I znowu: Louvain posłał zaklęcie w stronę Philipa a Nott – ruchem nadgarstka zdołał je rozproszyć.
Sędzia tym razem nie zareagował. Nie miał na co. Pojedynek trwał dalej.
Posłużenie się skuteczną obroną nie oznaczało, że tak łatwo pozwoli się zepchnąć do defensywny, pozwalając się wziąć na przetrzymanie. To nie był właściwy moment na zastanawianie się nad tym, czy i kiedy jego rywal straci nad sobą panowanie, potwierdzając tym samym wszystkie jego przypuszczenia odnośnie swojej osoby. Posłane ku niemu zaklęcia postanowił skontrować na dwa sposoby. Jeśli mu się powiedzie efekt może być wręcz spektakularny, niemalże na miarę odbywającego się tutaj widowiska.
Splótł te same dwa zaklęcia rozbrajające, które posłane w stronę rywala miało wytrącić mu różdżkę z dłoni albo nawet gwałtownie go odrzucić wraz z nią. Jeśli posiadany przez niego refleks go teraz nie zawiedzie to niewykluczone, że uda mu się osiągnąć słów cel. Woli do jego realizacji mu nie brakowało, podobnie jak skupienia. Podobnie jak poprzednim razem był gotów do wykonania doskoku do najbliższej osłony. Chowanie się za nią nie było mu na rękę, jednak to mogło okazać się koniecznością.
U kresu przedostatniej rundy Philip był już pewien, że trafił mu się naprawdę godny przeciwnik. Pojedynek należał do tych wyrównanych i wszystko wskazywało na to, że nie będzie jednoznacznego zwycięzcy. Jeden z nich niebawem okaże się minimalnie lepszy lub gorszy. Wychodziło na to, że nie będzie też rozstrzygnięcia sprawy, która doprowadziła ich do tego momentu. Nie będzie musiał przepraszać Loretty, natomiast Louvain nie będzie zobligowany do wsparcia wybranego przez niego stowarzyszenia, któremu przydałaby się tak hojna darowizna.
Dotarł do niego z oddali pisk zaaferowanej czarownicy, ten pełen zawodu jęk i oklaski ze strony najwyraźniej zachwyconych obserwujących. Zdecydowanie nie mieli czego żałować.
Wynurzając się zza osłony, postanowił spleść dwa zaklęcia z tej samej dziedziny magii. Pierwszym z nich było posłane w stronę przeciwnika zaklęcie mające na celu skuteczne oszołomienie, co miałoby utrudnić mu rzucanie zaklęć ofensywnych albo wzniesienie osłony. Następnym zaklęciem, jakie po spleceniu posłał w kierunku rywala zaklęcie pozbawiające go przytomności. W razie konieczności sam był gotów wykonać przewrót do następnej osłony, która znajdowała się w zasięgu jego wzroku po lewej stronie.
Pozostawało mu zaakceptować ten fakt, że nie zdoła wygrać tego pojedynku i jednocześnie powinien cieszyć się z tego, że go jednak nie przegrał. To nawet dla niego będzie rozczarowujące, tak jak dla jego ojca... który przyszedł tutaj ujrzeć na własne oczy zwycięstwo swojego młodszego syna podczas tego honorowego pojedynku. Remis będzie musiał wystarczyć - jemu samemu, jego ojcu, wszystkim tutaj zebranym czarodziejom i czarownicom.
Philip opuści arenę z podniesioną głową, z przekonaniem, że okazał się nieznacznie lepszy od swojego oponenta, nawet jeśli on zdołał unieść go w powietrze przez to, że pod koniec nie udało mu się schować za osłoną. Rzucone przez niego zaklęcie i tak sięgnęło przeciwnika, oszałamiając go. Przez sędziego został normalnie postawiony na podłogę, co było dla niego komfortowe.
Po orzeczeniu przez sędziego remisu, Philip opuścił dłoń z różdżką wzdłuż ciała i skłonił się w podobny sposób co na początku swojemu rywalowi. Po wykonaniu tego gestu postanowił opuścić arenę i wrócić do strefy VIP, w której pozostawił swojego sekundanta i Bella ze swoją peleryną. Tam też czekała na niego rodzina i kilku znajomych.