17.11.2023, 09:53 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.07.2024, 18:43 przez Mirabella Plunkett.)
adnotacja moderatora
Rozliczono osiągnięcie - The Edge - Piszę więc jestem
To była noc przed pełnią. Jutro Alexandra czekała bezsenna noc i Flynn z oczywistych względów wolał nie poruszać takich tematów akurat dzisiaj. Nie można było stresować ludzi przed bezsenną nocą, bo w bezsenne noce człowieka nawiedzały najgorsze z najgorszych myśli i nie dało się ich pozbyć. Po śnie na wszystko patrzyło się inaczej, bez snu... Ah. To wszystko miało sens, tylko że to była już któraś z kolei wymówka. Minął już ponad miesiąc, odkąd poprzednie życie zaczęło wchodzić do jego codzienności w brudnych buciorach... Sporadycznie czystych, ale to i tak prowadziło do rzeczy nieczystych. Ten gorszy człowiek, gorsza wersja jego samego wracała z każdym dniem coraz mocniej i dusiła go tak mocno, tak intensywnie, a czas mijał nieubłaganie i zbliżał go do tego, że będzie się musiał z rzeczami rzucanymi mu przez los jak kłody pod nogi zmierzyć.
Widział, jak Alexander wraca do wozu. Ciężko było to przeoczyć, bo leżał wtedy na jego dachu, paląc papieros za papierosem jak jakaś lokomotywa i przygryzając paznokcie w lekkim, ale wyjątkowo upierdliwym stresie. Starszy Bell chyba już dawno zaakceptował jego dziwactwa i potrzebę wyciszenia, więc go wtedy nie zagadał. A może po prostu nie miał siły? Słyszał stąd głośne skrzypnięcie łóżka ledwie minutę po trzaśnięciu drzwiami. Musiał być zmęczony, więc to nie był dobry dzień, ale czy jak będzie tak sobie mówił, to jakikolwiek dzień będzie dobry? Ten był najgorszy z możliwych, ale przynajmniej był.
Pewnie by się tak zastanawiał jeszcze z trzy godziny i znowu spał do czternastej, gdyby go z tego dachu nie przepłoszył zimny, letni deszcz. Może bardziej mżawka... No ale nie chciał być mokry, więc zeskoczył na dół i wszedł do środka. Alexander faktycznie, tak jak podejrzewał, leżał spokojnie przykryty pościelą, aż szkoda mu było ten spokój zmącić, ale kiedy się nosiło przy ciele tyle żelastwa, to nawet odkładanie tego na krzesło przy rozbieraniu się generowało bardzo dużo hałasu. Jeżeli to go nie obudziło, ani nie obudziło go skrzypnięcie desek podłogi, kiedy zbliżał się do ściany, to być może obudziło go zmarznięte, lekko wilgotne ciało, które wysunęło się pod kołdrę i objęło go od tyłu, zamykając w mocnym objęciu rąk gdzieś na wysokości pasa. A jeżeli nie to nawet, to być może to nocne pierdolenie podobne teraz pewnie do bzyczenia komara.
- Misiu - zaczął, jakby to miało w jakikolwiek sposób ochłodzić tę chwilę - skarbie - dodał jeszcze, trzęsąc nim delikatnie. - Śpisz? - No teraz na pewno już nie spał, ale jakieś niepisane zasady wszechświata kazały mu to pytanie zadać. Oczywiście, że czegoś chciał. I tym razem nie mógł to być seks, bo do tego by się nie skradał jak mysz pod miotłą. - Muszę ci coś powiedzieć. - O matko, ale to zdanie przywróciło wspomnień sprzed trzech lat... Ale no kiedyś musiał mu powiedzieć, że idzie poszukać tego dzieciaka.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.