• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 9 10 11 12 13 … 16 Dalej »
[lato 1971, Egipt] Przeszłość i przyszłość

[lato 1971, Egipt] Przeszłość i przyszłość
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#1
25.08.2023, 20:01  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.03.2024, 22:39 przez Eutierria.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono w Piszę, więc jestem, Król bankietów - Guinevere McGonagall.

Egipskie niebo zalśniło już setkami gwiazd, gdy Cathal usiadł przy stoliku w jednej z nielicznych, magicznych tawern w tej części świata. Wielkie okna, pozbawione szyb, wychodziły wprost na Nil, a zasłony, zaciągnięte w najgorętszych godzinach, by zapewnić trochę cienia, rozsunięto teraz, tak że widać było przez nie rzekę oraz wznoszące się po jej drugiej stronie mugolskie zabudowania. W pobliżu przepływał jakiś jacht, błyszcząc od rozpalonych świateł.
O tej porze upał nie dawał się już we znaki, ale nie było też tak późno, aby przybytek opustoszał. Rozbrzmiewał gwarem wielu głosów, a języki z całego świata mieszały się ze sobą. Shafiq chwytał mimowolnie strzępy wypowiedzi, tłumaczył je i zapamiętywał na zawsze. Podobnie jak wzór na kamiennej podłodze, bardzo typowy dla tych okolic, zdobiący także niektóre ściany, jak każdy szczegół mozaiki na suficie i uśmiech ciemnowłosej, ciemnookiej kelnerki, która przyniosła mu zamówienie. Jak korzenne zapachy perfum i kadzideł, płonących na stolikach, wonie potraw: tamija na stoliku pary obok, koshari niesione właśnie na półmisku do parki czarodziei w kącie sali, mięsna kofta, która dość szybko trafiła na talerz Cathala…
Dziesiątki bodźców, które rozpraszały. Rozkojarzały. Może powinien wybrać spokojniejsze miejsce, by przedyskutować z Guinevere sprawę napisów, świeżo odszyfrowanych z korytarza, wiodącego do grobowca egipskiej królowej – czarodziejki, ale musiał zadbać o kilka rzeczy w mieście. Poza tym przy wykopaliskach w pobliżu było zbyt wielu mugolskich archeologów i wreszcie…
…Cathal po prostu tutaj jeszcze nie był. A cenił sobie nowe miejsca, nowe widoki, nowe zapachy, nawet jeżeli czasem przytłaczały jego umysł. Cenił wszystko, co nie osiadło jeszcze na dobre w jego pamięci, by zdawało się zawsze nudne.
Nim przyniesiono mu koftę, palił, z głową odchyloną do tyłu, zaciągając się dymem, wsłuchując w dźwięki rozmów i dobiegającą skądś lokalną muzykę. Tu i tak było pełno dymu, nikomu nie przyszłoby do głowy ganić klientów za wyciąganie papierosów. Kiedy kelnerka postawiła przed nim jedzenie, zgasił papierosa w popielniczce – i uśmiechnął się leniwie, kiedy dostrzegł, że do stolika zbliża się akurat McGongall.
- Byłaś tu już kiedyś? – spytał zamiast przywitania i pchnął nogą krzesło, by je dla niej odsunąć. Prawdziwy angielski dżentelmen wstałby, by zrobić to samo kurtuazyjnym gestem, ale Cathal nie był dżentelmenem. Bywał nim tylko, i to wtedy, kiedy mu to pasowało. Mówił w jej ojczystym języku, bez akcentu, bo pod tym względem wdał się w rodzinę ojca: żaden język, jakim mówili ludzie, nie był mu obcy. – Chcesz najpierw coś zamówić, czy od razu przejść do spraw zawodowych?
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#2
25.08.2023, 21:12  ✶  

Egipskie noce były najpiękniejszym widokiem, jaki Ginevra kiedykolwiek widziała – a oglądała rozgwieżdżone niebo tak nad Egiptem, nad Ugandą, nad Libią, Izraelem, jak i nad Wielką Brytanią. Ale to tutaj, do Egiptu, zawsze chciała wracać. Jaką przyjemnością było unieść głowę i spojrzeć na nieprzeniknioną czerń nieba – zwłaszcza poza miastem. Gorące powietrze nie dawało się o tej porze dnia tak bardzo we znaki, to i z przyjemnością było przespacerować się kawałek uliczkami blisko brzegu rzeki. Poematów o najdłuższej rzece na świecie było bezliku. Znacie to? Nilu, Nilu, Nilu… władcza, nieujarzmiona rzeko, ty nam życie dajesz…

Nefret znała te okolice. Kair może nie był jej rodzinnym miastem, ale spędziła tutaj i w okolicach mnóstwo czasu, to i bez trudu odszukała knajpę, w której umówiła się z Cathalem. Wieczór miał to do siebie, że przynajmniej nie trzymała już na głowie kapelusza, który nosiła często, by jednak uchronić się choć trochę od prażącego słońca. Spotkania o tej porze oznaczały dwie rzeczy: że przede wszystkim dużo łatwiej złapać oddech, oraz, że na ulicach nie będzie aż tylu ludzi, choć w knajpie wcale ich nie brakowało. Właściwie dobrze, że Shafiq chciał spotkać się tutaj, przynajmniej będzie mogła się napić czegoś i zjeść coś odrobinę innego niż zwykle. No i będzie mogła też powiedzieć, że przecież „wyszła do ludzi”. Ostatnio miała tendencje do tego, by tonąć w pracy. Czas mijał wtedy w zastraszającym tempie i ani się obejrzało, a tu już wypadałoby pójść spać. Ginevra miała tę przypadłość, że gdy coś ja pochłonęło bez miara, to zapominała o bożym świecie. A to, że wystarczyło transmutować sobie oczy na kocie i łatwiej widziało się wtedy w ciemności też nie pomagało w kontrolowaniu czasu.

- Tobie też dobry wieczór – odpowiedziała mu, a wyglądało to tak, jakby nie zamierzała wcale wracać do tematu, który tak bezczelnie, bez żadnego „cześć”, „miło cię widzieć” czy co tam się jeszcze mówiło, zaczął. Guinevere była szczupłą i dość wysoką kobietą, sięgającą metra siedemdziesiąt pięć… albo osiem? Jej długie i opalone nogi skryte były teraz pod zwiewną, wzorzystą sukienką. Gdy się na nią patrzyło… To ni cholery nie można było stwierdzić, że ma się do czynienia z uzdrowicielką, nie wyglądała też na wróżbitkę, ani tym bardziej na historyka. Pchnięte nogą krzesło złapała za oparcie i odsunęła bardziej, by zaraz się na nim rozsiąść, odrzucając na plecy przez ramię kosmyki dość długich, ciemnych włosów. Dopiero wtedy uniosła spojrzenie ciemnych oczu na Cathala. - Byłam. I jak ci się podoba? – no nie, Shafiq niewiele miał z dżentelmena, to prawda. Z niego był taki dżentelmen, jak z niej mistrzyni uroków. - Jedz spokojnie, praca nie ucieknie – brzmiała na rozbawioną, bo zobaczyła, że ma przed sobą właściwie pełny talerz. Zresztą gestem zawołała kelnerkę, którą poprosiła  o karkade. - No chyba, że tak ci się spieszy – odparła i złączyła palce obu dłoni w trójkąt. Wyglądała na rozbawioną.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#3
25.08.2023, 22:28  ✶  
Dla niego egipskie noce najpiękniejsze były na pustyni. Niebo niekiedy wcale nie wydawało się nad nią czarne, a buchało dziesiątkami odcieni czerni, granatu i szarości, miliardami gwiazd, układającymi się w konstelacje, które rozpoznawał, ale którym nie umiał nadać nazw. Łączyło się z wydmami, i zdawało się, że gdyby pójść przez pustynny piach dostatecznie daleko, udałoby się go dotknąć.
To był jeden z wielu cudów świata – tych, które Cathal nie tylko musiał, ale też chciał zachować w pamięci.
Uśmiechnął się tylko nieco szerzej, kiedy powiedziała to „też dobry wieczór”, drobny i wcale nie zaskakujący przytyk. Zmierzył ją spojrzeniem jasnych oczu, gdy siadała, a potem przysunął własne krzesło do stolika, by pochylić się nad faktycznie nietkniętą jeszcze porcją. W obozie badawczym mieli ograniczone możliwości pod tym względem, a choć teleportacja otwierała wiele możliwości, Cathal od paru dni nie jadł naprawdę porządnego posiłku. Zamierzał więc skorzystać z tej okazji.
- Dobre widoki – oświadczył, ruchem głowy wskazując na okno, na roziskrzone niebo, na wody Nilu, odbijające gwiazdy, na zarys ciemnych budynków, pośród których tylko niektóre były rozświetlone, zapewne w większości przez świece. – Ciekawy wystrój. Okaże się, czy dobre jedzenie. Poza tym piękna kobieta przy stoliku, na co więc narzekać? – uzupełnił, sięgając po nóż i widelec. To nie był właściwie flirt, bo Shafiq nie był wprawdzie mnichem, ale też nie kobieciarzem: ot luźna uwaga.
– Jest sens śpieszyć się gdziekolwiek w Egipcie? – zapytał retorycznie, nim uniósł do ust pierwszy kawałek mięsa. Nie, nie spieszył się. Cathal zresztą rzadko działał w pośpiechu: głównie wtedy, kiedy zmuszały go do tego okoliczności. Był raczej człowiekiem dokładnym, który nie lubił załatwiać czegokolwiek po łebkach i nie żył w pędzie. Poza tymi chwilami, gdy ktoś gdzieś uaktywniał pułapkę i trzeba było uciekać przed latającymi ostrzami, ale takie rzeczy na szczęście w pracy archeologa, nawet magicznego, zdarzały się bardzo, bardzo rzadko – dużo rzadziej niż całe godziny spędzane na oczyszczaniu jednej tablicy, pobieraniu próbek i odszyfrowywaniu tekstu.
Zaplanował więc na to spotkanie wystarczająco dużo czasu, by wystarczyło na jedzenie, grzeczności, a także dokładnie omówienie wszystkich zapisków, jakie znaleźli i odszyfrowanie znaczeń, które kryły się w prastarej przepowiedni. I obojętne, czy się spełniła, czy nie, czy może jakimś cudem miała dopiero się spełnić.
Liczyło się tylko to, by ją zrozumieć.
Kelnerka uwinęła się szybko – jak nic mieli doskonałych kucharzy, oczywiście używających magii – przynosząc Guinevere jej zamówienie, a Cathalowi jeszcze kawę po turecku. Sięgnął po filiżankę i wciągnął woń głęboko w płuca.
– Jedzenie przyzwoite, kawa o doskonałym zapachu – dorzucił jeszcze do swojej wcześniejszej opinii na temat tego miejsca. – Symbole, które znaleźliśmy w starożytnym tekście, mogą być w istocie treścią przepowiedni. Mój problem polega na tym, że choć rozumiem sam język, nie jestem wróżbitą.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#4
26.08.2023, 10:36  ✶  

Musiałaby się zgodzić z Cathalem – bo noce nad pustynią były właśnie tymi najpiękniejszymi, kiedy światło miasta w niczym nie przeszkadzało. Ale choć w Kairze były nieco przyćmione, to i tak Guinevere uważała je za (prawie) najpiękniejsze, a jeśli mówić o Egipcie ogólnie, to konkurencji nie miał żadnej. Może to jej poczucie narodowości, w końcu od urodzenia była Egipcjanką, cóż z tego, że od strony ojca zawieszona też gdzieś tam w Anglii. Jej dom był tu, w Egipcie. Czuła się tutaj jak ryba w wodzie… albo jak skorpion w piasku, zależy kto pytał. Na szczęście nie miała problemu by odnaleźć się i w innych miejscach, a skoro od dziecka uczyła się w zasadzie dwóch języków, bo arabskiego i angielskiego, to nie było problemu by dogadać się gdziekolwiek. Pamiętała jak jej rodzice zastanawiali się, czy zostanie jej zesłany sen z Uagadou, czy może dostanie list z Hogwartu – w obu przypadkach musiała władać angielskim, najwyraźniej świat czarodziejów już dawno zgadzał się do tego, że trzeba się posługiwać jednym językiem, a nie siedmioma tysiącami. Sen z Uagadou był rzecz jasna pierwszy, więc to tam poszła do szkoły, mocniej kotwicząc ją w Afryce na dłużej i niejako kierując jej przyszłą karierą zawodową, którą również rozpoczęła właśnie tutaj.

Przytyk z jej strony mógł być jak najbardziej spodziewany, w końcu nie poznali się dzisiaj, a Ginevra nie miała w zwyczaju gryźć się w język. Może nie mówiła wszystkiego co jej ślina na język przyniesie, ale była po prostu zadziorna. Odwróciła głowę w stronę okna i wyjrzała na rzekę, wzdłuż której jeszcze niedawno szła, i na linię horyzontu majaczącą w oddali, zasłoniętą budynkami. Gwiazd na szczęście nie przysłaniały. Widoki zaiste były dobre.

- Możesz narzekać na wiele różnych rzeczy – stwierdziła po prostu, kiedy na powrót skupiła na nim swoje spojrzenie. To było gdzieś przy „piękna kobieta przy stoliku”, na co uśmiechnęła się mimowolnie jednym kącikiem ust. Nawet jeśli byłby to flirt, to Ginny nie miałaby nic przeciwko…. Nie, nie prawda. Miałaby, gdyby to przeszkadzało jej w pracy. - Do pełni zasmakowania miejsca powinieneś poprosić jeszcze o sziszę – poradziła mu jeszcze. Powinno mu się spodobać, tym bardziej że palił jak smok.

- Oczywiście. Do starych ruin, nim dopchają się do nich mugole – wiedziała, że Cathal pytał się retorycznie, ale nie mogła się powstrzymać, musiała mu odpowiedzieć. Jej mina wskazywała zresztą dobitnie na to, że bawiła się przy tym zbyt dobrze. To była taka zaczepka. Tak po prawdzie, to Shafiq wyglądał, jakby nie jadł od tygodnia, tak szybko te koftę pochłonął… Ale to chyba po prostu mężczyźni (zwłaszcza jego postury) tak mieli. Albo jednak spieszył się do omówienia odszyfrowanych tekstów. Guinevere w spokoju popijała swoją herbatę.

- Ach, już rozumiem. Cały czas się zastanawiałam co takiego się stało, że akurat konkretnie ze mną chciałeś omówić tekst – nie znała się wszak na starożytnych runach, nie umiała ich odcyfrowywać. Znała się za to na innych symbolach i rysuneczkach, których potrafiło być sporo we wszelkich ruinach. Kiedyś znacznie bardziej zawierzano mistycyzmu niż obecnie, wszak dużo ludzi uważało, że wróżbiarstwo to dziedzina szarlatanerii, a nie magii. Byli po prostu ślepi na szepty Trzeciego Oka. - Masz go przy sobie? – pytała w zasadzie niepotrzebnie, bo była pewna, że miał. Cathal, jeśli na czymś mu zależało, to zawsze był przygotowany.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#5
26.08.2023, 14:01  ✶  
– Na śmierć i podatki na przykład. A także na upał i arabskich sprzedawców – przytaknął Cathal znad swojej porcji, która zaiste znikała z talerza błyskawicznie. Shafiq był zwyczajnie głody, bo wprawdzie w tym tygodniu jadł, ale dziś od śniadania nie. Załatwiał w mieście trochę spraw, a i żar lejący się z nieba nie sprzyjał apetytowi: w egipskim lecie najwięcej jadł zwykle tuż przed świtem, kiedy piasek pustyni nie zdążył jeszcze nagrzać się po nocy i gdy słońce ginęło już za horyzontem, a nieznośny upał przemijał. Teraz, gdy zapadła egipska noc, sytuacja przedstawiała się nieco inaczej. – Ale w tej chwili to pierwsze mnie nie grozi, angielskie Ministerstwo Skarbu zostało za morzem, zaszło słońce i niczego nie kupuję – podsumował.
Próbował już i sziszy. Był w Egipcie wystarczająco długo i opuszczał obóz – teleportując się zwykle – dostatecznie często, aby ten lokalny specyfik przyciągnął jego uwagę. Zwłaszcza, że kawa i tytoń stanowiły dwie słabości Cathala, pomagając mu trzymać nerwy na wodzy i, przede wszystkim, nieco lepiej panować nad umysłem, który czasem pamiętał nazbyt wiele. Teraz jednak pokręcił głową.
– Może następnym razem – skwitował Shafiq, bo w tej chwili mieli jeszcze do omówienia i sprawy służbowe, a chociaż szisza nie była narkotykiem i nie przytępiała zmysłów jak one, nie chciał ryzykować, że wpłynie na jego umysł podczas rozmowy o interesach. – Dlaczego? – spytał przekornie na jej stwierdzenie. – Uruchomią pułapki i klątwy, ułatwią nam robotę, a potem i tak dostaną oblivate.
Trochę wyolbrzymiał, bo ostatecznie zwykle wolał pracować w takich miejscach, zanim mugole wejdą do środka. Z konieczności niekiedy współpracowali z mugolskimi historykami i nawet wiedzę jednego czy dwóch Cathal szanował. Ale było to „trochę” wyolbrzymione, bo jednak uważał siebie i każdego czarodzieja za od mugoli lepszego, nie płakałby nad kimś, kto zginął na skutek pojawienia dodatkowej głowy w komnacie nagrobnej jakiegoś magicznego kapłana i zdecydowanie nie wahał się przed ciskaniem na prawo i lewo oblivate w mugoli, gdy uznawał to za konieczne.
Upił łyk swojej kawy po turecku, smakującej kardamonem i cynamonem. Anglicy byli królami herbaty, ale jeżeli chodziło o kawę, zdaniem Cathala nie umywali się do wielu innych krajów świata. Odchylił się na krześle i leniwe spojrzenie niebieskich oczu przesunęło się po wnętrzu, ale nie, nie ściągali jakiejś specjalnej uwagi. Owszem, Shafiq wyróżniał się tu, wzrostem, skórą – nawet spalona przez słońce zdradzała Europejczyka – i przede wszystkim jasnymi włosami, ale co najwyżej czasem ktoś na niego spojrzał, a i nie był jedynym obcokrajowcem w knajpie. Wątpliwe, by ktoś zamierzał słuchać ich rozmowy.
Ponieważ jednak ludzie przy najbliższym stoliku rozmawiali po arabsku, Cathal przeszedł na angielski.
– Mam tekst tłumaczenia i wypisane symbole, co do których mamy wątpliwości. Ale możesz skończyć, zanim na nie spojrzysz – stwierdził, wskazując na jej zamówienie, bo nie, naprawdę nie planował odbywać tego spotkania w nadmiernym pośpiechu. Chciał odpowiedzi, nie musiał jednak uzyskiwać ich w ciągu najbliższych pięciu minut.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#6
26.08.2023, 17:51  ✶  

- Kto wie… Może akurat czyha na ciebie śmierć… Mogę ci powróżyć i rozwiać wątpliwości, jeśli chcesz – stwierdziła, całkiem rozbawiona tą rozmową. Bo z tą śmiercią to różnie bywało, a byli tacy wróżbici, którzy uparcie każdemu przepowiadali rychłą śmierć, bo zobaczyli w kuli albo fusach ponuraka. Albo coś co mogło udawać ponuraka. - Mogę to zrobić całkowicie nieodpłatnie, tym bardziej, że kawę już masz… - i poruszała brwiami, sugerując, że to propozycja jedna na milion, nieeemalże nie do odrzucenia. - A zapłaciłeś już za to o? – wskazała głową jego na wpół pusty talerz i zdobiony mały kubeczek z kawą, do której zresztą Cathal dostał jeszcze rachatłukum. Na przyjezdnych zawsze robiło to wrażenie, choć większe było wtedy, kiedy robiono pokaz parzenia kawy w gorącym piasku. Ale Nefret już się tego naoglądała przez całe swoje życie. Tak czy siak… jeszcze mogło dojść do targowania się, w końcu Egipcjanie mieli to we krwi i gotów byli się przekrzykiwać jak przekupki na targu. Tego jej zawsze brakowało w sztywnych jak kij w rzyci damulkach i dżentelmenach w Wielkiej Brytanii – werwy, ekspresji…

- Jak to dlaczego. Otworzą pomieszczenia, których otwierać nie powinni, nieostrożni jak dzieci, i żegnajcie bezcenne kolorowe malunki, niczym nie zabezpieczone. A bo to raz zepsuli dzieła sztuki? Albo popsuli coś tak, że prawie się nie da tego naprawić? – obliviate to był najmniejszy problem w tym wszystkim, naprawdę. Bo były szkody, których naprawić się nie dało, albo wymagało to ogromnego nakładu pracy, który można było przeznaczyć na studiowanie na przykład grobowca, a nie doprowadzaniu go do stanu wyjściowego. Czarami można było wszystko ładnie zabezpieczyć, a mugole… Ach, szkoda gadać. Najlepiej i tak było jak otworzyli w 1922 grobowiec faraona Tutanchaomona, a potem wymyślali, że ludzie, którzy do zrobili, zostali przeklęci. W rzeczywistości to czarodzieje tuszowali sprawę, i podobno sporo musiano się nabiegać za wszystkim, co wtedy skradziono. Ginevra sama do obliviate się nie uciekała… nie dlatego, że uważała to za barbarzyństwo, skądże znowu. Po prostu była całkowitym antytalentem rzucania wszelkich uroków. Na szczęście byli inni, którzy się w tym specjalizowali, ona mogła zajmować się innymi rzeczami, a nie użerać się z mugolami.

McGonagall przekrzywiła głowę w bok, kiedy Cathal tak nagle przeszedł na angielski, co uważała za całkiem zabawne, bo i tak wszyscy czarodzieje w Egipcie, którzy uczęszczali do Uagadou, czyli jakaś większość, potrafiła posługiwać się angielskim nie gorzej niż urodzeni Anglicy. Jasne., mówili z akcentem, ale mówili ładnie, płynnie. Wydało jej się to wyjątkowo zabawne, ale nic nie powiedziała. Tylko uśmieszek robił tutaj za komentarz. Kusiło ją teraz przeciągać to picie karkade, żeby chwilę podrażnić Safiqa, ale ostatecznie jej ciekawość wygrała i tylko macnęła ręką.

- Nie martw się, nie poplamię ci twoich tekstów – również przeszła na angielski, skoro to w tym języku chciał się teraz porozumiewać. - Chyba, że opowiesz mi co ciekawego działo się dzisiaj na wykopaliskach, a ja sobie… posłucham.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#7
26.08.2023, 22:54  ✶  
- Ciężko mi uwierzyć w to, że moją przyszłość da się zobaczyć na dnie tej filiżanki – powiedział Cathal, unosząc rzeczoną filiżankę do ust, by wypić kolejny łyk kawy, pachnącej cynamonem. Jeżeli Guinevere chciała bawić się we wróżby, nie zamierzał specjalnie się sprzeciwiać, ale Shafiq należał do tych nieco sceptycznych wobec wróżb i znaków. I to mimo tego, że wiedział – nie wierzył, po prostu wiedział – że istnieli jasnowidze, którzy niekiedy potrafili dostrzec przyszłość zaskakująco dokładnie. – Nie. Sądzisz, że spróbują policzyć mnie podwójnie? – spytał z rozbawieniem, a potem wskazał na nietknięte rachatłukum. – Chcesz?
Sięgał czasem po słodycze, ale nie był wielkim fanem tego egipskiego przysmaku. Chociaż Jamil i zapewne także Nell zareagowaliby na takie stwierdzenie oburzeniem. Sam po mięsie nie miał ani trochę ochoty na słodkości i wolał zadowolić się swoją kawą.
– Tylko te magiczne, królowo – stwierdził, rzecz jasna pijąc do jej imiona, jej dwóch imion, obu odziedziczonych po władczyniach, chociaż oba przyszły z dwóch stron świata. – Nie otworzą żadnej magicznej sali i nie położą rąk na malowidłach, a jedyne, co znajdą, to śmierć.
Zdarzało się im natykać na zwłoki takich złodziei grobowców. Czasem stare, czasem stosunkowo świeże. Często zmutowane, wyposażona na przykład w kilka dodatkowych głów – starożytni mieli zdumiewającą wyobraźnię, jeżeli szło o takie klątwy.
– Obrażasz mnie – oświadczył, chociaż uśmiech przemknął przez jego twarz, jasno wskazując, że wcale nie czuł się obrażony. – Przecież zabrałem tutaj tylko kopie.
Takie, które mogły zostać pobrudzone i które mógł bez problemu jej zostawić, gdyby potrzebowała więcej czasu.
– Obawiam się, że dzisiejszy dzień nie był zbyt ciekawy. Cały tydzień jest zaskakująco spokojny. Nikt nie nadepnął na skorpiona, nie pojawił się żaden czarodziej, chcący zamordować Jamila, bo ten jest mu winny pieniądze. Żadnych opętań ani pułapek. Właściwie spędziłem większość dnia załatwiając sprawunki, a wczoraj siedziałem nad tymi tekstami – przyznał Cathal. A chociaż w ich pracy zdarzały się te skorpiony, było jedno opętanie, mnóstwo pułapek i przynajmniej trzy okazje, gdy ktoś chciał odebrać dług od Jamila… to jednak wiele czasu spędzali po prostu nad obliczeniami, starymi tekstami, spieraniu się albo badaniu jednej komnaty przez dwa tygodnie. W oczach wielu ta część pracy archeologa była zapewne bardzo nudna, Shafiq kochał jednak każdy moment.
Pochylił się i sięgnął do teczki, by wydobyć plik papierów.
– Z tego, co udało mi się przetłumaczyć, jest to przepowiednia o ostatniej prawdziwej królowej Egiptu i upadku kraju – powiedział nieco ciszej, przesuwając tłumaczenie oraz znaki do kobiety. Nie padały żadne imiona ani daty, ale była tam mowa o wielkiej królowej, o dwóch oblubieńcach i wielkich bitwach. Część jednak kryła się najwyraźniej w głębszej symbolice – a Cathal nie wszystkiego mógł się domyśleć.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#8
27.08.2023, 12:11  ✶  

- Człowiek małej wiary – skwitowała go i jego postawę bardzo krótko, bo niemalże ją obraził! Niemalże. Nie była żadną podrobioną wróżbitką w krzykliwym stroju i rozbieganym wzrokiem, może nie potrafiła wieszczyć jak jej matka, jasnowidzka, ale dostrzegała znaki, percepcję miała wyostrzoną na pewne… sygnały, odznaczała się konkretną wrażliwością… Czasami miała przeczucia, lecz nigdy nie zgłębiła tej umiejętności na tyle. Matka mówiła jej, że posiada dar, który się marnuje, ale Nefret tylko machała na to ręką, bo interesowały ją inne rzeczy, ale wróżyć lubiła i to od dziecka. - Kto wie, może na dnie filiżanki kryje się jakaś bardzo ważna dla ciebie wskazówka? – co mu szkodziło? Tym bardziej, że proponowała, ze zrobi to za darmo. To nie była częsta okazja. - Nie wyglądasz jak Egipcjanin, jesteś łatwym celem – do policzenia podwójnie rzecz jasna. Bo kto nie ryzykuje, nie pije kremowego piwa, czy jakoś tak. Odpowiedzią czy chce, było po prostu wyciągnięcie ręki po słodycze i przysunięcie do siebie talerzyka. Nie zamierzała wybrzydzać, bo rachatłukum uwielbiała.

- Różne dziwne rzeczy już się działy. Ale fakt, magicznych raczej nie otworzą. Za to popsują całą resztę – westchnęła. Na mugoli patrzyła po prostu jak na takie dzieci, które chciałyby latać, a nie umieją jeszcze biegać. Pozbawieni odpowiedniej wiedzy i możliwości kręcili się jak we mgle i do niczego sensownego to nie prowadziło. Wkręcało ją wewnętrznie jak natykali się na ich zdeformowane ciała, albo zasuszone szkielety – a gdyby coś takiego działo się przy niej, to wiedziała, że nie umiałaby spojrzeć w bok i po prostu musiałaby pomóc. Mugol czy nie. Dlatego… wolała, żeby się po prostu nie kręcili w jej towarzystwie, bo odejmowało jej to dylematów i niepotrzebnego poczucia winy. Starożytni nie tyle mieli zdumiewającą wyobraźnię, co po prostu nie bawili się w subtelności i ukrywanie społeczności przed niemagicznymi. Na tę „królową” tylko się uśmiechnęła. Czasami miała taką myśl, że jej rodzice srogo przesadzili z doborem jej imion. Ale tak to jest, jak trafi się na pasjonata, a nim z pewnością był Saturnus McGonagall.

- Więc nie martw się, nie poplamię ci tych twoich kopii – poprawiła się z szelmowskim uśmieszkiem, zupełnie niezrażona. Shafiq zaczął jednak opowiadać, więc Guinevere wykorzystała ten czas, by zjeść smakołyki, których on jeść nie chciał, i dokończyć swoją herbatę hibiskusową – kolejny klasyczek na liście egipskich przysmaków. Wyglądała na rozczarowaną, że nikt nie nadepnął na skorpiona, ani nikt nie próbował zamordować Jamila – rzecz jasna śmierci mu nie życzyła! Ale kiedy się takie sytuacje pojawiały, to można było później się z tego śmiać, bo przecinały rutynę pracy na wykopaliskach. Ta rzeczywiście musiała się wydawać postronnym strasznie nudna, ale gdyby McGonagall ją za taką uważała, to może poświęciłaby się w całości wróżbiarstwie i jasnowidzeniu, a nie łażeniu po kolejnych ruinach. Chociaż obecnie Ginevra nie chodziła po ruinach, tylko po muzeach i prywatnych kolekcjonerach; szukała zaginionych mieczy z grobowca, który nie tak dawno temu otwarli. Rzecz jasna szukała ich po to, by je zwrócić na miejsce. Zacmokała jakby z niezadowoleniem, że takie nudy i odsunęła od siebie swoją, pustą już filiżankę.

Miejsce zastawy zajęły papiery od Cathala, nad którymi kobieta zaraz się pochyliła, nieświadomie zakładając luźny kosmyk włosów za ucho, by jej nie przeszkadzał – często tak robiła, to już był trochę taki schemat i odruch. Nie spieszyła się przyglądając się tekstom, wypisanym tłumaczeniom i symbolom. Było ich tam trochę, a odróżnienie znaków pisma od znaków pojawiających się we wróżbiarstwie, nie było wcale taką prostą sztuką, wszak były do siebie diablo podobne, jednak jak zwykle – diabeł tkwił po prostu w szczegółach.

Guinevere widziała je, chmury zwiastujące problemy, gondolę i księżyc mówiące o romansie i miłosnej przygodzie, wieniec oraz liść, które opowiadały o czekających zaszczytach i pomyślności; piramidę, trumnę, orła, okrąg, strzałę, węża, sztylet – w różnej kolejności. Zmarszczyła brwi, przeglądając kartki i układając sobie w głowę treści przetłumaczoną przez Cathala i symbole, które się kręciły i powtarzały.

- Dla mnie brzmi to jako przestroga – zaczęła powoli i przysunęła kartki znowu bliżej Shafiqa. Pokazała mu palcem kilka różnych miejsc. - Patrz tutaj. Chmury, Strzała, Wąż, Sztylet. Problemy, zła wiadomość, nienawiść albo wróg… albo jedno i drugie na raz, do tego bliskie niebezpieczeństwo. Z kolei tutaj mamy romans, zaszczyty, pomyślność, sukces, i zmianę na lepsze – ciemnowłosa przekrzywiła głowę wpatrując się w te wszystkie symbole i znaczenia. - Jest też ślub – dodała, wyraźnie zamyślona. - Kilka z tych symboli mi się nie zgadza, w tym sensie, że myślę, ze chodziło jednak o coś innego. Może miały symbolizować konkretne osoby, a nie mówić o treści przepowiedni? – zasugerowała, głośno myśląc. - Daj mi chwilę – przysunęła kartki znowu do siebie. Ten psotny charakterek schował się, jakby go wcale nie było, gdy była skupiona na kartkach papieru, przyniesionych tu przez Cathala.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#9
27.08.2023, 16:40  ✶  
- Wiara nigdy nie była moją mocną stroną – przyznał Cathal bez oporów. A potem przekrzywił głowę i na jego ustach znowu zamajaczył cień uśmiechu. – Łatwym, mówisz? – spytał z rozbawieniem. Bo tak, Cathal Shafiq wyróżniał się w tłumie na ulicach egipskich miast, ale spędził poza Anglią więcej czasu niż w samej Anglii, wszędzie czuł się u siebie i przede wszystkim: był równie, a może nawet bardziej bezlitosny niż jakiś arabski, mugolski złodziejaszek czy czarodziej, czający się na egipskie skarby.
Do krzywdzenia innych podchodził bardzo pragmatycznie, ale w tym pragmatyzmie brakowało litości.
Jeśli zaś szło o próby policzenia podwójnie, o których zapewne mówiła Guinevre, również nie miało być to tak łatwe. Shafiq był zamożny, ale nie obrzydliwie bogaty, nie wyrzucał pieniędzy w błoto, a co gorsza doskonale wiedział, ile co kosztuje. Nie mógłby zapomnieć, choćby nie wiadomo, jak bardzo chciał.
– Dobrze, przekonamy się więc, czy na dnie mojej kawy pływa śmierć – stwierdził, dopijając resztę zawartości kawy na łyk, nim przesunął ją bliżej wróżbitki. Nie, nie chciał jej obrażać, ale i był człowiekiem, który rzadko udawał, jeżeli akurat nie musiał, a nigdy nie pokładał szczególnej ufności we wróżbach.
Chociaż akurat ta, którą przyniósł kobiecie, nawet mogła być prawdziwa.
Mogła.
Tyle że nie musiała.
Shafiq i w tym, co sam odszyfrował, i w tym, co mówiła kobieta, dostrzegał analogie do historii Egiptu. Do tej, którą dało się uznać za jego ostatnią królową – a przynajmniej ostatnią królową, nim kraj wpadł pod wpływy Rzymian. Zdawał sobie jednak sprawę z tego, że tak działały ich umysły: doszukiwali się pewnych rzeczy, znaków, schematów, nawet jeżeli ich nie było. Bo tak, Kleopatra miała dwóch ukochanych, a gdy doszło do finałowej bitwy, Egipt skończył pod rzymskimi wpływami. Były w jej historii problemy, wrogowie, nienawiść, romans, zaszczyty, a nawet dosłownie wąż, który miał wedle opowieści przynieść śmierć.
Tylko czy ta historia naprawdę do niej pasowała?
To był problem z przepowiedniami, po fakcie łatwo było doszukać się w nich „czegoś więcej”. Na całe szczęście, Cathala w tej chwili niezbyt interesowało, że nadworny kapłan królowej wygłosił prawdziwe proroctwo, ale raczej jego treść i wszystko, co się z tymi cennymi zapiskami wiązało. (Choć bez wątpienia było coś fascynującego w myśli o wieszczu, który trzy tysiące lat wcześniej przewidział upadek swego kraju.)
– Gdyby po traktować to jako prawdziwą przepowiednię, odnosiłaby się zapewne do Kleopatry. Miała dwóch egipskich mężów, z których jednego zresztą kazała zamordować. A jej romanse z cezarem oraz Markiem Antoniuszem są słynne wśród mugoli. Można sprzeczać się natomiast do tego, czy była „ostatnią królową Egiptu”, bo za ostatniego faraona uważa się jej syna.
Który zresztą też nie pożył długo. Miał zaledwie siedemnaście lat, gdy zamordowano go z rozkazu Oktawiana.
– Ale niezależnie od tego, czy to przestroga, prawdziwa wieszczba czy tylko majaczenia pijanego starca… jestem ciekaw jej dokładnych znaczeń. Możesz zatrzymać te notatki, jeżeli potrzeba ci więcej czasu – oświadczył, odchylając się nieco na krześle. Odruchowo sięgnął po papierosa, ale zamarł i zerknął na Guinevere. Powiedzmy, że jakieś ostatki dobrych manier jeszcze się go trzymały, a w końcu nie wypadało palić przy tym samym stoliku, przy którym siedziała kobieta, jeżeli jej to przeszkadzało. To że do tych zasad stosunkowo rzadko się stosował, nie oznaczało, że absolutnie ich nie znał. A poza tym całkiem cenił wiedzę McGongall, była niezłą historyczką i lepiej od Cathala znała miejscową kulturę, będąc częścią tutejszego świata. – Będzie ci przeszkadzać? – spytał więc.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#10
27.08.2023, 19:48  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.08.2023, 19:54 przez Guinevere McGonagall.)  

- Na całe szczęście to czy w coś wierzysz czy nie, nie ma żadnego znaczenia – bo byłby to pierwszy przypadek, kiedy niewiara miała jakąkolwiek moc. Pokiwała jeszcze głową, na znak, że tak, jest łatwy – do zobaczenia i uznania za cel, który można oszukać, rzecz jasna. Istniała jednak szansa, że ta kelnerka pomyśli dwa razy czy warto go oszukać, skoro siedziała z nim przy stoliku ewidentnie Egipcjanka… Czy tam pół. Na pewno wyglądała bardziej na tutejszą niż on.

Przysunęła do siebie filiżankę i spodeczek od Cathala z maluteńkim wyrazem satysfakcji na twarzy. Ujęła filiżankę w lewą dłoń, uszkiem w prawą stronę i zakręciła nią trzy razy w stronę przeciwną do kierunku wskazówek zegara. A potem nakryła ją spodeczkiem i odwróciła do góry dnem, pozwalając by reszta płynu wyciekła. Widać było pewność w jej ruchach, wprawę kogoś, kto nie robi tego pierwszy raz, brakowało też nerwowego zerkania na boki jak na egzaminie z wróżbiarstwa w szkole. Odwróciła z powrotem filiżankę i zerknęła do środka.

Przez moment milczała.

- Widzę grabie. Musisz się zorganizować, w innym wypadku może ci przejść koło nosa okazja, na którą czekasz, albo którą teraz uważasz za nieważną, zaś w przyszłości okaże się istotna. Zastanów się nad twoimi priorytetami – odłożyła filiżankę na spodek i spojrzała na Cathala nieco złośliwie. - Albo po prostu patrz gdzie leziesz, bo zamiast nadepnąć skorpiona, może wejdziesz w jakieś narzędzia na wykopaliskach i trzeba ci będzie składać do kupy nogę.

To była prawda: po fakcie łatwo było przypasować sobie symbole do tego, co miało już miejsce i wytłumaczyć sobie pewne zjawiska. Sztuką było spojrzeć ponad to i zdaje się, że właśnie do tego Shafiq potrzebował jej niecodziennych umiejętności. No bo który archeolog parał się tak całkowicie nieprzyziemną sztuką, jak wróżbiarstwo? A jednak – najwyraźniej każde umiejętności mogły być czasami przydatne, nawet to. Tak jak animagia. Guinevere dużo łatwiej było się gdzieś dostać, nacisnąć jakąś zapadnię, albo nie nacisnąć jej wcale, niż rosłemu człowiekowi. No i fakt, że potrafiła przetrasmutować tylko część ciała, też był niezwykle przydatny.

- Tak, znam tę historię – ktoś, kto mieszkał w Egipcie, kto pochodził z Aleksandrii, nawet jeśli był czarodziejem, musiał ją znać. - Pochodzę z Aleksandrii – wyjaśniła mu i uśmiechnęła się, unosząc jeden kącik ust w górę. - Podobno to tam właśnie zmarła Kleopatra – dodała i ponownie pochyliła się nad tekstami. Na krótko, bo Cathal znowu się odezwał. - Nie będzie – zapewniła go i ponownie opuściła wzrok. Była przyzwyczajona do dymu, głównie sziszy. Papierosy nie stanowiły dlań problemu, chociaż… śmierdziały nieporównywalnie bardziej. Szisza przy nich pięknie pachniała. Odezwała się ponownie dopiero po kilku minutach. - Moim zdaniem symbol Piramidy tutaj nie jest częścią symbolu wróżbiarskiego, tylko po prostu oznacza kraj, Egipt – powiedziała. Na pewno miało to znaczenie dla odbioru całego tekstu. - Tak samo Orzeł. Sądzę, że to oznaczenie na Rzym. Nie zrozum mnie źle, to nadal część przepowiedni… albo przestrogi, zwał jak zwał. Po prostu interpretowałabym to inaczej, nie jako suchy znak z wróżby – magia symboliki. Mogły tak wprowadzać w błąd jak prowadzić do skarbu, kwestia tylko tego, by dobrze wszystko zinterpretować. - Czego jestem pewna, to tego, że mowa jest o niebezpieczeństwie oraz zdradzie pochodzącej z bliskiego otoczenia. To nie brzmi jak majaczenia pijanego starca – uniosła w końcu spojrzenie ciemnych oczu na blondyna. - Wezmę je ze sobą, dobra? Pomyślę nad tym. To bardziej zawiłe niż z początku myślałam. Mnóstwo niuansów i trzeba brać poprawkę na to, że kiedyś posiadano nieco inną wiedzę, niż dysponujemy nią teraz. Muszę się nad tym zastanowić.


Rzut Symbol 1d258 - 55
Grabie (zorganizuj się)
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cathal Shafiq (3195), Guinevere McGonagall (3568)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa