Minęła już im większa część dnia, a miał to być krótki spacer. Nie spodziewała się, że wyniknie z tego tak pracowity dzień. Mieli dzisiaj odpocząć, skorzystać z wolnego dnia, wyszło jak zawsze. Była to wina tego kieszonkowca, który wszedł jej w drogę. Popsuł jej plan, strasznie ją to irytowało, bo Trixie nie znosiła, jak coś nie szło po jej myśli. Na całe szczęście, jakimś cudem udało im się dotrzeć do mugolskiego Londynu, już za chwilę powinni mieć go na wyciągnięcie dłoni.
Zmarnowanie dnia było warte tego uczucia, które zaraz miało nadejść. Zemsta zawsze była najsłodsza, Black kochała jej smak.
Nie zdążyła nawet kiwnąć głową, a Rolph już sprawdzał, czy znajdą tutaj to, czego szukali. Jak zawsze rozumiał ją bez słów. Było to naprawdę wspaniałe uczucie, ta świadomość, że ma się obok kogoś takiego.
Plan miała sprytny, kiedy narzeczony zajmie się zabezpieczeniami wejdą tam szybko, nie miała zamiaru marnować czasu, zbyt wiele ich już to kosztowało, a przecież czas to pieniądz.
- To idziemy. - Nie potrzebowała więcej informacji. Złodziej chował się tutaj jak szczur w kanałach, czekał na to, co przyniesie los. Mogła to wykorzystać. Uśmiechnęła się jeszcze do Rolpha, a w jej oczach pojawił się błysk, który mógł świadczyć o jej zamiarze. Na pewno wiedział, co zamierzała zrobić.
Niby rzeka znajdowała się obok, mogliby go w niej utopić, jednak jej porywczość po raz kolejny nie dała za wygraną. Gdy tylko weszła do kryjówki mężczyzny machnęła różdżką i mruknęła cicho zaklęcie. Nie miał szans się obronić. Stał odwrócony tyłem, a Trixie po prostu wyczarowała siłę, która poderżnęła mu gardło. Mogła się nad nim trochę poznęcać, zasłużył, ale nie miała na to nastroju.