• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
« Wstecz 1 2 3 Dalej »
[01.04.1972] Elliott&Eunice

[01.04.1972] Elliott&Eunice
Widmo
The bodies in my floor all trusted someone.
Now I walk on them to tea.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Eunice Malfoy
#1
06.11.2022, 18:02  ✶  
Tak właściwie to nie znosiła rodowej posiadłości w Wiltshire i zapewne najchętniej już nigdy by tutaj nie wracała; zbyt blisko rodziców, od których małżeństwo okazało się niespodziewaną ucieczką i okazją do nabrania oddechu.
  Ale czy tego chciała czy nie, to tutaj znajdowała się stajnia, tutaj mogła dosiąść swojego konia, tutaj mogła – u boku brata – puścić się cwałem, aż pęd wiatru wyrywał blond kosmyki ze splotów. Tu mogła się zatracić, zapomnieć choć na chwilę, uciszyć burzę, jaka szalała we wnętrzu. Burzę popychającą do czynów, których mogła pożałować, gdyby dopuściła się ich już, teraz, natychmiast.
  Zemsta najlepiej smakowała na zimno.
  Czy mógł dostrzec, że coś jest nie tak? Cóż, nie znał swej młodszej siostry od wczoraj, zapewne był w stanie odczytać subtelne sygnały, niewidzialne dla innych. Coś w spojrzeniu, sposób, w jaki wpadła do stajni i w jaki się poruszała – nawet jeśli w stosunku do zwierzęcia pozostawała łagodną; cóż bowiem koń zawinił, żeby miała się na nim wyżywać? Tylko tego brakowało, żeby jeszcze się znarowił i zrzucił z grzbietu w najmniej spodziewanym momencie – ton głosu. I może fakt, że najwyraźniej nie miała ochoty na spokojną przejażdżkę, tylko wręcz wyścig, którego meta nie była znana.
  Do lata jeszcze daleko, stąd też i temperatura nie należała do najcieplejszych, jednakże Eunice na to nie zważała – tak samo jak i chłód pochodzący od pędu, zdający się wtłaczać z powrotem powietrze do płuc. Więziona wciąż furia ogrzewała lepiej niż gdyby usiadła przy ognisku, ta sama furia, przez którą naprawdę nie myślała rozsądnie – bo może w obecnym stanie nie powinna była wdrapywać się na koński grzbiet? I nawet nieszczególnie zwracała uwagę na to, dokąd wiodła ich trasa. Pola, łąki, wzgórza. A w końcu i dotarli i do rzeki. Ściągnęła lejce, z galopu przeszła w kłus, następnie w stęp.
  - Co byś zrobił, gdybyś się dowiedział, że twoja własna teściowa podjęła decyzję, której konsekwencje mogą wywrócić całe twoje życie? – spytała, nawet nie patrząc na Elliotta, tylko gdzieś przed siebie.

320
King with no crown
Stars, hide your fires
Let no light see my black and deep desires
wiek
31
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Kanclerz Skarbu
Schludny, młody mężczyzna ze starannie ułożonymi blond włosami. Nie grzeszy wzrostem, będąc wysokim na 178 centymetrów, acz chodzi na tyle wyprostowany i z uniesioną głową, że może wydawać się górować nad rozmówcą. Pomaga mu w tym spojrzenie chłodnych, niebieskich oczu, na tyle skutych lodem, że nie sposób się przez niego przebić, aby dostrzec kryjącą się za nimi duszę. Zazwyczaj używa perfum z cedrowymi nutami przeplatającymi się z drzewem sandałowym. Dobiera ubrania starannie, zwłaszcza kolorystycznie. Nie ubiera się krzykliwie, acz odpowiednio do okazji; zawsze z idealnie wyprasowanym materiałem koszuli, dobrze dopiętą kamizelką. Charyzmą przyciąga do siebie innych, acz waży słowa w naturalnie ostrożnej manierze. Nie brak mu w głosie donośnych tonów, na marne można oczekiwać, że otworzy usta, aby krzyczeć, nawet te cicho wypowiedziane przez niego słowa potrafią być dobitniejsze niż cudzy krzyk. Stawia na niską intonację, uważając, że jest przyjemniejsza dla ucha i bardzo dobrze podkreśla angielski, wręcz krzyczący w swojej pretensjonalności o jego uprzywilejowanym urodzeniu, akcent.

Elliott Malfoy
#2
07.11.2022, 05:36  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.11.2022, 01:35 przez Elliott Malfoy.)  
Wiosenne prześwity słońca zawsze wzbudzały w nim pozytywne emocje i nawet atmosfera rodzinnej posiadłości nie była w stanie tego zepsuć. Zwłaszcza wczesnym popołudniem, gdy ojciec zbytnio pogrążony w swoich sprawunkach nie wyściubiał nosa z gabinetu, a matka odbywała regularna drzemkę, więc nawet nie przyszło im do głowy, aby zejść i umęczać syna w stajniach. Wiedzieli, że pojawia się w nich co najmniej dwa razy w tygodniu, nawet zimową porą. Zresztą, to on był osobą, która zaplanowała odnowę miejsca, w którym trzymali konie i inne abraksasy, to on ratował zwierzęta z okowów śmierci, może nie dosłownie, ale przeznaczał na to fundusze, aby dać im szansę na nowe, lepsze życie czy to jako koń wożony na wystawy, czy wystawiany w wyścigach. Z tym ostatnim bywał ostrożny, bo wiedział, ze hazard to śliski biznes, zwłaszcza że miał tendencję do zatracania się w używkach, już przy alkoholu musiał dawać sobie pstryczki w nos, aby substancje odurzające nie pochłonęły jego zdrowego rozsądku całkowicie. Używał ich jako znieczulenia, bo nie był nauczony, w jaki sposób radzić sobie z problemami w zdrowy sposób. 
Nic, więc dziwnego, że bardzo szybko odgadł, iż młodsza siostra w ich konnych przejażdżkach odnajduje podobny spokój co on. Bez zbędnych problemów udało mu się też zauważyć, że Eunice nie czuje się najlepiej, że coś ją dręczy i prześladuje, i że nawet szybkość cwału nie jest w stanie z niej tego ściągnąć. 
Ciężkość swoich decyzji, jaką nosił co dzień na barkach, przekładał na mięśnie ud, którymi odpowiednio trzymał się w klasycznym, angielskim siodle, gdy szybkość kopyt zabierała go przez pola, łąki wzgórza do znajomej rzeki. Zapach po porannym deszczu wciąż nie opadł, mieszając się z wilgocią terenów podmokłych, których w deszczowej Anglii było bez liku. Większość z nich trzeba było wysuszać, zanim można było postawić fundamenty nowych domów, miast czy faktorii. 
- Prawdopodobnie porozmawiał z mężem. -  odparł, wciąż łapiąc oddech po dość intensywnej jeździe. Jego kondycja nie była zła, ale poza końmi nie uprawiał żadnego innego sportu, więc zmęczenie wykwitło na jego twarzy czerwonym rumieńcem, kontrastując z chłodną urodą niebieskich oczu i jasnych włosów. Ciemna marynarka doskonale pasowała do wysokich, skórzanych butów i ciemnozielonej chusty, którą miał zawiązaną pod szyją. Był już kwiecień, ale poranna pogoda na Wyspach wciąż potrafiła płatać figle, a przy wysiłku fizycznym ciało bardzo szybko zmieniało temperaturę, pociło się. Wolał nie narażać się tym małym wypadem na spędzenie kolejnego tygodnia w domu, bo złapałby przeziębienie. Zawsze był dość chorowity, więc niespecjalnie brał udział w sportach w szkole, czy też później. 
Chmury przesłoniły słońce, więc rzeka przestała skrzyć się w jego cieple, przypominając swoją szarością ulice stolicy Wielkiej Brytanii. Weselszymi fragmentami była mocno zielona trawa i niektóre, zakwitnięte już kwiaty w koronach drzew czy też gęstości źdźbeł. Kary koń pełnej krwi angielskiej zwolnił do stępa, ale, jak to ta rasa miała w przyzwyczajeniu, nie przestawał przeć do przodu. Jego grzywa była schludnie przycięta, aby nie plątała się przy uździe. 
- A raczej żoną, w moim wypadku, kiedy jeszcze żyła. - poprawił się po chwili, poluźniając wodzę, dając zwierzęciu trochę odpocząć, spojrzał w nurt rzeki. Chciał uniknąć spojrzenia siostry na wzmiankę o swojej nieżywej już żonie. Wciąż czuł wyrzuty sumienia przez to jak odeszła, a te dawały mu się we znaki, gdy ktoś pochylał się nad jego stanem wdowca w żałobie, nad maską, którą musiał przybierać przez ostatnie dwa tygodnie zbyt często, aby czuć się dobrze. Sam zgotował sobie taki los, a jego emocje były w strzępkach, ni to smutny, ni zadowolony. Nie wiedząc, jak ma się czuć ani, jak powinien, zadecydował, że przeczeka. Każde smutki i rozterki dało się ukryć pod głęboką warstwą lodu, która w tej rodzinie wydawała się grubsza niż lądolody, jakie tysiące lat temu pokrywały tereny, po których właśnie się poruszali.
- Wydajesz się dziś bardzo podenerwowana, domyślam się, że coś się stało? Perseus jest moim przyjacielem, ale wiesz, że w wypadku, gdy wchodzi w grę dobro rodziny, to raczej nie ma aż takiego znaczenia -  odparł szczerze, bo nawet jeżeli cenił sobie znajomość z Percym, to wybrałby dobro rodziny ponad znajomość z nim, zwłaszcza w sytuacji, w której to jego młodsza siostra mogła doświadczać krzywdy bądź nieprzyjemności. Oczywiście, jego dobroć miała swoje granice, poświęciłby się o wiele bardziej dla Eunice czy nawet Eden niż dla ojca i matki. 
- Poza tym, to tylko twoja teściowa. Zawsze możesz powiedzieć jej 'nie'. Masz ledwie dwadzieścia dwa lata, powinno ci wystarczyć, że nasi rodzice dyktują warunki od najmłodszych lat, niepotrzebna ci kolejna podstarzała czarownica, która próbuje kontrolować twoje życie -  dorzucił, mimochodem, aby zachęcić Eunice do powiedzenia, w czym leży problem.


“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦
Widmo
The bodies in my floor all trusted someone.
Now I walk on them to tea.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Eunice Malfoy
#3
07.11.2022, 18:28  ✶  
"Porozmawiał z mężem" - raczej nie takiej odpowiedzi oczekiwała, tym bardziej że sama na to wpadła. Inna sprawa, iż najwyraźniej nie kwapiła się do realizacji tego punktu, tym bardziej że nawiała do Wiltshire, aż się tylko kurzyło i na dodatek ten kłąb kurzu był widoczny z bardzo, bardzo daleka. Zacisnęła lekko wargi, zerkając z ukosa na brata, gdy wspomniał o żonie.
  Była to świeża sprawa nawet dla niej samej, a co dopiero - jak myślała (o słodka naiwności) dla Elliotta. W końcu odnosiła wrażenie, że małżeństwo brata nie należało do tego rodzaju, który przyprawiał ją niejeden raz o ból głowy; wszak zanim na własnej skórze się przekonała, jak wygląda życie z Perseuszem pod jednym dachem, to żywiła naprawdę wiele obaw co do osoby przyszłego męża. W końcu miała w rodzinnym domu taki wzorzec, jaki miała, więc czego innego się spodziewać? Niemniej wyglądało na to, że Elly trzymał się nieco lepiej niż wcześniej, jednakże nie do końca temu ufała: w końcu ich rodzina do perfekcji opanowała maskowanie prawdy, tego, co działo się pod powierzchnią fizys. Być może, gdyby teraz nie była tak bardzo rozżalona i wściekła na cały świat - a w szczególności na Daphne - spróbowałaby pociągnąć mężczyznę za język, sprawdzić, czy nie potrzebuje zrzucić z siebie trochę ciężaru, podzielić swoimi uczuciami.
  Być może.
  - A żebyś wiedział - mruknęła z pewną niechęcią. Skrzywiła się na wspomnienie klątw, którymi parę ładnych godzin temu oberwała; szczęście, że trafiła w ręce wykwalifikowanej łamaczki, która dobrze wiedziała, co z nimi zrobić. Choć tyle, że nie pozostawała dłużna w kwestii wymachiwania różdżką - Zdaję sobie sprawę z tego, że powinnam z nim porozmawiać, może nawet powinnam była iść prosto do niego, nie dając Daphne szansy na to, żeby pierwsza przedstawiła sytuację. Tylko... Elly, obawiam się, że jeśli wrócę do Londynu, to nie skończy się znowu na złamanej ręce. Ja ją chyba po prostu rozsmaruję na ścianie i to tak, że zostanie na niej w roli farby. I uwierz mi, wystarcza, ale ona wciąż przychodzi i przychodzi, oplotła się wokół Perseusza jak, jak... jak diabelskie sidła. I nie mogę się jej pozbyć, co uda mi się wyrzucić Daphne z domu, to zaraz wciąż wraca, niczym karaluch - wyrzuciła z siebie, skupiając ponownie spojrzenie na tereny przed nimi. Stała czujność - nigdy nie wiadomo, co wierzchowca może wystraszyć, choć wydawałoby się, że na tym odludziu nie natkną się na nic takiego, choć jej własny koń – maści jasnokasztanowatej - należał do bardzo spokojnych wierzchowców.
  - Podmieniła moje eliksiry antykoncepcyjne. Zorientowałam się niedawno, że coś z nimi nie tak, przypomniałam sobie, jak jeszcze jakiś miesiąc temu ględziła w kółko o jednym i tym samym. Skonfrontowałam się z nią dziś i... - wydała z siebie dźwięk świadczący o niezgłębionych pokładach frustracji. Najwyraźniej szaleńczy pęd i wiosenna nie zdążyły jeszcze poprawić humoru Eunice.
  O ile to w ogóle było możliwe w najbliższym czasie.

473/793
King with no crown
Stars, hide your fires
Let no light see my black and deep desires
wiek
31
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Kanclerz Skarbu
Schludny, młody mężczyzna ze starannie ułożonymi blond włosami. Nie grzeszy wzrostem, będąc wysokim na 178 centymetrów, acz chodzi na tyle wyprostowany i z uniesioną głową, że może wydawać się górować nad rozmówcą. Pomaga mu w tym spojrzenie chłodnych, niebieskich oczu, na tyle skutych lodem, że nie sposób się przez niego przebić, aby dostrzec kryjącą się za nimi duszę. Zazwyczaj używa perfum z cedrowymi nutami przeplatającymi się z drzewem sandałowym. Dobiera ubrania starannie, zwłaszcza kolorystycznie. Nie ubiera się krzykliwie, acz odpowiednio do okazji; zawsze z idealnie wyprasowanym materiałem koszuli, dobrze dopiętą kamizelką. Charyzmą przyciąga do siebie innych, acz waży słowa w naturalnie ostrożnej manierze. Nie brak mu w głosie donośnych tonów, na marne można oczekiwać, że otworzy usta, aby krzyczeć, nawet te cicho wypowiedziane przez niego słowa potrafią być dobitniejsze niż cudzy krzyk. Stawia na niską intonację, uważając, że jest przyjemniejsza dla ucha i bardzo dobrze podkreśla angielski, wręcz krzyczący w swojej pretensjonalności o jego uprzywilejowanym urodzeniu, akcent.

Elliott Malfoy
#4
09.11.2022, 01:54  ✶  
Nie chciał rozmawiać o śmierci małżonki, właściwie był już nieco podirytowany faktem, że każdy pytał go jak się czuje, musiał kłaść nacisk na to, aby nie wyglądać zbyt perfekcyjnie, a to kłóciło się z całą jego osobowością. Zapewne o wiele prościej byłoby mu przechodzić tę żałobę, gdyby uczucia, które pokazywał innym były szczere. Skupił wzrok na nurcie rzeki, chłodzie jej zabarwionej błękitem nieba przeźroczystości, po tym jak promienie słoneczne odgoniły zaklętą w niej od rana szarość. Koń stąpał miarowo, równo, tak, że rutyna wykonywanych kroków była komfortowa. Znajome ruchy polaryzowały się kojąco, pomagały umysłowi w zrelaksowaniu i nie odchodzeniu w meandry wyrzutów sumienia czy negatywnych emocji związanych ze śmiercią Simone, jej domniemaną chorobą oraz zranioną, smutną i rozczarowaną twarzą Perseusza. Nie był pewien jak reagować na to ostatnie, więc niezdrowym zwyczajem odkładał to w czasie korzystając z umiejętności ukrycia się pod szronem obojętności.
- Złamaniu? - zmarszczył brwi i oderwał spojrzenie niebieskich oczu od przyrody, aby skupić je na siostrze. Na jego twarzy wykwitło coś pokroju figlarnego uśmieszku, na który nie pozwoliłby sobie w towarzystwie. Lekkie zmarszczki skumulowały się w kącikach ust rozciągając blade policzki w wyrazie zadowolenia - No proszę, kto by się powiedział, ze tak bardzo potrafisz dać się we znaki. Chyba nie powinienem się dziwić, nawet jeżeli wszyscy uważają Cię za milszą wersję mnie i Eden to zostałaś wychowana pod tym samym dachem. - wzruszył lekko ramionami pokazując tym samym, że krzywda teściowej nie robi na nim aż takiego wrażenia, a przynajmniej jej nie współczuł. Znał Eunice bardzo dobrze i wiedział, że nie zrobiłaby tego, gdyby nie chodziło o obronę własną. Czystokrwiści rodzice z przerostem ego mieli to do siebie, że często należało im się tego typu traktowanie. Sam miewał momenty, w których w myślach rachował Fortinbrasowi wszystkie kości, ostatnio mniej, bo musiał skupić się na pogrzebie i opanowaniu sytuacji z żoną i dzieckiem, ale w ogólnym rozrachunku nigdy nie pałał do rodziców miłością, wręcz odwrotnie.
- Już przestaje, wybacz. Co, właściwie się stało? Czemu złamałaś jej rękę? Wnioskuje, że musiała Ci się czymś narazić, bo nie sądzę, aby samo mieszanie w antykoncepcji spowodowało, ze weszłaś do salonu i pierwsze co postanowiłaś porachować jej kości. - uniósł lekko brwi, na jego twarzy wciąż pozostawał cień usatysfakcjonowanego uśmieszku, ale w jasnoniebieskich oczach odbił się też wyraz zmartwienia, zatroskania zmieszany z konsternacją.
- Niedawno...? Czy to znaczy, że spodziewacie się dziecka? - zapewne pare lat temu nie wiedziałby jak sformułować te pytanie, ale po narodzinach Nicholasa oswoił się z tematem potomstwa na tyle, że mógł brzmieć pewnie - Bo domyślam się, że taki był cel Daphne, tak? Chyba, że pała do Ciebie nienawiścią tak generalnie, wtedy sam wybiorę się do Percy'ego, aby z nim porozmawiać. Rozumiem, ze chodzi o lasce, ale aby nie mógł okiełznać własnej matki... w głowie mi się to nie mieści. - mruknął pod nosem, ale nie wydawał jeszcze osądów, bo nie znał całości sytuacji. To, co powiedziała mu młodsza siostra jedynie zarysowywało szkic, którego historia, według Elliotta była bardziej obszerna niż kobieta prezentowała i chyba to najbardziej go martwiło.


“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦
Widmo
The bodies in my floor all trusted someone.
Now I walk on them to tea.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Eunice Malfoy
#5
09.11.2022, 19:23  ✶  
Uparcie zdawała się wpatrywać przed siebie, być może próbując znaleźć ukojenie w skupieniu się na czymś innym niż na kotłujących się w niej emocjach. Choć tak po prawdzie, chyba to niezbyt do końca wychodziło, skoro zdecydowała się z siebie wyrzucić to, co zdecydowało o przelaniu czary goryczy.
  Przynajmniej odpuściła szaleńczy wręcz pęd - choć tak po prawdzie, było to całkiem rozsądne posunięcie, jeśli nie chciała się przekonać na własnej skórze, co to znaczy doprowadzić zwierzę na skraj wytrzymałości. W końcu nie było niczemu winne, służyło tak, jak zostało wyszkolone. I choć była pewna, że konie rozumiały dużo, bardzo dużo, ba - nierzadko doszukiwała się w ich oczach przebłysku inteligencji - to jednocześnie zdawała sobie sprawę z tego, że tak złożonych spraw jednak nie były w stanie pojąć.
  Ani, tym bardziej, dlaczego miałyby być ofiarą zwykłego wyładowania emocji.
  - Dokładnie tak, Elly, złamaniu. Może i jestem milszą wersją was, przez co łatwo ludziom zapomnieć, do jakiej rodziny należę, ale... to nie znaczy, że będę tylko kładła po sobie uszy i wchodzić w rolę myszy, którą bawi się kot - skrzywiła się nieznacznie. Gdyby nie przepełniała jej teraz furia, gdyby patrzyła na wszystko z dystansu - bardzo możliwe, że sama by się śmiała ze spostrzeżenia brata. W końcu to całkiem przewrotne - zdawała się być o wiele łagodniejszą w obejściu niż jej rodzeństwo (a co dopiero ojciec), przez co niektórzy mogli żartować, że niekoniecznie jest córką Fortinbrasa, ale w praktyce...
... okazywało się, że krew nie woda i mimo wszystko nosiła w sobie to "coś", co pozwalało na   pokazanie pazurów. Może nawet w większym stopniu niż to konieczne.
  - W pierwszej chwili chciałam tak zrobić, niemniej musiałam mieć pewność. W końcu to wciąż matka mojego męża - westchnęła cicho, z ukosa zerkając na brata. Wciąż miała zaczerwienione policzki, wciąż nieco przyspieszony oddech. A oczy... och, zdecydowanie nie należały teraz do "miłej Malfoyówny" - Pokłóciłyśmy się i to mocno, zaczęła sypać klątwami, to już się nie ograniczałam. W każdym razie mam pewność, że w Mungu są fachowcy od ich łamania, niemniej nie polecam paść ofiarą żadnej - zabrzmiała nieco zgryźliwie, ale raczej nie ma co się temu dziwić; nie upłynęło dość wody, by mogła spojrzeć na wydarzenia ranka z innej perspektywy. A może nawet nigdy nie upłynie.
  Gdy padło pytanie o dziecko, umilkła na naprawdę długą chwilę, co chyba samo w sobie było odpowiedzią.
  - ”Spodziewamy” to za dużo powiedziane, jeszcze nie podjęłam ostatecznej decyzji. Nie mów nikomu - poprosiła cicho, ostatecznie potwierdzając aktualny stan faktyczny. W końcu to byłoby podejrzane, gdyby wieść się rozeszła, a brzuch Eunice nadal uparcie pozostawał płaskim, nie wieszcząc powiększenia rodziny o kolejnego Malfoya. Znaczy się, właściwie to Blacka - I tak, taki był jej plan, najwyraźniej nie chciała czekać kilku lat na wnuka. Tylko że... sama nie wiem. Nie widzę łączenia tego ze stażem, Perseus mówi, że nie wie, czy chce, ale mam wrażenie, że jednak chce. Zresztą nawet nie potrafię sobie wyobrazić siebie jako matki, sam dobrze wiesz, jaki mieliśmy wzór w domu i nie chciałabym tego powtarzać ze swoim dzieckiem. Ale nie czuję, że potrafiłabym być inną matką. - wyrzuciła z siebie myśli, z którymi borykała się już od dłuższego czasu. I nadal nie wiedziała, co z tym fantem zrobić. W zasadzie to nawet liczyła trochę, że problem sam się rozwiąże – co już nie przeszło przez jej usta.
  A może tak naprawdę znała odpowiedź, tylko nie potrafiła jeszcze przyznać przed samą sobą, że jest zdolna podjąć dokładnie taką, a nie inną decyzję i zmierzyć się z jej konsekwencjami.
  - Zresztą, myślisz że co ma zrobić? Przełożyć Daphne przez kolano i sprać ją tą swoją laską? - spytała, unosząc brew. Wizja piękna, chętnie by zobaczyła jej realizację, niestety nie miała co zbytnio na to liczyć. A szkoda - Zresztą, Elly, wytykasz mu, że nie potrafi okiełznać własnej matki, kiedy my nie potrafimy przecież tego samego zrobić z własnymi rodzicami - w głosie kobiety przebrzmiała gorycz. Małżeństwo było chyba - paradoksalnie, bowiem właśnie rodzice je ustawili - pierwszym krokiem do uniezależnienia się od nich. Tyle że proces odcinania pępowiny w tym przypadku nie należał do łatwych i szybkich; wręcz przeciwnie.


683/1476
King with no crown
Stars, hide your fires
Let no light see my black and deep desires
wiek
31
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Kanclerz Skarbu
Schludny, młody mężczyzna ze starannie ułożonymi blond włosami. Nie grzeszy wzrostem, będąc wysokim na 178 centymetrów, acz chodzi na tyle wyprostowany i z uniesioną głową, że może wydawać się górować nad rozmówcą. Pomaga mu w tym spojrzenie chłodnych, niebieskich oczu, na tyle skutych lodem, że nie sposób się przez niego przebić, aby dostrzec kryjącą się za nimi duszę. Zazwyczaj używa perfum z cedrowymi nutami przeplatającymi się z drzewem sandałowym. Dobiera ubrania starannie, zwłaszcza kolorystycznie. Nie ubiera się krzykliwie, acz odpowiednio do okazji; zawsze z idealnie wyprasowanym materiałem koszuli, dobrze dopiętą kamizelką. Charyzmą przyciąga do siebie innych, acz waży słowa w naturalnie ostrożnej manierze. Nie brak mu w głosie donośnych tonów, na marne można oczekiwać, że otworzy usta, aby krzyczeć, nawet te cicho wypowiedziane przez niego słowa potrafią być dobitniejsze niż cudzy krzyk. Stawia na niską intonację, uważając, że jest przyjemniejsza dla ucha i bardzo dobrze podkreśla angielski, wręcz krzyczący w swojej pretensjonalności o jego uprzywilejowanym urodzeniu, akcent.

Elliott Malfoy
#6
09.11.2022, 20:21  ✶  
Mroźne oczy Elliotta pociemniały, na marne można też było doszukiwać się na jego twarzy cienia uśmiechu, który jeszcze chwilę temu zdawał się igrać wśród zmarszczek ust. Zdawał się przez chwilę nie słyszeć niczego innego poza 'sypać klątwami'. Zacisnął usta w cienką kreskę pozwalając brwiom przyozdobić twarz o groźniejszy, zdenerwowany wyraz, jedna z nich drgnęła ostrzegawczo, a Malfoy zebrał wodzę przez co przyzwyczajony do o wiele delikatniejszych sygnałów kary koń zatrzymał się gwałtownie.
- Rzuciła w ciebie klątwami? W przyszłą matkę swoich wnuków? W żonę swojego ukochanego syna? W Eunice Malfoy? W moją młodszą siostrę? - przez każde z tych słów przepłynęło tyle nieprzyjemnej energii, że one same mogłyby już być wystarczające, aby na Daphne spadły klątwy, chociaż Elliott żadnych jeszcze nie rzucił - Sprawiła, że uciekłaś do domu rodzinnego, w którym też nie czujesz się komfortowo, powinna ponieść tego wszystkiego konsekwencje i wiem, że próbowałaś zająć się tym sama, ale skoro to nie wystarcza to ja rozwiążę tę sprawę. - dodał jeszcze dobitniej, prawie przez zęby. Mięśnie szczęki miał ściśnięte, zresztą tak samo jak te ramion i reszty tułowia.
Koń zaczął się powoli niepokoić i prychnął niezadowolony, bo wędzidło przeszkadzało mu w skubaniu wilgotnej trawy. Elliott popuścił wodze i pozwolił mu dogonić kasztanowego wierzchowca siostry, jednocześnie wciągając chłodne, marcowe powietrze w płuca. Wypieki, które wykwitły na jego twarzy po wysiłku teraz zamieniły się w rumieniec złości. Był zirytowany, czuł jakby akcje Daphne nie były wymierzone jedynie w Eunice, ale też w całą ich rodzinę, bo lekceważąc jednego z nich lekceważyła wszystkich, uważała, że nie spotkają ją konsekwencje i myliła się, młody Malfoy miał zamiar się o to zatroszczyć.
Mimo stanu skóry, jego spojrzenie wydawało się całkowicie skute lodem, bezpośrednio nieprzyjemne i chociaż spowodowane było to troską o siostrę, to nie było w nim niczego z przyjemnego, uśmiechającego się i pobłażliwego Elliotta. W takich momentach można było dostrzec jak całe okropieństwo popędzane niechlubnymi celami wylewa się z niego; był tym samym człowiekiem, który przeklął i prawie doprowadził do śmierci swojej własnej bliźniaczki tylko po to, aby udowodnić, że jest tym lepszym i zabezpieczyć swoją pozycję; tym samym człowiekiem, który z powodu homofobii swojej żony powoli doprowadził ją do samobójstwa, bo w głębi duszy uważał, ze powinna zdychać w męczarniach za zranienie i odrzucenie go w ten sposób. Nie miał zamiaru odpuścić znieważenia młodszej siostry, zwłaszcza, że działo się to pod dachem jego byłego kochanka, przyjaciela, człowieka, któremu ufał, a który drugi raz w przeciągu paru tygodni bardzo mocno naciągnął to zaufanie.
Nie chciał skakać do oskarżeń, zwłaszcza jeżeli chodziło o Percy'ego, więc swoją złość starał się kumulować na postaci jego matki.
- Porozmawiam z Percym. Dam mu szansę się tym zając, ale jeżeli nic się nie zmieni nie zaprzeczę, że w ostateczności zwrócę się do ojca. Nie możesz w ten sposób żyć, a ona nie może bezkarnie cię tak traktować, nieistotne czy ma na nazwisko Black, czy nie. Jeżeli jest taka sprytna to zobaczymy jak sobie poradzi z przeciwnikiem własnego kalibru. - parsknął pod nosem. Nie twierdził, że Eunice nie potrafi sobie radzić, ale definitywnie była na przegranej pozycji z powodu podejścia Perseusza do całej sprawy, chyba to najbardziej Elliotta irytowało. Wykorzystywała słabość i kopała niewinnego, tak się nie robi. W jego pokręconej logice na tego typu zachowania zasługiwali jedynie ludzie, którzy czymś się narazili, być może był zepsuty do szpiku, ale miał zasady, których ściśle się trzymał i nie bz powodu.
- Rozumiem. - wyraz jego twarzy zelżał nieco, gdy temat zszedł na ciąże i potomstwo - To twoja decyzja, zwłaszcza, że doszło do tego w cokolwiek nieprzyjemnych warunkach. Jeżeli wiesz, że twoje emocje do Daphne nie przejdą na nowo narodzone dziecko to byłoby dobrą decyzją, aby je zatrzymać, ale jeżeli mają cię zaślepiać to faktycznie lepiej i dla ciebie i dla tego nowego istnienia, aby nigdy nie musiało tego doświadczać. - miał na ten temat bardzo dobrze wyrobione zdanie, bo sam obawiał się, ze przeniesie nawyki z domu na małego Nicholasa, dlatego zwlekał pare lat, mimo nacisków Simone i ostatecznie poddał się, bo... sam nie wiedział dlaczego. Chyba w tamtym momencie po prostu miał do niej wystarczająco uczuć i zaufania, aby zaangażować się w przedsięwzięcie zwane dzieckiem. Wiedział też, że prędzej czy później byłoby to od niego i tak wymagane, był jedynym mężczyzna w głównej linii rodziny, a obydwie siostry były już zamężne.
- Dzieci wydają się trudnym 'przedsięwzięciem', ale ostatecznie nie cofnąłbym czasu, jeżeli chodzi o Nicholasa, nawet biorąc pod uwagę sytuację z Simone - odparł spokojnie i czuł jak mięśnie szczęki zaczynają się luzować; nieprzyjemny ucisk w klatce piersiowej pozostał, wciąż czuł się personalnie znieważony krzywdzą, którą Pani Black wyrządzała jego siostrze - Ale nie mogę cię winić jeżeli nie jesteś na to gotowa, Percy też nie powinien, jest w moim wieku, a ty powinnaś mieć przed sobą przynajmniej parę lat możliwości rozwoju kariery i czegokolwiek, co chcesz robić z życiem - westchnął, odrobinę zmęczony tym, że praktycznie żadna osoba nie była konsekwentna wystarczająco, aby załatwić tego typu sprawy bez jego udziału. Młody Black powinien się tym zająć sam, sprawić, że Eunice jest szczęśliwa i bezpieczna, takie było jego zadanie. Z przestrachem odkrył, że jego myśli niebezpieczni przypominają niektóre kwestie ojca, którymi obdarzał go nie raz w swoim gabinecie, zabrakło mu na chwilę oddechu, poczuł gulę w gardle, którą panicznie przełknął.
- Nasi rodzice to inna sprawa. Ojciec nigdy nie wtrąciłby się w ten sposób w moje małżeństwo czy Eden, nawet tobie dali wolną rękę, mimo że jesteś młodsza, a kiedy z ich strony jest więcej zrozumienia niż z czyjejś innej to trzeba się zacząć zastanawiać czy osoba, o której mówimy - w tym wypadku Daphne - zasługuje w ogóle na jakiekolwiek miłe traktowanie. Jak dla mnie odpowiedzią jest 'nie' - wyraził swoją opinię szczerze i dobitnie, bo wiele mógł Fortinbrasowi zarzucić, ale ten nigdy, be powodu, nie byłby agresywny do małżonków swoich dzieci, to samo Eleonora, która czasami wydawała się nawet zadowolona z obecności Simone przy rodzinnym stole.


“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦
Widmo
The bodies in my floor all trusted someone.
Now I walk on them to tea.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Eunice Malfoy
#7
09.11.2022, 22:01  ✶  
Zorientowała się, że brat został w tyle – oczywiście że tak. Nie dało się nie zauważyć, że nagle z pola widzenia zniknął kary wierzchowiec wraz z mężczyzną na jego grzbiecie. Toteż ściągnęła cugle swojego kasztana, dając kopytnemu znać, żeby się zatrzymał i obejrzała przez ramię.
  Z niemym pytaniem w oczach, które zniknęło praktycznie natychmiast, gdy tylko dostrzegła wyraz twarzy Elliotta. Normalny człowiek na ten widok z reguły zwiewałby, gdzie pieprz rośnie, zwłaszcza jeśli gniew byłby wymierzony właśnie w niego samego. Tyle że Eunice niekoniecznie zaliczała się do „normalnych”, no i też zdawała sobie sprawę z tego, ze ta furia nie uderzała bezpośrednio w nią samą.
  Co nie znaczyło, że chciałaby stanąć z bratem oko w oko w sytuacji, w której byłaby adresatką jego złości.
  - Nie mów, że muszę to powtarzać – wyrzekła tylko i zacisnęła wargi. W ustach Elliotta wszystko wyglądało jeszcze gorzej niż sama to do tej pory widziała. Ot, miała inną perspektywę, odbierała to bardziej personalnie, nie łączyła swej osoby z Perseusem, mimo że robiły to więzy przysięgi, prawa i złotych obrączek na ich palcach. Pokręciła powoli głową. Nie, nie do końca tak…
  - Nie zostanę tutaj, potem pójdę do Rosemary House – tak że odpadał punkt o ucieczce do domu rodzinnego, który zdecydowanie nie był najlepszym miejscem pod słońcem na chowanie się przed Daphne. Choć tak po prawdzie, gdyby miała wybierać pomiędzy dawnym domem a obecnym, chyba faktycznie postawiłaby na pozostanie w nazbyt bliskiej obecności swych rodziców. Szczęściem, miała do dyspozycji jeszcze jedną posiadłość, z której uczyniła swój azyl – Elly... – urwała, wzięła głębszy wdech.
  Paradoksalnie, w jakiś niewytłumaczalny sposób furia Elliotta podziałała na nią uspokajająco. Może to była kwestia faktu, iż zdała sobie sprawę z tego, że naprawdę ma prawo być zła na Daphne, skoro nie tylko w niej samej teściowa wzbudziła takie uczucia. A może kwestia pewnej wprawy – będąc na stażu stykała się z ludźmi w różnym stanie emocjonalnym i musiała sobie z nimi radzić. Jako prefekt w Hogwarcie – również.
  - Na razie nie rób nic, bardzo cię proszę. Jestem wdzięczna, że chcesz pomóc, jednakże zgodzisz się chyba ze mną, że najpierw muszę rozmówić się z Perseusem? Jeśli nic się nie zmieni, to przyjdę do ciebie – obiecała, dając subtelny sygnał wierzchowcowi, by ruszył z miejsca. W końcu nie mogła zostać w tyle, prawda?
  Odetchnęła, znów wchodząc w kojący wręcz, spokojny, harmonijny rytm. Nadal była zła, rozżalona, owszem, niemniej zaczynała w końcu dostrzegać, że świat nie malował się w aż tak tragicznych barwach. Że wiosenne powietrze przyjemnie wypełniało płuca – zupełnie inne niż to, którym oddychała w Londynie.
  - Perseus wesprze moją decyzję, obojętnie jaka by nie była. Mówi, że mam wybrać to, co dla mnie najlepsze i mam się na nic innego nie patrzeć – przynajmniej tyle w kwestii obwiniania za to, że nie czuła się gotowa. Jeśli słowa męża były prawdziwe, a wierzyła – bądź chciała wierzyć, że faktycznie nie podszyto ich fałszem – to wyglądało na to, iż pod tym względem nie zostanie sama na polu bitwy.
  - Proszę cię, nawet niespecjalnie lubię dzieci. Nicholas jest jedynym wyjątkiem, ale to wciąż dziecko, którego nie mam na głowie całe godziny, dni, noce, lata. I tak, wiem, miałby towarzystwo, ale… skąd mam mieć pewność, że będę potrafiła spojrzeć na nie tak, jakby nie było owocem podstępu Daphne? Skąd mam mieć pewność, że będę w stanie je polubić na tyle, żeby nie zafundować mu nieszczęśliwego życia od samego początku? – w głosie kobiety przebrzmiała gorycz. Tyle obaw, tyle pytań bez odpowiedzi, których nie potrafiła w sobie odnaleźć.
  Trafiała jedynie na morze pełne strachu i wątpliwości; gdzieś hen, daleko, błyskała latarnia w postaci wsparcia ze strony męża, ale… czy to wystarczy? Czy będzie w stanie udźwignąć to wszystko, zwłaszcza że Perseus sam miał dość ograniczone możliwości? Niby się nasuwało rozwiązanie w postaci służby, ale znów – nikt za nią tej ciąży nie donosi ani, tym bardziej, nie wypchnie potomka na świat.
  A to też przerażało.
  - Nie jestem pewna, czy takie „nigdy”, ale ty go jednak lepiej znasz. Może za surowo go oceniam – umilkła, pozwalając kasztanowi na zboczenie na brzeg rzeki, zamoczenie kopyt – Zaczynam się zastanawiać, czy może jednak nie spróbować pozbyć się jej raz, a porządnie. Rozumiesz, co mam na myśli? – spytała cicho, wstrzymując wierzchowca.
  Lodowe spojrzenie spoczęło na Elliotcie, uważnie obserwując jego reakcje.

699/2175
King with no crown
Stars, hide your fires
Let no light see my black and deep desires
wiek
31
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Kanclerz Skarbu
Schludny, młody mężczyzna ze starannie ułożonymi blond włosami. Nie grzeszy wzrostem, będąc wysokim na 178 centymetrów, acz chodzi na tyle wyprostowany i z uniesioną głową, że może wydawać się górować nad rozmówcą. Pomaga mu w tym spojrzenie chłodnych, niebieskich oczu, na tyle skutych lodem, że nie sposób się przez niego przebić, aby dostrzec kryjącą się za nimi duszę. Zazwyczaj używa perfum z cedrowymi nutami przeplatającymi się z drzewem sandałowym. Dobiera ubrania starannie, zwłaszcza kolorystycznie. Nie ubiera się krzykliwie, acz odpowiednio do okazji; zawsze z idealnie wyprasowanym materiałem koszuli, dobrze dopiętą kamizelką. Charyzmą przyciąga do siebie innych, acz waży słowa w naturalnie ostrożnej manierze. Nie brak mu w głosie donośnych tonów, na marne można oczekiwać, że otworzy usta, aby krzyczeć, nawet te cicho wypowiedziane przez niego słowa potrafią być dobitniejsze niż cudzy krzyk. Stawia na niską intonację, uważając, że jest przyjemniejsza dla ucha i bardzo dobrze podkreśla angielski, wręcz krzyczący w swojej pretensjonalności o jego uprzywilejowanym urodzeniu, akcent.

Elliott Malfoy
#8
19.11.2022, 22:58  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.11.2022, 23:03 przez Elliott Malfoy.)  
Koń znów wpadł w płynny rytm, więc Elliott odprężył się na jego grzbiecie, pozwalając, by prowadził go przez znajome tereny. Ufał zwierzęciu, przez pare lat, odkąd ten pojawił się w jego stajni, zdążył wykształcić z wierzchowcem pewną relację opartą na odruchach i wspólnie spędzanym czasie. Uważał to za najważniejsze w jeździe konnej, właśnie dlatego była dla niego tak relaksująca. Mógł się powierzyć komuś, komu ufał i, mimo że wciąż trzymał wodze kontroli to cały proces działał na niego terapeutycznie, pozwalał wyklarować myśli o wiele szybciej niż jakiekolwiek inne czynności. Prawdopodobnie dlatego tak szybko był w stanie dać odejść zbierającej furii i zirytowaniu, które było odpowiedzią na brak szacunku starszej czarownicy do tak bliskiego członka jego własnej rodziny.
- Z tego co mówisz rozmawiałaś z nim już wystarczająco dużo razy, aby zrozumiał, że jego matka jest dla ciebie zagrożeniem. Co jak nagle uzna, że jej nie odpowiadasz? Podrzuci ci truciznę? To może wcale się nie zatrzymać na 'tylko' podmienieniu środków antykoncepcyjnych. - wyznał szczerze, bo sam dobrze wiedział do czego ludzie są zdolni, jak komuś źle życzą, można rzec, że bazował na swoim przykładzie - Nie mogę Ci obiecać, że niczego z tym nie zrobię, bo czekanie może tylko spowodować więcej krzywdy, już jesteś w sytuacji, której chciałaś uniknąć - stwierdził, zasadniczo uważając, że robi jej przysługę w ogóle wspominając, że nie zamierza jej akurat w tej sprawie słuchać. Ojcowskie wychowanie nakazywało, aby poszedł do Perseusa bez konsultacji z kimkolwiek i bez tłumaczenia się przed młodszą siostrą. Mimo iż szanował jej decyzję i pewien rodzaj niepodległości jako osoby, tak wciąż była dla niego dwudziesto dwu letnią, młodszą siostrą, która o świecie wiedziała, w jego mniemaniu, za mało. Sam pamiętał jak bardzo zdezorientowany był w jej wieku, fakt, u niego dochodziło jeszcze pare innych faktorów, ale definitywnie nie ufał jej, gdy mówiła, że 'będzie w porządku' albo, że 'się czymś zajmie'. Tutaj chodziło o jej bezpieczeństwo, a nie to na jaki kurs w Mungu się zapisze, więc stawka była większa.
- Fakt, może masz rację. Jestem niepotrzebnie sentymentalny, ale ja i Simone byliśmy gotowi na podjęcie takiej decyzji i nikt nas do niej siłą nie zmuszał - przyznał zelżywszy odrobinę ton, gdy mówił o martwej żonie. Postarał się, aby w jego oczach odbiła się odrobina smutku, której jego faktycznym emocjom i odczuciom brakowało, gdy myślał o Pani Malfoy - Lepiej nie obarczać dziecka takimi emocjami, zwłaszcza, że niczemu nie będzie winne. To raz, dwa, rodząc je dałabyś jej za wygraną, a to też... niekoniecznie coś, co chcesz robić. Chcesz jej pokazać, że żyjesz na swoich zasadach i, że to twoje małżeństwo. - sformułował zdanie tak, jakby to co uważał, było w gruncie rzeczy zdaniem Eunice, bo wywnioskował z jej wypowiedzi, że tak się właśnie czuje. Musiał się zgodzić, że w tak młodym wieku na pewno nie była gotowa na taką ogromną odpowiedzialność, zwłaszcza po usłyszeniu jej wypowiedzi. Życzył jej dobrze i oczywiście jeżeli zdecyduje się na urodzenie dziecka to nie będzie to jego rolą, aby ją za to demonizować, ale wolał wyłożyć kawę na ławę niż będzie za późno.
- Nie oceniasz go za surowo, a tak, jak się przedstawia. Nie dziwię się, że tak myślisz, ale są pewne granice, których się nie przekracza. Logiki na przykład, dobrego smaku też. Ojciec potrafi być tyranem, ale na pewno wykorzystałby inne sposoby, aby chcieć wymusić na kimś ciąże. - poniekąd przyznał jej rację, ale też nie wyjawił jakich sposobów miałby użyć Fortinbras. Zostawił to w domyśle nie chcąc wgłębiać się w psychologię poczynań mężczyzny, do którego nie miał żadnych ciepłych i przyjemnych uczuć.
Na kolejne jej pytanie westchnął ciężko jakby pytała go, czy załatwi jej bilety na bardzo trudno dostępne przedstawienie w centrum Londynu, a nie o mordowanie teściowej.
- Wiem, ale nie sądzę, że chciałabyś sobie radzić z żałobą Perseusa, żalem i wyrzutami sumienia, które zaczęłyby Ci towarzyszyć. Nie jesteś taką osobą. - podsumował szybko, ale chyba dlatego że sam wolał w to wierzyć i chciał takowe zdanie włożyć siostrze do głowy, niż, bo tak faktycznie było - Teraz też możesz być w emocjach. Przemyśl to, jeżeli wciąż będziesz uważać, że takie wyjście jest dobre to możesz do mnie znowu przyjść, wtedy się nad tym zastanowimy. - dodał, ostatecznie, bo chciał jej zostawić otwartą furtkę i powiadomić, że w takich sytuacjach może liczyć na jego wsparcie.


“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦
Widmo
The bodies in my floor all trusted someone.
Now I walk on them to tea.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Eunice Malfoy
#9
20.11.2022, 03:47  ✶  
Zirytowała się. Znaczy, poziom irytacji i tak już aktualnie sięgał zenitu i tak, niemniej upór brata stanowił oliwę dolewaną do ognia. Na dobrą sprawę nie przyszła do niego po to, żeby wkroczył w jej małżeństwo niczym rycerz na białym koniu, nie – chciała zrzucić z siebie wszystko, co ją teraz dręczyło, może się poradzić, zyskać inny punkt widzenia. Bardziej namacalna pomoc? Później, gdy rozsądniejsze kroki nie odniosą skutku. Nie wcześniej.
  - Jego matka do tej pory nie wpadła na tak genialne pomysły, zwłaszcza te dzisiejsze – syknęła. Czy znaczyło to, że była mniejszym zagrożeniem? Nie, raczej tyle, że młodzi małżonkowie nie zdawali sobie do końca sprawy z jej możliwości, z tego, jakie piekło Daphne była w stanie zgotować, byleby tylko osiągnąć swój cel – W tej chwili nie sądzę, żeby posunęła się do trucizny, nie, dopóki noszę dziecko. Klątwy na dłuższą metę nie zagrażały mojemu życiu – spunktowała. Na dobrą sprawę było to ironiczne – to, co Eunice postrzegała jako problem i coś, czego bardzo nie chciała, jednocześnie stanowiło teraz jej tarczę. Chociaż raczej niedługo, patrząc na to, jak bardzo niezdecydowana była w kwestii powołania nowego pokolenia do życia.
  - Tak że naprawdę, daj mi czas. Jeśli już musi się od kogoś dowiedzieć, to wyłącznie ode mnie. – w głosie Eunice przebrzmiała stalowa stanowczość sugerująca, że jeśli brat postąpi wbrew jej woli, to… no, „nie będzie zachwycona” okaże się bardzo delikatnym eufemizmem. Mogła się mienić teraz Blackiem, lecz z krwi i kości wciąż pozostawała Malfoyem, nawet jeśli nie dowodziła tego na dosłownie każdym kroku. W zasadzie skąd ten upór? Teoretycznie łatwiej było sprawę zwalić na głowę brata, niech się tym zajmie, kiedy sama zamknie się w Rosemary House. Cóż, trzeba było jej oddać sprawiedliwość – może i pewnie aspekty wspólnego życia jej umykały (bo nie mieściły się wręcz w łepetynie Eunice), to nie pozostawała całkiem ślepa na starania Perseusza, których dowodem była choćby wyprowadzka z Grimmauld Place, na którą bardzo, ale to bardzo nalegała. Tak że – chciała dać mężowi szansę na spełnienie onegdaj złożonej obietnicy. Albo po prostu się przekonać, jak zareaguje w tym momencie, kiedy spór z jego matką osiągnął punkt krytyczny.
  - Czyli wychodzi na to, że rozwiązanie tej kwestii tak naprawdę jest tylko jedno – podsumowała bez jakiegoś większego uczucia. Ani żal, ani zadowolenie, jakby to było jej całkiem obojętne – choć tak naprawdę przecież nie dało się podejść do tej kwestii obojętnie. Nie, gdy miało się wizję wywrócenia całego życia do góry nogami, planów obracających się w proch.
  Niemniej mimo całego niezdecydowania, którym do tej pory się wykazywała, gdzieś w głębi czuła swego rodzaju ulgę. Tak, tak będzie lepiej, zarówno dla niej samej, jak i dziecka. Co do Perseusza… cóż, zapewne mógłby być dobrym ojcem, ale mimo najszczerszych chęci nie byłby w stanie zdjąć z jej barków największego ciężaru.
  - Granice, których się nie przekracza? – uniosła brwi, dość wysoko – Powiedz to Daphne. Jestem pewna, że gdyby tylko zechciał, to by przekroczył wszelkie granice, bez mrugnięcia okiem. Ale już mniejsza z nim – skwitowała sucho. Jakkolwiek by nie patrzeć, Fortinbras obecnie nie znajdował się w centrum całego burdelu, w którym tkwiła po uszy i bardzo, bardzo nie chciała go w nim ujrzeć. Nie teraz.
  Nie, gdy jeszcze nie zdążyła dać Perseusowi szansy, na którą właściwie zasługiwał.
  - Naprawdę, nie jestem? Wyrzuty sumienia – a co to w ogóle jest? – spytała zgrzytliwie. Naprawdę tak myślała czy to jedynie emocje nią tak targały, wzmacniane przy tym – cóż, nie dało się tego pominąć – przez odmienny stan, w jakim się znajdowała, że wyzbywała się właśnie tych bardziej ludzkich odruchów? Odetchnęła głębiej, wciągając chłodne powietrze do płuc. Nie dość chłodne, by ugasić wciąż krążący w żyłach ogień. Niemniej kiedyś furia musiała się wyczerpać, pod znakiem zapytania jednak stało, czy będzie to miało miejsce jeszcze w trakcie tej przejażdżki czy też o wiele później – Ale dobrze. Przemyślę – zgodziła się, nie kryjąc jednak niechęci do tej idei.
King with no crown
Stars, hide your fires
Let no light see my black and deep desires
wiek
31
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Kanclerz Skarbu
Schludny, młody mężczyzna ze starannie ułożonymi blond włosami. Nie grzeszy wzrostem, będąc wysokim na 178 centymetrów, acz chodzi na tyle wyprostowany i z uniesioną głową, że może wydawać się górować nad rozmówcą. Pomaga mu w tym spojrzenie chłodnych, niebieskich oczu, na tyle skutych lodem, że nie sposób się przez niego przebić, aby dostrzec kryjącą się za nimi duszę. Zazwyczaj używa perfum z cedrowymi nutami przeplatającymi się z drzewem sandałowym. Dobiera ubrania starannie, zwłaszcza kolorystycznie. Nie ubiera się krzykliwie, acz odpowiednio do okazji; zawsze z idealnie wyprasowanym materiałem koszuli, dobrze dopiętą kamizelką. Charyzmą przyciąga do siebie innych, acz waży słowa w naturalnie ostrożnej manierze. Nie brak mu w głosie donośnych tonów, na marne można oczekiwać, że otworzy usta, aby krzyczeć, nawet te cicho wypowiedziane przez niego słowa potrafią być dobitniejsze niż cudzy krzyk. Stawia na niską intonację, uważając, że jest przyjemniejsza dla ucha i bardzo dobrze podkreśla angielski, wręcz krzyczący w swojej pretensjonalności o jego uprzywilejowanym urodzeniu, akcent.

Elliott Malfoy
#10
01.12.2022, 21:05  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.12.2022, 21:10 przez Elliott Malfoy.)  
Nie mógł powstrzymać myśli, że to, co przez siostrę przemawia to podżegana młodzieńczym narwaniem złość. Miał ochotę powiedzieć coś na ten temat, być może wytknąć Eunice, ze nie zachowuje się zbyt dojrzale i nie patrzy na większy obrazek w tej sytuacji, ale ostatecznie uznał, że lepszą opcją będzie nie powiedzieć nic, a i tak zrobić to, co uważa się za słuszne. Słuchał jej dłuższa chwilę pozwalając sobie na analizę całej sytuacji w głowie, na to, aby przyjemny, wiosenny wiatr przesuwał mu swe nurty pomiędzy blond włosami, tak bardzo przypominając w swojej płynności biegnącą obok rzekę. Odetchnął w duchu pozwalając, aby okruchy emocji, które z siebie wykrzesał, aby pokazać jak bardzo obudzony był zachowaniem starszej Pani Black, opadły i zrównały się z ziemią znikając, ginąc w letargu umysłowego odpoczynku, za który miała służyć ta przejażdżka zanim przemieniła się w gorzkie żale młodej kobiety.
- Czas nie jest czymś, co masz po swojej stronie jeżeli chcesz być osoba dyktującą warunki, przynajmniej nie w tej sytuacji - odparł jedynie, ale nie miał zamiaru brnąć w to, co dokładnie miał na myśli. Chłodne spojrzenie niebieski oczu spotkało to siostrzane, wciąż rozjuszone złością i poczuciem niesprawiedliwości. Rozumiał to, sam był szargany przez podobne uczucia w swojej młodości, ale kolejne lata życia nauczyły go pewnego wyrachowania, którego siostrze, definitywnie, jeszcze brakowało. Wszystko przychodzi z czasem, pomyślał i normalnie dałby Eunice popełniać swoje własne błędy, gdyby nie fakt, że swoją osobą reprezentowała również nazwisko jakie sam nosił, zwłaszcza w sytuacjach angażujących inne rodziny i relacje z nimi.
- Różnica jest bardzo duża i kluczowa. Daphne nie ma na nazwisko Malfoy, a ojciec jakimkolwiek tyranem by nie był, wciąż jest twoim ojcem. - przymrużył odrobinę oczy, nie wyglądał na zadowolonego z tego w jaki sposób Eunice wypowiadała się o Fortinbrasie, ale nie dlatego że mężczyźnie się to nie należało. W całym tym scenariuszu młodsza siostra wydawała się zapominać, że to rodzina będzie jej wsparciem, jeżeli teściowa posunie się do kolejnych, nieprzyjemnych kroków. Przynajmniej takie Elliott miał odczucia, gdy bez zawahania wydawała swoje osądy, prostolinijnie ciosała złością, pozwalając, aby ta wylewała się z niej, skoro już przyszła na to okazja. Postanowił jednak większość tych myśli zatrzymać dla siebie, bo zdawał sobie sprawę, że młodość rządzi się swoimi własnymi zasadami i im człowiek ma mniej lat tym mocniej odczuwa wyrządzane mu krzywdy, bo jeszcze nie przywykł, że życie jest nimi, poniekąd wyłożone, więc zamiast je rozdmuchiwać należy je po prostu zdeptać w zarodku.
- Przemyśl. - podsumował jedynie, kładąc nacisk na to słowo, bo uważał, że powinna nad tym podumać nieco dłużej niż wyda kolejne osądy - Powinniśmy wracać, jesteśmy dość daleko, sama droga powrotna trochę zajmie. - napomknął, jednocześnie wykonując ruch, dzięki któremu koń miał zawrócić.


“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Elliott Malfoy (3396), Eunice Malfoy (3319)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa