• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[07.06.1972] – Chodźmy nad wodę, na twoich kolanach zasnę

[07.06.1972] – Chodźmy nad wodę, na twoich kolanach zasnę
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#1
09.10.2023, 18:36  ✶  
Augustus Rookwood i Avelina Paxton, gdzieś daleko w polu

Chciała się bawić w ułudę, że nie miał żony, że nie miał dzieci. Byli teraz wśród łąk, wśród drzewa, które raz po raz pojawiały się wokół nich. Szli jakąś ścieżką, która było delikatnie udeptana w wysokich trawach. Nie obchodziło ją to dokąd się wybiorą, co zastaną i czy coś ich zaatakuje. Chciała na chwilę zapomnieć o tym, co czekało ją w domu i przypomnieć sobie to jak żyli razem w Hogwarcie. Już z daleko Avelina zaczęła słyszeć dźwięk jakiegoś strumyku. Augustus będzie mógł obmyć twarz z krwi, a ona będzie mogła usiąść i ochłonąć. Oboje będą mogli na chwilę odpocząć, posiedzieć w milczeniu, ułożyć sobie w myślach swoje relacje i potem wrócić do rzeczywistości. Wiedziała, że nie mogła wiecznie ciągnąć za sobą tego Rookwooda. Miał swoje obowiązki, które musiał wypełnić.

Chodźmy nad wodę, na twoich kolanach zasnę. Przeszło jej przez myśl, gdy zobaczyła niewielką, trawiastą plażę, strumień sporej wody z podestem dla rybaków. Uśmiechnęła się i podeszła do podestu puszczając jego dłoń. Naprawdę miała ochotę położyć głowę na jego kolanach, naprawdę miała ochotę położyć się obok niego, poczuć jego dłoń we własnych włosach, ale nie mogła tego zrobić. Nie mogła pozwolić sobie na taką czułość dla niego i od niego. Zamiast tego zdjęła swoją kurtkę, rzuciła na podest i spojrzała na wodę, a potem uśmiechnęła się złośliwie; zdjęła buty, sukienkę i wskoczyła do wody bez słowa, bez ostrzeżenia.

Pan z Ministerstwa Magii
Tak zawsze genialny
Idealny muszę być
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzy 176 cm wzrostu i waży 74 kg. Jest postawnej budowy, ani gruby, ani chudy. Włosy ma ciemnobrązowe, podobnie jak oczy, tylko te z kolei o nieco jaśniejszych tonach. Zwykle chodzi dumnie wyprostowany, z lekko uniesionym podbródkiem. Gestykulacja i dykcja typowa dla arystokraty. Wraz z początkiem lata zamienił brodę na rzecz gustownego wąsa.

Augustus Rookwood
#2
09.10.2023, 21:10  ✶  
Można powiedzieć, że szedłem poniekąd jak na skazanie, w niewiadome, w dzicz. Niby dopisywała nam pogoda i było całkiem przyjemnie na zewnątrz, to ja, cóż, bywałem ostatnimi czasy bardziej piwniczakiem. Skończyły się czasy, kiedy beztrosko przesiadywałem na szkolnych błoniach, czytając książek i wcale nie unikając słońca. Teraz byłem poślubiony cieniom rzucanym przez ściany, kostnicowym lampom i mrokowi nocy, kiedy nie mogłem zasnąć. Teraz? Słońce raziło mnie w oczy, a zaschnięta krew na moich policzkach - miałem wrażenie - narastała coraz bardziej z każdą sekundą. Aż zacząłem ją zdrapywać, zostawiając paprochy z niej pod paznokciami. Tak źle, tak niedobrze. W końcu się poddałem.
W czas, bo dotarliśmy do miejsca poniekąd dla mnie wymarzonego, gdzie w swojej porannej wizji mógłbym siedzieć w spokoju i czytać książkę, pogadać sobie z Aveliną i odetchnąć wilgotnym powietrzem. Pewnie jak najbardziej bym to zrobił, ale nim zdążyłem chociażby wejść na podest, sprawdzając oczywiście, czy jest bezpieczny, to Avelina nie miała już na sobie ubrań. Samą bieliznę. Chyba właśnie dostawałem zapaści, kiedy mignął mi przed oczami jej tyłek. Jak niby miałem być jej przyjacielem, kiedy robiła mi takie rzeczy? Ona to tak specjalnie? Tak przypadkiem? Czy to po prostu moja aura? Cały ten pech, który mnie oblepiał w jej towarzystwie?
A mogło być normalniej... Mogliśmy siedzieć sobie na pomoście, a jedno mogło choćby leżeć na kolanach drugiego. Mogliśmy tak czysto przyjacielsko pogadać, posłuchać otoczeni, odpłynąć w krainę fantazji w milczeniu, a zamiast tego zamurowało mnie jak... kretyna?
Przetarłem twarz dłonią, bo chyba faktycznie byłem kretynem, diabelnie w niej zakochanym debilem i wciąż miałem pełno syfu na twarzy, więc wszedłem na pomost, odłożyłem torbę z kurtką w bezpieczne miejsce, pozbyłem się butów i klęknąłem na skraju by przemyć twarz i poczuć się lepiej. Musiałem przyznać, że moje odbicie w wodzie było milsze, piękniejsze aniżeli mógłbym przewidywać. Umyłem się dokładnie, mocząc również włosy wokół twarzy. Tam też trochę tego syfu się wcisnęło. Ja już wiedziałem, jaka krew potrafiła być uciążliwa. Przynajmniej o tyle dobrze, że to była moja krew. Na pewno w zdecydowanej większości.
- Masz grube dupsko, Paxton - odgryzłem się jej za te przedstawienia, kiedy tylko wynurzyła się spod wody. Spróbowałem jej nawet chlusnąć w twarz z tej perspektywy, ale i tak była cała mokra, więc chyba za bardzo to nic nie dało. Trudno. Woda była całkiem ciepła, więc dobrze, ale raczej nie tak ciepła by tak szaleńczo do niej wskakiwać.
Przysiadłem na kładce i obserwowałem ją sobie, zastanawiając się, jakby to było, gdybym teraz do niej dołączył, gdybym przytulił się do jej pleców, oparł jej pośladki o swoje uda, gdyby moje ramiona były oparciem dla jej mokrej głowy. Emanowała życiem, a ja nie mogłem z tego kielicha pić. No nie mogłem, jeśli nie chciałem jej stracić, dlatego powinienem skupić się na rzeczach, które nie będą powodowały u mnie podniecenia. Choćby tym ptasim napierdalaniu.
Aż odwróciłem głowę by namierzyć tego skurwiela, co mi tak nad głową trelał wesoło.
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#3
11.10.2023, 12:46  ✶  

Tak, ona specjalnie mu to robiła. Czuła delikatną satysfakcję, że mogła się nad nim poznęcać. Za to, że on również to jej robił kilka dni temu w restauracji. Mówił jej, że ją kochał, że cały czas o niej myślał, a nigdy do niej nie napisał. Wolał wyjść za kobietę, której nie kochał. Wolał spłodzić jej dzieci, a ją zostawić, aby wrócić i wmawiać jej takie rzeczy. Uważał siebie za ofiarę, za kogoś niewinnego, a sam zadręczał właśnie ją swoją obecnością. Nie rozumiał, że żony nie usunie, dzieci nie usunie, a próbował z niej zrobić swoją kochankę. I to nie było w tym wszystkim najgorsze. Najgorsze było to, że ona była gotowa się na to zgodzić, że w głębi serca rozważała pójście z nim do łóżka, spędzanie z nim czasu w ten przyjemny dla serca i ciała sposób. Wiedziała jednak, że nigdy nie zostanie tą jedyną, bo już dawno straciła szansę. To ją cholernie w ostatnim czasie wkurzało, denerwowało, powodowało, że traciła kontrolę i chciała ją stracić. Chciała puścić swoją wolę w kosmos, aby nie musieć nic planować.

Gdy poczuła jak zimna woda otacza jej ciało, jak zaciska się wokół niej i wciąga pod jej taflę poczuła się wolna. Chciała nie wypływać, chciała zostać pod nią na zawsze, bo wszystko wokół przestawało istnieć. Nie zliczyłaby ile razy leżała w wannie z głową pod wodą i myślała o tym, aby nie wynurzać się, aby olać powietrze i zostać tak na wieki. Ostatecznie wracała do żywych i tym razem też tak było. Gdy usłyszała jak Gusto komentuje jej tyłek uniosła brwi ku górze i uśmiechnęła lekko.

– Panie Rookwood, nie wypada patrzeć w takie miejsca – jest pan żonaty chciała dodać, ale powstrzymała się, bo wiedziała, że Augustus nie lubi tego tematu, a chciała poczuć się beztrosko, więc gdy zaczął przemywać twarz podpłynęła do niego i złapała go za obie ręce. W miejscu, w którym się zatrzymała woda sięgała jej poniżej piersi i bez problemu mogła stanąć na własnych nogach. Złapała jego ręce i wciągnęła do wody bez ostrzeżenia, bez pytania. Po prostu Augustus nie mógł się tego spodziewać. Gdy tylko znalazł się w wodzie ominęła go i uciekła na środek pływając tam i obserwując jego reakcję.

Pan z Ministerstwa Magii
Tak zawsze genialny
Idealny muszę być
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzy 176 cm wzrostu i waży 74 kg. Jest postawnej budowy, ani gruby, ani chudy. Włosy ma ciemnobrązowe, podobnie jak oczy, tylko te z kolei o nieco jaśniejszych tonach. Zwykle chodzi dumnie wyprostowany, z lekko uniesionym podbródkiem. Gestykulacja i dykcja typowa dla arystokraty. Wraz z początkiem lata zamienił brodę na rzecz gustownego wąsa.

Augustus Rookwood
#4
11.10.2023, 20:01  ✶  
Dzień pełen wrażeń, intensywnych emocji - od olbrzymiego wkurwienia po zapierające dech w piersi podniecenie. A to wszystko za sprawą jednej kobiety, której uśmiech miałem okazję podziwiać w tejże chwili. A kto wie, może gdybym był bardziej czujny, a nie śliniący się, to ujrzałbym ten łobuzerski błysk w jej oczach i przewidział to, co zamierzała zrobić? Zapewne.
Nie żywiłem urazy, bo właśnie znalazłem się pod wodą i sam nie wiedziałem, co w tej chwili o tej chwili myśleć. Świat wywalał mi się do góry nogami. Dosłownie, bo na chwilę straciłem orientację w terenie. Cała Avelina... Nie, panie Rookwood, nie tak jak być powinno! Nie tak być powinno! Kompletne szaleństwo zmieszane z nieodpowiedzialnością, dziecinnymi fanaberiami...? Choć jako ten Augustus, ten ze szkolnych murów, z Hogwartu... Raczej nawet wtedy nie odważyłbym się na podobne sprawy, bo miałem to wgrane głęboko we krwi by świecić przykładem, a nie tyłkiem. Miałem wszystko poukładane. Nawet myśli potrzebowałem mieć poukładane, a nie oddane chaosowi emocji i zdarzeń.
Szarpnąłem się w wodzie, w końcu odzyskując orientację w terenie, bo czułem pod rękoma dno. Miękkie, ale stabilne i nie muliste. Wstałem, łapiąc powietrze. Zimno. Woda jednak była zimna, tak przynajmniej przy pierwszym wrażeniu, a ja, cóż, byłem cały mokry, cały w mokrych ubraniach. I z jakimś takim... nietypowym? uśmiechem na twarzy. Czemu to ja się cieszyłem jak głupi? Czemu się śmiałem?
- Paxton, ty niegrzeczna jesteś! - zawyłem w jej kierunku, śmiejąc się dalej i wskazując palcem wpierw pustkę obok siebie, a kiedy Avelinę namierzyłem wzrokiem, to już skorygowałem swój błąd. Przetarłem zaraz mokrą ręką jeszcze bardziej mokrą twarz, przegarnąłem włosy do tyłu, bo mi wszystko spływało. Pomyślałem, że teraz to już w ogóle musiałem być przystojny inaczej. Nie myślałem o tym zanadto, tylko odetchnąłem lekko. Może właśnie tego potrzebowałem? Może Avelina miała odrobinę racji z tym wyluzowaniem?
Zanurzyłem się w wodzie by podpłynąć bliżej Aveliny. Nie będziemy się przecież wydzierać do siebie przez pół stawu, poza tym skoro już byłem cały mokry, to mogliśmy pobyć sobie tak razem, powariować. Może będę miał okazję bliżej poznać chochliki, które mieszkały w jej głowie? Tak, to by potwierdzało cały ten bałagan dnia dzisiejszego. Ba!, całą moją znajomość z Paxton.
- Rozumiem, że w słowniku Aveliny Paxton słodka beztroska to nic innego jak dokuczenie Augustusowi, cooo? - zapytałem, zatrzymawszy się tuż przed nią. Może trochę zbyt blisko, ale teraz mogłem sobie na nią patrzeć i oceniać, i kusić... bardziej siebie niż ją, ale kiedy tylko myślałem o jej półnagim ciele, że ono było tak blisko mnie, to moje ciało samo jakoś ciągnęło w jej kierunku, co zamierzałem zbić w sobie całym sobą, przestać o tym myśleć. Ale musnąłem jej dłoń, podrażniłem wewnętrzną jej część by w końcu spleść je w solidnym uścisku. Co? Prawie cały dzień trzymaliśmy się za dłoń, stricte przyjacielsko. A teraz to była bardziej ochrona przed prądami wodnymi, których w okolicy chyba nie było, ale to nie szkodziło.
Spojrzałem prosto w jej oczy. Coś mnie tknęło. Nie mogła zaprzeczyć. Nie mogła.
- Robisz to specjalnie - odparłem. Chciałem zapytać, ale z moich ust wyszło stwierdzenie, i właściwie sam nie byłem pewien, co miałem na myśli. Czy tego kolesia w pociągu, czy tę kąpiel, jej wyeksponowane krótką chwilę ciało? Prowokowała mnie, owijała wokół palca, a przecież nie musiała tego robić. Wystarczyło tylko powiedzieć, a zostawię wszystko, zapomnę cały świat dla tych ust i oczu.
Uniosłem wolną dłoń, tak niepewnie, jakby zaraz miała się spłoszyć, by dotknąć jej policzka, by ująć go i sprawdzić, czy wciąż był równie miękki, równie delikatny co wtedy. Chciałem sprawdzić, czy te wargi wciąż... Wszystko we mnie drżało, wyrywało się ku niej. Czy to było dobre by walczyć z przeznaczeniem? Nie, zdecydowanie nie. A mimo wszystko czułem się niewolnikiem w tej bajce, niewolnikiem własnych, intensywnych uczuć, tego, co przez tyle lat trzymałem na uwięzi. Teraz napieprzało w mojej piersi niczym koliber skrzydłami.
Obawiałem się, że jeśli nic nie zrobię, to wybuchnę, przestanę istnieć. Nie mogłem uciekać, stać obok, udawać, że nic nie było, że moje myśli wcale nie uciekały w jej kierunku. Pochyliłem się by to sprawdzić, by poczuć delikatną woń lawendy, by musnąć miękkość jej warg i jej w pełni posmakować. Ponownie. Po raz drugi, hihi. Druga ręką ująłem ją w talii. Nie chciałem by uciekła? Nie, nic z tych rzeczy. Usilnie pragnąłem by była jeszcze bliżej mnie.
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#5
11.10.2023, 20:48  ✶  

Śmiała się. Widząc jego uśmiech Avelina Paxton śmiała się ledwo utrzymując się na wodzie. Troski, Londyn, przeszłość i przyszłość zatarły się w marzeniach, w ulotnej chwili jego śmiechu, jego oczu, które były tak piękne. Patrzyła na niego szczęśliwa zapominając, że ma żonę, że była na niego wkurzona, że miała te wkurzające wyrzuty i wątpliwości, bo oto się stało. Przeklęty Rookwood uśmiechnął się, przestał z nią walczyć, stał się tym, którego kochała, za którym tyle lat tęskniła. Chciała, aby znowu do niej podszedł, aby ją objął, aby ją pocałował. Serce waliło jej szybko ze stresu i napięcia. Próbowała się z nim droczyć i nim udało mu się do niej dotrzeć oddalała się to się cofając, to uciekając lekko w bok. Kilka razy oblała go wodą, aby w końcu się zatrzymać, aby w końcu pozwolić mu do niej podejść. Uśmiech nie schodził jej z twarzy, a patrzyła na niego naprawdę ufnie. Miała nadzieję, że nie zrobi głupoty, że nie zniszczy tego muru, który razem zbudowali, że nie przekroczy granicy, której nie powinni przekraczać. Granicy zbudowanej z rozsądku i pochodzenia, które ich tak cholernie dzieliło. Granicy, która tworzona była z przyzwoitości, zasad i moralności. Nie chciała stać się złym człowiekiem, nie chciała być tą, która zniszczyła małżeństwo, ale nie potrafiła oszukać swojego serca, które rwało się w objęcia tego mężczyzny, który cały mokry zbliżał się do niej niczym ślizgoński wąż – podstępny, seksowny, zapierający dech w piersi. Zadrżała na jego widok wręcz, a na skórze pojawiła się gęsia skórka, która nie była spowodowana zimnem wody, a jego dotykiem na dłoni. Zacisnęła ją chociaż chciała odrzucić. Wiedziała, że powinna go odepchnąć, wepchnąć w czeluści wody i uciec, nie pozwolić mu na to, ale zamiast tego zadarła lekko głowę, aby spojrzeć mu w te ciemne ogniki.

– To mój życiowy cel – odpowiedziała z cichym westchnięciem, a jej niegrzeczne oczy na chwilę spoczęły na jego torsie, który teraz był bardziej widoczny pod mokrą koszulką. Wróciła do jego oczu, do włosów przylepionych do czoła. Do uśmiechu, do Augustusa Rookwooda. Bała się, cholernie się bała tego wszystkiego.

– Co takiego? – chrząknęła, bo głos zamarł jej w gardle. Wstrzymała oddech widząc w jego oczach to zło, którego chciał się dopuścić. Tą rzecz, którą chciał zrobić burząc ten mur, który najwyraźniej nie był zbyt solidny. Gdyby nie była sama, gdyby mogła kogoś wezwać. Oparła policzek na jego dłoni. Nie rób tego. Wołał jej głos w głowie. Błagam, przestań! Krzyczał, wyrywał się, prosił, płakał, ryczał, darł się, ale ona nie słuchała. Ona patrzyła jak zaczarowana w jego twarz, która zbliżała się zbyt niebezpiecznie. Będzie bolało. Szepnął głos. – O nie – Westchnęła mu w usta, gdy tylko znalazły się tuż przy jej własnych. Jęknęła, gdy przysunął ją do siebie.

Smak jego warg, jego bliskości był tak przyciągający, tak cholernie przyjemny i bolesny za razem. Zamknęła oczy, a jej postawa na chwilę się rozluźniła.

Potwór.

Rozsądek dobijał się do jej głowy, a ona próbowała go zdusić. W końcu jednak poczuła ten obezwładniający strach. Z trudem odepchnęła go, uderzyła w twarz, spojrzała na niego – wściekła? Zmartwiona? Przerażona? Zakochana.

– Kurwa – zarzuciła mu na szyję ręce i pocałowała. Inaczej niż wcześniej, odważniej, z kurczowym strachem, że go straci. Serce łomotało, próbowało uciec z tej klatki, wyrwać się z tego strachu, stresu, bólu, tęsknoty.

Wiedziała, że była potworem, że była nierozsądna, że jej przyjaciele tego nie poprą. Powinna go odtrącić, nie powinna wsiadać z nim do tego pociągu, powinna go zostawić, przegnać jak bestie, ale nie potrafiła. Chciała, aby był przy niej, chciała z nim rozmawiać, chciała mu dokuczać, chciała go kochać.

Pan z Ministerstwa Magii
Tak zawsze genialny
Idealny muszę być
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzy 176 cm wzrostu i waży 74 kg. Jest postawnej budowy, ani gruby, ani chudy. Włosy ma ciemnobrązowe, podobnie jak oczy, tylko te z kolei o nieco jaśniejszych tonach. Zwykle chodzi dumnie wyprostowany, z lekko uniesionym podbródkiem. Gestykulacja i dykcja typowa dla arystokraty. Wraz z początkiem lata zamienił brodę na rzecz gustownego wąsa.

Augustus Rookwood
#6
12.10.2023, 20:59  ✶  
Wydawało się to prozaiczne, ale naprawdę świetnie się bawiłem, ganiając w wodzie za Paxton. Robiła zwinne, sprawne uniki, umykając moim objęciom, a ja zanurzałem się w wodzie, oczyszczając swoje ciało i swój umysł z kolejnych trosk, wynurzając się jako nowy człowiek, lekki i beztroski. Czas się zatrzymał i w powietrzu unosiły się jedynie nasze śmiechy, a także pluskanie wody, gdyż ta nie mogła nie ulegać naszej zabawie.
W końcu nieco zziajani unosiliśmy się na wodzie i patrzyliśmy sobie w oczy. Byliśmy coraz bliżej siebie, coraz bliżej ze sobą. Niewinny dotyk, delikatne gesty, jej zniewalająca twarz rozświetlona szczęściem. Och, chciałbym, na bogów, marzyłem o tym by oglądać ją już taką zawsze i na zawsze. Żeby móc widzieć ten szeroki, szczery uśmiech, iskry łobuzerstwa i wiarę w jej oczach, zaufanie, lekkie rumieńce... I słyszeć chichot, który docierał do moich uszu i pieścił je niczym najdoskonalsza symfonia, majstersztyk, dzieło sztuki.
- Jesteś niesamowita - wyszeptałem na jej słowa, właściwie to już do jej ust, kiedy na drobną chwilę przerwałem głęboki pocałunek by nabrać powietrza, by jej to powiedzieć, by musnąć ustami jej kącik ust.
Mur? Jaki mur? Mieliśmy tu tylko dwa rozpalone ciała i setki litrów wody. Uśmiechy, chichoty i westchnięcia. Wszystko sprawiało, że drżałem i to nie z zimna, tylko z pragnienia, które trawiło moje ciało. Chciałem więcej, potrzebowałem więcej tej słodyczy, tej miłości, tego pożądania.
I zaparło mi boleśnie dech, kiedy gwałtownie, niespodziewanie odepchnęła mnie od siebie. Próbowałem naprędce zrozumieć emocje malujące się na jej twarzy, kiedy jej dłoń wylądowała na moim policzku. Mocno się zdziwiłem, kiedy to się stało, kiedy widziałem miłość na jej twarzy, kiedy czułem wciąż jej dłoń na policzku, kiedy dzieliły nas te bolesne centymetry, na które nas odsunęła od siebie. Moje oczy pytać chciały: DLACZEGO, ale rzucone przez nią słowo, jej ręce na mojej szyi i pocałunek, tak zaskakująco głodny, łapczywy, nie pozwoliły mi na nic innego, jak wyjście z szoku i odpłynięciu, mimo że unosiliśmy się wciąż na wodzie. W tym samym miejscu.
- Kocham cię, Avelino - szepnąłem roześmiany, rozchichotany. Wystraszyła mnie, totalnie mnie wystraszyła, ale ona to czuła co ja. Musiała czuć to samo co ja, inaczej nie miałoby to sensu. - Tęskniłem za tobą. Tak bardzo cię kocham - kontynuowałem swą modlitwę, by zaraz dalej wracać do tych pocałunków. Nawet powietrze nie było mi potrzebne, kiedy tak byliśmy blisko siebie. Przyciągałem ją jeszcze bardziej, jeszcze bliżej i choć przylegaliśmy do siebie, to wciąż było mi mało.
Przesunąłem dłońmi po jej udach, tych, które miałem okazję widzieć chwilę na brzegu. Ręce mi drżały, jak gdybym pierwszy raz dotykał kobiety. Miała taką miękką skórę, taką delikatną. Chwyciłem ją, chcąc pochwycić, unieść, wybić jeszcze bardziej nad taflę wody. By górowała nade mną, by oplotła nogami moje biodra. Chciałem być bliżej, mocniej, bardziej. Tylko z nią.
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#7
13.10.2023, 20:41  ✶  

Widziała jego zaskoczenie w oczach, gdy go uderzyła. Widziała strach i ból i słusznie. On powinien to poczuć, powinien czuć tą niepewność tak jak ona czuła, ale szybko się zreflektowała. Miała nadzieję, że jej to wybaczy, miała nadzieję, że to zrozumie, że podda się jej uczuciom, albo ona jego. W końcu to on zapewniał, że ją kocha. To on miał lwie serce, które pragnęło miłości. Ona była skorpionem, wycofanym, walczącym z każdym, kto próbował się do niej zbliżyć.

Był piękni jak bogowie greccy, jak mężczyźni z antycznych posągów. Idealny, w jej oczach był naprawdę wspaniałym człowiekiem. Nie wiedziała, co robił, nie wiedziała tak naprawdę kim był, nie wiedziała, że taka jak ona powinna być dla niego najgorszym typem człowieka. Nie wiedziała, że żył w jednym domu z tym, który oczyszczał świat z takich jak ona. Zamiast tego patrzyła na niego uwalniając serce z kajdan. Właśnie burzyła swój świat i chciała mu zaufać, właśnie próbowała powiedzieć sobie, że mogła być z nim szczęśliwa.

Czuła ucisk w sercu, gdy powtarzał jej, że ją kochał, że tęsknił. Poczuła jak to rozrywa jej serce i umysł na strzępy, jak budzi w niej strach i obawę, bo ona też go kochała, a zamiast tego wiedziała, że za chwilę będą musieli pójść w swoją stronę. Przerwała w końcu ter przyjemne pocałunku i przytuliła się do niego kurczowo, schowała twarz w jego klatce i poczuła jak łzy zaczęły wypływać jej z oczu, jak ból rozchodził się po jej klatce. Czuła się rozrywana na strzępy, czuła się maltretowana przez to wszystko. Tak cholernie nie wiedziała co miała zrobić. Bała się mu poddać, bała się wejść w tą relacje, bo nie była ona dobra, nie była odpowiednia, ale zamiast tego czuła się tak cholernie dobrze w jego ramionach. Bezpiecznie.

Gdy spróbował ją podnieść pozwoliła mu kładąc dłonie na jego ramionach. Spojrzała mu w oczy z miłością, strachem i smutkiem. Zaśmiała się cicho przez łzy, bez płacz, który dławił ją od środka. Przywarła do jego ust, które chciała zapamiętać, które chciała smakować codziennie. Oplotła nogi wokół jego bioder i objęła za szyję.

– Oh, Augustusie – szepnęła do jego ucha całując jego szyję. – Ja… też cię kocham, ale… – przestała go całować, a na powrót się do niego przytuliła. Jego dłonie na jej ciele były tak przyjemne.

Pan z Ministerstwa Magii
Tak zawsze genialny
Idealny muszę być
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzy 176 cm wzrostu i waży 74 kg. Jest postawnej budowy, ani gruby, ani chudy. Włosy ma ciemnobrązowe, podobnie jak oczy, tylko te z kolei o nieco jaśniejszych tonach. Zwykle chodzi dumnie wyprostowany, z lekko uniesionym podbródkiem. Gestykulacja i dykcja typowa dla arystokraty. Wraz z początkiem lata zamienił brodę na rzecz gustownego wąsa.

Augustus Rookwood
#8
14.10.2023, 16:07  ✶  
Myśli idealistyczne nawiedzały mój umysł. Karmiły mnie wizjami, w których naprawdę mogło być wszystko okej, wszystko w porządku, wszystko szczęśliwie. Tak, jak tylko mogliśmy sobie to wymarzyć. A może nawet jeszcze lepiej, jeszcze bardziej, najlepiej? Tak, że nie byliśmy w stanie tego wysłowić? To, co czułem było... czymś nieokreślonym w swojej wielkości. Ulga przemieszana z lękiem sprawiała, że miałem lekkie zawroty głowy, ale wszystko było w porządku. Kochaliśmy się, prawda? Byliśmy dla siebie czymś więcej, czyż nie? Nie mówiła tego, ale płakała... Nie potrafiłem tego zaklasyfikować, ale wciąż byliśmy blisko siebie. Niezależnie od tego, co to oznaczało, było w porządku, prawda? Ale nie potrafiłem się temu przyglądać. Czemu to robiła? Czemu rozpadała moje serce na drobne kawałki?
- Och, Avelino... - szepnąłem czule. Otuliłem ją całym sobą, na tyle, na ile tylko było mnie stać. Przytuliłem ją do siebie i pogładziłem ręką po plecach. Nic jej nie groziło. Byłem tu. Zamierzałem osłonić ją przed każdym ciosem, który mógłby jej zagrażać. Nic się nie działo - powtarzałem w swojej głowie, próbując najwyraźniej tak naprawdę pocieszyć samego siebie. Moje emocje były zdecydowanie czymś, co mogło mi zagrażać najbardziej.
Niezależnie od tego, czy trwaliśmy przytuleni, czy całowaliśmy się, jakby świat miał się skończyć. Kochała mnie, ja to słyszałem. Powtórzyła to, co wtedy po naszej pierwszej kolacji, co oznaczało ni mniej, ni więcej, że mogłem teraz umrzeć szczęśliwy. Oczywiście jak tylko uporam się z tymi łzami u Aveliny, tymi okruchami smutku w jej oczach.
Otarłem jej łzy dłonią. Wpierw na prawym, potem na lewym policzku. Byłem przeszczęśliwy, ale też niemożliwie zatroskany. Ta dziewczyna miała mnie wykończyć. Nie mogła w pełni zejść z naszej wojennej ścieżki, wciąż odnajdując coś, co miało nas dzielić. Ja nie chciałem o tym myśleć, nie zamierzałem.
- Dzięki tobie ożywam i to jest ważne - stwierdziłem szeptem, chcąc myślami zatrzymać ją przy mnie, przy tej chwili. Była taka śliczna. Jej policzki były niczym dwie radosne chmurkowe poduszki i te łzy kompletnie tu nie pasowały. - Ale... chcesz pogadać? Stawmy czoło razem tym demonom, co ty na to? - zaproponowałem, patrząc na nią, chcąc w sumie jej pomóc. Nie chciałem jej oszukiwać tak, jak oszukiwałem samego siebie. Zasługiwała na bezkresny spokój w swoim sercu, więc zamierzałem wziąć na siebie to, co miało zostać powiedziane. Głośno. Bądź co bądź, uważałem siebie z odpowiedzialnego gościa. I niezłego rozmówcę w sprawach sercowych, bo miałem za sobą niezliczone nocne sesje z własną siostrą.
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#9
15.10.2023, 16:57  ✶  

Marzenia były najgorszym rodzajem myśli w takim życiu jakie oni prowadzili. Każde z nich było z innego świata, z innego etapu życiowego, ale marzyli o tym, że mogli być razem. Ona chętnie wyrwałaby się z rzeczywistości i zamieszkała w ziarenku marzeń, które rodziły się w jej głowie. Chciała te marzenia pielęgnować, bo były czymś cudownym, wspaniałym, powodującym, że czuła się na miejscu. Marzenia te mówiły o tym, że mogła zamieszkać z Augustusem, że mogła na niego czekać w domu warząc eliksiry i sprzedając je w okolic, w której by zamieszkali. Mogliby wyjechać gdzieś w góry z dala od bliskich, z dala od ataków jakie powodował ten okropny człowiek bez serca. Chciała czekać na Augustusa, chciała z nim spędzać czas, chodzić na spacery, na spotkania dotyczące eliksirów, czy innych ciekawych tematów. Chciała się z nim całować i zasypiać w jego ramionach. Chciała być dla niego najważniejsza, jedyna i tylko jemu potrzebna. Wiedziała jednak, że te marzenia były zwodnicze, bo jeśli umysł przekaże sercu, że tak może być, że zrodzi się nadzieja na to iż ich świat mógłby tak wyglądać, a potem przyjdzie rzeczywistość to ona pęknie. Rozpadnie się na kawałki. Nie będzie już tą sama radosną, kochaną Paxton z apteki na rogu.

Ciepło które jej dawał, ramiona, którymi ją oplatał, dłonie, którymi ją dotykał – to wszystko pragnęła zapamiętać, a może uda jej się dzisiaj dobrze zasnąć, albo wręcz przeciwnie – nie zaśnie i będzie o tym myśleć. Rozsadzać głowę tworząc scenariusze na to spotkanie, których już nie będzie mogła zrealizować, bo spotkanie było wcześniej. Będzie żałować, że mu uległa, będzie bić się z rozsądkiem, że nie zadziałał, że przegrał z pragnieniem i pożądaniem. Tak, bo cholernie go pragnęła jak jeszcze nigdy żadnego mężczyzny. Chciała, aby był jej, ale nie mogła od niego wymagać tego, że tak będzie, bo miał swoje życie i obowiązki. To ją smuciło, to ją bolało, że nie poczekał, że tak późno do niej przyszedł, że nie chciał o nią zawalczyć tylko pozwolił jej odejść. Cholerny idiota.

Skinęła głową i przemyła twarz wodą, w której nadal siedzieli. Odwróciła się bez słowa podpływając do brzegu w połowie wstając i kierując się tam na własnych nogach. Gdy wyszła na brzeg osuszyła się szybko zaklęciem, aby nie marznąć. Był początek czerwca – mimo ładnej pogody nadal było zimno. Ubrała się i usiadła na trawie, a gdy Augustus dołączył do niej bez słowa położyła mu głowę na kolanach patrząc w dal, na wodę i horyzont. Mogłaby tak spędzić wieczność. Chciałaby tak milczeć nawet sto lat, aby nie psuć tej chwili, tej ciszy. Nie odezwała się pierwsza, bo nie wiedziała co miała powiedzieć. Tak było jej dobrze, tak było perfekcyjnie.

Pan z Ministerstwa Magii
Tak zawsze genialny
Idealny muszę być
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzy 176 cm wzrostu i waży 74 kg. Jest postawnej budowy, ani gruby, ani chudy. Włosy ma ciemnobrązowe, podobnie jak oczy, tylko te z kolei o nieco jaśniejszych tonach. Zwykle chodzi dumnie wyprostowany, z lekko uniesionym podbródkiem. Gestykulacja i dykcja typowa dla arystokraty. Wraz z początkiem lata zamienił brodę na rzecz gustownego wąsa.

Augustus Rookwood
#10
16.10.2023, 20:55  ✶  
Stałem pod wielkim znakiem zapytania. Tak bardzo pragnąłem ją zatrzymać dla siebie, być z nią jak najdłużej, że obawiałem się każdego kolejnego kroku by nie zawalić sprawy, by jej nie zrazić, nie spłoszyć, nie przywrócić złych wspomnień, ale im bardziej się starałem, tym bardziej odczuwałem porażkę.
Bałem się. Cholernie się bałem, że to może być nasze ostatnie spotkanie. Obawiałem się, że każde kolejne z naszych spotkań może być tym ostatnim. Obawiałem się, że mogłaby faktycznie wziąć i przekreślić wszystko, na swój sposób bezdusznie, ale też w pełny sposób usprawiedliwiony swoimi wyobrażeniami... Bo miała rację, miała cholerną rację, której nie chciałem się słuchać, mimo że wyruszyłem w tę podróż z kompletnie innym zamiarem. Przecież chciałem jej podziękować, że mnie otrzeźwiła, że zsunęła mnie do poziomu przyjaciela, że zbudowała mur... Mur, który sam zburzyłem, ponownie się z nią całować. I niczego nie żałowałem, ale... Ale tych łez u niej nie chciałem wywoływać.
Z lubością zanurzyłem się tuż za nią, chcąc zmyć z głowy te wszystkie myśli. Aż żałowałem, że woda nie wpłynęła mi jednym uchem by wypłynąć drugim, czyszcząc po drodze wszystko, zostawiając tylko pustą kartkę. Amnezję, tak niewinną i słodką. Co, gdybym wszystko zapomniał? Może byłoby nam lekko? Lżej... Czy raczej odesłałaby mnie grzecznie pod drzwi posiadłości Rookwoodów, zostawiając mnie na ich pastwę, pozbywając się również problemu?
Jedno było pewne, staczałem się coraz bardziej, gubiłem w tym mętliku myśli i uczuć. Niebawem niechybnie oszaleję.
Szedłem tuż za nią. Zaczynałem tchórzyć, nie chcąc słuchać tego, co miało zostać powiedziane. Nie byłem pewien, czy byłem przygotowany, czy w ogóle mógłbym kiedykolwiek być na to przygotowanym. Może zamiast osuszania, rzucić zaklęcie na utopienie się? Trochę bym pobulgotał i ucichł na wieki. Zdecydowanie lepiej by się paru osobom beze mnie żyło.
Zamknąłem na chwilę oczy, poważny, by zaraz machnąć różdżkę. Nie przepadałem za takim wymiętym ubraniem i chwilę walczyłem ze sobą, ale w końcu rzuciłem też zaklęcie na prasowanie. Wiedziałem, że źle bym się z tym czuł. Pewnie i tak już śmierdziałem rybami, więc przynajmniej nie będę wyglądał jak kloszard. Obejrzałem się, czy z tyłu też mniej więcej wszystko grało, po czym siadłem na trawie. Zaskoczony, że było tu tak spokojnie. Jakbyśmy zdążyli odjechać naprawdę daleko od cywilizacji.
Avelina siedziała tuż obok, inaczej nie wybrałbym miejsca na trawie, tylko pewnie na kładce. Nieistotne. Zastanawiałem się, czy powinienem ją objąć ramieniem, przytulić do siebie... Zdecydowanie mi nie leżało, żebyśmy siedzieli tak obok siebie i nic, bez dotyku, oddaleni na te nieznośne centymetry. Na szczęście i ku mojemu zaskoczeniu, ona drgnęła, kładąc głowę na moich kolanach. Przyjąłem to ostatecznie z ulgą, kładąc prawą dłoń na jej boku, który lekko pogładziłem, a drugą zaraz wyłapując zagubione pasma włosów z twarzy. Skubałem ją jak skrzat kurczaka. Milczała. Może też nie chciała tego wszystkiego mówić głośno? Może również wolała tkwić w kłamstwie, że nam się uda? Czy mogło nam się udać? Czy byłem na tyle odważny by zostawić wszystko za sobą i pójść z nią w niewiadome?
- Kiedy byłem mały, uciekałem z domu do ogrodu czytać książki, ale czasami kładłem się na ogrodowej kanapie i wpatrywałem się w niebo, obserwując te wszystkie chmury, które po nim przemykały... Niektóre szybciej, niektóre wolniej. O przeróżnych kształtach. Kiedyś widziałem smoka z chmur. Ział kolejną chmurą i chyba chciał zjeść chmurkową babeczkę - zacząłem delikatnie, patrząc chwilę gdzieś tam, w tamtym kierunku, gdzie mogła wędrować wzrokiem Avelina.
Absurdy bycia dzieckiem. Bywało mi wtedy ciężko, ale chyba wróciłbym do tamtych czasów i może po drodze zmienił kilka rzeczy. Chociażby moją przyszłość z Aveliną... Ciekawe, czy dziś mogłaby być panią Rookwood? Albo ja panem Paxton? Ojciec pewnie by mnie wydziedziczył, ale ciekawe czy bez rodowej fortuny dałbym sobie radę? Hah. Pewnie bym zginął marnie.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Augustus Rookwood (11168), Avelina Paxton (10050)


Strony (4): 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa