Rozliczono - Heather Wood - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
Brenna do Biura wpadła jak burza. Oczywiście, była w Ministerstwie już wcześniej – właściwie to godzinę przed rozpoczęciem właściwego dyżuru – ale zdążyła zbiec do archiwum, by poszukać paru szczegółów starych spraw, skoczyć do koronera po raport z autopsji, a wreszcie poświęciła cenne pięć minut na dyskusję z Hadesem, jednym z BUMowców, na temat kawy, jego nowej dziewczyny oraz problemów z roślinami w ogródku.
Kiedy wkroczyła do siedziby Brygady z naręczem akt, dostrzegła, że Heather już siedziała przy swoim biurku. Dobrze, bo to znaczyło, że po pierwsze Wood wreszcie wydobrzała – a tamta noc, którą Brenna spędziła niepewna, czy ranna Heather nie umrze jej na rękach, wciąż nawiedzała ją w koszmarach – po drugie, mogła zdjąć z barków Brenny część obowiązków.
- Cześć, Heath! – oświadczyła Brenna. Walnęła całą stertę papierów na biurko partnerki, a potem sama też usiadła na blacie, jedną stopą podpierając się o podłogę, a piętą drugiej zaczynając stukać w nogę biurka. – Sprawa wygląda tak. Bones uważa, że najlepiej, gdybyś jakiś czas, skoro przechodziłaś rekonwalescencję, spędziła przy papierach.
Tu Brenna postukała palcem w wieżę, którą przyniosła.
Tyle że… cóż, sama kontaktowała się już ze szpitalem, aby dowiedzieć się, czy na pewno można Heather „zapędzać” do pracy i odpowiedź brzmiała tak. A poza tym – chociaż Brenna za nic nie chciała dziewczyny przeforsować – wiedziała, że dla Wood te papiery to raczej kara, nie nagroda. Nie wspominając już o tym, że alternatywa była jedna. Odłoży wyprawę na Nokturn na później, co skończy się zapewne tym, że przedmioty, mające znajdować się „w absolutnie niewinnym sklepie” wyparują – wedle procedur właśnie tak powinna zresztą postąpić, ale to tworzyło zagrożenie dla potencjalnych kupców… albo tych, którym kupcy te rzeczy wręczą. Albo pójdzie tam sama, bo brakowało im ludzi. Na co Brenna była gotowa, owszem, ale jednak nawet jej brak instynktu samozachowawczego miał swoje granice i jeżeli mogła mieć wsparcie na Nokturnie, wolała je mieć.
– Ja z kolei mam cynk, że pewien sprzedawca na Nokturnie próbował wcisnąć komuś bez wątpienia przeklęty, niebezpieczny przedmiot i trzeba dokonać tam rewizji, zanim komuś go sprzeda. Zgodę już dostałam – kontynuowała, przypatrując się Heather. Od razu przeszła do rzeczy, darując sobie tym razem jakieś towarzyskie pogawędki, bo w końcu były w pracy, a pewne sprawy nie cierpiały zwłoki. Gadulstwo gadulstwem, obowiązki obowiązkami. – Masz więc wybór. Możesz spędzić ten dzień z tymi aktami albo zgarnąć rzeczy i ruszać ze mną na Nokturn – oświadczyła. Chociaż po prawdzie, chyba w ogóle nie musiała pytać: jak znała Heather, odpowiedź była oczywista. Brenna równie dobrze mogła od razu kazać się jej ogarniać, bo za dwie minuty, jak tylko zgłosi wyjście, będą leciały na bardzo podejrzaną ulicę pełną przestępców i czarnoksiężników.