Bulstrode,
- najwyraźniej problem dotyczy wszystkich, którzy wzięli udział w rytuale - jeśli ktoś wszedł na ten słup, obie strony są pod wpływem magii, ciągnie je do siebie, czują gdy drugiej zagraża niebezpieczeństwo i gdy ich "zdradza", nawet jeżeli o żadnej zdradzie nie może być mowy, bo nic ich nie łączy
- jeżeli ktoś spadł i nie wrzucił wianka na górę albo nie podeszli do siebie później, jest jeszcze gorzej, więc można uznać, że mieliśmy szczęście - najwyraźniej wtedy wprawdzie nie czujesz, kiedy druga osoba jest zagrożona, za to wpada się w skrajne przygnębienie i wariuje się na punkcie nieodwzajemnionej miłości (mogę powiedzieć z całą pewnością: cieszę się, że nie spadłam z tego słupa. Oboje musielibyśmy chyba popełnić samobójstwo)
- napisałam do jednej Macmillanówny z kowenu, twierdzi, że "jeśli mój wybranek jest łajzą", istnieje szansa na przerwanie tego, ale jeżeli dobrze rozumiem, może też przejść samo, bo pisała o "chwili". Dla pewności spróbuję dopaść kogoś z Departamentu Tajemnic, bo wolałabym nie korzystać z usług kapłanek i nie rozpuszczać plotek na cały Londyn, poza tym nie wiem, czy jej wierzyć - twierdzi też, że to nie sprawka Voldemorta? W takim razie czyja to miałaby być sprawka?!
PS. Dziś też nie zrobiłam tego specjalnie, nie sądziłam, że ktoś spróbuje napaść sklep na Nokturnie akurat, gdy Brygadzistki będą przesłuchiwały właściciela. Poważnie, zauważyli nas dopiero, jak oznajmiłam, że są aresztowani.