• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
1 2 3 Dalej »
[18.06.1972] But you treat me so unfair

[18.06.1972] But you treat me so unfair
Pan i Władca Prewettolandu
los chce ze mną grać w pokera
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Elegancki, dumny, nienaganny. Wysoki (ok. 184 cm wzrostu), warzący ok. 85 kg. Dobrze zbudowany, co z reguły ukrywa pod markowymi ubraniami. Nie nosi niczego, co nie pochodziłoby od projektanta. Twarz ma zwykle bez wyrazu, chyba że w jego otoczeniu jest bliska rodzina - wtedy pogodny, dowcipny. Z resztą wedle uznania. Ocieka charyzmą na poziomie półboga. Pies na baby. I nie tylko. Włosy siwe, długie, w artystycznym nieładzie. Broda pedantycznie przycięta.

Edward Prewett
#1
10.10.2023, 23:12  ✶  
Posiadłość rodowa Prewettów w Keswick

Można by się spodziewać, że jak napiszesz córce, że chcesz się z nią widzieć w ciągu dwudziestu czterech godzin, to będzie tu, powiedzmy, że natychmiast, albo chociażby z rana, już przed śniadaniem, MOŻE PRZED SAMYM ŚWITEM. Byleby, miejmy poprawkę, podróżowała bezpiecznie i bez komplikacji, BO JEDNAK NIEZWYKLE MI NA NIEJ ZALEŻAŁO, stąd też ten cały ambaras. Ogólnie rzecz biorąc, poranek to wcale nie wydawał się być jakąś wygórowaną porą, ale NIE.
To chyba najdłuższa noc i najdłuższy dzień w moim życiu, kiedy czekałem na Pandorkę do południa i po południu jeszcze trochę. Ja rozumiałem, że musiała się wyspać dla wygody i dla urody, i w inne dni bym to zrozumiał szczególnie cierpliwie, bo to mi nie przeszkadzało, ale w ten dzień NIE, szczególnie że mi od rana zaprzątali głowę sprawami tak prozaicznymi, że się chowały przy plotce, którą sprzedał mi mój własny syn.
Żenujące i kłopotliwe, że jak zwykle o ważnych, rodzinnych sprawach musiałem dowiadywać się od osób niezainteresowanych, postronnych. Chwała, że tym razem to był łaskawie Lorek. Lorek miał ostatnio dużo łaskawości dla mnie, że mnie poinformował o tym mordercy, co grasował w snach, a teraz o Pandorze i jakimś chłoptasiu. Nie mogłem zdzierżyć myśli, że ten... Ugh... Zwyrodnialec mógł się do niej dobierać. Bezczelnym, wstrętny... Modliłem się w duchu by to się zaczynało i kończyło na pocałunkach, ale obawiałem się, że mogło być gorzej. Może powinienem wezwać magimedyka? Chyba jakoś strasznie duszno się robiło. Może Florence... Ona mogła tu pomóc, jakoś to naprawić... Na te nerwy moje nawet herbatka nie działała, a po alkohol nie chciałem sięgać by zachować trzeźwość umysłu.
Stukałem w drewniane biurko, te ogromne i pozłacane, i wysadzane, i stojące w moim ogromnym gabinecie. Spoczywałem na prewettowym tronie zamyślony, zniecierpliwiony, wkurwiony właściwie. Powstrzymałem się od wysyłania szpiegów, bo wolałem to usłyszeć u źródła. Od razu, zaraz. Natychmiast może. Już sobie nawet wyobrażałem jak z nerwów gryzę to dzieło sztuki, biurko moje drewniane, ale... Gdzież ta dziewczyna była?!?!?! Już południe minęło dawno.
Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#2
11.10.2023, 01:53  ✶  
List był niepokojący, nie użył swojego pełnego podpisu i to zaalarmowało Pandorę na tyle, aby uznała, że sprawa jest poważna. Była jednak kobieta pracującą, niezależną i obowiązywały ją kontrakty, nie mogła zerwać się z Wykopalisk tak po prostu, nie wspominając o tym, że musiała dostarczyć jeszcze zlecenie. Ojciec doskonale wiedział, jak napięty miała grafik, więc uznała, że nie będzie się specjalnie niecierpliwi, zwłaszcza że nie była osobą, która się spóźnia, wiec jak napisała, że będzie o siedemnastej, to się nie spóźni.
I tak oto stała piętnaście minut przed czasem przed wejściem do rodzinnego zamku, wzdychając ciężko. Miała słodko-gorzką relację z tym miejscem, o którym właściwie nikt z jej znajomych poza Akane i Geraldine nie wiedział. Przeczesała dłonią włosy, przyglądając się zdobionym oknom, nienagannym donicom z kwiatami, przyciętym trawnikom i krzątającemu się na schodach wejściowych młodzieńcowi, który ochoczo je zamiatał.
Pokonywała kolejne korytarze i stopnie, witając się z doskonale znanymi sobie ludźmi. Pracownicy rodziców ją uwielbiali, zawsze była dla nich była i szczodra, pomagała wykręcać się z obowiązków swojej pokojówce i stajennemu. Odgłos obcasów rozchodził się echem, niósł do wysokich sufitów i kolorowych witraży, zdobionych obrazków, ciężkich kotar. Wszystko było doskonale urządzone i względnie nowoczesne, bo Ayday bardzo o to dbała. Lubiła być modna, zawsze powtarzała, że dobry wygląd ułatwia załatwienie każdej sprawy, dotyczyło to również wnętrz domu. Przed wejściem do gabinetu ojca spotkała starego kamerdynera, którego przytuliła krótko na przywitanie i ukradła z niesionej przez niego tacki talerzyk z ptysiami. Zapukała w ciężkie drzwi, które prowadziły do umieszczonego na górnych piętrach królestwa jej ojca. Gdy służący otworzył drzwi, odetchnęła głębiej i weszła do środka z promiennym uśmiechem.
Zobaczyła go od razu, siedzącego na tronie w zamyśleniu i z gniewnymi ognikami w oczach, jednak Pandora wiele sobie z tego nie robiła, szybko zmniejszając dzielącą ich odległość. Ułożyła ptysie na blacie biurka, a sama przysiadła na podłokietniku i objęła ojca, dając mu całusa w policzek. Miał taki charakterystyczny zapach, który zawsze ją uspokajał. Zlustrowała jego twarz wzrokiem. - Cześć Tatku. Przepraszam, że nie mogłam wcześniej, odkryliśmy nowy mechanizm i musiałam się z tym uporać. - wyjaśniła, patrząc na niego z odrobiną pokory i skruchy w dużych, ciemnych oczach, które otoczone były wachlarzem czarnych rzęs. Musnęła ojcowski policzek raz jeszcze, opierając głowę na jego ramieniu. Obydwoje byli zajętymi ludźmi, a ona była córeczką tatusia i po prostu się stęskniła. - Wszystko w porządku? Gdzie mama? Leyla powiedziała, że wyjechała? - zapytała z ciekawością, zerkając na niego z dołu. - Patrz, co mam! - ruchem dłoni, triumfalnie wskazała na złoty talerzyk z pięknie wyglądającymi ptysiami. Ciekawe, jaki miały krem?
Pan i Władca Prewettolandu
los chce ze mną grać w pokera
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Elegancki, dumny, nienaganny. Wysoki (ok. 184 cm wzrostu), warzący ok. 85 kg. Dobrze zbudowany, co z reguły ukrywa pod markowymi ubraniami. Nie nosi niczego, co nie pochodziłoby od projektanta. Twarz ma zwykle bez wyrazu, chyba że w jego otoczeniu jest bliska rodzina - wtedy pogodny, dowcipny. Z resztą wedle uznania. Ocieka charyzmą na poziomie półboga. Pies na baby. I nie tylko. Włosy siwe, długie, w artystycznym nieładzie. Broda pedantycznie przycięta.

Edward Prewett
#3
12.10.2023, 19:13  ✶  
Ja kochałem Pandorę, ale dziś nie miałem głowy do jej słodkości i delikatności, ani do wypieków, którymi mogłaby mnie raczyć, albo całusów na przywitanie. Normalnie bym się właśnie rozpływał w jej miłości, doceniał, pozwalał łechtać ojcowskiego ego czułościami. Ale nie dziś. Dziś, można by rzec, wchodziłem na wojenną drogę i nie zamierzałem spocząć, póki swych wrogów, wrogów mojej rodziny przy tym, nie zmiotę z powierzchni ziemi. Niestety, moja niechęć przez noc i dzień cały zaczęła się rozrastać w kierunku nienawiści, a potem destrukcji totalnej.
- Pandoro, usiądź naprzeciw. Mamy sprawy do omówienia. Poważne - odparłem chłodno, wskazując jej miejsce naprzeciw biurka. Prewettowski tron w tej chwili przestawał być dla niej dostępny choćby na oparciu, a sprawa wchodziła na drogę oficjalną, nieznoszącą sprzeciwu czy słodkich uśmiechów. Dumny byłem z siebie, że przynajmniej zachowałem chłodny ton i nie wrzeszczałem. Wczoraj mnie trochę ponosiło, rano pracownicy również nie mieli ze mną lekko, a teraz po prostu pozostawałem tykającą bombą. Albo wybuchnę, albo zamilknę.
Umyślnie od samego początku unikałem patrzenia na nią, bo już widziałem oczami wyobraźni jej manipulacje. Nic z tych rzeczy, Pandorko. Żadnej bliskości, żadnych maślanych oczu. Czekałem aż zajmie jeden z mniejszych foteli naprzeciw. Kiedy usiadła, dopiero wtedy zamierzałem kontynuować. W końcu musiała wykonać polecenie, inaczej siedziałem w milczeniu i oczekiwaniu.
- Wybacz, moja droga, ale nowe mechanizmy nie obchodzę mnie w świetle informacji, które okrężną drogą dotarły do mojej osoby - zacząłem, kręcąc głową, bo sobie przypomniałem o jej cieple, kiedy na moment przysiadła obok mnie. Nie mogłem jednak ulegać jej skruszonej twarzy i manipulacjom, nie dziś. To poważna, ważna sprawa była. - Matka ci nie pomoże, bo jest Turcji. Wróci za około tydzień, chyba że będę musiał ją ściągać specjalnie. Kto wie - stwierdziłem niepocieszony, rozważając możliwe opcje. Już miałem przed oczami wizję pilnowania jej przez sztab ochroniarzy, bo raczej Aydayka byłaby niewystarczająca w tej sytuacji.
- Doszły mnie słuchy, że się spotykasz. Z MĘŻCZYZNĄ! - powiedziałem i właściwie wstałem z tym ostatnim słowem, a twarz moja była wzburzona. Tak wzburzona, jak musiała być twarz samego Posejdona, kiedy zalewał na wieczność niezwykłą Atlantydę. - Wytłumacz się!
Wbijałem w nią spojrzenie i od razu tego żałowałem, bo była tam taka drobna i biedna. Ale mnie krew zalewała, tak, krew mnie zalewała, kiedy myślałem o tym, że jakiś typ rościł sobie prawa do mojej Pandorki albo jej dotykał, albo chociażby uśmiechał się przymilnie w jej towarzystwie. Jak nic, zamknę ją w wieży i będę mógł być spokojny.
Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#4
13.10.2023, 23:01  ✶  
Uniosła brew w akcie szczerego zaskoczenia, gdy ojciec pozostał autentycznie niewzruszony jej powitaniem, co młoda czarownica uznała za dość przykre i obraźliwie. Pożegnania i powitania zawsze wydawały się jej ważne, bo przecież nigdy nie wiadomo, kiedy spotykasz drugiego człowieka ostatni raz. A on fuka na nią, jak wściekła papuga. Uniosła dłonie w obronnym geście, snując już w głowie przeraźliwie traumatyczne scenariusze i wstała ostrożnie, cofając się i zajmując miejsce naprzeciw niego, na wygodnym fotelu przed biurkiem. Usiadła prosto, oparła dłonie na kolanach, jak na prawdziwą damę przystało i zadarła dumnie podbródek, wbijając w niego wzrok. Zaciekawiony, zaskoczony, może też odrobinę poirytowany, bo kto to widział, żeby ojciec witał tak córkę po tylu tygodniach? Zwilżyła usta, przekręcając głowę na bok.
- Słucham Tatusiu? Co się stało? - zapytała poważniej, równie chłodno, co on. Byli do siebie bardziej podobni, niż ludzie pierwotnie zakładali. Obydwoje mieli silny charakter. Nie omieszkała jednak poruszyć się, korzystając z chwilowego milczenia tworzącego gęstą i nieprzyjemną atmosferę, aby sięgnąć po jednego z leżących na talerzu ptysi. To, że on nie miał chęci na doskonały wypiek, nie znaczyło, że ona sobie odpuści. - A cóż to za tragiczne informacje, że ściągnąłeś mnie w taki sposób z Walii?- zapytała z uprzejmym uśmiechem, chociaż tęczówki lśniły jej coraz mocniej, buzującymi wewnątrz emocjami. Tylko zewnętrznie była oazą spokoju. Pandora należała do osób brutalnie szczerych, takie przeciąganie i niedopowiedzenia paskudnie ją nakręcały. Ugryzła jednak ptysia, uśmiechając się pod nosem na wybitnie lekki i smaczny krem, a potem otrzepując cukier puder z kolan, ponownie na niego spojrzała. Nie skomentowała słów o matce, bo one przecież częściej gryzły się ze sobą ,niż współpracowały, powinien o tym wiedzieć. Ayday miała zupełnie inną wizję młodej dziedziczki niż Pandora. I miała również dla niej konkretny obraz męża w głowie, którego nie mogła zaakceptować. Nie zrobiła nic złego — tak stwierdziła, myślami wędrując do minionych dni. Mógł się wkurwić o posągi, ale nie mógł o nich wiedzieć. O rozdawaniu po nocy kawy bezdomnym i kanapek też nie miał jak wiedzieć. Całe szczęście, że nie czytała mu w myślach, bo ochroniarzy by po prostu wyśmiała. Zresztą, utrzymać Pandorę Prewett w jednym miejscu miało taką samą szansę na sukces, jak wygrana w jednym z jego wielu kasyn. Patrzyła więc w milczeniu i napięciu, rozważając już choroby śmiertelne Abraskanów, jakiś wypadek u Lauriego lub kolejne rodzeństwo, o którym miała się dowiedzieć.
Gdy jednak usłyszała swojego ojca — do tej pory całkiem zdrowego na umyśle, aż ptyś jej wypadł z ręki i opadł na kolana. Rozchyliła usta w tak szczerym zaskoczeniu, że szczęściem było zajmowanie przez nią fotela, bo Merlin jej świadkiem, wywaliłaby się po prostu. Wstał, wściekły i sapiący, jak rozjuszony Niedźwiedź — nie prychał tylko w ten sposób. Pokręciła z niedowierzaniem głową, nie mogąc powstrzymać roześmiania się.
- Tatku.. To ja wzięłam wolne w pracy, zrzuciłam swoje obowiązki na Lete i Sebastiana, odmówiłam jednego zlecenia i pędziłam tu z myślą, że nie wiem, umierasz Ty lub matka, padają Ci konie, mam nową siostrę lub nie wiem, Laurent zdecydował się pójść do klasztoru, a Ty mi robisz awanturę, że w wieku ponad trzydziestu lat, chodzę na randki? Naprawdę? - zapytała dla pewności, wbijając w niego nieustraszone i absolutnie rozbawione, ale i zirytowane spojrzenie, czując, jak drży jej warga i jedna z żyłek na szyi. Czy on zwariował? - Byłby problem, gdybym umawiała się z kim innym, niż mężczyznami, nie uważasz?
Zapytała głosem słodkim i rozsądnym, trzepocząc przy tym teatralnie rzęsami. Przesunęła dłonią po burzy długich, ciemnych włosów i roześmiała się raz jeszcze.
- Jesteś niemożliwy. Z czego mam się tłumaczyć? Że zdarzyło mi się z kimś umówić, nie wiem, pocałować? Przecież Laurent zmienia na pewno partnerki, jak rękawiczki i nie robisz mu o to wyrzutów?
Ugryzła się mocno w wewnętrzną stronę policzka, aby nie wspomnieć o tym, że ojciec też miewał różne zapędy. Na przyjęciach matki często lustrował wzrokiem ładne czarownice. - Rozumiem, gdybym nie wiem, uprawiała seks na prawo i lewo, a co tydzień widziałbyś moje zdjęcie w gazecie z innym kawalerem, to owszem, miałabym się z czego tłumaczyć.
Dodała z delikatnym wzruszeniem ramion, wciąż przesłodko uśmiechniętą, owijając na palec kosmyk włosów, a drugą dłonią zaczęła zbierać tego ptysia z sukienki.
Pan i Władca Prewettolandu
los chce ze mną grać w pokera
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Elegancki, dumny, nienaganny. Wysoki (ok. 184 cm wzrostu), warzący ok. 85 kg. Dobrze zbudowany, co z reguły ukrywa pod markowymi ubraniami. Nie nosi niczego, co nie pochodziłoby od projektanta. Twarz ma zwykle bez wyrazu, chyba że w jego otoczeniu jest bliska rodzina - wtedy pogodny, dowcipny. Z resztą wedle uznania. Ocieka charyzmą na poziomie półboga. Pies na baby. I nie tylko. Włosy siwe, długie, w artystycznym nieładzie. Broda pedantycznie przycięta.

Edward Prewett
#5
14.10.2023, 20:50  ✶  
Grabiła sobie, a jeszcze brakowało tego by przesadzała. Była przesłodka i przeurocza ta moja Pandorka, ale to tylko potwierdzało moją teorię na temat tego, że ten przebrzydły chłopak wziął ją uwiódł dobrymi słówkami, a kto wie, jeśli teraz nie skrzywdził, to potem jak najbardziej skrzywdzi i nie będzie z tej mojej przesłodkiej i przeuroczej Pandorki nic, tylko kulka depresji i rozpaczy, a na to jako ojciec nie zamierzałem pozwolić. Dziewczyna kompletnie sobie nie zdawała sprawy z tego, jaki świat bywał podły, żyła w bańce mydlanej i jeszcze śmiała mi tu scenki odgrywać z jedzeniem ptysi. Nie wiem, gdzie zrobiłem błąd, ale zarówno Laurent, jak i Pandora nie traktowali mnie poważnie. Za bardzo ich rozpieściłem i teraz miałem za swoje. Wchodzili mi na głowę, szydzili sobie, a tak nie mogło być.
- Co robi Laurent, to robi Laurent... Nie możesz oceniać siebie w tych samych kategoriach co jego i nawet nie waż mi się tu, droga panno, śmiać w twarz, bo to poważna sprawa jest - odparłem, delikatnie uderzając otwartą dłonią z biurko. Potrzebowałem jakoś odreagować by przypadkiem nie wybuchnąć. Jeszcze byłem spokojny. Jeszcze. Ale te dzieciaki mi nie pomagały, szczególnie kiedy Pandorka używała takiego słowa jak seks. Toć powinna mieć uszy zasłaniane w takich sytuacjach, opaska na oczy, nie wiem, trelle-morelle zaklęciem jej rzucić byleby nie była gorszona, ale to ona mówiła o tych seksach i pocałunkach, i jak miałem zebrać myśli, kiedy jawnie się przyznawała do tych randek i to nie tylko jednej, ale ich niezliczonej masy?
Wypuściłem z płuc powietrze, tak ze świstem.
- Jestem głową tego rodu, a ty jesteś moją pierworodną, Pandoro. Na dodatek masz zaszczyt być kobietą, a skoro jesteś już taka dorosła i taka dojrzała, to doskonale zdajesz sobie sprawę z tego, że kobiety zawsze mają bardziej przewalone, jeśli chodzi o opinię publiczną... - zacząłem swój wywód, ale prawda była taka, że nie zamierzałem jej oddawać jakiemukolwiek z własnych egoistycznych pobudek. Pandorka była moją córeczką, córeczką-tatusia. Nie zabierze mi jej żaden błazen. Nawet żaden typowany przez Aydayę.
Aż mnie nosiło od środka. Musiałem wiedzieć wszystko, inaczej nie zaznam spokoju.
- Tłumacz się, ilu ich było, kto to był, gdzie były te randki. Muszę być przygotowany z całym sztabem ludzi, a to wszystko po to, bo masz jakieś fanaberie... Jak ci tak szybko do małżeństwa, to proszę bardzo, Aydaya z chęcią wciśnie cię w suknię ślubną. Dobrze wiesz, że już od dawna gaszę jej zapały. Dla ciebie! - odparłem, uciekając się z tej całej swojej bezradności do gróźb. Tak, Aydaya przyjedzie, pokaże listę kawalerów dla Pandorki i od razu jej się odechce facetów. To dobry plan.
Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#6
26.10.2023, 21:35  ✶  
Ciężko byłoby komukolwiek uwierzyć, że w słowniku Pandory istniały takie słowa, jak "rozpacz" i "depresja". Trudno było znaleźć człowieka bardziej optymistycznego i bardziej pełnego miłości od brunetki, która w każdym umiała znaleźć coś pięknego, wyjątkowego. Wpatrywała się ojca z coraz większym zaskoczeniem, nie bardzo rozumiejąc właściwie, z czym ma problem, bo nie zrobiła przecież niczego niewłaściwego. Nie było na jej temat plotek, udało się jej dostać na okładkę Czarownicy i była niezależna finansowo. Tak, jak ojciec sobie życzył, umiała poradzić sobie w każdej sytuacji. Dlaczego więc dostała srogą awanturę za kilka randek?
- Przecież ja go nie oceniam. Dopóki jest szczęśliwy i nikt go nie krzywdzi, to więcej mi nie potrzeba. - odpowiedziała zgodnie z prawdą, bo za brata była gotowa dać komuś w przysłowiową mordę, nawet jeśli damie nie wypadało. Chodziło Pandorze bardziej o to, że na temat jej brata można było usłyszeć znacznie więcej, niż na jej własny. Bardzo ceniła swoją prywatność, nie chciała, aby ludzie oceniali ją przez pryzmat wszystkich osiągnięć i majątku ojca. Nie drgnęła, nawet gdy uderzył w blat, ciemne tęczówki nie uciekły spojrzeniem, chociaż wciąż dojadała swojego ptysia. Cholernie je lubiła. Jako wegetarianka, miała naprawdę słabość do tego typu rzeczy, chociaż jeden sprawiał, że była najedzona na kilka godzin. -
- Tatusiu.. Czy kiedykolwiek przyniosłam Ci wstyd? Zrobiłam coś, co spowodowałoby lawinę plotek lub niepochlebne komentarze na mój temat? - zapytała ze spokojem, całkiem poważnie i pewnie. Bo wiedziała, że nie. Była idealną córką na wszystkich tych przyjęciach, dawała się podrywać nudnym politykom i jeździła z matką do Turcji, gdy dziadek wyprawiał bankiety. Gdy była w towarzystwie jego córką, dziedziczką, pierworodną — wszystko było dopięte na ostatni guzik. Ba, nawet czasem udawała głupszą, niż była, żeby przynajmniej ktoś z tych nadętych snobów nie poczuł się źle.
Gdy z usta ojca padło słowo "ślub", rozchyliła usta i pokręciła głową z niedowierzaniem, nie mogąc powstrzymać wędrówki brwi ku górze. Naprawdę sięgnął po ten argument? Poczuła, jak coś się w niej zagotowuje, jednak poza zaciśnięciem dłoni w pięść, wyprostowała plecy i zadarła podbródek, odszukując ojcowskich oczu. No to był po prostu cios poniżej pasa.
- I jestem Ci za to bardzo, bardzo wdzięczna, że powstrzymujesz jej zapędy. Wiem, że nie macie ze mną łatwo i praca, którą wybrałam, nie jest tą, której dla mnie chcieliście.. - zaczęła. Starając się brzmieć jak najspokojniej, chociaż warga jej nieco drżała ze zirytowania. Nie mogła nic powiedzieć o Islandczyku, bo on o niczym nie wiedział i nie mógł dowiedzieć się w taki sposób. - To były spotkania z osobą prywatną, która ceni sobie spokój i brak rozgłosu. Nie musisz się martwić, nic niebezpiecznego i niewłaściwego nie zrobiłam. To dobry człowiek, ale po prostu.. Po prostu się spotykamy, gdy mamy czas? - wyjaśniła mu, przekręcając głowę na bok i stukając palcami o udo, wstała, kierując się w stronę parapetu. Oparła o niego dłonie, wyglądając przez okno — na dziedziniec i wszystkie te tereny, które do nich należały. - Uważasz, że już czas, żebym wzięła ślub i skupiła się na nauce prowadzenia biznesu, jak i nadzorowania kasyn? Bo kwestię Abraksanów mam dopiętą, skończyłam wszystkie kursy. Tego oczekujesz ode mnie?
Nie będzie wiedziała, o czym myślał i jakie miał plany, dopóki nie zapyta wprost, a brunetka zawsze pytała wprost. Owszem, była już po trzydziestce i większość panien w jej wieku miała już przynajmniej dwójkę dzieci i myślało o trzecim, zamiast rozwijać karierę i szwendać się po podziemnych wykopaliskach, rozbrajając pułapki.- Jeśli Ty masz jakiegoś kandydata, to go poznam. Ty, nie mama. Mama ma pięćdziesięciu, byle z lepszą pozycją społeczną, żeby mnie sprzedać, jak jakąś krowę.
Dodała z delikatnym wzruszeniem ramion, bo chociaż tyle mogła mu obiecać. Że owego jegomościa po prostu pozna.
Pan i Władca Prewettolandu
los chce ze mną grać w pokera
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Elegancki, dumny, nienaganny. Wysoki (ok. 184 cm wzrostu), warzący ok. 85 kg. Dobrze zbudowany, co z reguły ukrywa pod markowymi ubraniami. Nie nosi niczego, co nie pochodziłoby od projektanta. Twarz ma zwykle bez wyrazu, chyba że w jego otoczeniu jest bliska rodzina - wtedy pogodny, dowcipny. Z resztą wedle uznania. Ocieka charyzmą na poziomie półboga. Pies na baby. I nie tylko. Włosy siwe, długie, w artystycznym nieładzie. Broda pedantycznie przycięta.

Edward Prewett
#7
15.11.2023, 22:14  ✶  
Pokręciłem głową. Pandora dużo mówiła, ale mamiła mój umysł swoimi superlatywami, które znałem aż zanadto, bo od zawsze ją podziwiałem, czy to przed samym sobą, czy do innych. Była moją małą Pandorką, dziewczynką, za którą stanąłbym murem i rozerwał każdego, kto spowodowałby chociażby cień smutku na jej twarzyczce, dlatego się o nią martwiłem. Powiedzieć, że była moim oczkiem w głowie, to zdecydowanie za mało. Była moją małą obsesją, piękną gwiazdeczką, którą los dał mi z niebios. Jakże bym mógł czy śmiał oddać ją innemu? Za nic w świecie.
- Nic takiego nie zrobiłaś, Pandorko. Po prostu się o ciebie martwię i nie chcę by ktokolwiek ci zaszkodził - odpowiedziałem, przełamując się i sięgając po jednego z ptysi. Nie mogłem rano nic przegryźć, więc byłem niemożliwie głodny. - Albo cię skrzywdził, a to, że jest to osoba prywatna, że dba o brak rozgłosu, to wcale nie brzmi dobrze, moja droga...
To wcale nie brzmiało dobrze. Sam fakt, że te pocałunki, że seks, że się spotykali... Gdzie się spotykali, co robili. Pandorka sama podkreśliła, że ma trzydzieści lat. Kiedy ja miałem trzydzieści... Aż się wzdrygnąłem na tę myśl, ale eklerka wszamałem. Miałem przeogromną nadzieję, że Pandora nie szła moją drogą, bo diabli mnie zaraz poniosą.
- Nie zmieniaj tematu, moja droga. Chodzi o tego mężczyznę i jakichkolwiek innych mężczyzn w twoim otoczeniu. Nie będą się jacyś przypadkowi obok ciebie kręcili. Jesteś panną na wydaniu, ale nie oddam cię byle komu... Mama ma może pięćdziesięciu, ale ja z nich wybiorę najlepszą dla ciebie partię, jeśli masz potrzeby założenia rodziny, nie ma problemu. Chcę aby, żeby to było porządnie zrobione, żeby nic nie zagrażało tobie ani naszej rodzinie, ani niczemu, co z nami związane - przemówiłem w odpowiedzi na jej słowa. Tak, to brzmiało jak sprzedawanie krowy, ale ta krowa nie była byle krową, tylko moją córką. Jeśli którykolwiek z kandydatów śmiałby na nią podnieść chociażby głos, to marny byłby jego los. To będą z pewnością trudne i wymagające przepytywanki, szczególnie jeśli zobaczę tam jakieś tureckie nazwiska.
- Nigdy nie będziesz krową, Gwiazdko. Ojciec się postara aby to oni czuli się jako gorsza część tego małżeństwa - stwierdziłem, siadając na fotelu lekko, bo aż z tego wszystkiego nie zdawałem sobie sprawy, że wciąż stoję. Miałem aby nadzieję, że nie jest jej szybko do zamążpójścia i będzie się wzbraniać przed tymi randkami.
Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#8
22.01.2024, 21:37  ✶  
Była przede wszystkim kimś, kogo sam wychował. Kimś, kto był do niego w gruncie rzeczy bardzo podobny i w żaden sposób nie powinna go dziwić siła oraz upór w jej charakterze. Bo ona wobec ludzi, których kochała, zachowywała się w praktycznie ten sam sposób — no, może poza faktem chęci posiadania wiedzy na temat każdego aspektu ich życia. Ostatecznie każdy miał prawo do odrobiny prywatności. Pandora nie była też kimś, kto kłamał — mówiła zawsze szczerze, starała się być sensowna i logiczna, chociaż z drugiej strony, była też uczuciowa. Jej spojrzenie lustrowało ojca, nie tak spokojne, jak przy wejściu do jego gabinetu, ale iskierka tląca się w źrenicy przypominała bardziej zirytowanie, niż złość. Nie była dobra w gniewaniu się, zwykle wybuchała, a potem było jej przykro.
- Wychowałeś mnie tak Tato, że poradzę sobie z każdym, niezależnie od okoliczności. - odpowiedziała dość pewnie, wzruszając delikatnie ramionami i unosząc kąciki ust do góry. Rozumiała lub przynajmniej starała się zrozumieć chęć ochrony jej oraz Laurenta, która płynęła ze strony Edwarda, ale nie zawsze umiała to uzasadnić. Teraz nie umiała. Jego wybuch i słowa wciąż były nieuzasadnione, bo przecież w swoim mniemaniu, nie dała im absolutnie żadnego powodu do wstydu. - Dzięki temu nie ocenia mnie przez pryzmat nazwiska i tego, kim jesteś i co możesz zaoferować razem ze mną. Dla niego jestem po prostu.. No, po prostu Pandorą. Oczywiście jestem dumnym Prewettem, kocham was bardzo wszystkich, ale wiesz przecież, że znaczna większość chce galeonów i tego, czego się dorobiłeś. A ja jestem tylko środkiem do celu, dodatkiem. Zasługuje na więcej niż to.
Nie była pewna, czy Edward będzie w stanie zrozumieć, o co jej właściwie chodziło i czy nie zrozumie jej źle. Świat niestety nastawiony był na galeony oraz zysk, ludzie biegli szalenie za pieniędzmi i zapominali o małych, pięknych rzeczach. Ile to razy nacięła się na tym, że bardziej niż ona, interesujące było nazwisko oraz wielki, rodowy zamek.
Brunetka na szczęście nie wiedziała, co wyczyniał jej ojciec zarówno teraz, jak i w czasach, gdy był w jej wieku. Na tle jednak barwnego życia erotycznego rodziny Prewett, ona była strasznie powściągliwa i oszczędna w czułościach oraz romansach, mając to definitywnie za swoją matką, całe szczęście. Laurent wdał się w tatusia. Słuchała, gdy mówił. Wciąż na niego patrzyła, nie spuściła głowy z zawstydzeniem czy pokorą, ale nie przyglądała się ojcu z butnością. Stłumiła westchnienie, kolejny raz licząc do dziesięciu. Piekły ją trochę policzki, ale naprawdę nie chciała wojny lub kłótni. Nienawidziła się kłócić, a on jednak uparcie twierdził swoje, jakby miał klapki na oczach i nie dostrzegał innych rzeczy, które mogły płynąć z tego, co mówiła.
- Rozumiem Twoje obawy, ale naprawdę, nie zrobię niczego, co będzie niewłaściwie lub niegodne, co mogłoby Cię lub matkę ośmieszyć. Owszem, żyjemy odrobinę inaczej.. - wymownie zerknęła na złoty tron, zaraz jednak wracając do twarzy Edwarda. Ona raczej rozdawała pieniądze, niż je gromadziła. - Chcę tylko powiedzieć, że gdybyś miał powody do obaw lub gdybym żyła lekko i bez zasad, już dawno byłbyś dziadkiem, a gazety pisałyby stosy bredni na mój temat. Mama naprawdę ma pięćdziesięciu.. ?
Jęknęła nieco, przecierając twarz dłonią i wywracając oczami. Ta kobieta była niemożliwa, absolutny osioł w wśród osłów, doprawdy, niereformowalna. Przedstawiła już Pandorze tylu polityków, wynalazców, ludzi ze świata rozrywki, a i tak dalej się łudziła, że cokolwiek z tego będzie. Brakowało tylko księcia z jakiegoś arabskiego kraju, którego ściągnęłaby do Turcji za pomocą dziadka i jego rodziny. Zwilżyła wargi, zachciało się jej drugiego ptysia, ale postanowiła się powstrzymać. Wyprostowała się, krzyżując ręce pod biustem.
- Nie powinniśmy się czuć ze sobą równi? - zapytała cicho, nieco zbita z tropu jego ostatnim stwierdzeniem. Może małżeństwo jej rodziców nie było zawsze idealne, ale uważała, że traktowali się względnie równo. Mama miała sposoby na ojca, ojciec na matkę i tak to trwało, bez większych burz i z okazjonalnym sztormem.
Kobieta przeszła kilka kroków po pokoju i usiadła na podłokietnika ojcowskiego fotela. Objęła Edwarda, przytulając głowę do jego szyi, westchnęła. Wiedziała, że zarówno ona, jak i on nie odpuszczą w tej dyskusji, każde wiedziało przecież swoje. - Nie martw się tak. Wiem, co robię, zaufaj mi.
Pan i Władca Prewettolandu
los chce ze mną grać w pokera
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Elegancki, dumny, nienaganny. Wysoki (ok. 184 cm wzrostu), warzący ok. 85 kg. Dobrze zbudowany, co z reguły ukrywa pod markowymi ubraniami. Nie nosi niczego, co nie pochodziłoby od projektanta. Twarz ma zwykle bez wyrazu, chyba że w jego otoczeniu jest bliska rodzina - wtedy pogodny, dowcipny. Z resztą wedle uznania. Ocieka charyzmą na poziomie półboga. Pies na baby. I nie tylko. Włosy siwe, długie, w artystycznym nieładzie. Broda pedantycznie przycięta.

Edward Prewett
#9
29.05.2024, 23:38  ✶  
Nie łatwo było być ojcem, a już z pewnością nie ojcem tak dorosłych dzieci. Odcięły pępowinę lata temu i teraz miały się za guru we wszelkich dziedzinach, a ja wciąż miałem Pandorkę za moją małą córeczkę, Lorka za takiego zasmarkanego smyka. Wiele bym dał za to by cofnąć czas i na powrót ich mieć w swoim królestwie, pod bacznym okiem służby, z zastępem ochrony po całym terenie... Wtedy było najlepiej, najbezpieczniej. Mogłem spać spokojny, bez obaw, że jedno stanie się ofiarą mordercy we śnie, a córkę skrzywdzi jakiś przypadkowy mężczyzna.
Przytuliłem ją do siebie. Próbowała, próbowała i jej się udało wejść mi na głowę. Jak zwykle zresztą. Ucałowałem jej czoło na tę drobną chwilę, po czym powróciłem do poprzedniej pozycji, gdzie się we mnie wtulała.
- Po prostu się obawiam, moja droga Pandorko, że mi cię porwie jakiś łobuz i już kompletnie zapomnisz o ojcu - westchnąłem zrezygnowany, wypuszczając w końcu z siebie największa prawdę całej tej furii. Uparty, nie uparty. Chciałem swoje dzieci zatrzymać przy sobie jak najdłużej, najlepiej na stałe. Przede wszystkim nie oddawać ich nikomu. Aydaya od razu by wcisnęła Pandorkę w tę suknię ślubną, ale dla mnie to Pandorka wciąż była na to niegotowa, za młoda. Niech się bawi na tych wykopaliskach. Kiedy nadejdzie odpowiednia pora, to wtedy będzie wychodzić za mąż i przejmować obowiązki. Ja sam, cóż, miałem okazję to wszystko zrobić za wcześnie, ale też świata nie widziałem poza rodzinnym biznesem. Pandorka była inna. Niestety.
- Obiecaj mi, kochanie, że jak tylko jakiś paskudnik będzie chciał cię skrzywdzić, to zwrócisz się do mnie o pomoc? - poprosiłem, wpatrując się w ten talerzyk z eklerami. Głodny byłem, a one były tak przepysznie świeże. Pandorka się postarała.
- Powiedz ty mi jeszcze, bo ja jak najbardziej się zgadzam z tym, że zasługujesz na najwięcej, ale... czy ja dobrze sobie dopowiedziałem, gdyż wydaje mi się to zdecydowanie abstrakcyjne, czy ten chłopak nawet nie wie, że jesteś z rodziny Prewettów...? - zapytałem ją niepewny, bo czułem się, jakby mi się to przyśniło. Miałem aby nadzieję, że Pandorka pamięta o nierozerwalnych prawach rządzących naszym rodem. Nie było jakiejkolwiek zgody na partnera spoza rodów czystej krwi, a z tych to raczej każdy wiedział, że Pandora to moja córka była nietykalna.
Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#10
16.06.2024, 20:56  ✶  
Nie było łatwo postawić się na miejscu Edwarda, gdy nie miało się własnych dzieci. Starała się być wyrozumiała, tolerować jego nadopiekuńczość i obsesję na punkcie bezpieczeństwa, ale podobieństwo do ojca sprawiało, że czasem brakowało jej cierpliwości. Wychował ją na silną kobietę, nic więc dziwnego, że szybko zaczęła wierzyć w to, że sama wie, co dla niej było najlepsze. Czy nie był przecież taki sam? Równie uparty, przekonany o słuszności swoich działań oraz decyzji? Z ich dwójki, Laurent był bardziej delikatny i faktycznie, stwarzał dookoła siebie aurę potęgującą uczucie konieczności jego ochrony. Nigdy jednak nie przyszło jej do głowy, że mógłby go zabić ktoś we śnie.
Uśmiechnęła się promiennie na całusa, zaciskając palce na ojcowskim ubraniu, jakby to ona chciała zamknąć go w silnym i stabilnym uścisku, zapewniając, że wszystko będzie w porządku. Znajomy zapach, który dotarł do jej nosa, wywoływał poczucie bezpieczeństwa i dziecięcą wręcz radość z ufnością, która latorośle zwykle okazywały rodzicom.
- Nigdy o Tobie nie zapomnę. Jestem też przekonana, że mama skrycie marzy o takim łobuzie w obawie o moje ewentualne staropanieństwo. - zauważyła z nutą rozbawienia, zerkając na niego spod wachlarza ciemnych rzęs, które zresztą po wspomnianej wcześniej odziedziczyła. Wciąż traktowała to lekko, nie robiąc sobie niczego z upływu czasu, bo przecież takowego łobuza — który łobuzem wcale nie był, jak się okazywało, już znalazła. Islandczyka można było nazwać grzecznego na tle jej samej, niewinnego wręcz, ale lepiej, żeby ojciec pewnych rzeczy nie wiedział.
- Oczywiście Tatku, ale przecież wychowałeś i mnie i Lauriego tak, że umiemy o siebie dbać. Wbrew wszystkiemu, też umiem być całkiem straszna. Dobrze, już dobrze, nie patrz tak na mnie! Obiecuje.
Nie wiedziała, czy to kwestia zdobytego mistrzostwa w pewnego rodzaju manipulacji i odwracania korzyści na swoją stronę, czy po prostu Edward miewał czasem — bardzo rzadko — momenty, że był uroczy i trudno było mu odmówić. Wiedziała, że należy szanować oraz dbać o swoich rodziców, ale im starsi byli, tym bardziej miękła, zapewne ku rozczarowaniu kochanej Florence.
Nieco się spięła, gdy zadał to pytanie. Rozluźniła nieco uścisk, ale wciąż trzymała się blisko ojca, ostrożnie podnosząc na niego wzrok. No właśnie, tu był puszek pogrzebany, Hjalmar nie miał pojęcia o całej tej... Sprawie i pewnie dlatego nie uciekł jeszcze z krzykiem. Nie mogła sobie wyobrazić jego reakcji na wiadomość o zamku, tronie, galeonach i całej reszty rzeczy, którą oferowała jej rodzina. - Eklerka? - zapytała najpierw, nieco się wychylając do przodu, aby złapać talerz i położyć sobie na kolanach. Wręczyła ojcu jednego, a sama złapała za drugiego, gryząc kawałek. Kupowanie czasu wcale nie było dobrym rozwiązaniem, ale zdawało się, że Prewettówna bardzo chciała przemyśleć słowa, które złożyć się miało w odpowiedź. Podniosła spojrzenie nad ciastka w oczy Edwarda, przytakując ostrożnie. - On pochodzi z rodziny Czarodziejów, czystokrwistej, tylko... Tylko on po prostu nie jest Anglikiem. Stąd nie ma pojęcia o tym, jak silna jest nasza rodzina i jak wielkie w magicznym świecie ma wpływy. Wiesz, jak zwykle bywa... Gdy wiedzą, że jestem Twoją córką? Zwykle oczekują pieniędzy i wpływów, a ja gdzieś w tym ginę. I tutaj, jest mi to nawet na rękę, że nie patrzy na mnie przez pryzmat galeonów. Jak inaczej miałabym się dowiedzieć, czy jest odpowiednim człowiekiem?
Mówiła ciszej, niż zwykle i brzmiała poważniej, rozbawiony ton gdzieś zniknął, co podkreślały leniwie tlące się w jej oczach, uparte iskierki. Nie chciała się z ojcem kłócić kolejny raz, mając nadzieję, że chociaż trochę zrozumie jej punkt widzenia. Sam doskonale wiedział, jakiego typu była większość propozycji małżeńskich, które dostawali. A Pandora nie mogła, nie chciała i nie umiałaby być w związku z kimś, dla kogo pieniądze i pozycja społeczna byłaby ważniejsza, niż miłość.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Edward Prewett (2335), Pandora Prewett (3514)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa