30.11.2023, 21:07 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.01.2024, 20:50 przez Morgana le Fay.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic III
Westchnął wyraźnie zniecierpliwiony, spoglądając z rezygnacją na szamoczącego się Czarodzieja w kolorowej szacie — chyba błękitnej, obszytej w jednorożce lub inne magiczne odmiany koni, na których Anthony się nie znał. Borgin uznał, że zwariował, tak po prostu, bo ludzie różnie reagowali, gdy osoby z jego departamentu w Ministerstwie przychodziły pod drzwi, mając w dłoni stosowny pergamin. Był też sam sobie winien, bo gdyby pilnował podatków oraz opłat, odprowadzał uczciwie galeony do państwa, a nie trwonił na hazard czy Merlin jeden wie co, nie musiałby się teraz martwić perspektywą utraty swojego mieszkania oraz kilku znajdujących się w nim kosztowności — nic specjalnego, na tyle, na ile Tosiek zdążył się rozejrzeć, zanim jegomość grożący mu różdżką, wygonił go za drzwi. W normalnych okolicznościach reagowałby inaczej, teraz jednak musiał postępować zgodnie z protokołem i do akcji zostały wezwane jednostki z biura uderzeniowego . Było ciepło, błękitne niebo pozbawione było chmur i otaczający go dookoła, rozgrzany beton oraz cegły sprawiały, że ciągle chciało mu się pić. Wiosna trwała w najlepsze, przeobrażając się już powoli w porę letnią, która zapowiadała się równie słonecznie, co kwartał wiosenny. Dookoła panował zgiełk jak to zwykle na uliczkach znajdujących się zaraz przy ulicy Pokątnej. Wsunął dłoń w kieszeń po tym, jak zerknął na elegancki zegarek, który tkwił mu na nadgarstku — dostał go od dziadka i jakoś się tak przyzwyczaił, że go w ogóle nie zdejmował. Dochodziła dziesiąta trzydzieści. Ubrany był w eleganckie, ale cienkie spodnie oraz koszulę na długi rękaw z dopasowanym odpowiednio krawatem i ładnymi spinkami przy rękawach. Magiczna bawełna doskonale regulowała temperaturę, dzięki czemu nie pocił się, jak wieprz. W ręku miał skórzany, duży notes oraz kilka pergaminów, wezwań do spłaty lub kopii innych dokumentów, które potrzebne były do konfiskaty i eksmisji. Cóż, w tym przypadku dziadek skończy najpewniej na przesłuchaniu za czynną napaść na pracowników Ministerstwa.
Gdy rozległ się pstryk, odwrócił głowę i omiótł spojrzeniem przybyłe osoby, skupiając się głównie na jednej — tej, którą miał w sumie nadzieję zobaczyć. Każdy pretekst do współpracy z Brenną był dobry. Uśmiechnął się więc, mając już znacznie lepszy humor i ukłonił w jej kierunku elegancko. - Panno Longbottom, wybacz to nagłe wezwanie, ale nasz dłużnik chyba zwariował i chciał podpalić mojego kolegę z wydziału. - ruchem głowy wskazał na stojącego nieopodal czarodzieja, nieco mniej eleganckiego niż on sam i odrobinę starszego, który skupiony był na podpalonym fragmencie marynarki i spodni. - Niestety, nie mogliśmy nic robić, protokół. Głupota, ale i tak miło Cię widzieć. Tu masz papiery. - wyciągnął w jej stronę odszukany w trakcie mówienia świstek razem z biurem, bo wszystko wymagało oficjalnych podpisów. Nie wątpił, że brunetka raz-dwa poradzi sobie z oponentem, który mógłby być jej wujem lub może nieco młodszą wersją dziadka. Antek wszedł po schodach i puknął drzwi. - Panie Gregory, niech Pan otworzy i zachowa rozsądek. Mam tu ze sobą grupę uderzeniową, chce Pan sobie robić więc problemów, niż Pan ma? - brzmiał dość miło i łagodnie, starał się podejść do sprawy dyplomatycznie, aby go jeszcze bardziej nie zdenerwować. Dało się jednak usłyszeć, jak coś wewnątrz ląduje rzucone w okolice drzwi i rozbija się na kawałki, na co młody Borgin westchnął i wzruszył ramionami, odwracając twarz w kierunku dziewczyny. Byłoby dużo prościej, gdyby w pewnych sprawach nie trzeba było być tak oficjalnymi, ale cóż, nie chciał żadnych problemów lub plam na działaniu w swojej karierze, wierząc i licząc na awans w przyszłości. Obydwoje byli po prostu dobrzy w swoim fachu, ba, starali się być jak najlepsi.