06.11.2023, 22:18 ✶
"Miłość rośnie wokół nas, w spokojną jasną noc, nareszcie świat zaczyna w zgodzie żyć, magiczną czując moc"... Zgoda to rzecz mocno dyskusyjna (halo, ta cała wojna rozpętana przez Voldemorta), ale w istocie, po Beltane dość sporo tej miłości kwitło, za sprawą magicznej mocy (choć nie było to takie wiadome) - słodkiej, gorzkiej, chcianej i niechcianej, błogosławieństwo bądź klątwa, zależy kogo spytać. A jeśli chodziło o Eunice... to ostatnimi czasy generalnie czuła się jak nigdy dotąd i raczej nie byłoby przesadą stwierdzenie, że ocierała się o szczęście.
Ocierała, bo ostatnie wieści trochę przygasiły te wszystkie motylki w brzuchu, które wyczyniały od groma fikołków, gdy tylko myślała o bardzo konkretnej osobie. I choć niosła fatalne wieści, to nie umiała się jakoś nie cieszyć, że znajdzie się pod jednym dachem z Darcym, że będzie mogła ujrzeć jego uśmiech, te jego oczy! I och, pewnie jej potem serce pęknie, gdy w końcu wyrzuci z siebie wyrok dla tego, co od niedawna ich połączyło, ale, ale...
... chyba lepiej uciąć to tu i teraz niż pozwalać na łudzenie się, nadzieję, że da się wykraść jakieś chwile dla siebie? Bo o czymś poważniejszym zdecydowanie nie mogli myśleć, nie, gdy dzieliła ich przepaść w zakresie czystości krwi. Pewnie, ta była ważna, jak wpajano jej od maleńkości, wyssała ten koncept z mlekiem matki i niepotrzebny był tu jakikolwiek Nott z jego Skorowidzem, ale, ale...
... wszystko jakoś bladło w obliczu mocniej bijącego serca. Jak to mawiają - serce nie sługa. Choć czasem się wręcz prosiło o stwierdzenie: "a szkoda...". Wszak ile by to problemów rozwiązało! Ile mniej nieszczęśliwych związków, w których nie pozostawało nic, poza ziejącą z obu stron nienawiścią! Nie, żeby sama tego nie doświadczyła na własnej skórze.
Ale cóż, było, minęło, małżonka starała się puścić w niepamięć i tyle - swoje życie wyczyściła ze śladów po nim. Nie licząc może zegara, na który się swego czasu uparła. Ale to tyle, i tak w jej odczuciu należał bardziej do niej niż wiązał się z przeklętym Blackiem.
W każdym razie, stawiła się o umówionej godzinie u progu domu Lockhartów, dzierżąc w dłoni butelkę przedniego alkoholu. Bo że ten się przyda - jakoś nie miała wątpliwości w tej kwestii. Strzepnęła niewidzialny pyłek z wiosennego płaszcza, upewniła się, że każdy jeden włos nie sterczy jak mu się żywnie podoba, wzięła głębszy wdech i zastukała do drzwi.
Ocierała, bo ostatnie wieści trochę przygasiły te wszystkie motylki w brzuchu, które wyczyniały od groma fikołków, gdy tylko myślała o bardzo konkretnej osobie. I choć niosła fatalne wieści, to nie umiała się jakoś nie cieszyć, że znajdzie się pod jednym dachem z Darcym, że będzie mogła ujrzeć jego uśmiech, te jego oczy! I och, pewnie jej potem serce pęknie, gdy w końcu wyrzuci z siebie wyrok dla tego, co od niedawna ich połączyło, ale, ale...
... chyba lepiej uciąć to tu i teraz niż pozwalać na łudzenie się, nadzieję, że da się wykraść jakieś chwile dla siebie? Bo o czymś poważniejszym zdecydowanie nie mogli myśleć, nie, gdy dzieliła ich przepaść w zakresie czystości krwi. Pewnie, ta była ważna, jak wpajano jej od maleńkości, wyssała ten koncept z mlekiem matki i niepotrzebny był tu jakikolwiek Nott z jego Skorowidzem, ale, ale...
... wszystko jakoś bladło w obliczu mocniej bijącego serca. Jak to mawiają - serce nie sługa. Choć czasem się wręcz prosiło o stwierdzenie: "a szkoda...". Wszak ile by to problemów rozwiązało! Ile mniej nieszczęśliwych związków, w których nie pozostawało nic, poza ziejącą z obu stron nienawiścią! Nie, żeby sama tego nie doświadczyła na własnej skórze.
Ale cóż, było, minęło, małżonka starała się puścić w niepamięć i tyle - swoje życie wyczyściła ze śladów po nim. Nie licząc może zegara, na który się swego czasu uparła. Ale to tyle, i tak w jej odczuciu należał bardziej do niej niż wiązał się z przeklętym Blackiem.
W każdym razie, stawiła się o umówionej godzinie u progu domu Lockhartów, dzierżąc w dłoni butelkę przedniego alkoholu. Bo że ten się przyda - jakoś nie miała wątpliwości w tej kwestii. Strzepnęła niewidzialny pyłek z wiosennego płaszcza, upewniła się, że każdy jeden włos nie sterczy jak mu się żywnie podoba, wzięła głębszy wdech i zastukała do drzwi.