nie takie przypadki najbardziej przyciągały entuzjastów? Jeśli coś nie stawiało przed nimi wyzwania, to mogli szybko poddać się nudzie. A wyzwanie? Przyciągało uwagę, zajmowało umysł i pozwalało na to, aby zacząć myśleć poza granicami określonych z góry schematów. Mając jako takie doświadczenie z pracami historycznymi, chociażby w ramach współpracy z Cathalem, Sebastian mógł śmiało stwierdzić, że nawet on poddawał się entuzjazmowi w takich przypadkach.

— Będziesz musiała mi o tym opowiedzieć więcej, gdy już skończy się seans — zasugerował niemrawo, starając się odważnie wyjść z ofertą kontynuowania spotkania, gdy obejrzą już proces wywoływania duchów przez specjalistów z muzeum

Uśmiechnął się lekko. Niedługo późno zaczęto zwoływać gości do auli, w której miało dojść do tego iście „nietuzinkowego” przedstawienia. W głębi duszy Macmillan miał nadzieję, że za sterami tego małego show był ktoś, kto faktycznie znał się na rzeczy. Chyba by się spalił ze wstydu, gdyby z uwagi na swoją profesję musiał rzucić się w wir akcji. To jak te sytuacje pokroju „czy mamy na pokładzie lekarza?”. Istny koszmar, pomyślał z przekąsem, podążając żwawo z Pandorą ku odpowiedniej sali. Tylko trzymać kciuki za to, aby dobrze (i bezpiecznie!) bawili się przez resztę pobytu w muzeum.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Pandora Prewett (6071), Sebastian Macmillan (4956)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa