• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
« Wstecz 1 2 3 Dalej »
[1/2 maja 1972] Rachunek Sumienia - Śmierciożercy

[1/2 maja 1972] Rachunek Sumienia - Śmierciożercy
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#1
02.08.2023, 17:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.08.2023, 17:52 przez Sauriel Rookwood.)  
Opis piwniczki (czyli lokacji zebrania) pióra Cynthii
Cytat:W piwnicy przygotowana była sala na przyjęcie rannych przyjaciół — rozstawione kozetki oraz parawany. W kącie po prawej stronie było niewielkie biurko, przy którym stało krzesło i zaraz obok miękki fotel. Olbrzymi stół stał na lewo od biurka, a na stoliku obok ułożone były zestawy narzędzi chirurgicznych na tackach. Regały pełne były zgromadzonych przez niego eliksirów (m.in. eliksiry Uzupełniające Krew i Gotowości od Poppina, ona sama miała duży zapas eliksiru Wiggenowego oraz Regenerującego).  Chociaż piwnica była trochę duszna, miała jedynie dwa małe okienka, była dobrze doświetlona i nawet transmutowano jeden z elementów ściennych w kominek, aby niczego tu nie zabrakło. W skrzyniach były bandaże oraz usztywnienia, wszystko to, co uzdrowiciel mógł potrzebować — niezależnie od otrzymanych obrażeń.

Kiedy dotarł razem ze Stanleyem do bezpiecznego miejsca i stamtąd już mogli razem zwinąć się do piwniczki, którą przygotowała Cynthia, spodziewał się chyba wszystkiego, ale nie... tego? Nawet ten jebany płaczek tutaj był, trzeba go było odjebać zawczasu. I... i co w zasadzie? Wyczuwał niemalże śmierć w tym narodzie. No kurwa... co za młotki, ciołki i matołki.

- Kurwa... - Mruknął, znowu w swojej masce i w swojej jakże wdzięcznej pelerynie, która za ostatni szyk mody na pewno nie ujdzie. Dzięki bogu - nie podążał szczególnie za modą. Chyba że tą rockową, ale coś mu podpowiadało, że to by się nie przyjęło w tym gronie nadętych buziek i kijów w dupskach.

Pomógł usiąść Stanleyowi na fotelu, rzucając tylko treściwe "spierdalaj" do osoby, która właśnie na nim siedziała. I kurwiarz spróbowałby tylko nie wstać. Tylko by spróbował... ale wstał.

- Niech mu ktoś naprawi tę nogę. Kto kurwa umie leczyć? - Był tutaj spóźniony, razem ze Stanleyem, bardzo wkurwiony, nawet jak na siebie... I głodny. A ci ludzie tutaj w większości wydawali się zmizerniali i potrzebującymi pomocy. Wielcy wojownicy, tak. Zajebisty plan. Sauriel nadal nie wiedział, czemu miał dowodzić, ale w zasadzie to nie była jego sprawa. Był osobą, której pokazywało się palcem, kogo trzeba odjebać z czarnej listy Czarnego Pana... albo prywatnej listy Robercika. Robercika, którego niestety z nami tutaj nie było. I tak, dla Sauriela - niestety. Mógł się go obawiać (jako jednej z bardzo nielicznych osób), ale go szanował i lubił. Czarnowłosy rozejrzał się po wnętrzu i odszukał wzrokiem półkę z eliksirami. Hm... czy jakby wlał Stanleyowi jakiś przypadkowy eliksi... albo wodę i wmówił mu, że to uśmierzy ból?

Mężczyzna przesunął się przez pomieszczenie i wyciągnął różdżkę... a nie, to nie ta. To jakiegoś randoma z Beltane, co się zesrał na odrobinę widoku brutalności.

- Potrzebuje ktoś magicznego patyka? - Zapytał, machając nim w powietrzu. Jak ktoś potrzebował, bo nie miał swojego patyczka, to mógł go pożyczyć. Ale tylko pożyczyć. Bo to była teraz cenna pamiątka. Zaraz obok kart z nagimi panienkami, które wyciągnął z Beltane. Je też wyciągnął i rzucił na stolik. Bo co będzie niby tu robił, liczył palce? Chestera nie było to chociaż sobie pograją z chłopakami. I... dziewczynami. A na koniec wyciągnął swoją różdżkę i przesunął nią w powietrzu, żeby doprowadzić do większego porządku swoją szatę. I wyjął jakiegoś zagubionego listka z włosów, bo nikt nie wyglądał odpowiednio dostojnie z listkiem. We włosach. Była jakaś taka piosenka... ale to chyba z kwiatami we włosach..?


P.S. jako że wątek zbiorowy to bezkolejkowo, niech nikt na nikogo nie czeka



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#2
02.08.2023, 23:29  ✶  

Do momentu w którym opuścili bezpiecznie polane wraz z Saurielem nie wierzył, że im się to uda. Przecież ich plan był wymyślony na prędce, żył własnym życiem i rozwijał się wraz z biegiem wydarzeń. Nie wspominając o próbie zabicia kolejnego funkcjonariusza ministerstwa, która zakończyła by się dla nich tragicznie gdyby nie fakt, że do większej walki nie doszło. Co więcej, Borgin został nagle bohaterem - przynajmniej według Fincha - pomimo, że się nim nie czuł... No bo tak koncertowo spierdolić tyle rzeczy to chyba zasługuje się na tytuł fajtłapy, a nie bohatera w Twoim domu.

Na całe szczęście mieli jakąś bezpieczną ostoję, miejsce gdzie mogą dojść do siebie po tym... No właśnie, po czym? To było dobre pytanie nad którym można byłoby się zastanawiać i pół nocy. Nie było na to czasu - ból dawał się we znaki, a zielona pulpa, która nadal tkwiła na nodze Stanleya, nie pomagała zbyt wiele. Jej największą wadą był brak zalet.

Kiedy usiadł na fotelu, odsapnął z ulgą. Od razu jednak oparł twarz o swoją dłoń - Wołaj Johna. Gdzieś tu powinien być - zalecił przyjacielowi i nie był to wcale rozkaz. Teraz nie sadzili ogórków, a tym samym Stanley nie był kierownikiem robót. Byli niczym równy z równym, chyba żeby wziąć pod uwagę czyn Rookwooda - wtedy rzeczywiście czarnowłosy był poziom wyżej nad Borginem - Powiedz mu, że Vulturis go potrzebuje. Będzie wiedział co to oznacza - dodał po chwili, cedząc przez zęby. Z doktorkiem znał się nie od dziś. Współpracowali już jakiś czas i jego lekarski kompan powinien raczej wiedzieć jak wygląda ich kooperacja. Dopóki działają wspólnie i Austriak jest użyteczny to może żyć dalej, nie przejmując się niczym... No ale byłaby straszna szkoda gdyby nagle przestał być potrzebny... Czyż nie?

- Corvus stracił różdżkę... - poinformował Sauriela kiedy ten wspomniał o swoim znalezisku. Stanley zdawał sobie sprawę, że usłyszą to wszyscy ale czy zmieniało to cokolwiek? Raczej nie - po prostu będzie musiał kupić nową, okraść kogoś lub wygrać tę zdobyczną od Pardusa.

Korzystając z chwili wytchnienia, rozejrzał się po pomieszczeniu. Borgin dotarł tutaj przecież bardzo późno, a większość z poszkodowanych wyglądała jakby jeszcze nie otrzymała pomocy. Czy to oznaczało, że poszło im tak źle i było tylu rannych po ich stronie? A może to ich 'zaufani' lekarze nie spisywali się tak jak powinni? Bardzo dużo pytań, a mało odpowiedzi. Z drugiej strony Vulturisa ciekawiła statystyka osób, które podobnie jak on, zostały zostawione na pastwę losu i ministerstwa w lesie. W końcu nie każdy z nich mógł polegać na takim Saurielu.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Noémie Delacour
#3
05.08.2023, 00:36  ✶  
Spotkanie, przegrupowanie się, zaleczenie ran i blizn na duszy i ciele i ewentualna konwersacja na temat bieżących wydarzeń to był plan na dzisiaj. Nawet jeżeli nieoficjalny to wiadomo było gdzie spora część Śmierciożerców się będzie znajdować. Niezależnie od tego czy uda się im wypracować jakieś wspólne działanie czy też nie, to jednak dobrze było trzymać rękę na pulsie. Dlatego też tego dnia Noémie postanowiła pokazać się w tym, bezpiecznym dla nich miejscu, mimo, że sama nie była ranna ani nie potrzebowała na ten moment żadnej innej pomocy.
Jak tylko pojawiła się na miejscu, to omiotła wzrokiem pomieszczenie, zobaczyła, że nie była pierwsza na miejscu. Dodatkowo Stanley nie wyglądał najlepiej. Skinęła głową obydwu mężczyznom z lekkim uśmiechem, po czym rozsiadła się na biurku, saidając na nim i podciągnęła jedną by postawić ją zgiea w kolanie na blacie.
-Ja jestem dobra w amputowaniu kończyn, ale chyba nie o taki efekt chodzi, n'est ce pas? - Po czym wyjęła z szat lizaka, które rozpieczętowała i włożyła do swoich ust. Noémie mogła sprawiać wrażenie nieco oderwanej od rzeczywistości, a może nie traktującej prawie niczego poważnie i śmiejącej się z osobliwych rzeczy, jednak kiedy przychodziło czas na działanie, zawsze można było na nią liczyć.
-Ja mam różdżkę, ale dzięki rzuciła po czym rozejrzała się po pomieszczeniu i wskazała lizakiem na jedną ze ścian.
-Wiecie czego tu brakuje? Kilku moich obrazów. Od razu pomieszczenie zyskałoby odrobinę charakteru.
Lekarz śmieciojadów
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrzysz na mnie? Na pewno? Nie wyróżniam się z tłumu, taki o czarodziej o wiecznie zgubionym i strachliwym spojrzeniu.

Ezechiel von Jundegingen
#4
07.08.2023, 21:39  ✶  

Został uprzedzony, żeby szykował się do pracy na noc Beltane. Wiadomość tą jednak otrzymał przekazaną w tak miłym tonie i z figlarnym uśmieszkiem, że uznał to za ironiczne zwrócenie uwagi na potencjalne ilości alkoholu spożyte na festynie.

Ewentualnie niechciane ciąże.

Ale w końcu ktoś wywalił go z ciepłego mieszkanka za fraki i musiał się teleportować do autentycznej pracy. Absolutnie nie spodziewał się, że Śmierciożercy zaatakują na Beltane. Nawet bawić się nie dawali.

Zachmurzony, wszedł do piwniczki w odpowiednim ubiorze. W pierwszej chwili dostrzegł pannę Delacour i bardzo się speszył. Ale to nie ona zajmowała miejsce pierwszego pacjenta, więc szybko tam się udał. I wtedy stanął twarzą twarz z Borginem. Cudownie. Tak dla Eza kończyło się święto miłości.

Nie zajęło mu długo zlokalizowanie dolegliwości. Uniósł brew na widok zielonej mazi.

— Uhm... Co to jest?

Nie miał pojęcia, czy powinien to zostawić, czy pozbyć się. Zaraz też zręcznym ruchem podał Stanley'owi porcję eliksiru.

— Uśmierzający ból.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#5
09.08.2023, 11:44  ✶  

Noemie! Piękna, egzotyczna piękność, do której nawet Sauriel by się uśmiechnął zza maski, ale miał tak rozwalony humor po ganianiu się po lesie, że niekoniecznie. I tak by nic to nie zmieniło. Przecież zza maski nic nie było widać. Kobiety wyglądała tutaj jak wyjęta z troszkę innej bajki przy bólu, jaki większość roztaczała. Przynajmniej Dante nie ryczał, chociaż trochę się spiął, jak wzrok Sauriela na nim się na dłużej zatrzymał. Powinien się spinać. Bo nie miał ochoty kolejny raz go doprowadzać do porządku.

- Krasnal mu się zesrał na nogę. - Prychnął czarnowłosy, bo zanim dobrze zaczął wołać o Johna, to proszę bardzo - Ezechiel w samej osobie się pokazał. - Jakiś brygadzista mu to maźnął, żeby mógł jakoś się czołgać. Niby miało pomóc. - Niby. Pomogło? Sauriel podniósł brwi, patrząc na Stanleya, ale tej mimiki też nie dało się zza maski zobaczyć. - Dzięki kurwa bogu, że jesteś, bo te fajtłapy trzeba połatać. - Pokazał ręką na Śmierciożerców. I żałował, że żaden nie miał ochoty odpyskować, bo bardzo chętnie by sobie pokonwersował. Był zły, chętny do wyładowania frustracji i przede wszystkim - głodny. Cholernie głodny.

- Niektórym by nie zaszkodziło odjebać głowę, na ten przykład. - Zwrócił się tutaj do Noemi, zostawiając wykończonego Stanleya w rękach profesjonalisty. Czyli osoby zdecydowanie bardziej odpowiedzialnej, niż on. Ale jeszcze poklepał Ezechiela po ramieniu, odchodząc w kierunku piękności ze słodkim lizakiem. - Sama jesteś obrazem, który zdobi to obleśne wnętrze. - A co, może nie? Oczywiście - kwestia gustów. - To se będzie musiał kupić, skoro nie ruszył tu swojej łaskawej dupy. - Sauriel potrzebował chwili, żeby ogarnąć, kim był Corvus i połączyć wątki. Nie to, że pamięć miał słabą, ale... ale miał. Zależnie od tego, co było mu potrzebne i co w niej przechowywał. A te ksywki były dla niego absurdalne. Niepotrzebne. Ale jakoś musieli się do siebie zwracać zamiast "ej ty!". No i znów - niby zrozumiałe, a w sumie to, ech, byłoby przyjemniej używać swoich zapamiętanych, nadanych jak Bozia przykazała przez mamusie i tatusia imion.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#6
15.08.2023, 19:57  ✶  

Nigdy nie wątpił w umiejętności medyków, którzy znaleźli się po ich stronie barykady ale amputacja kończyn to raczej był przerost formy nad treścią, a już na pewno w kwestii leczenia Borgina. W końcu to było "tylko" potknięcie - maksymalnie jakieś zwichnięcie. Nie podejrzewał, że to może być cokolwiek więcej, no bo przecież nie bolało, aż tak.

- Nie, nie. Po amputację przyjdę kiedy indziej - odparł na słowa Noémie, która wzbudzała swoim zachowaniem jakiś dziwny niepokój u Stanleya. Nie to żeby zaraz miał w panice uciec z tego pomieszczenia ale tak jakoś nie bardzo chciał mieć z nią więcej do czynienia. A już na pewno nie w tej chwili, po tych wszystkich przeżyciach - To jest dobre pytanie. Sam bym chciał wiedzieć - wtórował Saurielowi, odpowiadając na pytanie Johna - Finch, wielki specjalista wśród medyków z Ministerstwa czyni takie oto rzeczy - dodał tłumacząc skąd to się dokładnie wzięło.

Nie czekał dłużej na żadne dodatkowe zachęty. W jakimś stopniu ufał swojemu wspólnikowi z Austrii, więc bez słowa odkorkował podaną przez niego miksturę - Oby tylko pomogło... - rzucił jeszcze, a następnie wypił do dna całą zawartość buteleczki. Borgin poczuł ulgę jakby podane remedium rzeczywiście działało. A może to było tylko jakieś placebo? Nie był pewien ale to nie było ważne w tej chwili - Można się tego jakoś pozbyć? - machnął dłonią na tą całą maź, która nadal sterczała na jego nodze - I czy to w ogóle pomaga? - dopytał będąc mimo wszystkim ciekawym tego "czegoś".

- Następnym razem można jakieś załatwić albo namalować na miejscu - odniósł się do słów odnośnie obrazów. Może nie zwrócił uwagi na to, że w pomieszczeniu brakuje jakichś obrazów bo był zajęty przeżywaniem wymiotków Fincha ale im dłużej tu siedział tym coraz bardziej był skłonny się z tymi słowami zgodzić. Z jakimkolwiek dodatkiem byłoby tutaj dużo przyjemniej, a tak to musieli się zadowolić wzajemną obecnością i jazgotem jednego z rannych - Wiesz, że się na Ciebie wkurwi? - zwrócił się do Sauriela nawiązując do jego pozostania na polanie i olanie rozkazu Corvusa. Borgin nie sądził, że przecież Rookwood poprosił Prawą Rękę o możliwość pozostania, wszak ten by się na to nigdy nie zgodził.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Noémie Delacour
#7
18.08.2023, 02:27  ✶  
Proszę proszę, a więc ich towarzystwo zaszczycił najbardziej nieśmiały człowiek jakiego chyba miała okazję poznać w Anglii, albo przynajmniej ciężko było jej sobie przypomnieć kogoś podobnego. Niemniej posłała mu jedynie przelotny uśmiech, nie chcąc burzyć jego skupienia przed zadaniem jakie miał obecnie przed sobą. Przyjdzie jeszcze inny moment, żeby się z lekarze lekko pobawić.
-Mmm... będę trzymać za słowo. odparła entuzjastycznie Stanleyowi, niczym dziewczynka, która właśnie dostała informacje, że dostanie paczkę ulubionych cukierków. Wzbudzanie pewnego niepokoju w ludziach, którzy nie wiedzieli czego się po niej spodziewać, okrucieństwa czy poklepania po główce i to w najbardziej nieoczekiwanych momentach, przynosiło jej zawsze dużo radości, tak było i tym razem. Jednak chyba nie miała do końca świadomości, że i na Stanleyu takie wrażenie wywarła, w końcu wychodziła z założenia, że inni Śmierciożercy bardziej docenią jej poczucie humoru i postawę i nie będą one tak problematyczne.
Po słowach Sauriela przeniosła na niego uwage i uśmiechnęła się z satysfakcją.
-Odjebać głowę niektórym... powiedz, że to obietnica mon cheri. odparła zmierzając w jego kierunku i położyła mu dłoń na ramieniu. -Zawsze wiesz jak komplementować kobietę jak mało kto. Urocze. trzeba przyznać, że odkąd tutaj była, to z Saurielem nadawała chyba na tych samych falach, on przynajmniej nie wzdrygał się przed jej poczuciem humoru oraz nastrojami.
Słysząc o Corvusie jedynie zmarszczyła brwi. Sama uważała również te ksywki za absurdalne i gdyby wypowiedź o Corvusie została skierowana do niej, to musiała by się nieźle wysilać, żeby przypomnieć sobie o kogo chodzi. No, ale nic było jak było i trzeba było sobie z tym jakoś radzić.
Lekarz śmieciojadów
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrzysz na mnie? Na pewno? Nie wyróżniam się z tłumu, taki o czarodziej o wiecznie zgubionym i strachliwym spojrzeniu.

Ezechiel von Jundegingen
#8
18.08.2023, 11:33  ✶  

Ezechiel nabrał w okryte rękawiczką palce odrobinę mazi. Chwilę badał to cudo słuchając opisu sytuacji. Po pracownikach Ministerstwa nie spodziewał się tak innowacyjnych rozwiązań. Zebrał próbkę tajemniczej mazi do pustej probówki. Później się tym pobawi.

Rzucił zaklęcie czyszczące na nogę Borgina, które na całe szczęście uwolniło go całkowicie od "kupy krasnala". Śmierciożercy nie zdradzili mu, co w końcu stało się z nogą, ale jako lekarz nie będzie miał problemu z odkryciem tego. Sięgnął po ściereczkę prześwietlającą i położył ją na kończynie. Miał teraz dobry widok na kości pacjenta. I od razu wiedział, co się stało.

Rozejrzał się po szafce z eliksirami. Gdyby był w swoim gabinecie, od razu wiedziałby gdzie szukać. Ale tutaj porządek również utrzymywano. Szkiele-Wzro. Nalał do kubeczka niewielką porcję i podał Borginowi.

— Paskudny smak. Zregeneruje kostkę w... godzinę lub dwie. Najlepiej unikać chodzenia.

By lepiej zabezpieczyć stopę, sięgnął po drewniane kawałki przygotowane pod usztywnianie kończyn. Z pomocą transmutacji usztywnił kostkę Borgina.

— Jakieś jeszcze dolegliwości? — Dopytał go. Jeśli Borgin był już cały i zdrowy, mógł zająć się kolejnym pacjentem.

Przy okazji wzdrygnął się podczas wątku o odcinaniu głowy. Akurat tym to Noémie już przyozdobiła jego gabinet w Little Hangleton.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#9
19.08.2023, 09:44  ✶  

Teraz się to jakoś uspokoiło. Stanley się uspokoił. Napisałabym, że Sauriel również mógł wziąć głębszy oddech, czy też: odetchnąć, ale to dopiero byłby przerost formy nad treścią. Może troszkę mentalnie. Tak, mentalnie na pewno. Bycie tutaj nie oznaczało jednak jeszcze całkowitego spokoju. Sytuacja teraz była opanowana, w końcu można było powiedzieć, że wszyscy bezpiecznie dotarli na miejsce. Nie było wpadek. Nie było pozostawionych z tyłu. Nie wypadało tylko pytać o to, czy "było warto". Ten na samej górze powiedziałby pewnie, że tak. Bo ON coś zyskał. A co zyskali oni? I co zyskał w zamian za to świat? Cóż, Sauriel na pewno dostał sporą dawkę rozrywki.

- Ty się jego pytasz, czy pomaga? Chyba jakoś szedłeś to co, nie wiesz? - Gdyby okoliczności były lepsze to nawet by się z tego zaśmiał, ale był podkurwiony, jak zostało powiedziane i głodny - to ostatnie przede wszystkim. Czy ktoś pokaże mi człowieka, który jak jest bardzo głodny to nie jest rozdrażniony? Czy to w ogóle było możliwe? Bardzo chętnie by służył pomocą w odnalezieniu odpowiedzi na pytanie, co też konkretnie stało się Stanleyowi... gdyby sam dokładnie wiedział. Jak już jednak przybył to pozostała to "skręcona kostka". Na anatomii Sauriel znał się tyle co skrzat domowy na sztuce. Czyli wcale. Wiedział, gdzie uderzyć, żeby bolało i taka wiedza mu wystarczyła do zdrowego funkcjonowania.

- Ay, to obietnica. - Powiedział bardziej miękkim głosem, uśmiechając się na słodycz, jaka popłynęła z Noemi. Nic tylko głaskać ją z włosem i przynieść taką głowę na talerzu, żeby trochę pomruczała z zadowolenia. Jedną głowę już nieśli, odciętą od ciała. Albo raczej - Stanley niósł. Sauriel chciał przygotować prawdziwe miejsce masakry, ale panowie postawili na proste, wysublimowanie i gorące pozdrowienia szefowej biura aurorów. Przynieśli jej tacę jednego z jej ludzi. To znaczy - głowę na tacy. I podobno to nie do końca wypaliło. - Tylko te, które na to zasługują. - Zapewnił Delacour co do ttych komplementów. Chyba kobiety dzieliły się na te, które je doceniały i te, które uważały za kompletnie tanie. Czarnowłosy się tym jakoś zanadto nie przejmował, lubił sobie poflirtować dla sportu. I zawsze jakoś tak przyjemniej się robiło, kiedy kobieta czuła się doceniona i zadowolona. Cud, doprawdy.

- To niech się wkurwia, zapraszam. Będzie nas dwoje. - Wręcz ironicznie się ukłonił. Jak to było? Najpierw sobie grabisz, a potem przesadzasz? W tym akurat ten konkretny Rookwood osiągał mistrzostwo. Czy jednak bał się Chestera? Nie. Aktualnie odpowiedź brzmiała: nie. Tylko że aktualnie wszystkie inne emocje to nakrywały. Nie zamierzał też tak po prostu nadstawiać skóry czy pupci na pasa. - Dzięki. - Zwrócił się tutaj już do Ezechiela, choć też jeszcze jedna osoba zasługiwała na podziękowania i pochwałę. Ta odpowiedzialna za przygotowanie tego wszystkiego. Tutaj jednak już nie wiedział, komu dziękować. Bo choć Cynthię znał to to, że maczała w tym palce pozostawało dla niego tajemnicą. Nie on zresztą odpowiadał za zarządzanie i organizację.

- Kto będzie złożony do kupy to się zbiera. - Rozporządził. - To jeszcze nie koniec dzisiejszego wieczoru. - Czy tego chcieli, czy też nie, czekało ich jeszcze spotkanie z szefostwem. - Jak komuś przyjdzie do głowy unikać spotkania to wasza głowa poleci do panny. - I to nie był żarcik. Mówił to całkowicie poważnie, przesuwając czarne oczy po osobach znajdujących się tutaj. Przez moment stał, upewniając się, że do każdego to dotarło. Sam skierował swoje kroki ku jednemu ze świstoklików, patrząc tylko na Stanleya i Noemie, czy przenoszą się z nim, czy może zostają.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#10
19.08.2023, 21:05  ✶  

To, że John był fachowcem największej klasy wiedział od zawsze. Mikstury, którymi poił mugoli działały cuda! Nadal miał w pamięci wzrok świeżo pełnoletniego Paula, która musiał zakończyć swój żywot w dniu swoich własnych urodzin. To dopiero był piękny widok! Chłopak leżał tak sparaliżowany, przyglądał się jak Ezechiel razem z Borginem składają życzenia całej reszcie rodziny aby na sam koniec podpalić tort... albo ich dom, bo tortu nie było, a szkoda. Jeżeli tego nie można było uznać za sam szczyt tego fachu, to Stanley nie miał pojęcia co w takim razie można.

- Oczywiście, że pytam... Skąd mam wiedzieć czy to gówno w ogóle działa? Może to emocje nadal działały, adrenalina i wszystko, a nie ten glut - odparł na zarzut Sauriela. Finch zresztą słynął z dosyć dziwnych metod ratunkowych nic więc dziwnego, że nie miał do niego za grosz zaufania w tej sprawie.

Z drugiej strony, Vulturisowi ciężko było opisać co mu się stało, bo nie był pewien. Biegł, uciekał, ratował się i kiedy tylko emocje w jakimś stopniu z niego zeszły to poczuł to - ból w nodze. No i doktorek miał kurwa rację. To było ohydne w smaku. Ohydniejsze niż najbardziej ohydna rzecz na świecie. Nie mógł tego zabarwić na jakiś smak albo chociaż ostrzec? A nie wróć... ostrzegł, tylko poszkodowany nie bardzo się tym przejął, a mógłby chociaż wziąć lizaka od Noémie, ten na pewno by pomógł jakoś przeżyć to "coś" - Masz coś na zszargane, wręcz zajechane nerwy? Jakiś dobry towar? Coś co pozwoli mi się wyluzować? - zapytał - Najlepiej coś co sprawi, że uspokoję się w tym momencie - dodał, próbując go naprowadzić. Grali w końcu do jednej bramki. Po za tymi dwoma objawami, nie czuł nic innego. Nie został jakoś poważnie ranny - jedynie wiatr go trochę poturbował ale jak to mówi klasyk, do wesela się zagoi. Nie chciał wykorzystywać całej dobrej woli Ezechiela, tej musiało wystarczyć dla innych Śmierciożerców.

Obietnica z głową bardzo się spodobała Borginowi, pomimo tego, że nie dotyczyła jego. Sama idea ucięcia czyjejś łepetyny zasługiwała na wszelkie formy pochwały. Co by nie mówić rodzina z której się wywodził, uwielbiała taką formę zemsty, wszak wieszali główki swoich wrogów w rodowej posesji - ot takie zrządzenie losu. Gdyby tylko William to słyszał to aż by przetarł rączki z zadowolenia.

- Spokojnie Pardus. Sam będę szedł z nim rozmawiać. Nie pozwolę aby próbował Ci coś zrobić. Po moim kurwa trupie to się stanie - zapewnił przyjaciela. W końcu gdyby nie on to nie mógłby się tutaj spotkać ze swoim ulubionym doktorkiem, przemiłą panną Delacour czy kilkoma innymi poplecznikami, którzy w mniejszym czy większym stopniu ucierpieli podczas Beltane. Im dłużej tutaj siedział tym bardziej dostrzegał kontrast pomiędzy dwójką medyków, którym przypadł zaszczyt (czy cokolwiek innego, zależnie od interpretacji) aby spędzić tą noc w akompaniamencie jęków i niezadowolenia. Noémie zdawała się być całkowicie wyluzowana, jakby nie przejmowała się niczym, a wręcz się świetnie bawiła. Ezechiel zaś był trochę spięty? Zupełnie jakby się czegoś lub kogoś obawiał... a przecież nie miał po co, czyż nie? Czy ktoś chciał mu tu zrobić krzywdę? Czy ktoś był gotów się zemścić gdyby leczenie poszło nie tak jak powinno? To była kwestia do rozważenia, chociaż odpowiedź nasuwała się sama.

- Dzięki wielkie John. Od razu czuję się lepiej. Trochę nawet sprawniej - powiedział, klepiąc druha po plecach. Nie omieszkał również przyjrzeć się jego fachowej robocie. W końcu, co by nie mówić, był mu szczerze wdzięczny. Zajął się nim od ręki, pomógł mu - tak właśnie działali dobrzy i oddani współpracownicy, którymi przecież byli - Tak trzymaj. Dobrze się spisałeś - dodał, kierując się powolnym krokiem w kierunku Sauriela. Stanley chciał stąd spadać - miał dość tego dnia i tego całego Beltane.

- Wtedy będziecie mogli powiedzieć, że straciliście dla niej głowę... I to dosłownie - zażartował na rozluźnienie atmosfery, wskazując dłonią damę, której ta ofiara miała zostać złożona. Przekaz był prosty i raczej każdy go zrozumiał, a przynajmniej powinien. Borgin zdawał sobie sprawę, że nie chciałby stawać na przeciwko Rookwoodowi, a już na pewno nie w takim stanie - wkurwienia - w jakim aktualnie się znajdował.

Doczłapał do stolika i pochwycił jeden ze świstoklików - Zawijam wrotki. Muszę jeszcze coś ogarnąć, bardzo ważnego. Dzięki Tobie raz jeszcze. Nie chce wiedzieć co by się stało gdybyś nie poczekał - poklepał Sauriela po ramieniu, a następnie aportował się przy pomocy wcześniej podniesionego urządzonka. Borgin miał bardzo ważny list do napisania zanim będzie mógł zrobić cokolwiek dalej.


Postać opuszcza sesję


"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ezechiel von Jundegingen (349), Noémie Delacour (703), Sauriel Rookwood (1954), Stanley Andrew Borgin (1515)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa