- Ah, Panie Nott! Jak miło Pana widzieć! - usłyszała nagle, przenosząc wzrok na mężczyznę, którego zaczepiła jej matka i uśmiechnęła się, przystając w milczeniu obok kobiety, która puściła jej ramię. Wyglądała na zadowoloną z tego spotkania, musieli się już znać. Przestało ją to zaskakiwać kilka lat temu, jej ród znany był z dużych pieniędzy i wielu kontaktów przez to, że większość czarodziejów miała słabość do hazardu. - Rozmawiał już Pan z moim mężem? Szukał Pana. Ah, to nasza córka, Pandora. Kochanie? To Pan Philip Nott, na pewno o nim słyszałaś.
Nie słyszała, ale jej twarz zupełnie tego nie zdradziła.
- Dobry wieczór, miło mi Pana poznać. - wyrecytowała tonem uprzejmym oraz łagodnym, zaraz unosząc niemalże pusty kieliszek i dopijając szampana, a potem odkładając go na tackę przechodzącego obok kelnera. Ponownie przeniosła na niego spojrzenie, nieco dłużej przyglądając się twarzy. Może faktycznie jej gdzieś mignął, ale nadal żadna lampka nie pojawiła się w jej umyśle, bo nie zwracała uwagi na takie rzeczy, jak sława czy popularność. - Mam nadzieję, że uda się Panu załatwić wszystko z moim ojcem. Ma dziś wyjątkowo dobry humor.
Dodała, czując na sobie spojrzenie swojej matki, które miało chyba zachęcić ją do podjęcia jakiegoś tematu. Nie umiała znaleźć punktu zaczepienia, głównie przez zirytowanie rodzicielką. Na szczęście gdzieś za plecami rozległo się wołanie i Ayday przeprosiła, oddalając się w stronę męża, którego twarz mignęła Pandorze w tłumie, gdy ta się odwróciła. Kobieta wyprostowała się jednak, ponownie przenosząc spojrzenie na swojego rozmówcę. - Musi mi Pan wybaczyć, ale zupełnie nie wiem, gdzie i co o Panu słyszałam.
Wyjaśniła nieco ciszej, nie chcąc aby ktokolwiek usłyszał. Nie umiała kłamać, nie lubiła też robić z ludzi głupków. Z siebie raczej też nie, chociaż to jej czasem wychodziło dość naturalnie i spontanicznie, głównie przez chaotyczne usposobienie i ognisty temperament z odrobiną oślego uporu. Przesunęła dłońmi po odkrytych ramionach, ostatecznie zaciskając na nich palce i pozwalając sobie na lekkie skrzyżowanie rąk pod biustem, raz jeszcze przesunęła wzrokiem po twarzy mężczyzny, jakby wcale nie zamierzała poddawać się ze zgadywaniem. Może był artystą? Pracował w banku? Na krupiera nie wyglądał zupełnie, na osobę profesjonalnie jeżdżącą konno również - to się jej skojarzyło z tym, o czym mógł chcieć porozmawiać z nim jej ojciec. Pandora poruszyła lekko ramionami, posyłając mu jednak miły i życzliwy uśmiech. Nie chciała być złośliwa, po prostu była szczera. Jak się czegoś nie wiedziało, lepiej było zawsze zapytać, niż udawać.