• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
1972, Wiosna | 30 maja | Słońce i Księżyc - Nasza mała rzeczywistość

1972, Wiosna | 30 maja | Słońce i Księżyc - Nasza mała rzeczywistość
Czarodziejska legenda
Wilderness is not a luxury but a necessity of the human spirit.
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Czarodzieje dążą do zatarcia granicy pomiędzy jaźnią i resztą natury, wchodząc tym samym na wyższe poziomy świadomości. Część z nich korzysta do tego z grzybów, a część przeżywa głębokie poczucie spokoju i połączenia podczas religijnych obrzędów i rytuałów. Ostatecznie jednak ciężko opisać najgłębsze wewnętrzne doświadczenia i uznaje się, że każdy z czarodziejów odczuwa je na swój sposób. Zjawisko to nazywane jest eutierrią.

Eutierria
#1
01.10.2023, 00:09  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.07.2025, 15:52 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Życie to przygody lub pustka
Rozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic III

Słońce i Księżyc
30 maja 1972

( Wstęp do tego wydarzenia znajduje się pod tym linkiem, a niektóre informacje tam zawarte mogą nie powtarzać się w postach Mistrza Gry, dlatego proszę o uważną lekturę. )

~ ✶ ~

Od jutra amnezjatorzy mieli zacząć usuwać mugolom pamięć. Wszystko, co się zaczynało, musiało mieć swój koniec, taka już była kolej rzeczy, a jednak wielu czarodziejów uważało, że jest to w pewien sposób niesprawiedliwe. Kwitnące, zupełnie nowe i o wiele głębsze niż wcześniej relacje, jakie nawiązali ze swoimi sąsiadami, miały się tak po prostu z dnia na dzień zakończyć - jak mieli się z tym pogodzić? Z udawaniem, że nie przeprowadzili tych wszystkich rozmów, że nie zapoznali się tak dobrze, że nie zacieśnili dotychczasowych więzi. Słońce i Księżyc wznoszące się ponad ich głowami stały się pretekstem do bezpośredniejszych, zakazanych w świetle Międzynarodowego Kodeksu Tajności rozmów.

Zaraz to wszystko zniknie, przepadnie, jakby nigdy nie miało miejsca. Wy jesteście zbiorem ludzi, którzy postanowili zatańczyć na zgliszczach tych wspomnień.

Tego wieczoru, w majowej scenerii Doliny Godryka, wszechświat postanowił otworzyć swe cuda przed waszymi oczyma, ale doświadczyliście ich tylko wy. Ci, którzy zdecydowali się zebrać wokół rozpalonego na skraju Doliny pożegnalnego ogniska. Słońce powinno właśnie schować się za horyzontem, a zachodnie niebo zapłonąć odcieniami pomarańczu i różu, malując niepowtarzalny obraz na tle szczytów wysokich dębów, zamiast tego pozostało na swoim miejscu. Nie da się stosownie opisać tego, co doświadczaliście - wokół panował półmrok, ale widzieliście wszystko tak wyraźnie, jakby ktoś nałożył wam na oczy filtr. Noc wkroczyła powoli, przywodząc ze sobą ciszę. Sklepienie zaczęło się wypełniać gwiazdami, pojawiały się jedna po drugiej, jak białe klejnoty na niebieskoszarym tle. Tuż obok słońca pojawił się księżyc w pełni i wtedy to do was dotarło - widzieliscie wszystko tak, jak do tej pory widzieli to wyłącznie niemagowie. Nastał jeden z tych momentów, w których czuło się, że wszyscy jesteśmy częścią czegoś większego, czegoś wykraczającego poza nasze rozumienie świata - rzeczywistość była wielka, szeroka, nieskończona, to co widzieliście i znaliście, było tylko jej częścią, było waszą małą rzeczywistością.

~ ✶ ~

Zastana scena: kilka stołów ułożonych w podkowę, obstawionych różnymi krzesłami, które biesiadujący przynieśli ze swoich domów. Biały obrus, już w niektórych miejscach poplamiony, chociaż przyjęcie jeszcze się nie rozpoczęło. Kilka potraw, talerzyków, ciast i ciasteczek przyniesionych specjalnie na tę okazję, w fantazyjnych, czasami śmiesznych kształtach. Wszystko przygotowane w domach, z lokalnych zbiorów. Przyniesiony został również alkohol: nalewka z pigwówek i piwo z beczki po winie, smakujące tak cierpko jak się tylko dało. Mogliście swobonie się tym częstować.

W tle: ognisko. Nie tak wielkie jak podczas Beltane, poza tym... niewielu chciało w ogóle rozpalać dzisiaj ogień, bo wspomnienia sabatu wciąż ciążyły niektórym na umysłach jako wielka trauma. Inni korzystali z tego w najlepsze - bo to wreszcie była okazja do spojrzenia w ogień tak, żeby ich nie przerażał. Chcieli tańczyć w rytmie wygrywanym na lutni, na której zwykle popisywał się okoliczny grajek, w wiankach z kwiatów i chwastów zebranych z przyległej polany.

Ale jeszcze nie zaczęli, bo godzina, o której wszyscy mieli się tutaj zebrać, dopiero wybiła.

[+]Jedzenie przyniesione przez graczy
Ognista Nalewka - wyjątkowy trunek, wyprodukowany przez jednego z miejscowych rzemieślników zaprzyjaźnionych z Godrykiem Longbottomem. Zestaw butelek pozostawionych na stole był wykonany z ciemnego szkła, zdobiony jasnymi wzorami. Na szkle znajdowała się skromna etykieta z nazwą nalewki i jej głównym składem. Trunek o smaku wiśni miał głęboki rubinowy kolor, a w jego zapachu można było wyczuć nuty cynamonu, imbiru i goździków. W smaku można było wyczuć nuty cynamonu, imbiru i goździków. W smaku było słodkie, jednak towarzyszył mu też pikantny posmak sprawiający, że każdy łyk rozgrzewał gardło i wnętrze ciała. Nalewka przyjemnie rozgrzewała ciało i rozbudzała zmęczone ciężkim dniem zmysły.

Słoik konfitur i czekolady z Miodowego Królestwa.

Surströmming - potrawa ze sfermentowanych śledzi, które jeszcze pół roku temu pływały w wodach otaczających Islandię. Pudełko było szczelnie zapakowane ze względu na charakterystyczny silny zapach, który unosił się z potrawy. Samo danie ma lekko słonawy posmak, chociaż zaleca się spożycie wraz z dodatkami takimi jak chleb Tunnbröd, cebula i ziemniak. Ze względu na bezpieczeństwo i niewiedzę tutejszej społeczności, na wierzchu została zamieszczona instrukcja - Chleb posmarować masłem, nałożyć kawałek ryby, trochę posiekanej cebulki oraz plaster ziemniaka. Można również wziąć kieliszek wódki i szklankę mleka. Napoje należy spożywać w takiej samej kolejności jak zostały wypisane (najpierw wódka, później mleko). Smacznego.

Pudding cytrynowy.

Shoarma - cienko pokrojone paski mięsa drobiowego i wieprzowego (bo takie Ginny dostała w Anglii), przyprawione w charakterystyczny sposób, nadający korzennego aromatu, podawane z sosem, warzywami i hummusem. Potrawę je się na talerzu, albo w plackach typu pita.

Bułeczki z pikantnym farszem oraz czekoladowe muffiny.

Dwa dwulitrowe termosy z kompotem z truskawek zebranych zeszłego lata w ogrodzie należącym do wiejskiej posiadłości Blacków w Oxfordshire.

Pudełko maślanych ciasteczek kupione tego samego ranka w Londynie.

Piersiówka Oddechu Bazyliszka - bimbru pędzonego przez pewnego staruszka z Doliny Godryka. Ta jednak ukryta jest w wewnętrznej kieszeni marynarki i czeka na odpowiedni moment, by zostać przekazana dalej.

Brennivín (z islandzkiego: płonące wino) - pochodząca z Islandii ziemniaczana wódka o kminkowym aromacie. Brennivín jest najbardziej popularnym wysokoprocentowym alkoholem produkowanym na Islandii. Brennivín podaje się schłodzony w kieliszku. Zawartość alkoholu wynosi 37,5%. Do dna!

Pączki - Na ramieniu miała wiklinową torbę pełną pączków, skorzystała z dosyć sprytnego przepisu - nie wiedziała, jakie smaki wybrać. Zaczarowała więc nadzienie tak, aby każdemu smakowało tak, jak najbardziej lubi.
[+]Zasady
1. Wprowadźcie tutaj maksymalnie jedną swoją postać. Może to być postać drugoplanowa. Z oczywistych względów pierwszeństwo tutaj powinni mieć mieszkańcy Doliny (bo to sprawa lokalna), ale nie musicie się tym bardzo mocno sugerować - jeżeli ktoś chce przyjechać na to wydarzenie z Londynu, to może.

2. Wydarzenie dzielę na tury. Możecie wejść na nie w dowolnej turze i wyjść w dowolnej turze. W jednej turze możecie napisać do dwóch postów.

3. Nie wprowadzam limitów znaków w odpisie, ale proszę o wyraźne podkreślanie interakcji. Nie streszczajcie posta na dole, tylko używajcie opcji podkreślenia dla istotnych fragmentów - kiedy postać coś mówi, głośno kaszle, patrzy na kogoś, ciągnie go za kiteczki i tak dalej.
[+]Dodatkowe informacje
Jako mistrz gry stworzę na potrzeby tej sesji kilka postaci niezależnych, ale wy również możecie je stworzyć. Na dole posta wejściowego umieśćcie wiadomość pozafabularną z krótkim opisem sąsiada, którego tutaj przyprowadziliście, a jego dialogi zaznaczajcie w swoich postach pochylonym tekstem.

Oprócz postaci niezależnej możecie w poście wejściowym opisać przyniesione przez siebie jedzenie. Post mistrza gry zostanie o to zaktualizowany.

Zapraszam do udziału. Jest to sesja bez zagrożenia zdrowia i życia postaci, jej koncepcją jest zamknięcie w temacie większej liczby osób i porozmawiania. Za pełny udział uczestnicy otrzymają okazjonalne odznaki oraz będą mogli odebrać odznakę za osiągnięcie Eutierria, jeżeli jeszcze jej nie posiadają.

Tura wejściowa trwa do 4 października.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#2
01.10.2023, 13:38  ✶  

Ponoć na tym świecie pewną są tylko dwie rzeczy; śmierć i podatki. Po tym, co wydarzyło się w ciągu ostatnich miesięcy w jego życiu, Erik śmiało mógłby dodać trzeci element do tego powiedzenia: twoje życie zawsze może stać się d z i w n i e j s z e. Gdyby na początku roku ktoś mu powiedział, że spędzi końcówkę wiosny w Dolinie Godryka, świętując przyjaźń mugoli i czarodziejów, zapewne wyśmiałby ten scenariusz. Wydawał się nierealny. Podobnie, jak jeszcze niedawno nierealny zdawał się bezpośredni atak Śmierciożerców na sabat. A wszyscy dobrze wiedzieli, jak się miała sytuacja.

Na dobrą sprawę nie wiedział, czy w ogóle powinien tu przychodzić. Nie miał ze sobą żadnego mugola z jakim nawiązał bliższą relację w ramach ostatnich pielgrzymek niemagicznych do Doliny Godryka. Powód? Nie zaangażował się w to, co działo się w okolicy. Chociaż przy rozmowach z sąsiadami zdarzało mu się zasłyszeć coraz to nowe plotki na temat tego, czemu ci wszyscy ludzie zaczęli ściągać do wioski z każdego zakątka kraju, tak nie włączył się w lokalne „śledztwo”. Większość informacji czerpał z gazet i doniesień w pracy. Na szczęście, to nie Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów zajmował się tym ewenementem, a zespół Amnezjatorów. Chociaż jeden obowiązek mniej, pomyslał Erik, poprawiając rękawy ciemnej koszuli, jaką postanowił włożyć na tę uroczystość.

Ubrał się prosto (na czarno) i tak, aby nie rzucać się w oczy. Wprawdzie jego ponadprzeciętny wzrost i tak sprawiał, że wyróżniał się z tłumu, tak nie miał zbytnio ochoty na to, aby tego wieczora brylować w towarzystwie. Przyszedł tutaj bardziej dla zasady, co by zaznaczyć obecność rodu Longbottomów na tej uroczystości. I z ciekawości. Czy zdarzy się tutaj coś, co faktycznie będzie godne uwagi? Erik zwolnił kroku, niosąc ze sobą skrzynka z kilkoma butelkami nalewki.

W końcu nie mógł się tutaj pojawić z pustymi rękami, prawda? Po dosyć ciężkiej rozmowie z dziadkiem udało mu się dostać kontakt do jednego ze znajomych Godryka. A to otworzyło furtkę do małych zakupów w piwnicy pewnego starszego faceta mieszkającego na obrzeżach wioski. W każdym razie Erikowi udało się dostać mały zapas całkiem dobrego alkoholu. Być może umili to jakoś wieczór miejscowym... i ich obcym gościom. Po podejściu do jednego ze stołów, Erik rozłożył butelki na środku, przy innych alkoholach.

— Oby nie skończyło się to tak, jak ostatnio — mruknął pod nsoem, nakładając sobie trochę z sałatki warzywnej z lokalnych zbiorów.

I wtedy to się stało. W pierwszej chwili Erika przeszedł dreszcz, jednak nie zauważył nic dziwnego. Dopiero gdy uniósł wzrok znad talerza, zdał sobie sprawę, że świat wokół niego... uległ pewnym zmianom. Słońce i Księżyc zawisły na niebie jednocześnie, wypełniając przy okazji nocny nieboskłon serią gwiazd. Erik otworzył usta z wrażenia, a jego widelec zawisł w powietrzu w drodze między talerzem a jego ustami.



[+]Przyniesione jedzenie
Ognista Nalewka – wyjątkowy trunek, wyprodukowany przez jednego z miejscowych rzemieślników zaprzyjaźnionych z Godrykiem Longbottomem. Zestaw butelek pozostawionych na stole był wykonany z ciemnego szkła, zdobiony jasnymi wzorami. Na szkle znajdowała się skromna etykieta z nazwą nalewki i jej głównym składem.

Trunek o smaku wiśni miał głęboki rubinowy kolor, a w jego zapachu można było wyczuć nuty cynamonu, imbiru i goździków. W smaku można było wyczuć nuty cynamonu, imbiru i goździków. W smaku było słodkie, jednak towarzyszył mu też pikantny posmak sprawiający, że każdy łyk rozgrzewał gardło i wnętrze ciała. Nalewka przyjemnie rozgrzewała ciało i rozbudzała zmęczone ciężkim dniem zmysły.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#3
01.10.2023, 19:27  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.10.2023, 07:34 przez Brenna Longbottom.)  
Brenna nie zawarła żadnych bliższych znajomości z mugolami. A raczej – nie bliższych niż do tej pory, bo znała wielu ze swoich mugolskich sąsiadów. I jak to zwykle bywało, niektórych lubiła i oni lubili ją, a innych drażniła ta dziwna, pędząca wciąż gdzieś Longbottom, która tak chętnie paplała o bzdurach i słuchała, co masz do powiedzenia, ale niewiele mówiła o swojej pracy, szkole (poza tym, że pracowała gdzieś w Londynie i chodziła do prywatnej placówki) i chociaż chodziła w poszarpanych spodniach, zawsze skądś miała pieniądze. Zawsze trzymała odrobinę dystansu, bo żyli w różnych światach i ten dystans teraz tylko się umocnił. Jeśli pytała, co widzieli, robiła to służbowo i bo Zakon potrzebował informacji.
Bo tak naprawdę nie chciała rozmawiać z nimi o magii. Nie chciała rozmawiać o czymś, co było im tak dalekie. Nie była ani trochę podekscytowała. Zamiast tego… było jej zwyczajnie wstyd. Wstyd, że wojna czarodziejów namieszała w życiu mugoli z Doliny. Wstyd, ze mieli odebrać im pamięć, namieszać w głowach, tylko dla własnej wygody i bezpieczeństwa. Tak, Brenna rozumiała sens Ustawy Tajności. Wierzyła w nią i zawsze sądziła, że ich światy powinny egzystować obok siebie, stykając się tylko z rzadka. Dla dobra obu stron.
Ale wiedziała też, że sama za żadne skarby nie chciałaby oddać swoich wspomnień. Nawet tych najtrudniejszych inajpaskudniejszych. Były częścią jej. A mugolom bez pardonowo mieli te małe cząstki wyrwać. Co innego jeszcze usunąć pojedyncze wspomnienie, gdy ktoś dojrzał jak czarujesz, rzucić confundusa, aby przekonać, że coś ci się pomyliło, a co innego… coś takiego.
A jednak, tego wieczoru ruszyła w stronę miejsca ogniska. Nawet niosła ze sobą jakieś tam słoiki z konfiturami. Chociaż nie szła tu towarzysko. Szła, bo po pierwsze, mugole na miejscu mogli mieć jakieś informacje o pęknięciach. Po drugie i ważniejsze… Brenna wcale nie była pewna, czy śmierciożercy nie zechcą złożyć wizyty w miejscu, w którym mieli spotkać się czarodzieje i mugole.
Zerknęła na Norę. Kusiło ją, żeby powiedzieć, że gdyby coś się działo, niech… ale ugryzła się w język. Przecież nie było sensu jej straszyć.
– Gdybyśmy zgubiły się między ludźmi, Erik jest na miejscu. Z jego wzrostem pewnie łatwo go wyłapać – rzuciła więc zamiast tego do panny Figg, poprawiając sobie na ramieniu koszyk. Trzymała go w lewej ręce. Prawą dłoń, jakoś odruchowo, zaciskała na różdżce, skrytej w kieszeni bluzy. Brenna ubrała się po mugolsku, ale ani trochę nie wystroiła, stawiając na wygodę. Na swobodę poruszania.
Na wszelki wypadek.
Gdy zbliżyli się nieco, zaczęła się rozglądać – wiedziała w końcu, że kilku domowników i znajomych z okolicy planuje wpaść na ognisko, wypatrywała więc znajomych twarzy…
…i zamarła, gdy jej wzrok padł na niebo.
Brenna przypatrywała się sklepieniu, usianemu gwiazdami. Zachodzącemu słońcu i księżycu w pełni. I przez krótki moment ten widok wstrząsnął nią tak, że zapomniała o wszystkim innym - nawet o pełni i Eriku przypomniała sobie dopiero po paru sekundach. A może tylko wstrząsnęła ją myśl, wciskająca się do głowy.
Może tak, jak oni skrywali przed mugolami magię, inny świat i morza możliwości… i przed nimi nieskończenie wiele pozostawało ukryte.

Odkryj wiadomość pozafabularną
Jedzenie: słoik konfitur i czekolady z Miodowego Królestwa.
Dla siebie i znajomych kiełbaski.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#4
01.10.2023, 22:13  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.10.2023, 23:14 przez Nora Figg.)  

Norka była częstym bywalcem Doliny. Mieszkała tu jej babcia, która miała swoją własną knajpę, jedną z bardziej popularnych jadłodajni - o jakże uroczej nazwie "u Lizzy". Sama Figg jeszcze kilka miesięcy temu pracowała w tym miejscu. Nadal często się tutaj pojawiała. Podrzucała Mabel, czy to babci, czy swojej matce. Wiedziała, że Elizabeth ciężko jest bez niej, także kiedy tylko znajdowała chwilę, to się tutaj zjawiała, aby jej nieco pomóc.

Miała świadomość, jak wygląda sytuacja w Dolinie. Dlatego też w ostatnim miesiącu zjawiała się tu jeszcze częściej niż dotąd. Pomagała Lizzy jak tylko mogła pozbierać się po tym, co się wydarzyło, bo zniszczenia nie ominęły jadłodajni jej babci.

Norę pozostawiła pod opieką Wendy. Miała nadzieję, że nie zniszczy dorobku jej życia w jeden wieczór - byłoby to naprawdę smutne, jednak musiała zacząć jej ufać. Tak w pełni. Tym bardziej, że Salema już nie było, a nikomu nie była w stanie zaufać tak jak jemu - szczególnie, jeśli chodziło o sprawy klubokawiarni.

Spędziła cały dzień w knajpie, pomagała babce szykować jedzenie dla mieszkańców. Całkiem przyjemnie było wrócić na stare śmieci. Jako, że był to jeden z nielicznych dni wolnych, jaki miała w tym miesiącu nie zamierzała jeszcze wracać do Londynu, chociaż opcja zapadnięcia w głęboki sen, na jakieś dwanaście godzin wydawała się być naprawdę atrakcyjna. Nie była jednak starą babą, powinna mieć coś z życia i od czasu do czasu pojawić się na jakiś niewielkich wydarzeniach towarzyskich. Dobrze było się spotkać z najbliższymi, dlatego też właśnie postanowiła udać się z Brenną na polanę. Ognisko zresztą też brzmiało niesamowicie atrakcyjnie, Figg nie pamiętała właściwie, kiedy ostatnio brała udział w jakimś.

Wieczór zapowiadał się więc całkiem przyjemnie. Doszły jej słuchy, że ostatnio w Dolinie pojawiło się dosyć sporo mugoli, co nawet ją zaciekawiło. Zastanawiała się, czy jakichś spotkają. Norka lubiła nawiązywać nowe znajomości, mugole zawsze wydawali jej się być niezwykle interesujący, więc może będzie okazja poznać jakichś bliżej.

Na miejsce ogniska dotarła z Brenną, która wyglądała jej na nieco spiętą, ale może to tylko pozory. - Jasne, Erika zawsze widać, otacza go ogromny tłum fanek. - Dodała z uśmiechem. Cieszyła się, że spotka swojego przyjaciela. Miała nadzieję, że znajdzie dla niej chwilę, ostatnio nie mogła przestać o nim myśleć, a każda okazja do spotkania go była naprawdę cenna.

Figg w przeciwieństwie do Brenny wyróżniała się z tłumu. Miała to do siebie, że uwielbiała krzykliwe kolory, tym razem nie mogło być inaczej. Była ubrana w krótką, pomarańczową sukienkę w żółte kwiatki. Włosy spięła wysoko, żeby przypadkiem nie wsadzić ich do ogniska, ale wyjątkowo - nie miała na sobie butów na obcasie. Za dobrze pamiętała, co się wydarzyło, kiedy ostatnio pojawiła się w nich na polanie. Całe zamieszanie ze stołami, chłopakami... nie chciała tego powtórzyć, więc tym razem postawiła na płaskie, balerinki, co tylko podkreślało to, jaka jest malutka. Nie pomagały nawet te nastroszone włosy.

Oczywiście nie byłaby sobą, gdyby nie przygotowała jedzenia. Na ramieniu miała wiklinową torbę pełną pączków, skorzystała z dosyć sprytnego przepisu - nie wiedziała, jakie smaki wybrać. Zaczarowała więc nadzienie tak, aby każdemu smakowało tak, jak najbardziej lubi. Wydawało jej się to być strzałem w dziesiątkę.

Norka uniosła głowę do góry. Niebo było przepiękne, tyle, że jawiły się na nim księżyc i słońce. Trochę spanikowała, przeniosła wzrok na Brennę. - Czy Erik???? - Nie dokończyła, bo była pewna, że przyjaciółka zrozumie o co jej dokładnie chodzi.

Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#5
01.10.2023, 23:08  ✶  

Całodniowe siedzenie w kuźni od rana do nocy pozwalało na to, aby być trochę do tyłu z tym co się działo aktualnie na świecie. O ile ważniejszych wydarzeń takich jak zamach podczas Beltane nie szło pominąć, tak późniejsze wydarzenia jak zaginięcie jakiegoś chłopczyka już tak. I to nie tak, że Hjalmar się nie interesował, a po prostu nie miał czasu aby się zaangażować na tyle na ile by chciał. Prawdę mówiąc był święcie przekonany, że funkcjonariusze Ministerstwa Magii na pewno sobie poradzą bez jego pomocy, wszak było tam wiele utalentowanych osób, które dawały z siebie 110%, a on był tylko zwykłym kowalem co sobie ot po prostu kuł.

Młodszy Nordgersim nie mógł przegapić ostatniej imprezy w Dolinie Godryka. Impreza jakich mało i dodatkowo miało być dużo osób, pysznego jedzenia oraz alkoholu, co sprawiało, że tym bardziej chciał tam być. To też nie tak, że był alkoholikiem, a po prostu koneserem trunków wyskokowych. Główną ideą był jednak fakt chęci zintegrowania się z innymi mieszkańcami tejże pięknej krainy i nie tylko. Nie miało znaczenie pochodzenie - Hjalmar mógł rozmawiać czy bawić się z każdym, a sam korzystał z magii bardzo rzadko.

Na miejsce dotarł wraz z ojcem Dagurem. Ubrał się w koszulę w kratę w której podwinął rękawy do łokci, długie spodnie materiałowe i do tego proste, równie wygodne buty. Liczył, że dołączy do nich jedna z jego sióstr, Katla, oraz Pandora, która jak najbardziej była zaproszona. Nie omieszkał zabrać ze sobą jednego z "przysmaków" ich rodzinnej kuchni. Ciężko to było nazwać czymś dobrym dla ludzi, ponieważ ten smakołyk nie pachniał najładniej na świecie ale zabrał to właśnie dla śmiałków, którzy nie bali się próbować nowych rzeczy. Daniem na które się zdecydował były kiszone śledzie czyli Surströmming.

Hjalmar podszedł do jednego ze stolika i postawił szczelnie zapakowane pudełko z przyczepioną na wierzchu kartką "OSTROŻNIE", obok której znajdowała się krótka instrukcja obsługi. Chwilę później postawił drugi pojemnik w którym znajdowała się cała reszta dodatków z chlebem Tunnbröd na czele. Przetarł w zadowoleniu dłonie, nie mogąc się doczekać reakcji innych na to przepyszne danie i wtedy dostrzegł to co się działo na niebie - Wow, spójrz ojcze - wskazał ojcu to dziwne zjawisko - Wygląda... Zaskakująco, nie sądzisz? - zapytał, kiwając samemu sobie na zgodę. Chwilę później dostrzegł znajomą mu osobę z którą miał zamiar się pójść przywitać i podziękować - Pójdę chwilę porozmawiać. Jeżeli chcesz to też możesz ale do niczego Cię nie zmuszam - dodał w kierunku Dagura i odszedł na kilka kroków do Longbottom, której nie mogło tutaj zabraknąć.

- Dzień dobry, a w zasadzie to już chyba dobry wieczór, Brenno - przywitał się ze znaną sobie brygadzistką. Z początku nie dostrzegł Nory - Bardzo przepraszam - złapał się za pierś kiedy zorientował się, że Longbottom nie stała sama - Nie chciałem być nie miły ale... - przygryzł usta, aby niczego przypadkiem nie palnąć ani tym bardziej nie obrazić - Jest pani leciutko niższa od Brenny i z początku pani nie dostrzegłem za co przepraszam. Panią też jak najbardziej witam - skinął głową w kierunku Nory - Hjalmar Nordgersim - przedstawił się, wyciągając dłoń w jej kierunku - Mam nadzieję, że nie przeszkadzam. Chciałem tylko podziękować za ten list z wytłumaczeniem odnośnie kniei. Bardzo dużo mi on wyjaśnił i pozwolił spojrzeć trochę inaczej na całą kwestię - przyznał - Jak zawsze mogę na Tobie Brenno polegać. Nie zmieniło się nic od lat - stwierdził z uśmiechem na ustach, nadal mając w pamięci jak pomogła mu przed laty z tymi wszystkimi zasadami odnośnie likantropów, które obowiązywały w Wielkiej Brytanii.




[+]Przyniesione jedzenie
Surströmming - potrawa ze sfermentowanych śledzi, które jeszcze pół roku temu pływały w wodach otaczających Islandię. Pudełko było szczelnie zapakowane ze względu na charakterystyczny silny zapach, który unosił się z potrawy. Samo danie ma lekko słonawy posmak, chociaż zaleca się spożycie wraz z dodatkami takimi jak chleb Tunnbröd, cebula i ziemniak. Ze względu na bezpieczeństwo i niewiedzę tutejszej społeczności, na wierzchu została zamieszczona instrukcja - Chleb posmarować masłem, nałożyć kawałek ryby, trochę posiekanej cebulki oraz plaster ziemniaka. Można również wziąć kieliszek wódki i szklankę mleka. Napoje należy spożywać w takiej samej kolejności jak zostały wypisane (najpierw wódka, później mleko). Smacznego
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#6
02.10.2023, 07:32  ✶  
Czy Erik?
To pytanie sprawiło, że Brenna trochę się otrząsnęła z przedziwnego uczucia, jakie ją ogarnęło. Bo nie była pewna. I może rzuciłaby wszystko, zmieniła się w wilczycę i próbowała ruszyć tropem brata, gdyby nie dostrzegła mężczyzny, zmierzającego w ich stronę. Ogarnęła ją ulgą, bo Hjalmar też był wilkołakiem, więc jeśli on się nie zmieniał, nic nie groziło i Erikowi.
- Będzie dobrze - zapewniła więc tylko, puszczając wreszcie różdżkę, by na moment zacisnąć palce na ramieniu Nory w uspokajającym geście. A potem uśmiechnęła się na powitanie do sąsiada. - Cześć, Hjalmar. Nie ma z tobą siostry albo Pandory? - spytała, odruchowo zerkając za niego, czy nie dostrzeże którejś z pań. Rozbawiło ją trochę i to, że nie dostrzegł kobiety, wszak ta w swoim stroju rzucała się w oczy chyba bardziej niż Brenna, i komentarz na temat odrobinę niższego wzrostu. Brenna i Nora były... ciekawym duetem, i jeśli szło o stroje, i tę różnicę wzrostu. - To Nora, moja przyjaciółka, spróbuj koniecznie wypieków, jakie przyniosła.
Nie podarowała sobie tej uwagi, bo raz, sądziła, że wytwory kuchni Figg przypadną mu do gustu, dwa, po prostu lubiła chwalić Norę.
- Prywatne centrum informacyjne zawsze do usług - odparła, uśmiechając się na podziękowania jeszcze szerzej. Chociaż temat Kniei wcale nie był wesoły. Wręcz przeciwnie. Czaiły się tam potwory i Brygada nie była ani trochę bliżej pozbycia się ich niż kilka tygodni temu. Miała więc wielką nadzieję, że Hjalmar jego krewni nie zbliżą się do lasu. - Jeśli ktoś z was będzie chciał zobaczyć ruiny albo te mniej zakazane części Zakazanego Lasu, też jestem do dyspozycji. Obawiam się, że po tym, co stało się podczas Beltane, Knieję należy wciąż omijać - dodała, a potem jej wzrok oderwała się od twarzy Hjalmara i znów powędrował ku niebu. - Co za widok, prawda? Już rozumiem, dlaczego mugole zjeżdżali tutaj z całego kraju. Chociaż to też trochę przerażające, kiedy człowiek pomyśli, jak bardzo... Beltane wpłynęło na naszą rzeczywistość, skoro księżyc i słońce pojawiają się razem na niebie.
I jak bardzo człowiek jest mały w obliczu ich... I cóż. Całej reszty. Ale tego Brenna już nie chciała dodawać.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#7
03.10.2023, 14:36  ✶  

Umówiony z Guinevere czekał pod wskazaną siecią fiuu, żeby potem na piechotę dotrzeć pod Knieję Godryka. Późna pora sprzyjała narastającemu klimatowi, szczególnie kiedy mężczyzna spoglądał na eksplorowany przez tak wielu czarodziei las. To było teraz naprawdę mroczne miejsce, obok którego rozgrywać się miała całkowita sielanka. Odebrał z rąk Ginny to, co niosła, bo przecież zupełnie nie wypadało kobiecie targać czegokolwiek, kiedy miała obok siebie dżentelmena.

Po drodze na miejsce opowiedział kobiecie o Widmach. O przerażających stworzeniach, które teraz nawiedzały to miejsce, bo czy można mówić o "życiu" w nich? One z życiem niewiele raczej miały wspólnego. O tym, jak ważne było, żeby sobie z nimi poradzić, żeby zrobić coś więcej niż postawić znak ostrzegawczy o zbliżaniu się do tego miejsca. Niekoniecznie wymieniał przy tym imiona i nazwiska, ale ogólnie usłyszała o wspólnych staraniach w próbach ustalenia, cóż to były za stworzenia. Bo skala ich niebezpieczeństwa była aż nader oczywista.

Widok był... rzeczywiście nieziemski. Laurent aż przystanął, spoglądając z zachwytem na niebo, gdzie gościła dwójka bohaterów, która w każdej opowieści przedstawiana była jako ta niemogąca się dogonić. Rozerwani kochankowie, którzy nie mogli spleść ze sobą swoich dłoni. Piękne. I przerażające. Bo jakby to powiedział jego najlepszy przyjaciel - to nie było naturalne. Zabawne, że te słowa płynęły z pyska magicznego stworzenia, jakim był abraksan - o naturalności albo jej braku. Zaraz spojrzał na Ginny, uśmiechnął do niej i poszli dalej - ku stołom, mugolom i zebranym tutaj znajomym twarzom.

- Dobry wieczór. - Przywitał się z towarzystwem, prowadząc pod rękę Ginny i dopiero już na miejscu cofając swoją rękę, żeby oddać jej przestrzeń i żeby też samemu się przywitać - przytulić Norę i Brennę, uścisnąć dłoń Hjalmara (z nadzieją, że ta jego nie zostanie połamana) i Erika. - Cieszę się, widząc was tutaj. Miło również poznać, panie Longbottom, dotychczas miałem okazję co najwyżej podziwiać pana klasę z daleka lub czytać wywiady. - Uśmiechnął się w stronę jedynej jak na razie zupełnie nieznanej mu osoby. A przynajmniej nieznanej bezpośrednio. - Przedstawiam Guinevere McGonagall, która od niedawna mieszka w Anglii. Przybyła do nas z Egiptu. - Od razu podłożył jakąś małą podstawkę ewentualnych rozmów i zainteresowania, żeby ułatwić kobiecie wejście w towarzystwo, którego nie znała. Obiecał jej w końcu, że ją zapozna z towarzystwem i słowa swojego zamierzać dotrzymał. Całkiem szczęśliwie dobrze trafili. Laurent zupełnie nie był pewien, kogo będzie można tutaj wyłowić spojrzeniem. - Poznaj proszę Norę, Brennę, Hjalmara oraz rosnącą nam sławę - Erika Longbottoma. - O Eriku w końcu było coraz głośniej, więc śmiało można było powiedzieć, że stawał się bardzo medialny. Nie wyglądało to jak sława zaniedbana i niepielęgnowana do tego, żeby rosła. Przynajmniej Laurentowi się tak wydawało i tak zakładał. Ale kto wie? Na tym świecie działo się mnóstwo dziwnych rzeczy, tak i dziwne zbiegi okoliczności potrafiły przyczepić się do człowieka. Czasem posiadana sława wcale nie była chciana.

Laurent położył na stół przygotowany przez Migotka pudding cytrynowy. Oczywiście, że przez Migotka - Laurent kompletnie nie potrafił gotować.



[+]Jedzonko
Pudding cytrynowy


○ • ○
his voice could calm the oceans.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#8
03.10.2023, 18:50  ✶  

Było jej bardzo miło, że Laurent w ogóle o niej pomyślał. Nie znała w Anglii prawie nikogo, a Prewett wywoływał przyjemne wspomnienia i uczucia, uśmiechała się więc, kiedy odpisywała mu na listy. I również z uśmiechem wyłoniła się z ognia w kominku, którym się do Doliny Godryka przetransportowała, trzymając w dłoni ewidentnie przetransmutowaną do wersji mini miskę z pokrywką. Była bardzo praktyczną czarownicą, lubiła używać magii a coś takiego jak pomniejszenie przedmiotów by łatwiej coś było przenieść i zmieścić należało zdecydowanie do zaklęć użytku codziennego w repertuarze Ginevry. Jeśli jednak Laurent chciał to nieść i się nie namęczyć… to oczywiście mu przekazała, jak dżentelmenowi wypadało.

Z ciekawością wysłuchała historii o widmach, które żywią się energią ludzi, notując w pamięci, by do tego ciemnego lasu się nie udawać. Zadała kilka pytań, podzieliła się swoimi uwagami, a nawet gdyby wymsknęły mu się jakieś nazwiska, to istniała duża szansa, że i tak by ich nie zapamiętała ani nie skojarzyła. Temat ją zainteresował bo nie przypominała sobie, żeby słyszała coś podobnego, a w końcu w Uagadou o duchach, widmach i innych takich nauczano normalnie w toku szkoły, w podstawach jakie opanowywał każdy uczeń (jak też o wywoływaniu duchów, czego zdaje się w Hogwarcie normalnie nie uczono wcale) – zresztą podzieliła się tym spostrzeżeniem, obiecując, że się nad tematem zastanowi, jeśli to mogłoby jakoś pomóc.

Gdy Laurent przystanął, przystanęła i ona, leniwie spoglądając w niebo. Słońce właśnie powinno się schować, malując niebo ostatnimi błyskami, czerwienią i fioletem, a zamiast tego… ciągle było na miejscu, chociaż panował półmrok. Ginevra widziała wszystko wyraźnie, niemalże tak, jakby przetransmutowała swoje oczy w oczy kota, a przecież tego nie robiła. Było cicho, jak w nocy, wiatr nie wiał. Panował taki spokój… Taka cisza. Nie było nawet przesadnie chłodno, chociaż Ginny miała narzucony na siebie sweterek, spod którego wystawała wzorzysta, długa, pastelowa spódnica w roślinne i geometryczne wzorki – bardzo orientalna. Czuła to. Tę… jedność. Jedność z naturą. I księżyc, który na niebie dotrzymywał towarzystwa słońcu… Uśmiechnęła się.

– Dobry wieczór – powtórzyła za Laurentem do zebranego towarzystwa – mówiła z akcentem, od razu słychać było, że nie jest stąd. Stanęła z boku, nie chcąc wejść w drogę, kiedy Prewett witał się ze swoimi znajomymi i przyjaciółmi. – Cześć – dodała, kiedy Laurent ją przedstawił, starała się zapamiętać imiona ludzi, których jej wymienił – nie było ich zbyt wiele, więc sądziła, że nie będzie miała zbyt wiele problemów na tym polu. – Miło mi was poznać – bo naprawdę było jej miło! Guinevere była raczej z tych bardziej towarzyskich osób, niż zamkniętych w sobie, na ten moment jednak zupełnie nie wiedziała czego się spodziewać, wolała więc zbadać nieco teren. Chociaż Hjalmar… Jego imię i wygląd zupełnie nie sprawiały wrażenia angielskich.

Swoją malutką miseczkę też położyła na stole. Zaraz sięgnęła jednak po różdżkę, by przywrócić naczyniu jego pierwotny rozmiar. Laurent wspomniał jej o przyniesieniu czegoś, więc przygotowała jedną z egipskich potraw, shoarmę, upiekła też kilka kilkanaście placków.


[+]Szamka dla wszystkich
Shoarma – cienko pokrojone paski mięsa drobiowego i wieprzowego (bo takie Ginny dostała w Anglii), przyprawione w charakterystyczny sposób, nadający korzennego aromatu, podawane z sosem, warzywami i hummusem. Potrawę je się na talerzu, albo w plackach typu pita.
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#9
03.10.2023, 21:05  ✶  

Nie ma to jak zrobić piorunujące pierwsze wrażenie. Hjalmar miał jednak nadzieję, że udało mu się wyjść z tego z twarzą, wszak nie miał złych zamiarów i nie zignorował Nory specjalnie. Ot taki wypadek przy pracy.

- Na razie niestety nie. Żadnej z nich nie widziałem, a jedynie ojciec jest bo on również urzęduje na co dzień w Dolinie - odparł Brennie - Katla ma ostatnio nawał pracy w Ministerstwie z tego co mi wiadomo. Nawet nie chcę jej zasypywać setkami pytań, już wystarczająco ciężko ma - wyjaśnił kwestię swojej siostry - Pandory na razie też nie ma, chociaż nie ukrywam, że byłoby miło jakby się zjawiła... Ale jeszcze jest czas. Nie wszyscy muszą być przecież na rozpoczęciu - dodał z lekko smutniejszym głosem, który poprawił się dosyć szybko na wspomnienie o wypiekach. Nordgersim był trochę łakomczuchem i uwielbiał to co było dobre. Skoro Longbottom coś polecała to tak musiało być, a i jego nie trzeba było jakoś specjalnie zachęcać do spróbowania jakichś wypieków - Bardzo mi miło - zwrócił się do Nory - Oczywiście, że spróbuję. Ja że swojej strony mogę polecić kiszone śledzie... Chociaż może to być niezapomniane doświadczenie... A i radzę być ostrożnym. Na niewtajemniczonych robi to niemałe wrażenie - stwierdził, zachęcając tym samym do spróbowania kuchni z jego rodzinnych regionów. Zdawał sobie sprawę, że może nie była to najlepsza reklama na świecie ale lepsza taka niż żadna.

- Szkoda kniei, nie ma co ukrywać ale zakaz to zakaz. Nie ma co zgrywać bohatera i wchodzić tam na siłę. Jak ojciec da mi trochę urlopu to mógłbym być chętny - przyznał - Prawda. Piękny widok - powędrował wzrokiem zaraz za Brenną aby ponownie się przyjrzeć - Z początku się trochę bałem ale czuję się dobrze... Jakby nic się nie działo, co jest za razem zaskakujące i lekko niepokojące - dodał od siebie odnośnie swojej przypadłości, a chwilę później spojrzał na Laurenta z nieznajomą, ponieważ ściągnęli jego uwagę. Hjalmar przejechał dłonią po brodzie, aby chwilę później podać ją Prewettowi.

- Ciebie również dobrze widzieć. Zapowiada się dobry wieczór - powiedział z szerokim, szczerym uśmiechem. Dłoń Laurenta ścisnął lekko aby przypadkiem nie zrobić mu krzywdy. W końcu to była ręką brata Pandory, a nie jakiś młotek kowalski- Dzień dobry Guinevero - przywitał się z nowo poznaną Egipcjanką. Hjalmar znał trochę ludzi ale do tej pory wszyscy byli z Europy, więc była to nie lada nowość.

Nowo poznana dama miała pełnię uwagi Nordgersima zaraz po tym kiedy wyciągnęła swoją różdżkę i czarowała sobie jakby nic w tak wielkim i wymieszanym gronie.

broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#10
03.10.2023, 23:28  ✶  
To chyba trochę dziwne. Maj zdawał się spływać krwią – najpierw feralne Beltane, dopiero co zginął również i Meadowes, już tylko kwestią czasu było, kiedy będą żegnać kolejnego ze swojego grona. Nie „czy”, ale „kiedy” oraz „kto”. Ale też zamknięcie się w czterech ścianach nie wchodziło najzwyczajniej w świecie w grę. Z wielu względów.
  Co nie zmieniało faktu, że na dłuższą metę i tak czuła się dziwnie – choć dla odmiany nie z powodu bycia zimną oraz wszystkiego, co wiązało się z tą zmianą (oraz generalnie było konsekwencją Beltane) – kiedy dołączała do tego ogniska.
  Ostatni taki wieczór.
  Ostatni – bo od jutra mugole mieli mieć czyszczoną pamięć.
  Cóż… co do tego również miała dość ambiwalentne odczucia. Z jednej strony – nie bez powodu istniał rozdział świata magicznego od niemagicznego (choć i tak nie był on aż tak doskonały, skoro światy te przenikały się, co wychodziło choćby w mugolskiej literaturze. Jakoś wątpiła, by powszechnie znane motywy brały się tylko i wyłącznie z ludzkiej wyobraźni i były powielane, bo tak, bo mogli – skądś się to wszystko jednak brało, gdzieś były korzenie tych idei i Mavelle uważała, że biorą się one właśnie ze świata, którego była częścią), z drugiej zaś…
  … cóż, z drugiej zaś to było dokładnie to, co hamowało ją przed powiedzeniem „wyczyść mi pamięć”. „Chcę zapomnieć”. Bo to, kim się było, wynikało z sumy doświadczeń -a jeśli nagle usuwało się ich część, niemałą część, to… co wtedy zostawało?
  Mimo wszystko, chyba tak jednak będzie po prostu najlepiej. A już na pewno takie podejście ułatwiało, że nie była specjalnie zżyta z mugolami z Doliny; nie, żeby ich całkiem-całkiem ignorowała, nie należała jednak do tych ludzi, co wyżej srają ni dupę mają i tym samym nie bratają się z tymi „gorszego” sortu, ale wciąż – to nie był poziom wspólnego zaplatania sobie warkoczyków oraz wymieniania się plecionkami na znak przyjaźni trwającej do śmierci i dzień dłużej.
  - To jest to, co myślę? – mruknęła, stając obok Erika. Poprzynosił butelki, które wyglądały bardzo znajomo. Nie przyglądała się im dobrze, zajmując się rozstawianiem na stole tego, co sama przytargała – owoc dobrych „paru” chwil spędzonych w kuchni.
  Doszedłszy do wniosku, że to już wszystko, wyprostowała się, przeciągnęła i… znieruchomiała. Coś było nie tak. Coś było mocno inaczej.
  Słońce i księżyc.
  Do tej pory tylko o tym słyszała, teraz… teraz to widziała.
  I było to jednocześnie piękne, jak i w pewien sposób przerażające. Chociaż strachu akurat nie czuła.

[+]papu
Bułeczki z pikantnym farszem oraz czekoladowe muffiny
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alastor Moody (1171), Bertie Bott (1539), Brenna Longbottom (2491), Dagur Nordgersim (2942), Eden Lestrange (1862), Erik Longbottom (2235), Eutierria (5066), Guinevere McGonagall (3034), Hjalmar Nordgersim (2851), Laurent Prewett (2963), Mavelle Bones (2575), Nora Figg (2322), Pandora Prewett (1800), Perseus Black (2063), Ururu Marquez (718)

Wątek zamknięty  Dodaj do kolejeczki 

Strony (8): 1 2 3 4 5 … 8 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa