• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii Stonehenge [Litha 1972] Krąg ognisk

[Litha 1972] Krąg ognisk
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#41
28.11.2023, 13:31  ✶  

Róża


Korona dzikich róż na twych skroniach nie tylko zwraca na ciebie uwagę, lecz także wpędza cię w nastrój do flirtu. Słodka woń napełnia cię odwagą do posyłania obcym ludziom pełnych zachęty uśmiechów, przydługich spojrzeń i pozbawia cię oporów przed poddaniem się chwili.
Widmo
Nie mam nic do ludzi.
Nawet szacunku.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Co się rzuca w oczy, gdy do pomieszczenia wchodzi ON? Jego wzrost (197 cm). Jest gigantem, umięśniony, dba o to, aby być silnym fizycznie. Jest to jego atut. Ma na ciele sporo blizn ze spotkań z niebezpiecznymi stworzeniami. Zwykle ma zarost na twarzy, kręcone włosy i ciemne jak otchłań piekła oczy, które patrzą na ludzi z nienawiścią, a na zwierzęta z obsesyjną miłością. Jeśli pracuje, nie spodziewa się gości ubiera się niedbale, byle jak, bez patrzenia na modę. Jeśli idzie do ludzi, brata, rodziny to ubiera się w skrojone na jego miarę garnitury, koszule, kamizelki (ale za tym nie przepada).

Vincent Prewett
#42
28.11.2023, 14:39  ✶  

Vincent do ostatniego momentu nie wiedział, czy wybierze się na Lithe. Chciał zabrać Lycoris, ale nie miał szansy się z nią złapać. Była kobietą niezależną i ciężką do dogadania, ale doceniał to w niej. Miał tylko nadzieję, że jej tu nie zobaczy w towarzystwie jakiegoś innego buca, bo nie ręczył za swoje opanowanie. Prewett raczej należał do osób typowo prewettowo impulsywnych. Nie umiał słuchać rozsądku, chociaż się starał. Zawsze pakował się w kłopoty i chyba się przyzwyczaił do takiego trybu życia. Potrafił też dochować tajemnic, pomimo że był cholernym gadułą. Nigdy nie wygadał się z sekretów osób z jego otoczenia. Jak zwykle jego kręcone włosy były w nieładzie, ale takim typowo artystycznym, zarost spory i gęsty, bo dawno go nie golił, bo nie miał na to czasu, a w gębie tlił się papieros, którym raz po raz się zaciągał. Flor mogła się domyślić, że jak tylko tego spali to pojawi się też kolejny – nikt nie potrafił go oduczyć palenia. Pachniał wodą kolońską, ale w tym zapachu dominował również dym nikotynowy, który był jego integralną częścią.

Parsknął śmiechem na jej słowa odnośnie jego brata. Sam czasami ucierał nosa Edwardowi, ale był dla niego ważną osobą, to on w głównej mierze przyczynił się do jego wychowania, bo rodzice nie za bardzo się do tego kwapili, najpierw były niańki, a potem zostawał podrzucany do Edwarda, aby wdrożył go w rodzinne interesy. Miał jeszcze jakąś relacje z matką, a z ojcem trochę średnio. Tak, brat go wkurzał, że próbował mu znaleźć żonę i że wytypował do tego Lycoris. Nie miał teraz głowy do małżeństwa, płodzenia dzieci i zakładania rodziny. Vincent był osobą, która naprawdę nie nadawała się do takiego trybu życia. On lubił brudzić ręce, lubił łazić po lasach, zarywać nocki na polowaniach na tych przeklętych kłusowników – wracanie wieczorami do domu, do dzieci i żony było ostatnią wizją w jego głowie jaką mógł sobie w niej uroić.

– Chyba aż tak źle nie jest – odpowiedział jej ze śmiechem, rzucił peta na ziemię, zdeptał i odpalił kolejnego. Zaczynał się już niecierpliwić w tej kolejce do wianków, ale był ciekawy jaki mu się wylosuje. Jak już tu dotarł to czemu nie skorzystać z uroków sabatu. Martwił się, że skończy się jak na Beltane, ale pojawił się tu, aby chociaż trochę zadbać o jakiekolwiek bezpieczeństwo.
Spojrzał na nią z góry i skinął głową. Rozumiał ją, sam odebrał swój wianek, gdy już dotarli do Abbottówny. Popatrzył na niego, mrugnął do Flo i nałożył go sobie na głowę, aby sprawdzić, czy faktycznie będzie tak źle jak roiło się w rozsądnej głowie swojej siostrzenicy.

– Wyluzuj, nie będzie tak źle jak ostatnio, czuję to w kościach – odpowiedział, ale jego przeczucie nie imało się do tego, które posiadała Florence, bo w końcu ona miała dar, a on miał po prostu dar do pierdolenia głupot. – No, Edward to w ogóle. Suszy mi głowę prawie za każdym razem jak tylko mnie zobaczy, mam już tego dosyć – prychnął i zaciągnął się nerwowo dymem. Ten temat go drażnił i w sumie dlatego też nie pojawił się na Beltane. Tu był w jakimś stopniu bezpieczny, nie? Przesunął się z nią od straganu z wiankami i ruszył w głąb zbiorowiska.


Zobaczyłaś noc. Parę spacerujących nóg, zgniatających raz po raz liście leśnej ściółki. Pojawił się rzut na jakiś bliżej nieokreślony obóz, a potem spory dół, w którego kierunku zmierzały dwie osoby.

!wianki
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#43
28.11.2023, 14:39  ✶  

Krwawnik


Drobne białe kwiatuszki krwawnika rozbudzają w tobie bohatera. Odwaga, która wstępuje w ciebie po założeniu na głowie wianka, sprawia, że niestraszne ci wyzwania, jakie pojawiają się na twej drodze, konfrontacje z innymi czarodziejami, czy po prostu bycie sobą.
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#44
28.11.2023, 14:50  ✶  
- Edward bardzo nie lubi słyszeć i dostrzegać prawdy, Vincencie. I nie lubi tych, którzy rzucają mu ją w twarz, a ja z kolei nie lubię fałszu i ślepoty - powiedziała, bo tak, było aż tak źle: Vincentowi Prewettowi zaś zależało na bracie i lepiej, by milczał o niej, aby ten nie kazał mu wybierać.
Zamrugała, w chwili, w której mężczyzna odbierał swój wianek.
Oczywiście, że coś planował...
Ale nie, nie była tym nawet zaskoczona. Ciemnością, butami, pod którymi trzaskały liście, znajomą sylwetką, sylwetkami, obozem, ciemność zdającą się kłębić w tej dziurze... jeżeli coś ją zaskoczyło to chyba właśnie to, że rozpoznawała nie tylko jedną osobę, choć tej drugiej osobiście nie znała.
Wciąż trzymała wianek w ręku: wianek czy też raczej prawdziwą, wspaniałą, różaną koronę, tak bardzo nie pasującą do jej stroju, choć może już do postawy, tego jak nosiła głowę i arystokratycznych niemalże rysów - owszem. Drugą dłoń uniosła zaś, sięgając ku twarzy Vincenta, by na moment podeprzeć blade palce na jego policzku. Bulstrode nigdy nie była bardzo wylewna, takie gesty rezerwowała dla rodziny i dla najbliższych przyjaciół, i zwykle, gdy miała ku nimi powód.
- Dlaczego za każdym razem, gdy widzę któregoś z was w niebezpieczeństwie, obok jest ta dziewczyna? - spytała krewnego, chociaż wiedziała, jak brzmią te słowa w czyichś uszach: wypowiedziane nagle, bo przecież Prewett nie mógł wiedzieć, co właśnie zobaczyła, nawet jeżeli już poczynił stosowne plany. - Bądź ostrożny. Patrz pod nogi. I pamiętaj, że poza różdżkami, mają kusze - dodała łagodnie, opuszczając rękę. Nie chwaliła się zwykle swoimi zdolnościami na prawo i lewo, ale jego siostra poślubiła Bulstrode, a potem razem wychowywali się: Prewett miał pełne prawo wiedzieć, że we krwi jego siostrzeńców płynęła krew Ravenclaw i ślad jej niezwykłego talentu, budzący się czasem wśród potomstwa czarodziejki.
Drobne ostrzeżenie, które może się przyda, a może nie.
- Krwawnik. Do twarzy ci w tym wianku, Vincencie. Ta roślina, odpowiednio zastosowana, powstrzymuje krwawienie i, tematycznie do naszej rozmowy, symbolizuje... szczęście w małżeństwie - powiedziała, ujmując go pod rękę. Oczywiście nie tę, w której trzymał papierosa. Ruszyła wraz z nim w stronę ognisk, tam gdzie tańczyły kapłanki. Nie była zielarką, nie umiała hodować ziół, ale potrafiła dobrać właściwą kurację dla chorego. - Róże to królewskie kwiaty.
Kobieta Guma
I won't go down you're blushing bride
Under the water I'll be sharpening my knife
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Na pierwszy rzut oka widzisz ogrom rudych i niesfornych włosów. Potem dostrzegasz, że dziewczyna ma jasną, bladą cerę i niebieskie oczy. Jest dosyć niska (154 cm) i to pomaga jej w wykonywaniu większości zadań związanych z jej elastycznością. Na co dzień ubiera się w zwiewne, lekkie i dziewczęce sukienki, a podczas występów ubiera obcisły kostium, w którym łatwiej jej pracować.

The Little Fox
#45
28.11.2023, 15:35  ✶  

Zaśmiała się wesoło, gdy złapał ją i okręcił wokół własnej osi. Pokręciła głową wręcz stąpając w miejscu. Po włożeniu wianka czuła się spokojniejsza niż zwykle, opanowanie, które nastąpiło po włożeniu go nie za bardzo podobało się Elaine, ale póki co nie ściągała tego wianka. Nadal czuła radość z tego święta, ale przynajmniej mogła na spokojnie przyjąć to, co ją otaczało, a także gesty, które wykonywał wobec niej Felix. Skinęła energicznie głową i trzymając się jego dłoni ruszyła za nim w tłum w kierunku stoisk z jedzeniem. Dziewczyna nie zdawała sobie sprawy jak wiele znaczyła dla chłopaka, ale tylko dlatego, że on zawsze był przy niej, zawsze zachowywał się właśnie tak i nigdy nie potrafiła zobaczyć w jego gestach nic poza przyjaźnią. Czuła jednak, że Felix był dla niej ważny i czasami patrzyła na niego zastanawiając się nad tym wszystkim co ich łączyło, ale że Elaine należała do osób, które nie lubiły trosk szybko te myśli wyrzucała wchodząc w stan po prostu błogiej nieświadomości.

– Jedzenie może później – odpowiedziała, miała ze sobą koszyk, w którym miała już jedzenie przyszykowane. Nic tak nie smakuje jak dania, kanapki, wypieki spod jej ręki. Zaczęła przyglądać się wisiorkom i w sumie tutaj było mnóstwo sytuacji, w których mogliby wzbogacić siebie o kilka portfeli, czy znalezisk ze straganów. Mogliby pójść wtedy do miasta, aby tam się trochę pobawić i poudawać normalne dzieciaki. Ta wizja była dla niej perfekcyjnie idealna. W jej oczy wpadła pomarańczowy wisiorek w komplecie z bransoletkami z pomarańczowymi kamyczkami, które idealnie pasowały do jej włosów. Wskazała mu głową to, co jej się podobało. Była ciekawa na ile Felix poradzi sobie z kradzieżą tego drobnego upominku. Sama Elaine należała do osób moralnych, ale nigdy nie została wychowana w przeświadczeniu, że kradzieże były złe. Żyła z tego, było to jej codziennością. Wiedziała, że powinna się z tym ukrywać, bo społecznie nie było to akceptowane, ale zasady w cyrku były całkowicie inne niż te, które panowały poza nim.

– Sam pan robił te wisiorki – podeszła do sprzedającego biżuterię z szerokim, pięknym uśmiechem. Elaine cała sobą przyciągała wzrok, nie była raczej osobą, która była nieśmiała. Raczej udawała nieświadomą swoich wdzięków.


Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#46
28.11.2023, 15:45  ✶  

Avelina rozdzieliła się z Brenną i ruszyła do swojego domu, gdy chciała tylko włożyć klucz w drzwi za jej plecami pojawił się Alexander, wywołał na ustach dziewczyny nawet przyjemny uśmiech sprawiając, że na chwilę umysł oczyścił się z ponurych myśli dotyczących jej relacji z Augustusem i tego, co działo się na statku. Jedyne o czym myślała było to, że chciała wziąć prysznic i zdrzemnąć się przed pójściem na urodziny, ale Alexander zaprosił ją na Lithe, a Avelina nie potrafiła mu odmówić. Powiedziała mu tylko, że może z nim się tam udać na chwilkę, na pół godziny, może godzinkę, ale potem chciałaby się udać do domu, aby przygotować się na urodziny swojej kuzynki. Alexander wykazał się naprawdę dużą dozą zrozumienia, a także troski. Ubrała na siebie szerokie, kwieciste spodnie, a także koszulową bluzkę z krótkim rękawem. Włosy nadal nie chciały współpracować, więc spięła je klamrą z kwiatem.

Wsparta o jego ramię stanęła z nim w kolejce po wianki. Nie potrafiła się skupić, nie potrafiła odsunąć od siebie myśli dotyczących tego

dziwnego zmęczenia. Na ramieniu wsiała jej pleciona, jasna torebka, w której miała na wszelki wypadek schowane kilka eliksirów – tak profilaktycznie. Nie ufała za bardzo sabatom, nie po tym, co wydarzyło się na Beltane. Gdy dostała swój wianek wzięła go w ręce nie nakładając go na głowę, bo za bardzo obawiała się tego, co może on uczynić z jej emocjami dzisiaj. Już złapała jedną klątwę przez jedną wiązankę kwiatową, więc nie chciała ryzykować kolejną.

– Myślisz, że są bezpieczne? – zapytała spoglądając na swojego towarzysza. – Raczej nie rozdawaliby czegoś, co jest niebezpieczne, nie? – dopytała czekając jeszcze na jego odpowiedź. Alex zapewne słyszał o tym, co działo się po Beltane, o tych wszystkich klątwach miłosnych, które doprowadzały ludzi do różnych nieodpowiednich sytuacji. Avelina sama opowiedziała mu o swojej głupocie jaką się wykazała podczas tamtego sabatu, dlatego też długo zwlekała z podaniem mu swojego adresu. Alex jednak wykazał się być wobec niej wyrozumiały i wzbudził jej zaufanie.

!wianki
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#47
28.11.2023, 15:45  ✶  

Mięta


Odświeżający zapach mięty koi twoje zmysły, oczyszcza płuca i napełnia nadzieją na lepsze jutro. Ponadto odbierasz wszystko intensywniej; promienie słońca wydają się bardziej złociste, trawa bardziej łaskocze twoje łydki, a emocje ludzi wokół udzielają się również tobie.
Sztafaż
"Gówno, nic nie zrobiłem, gówno"
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki na jakieś 175 cm, szczupły, wiecznie uśmiechnięty. Czarne włosy często sterczą w nieładzie, każdy w inną stronę, ma niebieskie, roześmiane oczy. Ubrany zazwyczaj bylejak, w niepasujące do siebie ciuchy.

Felix Bell
#48
28.11.2023, 17:10  ✶  
Zestaw, który wybrała Elaine, był naprawdę śliczny. Pasowałby do jej strojów i pięknych sukni, które udało im się podwędzić w przypadkowych miejscach. Felix, w przeciwieństwie do przyjaciółki, wiedział że kradzież jest zła i że nie powinno się tak robić. Problemem (a może i nie?) było to, że młody Bell nic sobie z tego nie robił. Ot, nikomu nic się nie stanie, jak zniknie jedna sukienka z linki, a w tym przypadku - jeden komplet bransoletek z wisiorkiem.

Udawał zainteresowanego czym innym, gdy Elaine zaczęła świergotać do sprzedawcy, odciągając jego uwagę. Oparł się swobodnie o stół i ziewnął ostentacyjnie, pokazując wszem i wobec, jak bardzo nudzi go ta rozmowa. W tym samym czasie jego zwinne palce próbowały przesunąć bransoletki i wisiorek pod dłoń, a potem dalej: do rękawa. Dobrze, że założył długi rękaw, inaczej musiałby się bardziej postarać.

rzut na aktywność fizyczną, czy uda się podwędzić bransoletki i wisiorek ze stolika
Rzut Z 1d100 - 63
Sukces!
Danger in disguise
"Death is a release; not punishment."
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki (182 cm), szczupły, brodaty szatyn. Zwykle ubiera się w czarne garnitury z dobranym golfem lub koszulą z krawatem. Na dłoniach często nosi skórzane rękawiczki, ukrywając swoją chorobę. Jego oczy są głęboko osadzone i bardzo jasne, wręcz srebrzyste. Na dłoniach nosi sygnety, zaś na ramiona zwykle narzuca czarodziejską szatę w odcieniach czerni i zieleni. Posiada spinki do mankietów ze swoją ulubioną drużyną Quidditcha - Goblinami z Grodziska.

Murtagh Macmillan
#49
28.11.2023, 17:16  ✶  

Murtagh na Lithę przyszedł sam. Po pierwsze dlatego, że nie bardzo miał ochotę na to by ktokolwiek zakłócał mu tego dnia towarzyszenie siostrze, a po drugie dlatego, że podejrzewał iż pojawienie się na święcie z jakąś przelotną miłostką, uczepioną jego ramienia, byłoby zgoła nieprzychylnie odebrane. Wyjątkowo zamienił swoje koszule, krawaty i garnitury na obcisłe, brązowe skórzane spodnie i luźną bawełnianą koszulę z głębokim dekoltem. Mieli w końcu sierpień, środek lata i święto, które dla niego było jednym z ulubionych.

Kiedy on i Sarah byli dziećmi, oboje pomagali przy rozstawianiu straganów a potem chłopak chodził z nią dookoła, jeszcze zanim wszyscy się zeszli i pokazywali sobie co ładnego chcieliby sobie kupić. Zazwyczaj szedł potem na tragany, kiedy Sarah zajęta była przygotowaniami do rytuałów, i kupował jej jedną z tych rzeczy, które tak bardzo jej się podobały. Niezmiernie cieszyły go piski ekscytacji, kiedy kazał jej później wybierać jedną ze schowanych za plecami rąk. W duchu nieco naśmiewał się z jej naiwności, bo przecież prezent zawsze okazywał się znajdować właśnie w tej ręce, którą wybrała, ale wiedział, że była to część gry, droczenia się z nią, które sprawiało że ostatecznie prezent był nawet milszy sercu.

Teraz patrzył na stragany z bardzo miernym zainteresowaniem, bardziej będąc ciekawym Stonehenge i jego kamiennej konstrukcji. Musiał przyznać, że kowen na czele z Isobell zadał sobie wiele trudu, żeby przenieść obrzędy w miejsce, które uważali za bezpieczne. Po Beltane nic już nie można było brać za pewnik, a wiara chwiała się w wielu sercach, więc do pomocy zaprzęgnięci zostali wszyscy z klanu Macmillan, jego samego nie wyłączając. Jakimś cudem jednak udało mu się nie zamienić ani słowa z siostrą w trakcie całych przygotowań. Co więcej, sam nawet nie był pewny, czy to ona unika jego, czy on jej czy może było to jedynie zrządzenie przypadku i natłoku pracy. Musiał przyznać, że o ile nie chciał widzieć na oczy ojca a cała wiara w Matkę była teraz dla niego oparta raczej na tradycjach niż głębokiej duchowości, to był dumny z efektów pracy swoich rąk.

Przez chwilę przyglądał się kolejce czarownic i czarodziejów odbierających wianki, ale wiedząc mniej więcej, jakie ich noszenie mogło mieć efekty, sam wcale się do tego nie palił. Wolał by tego dnia i wieczora, jego umysł pozostał czysty i ostry, bo Matka jedna wiedziała, że prawdopodobnie będzie go potrzebował, żeby jakoś przebrnąć przez ceremonię zaręczyn Sarah.

O wilku mowa... Murtagh uśmiechnął się, kiedy w tłumie wypatrzył przechadzającą się parę i podszedł do nich pewnym krokiem. Skinął głową obojgu, do Rowle'a wyciągając dłoń aby ten mógł ją uścisnąć.
- Sarah, panie Rowle. Miło pana poznać, w tych jakże sprzyjających okolicznościach. Chciałem wam z całego serca pogratulować, choć wiem, że na oficjalne gratulacje przyjdzie jeszcze czas. - mówił o gratulacjach, choć jego ton głosu wyrażał raczej uprzejmość wymuszoną okazją niż przesadny entuzjazm.

- Będę zaszczycony wiedząc, że moja siostra znalazła swoje gniazdo u boku tak znakomitego mężczyzny. Jest pan smokologiem, o ile dobrze kojarzę? Muszę powiedzieć, że od zawsze czułem nutę przerażenia myśląc o tych nadzwyczajnych stworzeniach. Chętnie kiedyś porozmawiam więcej na ich temat, może przy kieliszku dobrej brandy? - Zwrócił się do Leviathana, zagajając go gadką towarzyską, choć teraz już było słychać w jego głosie większe zainteresowanie a na usta wypłynął uśmiech. Zachowywał się trochę tak, jak gdyby jego siostra stanowiła jedynie tło dla interesującego mężczyzny z którym rozmawiał.


@Sarah Macmillan @Leviathan Rowle


“I know love and lust don't always keep the same company.”
― Stephenie Meyer, Twilight  Murtagh Macmillan, Secrets of London
Ćma
So here we are reinventing the wheel
Ambition tearing out the heart of you,
Carving lines into you
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Smukła, dość wysoka jak na kobietę (172cm), niewyróżniająca się z tłumu. To co zapamiętasz po kilkusekundowej migawce, to jej ciemne włosy i jasne oczy. Jakiego koloru? Tutaj już poeci i ewentualni adoratorzy mogą się popisać, my sobie nie będziemy tym głowy zawracać. Włosy, naturalnie przypominające puchową szopę, ujarzmia zaklęciami wygładzającymi. Niewielu wie, że jest pół-człowiekiem pół-pudlem, bo ten rytuał pielęgnacyjny odprawia już od 10 roku życia (dziękuję ci, świętej pamięci mamo!!) W półmroku całkiem ładna, ale dużo traci w starciu z bezlitosnym słońcem. Ujawni sińce pod oczyma i bladą, nawet trochę szarą cerę. Czasami nakreślą się na licu jakieś inne kolory, ale musiałbyś kazać jej się przebiegnąć, albo porobić kilka pajacyków (może też wtedy zemdleć, więc to ryzykowna gra). Nie potrafi ubrać się stosownie do okazji. Jeżeli widzisz ją paradującą w drogiej, czarodziejskiej szacie i długich kolczykach, to całkiem prawdopodobne, że nie idzie na randkę, ale po ziemniaki na ryneczku. Głos ma raczej niższy, niż wysoki, ale wyjątkowo młody, trochę nawet dziecinny. Uśmiecha się często, ale raczej nie do ludzi. Trochę ekscentryczna, może nawet dziwna, ale JESZCZE nie świr, którego omija się okrągłym łukiem. Zawsze pachnie wiśnią. Prawdziwą czy jakimś syntetykiem magicznym, nikt nie jest w stanie stwierdzić.

Septima Ollivander
#50
28.11.2023, 20:41  ✶  
— Dzięki — przebąknęła nieśmiało, bo komplement ojca wprawił ją z jakiegoś niewyjaśnionego powodu w zakłopotanie.
Przywdziany wianek tchnął w nią nowe, nieodkryte pokłady energii; płuca zdawały się zwiększyć swoją obiętość, a powietrze, pomimo dymu paleniska, zdawało się być bardziej rześkie i prężne.
— Dzień dobry panie Selwyn — przywitała się z nim w swojej pełnej, sztywniackiej krasie. Obłapiła go nieeleganckim jak na swoją osobę spojrzeniem, oceniając ubranie począwszy od butów, aż po czubek głowy. Nie wiedziała jak się do chłopa odnosić – czy być mu przyjazną i udawać, że nigdy nie złamał (?) ojcu serca, czy rzucać w niego lotkami ulepionymi z fochów. Jako kobieta przecież doskonale coś takiego umiała, nawet jeśli wydawało jej się, że się z tym nie obnosi. Ostatecznie wybrała chłodnie uprzejmą kartonowatość w kolorze tynku. Laurence i tak nie zwracał na nią uwagi.
Pozwoliła mężczyznom rozmawiać, a w międzyczasie wodziła wzrokiem pośród raczących się zachodzących słońcem i rozmową par, grupek mniejszych i większych, wychwytując w nich twarze znajome oraz bliskie. Najpierw rozpoznała ognistowłosą Olivię u boku Leona. Odnotowała w pamięci by do nich podejść, gdy ojciec z Larrym zaczną do siebie robić słodkie oczka i zacznie ją już ostro mdlić od tego widoku. Chociaż... czy oni mogli być na randce? Cholera, Timmy się za żadne skarby świata na tym nie znała. Mimo iż podczas Lithy docelowo nie celebrowało się miłości, to zapewne połowa świętujących była tu z rodzinami, a druga...zaraz, o czym właśnie myślała? Nie miało to już znaczenia, bowiem wzrok odnalazł wysoką sylwetkę Sary Macmillan z bratem Murtaghiem oraz... Levim. Gruba gula osiadła na dnie jej żołądka, a w umyśle zapaliła się czerwona lampka naganiająca do ucieczki.
— Przepraszam was, pójdę się przywitać ze znajomymi. Wkrótce do was dołączę.
Odeszła pospiesznie najpierw na bok, potem trochę do przodu, do tyłu, ewidentnie tracąc ruchową koordynację (albo nieświadomie rozkręcając się do tańczenia salsy). Wlepiła się w mały tłum nowoprzybyłej rodziny, zrobiła kilka głębszych, króliczych kroków, tym samym zbliżając się do paleniska. Skoncentrowała się na płomieniu wokół, którego tańczyły kapłanki i to właśnie w głąb jego jęzorów pragnęła zajrzeć. Przynajmniej na chwilę, tak aby wzrokiem nie dryfować wokół malunków znajomych jej facjat.

!płomienie
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alastor Moody (1120), Albert Rookwood (696), Augustus Rookwood (2810), Avelina Paxton (3045), Bard Beedle (6609), Bellatrix Black (3151), Cain Bletchley (3608), Cameron Lupin (3477), Cathal Shafiq (2156), Chester Rookwood (6159), Dagur Nordgersim (2254), Danielle Longbottom (2092), Diana Mulciber (903), Dora Crawford (653), Effimery Trelawney (1513), Esmé Rowle (2737), Felix Bell (2190), Florence Bulstrode (1533), Garrick Ollivander (1124), Geraldine Greengrass-Yaxley (1530), Hades McKinnon (1333), Heather Wood (3440), Hjalmar Nordgersim (1586), Imogen Rookwood (2430), Laurence Selwyn (1299), Leon Bletchley (3764), Leta Crouch (1908), Leviathan Rowle (2538), Logan Nott (1066), Loretta Lestrange (319), Lorraine Malfoy (2159), Lucky Luke (1576), Maeve Chang (770), Murtagh Macmillan (1521), Nora Figg (1215), Olivia Quirke (3141), Pan Losu (3305), Patrick Steward (2028), Persephona Degenhardt (1148), Perseus Black (2174), Philip Nott (1719), Rodolphus Lestrange (3249), Rowena Ravenclaw (3400), Sarah Macmillan (2426), Sebastian Macmillan (1917), Septima Ollivander (1456), The Beast (2492), The Edge (4017), The Lightbringer (2211), The Little Fox (2288), The Overseer (2453), The Tempest (416), Theon Travers (2021), Ulysses Rookwood (2884), Vespera Rookwood (2251), Vincent Prewett (1652)


Strony (38): « Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 38 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa