• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Walia Snowdonia [25.03.1972]Przyjęcie u Yaxleyów, wątek zbiorowy

[25.03.1972]Przyjęcie u Yaxleyów, wątek zbiorowy
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#21
08.11.2022, 14:02  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.11.2022, 14:03 przez Geraldine Greengrass-Yaxley.)  
Thes, Seraphina, Logan, Eden, Arterus, Elaine
Nie podobało jej się to, w jaki sposób Logan traktował Thesa. Nie zamierzała reagować, póki co, jednak jeśli nadarzy się odpowiednia okazja, na pewno powie kuzynowi, co o tym myśli. Tym bardziej, że przyszedł do jej rodzinnego domu, nie powinien się tu tak panoszyć.
Dostrzegła też to krzywe spojrzenie kuzyna. Na jej twarzy pojawiły się uśmiech, nawet ją to wszystko zaczynało bawić. Ta cała gra, w którą niemal od zawsze był zamieszany Fletcher. Wprowadziła go do swojej rodziny, tak właściwie nie dzieląc się informacją, kim dla niej jest. To, że wszyscy przyjęli pewną wersję, właściwie nigdy tego z nią nie konfrontując, to cóż, nie jej problem. Miała zamiar jeszcze bardziej pogłębiać te plotki, bo nawet ją bawiły te wszystkie pełne nienawiści spojrzenia od tego idealnego środowiska. Skaza na ich rodzinie - jakoś niespecjalnie jej to przeszkadzało. Lubiła prowokować, sprawdzać, jak bardzo może przesunąć granice dla swej korzyści.
- Zapewniam Cię, że dotarła na pewno dużo wcześniej niż ta do Ciebie.- postanowiła się wtrącić jeszcze i odpowiedzieć Borginowi. - Ponoć to złej baletnicy przeszkadza rąbek u spódnicy, jestem pewna, że Thes poradzi sobie z polowaniem w końcu to ze mną się szkolił, a co, jak co w tym pomieszczeniu nie ma zbyt wielu łowców, którzy mogliby ze mną konkurować. Może mój ojciec, bracia... cóż woleli ciepłe posadki w ministerstwie.- Nie, żeby miała im to za złe oczywiście, może trochę ją rozczarowali, ale tylko trochę.
- Nie jesteś zwierzątkiem Thes, nie musisz się zachowywać, sama mam chęć przestać udawać, co o tym wszystkim myślę.- Szepnęła Geraldine do przyjaciela. Widać była, że kuzyn trochę ją rozjuszył.
No i wtedy pojawiła się ona. Właściwie to sama nie wiedziała jak doszło do tego, że Eden stała się jedną z jej nielicznych koleżanek. Może czasem każda kobieta potrzebowała babskiego towarzystwa? Zmierzyła wzrokiem Lestrange, jak dobrze, że jako jedna z nielicznych wiedziała jak przygotować się na polowanie. Nie żeby nie wiedziała, że była to jej zasługa. Parsknęła pod nosem słysząc jej komentarz na temat ubioru co niektórych z towarzystwa. Powiedziała głośno to, o czym ona myślała. - Myślę, że akurat Ty wyglądasz idealnie, zresztą jak zawsze moja droga.- Posłała jej kolejny uśmiech, humor jej się poprawił kiedy ją zobaczyła. Przyjęła pakunek od Eden, jednak nie otwierała go teraz, chyba nie wypadało? - Dziękuję bardzo!- Wypadało w końcu.
- Oczywiście, ten przystojny gentleman tuż obok mnie, to Theseus Fletcher - mój wierny towarzysz. - Zaczęła od jej zdaniem najistotniejsze osoby w tym gronie. - Ten tutaj to mój kuzyn Logan Borgin i jego znajoma Josephina Prewett/- miała nadzieję, że dobrze zapamiętała, chociaż może to wcale nie była Josephina?
No i wtedy pojawił się i on. Jej ukochany młodszy brat ze swoją lafiryndą. Przewróciła oczami na jego widok, że też musiał znaleźć się wśród grona zaproszonych osób. - Leander, chlubo naszej rodziny, cieszę się że znalazłeś czas, aby zabawiać nas tu dzisiaj swoimi przemyśleniami.- Nawet nie drgnęła, kiedy składał pocałunek na jej policzku, można było dostrzec jak bardzo się kochają.
- Witamy, mam nadzieję, że będą się państwo dobrze bawić, może szampana?- rzekła do Alterusa, którego nie kojarzyła, zresztą kobiety która z nim przyszła również.
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#22
08.11.2022, 14:52  ✶  

Godzina 9Nyan0



Od momentu pojawienia się pierwszych gości, czas jakby przyśpieszył. Zaraz za René Leroux i jego córką, na miejscu zjawiły się kolejny osoby zaproszone na przyjęcie organizowane przez rodzinę Yaxaleyów. Niewiele czasu pozostawało do godziny, która widniała na prostych acz eleganckich zaproszeniach, jakie przed kilkoma tygodniami rozsyłała Jennifer. Ciemnowłosa kobieta, będąca panią tego domu, oczywiście była świadoma tego, iż niewiele czasu zostało jej na ułożenie włosów, prosty makijaż, przebranie się w bardziej odpowiedni strój. Nie zostawiła swoich dzieci i męża samych na dłużej, niż na ledwie kilkanaście minut. Przyciągnięta znacznie większym hałasem, zajrzała do salonu. Na krótki moment zatrzymała się w drzwiach. To już? Pora zaczynać? Wydawało się na to nieco zbyt wcześnie. Dla pewności pozwoliła sobie zerknąć na zegar, który pozwolił jej odetchnąć z ulgą.
- Znajdź Triss, za kilka minut będziemy siadać do śniadania. - Zaczepiła skrzata, który dopiero co ustawił na stole lampki z czerwonym winem. Trzeba było zadbać o to, aby na godzinę 10 gotowe było wszystko; trzeba było dopilnować, żeby to wszystko znalazło się na właściwych miejscach. - Nawet nie próbujcie mi się z czymkolwiek spóźnić. - Jakby ktokolwiek śmiał się spóźnić, kiedy polecenie padło z ust Jennifer Yaxley. - I jeszcze jedno. Znajdź Gerarda. Ma się tutaj zaraz pojawić. Nie zaraz. Teraz.
Przywołując na twarz uśmiech, nie do końca szczery, kobieta ruszyła przywitać się z gośćmi, którzy znajdywali się w salonie. W pierwszej kolejności ruszyła w kierunku córki. Zauważyła, iż dziewczyna spisała się na medal, a na stoliku znajdywały się przyniesione przez nią lampki oraz szampan. Chociaż ten jeden raz mogła na nią liczyć. Nie zawsze tak to wyglądało.
- Kochanie, widzę że zajęłaś się szampanem. - Zatrzymała się obok córki, którą z wdzięcznością na krótki moment objęła. Następnie spojrzała na Eden. - Kolejny raz bez męża? Obawiam się, że jeszcze trochę, a wszyscy zapomnimy jak wygląda. - Odzywa się do kobiety, pochylając się w jej kierunku. Chcąc ucałować powietrzę przy obydwu policzkach. - Na miejscu Williama obawiałabym się taką kobietę jak Ty, wypuścić samą do ludzi. - Dodaje, niby przyjaźnie. W sumie czemu miałoby być inaczej. - Może nasza Loretta kiedyś przemówi mu do rozumu... - Dodaje, przenosząc spojrzenie na dziewczynę towarzyszącą Leandrowi. Dziewczynę, której Jennifer chyba nigdy nie uzna za kobietę. Tak samo jak i Leander wiecznie będzie dla niej małym chłopcem, który przez wzgląd na swoje słabe zdrowie potrzebował znacznie więcej uwagi niż pozostała trójka jej dzieci. - Bardzo ładnie dzisiaj wyglądasz. - Szczery czy nie, komplement zawsze pozostaje komplementem. - Aczkolwiek nie wiem czy ta sukienka będzie się nadawała na polowanie. Na pewno jednak znajdziemy coś odpowiedniego. Może wśród dawnych rzeczy Geraldine? - Tutaj znów spogląda na córkę, jakby oceniając czy Loretta byłaby w stanie zmieścić się w jej ubrania. Nie, żeby był to faktyczny problem. No. Mniejsza o to. - Za kilka minut będziemy mogli usiąść do śniadania, a później przygotować się do polowania. Gerard miał przygotować kilka kusz, mamy też arbalety. Każdy powinien znaleźć coś odpowiedniego. Mam nadzieje, że wszyscy sobie jakoś z tym poradzicie? Leander, kochanie? - Tutaj zwróciła się do syna, chcąc upewnić się w tym, że ten czuje się na tyle dobrze, żeby wziąć w tym wszystkim udział. Różnie to bywało, Jennifer wolała uniknąć niepotrzebnego zamieszania.
W międzyczasie na sali pojawili się Gerard i René Leroux. Obydwaj panowie ze szklankami wypełnionymi brandy, zatrzymali przy Theonie, Séraphine Anne. Zamiast jednak na szczęśliwej parze, Gerard skupił się na zbliżających się do nich Loganie oraz... kobiecie, której chyba przeoczyć się nie dało. Wyróżniała się na tle pozostałych gości. To pewne.
- O cholera, chciałbym ją zobaczyć w akcji. Na polowaniu, w lesie. - Najstarszy z Yaxleyów nie powstrzymał się przed komentarzem. Nieco zbyt długo wpatrywał się w kobietę. Mogło to zostać uznane za nieco niegrzeczne, ale czy w tych okolicznościach warto było to w taki sposób odbierać. - Czy Logan aby na pewno przekazał swojej towarzyszce... - urywa, uznając, że wspomniany Logan znajduje się zbyt blisko. Jego towarzyszka również. - Proszę, proszę. Ulubiony bratanek mojej cudownej żony, jak zwykle dostarcza nam sporo atrakcji. - Wita się z mężczyzną. Chłopakiem? Nie, tym drugim Borgin już od dawna nie był. Następnie wysuwa dłoń w kierunku Seraphiny, pozwalając na to, żeby to panna Prewett zdecydowała czy poda staruszkowi swoją dłoń. - Zapewne ten niecodzienny strój to sprawa tego złośliwca? Powinnaś trzymać się od niego na dystans. Tacy jak on nigdy nie przynoszą niczego dobrego!- Nieświadomy tego jak blisko znalazł się prawdy, zwraca się do kobiety. Czy razem z Loganem zechcą podzielić się swoją historią? Oczywiście ostrzegając kobietę przed Loganem, nie ma na myśli niczego złego. To tylko słowa, drobne docinki, trochę humoru.
Grave Digger
fire in my blood
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Smukły, wysoki mężczyzna o znudzonym spojrzeniu bladoniebieskich tęczówek, zazwyczaj taksuje obojętnie otoczenie. Nosi półdługie włosy w nieładzie, które często ii nieskutecznie przeczesuje palcami na tył głowy. Ubiera się bez zbędnego przepychu i elegancji, w wygodne czarodziejskie szaty. Na pierwszy rzut oka widać, że nie zależy mu na nienagannym wyglądzie.

Logan Borgin
#23
08.11.2022, 21:04  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.11.2022, 21:26 przez Logan Borgin.)  
Z Seraphiną Prewett oddalają się od zgromadzonych, po czym podchodzą do Theona i Seraphine Anne z rodzicami

Parsknął krótkim śmiechem na oburzenie kuzynki, któremu dała wyraz bardzo wylewnie. Doprawdy, urocza; słodsza zdawała się być tylko cała we krwi patroszonego jelenia.

Kiedy do ich wesołego grona dołączyła kolejna kobieta, Logan przez chwilę w milczeniu się jej przyglądał. Oczywiście, nie mógłby pomylić Eden Malfoy — czy jak tam się teraz nazywała — z nikim innym i to z powodów zgoła innych niż jakieś ponadprzeciętne zainteresowanie jej osobą albo opinią, która zdawała się kroczyć przed nią. Takie były uroki jego pracy; nie wszyscy klienci wychodzili zadowoleni. Od teraz Logan przynajmniej wiedział, że musi się trzymać się na baczności, bo chociaż już wcześniej nie był tutaj wśród przyjaciół, teraz znaleźli się także niespodziewani wrogowie. Mimo wszystko nie zamierzał zniżać się do czegoś tak żałosnego jak próba bronienia stroju swojej towarzyszki z dwóch prostych powodów. Po pierwsze: każdy przytyk w tym temacie i każde krzywe spojrzenie na różowy tiul umacniały go w przekonaniu, że to był doskonały pomysł, a po drugie: Seraphina potrafiła sobie radzić w takich sytuacjach lepiej niż on. I chwilę później dała temu wyraz.

Dalsza przyjemność pogaduszek w tym doborowym towarzystwie została utrudniona przez zbierających się wokół solenizantki kolejnych gości. A ci przybywali tłumnie. Najwyższy czas opuścić ten spęd, gdzie każdy prześcigiwał się w zużytych uprzejmościach i tanich komplementach na temat wyglądu każdej kobiety obecnej w towarzystwie. Rzygać się chciało.

Tym bardziej, że w ich kierunku zmierzał młodszy brat Theona, którego najwyraźniej coś łączyło z Lorettą i który patrzył na niego w sposób, jakiego Loganowi nie chciało się rozszyfrowywać. Zerknął na dołączającego do nich Arteusa z narzeczoną, ale się nie odezwał. Przed odejściem skinął tylko Geraldine, z błyskiem w oku jako jawna zapowiedź, że on też jeszcze nie powiedział ostatniego słowa w sprawie towarzyszącego jej wiernego psa. To znaczy p r z y j a c i e l a .

Cóż, nigdy nie aspirował do tytułu mistrza uprzejmości na salonach. Nie był nawet na liście rezerwowej. Odezwał się dopiero, kiedy znaleźli się poza zasięgiem słuchu.

— Masz rację — westchnął, zerkając kątem oka na Seraphinę. — Lepiej mieć jasny umysł na polowaniu. Oni chyba, kurwa, powariowali, że tym wszystkim ludziom mają zamiar dać broń. Połowa z nich pewnie nawet różdżki nie umie poprawnie trzymać — sarknął zrzędliwie. Zwłaszcza, że połowa z nich chętnie skierowałaby kuszę w moją klatkę piersiową, choć tego Logan nie dodał na głos. Skoro mieli te kilka chwil dla siebie, kierując się niespiesznie w stronę Theona z narzeczoną, odezwał się jeszcze, wbijając wzrok w profil Seraphiny: — Zdajesz sobie sprawę, że teraz wszyscy mężczyźni będą z fascynacją przyglądać się twoim poczynaniom na polowaniu w tej sukience? — rzucił i jego usta rozciągnął złośliwy uśmiech, a w oczach błysnęło i zgasło coś nieokreślonego. Spojrzenie ojca Theona zdawało się być niemym potwierdzeniem tego retorycznego pytania Logana. — To jeszcze kara za przegrany zakład czy już przysługa? — wymruczał, ściszając głos niemal do bezgłośnego szeptu.

Po tych słowach się wyprostował, a z jego twarzy zniknął ten wymowny wyraz. Chwilę później stanęli przed Yaxleyami i Leroux.

— Staram się — odparł skromnie na zaczepkę wujka o atrakcjach. — Seraphina Prewett. Mój wuj Gerard i kuzyn Theon. No i oczywiście przyszła panna młoda, Séraphine Leroux i pan Leroux, mam rację? — Nawet mu powieka nie drgnęła. Przy przedstawianiu ich Logan popełnił pewnie wszystkie możliwe towarzyskie nietakty, ale oczywiście miał to głęboko w dupie. Wreszcie przeniósł spojrzenie na Theona. — Najlepszego. Tyle dzisiaj okazji do świętowania, że aż nie potrafię zdecydować, która lepsza.

Pod tymi słowami krył się czysto przyjacielski sarkazm, który Theon musiał przejrzeć w ułamku sekundy; skierowany był tylko do niego. Przecież on znał zdanie Logana na temat nie tylko zaręczyn, ale też przyszłej żony kuzyna.

— Też jej to ciągle powtarzam, wuju, ale Seraphina prędzej połknie cały zestaw gargulek niż mnie w czymkolwiek posłucha — parsknął i spojrzał w bok, na swoją towarzyszkę, a jego usta znów wygiął uśmiech. Zdawało się, że ten w wykonaniu Borgina przeznaczony jest dzisiaj tylko dla niej i bawił go fakt, że nikt nie zna jego prawdziwej przyczyny.



some people are such treasures that you really
just wanna bury them
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Brązowowłosy i niebieskooki mężczyzna, wyróżniający się z tłumu przede wszystkim za sprawą swojego wzrostu. Niewielka domieszka krwi olbrzymów sprawiła, że osiągnął nieco ponad 2 metry wzrostu. Łatwo z niego czytać, w przypadku Theona emocje praktycznie zawsze są wypisane na twarzy. Nie stara się z nimi kryć. Często można go spotkać z papierosem w ręku bądź wyczuć specyficzny zapach, niekiedy lekko dominujący nad pozostałymi.

Theon Travers
#24
08.11.2022, 21:27  ✶  
do: Séraphine Anne Leroux, Seraphina Prewett, Logan Borgin

Nie zamierzał niczego przed nią ukrywać. Nie teraz, kiedy już za chwilę miały zostać oficjalnie ogłoszone ich zaręczyny. To co było wcześniej, chciał odciąć przy pomocy grubej kreski. Wyraźnie widocznej kreski. Oczywiście przepraszać jej nie zamierzał. Nie uważał tego za konieczne, a i samą reakcje blondynki miał za odrobinę... cóż, zabawną. Ostatecznie przecież przy ich poprzednim spotkaniu nie zrobił niczego, z czego musiałby się teraz tłumaczyć. Tak mu się przynajmniej wydawało.

- Nie wiem po co mielibyśmy wracać do tamtej sytuacji. - Pozwala sobie nawet dać jej wyraźnie do zrozumienia, co o tym myśli. Nieistotna bzdura. Tylko tyle.

Prowadząc dziewczynę do salonu, nie zwraca uwagi na to, że ta po drodze sięga po lampkę wina. Albo inaczej. Uwagę może i zwraca, ale z lekkim opóźnieniem udaje mu się połączyć fakty. Połapać się, co wpadło w ręce Séraphine Anne. Nie jest w stanie zareagować na czas. Zresztą... czy w innym przypadku zdecydowałby się to zrobić? Znając życie, co najwyżej zadbałby o to, aby alkohol trafił do kobiety nieco później. Może po polowaniu?

Teraz jednak nie ma czasu, żeby się nad tą kwestią niepotrzebnie rozwodzić.

Unosi ku górze jeden z kącików ust, kiedy z ust blondynki zaczynają wychodzić kolejne słowa. Nieco zniekształcone, wskazujące na to, że drobny psikus, na który zdecydowali się razem z Geraldine... cóż, po prostu zadziałał.

- Pozwolisz, że zajmę się... - Nie kończy. Wyjmuje z dłoni Séraphine kieliszek, odstawia na najbliższy stół, ewentualnie inny mebel. - Na razie wystarczy. - Dodaje, nie kryjąc się ze swoim rozbawieniem. Przy okazji zauważa zbliżających się w ich kierunku Logana i jego towarzyszkę. Oj, dziewczyna prezentuje się naprawdę interesująco. Ciężko było nie zwrócić uwagi na strój, w którym zdecydowała pojawić się na polowaniu. Zanim jednak dane jest mu zareagować, obok niego i Séraphine Anne, pojawiają się Gerard i Rene. Obydwaj panowie zdecydowali się wrócić, dołączyć do pozostałych gości.

Nie powstrzymuje się przed parsknięciem śmiechem w reakcji na słowa wypowiedziane przez ojca. Gdyby miał w tym momencie jakiś alkohol, albo nawet zwykły napój, Theon najpewniej by się nim opluł. Tyle szczęścia.

- Wszyscy wiemy jaki jest... - Również urywa wypowiedź. Nie wtrąca się w to, co do powiedzenia mają kolejno ojciec i Logan. Obserwuje. Słucha. Uśmiecha się, czasem zaśmieje. Normalne reakcje. Nic szczególnie niegrzecznego. Stara się przy okazji mieć oko na swoją towarzyszkę. Nie chciałby, żeby pod wpływem wina zrobiła coś, czego mogłaby później żałować. Czyżby jakieś resztki przyzwoitości?

Nawet jeśli, to te na pewno są chwilowe.

- Wiesz jak to się mówi. Każda okazja jest dobra do tego, żeby się napić. - Stwierdza, kiedy kuzyn wreszcie zwraca się do niego samego. Obydwoje dobrze wiedzą jak mają się sprawy. Gdyby tylko to zależało wyłącznie od Theona, nie byłoby mowy o żadnym ślubie. Ani teraz, ani w najbliższej przyszłości. Nie potrzebował kuli u nogi. Cenił sobie swoją wolność, niezależność. Ich utratę trzeba będzie porządnie opić, to pewne.

- Dobrze, że ją przynajmniej ostrzegłeś. - Tymi słowy Gerard reaguje na to, co do powiedzenia miał Logan. Następnie spogląda na towarzyszącą mu kobietę. - Dobrze, że masz na tyle rozumu, żeby go nie słuchać, Seraphino. Nic dobrego by z tego nie wyszło. - Śmieje się. Nie to, żeby Logana krytykował. Nic z tych rzeczy. Ulubieńcowi żony by tego nie zrobił.

Two-face
dobra już nie cisnę,
bo się robi patetycznie
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
162 cm wzrostu, blond krótkie włosy zaczesane najczęściej w tył. Niebieskie, prawie turkusowe tęczówki oczu. Ubiór luźny, dresy pomieszane z marynarką, bądź na odwrót (szykowne spodnie z bluzą zakładaną przez głowę lub rozpinaną). Lubuje się w beżowych odcieniach, ale nie pogardzi czernią.

Séraphine Anne Leroux
#25
09.11.2022, 12:10  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.11.2022, 12:18 przez Séraphine Anne Leroux.)  

Próbowała na początku skupić się na samej rozmowie z Theonem, ale stawało się to z każdą kolejną chwilą coraz cięższe. Wstyd też było przed swoim własnym ojcem pokazywać się w takim stanie. Język jej się plątał, lekko odrętwiały. Trochę była wdzięczna, że jej przyszły narzeczony odebrał jej z dłoni kieliszek. Nie była pewna czyja to była wina, ale czuła się jak pod wpływem jakiegoś dziwnego czaru. Na pewno nie było to upojenie alkoholowe, bo do tego trzeba byłoby wlewać w nią hektolitry napojów wieloprocentowych.

Zbliżające się do nich osoby były z początku lekko rozmyte, jakby niewyraźne. Anne potrzebowała chwili, żeby zrozumieć, że: a) przyszedł do nich Logan z partnerką w naprawdę prześlicznej sukience, ale... mało pasującej do charakteru przyjęcia, b) jej ojciec jak i ojciec Yaxleya również się przy nich pojawił rzucając naprawdę dziwne komentarze. Czy wszyscy mężczyźni tacy byli?

Trzymała się mocno ramienia Theona, coby przypadkiem nie mieć bliskiego spotkania z podłogą powoli odczuwając zelżenie efektu wina. Wzięła głęboki wdech, potem wydech, znowu wdech i wydech. Lekki uśmiech na twarz, skrzyżowanie nóg i naciągnięcie nieco bardziej marynarki na ramiona. Była za duża, przez co faktycznie chwilami potrafiła zsunąć się jej z ramion.

- Zgadza się. Séraphine Anne Leroux. Tatko nie pozwoliłby mi przybyć tu samej, nawet jakbym groziła mu zamianą go w żabę - nie kryła się ze swoimi myślami i spoglądała na ojca z ukosa, który chyba wyczuł w jej słowach widoczne niezadowolenie, nawet jeśli nie bylo ono słyszalne. Wyciągnęła trochę bardziej swój uśmiech do góry i puszczając ramię narzeczonego (jak to paskudnie brzmi), podeszła do imienniczki.

- Bardzo miło mi Ciebie poznać - obrzuciła ją szybkim spojrzeniem wzdychając głęboko - Wyglądasz ślicznie, choć zakładam że może być Ci zimno. Ja nie muszę brać udziału w polowaniu, ale Ty powinnaś. Jeśli będziesz chciała... możemy wymienić się ubraniami - skinęła kilka razy głową jakby jej pomysł był właśnie jendym z najlepszych na jakie mogła wpaść.

Po chwili przerzuciła spojrzenie niebieskich oczu na Logana. Aż dziwnie był spokojny po ich ostatnim spotkaniu. Może tak jak Theon zasięgnął rozumu i postanowił odciąć grubą linią przeszłość i nie wnikać w stare sprawy? Nie była do końca przekonana, ale wolała nie igrać na ten moment z losem. Jeszcze złe wrażenie wywrze na przyszłym teściu, a to dopiero będzie złe.

- Och, zapamiętałeś. Jak miło, Loganie - uśmiechnęła się słodko i pogładziła go po ramieniu unosząc podbródek dumnie - Jestem ciekawa Twoich umiejętności w polowaniu. Ale to po śniadaniu się sama przekonam - i porozmawiam z Tobą w cztery oczy, cobyś przypadkiem nie zachował się jak kretyn i nie psuł planów mojgo taty. Nawet jeśli nie zgadzała się ze zdaniem ojca, tak chciała je uszanować i robić wszystko, żeby było po jego myśli. Borgin był kimś, kto mógłby powiedzieć o kilka słów za dużo. Może faktycznie wypadało go już wcześniej postraszyć różdżką, albo czymś innym, to by oddał artefakt i jednocześnie zamknąłby swoje słodkie usta. Teraz trochę tego żałowała.

Pozwoliła sobie rozejrzeć się jeszcze i przyjrzeć się pozostałym gościom, którzy zbierali się w salonie. Na dłuższy moment zatrzymała spojrzenie na Lorettcie, która miała długą burgundową suknię. Według Anne była kolejną osobą, która ubrała się nieodpowiednio do sytuacji, ale nie mogła powiedzieć, że wyglądała źle.


Rene Leroux w tym czasie skinął do Logana podnosząc swój kieliszek z brandy. Cieszył się, że tyle osób go rozpoznawało, ale najbardziej cieszył się z udanego układu. Mimo ostrych słów z ust swojej córki. Zamieszał alkoholem w szklance i wziął łyka, co by nie odpowiedzieć równie kąśliwie. Jego córka już nie raz pokazała pazurki, ale twierdził, że mogłaby sobie dzisiaj odpuścić. 

- Mam nadzieję, Loganie Borgin, że w niedalekiej przyszłości uda nam się jakoś siąść do rozmowy biznesowej. Wiele słyszałem o Twojej firmie i bardzo mnie fascynuje to czym się zajmujesz -  pstryknął palcami - Nawet muszę Ci powiedzieć, że moja ukochana córeczka Seraphine Anne jest zainteresowana takimi rzeczami i zwierzętami magicznymi. Może wymienicie się doświadczeniem - jakby tego tej dwójce brakowało.

- Och, Gerardzie, już nie zaprzątajmy panience głowy. Wyglądasz zjawiskowo, dziecko. Pamiętam jak dziś, gdy moja ukochana małżonka ubrała się w zwiewną sukieneczkę, pantofelki i kapelusik na spacer po górach, by znaleźć najlepsze pole do uprawy wina. Niejednokrotnie musiałem wyciągać ją z dziury, a potem nosiłem na barana, bo przecież miała tak już zniszczone buty, że nie mogła iść! Ale nadal wyglądała przepięknie! - roześmiał się ciepło klepiąc mężczyznę po ramieniu i spojrzał na Theona oraz swoją córkę.

- Widzę, że już niedługo będziemy siadać. Przywitajmy się z resztą i chyba będzie idealnie wszystko gotowe - oznajmił i przyuważył, jak Anne przewraca oczami. Och, on już z nią sobie porozmawia później. Po całym przyjęciu. Zrobi jej podsumowanie godne ojca.


Blondynka wypuściła powoli powietrze przez usta i znów łapiąc Theona pod ramię, obdażając go również łagodnym, delikatnym uśmiechem nakazała mu drobnym gestem ręki pochylić się. Przecież był tak wysoki, że Leroux ledwo sięgała mu do barku. Jak nie do połowy ramienia. Gdy ten zdecydował się schylić, o ile to zrobił, kobieta wyszeptała mu prośbę, by posłuchali się taty i poszli przywitać się z resztą nim zasiądą do stołu. Miała nadzieję, że pozwoli to organizatorom na dokończenie przygotowań do posiłku.

Poprowadziła pozostałych do grupki osób, Geraldine, Loretty, Atreusa, Leandera, Eden, Theseus i Elaine. Teraz już chyba wszyscy byli w komplecie? No chyba, że ktoś miał zamiar przyjść na ostatnią chwilę. Ale o ile jej wiadomo, nawet jej własny brat nie miał za bardzo czasu. O ile po prostu nie chciał zrobić jej niespodzianki. Na brak siostry bliźniaczki była trochę zawiedziona, ale nie mogła jej winić. Miała swoje własne sprawy na głowie. Wystarczyło, że była przy niej w sercu.

- Skoro już tu jesteśmy wszyscy, to cieszę się, że mogę was widzieć, poznać i mam nadzieję, że będziecie się dobrze bawić na przyjęciu Geraldine i Theona. To dla nas... bardzo ważne -  zaznaczyła chcąc wyjść na jak najbardziej miłą i uprzejmą osobę. Co mogłoby być dla niektórych zdziwieniem, bo widzieli ją z zupełnie innym obliczem na twarzy - Drogie Panie, wyglądacie prześlicznie. Mam nadzieję, że Panowie nie będą dawać nam for i pozwolą się wykazać podczas polowania - oznajmiła śmiejąc się cicho przy tym. Jej wzrok trochę dłużej zatrzymał się na Lorettcie, która w porównaniu do Seraphiny miała bardziej odsłaniającą sukienkę, niż bufiastą. Blondynka podeszła do niej i zdjęła ze swoich ramion marynarkę, nakładając ją na dziewczynę. Sama pozostała teraz w czarnym, zdobionym złotymi elementami gorsecie i w czarnych, eleganckich spodniach. Na stopy zalożone miała zabudowane, wysokie buty typu kozaki w kolorze krwistej czerwieni.

- Powinno Ci być teraz cieplej. Poranki w lesie mogą być zaskakująco mroźne - powiedziała i wróciła do Theona uśmiechając się do niego łagodnie. Jakby ta maska nie schodziła jej z twarzy tego wieczora. Zadziwiające.

- Kogo my tu mamy... Po rysach twarzy i uśmiechu rozpoznaje Geraldine, prawda? - spojrzala na siostrę swojego narzeczonego, po czym przeskoczyła wzrokiem na kolejną osobę - Moja kochana kuzyneczka, Elaine - zachichotała i spojrzała na resztę, nie rozpoznając za bardzo już kto jest kto. Ale miała podstępny plan!

- Theon... może przedstawisz wszystkich? - wyręcz ją. Będzie po prostu łatwiej każdemu się lepiej poznać i zapamiętać kto jest kto.



– in a room full of liars –
[Obrazek: 18ca3672ab006376a626f6ed90cf3f654253e0a3.gif][Obrazek: 036328586c87320cddd53d74254b18ab9a9d6ca0.gif]
– all my demons reappear –
Gambit Królowej
I'm not calling you a liar, just don't lie to me
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Elegancka i wysublimowana panna, która zręcznie przemyka przez ulice, ubrana w biel, która stała się niemal jej symbolem (ewentualnie okraszona czerwonymi dodatkami). Czasami znajduje się w miejscach, gdzie przebywać kobietom z dobrego domu nie wypada, ale Prewettci nigdy nie mieli zbyt wielu poszanowania dla zasad i konwenansów. Przeciętnego wzrostu (160 cm) pachnąca drzewem sandałowym i lawendą. Długie, rude włosy chętnie spina w kunsztowne fryzury.

Seraphina Prewett
#26
09.11.2022, 13:46  ✶  
Jeżeli miała obserwować rozwijające się napięcia, zapowiadał się naprawdę wybitny dzień, nawet jeżeli nic nie miała do dodania, to mogła w końcu poobserwować. Kto kogo nie lubi, kto przypadkiem chciałby zgubić kogoś na polowaniu, albo bardzo małym przypadkiem zakopać go gdzieś, gdzie inni go nie znajdą. Jeżeli tak miało być, może to nie kusze trzeba było wziąć ze sobą na polowanie a dodatkowe butelki i obserwować rozwijające się napięcia, zwłaszcza że poza granicami murów uprzejmości często przestawały obowiązywać a w połączeniu z bronią…mogło być ciekawie.
- Pilnuj pleców, bo kto wie, kiedy zdarzy się najbliższy wypadek, w którym skończysz z bronią w plecach. – Parsknęła lekko, żałując, że nie ma jeszcze wachlarza dla dopełnienia tego absurdalnego wyglądu, a jednocześnie mogąc zakryć twarz, gdy było to potrzebne. Albo dosadnie trzepnąć Logana w jego pustą głowę, gdyby było to potrzebne, chociaż na razie zachowywał się całkiem przyzwoicie i nawet nie przesadzał z komentarzami.
- Przykro mi rozczarować w takim razie, że mam akurat zapasowy plan. – Uśmiechnęła się, nie zdradzając jeszcze do końca swojego planu, ale czując również dodatkowe materiały na swojej skórze i będąc pewną, że dość szybko zamierzała przejść do drugiej wersji ubrania. – Z tobą to zawsze przysługa, bo zawsze inspirujesz mnie do wybrania dla ciebie czegoś o wiele gorszego. Już mam pomysł na nasze następne spotkanie. – Co zdecydowanie mu się nie spodoba, ale przecież właśnie o to chodziło. Dotarli jednak do pozostałej części gości, co sprawiło,  że rozmowa musiała skierować się już na nieco inne tory.
- Niezmiernie miło mi poznać. – Uśmiechnęła się wdzięcznie, wyciągając dłoń w kierunku Gerarda, aby przedstawić się uprzejmie, z zaciekawieniem przyglądając się wszystkim obecnym. – Moje najlepsze życzenia dla solenizantów. - Skinęła jeszcze głową w stronę Theona. - Nie wiedziałam, co najlepiej zabrać ze sobą w ramach prezentu, dlatego też ofiaruję wypożyczenie naszych rodowych abraksanów na każdą wybraną okazję, czy to polowanie, czy to na inne wydarzenie. – Musiała przyznać, że perspektywa łowienia zwierząt z pomocą skrzydlatych koni rozmiaru przeciętnego mugolskiego słonia wydawała jej się całkiem ciekawa, ale z drugiej strony nie znała się też na łowiectwie na tyle, aby móc to potwierdzić.
- Przepiękne tereny, na pewno pozostawiają wiele możliwości, można poczuć się jak za czasów Pwylla, księcia Dyfed. – Byli w końcu w Walii, kolebce wielu pięknych historii i mitów i nic dziwnego, że natura wciąż przywodziła na myśl dawne czasy. Na pytanie o strój zaśmiała się lekko, kiwając zaraz głową.
- Proszę się nie martwić, mało kiedy zdarza mi się słuchać Logana, i chociaż nie zaprzeczę, że mój obecny strój to jego sprawka…- złapała rąbki sukienki, aby dyskretnie wysunąć czubek jeździeckich oficerek, które dość szybko schowała. - …ale nie byłabym sobą nie przychodząc bez dodatkowego planu. – Mrugnęła jeszcze w stronę mężczyzny, zanim swojej uwagi nie skierowała w stronę Seraphine, uśmiechając się do niej jeszcze szerzej i wyciągając dłonie na powitanie.
- Witaj i tobie, z tego, co rozumiem, również należą się gratulacje. Ponowię moją ofertę – gdybyś zechciała odwiedzić moją rodzinną stadninę abraksanów, będziesz tam niezwykle mile widziana. Sama chętnie oprowadzę i pomogę wybrać najlepszego rumaka. Oczywiście, do kasyna również zapraszam, ale wiem, że jest to dość specyficzna rozrywka. – Spojrzała odruchowo na swój strój, kiedy ta wspomniała, że może być chłodno, chyba dziwiąc się w duchu, że ktoś postanowił jej pożałować i pomóc w tym wszystkim. Nie spodziewała się.
- Dziękuję, dam sobie radę, niemniej jednak to bardzo szczodra oferta. – Skinęła głową, ostatecznie spojrzenie kierując na pana Leroux, kiwając głową w jego kierunku w wyrazie szacunku i również oferując swoją dłoń na powitanie, jeżeli chciał ją przyjąć.
- Dziękuję za komplement, mam jednak nadzieję, iż poradzę sobie na najbliższych szlakach. – Skinęła głową i skierowała się już tam, gdzie była taka potrzeba.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Drobnej postury czarownica mierzy niemal metr siedemdziesiąt. Szczupła sylwetka i blada cera są efektem pracy oraz unikania słońca. Pociągłą twarz okalają kręcone, kasztanowe włosy, zazwyczaj związane w gruby warkocz. Orzechowe, otoczone gęstymi rzęsami oczy obserwują świat czujnym wzrokiem. Mimo iż gen wil nie odznacza się u Elaine prawdziwą mocą, jej delikatna uroda przykuwa spojrzenie.

Elaine Delacour
#27
09.11.2022, 16:06  ✶  

Malujący się na męskiej twarzy uśmiech świadczyć mógł wyłącznie o tym, że Atreus świetnie bawił się w swojej nowej roli. W przeciwieństwie do Elaine, której co rusz zdarzało się wątpić w podjęte ryzyko. Wspomnienie szczenięcego, szkolnego uczucia odbijało się echem w otchłani umysłu, kojarząc wyłącznie przyjemne myśli. Sądziła też, że jako młodszy brat Florence Bulstrode, z którą dobrze dogadywały się w szpitalu, będzie nieco bliższy zachowaniu siostry - oh, jakże mocno się pomyliła!

- Tak - przytaknęła bez szczególnego zawahania. Nie mógł przecież wygrywać z nią za każdym razem. - Jeśli chcesz, możemy sprawdzić się choćby dzisiaj. Polowanie wydaje się być idealną okazją, prawda? - Czy aby na pewno był to dobry pomysł? Nie było czasu się nad tym zastanawiać, bo zbliżali się właśnie do progu domu Yaxley’ów. Mogła wybrać lepiej, poszukać dziedziny, w której już na starcie miałaby przewagę. Jako auror w dzisiejszym starciu mógł być od niej zdecydowanie lepszy, jednak nie ustalili jeszcze warunków wygranej.

Pociągnięta w stronę wzbudzającej w Elaine wątpliwości różowej bezy, wzięła jeszcze jeden głębszy oddech, by wymusić szerszy uśmiech. Z pewnym zawodem przyjęła odpowiedź narzeczonego; gdyby to on był prowodyrem zamieszania, od razu miałaby pod ręką winnego. Zamiast skupić się na własnym zmieszaniu, uniosła wzrok na drobną pannę Prewett, zauważając że ta nie czuje się ani trochę skrępowana. Ta to dopiero miała niezachwianą pewność siebie. W sercu Delacour pojawiło się krótkie ukłucie żalu i zazdrości - czy kiedykolwiek będzie mogła czuć z siebie dumę bez względu na okoliczności? Odpowiedziała kuzynce pocałunkami, od razu też zwracając się do reszty towarzystwa, pozwalając by Atreus ich przedstawił.

- Szampan już przed śniadaniem? - wypaliła bez zastanowienia, kiedy pokierowała nią uzdrowicielska intuicja na propozycję Geraldine. Zaraz przesunęła wzrok na Leandra, którego miała (wątpliwą) przyjemność poznać na oddziale zatruć, spowodowanym alkoholem, oczywiście. Skoro w tej rodzinie wszyscy zaczynają od trunków, nic dziwnego, że tak często złapać ich można w Mungu. - Poproszę, w tak zacny dzień nie można powstrzymywać się od świętowania. Życzę wszystkiego, co najlepsze - zmieniła zdanie, jednocześnie pokuszając się o uprzejmości. Jeśli ktoś miał odczuć skutki spożycia alkoholu, to przynajmniej nie ona.

Z zadowoleniem przyjęła obecność Séraphine Anne i Theona, wreszcie uśmiechając się bardziej swobodnie. Czujny wzrok sięgnął także starszyzny, głównie René Leroux, którego przywitała uprzejmym skinieniem głowy. Czy kojarzył ją ze słów żony? A może córka wspomniała mu o nie tak dalekiej krewniaczce? Słysząc że kuzynka oddaje głos narzeczonemu, zasznurowała usta, czekając na przejęcie przez niego pałeczki. Gdyby od niej zależał przebieg wydarzenia, wszyscy zasiedliby już przy stole.

Devil in disguise
She's dancing by herself
She's crowned the queen of hell
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stukot obcasów zwiastuje jej chuderlawą, drobną posturę, którą skrzętnie ukrywa pod pstrokatymi, szerokimi koszulami, szerokimi nogawkami spodni i kapeluszami z okrutnie wielkim rondem. Blada, o twarzy pokrytej pajęczynką piegów, oczach roziskrzenie piwnych, ustach surowo wykrojonych. Na jej obliczu często pełznie uśmiech, ukazujący nieidealne zęby, o skrzywionych kłach – jest w niej jednak coś rozbrajająco szczerego. Aura czerwona, intensywna, niejednokrotnie przytłaczająca.

Loretta Lestrange
#28
10.11.2022, 15:52  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.11.2022, 16:01 przez Loretta Lestrange.)  

Przez ulotność momentów przekłuwanych w sekundy patrzyła na niego tym spojrzeniem zionącym z wielkich, sarnich ocząt – nieprzejednanie jej wzrok błądził po tęczówkach Leandra, zatapiając się w nich co rusz, nie mogąc zbłądzić meandrami w innym kierunku. I gdy ułożył kciuk na jej wargach, zamarła okrutnie, a jej oddech przybrał na tempie, serce więzione w klatce żeber zatrzepotało szybko i jedynie ostatnie ochłapy samokontroli pozwoliły jej nie przyciągnąć go do siebie, nie zatopić krwistych warg w jego, nie poczuć tego słodkiego smaku, którego znamiona nosiły jego usta. Zamiast tego zamarła w wyczekiwaniu – zawsze ją zaskakiwał i zawsze nie wiedziała, czego może się spodziewać po jego niesionej okrutnością, osobliwej osobowości.

Bo często sunął po niej ciepłymi dłońmi czule, acz równie często wbijał paznokcie w miękką, mleczną skórę, zostawiając blade półksiężyce śladów. Było w nim coś niewiadomego; coś z chłodu lichwiarza i ognia roznegliżowanej tancerki – ta mieszanka ściągała jej uwagę za każdym razem, alkowę umysłu pławiąc w pożodze pożądania i ciekawości zarazem. Zsunęła dłonie z jego policzków na barki, opierając je luźno. Przekrzywiła głowę, zupełnie, jakby nie spodziewała się nadchodzącego.

Nadchodzące jednak nie nadeszło, a na miękkość jego słów jedynie jej brwi poszybowały w górę. Gotowa do potyczki słownej, tkwiła tak przez martwość umykających momentów, szukając właściwego dictum na jego nieoczekiwany cień troski i swobodnego, łagodnego wręcz ulegnięcia jej słowom.

Loretta nie była przyzwyczajona do braku jadu z jego strony.

– Coś ci się stało, że nagle tak złagodniałeś? – spytała głosem ciekawskim i nade wszystko znaczonym znamionami zaskoczenia.

Pozostawiając bez odpowiedzi jego słowa na temat wybrakowanego pragmatyzmu i wiecznego bujania w podniebnych obłokach – nie mogła przecież kłócić się z oczywistościami – wyminęła go i ruszyła w kierunku wyjścia z pokoju. Gdy ten podążył za nią, przed ciężkimi, mahoniowymi, złapała go za dłoń, przyciągając do siebie. Wspiąwszy się na same palce odzianych w szpilki nóg, naciskając przy tym na jego barki, aby zniżył się do jej mikrego wzrostu, złożyła krótki pocałunek na jego ustach.

– Kocham cię – zabrzmiała brzydkim kłamstwem, wiedziała jednak, że on właściwie odczyta intencje czające się za dwusłowowym wyznaniem. Mówili sobie przecież nader często, że się kochają, a brud umykający z tak tragicznego minięcia się z prawdą zamiatali każdorazowo pod dywan. Było w tym coś więcej, aniżeli proste wyznanie kapiące z ust. Była to obietnica.

Gdy zeszli na dół, drobnym faux pax znacząc linię sowitego spóźnienia, omiotła ciekawskim wzrokiem zebraną w sali ciżbę. Wzrok bezwiednie zsunął się po sylwetce Logana i aż zadrżała wewnątrz, widząc go ponownie na przestrzeni paru dni. Przełknęła ślinę ciężko, jednak ku swoistej ziemi sprowadził ją Leander, dociskając mocno – odrobinę zbyt mocno – jej kruche ciało do siebie. Uniosła wzrok w jego kierunku, gdy dwa proste słowa zostały wyszeptane do ucha, mile drażniąc je ciepłotą oddechu. Z woalką wdzięczności, którą okazała mu jedynie w duchu, nie skierowali się ku Borginowi i jego towarzyszce – tę, swoją drogą, zmierzyła wzrokiem odrobinę rozeźlonym. Nic jednak nie wskazywało na ogrom agresji budującej się w umyśle, mrowiącej pod powłoką delikatnej skóry.

Gdyby wiedziała, jaki ogrom emocji wzbudzi w niektórych jej sukienka, zapewne ubierałaby ją na każdą okazję – oczy wtopione w jej sylwetkę nie przeszkadzały, a stukot nieprzyzwoicie wysokich obcasów dodawał całokształtowi jedynie pikanterii. I choć jej warg nie barwił karmin, uprzednio wytarty chusteczką przez narzeczonego, przybrała naturalną dla siebie, nieodzowną pewność siebie.

– Eden! – rozpromieniła się na widok szwagierki, usta wyginając w przyjemny dla oka, nieokazały, acz dobitny uśmiech. Nie wiedziała, dlaczego nie zauważyła jej przyszpilonej do ramienia brata – ten jednak zapewne nie chciał się pojawić; znając go karczemnie dobrze, wiedziała, iż tego typu spędy nie należą do jego najulubieńszych sposobów spędzania wolnego czasu – nie odezwała się więc na ten temat.

Wzrok prędko prześlizgnął się na solenizantkę, którą uścisnęła krótko, rozszerzając własną drobną buzię o szeroki, ujmujący uśmiech.

– Wszystkiego co najlepsze, Geraldine! Nie słuchaj Leandra, gdyby nie był uszczypliwy, to przecież nie byłby sobą. Wyglądasz przepięknie – rzekła po krótkiej chwili

Uniosła wzrok raz jeszcze na narzeczonego, w jej spojrzeniu jednak na próżno było doszukiwać się stalowej nieustępliwości, jej miejsce zajęła bezkresna czułość. Cała plejada emocji rozigrała się na nowo, a sama Lestrange nie miała absolutnie pojęcia, dlaczego wywołuje w niej uczucia tak skrajne i rozedrgane. Pogładziła go po ramieniu delikatnie, gdy kierowała wzrok na śliczną blondynkę, swymi krokami zmierzającą ku nim – naturalnie rozpoznała w niej Séraphine Anne, dotychczasowo jednak nie przyszło im wymienić nawet paru słów.

– Séraphine Anne, jak mniemam? – zabrzmiała retoryką, wpatrując się w urokliwe oblicze.

Przeciągnęła to odrobinę przydługie spojrzenie kobiety, które umościła w jej kreacji, a kąciki jej ust zadrżały niepokornie. Skrzyżowany wzrok umościł się miło, z jakiegoś powodu przecież nie potrafiła odciągnąć od niej wejrzenia orzechowych tęczówek. Z czystej przyzwoitości odwróciła po dłużących się sekundach spojrzenie, równie urokliwym, dziewczęcym uśmiechem obdarzając pozostałych zebranych – miała przecież w sobie coś z wiecznego dziecka i choć snobistyczne, okrutne zapędy skrywała na dnie serca, powierzchowność posiadała niebanalnie przystępną i miłą.

Prędko poczuła na swoich ramionach ciężar sporej, spływającej miękko po jej ramionach marynarki.

Przez ulotność chwil nie wiedziała co powiedzieć, rozchyliła więc wargi, aby po chwili je zamknąć i zmarszczyć urokliwie brwi. Gdy doszło do niej całe sedno sytuacji, rozbłysła uśmiechem szerokim i nieeleganckim, nie potrafiła jednak kontrolować niewdzięcznych poczynań mimiki – definitywnie nie spodziewała się tego gestu.

– Och, dziękuję – rzekła wreszcie, podciągając marynarkę silniej na chuderlawe, drobne ramiona. – Nie będzie ci jednak zimno? Nie chciałabym, abyś moim kosztem zmarzła – rzekła miękko.

Speszona odrobinę, oblana delikatnym rumieńcem, rozchodzącym się po porcelanowym obliczu, przysłaniającym nieomal siateczkę bladych piegów, którymi obsypane były policzki i nos, westchnęła, wzrok przenosząc na Elaine.

– Nie widziałyśmy się chyba całą wieczność, prawda? – zagaiła. Znała kobietę z czasów sielsko hogwardzkich oraz kowenów, na których zawsze zdawała się być za karę.

Wsunęła dłoń ponownie pod ramię Leandra,  zaciskając smukłe palce na jego odzieniu. Wyglądali razem przecież kosmicznie – różniące ich ponad pół metra wzrostu zaznaczało się wyraziście, gdy chodzili pod rączkę, jak na przykładne narzeczeństwo przystało. Chwyciła dwa kieliszki wina, piastujące miejsce na tacy nieopodal i jeden podała Yaxley’owi, w drugim zaś umaczając wargi.

hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#29
11.11.2022, 03:19  ✶  
Z zaskoczeniem uniósł brwi do góry, jednak zaraz zdziwienie ustąpiło miejsca zaintrygowaniu. Nie posądzał jej o to, że z miejsca zaproponuje takie rozwiązanie, a już w ogóle nie spodziewał się, że to właśnie polowanie wskaże jako szansę na jakiekolwiek zakłady. Jeśli jednak miała dzisiejszego dnia ochotę na przegraną, to nie miał zamiaru pozbawiać jej tejże przyjemności. Bo kimże on był, żeby jej odmawiać. Pokiwał więc tylko głową, w ten sposób dając jej znać, że oczywiście, wchodzi w to, nie kusząc się jednak o jakiekolwiek werbalne potwierdzenie udziału w konkurencji, bo właśnie przestąpili przez próg domu Yaxleyów. Szczegóły zatem, będą musieli uzgodnić później.
Rozglądając się po gościach, Atreus odnosił nieco wrażenie, że niekoniecznie pasował do wachlarza charakterów, w jakim przyszło mu się właśnie znaleźć. Każda z zebranych tutaj osób wydawała się absolutnie oderwana od reszty gości, lub zespolona pojedynczą nicią sympatii tylko ze swoim partnerem i nikim innym.
- Ależ oczywiście, bardzo chętnie - uśmiechnął się do Geraldine wesoło, gdy ta zaproponowała mu szampana, ignorując początkowy ton swojej narzeczonej. Zachowywała się, jakby picie alkoholu o poranku robiło jej jakąkolwiek różnicę, jednak on nie zamierzał sugerować się jej wątpliwościami czy uprzedzeniami w tym temacie. Jeśli miał bawić się dobrze, a przynajmniej znośnie, to na pewno potrzebował odrobiny pomocy w rozluźnieniu. Może miałby lepszy nastrój gdyby nie to, że według planu rozrywki, czekało ich jeszcze śniadanie, jakby nie mogli od razu pójść w las.
Podrapał się po skroni, spoglądając na pannę Leroux, która wydawała się w nieco lepszym nastroju jak cała reszta towarzystwa. Może upijała się świadomością, że niedługo wyjdzie za mąż, a może to proponowane reszcie gości lampki szampana zrobiły już odpowiednią robotę. Taka to miała szczęście. Następnym razem, kiedy ktoś zaprosi go na podobną imprezę, najpewniej już w domu odpowiednio się do niej przygotuje.
prodigal daughter
I knew one day I'd have to watch powerful men burn the world down
I just didn't expect them to be
such losers
wiek
31
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
landlord, ex-auror
Wysoka na 175cm, jasnowłosa zjawa. Jest niezwykle szczupła, wręcz na granicy chorobliwości; lekko zapadnięte policzki ukrywa dobrze dobranym makijażem, którego nieodłączną częścią są usta pomalowane czerwoną szminką. Włosy ma proste i długie, sięgające lędźwi, zwykle nosi je rozpuszczone. Zawsze bardzo elegancko ubrana, najczęściej w stonowane barwy - nie jest zwolenniczką jaskrawych odcieni i mieszania kolorów. Nie lubi też przepychu; widać, że nie szczędzi pieniędzy na dobrej jakości ubiór, lecz nie obwiesza się biżuterią i tym podobnym. Porusza się bardzo zgrabnie, ale pewnie. Zawsze patrzy ludziom prosto w oczy podczas rozmowy, mając przy tym ciemne, przenikliwe spojrzenie. Zwykle mówi w bardzo spokojnym, niskim, nieco zachrypniętym tonie. Ma bardzo przejrzysty akcent, wyraźnie wymawia słowa, po sposobie mowy słychać, że to ktoś z dobrego domu, ktoś świetnie wykształcony.

Eden Lestrange
#30
12.11.2022, 22:40  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.11.2022, 23:15 przez Eden Lestrange.)  
Musiała przyznać, że zdziwiło ją, że tyle dorosłych, bądź co bądź, ludzi z dobrych domów nie wiedziało, jak zachować się w towarzystwie. Już naprawdę nie chodziło o nieodpowiedni ubiór, to jeszcze można było jakoś przeboleć, wszakże nie każdy regularnie wybywał na polowania. Jednak skoro już jedyne, co doczytali na zaproszeniu, to "przyjęcie urodzinowe", czemu nikt inny nie wręczył prezentów jubilatom? Nie widziała, by ktoś przyniósł jakiś podarunek poza nią, toteż miała szczerą nadzieję, że co poniektórzy zrobili to, zanim się pojawiła. W innym wypadku najbardziej współczuła Geraldine - na jej miejscu zastanowiłaby się po wszystkim porządnie, czy takich ludzi chciała trzymać w swoim kręgu znajomych.
- Daj spokój - odparła na zarzut osiągnięcia perfekcji. - Po prostu wiem, że nie należy porywać się z motyką na słońce. Mam nadzieję, że prezent będzie ci dobrze służył. - Uśmiechnęła się ponownie do Gerry. Tym razem wydawało się, że zrobiła to zupełnie szczerze.
Komentarz o kabarecie różowej trzpiotki w tiulu przyjęła z kwaśnym uśmiechem, patrząc na nią, jakby próbowała połączyć twarz z imieniem. Mówiła, że jest... kuzynką? Eden nie kojarzyła, więc nie mogła być bezpośrednią rodziną. Może to siódma woda po kisielu? Może widywały się na rodzinnych obiadkach raz na jakiś czas? 
- Och... - wydała z siebie dźwięk zrozumienia, kiedy Yaxley przedstawiła kobietę. - No tak, Josephina. Dobrze cię znowu widzieć, Josie - pokiwała głową, posłała jej wymuszony uśmiech, po czym złapała za ramię Gerry i zacisnęła charakterystycznie dłoń, jakby dziękowała kobiecie, że uratowała ją przed popełnieniem faux pas. Naprawdę nie miała zielonego pojęcia, kim ona jest.
- Mówisz, że Theseus to twój wierny towarzysz? Czemu opisujesz to tak, jakby był twoim psem? - zapytała Gerry, lecz od razu zaśmiała się serdecznie, wyciągając dłoń w kierunku Fletchera. - Eden Lestrange - przedstawiła się wreszcie. Uśmiechnęła się enigmatycznie do mężczyzny, jednak nie powiedziała nic więcej.
Borgina natomiast zmierzyła spojrzeniem, a uśmiech na moment zniknął z twarzy. Teoretycznie nie powinna mieć mu za złe tego, co właściwie miała mu za złe, bo wszystko było winą niedojrzałości emocjonalnej i żałosnej próby zemszczenia się ze strony Elliotta, niemniej Logan grał w tym wszystkim dość istotną rolę. Rozumiała, że nie pomógł jej bliźniakowi z zawiści do niej, że to zwyczajny biznes. Niemniej niesmak pozostał, toteż nie przywitała się.
- Dzień dobry, Lori - odparła znacznie spokojniej na widok szwagierki niż ona sama, lecz zdecydowanie wyglądała na równie kontentą z jej obecności. Nie mogła jednak tego samego powiedzieć o jej narzeczonym, a młodszym bracie jubilatów. Patrząc na Leandra zrobiła zbolałą minę, jakby siły witalne ją opuściły, żeby zrobić fikołka z niemocy tuż obok. - Dziękuję. W pocie czoła ćwiczę, żeby w niektórych przypadkach robić to permanentnie. - W odpowiedzi na zapieranie tchu w piersiach uśmiechnęła się również do Leandra, lecz śmiały się jedynie usta. Oczy świdrowały go beznamiętnie, lecz też niezbyt długo - musiała zadzierać głowę, by patrzeć mu na twarz, a późniejszy ból szyi nie był wart tych widoków.
Kiedy podeszła do ich małego, uroczego zbiorowiska Pani Yaxley, Eden uśmiechnęła się ponownie szczerze. Nie miała nic do Jennifer, musiała przyznać. Poza tym Lestrange była tą osobą, która lepiej dogadywała się z rodzicami swoich znajomych niż z nimi samymi. Podobno mówiło się wtedy, że ktoś jest starą duszą?
- Zabranie Williama na polowanie byłoby zagrożeniem życia nie tylko dla nas wszystkich, ale i dla niego. Tak się składa, że ostatnio nawet wolę jednak, kiedy pozostaje żywy. - Pokiwała głową, jakby była zawiedziona faktem, że nie mogła go zabrać. - Poza tym przechodzi fazę walki o prawa skrzatów domowych, więc nie byłby zadowolony z takiej ilości służby kręcącej się wokół. - To zdanie wypowiedziała ze zmęczeniem w głosie, brzmiąc, jakby to była batalia, którą stoczyła i przegrała. Nie było co się roztrząsać, każdy ma jakieś wady. W przypadku męża Eden była to empatia wobec niższych form życia.
Przybycie kolejnej nieznajomej, tym razem blondynki, zwróciło uwagę Eden nie na nią samą, a ponownie na Lorettę. Głównie dlatego, że nowoprzybyła użyczyła swojej marynarki Lori; wtedy właśnie Eden zauważyła rozmazaną szminkę na ustach szwagierki. Znała ją na tyle, by wiedzieć, że zawsze pilnowała, aby makijaż pozostał nienaganny, więc ten mały mankament zwyczajnie wzbudził wątpliwość.
- Kochanie, czemu masz rozmazaną szminkę? - zapytała wprost, patrząc na ciemnowłosą. Zmarszczyła brwi, po czym przeniosła wzrok na Leandra. Co ty jej robiłeś, szarlatanie? - Może chcesz jeszcze raz pomalować usta? Pożyczę ci moją, jeśli nie masz pod ręką - zaproponowała Lorecie, lecz cały ten czas patrzyła na twarz Yaxleya, a nie swojej szwagierki. Coś jej nie pasowało, Lori nie wyszłaby z własnej woli do ludzi w takim stanie. Artyści dbalii o estetykę; o szczegóły.


I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show

~♦~
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Atreus Bulstrode (1004), Bard Beedle (5087), Eden Lestrange (1814), Elaine Delacour (914), Geraldine Greengrass-Yaxley (2629), Logan Borgin (3191), Loretta Lestrange (2477), Seraphina Prewett (2007), Séraphine Anne Leroux (3323), Theon Travers (4220), Theseus Fletcher (1359), Trevor Yaxley (722)


Strony (6): « Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa