Może i Cameron czuł się nieswojo, jednak zupełnie nie dawał po sobie tego poznać, przynajmniej Heather nie czuła tego wcale. Zachował się niczym salonowy wyjadacz, idealna osoba w odpowiednim miejscu. Przynajmniej tak się pannie Wood wydawało. Jak do tej pory bawiła się z nim tutaj wyśmienicie. - Uważam, że to wcale źle o nas nie świadczy Cami.- Uniosła w górę kieliszek z szampanem, w gest toastu, aby ponownie napić się z Lupinem. W końcu trwał bal, trzeba było się bawić, a na trzeźwo - niby można było, tylko po co? Tym bardziej, że trunki, które proponowali Longbottomowie były naprawdę bardzo smaczne, aż żal nie pić, jeszcze by się zmarnowały, a tego chyba gospodarze również by nie chcieli.
- Mówisz, że nudne z nich buły? Są starsi, to pewnie przez to.- Przynajmniej tak się jej wydawało. - Myślisz, że my za kilka lat też nie będziemy tacy dzicy? Nie chciałabym stracić tej naszej spontaniczności, na samą myśl o tym, że mogę stać się taka przewidywalna i spokojna robi mi się niedobrze.- Heather bała się, że straci tę dzikość, którą w sobie miała, bała się również, że spotka to jej dwójkę najbliższych przyjaciół, co oni wtedy będą robić w wolnym czasie? Spotykać się, żeby pić herbatki? Na samą myśl mina jej zrzedła, postanowiła przestać rozmyślać o takich nieprzyjemnych sprawach. - Bura na obiedzie rodzinnym, to brzmi strasznie!- Jakby ona sama nie dostawał, co chwilę ochrzanu od swojej matki.
- Jakie nudy, dobrze, że Cię ze sobą wyciągnęłam.[/b]- Podziwiała trochę Camerona za ścieżkę zawodową, którą wybrał. Ona sama zapewne by się zanudziła na śmierć, gdyby miała czytać regulaminy i inne takie rzeczy. Bardzo szybko traciła zainteresowanie, potrzebowała, aby wokół niej ciągle coś się działo. Nie znosiła stagnacji. - Mieliście ostatnio jakieś ciekawe przypadki?- Tak właściwie, to zastanawiała się, z czym mierzy się jej przyjaciel.
- Tak, wybaczyłaby mi, czuje, że mogłaby mi porządnie uprzykrzyć życie, ona tylko wygląda na takie niewiniątko. Zresztą sam wiesz jak to jest, te niby sympatyczne są najgorsze, gdy przychodzi co do czego.- Od zawsze twierdziła, że osoby, które były miłe dla wszystkich udawały, niemożliwe jest lubić każdego! Nie ma nawet takiej opcji.
Tamta kobieta nadal nie odpuszczała, Heather robiła się coraz bardziej niezadowolona. Zależało jej na tym, aby wygrać tę licytację. Cameron mógł dostrzec, że robi się nerwowa - a to nie wróżyło niczego dobrego. - Twoja szefowa?- Powtórzyła jeszcze po chłopaku, teraz to dopiero miała zamiar jej pokazać. Zupełnie nie obchodziło jej to, że Lupin był niżej w hierarchii zawodowej od niej. To tylko spowodowało, że panna Wood chciała pokazać, kto tutaj rządzi. - Odpuścić sobie, teraz? Chyba zwariowałeś.- Rzekła jeszcze do przyjaciela, no przecież ją znał, wiedział, że nie ma szans, aby zrezygnowała, kiedy Heather chciała coś zdobyć - zawsze jej się to udawało. Tym razem nie mogło być inaczej, licytowała się z nią jeszcze chwilę, aż wygrała licytację. - Mamy tooooo!- Krzyknęła może zbyt głośno, ale jej to nie obchodziło, odwróciła się jeszcze do Florence i pokazała jej dyskretnie środkowy palec zadowolona ze swojej wygranej. Zapomniała o tym, że Lupin chwilę wcześniej wspomniał jej o tym, że tamta kobieta była jego szefową. - Teraz możemy się bawić Cameron! - Zupełnie się uspokoiła, uwielbiała wygrywać.
- Z Tobą to bym się mogła uczyć całą noc!- Odpowiedziała Cameronowi, kiedy zbliżył się do jej ucha odwróciła głowę w jego kierunku. Uwielbiała te ich gry, widać było, że czują się w swoim towarzystwie bardzo dobrze i nie wyznaczali żadnych granic. - Oczywiście, jeśli tylko byłbyś w stanie mi w odpowiedni sposób wyłożyć materiał- Mrugnęła do niego porozumiewawczo. - Kurde, licytują jej brata! Myślisz, że o tym wiedział?- Sądziła, że jest jakieś prawdopodobieństwo, że wcale Brenna nie powiedziała o tym Erikowi, Heather spojrzała na gwiazdę wieczoru - w tym wypadku chodziło jej Longbottoma, żeby zobaczyć jego minę. - Nie wygląda, jakby wiedział, co myślisz?- Była ciekawa opinii przyjaciela.