Zima rozpoczęła się na dobre. Śnieg nie przestawał padać, co dodawało uroku pięknie oświetlonym uliczkom. Nawet ci najbardziej sceptycznie nastawieni do świąt mogli poczuć ten wyjątkowy nastrój. Grudzień przynosił zazwyczaj ze sobą wiele spotkań towarzyskich, bali, prywatek. Właściwie, co chwilę coś się działo. Zbliżały się święta, które zazwyczaj był hucznie obchodzone. Z tej okazji zorganizowano bal. Bal dla czystokrwistych czarodziejów, jeden z wielu. Nie mogło na nim zabraknąć panny Black. Czasem nawet lubiła pojawiać się na tych wszystkich uroczystościach. Można było nawiązać nowe znajomości, poznać podobnych sobie. Takich, którym również zależało na sprawie.
Panna Black chętnie pokazywała się na balach. Lubiła towarzyszyć rodzicom, którzy chwalili się nią, jakby była najdroższą biżuterią. Wiedziała dlaczego to robią. Mimo jej młodego wieku zbliżał się czas, w którym powinni znaleźć jej wybranka. Nie, żeby akurat to jakoś specjalnie ją cieszyło. Uważała, że jest młoda, ma całe życie przed sobą i, że mimo wszystko to jednak trochę zbyt wcześnie. Miała jednak świadomość, że akurat na to nie ma wpływu, musiała pogodzić się ze swoim losem.
Tego grudniowego wieczora stała u boku ojca, ubrana w burgundową suknię, która sięgała do ziemi, uśmiechała się do wszystkich, spełniając jego oczekiwania. Co chwila wsuwała za ucho kosmyk niesfornych, kruczoczarnych włosów, z którym nie mogła sobie poradzić. Ledwie skończyła edukację w Hogwarcie, rozpoczęła swoją pierwszą pracę o której opowiadała, kiedy o to pytano. Trochę się nudziła, ileż bowiem można odpowiadać na te same pytania. Starała się jednak nie dać tego po sobie poznać. Zależało jej na tym, aby ojciec był z niej dumny. Była przecież najstarszą z córek, musiała potrafić się zachować, zawsze tego pilnowano. Pogodziła się z tym piętnem, potrafiła dostosować się do każdej sytuacji.
Pary tańczyły na parkiecie, bal trwał. Wszyscy wyśmienicie się bawili. Udało jej się wymknąć na moment, pomimo mrozu i zimna, postanowiła skorzystać z tego, że obok znajdowały się drzwi balkonowe. Świeże powietrze dobrze jej zrobi. Będzie mogła odetchnąć na moment, przestać się pilnować, a za chwilę wrócić, aby nadal grać. W dłoni trzymała kieliszek czerwonego wina, w kolorze podobnym do jej sukienki. Oparła się o balustradę i spoglądała przed siebie. Widok był całkiem przyjemny, choć zimno nieco przeszkadzało w podziwianiu zimowego krajobrazu.