16.08.2023, 00:39 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.07.2024, 10:55 przez Mirabella Plunkett.)
adnotacja moderatora
Po spotkaniu z Florence, Patrick nie wrócił do domu dziadków. Nie pojawił się również w wynajmowanej przez siebie kawalerce. Myśli o ojcu były zbyt intensywnie, by udało mu się od tak od nich uciec. Wiedział, że w tym przypadku nawet próba przelania ich na papier nic nie da. Nie, bo namaluje ojca. Już wiedział nawet jak: stojącego na tle błękitnego ognia i bełkoczącego od rzeczy. Nie, stanowczo nie chciał go malować. Chciał się go pozbyć. Chciał, żeby zniknął. Nie chciał oglądać jego twarzy. Nie chciał jej nawet pamiętać.Rozliczono - Sebastian Macmillan - osiągnięcie Piszę, więc jestem
Tak więc po spotkaniu z Florence, błądził bez celu po mugolskim Londynie, mając nadzieję, że rozwiązanie samo do niego przyjdzie. Ale to nie nadchodziło. Może gdyby jeszcze choć odrobinę znał się na limbo, gdyby rozumiał jego funkcjonowanie, gdy wiedział czemu właściwie to akurat przeklęty ojciec do niego przyszedł a nie np. Clare… Ale nie wiedział. Niewiele rozumiał. A to, co próbował sobie sam dopowiedzieć, brzmiało w jego głowie tylko gorzej i gorzej. Był w połowie mostu londyńskiego, na poważnie zastanawiając się, czy nie powinien się z niego rzucić, gdy wreszcie dotarł do niego sens własnej rady, którą kierował nie tak dawno do Mavelle.
Sebastian. Sebastian mógł być rozwiązaniem jego problemu. Był przecież egzorcystą a Patrick sam widział jak przeprowadzał dusze na drugą stronę. Jeśli ktoś mógł wiedzieć, co robić to z pewnością on. Oczywiście, Steward nie był aż tak zdesperowany, żeby przyznać mu się, kogo konkretnie miał w głowie (tu już wolał jednak skoczyć z mostu), ale… przecież mógł to jakoś tak zakręcić, żeby Macmillan wiedział i nie wiedział.
Ostatecznie zawsze mógł w niego potem cisnąć Obliviate.
Kierowany tą myślą przyśpieszył ku punktowi, z którego mógł się aportować. A potem, prawie biegnąc kierował się na Nokturn do mieszkania Sebastiana. O tym, że mężczyzny mogło nie być w środku, nie pomyślał – w desperacji gotów nawet się włamać i czekać tam aż wróci. Wciąż miał na sobie to samo ubranie, co na molo: chociaż wysuszone zaklęciem, nosiło na sobie ślady zaschniętej soli po morskiej kąpieli. Na głowę narzucił kaptur, byle aż tak nie rzucać się w oczy (wciąż drażniło go, że nagle stał się głupio rozpoznawalny i to przez coś, czego nawet nie mógł skontrolować).
Przez to, że tak bardzo chciał uniknąć rozpoznania, przez ubranie, kaptur, pochyloną sylwetkę, nieźle upodobnił się do większości grasujących po Nokturnie indywiduów. Nasunął kaptur jeszcze głębiej na oczy, wchodząc do bloku, w którym było mieszkanie McMillana. Wbiegł po schodach a potem zaczął stukać gwałtownie do jego drzwi.