12.08.2023, 00:45 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.08.2023, 00:47 przez Desmond Malfoy.)
Mieszkanie Desmonda Malfoya
Desmond Malfoy & Oleander Crouch
Desmond Malfoy & Oleander Crouch
Była sobota, dochodziła szósta. Przez zasunięte zasłony nie prześwitywały żadne promienie słoneczne, ale wzdłuż krawędzi ich materiału widać było bladą poświatę burego ambientu mokrego, pochmurnego poranka. Mżyło.
Dzisiaj zdecydował się niemal kompletnie zrezygnować ze swojej rutyny - od godziny siedział na fotelu naprzeciwko kanapy i cierpliwie czekał, starając się kontrolować nieprzemijającą irytację, której nie mógł ukoić nawet widok błogiego spokoju na twarzy śpiącego Oleandra, ani łagodny szum jego miarowego oddechu, który w tej sekundzie właśnie się urwał.
Odruchowo spiął mięśnie, zaciskając palce na trzymanej w lewej dłoni szklance, jakby w oczekiwaniu.
Wiedział, że Oleander mógł poczuć na sobie jego wzrok. Nie odwrócił go jednak, nawet nie mrugnął; czuł, że miał prawo do tego, aby na niego patrzeć, gdy spał, i teraz, gdy się budził. Spojrzenie jego zmęczonych, podkrążonych oczu było dziwnie mętne - znowu był pijany albo w ogóle nie przestał taki być przez całą noc. Na pierwszy rzut oka ciężko było określić stopień jego upojenia; nie było wiadomo, czego można się po nim spodziewać.
Po dłuższej chwili ciężkiego milczenia polał sobie jeszcze jedną kolejkę.
– Przepraszam – przywitał przyjaciela znudzonym tonem. – Zrobiłem śniadanie.
Zrobił też znacznie więcej: z dywanu zniknęło szkło i zniknęły plamy wina, pod ławą nie było już miski pełnej wymiocin a na jej blacie stała wyłącznie jedna, do połowy pusta butelka whisky. W całym pokoju unosił się niewątpliwie magiczny zapach bergamotki i jedwabiu, który wybitnie kontrastował się z tym, w jak ponurej, przygnębiającej sytuacji się znaleźli.