— Babcię? To jeszcze bardziej fuuuj! — skrzywił się Conven.
— Z drugim dziadkiem moglibyśmy pograć chociaż w quidditcha — wtórował Ramses.
Obaj weszli właśnie w etap niechęci do płci przeciwnej i wizja pojawienia się w rodzie kolejnej kobiety wybitnie im nie pasowała. Byli już w stanie zaakceptować zabawnego pana mugolaka, który potrafił robić z watą cukrową cuda! Obaj rzucili się na słodkiego słonika, zapominając na moment o wszystkim, co dzieje się wokół.
— Dziadku, kupisz nam jeszcze jedną watę? — zapytał Conven.
— Dwie, dwie! Taką magiczną w kształcie zwierzątek! — przekrzykiwał go Ramses. Tym sposobem Chester został otoczony przez wrzeszcząco-skaczących kilkulatków, jedzących watę niewiadomego pochodzenia. Ale czy na pewno niewiadomego? Z ziemi zniknęła cukrowa chmurka, którą upuścił mały Conven. Chłopcy wymagali natychmiastowej interwencji dziadka, jeśli nie chciał, aby się pochorowali. Przecież ta wata przed chwilą leżała na ziemi, po której stąpał mugolak i to przez niego została zaczarowana; kto wie, jakie mugolskie zarazki ze sobą przenosiła? Jeszcze zaczną - nie daj Merlinie - tolerować szlamy, ubierać się jak Edge i słuchać Davida Bowie!
Tymczasem Patrick i dwójka niesfornych cyrkowców zniknęli z pola widzenia Chestera. Rozglądanie się za nimi było bezskuteczne - tłum zdawał się nagle zgęstnieć, jakby połowa świętujących Lithę nabrała nagle ochoty na watę cukrową. W rzeczywistości pocztą pantoflową rozeszła się wiadomość, że przy wspomnianym stoisku zrobiło się zamieszanie. Kiedy jednak ciekawscy dotarli na miejsce, zastali jedynie starszego pana i dwójkę dzieci.
Bilans strat: nerwy Chestera, upuszczona wata, prawie rozlane piwo, godność Flynna i czas Fiery oraz Patricka. Zyski: nowe znajomości i nauczka, by swoje pieniądze trzymać w miejscach mniej dostępnych dla potencjalnych kieszonkowców.

W związku z tym, że ingerencja nieco mnie przyblokowała, wydłużam czas swojej interakcji z postaciami do 20 grudnia.