adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic III
Rozliczono - Rodolphus Lestrange - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
Rozliczono - Rodolphus Lestrange - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
To nie było tak, że Brenny Longbottom nie dziwiło absolutnie nic. Ale po tylu latach w Warowni i niemal dziewięciu w BUM, przy jej talencie do wpadania w tarapaty, wiele rzeczy, które mogłyby zaszokować przypadkową osobę, przyjmowała z niezmąconym wręcz spokojem.
Widok jednego z Niewymownych - którego znała tylko z okazyjnego "dzień dobry", jakie mówiła mu w windzie (a on nigdy nie odpowiadał, jakby sobie bardzo mocno wziął do serca to bycie Niewymownym) - biegającego po korytarzach ministerstwa w samej bieliźnie, nie wytrącił jej więc szczególnie z równowagi.
Na całe szczęście, robił to na dolnych piętrach, a poza tym było już po dziewiętnastej. Znakomita większość Departamentów dawno skończyła pracę i w tej chwili siedzieli głównie BUMowcy oraz aurorzy, którzy mieli dyżury. I Brenna, która dyżur już skończyła, ale chciała jeszcze posprawdzać parę rzeczy.
Brenna początkowo nie zareagowała na to zjawisko, bo, no, to byli Niewymowni. Dziwacy, prawda? Może przeprowadzał jakiś eksperyment, może to tak z radości, bo dokonał wielkiego odkrycia, a może magia na moment namieszała mu w głowie i za chwilę mężczyzna dojdzie do siebie. Posłała papierowy samolocik na drugą stronę korytarza, tak dopytując Victorii Lestrange, czy aurorzy czegoś nie wiedzą, a potem tylko zerkała co jakiś czas na korytarz, czy mężczyzna się znudził, czy nie.
Kiedy człowiek przebiegł pod drzwiami Biura Brygady po raz trzeci, Brenna uznała, że sytuacja dojrzała do bardziej zdecydowanych działań. Wstała zza biurka, zdecydowana go zatrzymać... ale nim wyszła na zewnątrz, ten przebiegł dalej, znikając na schodach prowadzących do Departamentu Tajemnic. Brygadzistka westchnęła więc tylko i również ruszyła w dół. Może dobrym pomysłem będzie sprawdzić, czy ktoś tam jeszcze nie pracuje i nie będzie w stanie odpowiedzieć jej na pytanie, co tutaj się działo?
Zapukała do pierwszych lepszych drzwi, do których wstępu nie broniło pięćdziesiąt zaklęć, zagadek numerologicznych i tym podobnych, i po chwili zajrzała do środka. Wciąż miała na sobie mundur, od razu zdradzający, że jest Brygadzistką, nawet komuś, kto pracował tu od niedawna i mógł, ale nie musiał coś o niej słyszeć.
- Dobry wieczór. Czy to że wasz kolega biega tak całkiem nago po korytarzach to specjalnie, w ramach tajemniczych eksperymentów Departamentu Tajemnic, o które nie powinnam pytać, bo są bardzo tajemnicze i tak dalej, czy oszalał od tego całego napięcia i mam dać mu ziółek uspokajający... i może jakieś spodnie, a jak nie zadziała, fiukać do Lecznicy Dusz? - wyrzuciła z siebie Brenna na przywitanie, obdarzając uśmiechem pracownika, który miał pecha być w środku.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.