• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[ 20 Lipca 1972] Szaleństwo i głupota Laurenta Prewetta | B, V, L, P

[ 20 Lipca 1972] Szaleństwo i głupota Laurenta Prewetta | B, V, L, P
Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#1
12.10.2023, 23:45  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.01.2025, 23:50 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic III
Rozliczono - Victoria Lestrange - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
Rozliczono - Atreus Bulstrode - osiągnięcie Badacz Tajemnic I

Nigdy nie przypuszczała, że zna tyle epitetów i będzie je w stanie użyć w stosunku do młodszego brata. Rzuciła absolutnie wszystko, co robiła — każde zlecenie i mechanizm, jak jej ten skończony idiota nie odpisał w ciągu dziesięciu minut, pakując plecak, łapiąc za różdżkę i zbierając się w drogę do Wielkiej Brytanii. W głowie miała już obrazy, jak jakiś psychopata rzuca na niego Avadę przez okno i słodkie, Laurentowe zwłoki leżą rozciągnięte na tym dywanie. Wzdrygnęła się na samą myśl, zerkając z pogardą na proroka, gdy prędko związywała włosy w wysoką kitkę. Ojciec go zabije. Ona go zabije. Florence go zabije. Brenna go zabije. Jego przyjaciółka Victoria go zabije. Czy on czasem myślał? Owszem, miał tendencję do paplania, ale żeby wyzywać psychopatów w Proroku Codziennym? Co za brak odpowiedzialności.
Lepiej, żeby nie był martwy, bo ona go zabije, jak wpadnie po niego do domu. Bo przecież nie mógł tam zostać, a już na pewno nie bez odpowiedniej ochrony.
Było ciepło, nieco duszno i Pandora miała nadzieję, na ciepły, letni deszcz. Najpierw za pomocą świstoklika dotarła do Londynu, a potem teleportowała się pod dom młodszego brata z miną tak niezadowoloną i złą, że sam diabeł by się jej wystraszył. O dziwo jej pstryknięcie świadczące o skorzystaniu z teleportacji, nie było jedyne. Gdy mogła już otworzyć oczy, a wszystko w żołądku przestało wirować, dostrzegła jeszcze dwie sylwetki, na których widok uśmiechnęła się tylko z odrobiną zakłopotania, przyjmując jednak z ulgą, że nie tylko ona była wariatką na punkcie swojego słodkiego, niewinnego brata.
- Cześć Brenna, cudownie Cię widzieć. Ty musisz być Victoria, nie? Mój brat jeszcze przed udarem swojego mózgu mi o Tobie opowiadał. Pandora. - przedstawiła się z pogodnym uśmiechem, przyglądając się śliczniej dziewczynie ciemnymi oczami, a potem poprawiła plecak. Wciąż miała różdżkę w dłoniach, mimowolnie nasłuchiwała i rozglądała się dookoła, jakby banda śmierciożerców miała wyskoczyć z pobliskiego krzaku róży. - Widzę, że nie tylko mnie zignorował. Drogie Panie, nie ma na co czekać.
Zauważyła z westchnięciem rezygnacji, kolejny raz rozpaczając nad nagłą utratą szarych komórek Laurenta, po czym zrobiła krok do przodu i uderzyła kilkukrotnie w drzwi. Już ona mu wytłumaczy, co to znaczy odpowiedzialność. Mógł sobie marudzić i wyzywać na swoje futra, a nie na próbujących przejąć władzę nad światem, brutalnych i bezwzględnych morderców.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#2
13.10.2023, 00:06  ✶  
Początkowo nie miała zamiaru się tu pojawiać.
Tyle że...
Odpowiedź nie przychodziła, a Brenna zaczęła myśleć o tych wszystkich napadach i "wypadkach", do których doszło w ostatnich miesiącach. O Canie, o tym, co wyprawiało się w New Forest, i że zasadniczo zgłoszono tę sprawę, więc Laurent już mógł być na celowniku... i że po prostu nie wybaczyłaby sobie, gdyby coś mu się stało, bo ona nie znalazła pięciu minut, żeby to sprawdzić.
Teleportacja była cudownym wynalazkiem, dzięki któremu taką wycieczkę Brenna mogła załatwić w góra pół godziny. Ot sprawdzi, czy wszystko jest w porządku, podpyta o plany i wróci z powrotem. Bo nie, w przeciwieństwie do Pandory, nie zamierzała na Laurenta wrzeszczeć - nie miała do tego prawa, a w wywiadzie, ostatecznie, nie znalazło się ani jedno kłamstwo.
Ostatecznie wychodząc z biura wpadła na Victorię, która chyba doszła dokładnie do tego samego wniosku, co Brenna.
Że ten artykuł mógł sprawić, że nad domkiem na brzegu morza zapłonie mroczny znak.
*

Gdy aportowała się z trzaskiem w pobliżu punktu aportacyjnego i ruszyła wraz z Lestrange ku domowi, a potem zobaczyła z daleka aportującą się sylwetkę, przez ułamek sekundy sądziła, że jednak nie, nie miała paranoi, i śmierciożercy już zaczęli działać. Ale zaraz w kobiecie, która pojawiła się przed domem Prewetta – jeszcze zanim zdążyła unieść różdżkę, na szczęście – rozpoznała Pandorę.
Tym razem jednak, ten jeden raz, wcale się nie spóźniły. I może jednak były paranoiczkami.
– Cześć, Panda – przywitała się, chowając różdżkę z powrotem do kieszeni. Uśmiechnęła się do Prewettówny, z odrobiną zakłopotania, które Brennie przytrafiało się rzadko, ale cała ta sytuacja… no, była… właściwie to była w stylu Brenny, w końcu narwanie stanowiło jej znak rozpoznawczy, a wpychała się w najróżniejsze dziwactwa, prawda? – Wpadłyśmy upewnić się, że u Laurenta wszystko w porządku. Cieszę się, że tu jesteście, bo jak mieć paranoję, to dobrze mieć ją w towarzystwie, nie czuję się aż tak nienormalna.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#3
13.10.2023, 00:31  ✶  
Artykuł, który przekartkował rano w gazecie był czymś czego się zdecydowanie nie spodziewał. Wiedział, że kuzyn lubił mówić co myślał, nawet jeśli były to bardziej jego nadzieje, niż jakieś konkretne fakty, ale tym razem popłynął gdzieś na nieznane i całkiem burzliwe wody. Cała ta sytuacja nieco go bawiła, bo nie trzeba było być orłem, żeby wyobrazić sobie całe to poruszenie wśród najbliższych, jakie musiał wywołać artykuł. Wyobrażał też sobie górę listów, która zapychała kominek Laurenta, a ten ledwo był w stanie wyrobić z odpisywaniem na nie, nie mówiąc o tym ile osób musiało go właśnie oskarżać o zgubienie gdzieś po drodze zdrowego rozsądku.
Z drugiej jednak strony nie był przecież potworem, a Prewett absolutnie nie był mu obojętny. Kochał go jak brata, nawet jeśli czasem ułomnego na umyśle i wręcz infantylnego jeśli chodziło o postrzeganie świata. Sam chciał sprawdzić co u niego, ale do zagęszczenia ruchów zdecydowanie popchnął go list do Pandory.
Teleportował się więc prosto do jego domu w New Forest. Rozejrzał się po salonie z umiarkowanym zainteresowaniem, bo oglądał tę przestrzeń więcej niż dwa razy w życiu i pewnie dałby radę poruszać się po niej i po omacku. Plan był prosty - porozmawia sobie krótko z Laurentem i zabierze go do Londynu, do własnej posiadłości, żeby mieć go na oku, a jednocześnie żeby wszyscy inni czuli się o wiele lepiej z myślą o tym, że Prewett siedział w ukrytej kamienicy do której nikt niepowołany nie miał prawa się dostać. Brzmiało wręcz idealnie, gdyby nie fakt, że zaraz rozległo się do drzwi pukanie.
- Ki chuj - wyszeptał, odwracając się w kierunku drzwi. Przez chwilę myślał, czy to właśnie śmierciożercy postanowili zawitać w tak dogodnym momencie, ale oni raczej nie pukaliby grzecznie. Szybko więc znalazł się pod drzwiami, otwierając je i zaraz marszcząc brwi, kiedy zobaczył kto się za nimi znajduje. Nawet nie miał czasu dziwić się, że w zestawieniu znajdowała się Brenna, bo skupił się na Pandorze.
- Po co ty w ogóle mi te listy wysyłasz, skoro sama zaraz tutaj przylatujesz? - zapytał jakby zniecierpliwiony, zaraz jednak odpychając skrzydło drzwi na oścież. - No, szybko, szybko. - ponaglił je, gestem zapraszając do środka. A kiedy już wszystkie weszły, i zdążył posłać Brennie powłóczyste spojrzenie, zamknął za nimi drzwi na zamek. - Pomyślałem, że zabranie go do siebie będzie lepszym pomysłem jak siedzenie tutaj. Rozumiesz, ukryty dom, zabezpieczony odpowiednio brzmi trochę lepiej jak... to - machnął ręką dookoła na ciasny domek w którym się właśnie znajdowali.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#4
13.10.2023, 01:08  ✶  

Przeraziła się nie na żarty, kiedy przeczytała artykuł w gazecie. Niewiele myśląc, napisała do Laurenta – to nie był mężczyzna, który wypowiadałby się bez pomyślunku, nie wierzyła, że to jego słowa, widziała już zresztą o sobie samej przekręcone artykuły z informacjami z dupy za przeproszeniem i miała poważne wątpliwości, czy Laurent rzeczywiście to powiedział. Natomiast nieistotne było, czy faktycznie tak powiedział, czy nie, ważne było, co zostało wydrukowane w gazecie i jakie to mogło mieć konsekwencje. Albo żadne, albo wręcz przeciwnie… A Laurent nie był przeszkolony, by sobie z takimi przypadkami radzić. Był, jakby tego nie nazywać, cywilem. Kiedy więc nie dostała zwrotnie żadnej sowy, to zamiast wrócić do domu, po prostu planowała teleportować się do New Forest – i tak właśnie natknęła się na Brennę. I teraz z cichym pyknięciem wylądowały obok siebie, niedaleko wejścia do domu Laurenta, a niedaleko teleportował się ktoś jeszcze.

Victoria, ciągle w czarnym mundurze aurora (jako, że nie traciła czas na przebieranie się), też wciąż miała w dłoni różdżkę, gotowa rzucić zaklęcie, jednak kobieta nie zrobiła żadnej dziwnej rzeczy – po prostu odwróciła się, ewidentnie zła jak osa, i zwróciła się do nich. Do Brenny, a potem…

Och. No tak.

– Cześć. Tak, Victoria Lestrange – przedstawiła się Pandorze, o której też to i owo słyszała, i uśmiechnęła się do niej krótko. Ona i Laurent byli jak ogień i woda, zupełnie do siebie niepodobni z wyglądu (prócz tego, że oboje mieli w sobie piękno i urok) i z charakteru… Najwyraźniej też nie. Ale to było tylko krótkie pierwsze wrażenie. – Nie wiem czy zignorował. Może wysłał sowę do mnie do domu, a nie do pracy – stwierdziła krótko, bo nie miała Laurenta za osobę, która list zignoruje. Zwłaszcza nie w takiej sytuacji. Powstrzymała się też przed komentarzem na temat potencjalnego udaru mózgu – bo ufała, że niczego takiego nie powiedział i było to jedynie… cholernie niebezpiecznie… niedomówienie. Była tutaj, bo się martwiła. Tak na wszelki wypadek. Do cholery – była aurorem, widziała już to i owo, ze Śmierciożercami nie można było pogrywać, niemądrze byłoby też ich zignorować.

Tylko, że totalnie nie spodziewała się, że otworzy im… Atreus. Otworzyła szerzej oczy ze zdziwienia, kiedy pogonił je przez drzwi do środka i weszła, zapewne ostatnia, zamykając za sobą drzwi.

– A gdzie Laurent? – zapytała, bo go nigdzie nie widziała. Schował się, kiedy Atreus poszedł otworzyć drzwi…?

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#5
13.10.2023, 09:58  ✶  

Guinevere przepowiedziała mu sukces spowodowany ruchem społecznym w New Forest, ale nigdy nie sądził, że objawi się on w takiej formie.

Sukces został osiągnięty - to niewątpliwe. Artykuł poszedł w świat, z jego zdjęciem, z cytatem, jakże wymownym i wspaniałym, a z tego świata teraz przybywały do niego wiadomości jedna za drugą. Zaczęło się całkiem spokojnie - listem od Florence. Potem zrobiło się mniej spokojnie. Brenna, Victoria, Pandora, Atreus - może nawet nie w tej kolejności. Aż w końcu te listy wpadały i wpadały. Od osób znajomych i całkowicie obcych, z których część chciała gratulować, podziwiać za odwagę, a pewnie inna część wyzywała, bo jak on śmiał tak mówić o osobach, które troszczą się o czystość krwi. Drżał na samą myśl, że ten artykuł dotarł przecież nie tylko do przeciętnych obywateli Anglii. Dotarł również do osób, w które był wycelowany jak szpila. Ta szpila bolała głównie jego. Pewnie miała zaboleć jeszcze bardziej. Siedział przy biurku w swoim małym gabinecie, w którym dwie osoby się jeszcze mieściły i mogły usiąść, ale ktokolwiek więcej i nie było się prawie jak ruszyć. Bo i nie było przewidziane, żeby ktokolwiek z nim tutaj przebywał. Tak jak cały ten dom nie był przystosowany do tego, żeby mieścić tutaj taką ilość gości, jaka miała się pojawić.

Starał się odpisywać. Już nie dokładnie, nie miał do tego głowy, wstrząśnięty gazetą, która teraz leżała na stoliku przed kanapą ustawioną naprzeciwko kominka. Wstrząśnięty przeinaczonymi słowami, wepchniętymi mu w usta zdaniami, których nie wypowiedział. Słowo "straszne" było w zasadzie niedopowiedzeniem. Kilka razy już udzielił wywiadu, dla Proroka również, kiedy otwierał chociażby New Forest - prasa była niezbędna w życiu, jeśli prowadzisz biznes, tak przynajmniej uważał. Natomiast mimo tego, że marzyło mu się bycie osobą medialną to nie chciał nią zostawać. Z bardzo różnych względów. A na pewno nie chciał nią zostawać z powodu takiego artykułu. I kiedy tak starał się odpisywać, oddając nabazgrane na szybko notki sowom, które do niego przyleciały, w końcu, gdy ilość listów go przytłoczyła, oparł czoło na dłoni i zawisnął nad kolejnym listem. Kleks naznaczył kopertę, której nawet nie otworzył. Papier szumiał dalej. Szeleścił, kiedy listów przybywało, przybywało, kiedy sowy się zlatywały i szybko odlatywały. Zamknął oczy. Powinien się rzucić do walizki i zacząć pakować, a zamiast tego z pustką w głowie wsłuchiwał się w dźwięk ocierających się o siebie wzajem listów, kiedy przesuwane były na podłogę. Zdezorientowany Duma wszedł do jego gabinetu i stanął w progu, patrząc z niezrozumieniem na to, co się tutaj dzieje, jakby nie wiedział, czy powinien złapać zębami te tony papierów, czy też nie. Regalo, malutka, mieszcząca się w dłoni sówka, złapała w końcu za jedną z przypadkowych kopert i na swoich skrzydłach poniosła ją do salonu - jarczuk szczeknął i skoczył do niej, jakby chciał ją zmiażdżyć, ale nic takiego się nie stało. Zwierzęta zdawały się świetnie ze sobą bawić, dopóki nie rozległ się szmer kominka.

Było bardzo niewiele osób, które miały bezpośredni dostęp do tego miejsca, a mimo to Laurent uniósł się niepewnie i spojrzał przez drzwi swojego gabinetu... kiedy usłyszał głos Atreusa. Ulżyło mu. Przez moment miał tą myśl, że to już. Że nawet nie zdążył dobrze ten Prorok się pojawić, a Śmierciożercy już zapukali do bram jego domu. Podniósł się powoli z krzesła słysząc głosy za drzwiami, które Atreus otworzył. Pukanie do drzwi również zatrzymało na milisekundę proces jego serca sprawiając, że wysunął się z gabinetu, żeby mieć wgląd na korytarz, który prowadził do domu. Duma, metrowy, prawie stukilowy jarczuk z pestką na czole zawarczał gardło, ostrzegawczo, stawiając w pion, czujnie, swoje szpiczaste uszy. Blondyn przesunął się w jego kierunku, żeby położyć dłoń na jego łbie, a potem zabrać go na zewnątrz od strony tarasu - otworzył drzwi i wypuścił go na zewnątrz. Może i wszystkie osoby, które się miały pojawić, znał, ale Laurent nie miał ochoty na zamieszanie większe, niż i tak było. W tym domu niekoniecznie nie było miejsca, żeby pomieścić piątkę osób dzięki temu, że kuchani, salon i jadalnia stanowiły jedno przestronne pomieszczenie, ale i tak było... dość ciasno.

- Dzień dobry. - Przywitał się z dystansem, sztywno, wdzięczny w zasadzie Atreusowi, że to on otworzył te drzwi. On chyba by się do nich nie ruszył. Zdezorientowany Migotek, skrzat Laurenta, siedział w rogu na blacie kuchni i z podkulonymi ramionami patrzył na to wszystko, co się tutaj dzieje. - Wasze sowy dobrze nie zdążyły odlecieć z mojego okna...



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#6
13.10.2023, 22:59  ✶  
Czy była paranoiczką, gdy chodziło o Laurenta? Tak. Czy obwiniała Brennę za jej reakcję? Nie. Pewnie zrobiłaby tak samo, gdyby zobaczyła kogoś przed domem swojego brata, który miał talent do pakowania się w kłopoty, co było chyba u niech rodzinne. Widok Longbottom w towarzystwie Lestrange sprawił, że zrobiło się jej lżej na sercu. Obdarzyła je szerokim uśmiechem, chociaż wewnętrznie cała się trzęsła.
- To prawda, lepiej być uznawane za szurnięte w grupie Brenna. Miałam przyjechać jutro, ale nie odpisywał i pomyślałam, że.. No wiesz, też musiałam sprawdzić, czy wszystko dobrze. - wyjaśniła z niewinnym wzruszeniem ramion, poprawiając plecak na ramionach i przenosząc spojrzenie ciemnych oczu na Victorie, przyjrzała się jej bliżej. Miała bardzo elegancką i klasyczną urodę, ale pewną iskrę rozsądku w oczach, która przypadła Prewettównie do gustu. Dobrze, że taka osoba miała oko na młodego. Czy wciąż traktowała go trochę jak dziecko? Tak. Był w końcu jej wymarzonym, młodszym bratem. Byli jak dwa żywioły, ale jedno dla drugiego było gotowe zrobić praktycznie wszystko. - Pewnie uznasz mnie za nienormalną i nadopiekuńczą, ale naprawdę, naprawdę nie jestem aż taka zła. I wcale tak źle o nim nie myślę, to inteligentny chłopak, ale czasem ma za długi język.
Wyjaśniła jej z westchnieniem, czując, jak odrobinę pieką ją policzki. Nie chciała źle wypaść przy jego przyjaciółce, która miała w sobie po dłuższym przyjrzeniu się, trochę gracji i powagi Florence. A skoro Bulstrode mowa.. Gdy usłyszała głos kuzyna, aż podskoczyła w miejscu i odwróciła się napięcie w jego kierunku, jakby miała dać mu zaraz w nos. Przekręciła głowę, lustrując go wzrokiem, łapiąc oddech i próbując uspokoić serce. Naprawdę przyjechał!
- Atre, ale Ty jesteś kochany, naprawdę przyjechałeś sprawdzić, co z nim! - zauważyła, zwinnie nie odpowiadając na jego w gruncie rzeczy dość sensowne pytanie. Posłała mu za to śliczny uśmiech i spojrzenie spod wachlarza długich rzęs, a potem wpuścił ich do środka, wchodząc, jak do siebie. Od razu omiotła wnętrze w poszukiwaniu brata, modląc się, aby nie natrafić na jego zwłoki gdzieś przy kanapie lub kominku. Skupiła jednak uwagę na mówiącym Atreusie i kiwnęła głową, pełna wdzięczności. - To dobry pomysł, będzie z Tobą bezpieczny. - przyznała po chwili, spoglądając na całą trójkę łagodnie. - Strasznie się cieszę, że młody ma tyle ludzi, którzy tak się o niego martwią.
Przyznała jeszcze, a stojąc obok kuzyna, pieszczotliwie wyciągnęła dłoń i zmierzwiła mu włosy. Już chciała ruszyć na poszukiwania, gdy pojawiła się przed nimi gwiazda z Proroka we własnej osobie, na co Panda przymknęła oczy, pozwalając sobie na naprawdę głębokie, westchnie ulgi. - Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że Cię widzę.. - mruknęła tylko cicho, przecierając dłonią oczy i bezceremonialnie zsunęła buty, rzuciła plecak i podeszła do niego, obejmując mocno, przytulając do siebie i dając buziaka w czoło. - Dlaczego to zawsze Ty masz kłopoty? - zapytała tylko, nie mając nawet siły robić mu wykładu i na niego krzyczeć. Usiadła na krawędzi kanapy, zaciskając dłonie. Musiała się trochę uspokoić, nie chciała, aby jej nieznośna przypadłość dała o sobie znać.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#7
13.10.2023, 23:07  ✶  
– Przynajmniej jestem szurnięta w doborowym towarzystwie – rzuciła Brenna co Pandory, ruszając za nią…
Spodziewałaby się prędzej śmierciożerców niż Atreusa Bulstrode'a. Po prawdzie czasem Brenna zapominała, że ci dwaj są spokrewnieni - i to chyba nie dlatego, że nie pamiętała, że Atreus jest z Prewettów, ale dlatego, że umykało jej momentami, że Laurent z nich jest. Słowa Pandory o tym, że jest kochany, dość szybko jednak wyjaśniły, że najwyraźniej Pandora poprosiła go o zajrzenie do brata...
- Cześć - rzuciła tylko do aurora, zwalczając godny dziesięciolatki odruch "udam, że go nie zauważyłam", chociaż już bardzo uparcie na niego nie patrzyła, czując się trochę niezręcznie, kiedy znalazła się w towarzystwie i jego, i jego kuzynki (a chwilę później jeszcze kuzyna). Zamiast tego powiodła spojrzeniem ku schodom, zastanawiając się, czy a) wyminęły się i z sowami, i z Laurentem b) Laurent leżał już gdzieś tutaj martwy. Kiedy się pojawił, odetchnęła więc z ulgą.
- Minęło najmniej pięć godzin - powiedziała Brenna lekkim tonem, spoglądając na Laurenta bardzo uważnie. Był cały, był zdrowy, chyba tylko przytłoczony - może tym, że niespodziewanie do domu władowały się mu cztery osoby, a może samym wywiadem i jego pokłosiem. Jakie: sowy dopiero odleciały...
Może przesadzała, ale że kiedy była tutaj ostatnio, naśladowcy albo aspirujący na naśladowców rzucali nią w powietrzu jak piłką, nie zasnęłaby tej nocy spokojnie. Zwłaszcza, że czuła się winna, że tamtego dnia został narażony na niebezpieczeństwo i to mogło wybuchnąć mu w twarz teraz.
Poza tym, do cholery, to był jej obowiązek, prawda? Nie w pracy. W Zakonie. Miała pilnować, by tacy ludzie jak Laurent nie zapłacili najwyższej ceny za opór wobec śmierciożerców.
- Lauri, zrób coś dla spokoju nas wszystkich i przenieś się na noc do którejś... któregoś z nas - sprostowała, przypominając sobie, że Atreus wspominał o zabieraniu Prewetta do siebie. - Ewentualnie obawiam się, że zjesz w towarzystwie naszej trójki kolację. I śniadanie. Ja mogę spać tu na podłodze, a dziewczyny zmieszczą się w pokoju gościnnym. Wybacz, że tak się narzucamy, ale po ostatniej wizycie... odrobinę się niepokoję - stwierdziła, posyłając mu uśmiech, bo tak, może nie było tu miejsca na tyle osób, by wszyscy mieli wygodę, ale Brenna wbrew pozorom przywykła do polowych warunków, wolała być w pobliżu drzwi, a gdyby ktoś miał napaść go tej nocy... To jeśli natrafiłby na aurorkę i Brygadzistkę (oraz zapewne Pandorę, Brenna nie sądziła, że ta gdzieś się stąd ruszy bez brata), mógłby trochę się zdziwić.
Nie miała zamiaru krzyczeć. Nie miała zamiaru o nic pytać pytać. Nie miała zamiaru wyjaśniać mu, na co się narażał. Nie miała zamiaru robić mu też wyrzutów. Nie chciała po prostu, by zostawał tej nocy tutaj sam. To wszystko. Nic więcej.
- A jeżeli lecisz do Bulstrodów... to będę wdzięczna, jeśli i tak pozwolisz mi tutaj zostać - dodała, tknięta nagłą myślą, że właściwie byłby to całkiem niezły interes.
Bo może naprawdę ktoś przyjdzie. Pandora i Atreus na pewno dopilnują Laurenta, zresztą jeżeli dom Bulstrodów był ukryty, nic mu tam nie będzie groziło. A ona mogłaby ściągnąć Mav lub ewentualnie Heather, oczywiście najpierw mówiąc Prewettowi, co planuje, bo to w końcu był jego dom. Laurentowi się to zapewne nie spodoba, ale Victoria była aurorką, powinna zrozumieć, co nią kierowało, a Pandorze powinno zależeć na tym, by brat był bezpieczny... czy można by osiągnąć to w lepszy sposób niż dopadając wysłane za nim osoby, jeżeli kogoś poślą?
To było nie tylko zagrożenie, które widziała w sytuacji w pierwszej chwili, jako dawna przyjaciółka.
Brenna z Brygady i przede wszystkim Brenna z Zakonu Feniksa właśnie dostrzegła coś jeszcze.
To była szansa. Niewielka, ale szansa.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#8
14.10.2023, 00:14  ✶  
- Łamiesz mi serce - odpowiedział Pandorze, przywołując na twarz zbolałą, jakże przerysowaną minę. Chociaż prawdę powiedziawszy, czuł się odrobinę nawet urażony, bo przecież dbało Laurenta. Martwił się o niego jak o rodzonego brata, a nawet chyba bardziej, bo Orion wydawał mu się o wiele bardziej kompetentny w próbach zapewnienia sobie bezpieczeństwa i nie robienia głupich rzeczy. Na słowa Victorii machnął ręką, wskazując na wnętrze. Nie, nie wiedział dokładnie gdzie jest Laurent, ale istniały w sumie tylko trzy możliwości. Cztery, jeśli liczyć możliwość, że ubiegli ich Śmierciożercy. Jak na zawołanie jednak, Prewett wyłonił się zaraz z wnętrza chaty.
Gest Pandory przyjął nawet bez mrugnięcia okiem, uśmiechając się do niej lekko, jednak zaraz po tym jak zabrała rękę, sam przejechał palcami po pasmach włosów, wprowadzając je w nieład zupełnie innego rodzaju, który ona przed chwilą wprowadziła.
Widząc jak dziewczyny skupiły swoją uwagę na Laurencie, wycofał się do kuchni. Chociaż było to określenia raczej szumne, bo zwyczajnie zrobił parę kroków w kierunku jednego z kątów pomieszczenia, gdzie znajdował się kuchenny aneks. Machnął różdżką, nastawiając czajnik i zaczął przegrzebywać znajdujące się tam szafki.
- Nigdzie nie idę - poinformował głośno Brennę, bo chyba posiadała jakieś mylne wrażenie, że jeśli Laurent się stąd nigdzie nie wybierał, to on zwyczajnie zwinie się do siebie i nawet nie mrugnie okiem. - Nie wspominając również o tym, że przecież masz tu kanapę - jego głos zabrzmiał ponownie odbijając się od wnętrza którejś z szafek, kiedy wyciągał z niej kubki. Chociaż przy tej kanapie zaczynał się trochę problem, bo gdyby miał tu nocować to nie zamierzał spać z Laurentem w jednym łóżku, Victoria i Pandora raczej go do jednego nie wpuszczą, a na podłodze niekoniecznie chciało mu się spać, ale przecież nie pozwoli tej upartej babie spać na parkiecie. Chociaż już trochę widział oczami wyobraźni, jak się z Brenną o to miejsce na podłodze biją.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#9
14.10.2023, 01:23  ✶  

Nie rozumiała tych wszystkich wielkich słów o byciu szurniętym – bo co było złego w tym, że człowiek się martwił i czy wszystko w porządku, zwłaszcza w tak niespokojnych czasach jakie mieli? Przy słowach, jakie zostały wydrukowane w artykule? To nie była żadna paranoja, tylko racjonalność i Victoria nie proponowała Laurentowi, by się u niej ukrył, bo chciała go mieć dla siebie.

– Nie sądzę, by to były jego słowa – powiedziała krótko Pandorze. Może tylko ona z tego towarzystwa miała jakąś wiarę w Laurenta, a może nie. Tak czy siak była tutaj dla spokoju, nie uważała, że to był objaw nadopiekuńczości. Wręcz dobrze było zobaczyć, ilu osobom zależy na niepokornym selkie, który w czerwcu miał wyjątkowego pecha i najwyraźniej ten go do końca nie opuścił nawet z lipcu.

Victoria stała z tyłu, nie pchając się nigdzie, w ciszy obserwując interakcje Pandory z Atreusem, a po chwili pojawiła się też gwiazda wieczoru.

– Cześć – uśmiechnęła się lekko i niezbyt długo. W tłumie jakoś nie potrafiła pokazywać swoich emocji. – Wybacz, pewnie wysłałeś sowę do domu, a ja byłam w pracy i się minęłyśmy – wytłumaczyła swoją obecność tutaj. Sama nie zamierzała robić żadnych wykładów, ani karcić go za wydrukowane słowa – bo sądziła, że to nie on je wypowiedział, a zostały podrasowane, by numer lepiej się sprzedał. Nie podejrzewała go o taką głupotę, to nie był Laurent. No i na pewno sowy dopiero co nie odleciały… Chyba że tak długo zwlekał z odpowiedzią… Ale cóż, no to już nie była ich wina w takim wypadku. Może miała o nim za duże mniemanie. – Dobrze, że jesteś cały i zdrowy – dodała jeszcze i kątem oka widziała, jak Atreus niemalże chyłkiem wycofuje się do kuchni. Uśmiechnęła się króciutko do siedzącego w kącie na blacie Migotka.

Brenna szybko przeszła do działania, mówiąc w zasadzie wszystkie swoje intencje, a chociaż Victoria wybrała się tutaj z troski, to nie chciała wcale tak szybko zarzucać Laurenta tym… wszystkim. No ale trudno, stało się.

– Najlepiej do kogoś najmniej oczywistego – mruknęła pod nosem, bo zgadzała się, że najlepiej by było, gdyby się stąd zabrał, tak na wszelki wypadek… Ewentualnie. No cóż. Pidżama party na pewno mogłoby ostudzić zapały co poniektórych. – No… albo – właściwie to zupełnie o tym wcześniej nie myślała i tego nie planowała, ale było to pewne rozwiązanie. Tymczasowe, ale było, bo to był pierwszy dzień po wydrukowaniu artykułu. Jakoś się tutaj pomiszczą, chociaż nie miała pojęcia jak to logistycznie dokładnie zrobią. Śmierciożercy niekoniecznie musieli się zmobilizować już teraz, dlatego najlepiej by było, gdyby Laurent przyczaił się na kilka dni, zresztą dokładnie to mu napisała, ale nie wiedziała jaka była odpowiedź. Dla spokoju – swojego i innych, ale głównie swojego.

Ale później zmarszczyła brwi na słowa Brenny.

– Nie uważasz, że powinni się tym zająć aurorzy? To dość jawne zagrożenie ze strony Śmierciożerców, a to działka aurorów, nie brygadzistów – bo może naprawdę ktoś przyjdzie. A jeśli nie dzisiaj, to w najbliższym czasie, choć najlepiej by było, gdyby był to fałszywy alarm. Ktoś powinien mieć oko na Laurenta i na New Forest, ale tak jak mówiła, to była praca aurorów, a o ile nie wątpiła w dobre intencje Brenny, to nadal – była brygadzistką.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#10
14.10.2023, 11:14  ✶  

Tyle ludzi, którzy się martwią... Takie chwile potrafiły sporo zweryfikować w życiu człowieka. Rozpędzić chmury strachu, że nie jesteś sam i chyba nawet nie miało się to zmienić w najbliższym czasie. Te warunki i okoliczności daleko odbiegały od "normalnych". Bo w 'normalnych warunkach' by się cieszył, że przyszły tutaj prawie wszystkie osoby, które cenił najbardziej, które były mu najbliższe, najdroższe. Którym chciał poświęcać swój czas i z którymi chciał się spotykać. Te warunki chwilowo były opanowane przez chaos, nie przez normy. Nawet nie mógł powiedzieć, żeby się uspokoił, żeby było lepiej - na pewno lepiej niż w pierwszym momencie, kiedy przeczytał ten wspaniały artykuł, jaki teraz leżał na stoliku. Słuchał ich krótkiej wymiany zdań, dopóki Pandora nie podeszła do niego i nie przytuliła go. Również ją uścisnął - mocno, zamykając na moment oczy i chłonąc jej znajomy, przyjemny zapach. To nie było komfortowe, że pojawiły się tutaj wszystkie, że przyszedł Atreus, że to, z czym sobie nie radził, zostało jeszcze przyprawione obecnością osób, co do których poczuwał się w obowiązku, żeby je ugościć. Dlatego też radość z ich przybycia została przysłonięta, szczególnie, że przybrał defensywną pozycję spodziewając się zaraz komentarzy, szczególnie po przeczytaniu poczty od Pandory, dotyczące tego, jaki to on jest niemądry... Pozycję defensywną? Nie. W zasadzie to nie. Kontrofensywną. Był tak napięty i tak już zmęczony tym wszystkim, co się działo, że był gotów mówić, że tak - tak właśnie powiedział i co z tego? To nie byłaby prawda. Ale te nerwy go zżerały od środka jak larwy martwe mięso.

- Najwyraźniej takie szczęście. - Odetchnął, trzymając ją jeszcze przez moment, nim się odsunął. Zsunął z nosa okulary, które zawsze zakładał do pisania i czytania. - Do New Forest z Londynu jest kawałek. - Stwierdził oczywistość, albo raczej przytaknął Brennie? Spojrzał aż na zegar, żeby zobaczyć, która to godzina. Poranek przeminął tak szybko? Cały ten czas spędzony nad tą korespondencją, gdzieś pomiędzy błaganiem, żeby to był sen, a nerwowym instruowaniu Alexandra, żeby odwołał na dzisiaj i potencjalnie jutro wszystkich gości, jacy mieli się pojawić w hodowli i rezerwacie? Rzeczywiście... minęło już trochę czasu. Blondyn położył palce na nasadzie nosa, rozmasowując ją. Bolała go głowa. Od tego napięcia dostał migreny. Chciałby, żeby cały świat zatrzymał się w miejscu, przestał ruszać i pozwolił mu pomyśleć. Chociaż na chwilę... ale nie zatrzymywał się. Odłożył okulary na półkę, którą miał akurat najbliżej i wyciągnął ręce, żeby złapać małą sówkę, która z zadowoleniem latała z listem w dziobie cicho gruchając, jakby pomylił jej się los z byciem gołębiem. Zabrał list z jej dzioba, spojrzał na adresata i po prostu wrzucił go do kominka. Jeszcze nie rozpalonego, ale zamierzał dzisiaj napalić. Listami. Nie ważne, że było za gorąco. Albo nie dzisiaj. Może jutro. Przytulił do siebie małe stworzonko, jakby mogło być jego tarczą na wszystko. - Tak... przepraszam, nie pomyślałem. - Przesunął dłoń na skroń, starając się zmusić swoją głowę do współpracy. I tak było zadziwiająco spokojnie, chociaż jego świat się całkowicie trząsł. I przede wszystkim był wdzięczny, że nie było żadnych komentarzy w kierunku tego artykułu. Nie potrzebował ich. Naprawdę ich nie potrzebował.

- Tak, tak... przeniosę się z Atreusem. Do Bulstrodów. Ich domu nie znaleźliby nawet, gdyby chcieli. - Spojrzał na swojego brata kuzyna, który właśnie poszedł do kuchni oddzielonej od długiego stołu i salonu tylko wysepką, albo - barkiem. Jak zwał tak zwał. - Mam nadzieję, że jednak pójdziesz. Obiecuję, że tym razem nie będę tyle peplał. - Uśmiechnął się blado w kierunku Atreusa, który obwieścił, że nigdzie nie idzie. Oczywiście chodziło o tu i teraz, ale, och... kiepski żart. - Nie, nic się nie stało... dziękuję... - Na pewno nic się nie stało? Stało się. Dużo się stało. Narzucanie się było tutaj jednak całkiem nieodpowiednim słowem. Owszem, był najeżony, kiedy ich zobaczył, ale kiedy pierwszy moment minął to był wdzięczny. Tylko jednocześnie był za bardzo zmęczony, żeby tę wdzięczność okazać. - Zostać? - Z zaskoczeniem spojrzał na Brennę, puszczając sowę, która wpakowała się między kołnierz jego koszuli a szyję, żeby się wtulić w jego szyję i platynowe włosy. - Nie rozumiem... chciałabyś tu nocować? - Czy Brenna nie miała naprawdę lepszych zajęć? Przecież Ministerstwo miało pełne ręce roboty. A potem zaraz przeniósł wzrok na Victorię. Bardzo dużo niedopowiedzeń było między nimi. Laurent nie bardzo rozumiał niektórych ruchów Brenny, ale nie musiał, tak mu się wydawało.

- Czy Migotek ma pomóc paniczowi Atreusowi? - Zapytał skrzat, spoglądając na mężczyznę jednym okiem, kiedy ten zaczął przygotowywać herbatę. Pytał głównie dlatego, że Laurent czasami sam herbatę czy kawę przygotowywał.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Atreus Bulstrode (1632), Brenna Longbottom (2357), Laurent Prewett (3353), Pandora Prewett (2728), Victoria Lestrange (1961)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa