• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6
[Bal Longbottomów, 18.03.1972] Posiadłość rodziny Longbottomów, sesja zbiorowa

[Bal Longbottomów, 18.03.1972] Posiadłość rodziny Longbottomów, sesja zbiorowa
prodigal daughter
I knew one day I'd have to watch powerful men burn the world down
I just didn't expect them to be
such losers
wiek
31
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
landlord, ex-auror
Wysoka na 175cm, jasnowłosa zjawa. Jest niezwykle szczupła, wręcz na granicy chorobliwości; lekko zapadnięte policzki ukrywa dobrze dobranym makijażem, którego nieodłączną częścią są usta pomalowane czerwoną szminką. Włosy ma proste i długie, sięgające lędźwi, zwykle nosi je rozpuszczone. Zawsze bardzo elegancko ubrana, najczęściej w stonowane barwy - nie jest zwolenniczką jaskrawych odcieni i mieszania kolorów. Nie lubi też przepychu; widać, że nie szczędzi pieniędzy na dobrej jakości ubiór, lecz nie obwiesza się biżuterią i tym podobnym. Porusza się bardzo zgrabnie, ale pewnie. Zawsze patrzy ludziom prosto w oczy podczas rozmowy, mając przy tym ciemne, przenikliwe spojrzenie. Zwykle mówi w bardzo spokojnym, niskim, nieco zachrypniętym tonie. Ma bardzo przejrzysty akcent, wyraźnie wymawia słowa, po sposobie mowy słychać, że to ktoś z dobrego domu, ktoś świetnie wykształcony.

Eden Lestrange
#51
09.11.2022, 00:51  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.11.2022, 00:51 przez Eden Lestrange.)  
Nie była pewna, czy będzie się dobrze bawić. Nawet mimo życzeń Brenny (która przecież była zbyt infantylna w swojej słodyczy, by potrafić skłamać na tym polu) przeczuwała w kościach, że coś pójdzie nie tak. Ostatnimi czasy psychicznie czuła się tak, jakby stąpała po kruchym lodzie. Raz już wpadła do mrożącej krew w żyłach wody, czego świadkiem był jej mąż. Nie mogła obiecać ani sobie, ani żadnemu nieszczęśnikowi, który wpadnie na nią tego wieczoru, że to się nie powtórzy.
Odciągnęła Williama od Longbottomów, zdecydowanym ruchem przyciągając go za rękę do siebie. Przez ułamek sekundy stykali się ciałami, by mogła posłać mu dyskretne spojrzenie z gatunku nie chcę tu być. Miała nadzieję, że rok separacji nie sprawił, iż mąż zapomniał, co takie drobne gesty znaczą. Eden była lwicą salonową, ale zdecydowanie nie był to dar, o który się prosiła. Nawet nie wiedziała, co ją motywowało do pojawiania się na tych wszystkich imprezach. Może tak bardzo potrzebowała żerować na cudzym nieszczęściu, że celowo udawała się w miejsca oblegane tłumnie, gdyż gwoli zasadom statystyki tam właśnie było największe prawdopodobieństwo, że ktoś się potknie i rozwali sobie głowę?
Ciągnęła go za sobą przez pół sali, próbując odnaleźć pośród gości Sacharissę. Zniknęła jak kamfora? Rozpłynęła się w powietrzu? Mogła ponownie założyć się o jedną z nóg, że gdzieś ją tutaj widziała. A może ma już zwidy? Może widok półnagich pleców Idy zupełnie odebrał jej rozum?
Odwróciła głowę mimowolnie, chcąc odszukać aurorkę wzrokiem raz jeszcze. Spojrzała w miejsce, w którym stała ostatnim razem, lecz Moody też zniknęła. Eden potrząsnęła głową, chcąc przywołać się do rozsądku.
Ogarnij się, zganiła samą siebie. Zużyła swoją ostateczną broń niekontrolowanej histerii na naprawę tego małżeństwa i nie miała nic więcej w swoim arsenale. Ponadto wiedziała, że drugi taki popis już nie zadziała.
- Nie mam pojęcia, gdzie przepadła - oświadczyła wreszcie, zatrzymując się w rezygnacji. Nie zauważyła, że podczas swoich burzliwych przemyśleń nieustannie ściskała dłoń męża, kurczowo na tyle, że nie zdziwiłaby się, gdyby odcięła mu dopływ krwi do palców. Spojrzała na niego przepraszająco, luzując uścisk. - Nieistotne, w przyrodzie nic nie ginie, nawet Sachy. W międzyczasie znajdziemy coś do picia - oświadczyła, nie zostawiając Williamowi pola do decyzji. Z perspektywy osoby trzeciej prawdopodobnie wyszłaby na okrutnie terytorialną, ale wtajemniczeni wiedzieli, że pan Lestrange nie miał nic przeciwko. Pozostawiony sam sobie z możliwością wyboru kręciłby się w miejscu przez kolejne pięć minut, próbując przypomnieć sobie, jak się rusza do przodu.
- Nie zaczynaj - ucięła krótko, słysząc komentarz o kitlu. Spojrzała na mężczyznę jak zmęczona życiem matka, która nie miała czasu na żadne wybryki. Stary nawyk ostatniego roku odezwał się, już zaczęła się gotować, przez chwilę przekonana, że znowu mówi coś głupiego, by ją celowo zdenerwować i wszcząć kłótnię. Aż wreszcie westchnęła, by uśmiechnąć się z rezygnacją w oczach.
Przecież on żartował.
- Nie wiem, czy zauważyłeś, ale ogólnie klimat jest raczej szpitalny - zaczęła z uśmiechem, żeby zreflektować się za wcześniejszy, opryskliwy ton. Zatrzymała się przy jednym ze stołów. - Jedni przychodzą w kitlach, drudzy zabierają dziadków z geriatrii, żeby choć raz coś mieli od życia - oświadczyła, skinieniem wskazując stojącego nieopodal Perseusa Blacka, który wspierał się na swojej lasce. Parsknęła pod nosem cicho, rozbawiona swoim własnym żartem, po czym chwyciła dwa kieliszki z winem, by jeden podać swojemu mężowi. A nie powinna się śmiać, przecież wiedziała na własnej skórze, że niefajnie się śmiać z kulawych.


I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show

~♦~
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#52
09.11.2022, 10:48  ✶  
Nim Brenna ruszyła na scenę, na słowa Cedrica odnośnie pierścionka - nie mogąc się powstrzymać - z westchnieniem poklepała go po głowie.
Czasem zapominała, że był już cały dorosły i tak dalej.
- Płaci się później, skarbie. I w razie potrzeby pożyczę ci pięćdziesiąt galeonów.
Jak trzeba, to i na wieczne nieoddanie. Czego się nie robi dla przyjaciół. Chociaż na pewno przychodziło jej to łatwiej dzięki temu, że mieszkając w rodzinnym domu i rzadko kupując nawet jedzenie, całą pensję miała dla siebie...

Brenna tak naprawdę była dość typową dziewczyną z dobrego domu: niczym nie wyróżniającą się na tle innych. Nie była nawet szczególnie charyzmatyczna, robiła zaledwie za tło wydarzenia - to jej brat był tym, który przyciągał spojrzenia i nawet zamaskowała uśmiech, unosząc do ust kieliszek, gdy wzniósł toast (zamoczyła zaledwie wargi: nie mogła się upić tego wieczora), wywołany świadomością tego, jak wiele oczu kieruje się ku niemu.
Nawet teraz, stojąc na scenie sama, gdy on się wycofał, tak naprawdę... odgrywała preludium do czasu, aż znowu wejdzie główny aktor. Ach, finał licytacji.
Nie mogła się doczekać aż zobaczy jego minę.
Atreus miał rację, że się spieszył - Brenna faktycznie nie zamierzała przemawiać długo, nie tylko dlatego, że nie uważała się w przeciwieństwie do brata za dobrego mówcę. Przede wszystkim doskonale wiedziała, że goście przyszli tutaj nie słuchać jej, a napić się, zjeść coś dobrego, zatańczyć i sprawdzić, czy nie zainteresuje ich jakiś fant. Nie słuchać tego, co miała do powiedzenia.

Start licytacji



- Podpisanie dokumentów, dotyczące wylicytowanych przedmiotów oraz ich odbiór lub dostarczenie przez nas będzie możliwy albo teraz, albo po balu, w dogodnym terminie - poinformowała jeszcze tylko. Ktoś mógł w końcu chcieć zabrać coś od razu, ale Brenna też nie chciała zmuszać nikogo do załatwiania papierkowej roboty podczas zabawy ani dźwigania czegoś z powrotem na plecach. Po samej licytacji wręczała więc jedynie poświadczenia zdobycia danego przedmiotu.
Erika zostawiła chwilowo w spokoju. Biedny Longbottom mógł równie dobrze przyłączyć się do niej, jeśli nie dostał tam zawału (jeszcze), jak i ruszyć zabawiać gości (Elliota, znaczy się).
- Naszą licytację rozpoczniemy od obrazu autorstwa niezwykle utalentowanej Loretty Lestrange, podarowanego przez samą artystkę. Wierzę, że jej nazwisko nie może być wam obce. Obecnie został wyeksponowany na sali, abyście mogli się mu przyjrzeć. Cena wywoławcza wynosi trzydzieści pięć galeonów - zapowiedziała Brenna, dłonią wskazując na jeden z dwóch obrazów, zawieszonych w pobliżu listy darczyńców. Loretta była w społeczeństwie czarodziejów sławna, posiadała własną galerię, a jej prace cieszyły się dużym wzięciem.
Duży obraz przedstawiał ludzkie głowy, z których ku niebu wyrastały szalenie różne, barwne kwiaty, główkami odchylone w kierunku bezkresnego, acz skażonego masywem chmur błękitu. Dobór kolorów i kreska wyraźnie pokazywały kunszt artystki.
Tymczasem dwie osoby już wynosiły z sąsiedniego pomieszczenia manekiny, na których ustawiono suknie: jedną, ciemną jak noc i drugą, zmieniającą barwę na przestrzeni materiały, przepięknie zdobioną.
- Suknie, podarowane przez pannę Seraphinę Prewett, bez wątpienia jedną z czarodziejek o najlepszym wyczuciu mody w Anglii - kontynuowała Brenna z uśmiechem. - Suknia numer jeden, ozdobiona piórami abraxanów z prywatnej hodowli Prewettów, czterdzieści galeonów. Suknia numer dwa, prosto z paryskich salonów, wykonana z jedwabiu. Trzydzieści pięć galeonów.
Kolejny przedmiot pojawił się kierowany różdżką gospodyni - w pięknie zdobionym, szczelnym pudełku, które otworzyło się wraz z ruchem dłoni Brenny. W środku znajdowała się ozdoba do włosów, kunsztownej roboty, imitująca roślinny wzór.
- Wykonana z różowego złota, diamencików oraz pereł ozdoba do włosów, podarowana przez rodzinę Potterów, słynącą z wielkiej o te włosy dbałości. Dzieło nieżyjącego już jubilera z rodu Filtwicków, którego zakład jubilerski spłonął w roku 1945, bezpowrotnie zaprzepaszczając tajemnice jego rzemiosła. Cena wywoławcza czterdzieści pięć galeonów.
Tak, Brenna albo jej matka prawdopodobnie wierciły dziurę w brzuchu tamtejszej stronie rodziny aż ofiarowano im coś ładnego. Może dla świętego sposobu, może dla reklamy, wszak rodowy majątek zdobyto właśnie na szamponach. Biorąc pod uwagę jej rozmowę z Seraphiną o ozdobach do włosów, unikalnych rzeczach i tym, że postara się o coś, co ją zainteresuje - istniała spora szansa, że o znalezienie się tego przedmiotu na licytacji zadbała Brenna.



/Zasady licytacji:
1. Puszczam w poście po parę przedmiotów, by każdy miał szansę czymś się zainteresować, a nie trwało to wieki. Drobna zmiana kolejności wobec zapowiedzi, ale będą wszystkie rzeczy, które wymieniałam!
W kolejnej turze pojawią się: zegar, wejściówka do kasyna, złota, duża brosza w kształcie serca z zakładu, gdzie pracuje Viorica i być - może - pierścionek.
2. Jeśli coś chcecie zalicytować: podajcie nazwę przedmiotu, sumę, jaką oferujecie i podkreślcie tę akcję w poście. Zaznaczcie też, czy będą o przedmiot walczyć. Jeśli wam zależy, a nie wiecie, czy dacie radę licytować dalej w kolejnej turze - odezwijcie się na priv z info, jak bardzo w skali od 1 do 6 będą licytować. Nie musicie podawać kwot, do jakich będziecie licytować, nie wnikajmy w kasę aż tak
3. W razie dużego zainteresowania jednym itemem, będę omawiać sytuację z graczami (biorąc pod uwagę upór postaci, jej możliwości finansowane, możliwość dorzucenia czegoś do puli, by postać dostała coś podobnego)
4. W przypadku, gdy nikt nie wyrazi chęci licytacji - przyjmuję, że albo npc, albo ktoś z rodziny Longbottom wylicytuje za cenę wywoławczą
5. Co do cen, strzelam na podstawie tego, że podglądowo, w HP była mowa, że 1 galeon to około 5 funtów czyli ok. 25 zeta. Do tego dochodzi fakt, że w 70 latach była wyższa wartość pieniądza. Dość drogie różdżki to 7 - 10 galeonów. Nie wnikajmy za bardzo, czy dobrze dałam te wywoławcze, błagam, na wypadek, gdyby Beza potem miała plany co do siły nabywczej na przyszłośćSzeroki uśmiech)


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Drobnej postury czarownica mierzy niemal metr siedemdziesiąt. Szczupła sylwetka i blada cera są efektem pracy oraz unikania słońca. Pociągłą twarz okalają kręcone, kasztanowe włosy, zazwyczaj związane w gruby warkocz. Orzechowe, otoczone gęstymi rzęsami oczy obserwują świat czujnym wzrokiem. Mimo iż gen wil nie odznacza się u Elaine prawdziwą mocą, jej delikatna uroda przykuwa spojrzenie.

Elaine Delacour
#53
09.11.2022, 11:50  ✶  

Wymowna cisza ze strony Atreusa wskazywała na to, że mężczyzna rzeczywiście zastanawiał się nad odpowiedzią na zadane pytanie. Ciemne brwi powędrowały ku górze, jednak nie był to gest świadczący o zaskoczeniu. Pamiętała go przecież z czasów hogwarckich, gdy na szkolnym boisku zbierał owacje dla swoich niezwykłych umiejętności. Elaine nigdy nie była wielką fanką Quidditcha - a wstyd się przyznać, że to przez nieznajomość zasad - ale była jedną z tych, które kibicowały graczom, zwłaszcza tym przystojnym, do których Bulstrode z pewnością się zaliczał.

- To chyba najpraktyczniejszy ze wszystkich przedmiotów - stwierdziła, co w jej ustach miało być pochwałą dla wyboru Atreusa. Cechowały ją wysoki pragmatyzm oraz niechęć wobec tego, co nieprzydatne. Ta zaś spowodowana była nie tyle pogardą dla mnogości wygód, a niejako potrzebą odmawiania sobie tego, co ładne na rzecz tego, co potrzebne. - Czy spodoba mu się którykolwiek z tych przedmiotów? Nie wydaje się być… znawcą sztuki - stwierdziła po chwili krótkiego namysłu, ostrożnie dobierając słowa. Nie znała Oriona tak dobrze, jak Atreus, lecz wnioskując z krótkiej obserwacji, nie byłby on zainteresowany żadnym bibelotem.

Upiła łyk ze swojego kieliszka, a przyjemna gorycz spłynęła bąbelkami wzdłuż przełyku. Alkohol pijała wyłącznie z grzeczności, czasem dla walorów smakowych. Ze względu na krążącą w żyłach krew stan upojenia był jej zupełnie obcy. Po wysłuchaniu słów gospodarza wzniosła kieliszek, wtórując toastowi. Nie umknęło jej stwierdzenie o zebranych na balu ludzi o odmiennych poglądach. Takie spotkania nigdy nie przebiegały w pełni pokojowo, zawsze musiał się znaleźć ktoś, kto da się sprowokować, bądź będzie szukać zaczepki. Słysząc jak Atreus nagle się wycofuje, nie miała czasu, by zgłosić słowo sprzeciwu i prosić by jej jednak nie zostawiał samej w gnieździe pełnym żmij. Toast, brawa, przemykający wokół kelnerzy - w jednej chwili Elaine poczuła się obco i zagubiona. Nie dostrzegając wokół żadnej znajomej twarzy, chciała ruszyć przed siebie, rozejrzeć się, kiedy nagle wpadła na stojącą obok postać, niemal wytrącając jej z ręki kieliszek.

- Oh, Persues, pardon - wymamrotała słowa przeprosin z gładkim francuskim akcentem. Prawdę mówiąc odetchnęła cicho z ulgą, widząc znajomą twarz, a nie jakiegoś możnego sędziego Wizengamotu. Czarodziej był jej znany z kręgów uzdrowicielskich, ceniła sobie jego wiedzę z zakresu magipsychiatrii, nie wspominając o tym, że przed kilkoma laty uratował ją przed falą protestujących charłaków. - Dobrze cię widzieć. Was - dodała od razu, obejmując spojrzeniem także Eunice i Elliota, których to bardziej kojarzyła ze względu na ich popularność, niż znała prywatnie. - Elaine Delacour - przedstawiła się z grzeczności, nie posądzając swego  przypadkowo zdobytego towarzystwa o kojarzenie swojego imienia. Mimo iż ze swym nazwiskiem należała do zaszczytnej śmietanki, tuż po zakończeniu Hogwartu i wyprowadzce z rezydencji Prewettów, porzuciła także przepełnione blichtrem przyjęcia.
Tymczasem wychodząca na podwyższenie Brenna Longbottom zwróciła się do wszystkich zebranych, od razu przechodząc do najistotniejszej kwestii, jaka ich tu dziś zgromadziła. Uzdrowicielka wyciągnęła dyskretnie szyję, rozglądając się za Atreusem, który przed momentem gdzieś jej się zgubił, lecz nie widząc go w tym tłumie, zerknęła na powrót na swoich rozmówców.

- Które przedmioty przyciągają waszą uwagę? - zagaiła tonem neutralnej pogawędki, czując że tkwienie w ciszy wyjątkowo boleśnie odznacza się dziś niewygodą, zupełnie jakby zewnętrzna, nienaturalna siła pchała ją do mówienia. W zdenerwowaniu dyskretnie mięła w palcach nóżkę szklanego kieliszka i uniosła nawet kąciki delikatnie muśniętych różem ust - wszystko, byleby wyglądać normalnie.

Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#54
09.11.2022, 12:10  ✶  
Florence wzięła z jednej z tac kieliszek z szampanem. Odwróciła się do Atreusa na sekundę przy tym, nim się odezwał: może przez przypadek, a może wiedziona tym szóstym zmysłem, który jakieś piętnaście lat temu kazał stanąć przed jego sypialnią, kiedy akurat planował nocne wymykanie się z domu...
- Jestem pewna, że będziesz w niej niesamowicie wyglądał - zapewniła przyciszonym głosem, nie chcąc ściągać na nich uwagi w chwili witania gości. Tak, może była pod tym względem głupia, a może tylko doskonale wytresowana przez matkę i jej pilnuj braci, Florence, ale kobiecie faktycznie zależało na jego szczęściu. Na tyle, że poczuła się miło zaskoczona, że postanowił najwyraźniej zatroszczyć się o narzeczoną.
Oby. Bogowie, oby chciał to kupić dla Elaine, nie dla siebie albo jakiejś kochanki...
- Pamiętaj tylko potem wydać dyspozycję zapłaty, inaczej będę musiała zastawić nasz dom - dodała, nie mając zamiaru protestować wobec prośbie. Mówiła półżartem, półserio. Nie korzystała z rodowego majątku i nie mogła sobie pozwolić na szastanie pieniędzmi na prawo i lewo. Owszem, pewnie byłoby stać ją na zakup tej sukienki, ale musiałaby albo wyczyścić oszczędności, albo kolejny miesiąc żyć na podobieństwo skrzata domowego.
Nie zatrzymywała brata, pozwalając mu wrócić do jego uroczej partnerki. Poczekała aż gospodyni przedstawi najpierw obraz i padną ewentualne oferty, a potem, kiedy zaprezentowano suknię, wyszła nieco bliżej podwyższenia.
- Czterdzieści pięć galeonów za suknię numer jeden! - oświadczyła głośno, licytując w imieniu młodszego Bulstroda. I miała zamiar licytować dalej, co najwyżej dyskretnie zerkając ku niemu co jakiś czas, czekając na moment, w którym mógłby uznać, że kwota przekracza jednak sumę, jaką chciałby wydać na taką licytację.
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#55
09.11.2022, 13:46  ✶  
Udało im się zrobić sporo zdjęć. Pozowanie w towarzystwie Camerona należało do przyjemnych, może nie był takim celebrytą, jak ona. Jednak wiedziała, że świetnie razem wyglądają, a to w tym przypadku było najważniejsze. Oby te zdjęcia znalazły się jutro we wszystkich plotkarskich gazetach. Musiała utrzymywać zainteresowanie swoją osobą, mimo, że nie należała już do świata sportu. Dalej była bogatą córką swojej matki, to jej wystarczało.
- Cami, uroczy jak zawsze...- Uśmiechnęła się do przyjaciela i mocniej złapała jego dłoń. - Nie mów tak nawet, bo zacznę się czerwienić, a nie będzie to dobrze wyglądało przy kolorze moich włosów.- To było dla niej najważniejsze, nienaganna prezencja. Przynajmniej na samym początku tego balu, później... Później będą mogli sobie pozwolić na więcej, a wiedziała, że w towarzystwie Lupina na pewno nie będzie się nudzić. - Zapomniałabym, w tym garniturze wyglądasz świetnie, nie sądziłam, że masz jakiś w swojej szafie, powinieneś częściej się tak ubierać. Laskom same będą spadać gacie na twój widok.- Nie mogła powstrzymać się od komentarza na temat wyglądu przyjaciela. - Będą mi zazdrościć takiego partnera.- Może chciała do trochę podbudować? Wiedziała, że nie jest stworzony do takich spędów, ale przyszedł tu dla niej.
Zauważyła, że Cameron komuś macha, wdrapała się na palce, aby zobaczyć komu, co wcale nie było łatwe w takim tłumie. Ach! Rodzeństwo.
Udali się do miejsca, gdzie miała się odbyć licytacja. Heather jeszcze w między czasie rozejrzała się za jakąś tacką z większą ilością kieliszków z szampanem. Przecież nie będą co chwilę chodzić po trunki. Rozsiedli się więc w pierwszym rzędzie, gotowi do udziału w licytacji. - Mamy więcej, nie krępuj się, tylko pij, za darmo jest w końcu.- Rzekła jeszcze do Lupina. Nie zamierzała siedzieć tu na trzeźwo i miała nadzieję, że Cameron ma podobne nastawienie. - Denerwuje Cię?- Miała na myśli krawat, który przed chwilą rozluźnił. W sumie byli już po sesji z fotografami, jeśli tak mu przeszkadzał. - Czekaj...- Wstała, aby mu go zdjąć. O ile się nie sprzeciwił, to pozbyła się krawata. - Tak Ci lepiej. - Ponownie usiadła na swoim miejscu.
- Wiesz, że pieniędzmi nie musimy się przejmować.- Rzekła jeszcze do niego. - Moi starzy sponsorują dzisiejszą zabawę.- Uniosła w górę kieliszek z szampanem, coby wnieść toast za swoich cudownych rodziców.
- Chyba się zaczyna.- Kuksnęła go w ramię, kiedy zobaczyła Brennę która rozpoczęła licytację. - Ta suknia z abraxanów...- Pokazała przyjacielowi, o którą jej chodziło. - Myślisz, że Charliemu by się spodobała, a w sumie, nawet jeśli nie...- Nie czekała specjalnie długo z reakcją. - 50 galeonów za suknię z abraxanów!- Krzyknęła w eter mając nadzieję, że ktoś ją usłyszy.
Profesor G
Kilku panów w jednym ciele.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
175cm. Przeciętna budowa ciała. Brązowe włosy. Piwne oczy. Zarost.

Giovanni Urquart
#56
09.11.2022, 19:18  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.11.2022, 19:31 przez Giovanni Urquart.)  

Roześmiał się na jej wyjaśnienia i po przyjacielsku położył dłoń na ramieniu. Uwielbiał w Ger spontaniczność i luźne podejście do zarządzania czasem. Sam do najpunktualniejszych również nie należał, chociaż gdy trzeba było, potrafił się spiąć. O ile akurat nie zatracił się w pracy.

— Następnym razem możesz użyć tej pięknej chusty, którą przywiozłem Ci z Rodezji. Owijasz wokół głowy i gotowe.

Dłoń zabrał niemal tak szybko, jak ją położył, zapominając o odsłoniętych ramionach przyjaciółki. Ogólnie grzecznie skupiał swój wzrok tylko na jej twarzy. Jako podróżnik przyzwyczajony był do obnażonych kobiet, lecz na wyspach głoe łydki wciąż stanowiły na niego nowość.

Uniósł brew w rozbawieniu. Znieczulić. No tak. Sam zwyczajowo nie pijał z uwagi na swoje zdrowie, ale lubił sączyć lampkę czegoś słabszego przez całe przyjęcie tylko tyle, by potowarzyszyć Geraldine. Udali się więc w odpowiednie miejsce z odpowiednim zaopatrzeniem.

— Jak zawsze — odpowiedział. — Czymże byłoby przybycie na to przyjęcie bez wzięcia udziału w głównym wydarzeniu? Oh, i przy okazji może znajdę coś interesującego na urodziny matki, chociaż to dopiero za dwa miesiące.

Sięgnął po kieliszek niewinnie wyglądającego napoju i rozejrzał się po otoczeniu. Dzisiaj wyjątkowo nie szukał nikogo konkretnego. Mógł dać się ponieść chwili. Albo Ger, jeśli ta miała jakieś szczególne plany na ten wieczór.

— A ty? Będziesz licytować jakiś przedurodzinowy prezent dla samej siebie?


Licytacja się rozpoczęła. Giovanni spojrzał na wystawione obiekty. Każdy kolejny objawiał się jeszcze większym kunsztem i wykwintnością. Obraz wyglądałby idealnie w jego posiadłości. Zdecydowanie weźmie udział w tej licytacji. Suknie wolał odpuścić. Nie znał na tyle dobrze gust znanych sobie kobiet, żeby ryzykować taki prezent. Ozdoby do włosów z tej odległości dobrze nie widział, ale potencjalna historyczna wartość była wystarczająca, by zainteresował się obiektem dla matki.

— Podejdziemy bliżej? — spytał przyjaciółki.

Następnie bez względu na to czy to zrobili, czy nie, zgłosił się do licytacji obrazu z czterdziestoma galeonami. Miał zamiar licytować do sześćdziesięciu. Gdy suknie znalazły nowych właścicieli, zwrócił swą uwagę na ozdobę do włosów — pięćdziesiąt galeonów. Był skłonny dać za nią nawet siedemdziesiąt galeonów. Przebijał stawkę o pięć galeonów, nie chciał się popisywać bogactwem, jednocześnie podszedł do tego bardzo luźno i przyjaźnie. Trochę nie miał opcji — jeśli nie chciał wywoływać Jonathana musiał zachować spokój.

Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#57
09.11.2022, 22:22  ✶  
Geraldine doskonale czuła się w towarzystwie Gio. Mimo, że wiele ich dzieliło, mieli rożne zdania na pewne tematy, to wcale nie było tego widać w ich relacji. Nie wchodzili sobie w drogę, lubili spędzać ze sobą czas - to było najważniejsze. Miała ogromne szczęście, że poznała go podczas jednego z podobnych do tego bali, chociaż czy to właściwie był bal? Nie mogła sobie przypomnieć. Istotne było jedynie to, że los kiedyś skrzyżował ich drogi.
- Myślisz, że to wystarczy. Zrobiłabym w tej chuście furorę, chociaż bałabym się nieco, że gdzieś, na którymś kosmyku jednak pojawi się burgund. Wiesz, że nie wszyscy są przyzwyczajeni do widoku krwi. - Gio zawsze o niej pamiętał. Za każdym razem przywoził jej jakieś drobiazgi ze swoich wypraw, co było naprawdę miłe. Poczuła dotyk jego dłoni na ramieniu, jednak zniknęła z niego równie szybko, co się tam znalazła. Wiedziała, że Urquart kieruje się w życiu pewnymi zasadami, zapewne się zapomniał, ona nie miała mu tego w żaden sposób za złe.
- Oj, nie patrz na mnie takim wzrokiem. - Zaśmiała się w głos. - Wiesz jak to ze mną jest, w miejscach jak to, potrzebuję wlać w siebie trochę trunków, żeby się świetnie bawić. Oczywiście, nie z Tobą, tylko ta cała reszta. Sukienki, tańce... na trzeźwo mogę mieć problem, żeby sobie z tym poradzić.- Jako, że Gio nie oponował, to udali się do wodopoju. Geraldine sięgnęła po kieliszek z szampanem, niech już będzie i upiła z niego łyk. - Całkiem dobre.- Postanowiła podzielić się swoją opinią.
- Prawda, Ty akurat świetnie się w tym wszystkim odnajdujesz, naprawdę Cię podziwiam.- Przez wiele lat obserwowała zachowanie przyjaciela podczas takich wydarzeń i za każdym razem była pełna podziwu jak łatwo udawało mu się w tym wszystkim lawirować. - Jesteś synem idealnym, kto normalny planuje prezent dla matki z takim wyprzedzeniem. Myślałeś już o czymś konkretnie, czy sądzisz, że licytacja Cię zainspiruje?- Zapytała faktycznie zaciekawiona.
- Właściwie to nie wiem, to zależy. Wiesz, że nie bawią mnie suknie, biżuteria i inne takie. Mam jedno urodzinowe marzenie, jednak tutaj raczej go nie spełnię.- Yaxley ostatnio zaprzątała głowę jedna myśl. Smok. Chciała zdobyć smocze jajo, żeby mieć swojego własnego smoka, nie mówiła jeszcze o tym Gio, nie miała okazji.
- Oczywiście, chodźmy.- Dopiła zawartość kieliszka i wzięła kolejny do ręki. Następnie udali się bliżej miejsca, w którym odbywała się licytacja. Cały czas stała przy boku Urquarta. Widać było, że nie odpuści i będzie licytował do skutku, ciekawe co na to wszystko Jonathan.
King with no crown
Stars, hide your fires
Let no light see my black and deep desires
wiek
31
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Kanclerz Skarbu
Schludny, młody mężczyzna ze starannie ułożonymi blond włosami. Nie grzeszy wzrostem, będąc wysokim na 178 centymetrów, acz chodzi na tyle wyprostowany i z uniesioną głową, że może wydawać się górować nad rozmówcą. Pomaga mu w tym spojrzenie chłodnych, niebieskich oczu, na tyle skutych lodem, że nie sposób się przez niego przebić, aby dostrzec kryjącą się za nimi duszę. Zazwyczaj używa perfum z cedrowymi nutami przeplatającymi się z drzewem sandałowym. Dobiera ubrania starannie, zwłaszcza kolorystycznie. Nie ubiera się krzykliwie, acz odpowiednio do okazji; zawsze z idealnie wyprasowanym materiałem koszuli, dobrze dopiętą kamizelką. Charyzmą przyciąga do siebie innych, acz waży słowa w naturalnie ostrożnej manierze. Nie brak mu w głosie donośnych tonów, na marne można oczekiwać, że otworzy usta, aby krzyczeć, nawet te cicho wypowiedziane przez niego słowa potrafią być dobitniejsze niż cudzy krzyk. Stawia na niską intonację, uważając, że jest przyjemniejsza dla ucha i bardzo dobrze podkreśla angielski, wręcz krzyczący w swojej pretensjonalności o jego uprzywilejowanym urodzeniu, akcent.

Elliott Malfoy
#58
09.11.2022, 23:26  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.11.2022, 23:35 przez Elliott Malfoy.)  
Uniósł jedną brew pozwalając sobie ukazać zdziwienie reakcją Blacka, ale ostatecznie nie skomentował tego w żaden sposób. Domyślał się, że każdy radzi sobie w inny sposób z tak traumatycznym wydarzeniem, jakim jest samobójstwo, zwłaszcza żony przyjaciela, o którą obiecało się dbać. Elliott nie był zły, przynajmniej nie na Perseusza. Z początku obarczał siebie winą, ale nawet to ostatecznie przerodziło się po prostu w ... ulgę. Nie musiał już chodzić do Lecznicy, martwić się o to, że kobiecie kiedyś zrobi się lepiej ani zastanawiać się nad rzuceniem na nią Obliviate. Wszystko to miało za niedługo odejść w zapomnienie wraz z jej zasypywaną ziemią trumną. Wiedział, że będzie musiał portretować się jako żałobnik przez wystarczajaco długo, aby reporterzy go nie dopadli, ale była to mała cena za spokój.
- Dziękuję za troskę, nie jestem w najlepszej formie, jak widać, ale się trzymam - odparł formułkowi nie chcąc wymawiać imienia zmarłej żony ani ciągnąć tego tematu, kiedy mogli do nich podejść inni ludzie. Spojrzał na Eunice i uśmiechnął się do niej blado, o wiele przyjemniej niż robił to zazwyczaj w stronę innych.
- W porządku, z powodu kondycji matki i jej nieobecności w domu nie odczuwa jej straty tak bardzo jak ja - odpowiedział siostrze i nawet się nie zająknął, nawet można było w jego niebieskich oczach dostrzec cień łzy, więc zaraz też przejechał palcem po policzku mrugając pare razy. Miał nadzieję, że to wyczerpie temat.
Złapał zaraz kelnera z kieliszkami, aby wręczyć je najpierw swoim rozmówcom, a potem wziąć szampana i dla siebie; wzniósł toast, wtedy kiedy wszyscy i wziął dwa spore łyki z kieliszka opróżniają go przy tym - musujących alkoholi nie nalewa się zbyt dużo, więc nie wyglądało to nazbyt nienaturalnie. Zwrócił głowę w stronę gospodarzy słuchając najpierw wprowadzenia Brenny, a potem przemówienia Erika. Jeżeli Percy był wystarczająco skupiony na Elliocie zapewne bardzo szybko mógł pojąć jakim rodzajem spojrzenia Malfoy obdarza aktualnego mówcę; trudno było jednak stwierdzić czy tyczy się to samego Longbottoma, czy też jego umiejętności wysławiania się, bo do tego drugiego, siłą rzeczy, blondyn też miał pewną słabość. Potrafił docenić odpowiednią umiejętność charyzmy, zwłaszcza, gdy przemówienie nie brzmiało ani trochę, jakby było wcześniej spisane na kartce. Zaklaskał w odpowiedni sposób i kolejnych słów o licytacji słuchał już tylko w połowie, bo dołączyła się do ich grona kolejna osoba.
Spojrzenie jego oczu skupione było na Pannie Delacour, gdy ta się przedstawiała. Nie sięgnął na razie po kolejny kieliszek, a ten pusty odstawił na tackę przechodzącego kelnera.
- Moja siostra, Eunice M... Black, żona Perseusza, którego wydajesz się znać. - Elliott przedstawił najpierw siostrę, bo tak też wypadało - Elliott Malfoy, miło mi poznać. - zaraz też wypowiedział i swoje imię i nazwisko, bo nawet jeżeli kobieta ich kojarzyła to taktownym było wymienić uprzejmości. Uśmiechnął się bardzo blado, z powinności, ale nie chciał też, aby ich rozmówczyni czuła się niekomfortowo, bo wydawała się dość spłoszona, przymrużyć odrobinę oczy.
- Percy, przedstawisz nam swoją znajomą? - zagadnął do drugiego mężczyzny, aby wyjaśnił skąd ta wydawała się go kojarzyć - Suknie z abraxasów to definitywnie nie coś, co bym sobie sprezentował. Nie tylko dlatego, ze sukni nie noszę, ale prędzej dbam o to, aby te zwierzęta miały godne życie niż wypycham nimi szafę - skwitował. Nazwanie Serafiny 'jedną z najmodniejszych kobiet w Anglii' niby nie było niepoprawne, ale też mu się poniekąd kłóciło, zwłaszcza, ze widział suknię Eden, po pierwsze zazdroszcząc, że ta mogła ubrać na siebie coś tak doskonale wyglądającego, a po drugie uważając, że mało kto może równać się z tym jak siostra dzisiaj się prezentowała - Ozdoba do włosów zdaje się dość ciekawą opcją. - tutaj spojrzał na Percyego i Eunice, a raczej na tego pierwszego jakby powinien sprezentować jego siostrze tego typu prezent. Nie naciskał jednak, była to sugestia - Kolorystycznie dobrze by się prezentowała z blond kosmykami. - rzucił niekoniecznie w którąkolwiek stronę, uważając, że komplementowanie którejkolwiek z kobiet w tym momencie w sposób bardziej bezpośredni byłoby nie na miejscu w jego sytuacji świeżego wdowca.


“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#59
10.11.2022, 00:01  ✶  
Patrick uśmiechnął się blado. W odróżnieniu od Longbottomów, Seraphine i przynajmniej połowy czarodziei, która obecnie przebywała na tej sali, nie był obrzydliwie bogaty. Obiektywnie rzecz biorąc, nie klepał biedy, ale na standardy przyjęcia i obecnych tu gości mogło to tak wyglądać. Podejrzewał, że nawet gdyby chciał coś wylicytować, przy stawkach, które tu mogą padać, zwyczajnie nie byłoby go na nic stać.
- Myślę, że na wejście do kasyna znajdzie się wielu chętnych – odpowiedział lekko Seraphine. – Zakładam również, że twoja obecność na dzisiejszym balu również może zachęcać do odwiedzin. Mavelle, chciałabyś tam kiedyś pójść? – zapytał, przenosząc chwilowo uwagę na swoją towarzyszkę.
Wiedza Seraphine zaskoczyła go dość mocno. Zmarszczył brwi, w myślach rozważając czy powinien ją podziwiać za pamięć, którą posiadała czy też zwracać na nią baczniejszą uwagę właśnie przez jej pamięć. Ta połączona z inteligencją mogła się okazać bardzo niebezpiecznym połączeniem.
Wreszcie uśmiechnął się z uznaniem.
- I teraz czuję się nieprzygotowany, bo niestety, niewiele mogę powiedzieć o tobie – przyznał się szczerze. – Ale z tymi egzaminami to przesada. Na nich byłem równie przecietny jak na lekcjach – skłamał gładko.
Kiedy Mavelle rozmawiała z Seraphine, on skupił uwagę na tym, co działo się dookoła nich. Brenna z Erickiem rozpoczęli licytację. Chwilowo zapatrzył się na namalowany przez Lorettę Lestrange obraz, potem przesuwał wzrokiem po sukniach, wreszcie na ozdobie do włosów. Gdzieś pomiędzy jednym spojrzeniem a drugim, upił trochę szampana.
- Jak to, więc nie chcesz zechcesz dzisiaj ofiarować mi choćby jednego tańca? – zapytał Mavelle, udowadniając, że mimo wszystko przysłuchiwał się toczącej się przy nim rozmowie. – Jeśli pozwolisz się… Sero, porwać do tańca, chętnie z tobą zatańczę.
The Alchemistake
—I am a brain—
The rest of me is a mere appendix
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Naukowiec/Antropolog MM
William zdaje się mieć głowę w obłokach przy swoich 185 centymetrach wzrostu i wiecznie nieobecnym spojrzeniu. Burza kręconych, czarnych włosów wydaje się niezdatna do zaczesania, zazwyczaj towarzyszy jej też lekkie zmarszczenie brwi; w zamyśle, skoncentrowaniu. Skrępowany w towarzystwie mówi zbyt wiele lub za mało. Często zapomina o skarpetkach (czasami nawet o butach) czy jak wiąże sie krawat, nierzadko zapina nierówno koszule (myli guziki). Mówi dość szybko, więc czasami trudno zrozumieć zlewające się ze sobą słowa, ewentualnie nie kończy myśli, więc trzeba go ciągnąć za język.

William Lestrange
#60
10.11.2022, 00:21  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.11.2022, 00:40 przez William Lestrange.)  
Podążał za żoną i chociaż czuł bardzo mocny uścisk jej dłoni to postanowił nie zwracać na to uwagi. Po ostatniej ich rozmowie, w której kobieta wyrzuciła z siebie więcej emocji niż przez parę lat ich małżeństwa stwierdził, że powinien odrobinę przystopować ze swoją szczerością i wypowiadaniem każdej myśli na głos. Kiedyś uznałby to za brak transparentności, ale im dłużej żył tym bardziej rozumiał, ze ludzie czasami potrzebowali ciszy, półprawdy albo po prostu przytaknięcia; większość z tych czynności nie bolała i nie miała ogromnych konsekwencji, więc nie przeszkadzało mu ich wykonywanie. Poza tym, Eden wciąż nie wydawała się sobą po wieści o śmierci bratowej oraz kłótni sprzed paru dni, a William chciał nadać znaczenie słowom i przeprosinom, którymi uraczył ją tamtego pamiętnego poranka.
Zamiast odpowiedzieć na 'nie zaczynaj' czy też wywrócić oczyma na ton żony, uwolnioną ze szczelnego uścisku dłonią objął ją w talii, i pochyliwszy się ucałował ją delikatnie w bok skroni, nie chcąc ani obnosić się z tego typu gestami ani przyciągać spojrzeń. W końcu nie chodziło mu o uwagę innych, a o to, aby Eden czuła się komfortowo w jego towarzystwie... poniekąd zdawał sobie sprawę, że z tym drugim nawet najbardziej cierpliwi i wyrozumiali ludzie miewali problemy, a co dopiero blondynka po tym jak przez ostatni rok dusiła w sobie wszystkie negatywne emocje. Nie potrafił sobie wyobrazić jak okropne to musiało być i obwiniał się o całą tę sprawę - o swoją ślepotę i brak zrozumienia drugiego, tak bliskiego mu człowieka.
- To chyba twoja laska - skomentował - Pożyczyłaś mu ją, macie w rodzinie taką jedną, wędrowną? - dopytał żartobliwie taksując spojrzeniem Eunice z mężem. Miał na myśli oczywiście drewnianą podporę, na której swój ciężar opierał Black. Dość przeciągłym spojrzeniem obdarzył też sposób w jaki Perseusz chodził skupiając się na medycznej stronie jego ruchów, zboczenie zawodowe chodziło z nim wszędzie - do sklepu po bułki, na bale, wykłady, do baru, do galerii handlowych. Widywał mężczyznę na wspólnych obiadach w rezydencji Malfoyów i ten był w takim stanie już od dłuższego czasu. Lestrange przymrużył oczy zastanawiając się czy kondycja męża siostry Eden nie ma może czegoś wspólnego z tą, na która zapadła blondynka dzięki swojemu bliźniakowi. Poniekąd brakowało charakterystycznej ciężkości kroków, ale William nie potrafił aż tak dokładnie tego stwierdzić bez bliższego przestudiowania nogi.
Przyjął kieliszek z winem i upił odrobinę krzywiąc się nieznacznie. Był dość wybredny jeżeli akurat o ten trunek chodziło i absolutnie nie winił tutaj Longbottomów. Zauważył, że Brytyjczycy, a zwłaszcza Anglicy nie posiadali zbyt dobrego gustu, jeżeli chodziło o alkohol z winogron, ale nigdy też nie powiedział tego na głos. Lata spędzone we Francji dały mu możliwość wypicia win tak dobrych, że prawdopodobnie już nigdy nie weźmie w usta czegoś, co nie jest równie smaczne bez skrzywienia się. Mimochodem złapał jedną z zagryzek skupiając się aktualnie na tym, aby zawartość kieliszka wyzerować, bo nauczył się już, że nie wypadało odstawiać go pełnym. W ostatecznym rozrachunku wypił dość sporą ilość czerwonego wina na raz.
- Nie chcesz może tego... - zmarszczył trochę nos wciąż czując na języku posmak średniej jakości czerwonego wina - Diademu? Spinki? Wydaje się dość wyjątkowy. - skomentował to, co było aktualnie wystawiane na aukcjach, bo tak jak mówił, chciał skupić się na żonie i wynagrodzić jej czas, kiedy była zaniedbywana. Jednocześnie spojrzał na sukienki, które dopiero co zostały wniesione do pomieszczenia - Twoja jest ładniejsza. - nie powstrzymał się, ale wymamrotał to pod nosem, jakby był chłopcem, który zaraz dostanie kuksańca od matki, że wypowiada nieodpowiednie myśli na głos.


Sometimes, I wonder if I should be medicated;
If I would feel better just lightly sedated
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Adelard Longbottom (481), Alastor Moody (3093), Alice Selwyn (2764), Astoria Trelawney (1891), Atreus Bulstrode (3450), Bard Beedle (4517), Brenna Longbottom (8047), Cameron Lupin (6155), Cedric Lupin (2390), Daisy Lockhart (3631), Dora Crawford (2815), Eden Lestrange (5094), Elaine Delacour (1953), Elliott Malfoy (5616), Erik Longbottom (8250), Eunice Malfoy (2520), Fernah Slughorn (1912), Florence Bulstrode (2902), Geraldine Greengrass-Yaxley (2257), Giovanni Urquart (1987), Heather Wood (5031), Ida Moody (1164), Loretta Lestrange (478), Martin Crouch (428), Mavelle Bones (3481), Nora Figg (3371), Patrick Steward (3021), Perseus Black (3050), Sacharissa Macmillan (296), Seraphina Prewett (2183), Theseus Fletcher (2961), William Lestrange (3688)


Strony (21): « Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 … 21 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa