• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[03.07.1972] Papa Mama Loca Pipa - Leo & Maya

[03.07.1972] Papa Mama Loca Pipa - Leo & Maya
Kot z tendencją do głupoty
kici kici miau
będę ciebie brał
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ma wzrost 174. Gibki, żwawy, skory do zabawy. Oczy jasnobrązowe, ale włosy ciemniejsze. Jest wysportowany, bo dużo biega i się wspina. Mięśnie ma, ale nie jest jakimś Pudzianowskim. Zyskał je ze swojego aktywnego trybu życia, a nie przez ciągłe ćwiczenia. Z reguły ciepły albo cwany uśmieszek ma na pyszczku. W WERSJI KOCIEJ: rudo umaszczony kot domowy, nieprzeżarty. Ma kompletnie inne zwyczaje niż Garfield.

Leo O'Dwyer
#1
02.12.2023, 16:32  ✶  
Czcigodny Leo O'Dwyer & Nadobna Maya Chang

Każdy przecież chciałby być kotem, co nie? Bo bycie kotem, to była cudowna sprawa, a kiedy jeszcze ten kot czuł się w pełni kotem, to już w ogóle cały świat stał przed tobą otworem, nawet jeśli szlajałem się właśnie po nokturnianych ulicach, ale nawet żałowałem, że tu gdzieś w okolicy nie mieszkam, bo byłoby jeszcze bardziej pikantnie, ale też niebezpieczniej dla Delliana, więc postawiłem jego komfort na piedestale, choć nie ukrywałem, że chętnie ratowałbym go z opałów, ale... Lepiej było w nie nie wpadać, no nie? Rzecz jasna, jakże oczywista, więc mieszkaliśmy na Alei Horyzontalnej, a na ulicę Śmiertelnego Nokturnu błądziłem, kiedy mi się nudziło albo kiedy prowadził mnie tam instynkt.
Tak też było teraz, kiedy skradałem się po ulicy z zapartym tchem. Dostrzegłem cień na ziemi, przelotny, ale niezwykle interesujący. Spojrzałem nawet w niebo, ale niczego pozornie nie dostrzegłem, ale wziąłem głęboki wdech w swoje ludzkie płuca i czułem... nokturniane, przesuszone powietrze, tchnące ścierwem, więc wszystko było w jak najlepszym porządku. Chwila, LEO! Nie mogłeś się przecież tak rozpraszać, jeśli się skradałeś, jeśli miałeś coś, kogoś albo coś-kogoś na oku, czyż nie? Na oku, na oku. Na nosie. Na zębie... Na zębie ślinka. Ach.
Zamiauczałem pod nosem zdecydowanie niezdrowo. Bardzo niezdrowo.
- Leo to zły kotek - powiedziałem do siebie, taki przyklejony do ściany, patrząc przed siebie nieruchomo. Na chwilę wszystko zamarło, cały świat zamarł, a ja na wstrzymanym wdechu obserwowałem. Dopiero kiedy mój obiekt się odwrócił, to ja powoli ruszyłem do przodu. Powoli, niemalże eterycznie, niemalże bez ruchu, a jednak parłem na przód i powoli wyciągałem też różdżkę. Kolejne odruchy, kolejne instynkty i szaleństwa. Miałem ochotę przeć dalej do przodu, a jednocześnie - przez tę adrenalinę we krwi, co mi tak śmiało skoczyła - miałem ochotę tańczyć tu bez muzyki niczym świr i pewnie bym to zrobił, gdybym znowu nie zamarł w pół kroku.
Dobra, wszystko pod kontrolą. Udało mi się nawet skryć w delikatnym cieniu, poza oczami mojego obiektu by przemienić się w kocią postać, a wtedy już nie próżnowałem. Bezszelestnie wskoczyłem na niski daszek najbliższego budynku i przyczaiłem się do ataku. Nic nie mogło mnie teraz powstrzymać. Nic nie mogło mnie wytrącić z równowagi. Moje kocie instynkty podały mi wszystkie współrzędne, wszystkie zmienne. Czułem to w kościach, w mięśniach i w całej swojej płynnej postaci kota. Zrobię skok i będzie po skurwielu.
I właśnie to robiłem, czując wiatr w swojej sierści. Drobną tylko chwilę, bo już miałem wróbla w swojej garści. Mały skurwiel. Uwielbiałem tych małych gnoi. Łapać, bo zjeść nie zamierzałem surowego mięsa. Ale złapać, trochę jego przerazić, trochę się pobawić i wypuścić. Sajonara. Następnym razem bądź bystrzejszy, zią - pomyślałem, kiedy nieco wstrząśnięty odlatywał z nastroszonymi piórkami. Ja, cóż, miałem zdecydowanie dumną, kocią mordkę, ale nie na długo się tym radowałem, bo zaraz moją uwagę przykuło światełko na ziemi, pewnie odbicie promieni słońca w którymś z tych cudem czystszych okien.
Poison Girl
– You're a poison and –
I know that is the truth
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Maya wygląda bardzo młodo i krucho. Jest niska, bo mierzy tylko 146 centymetrów i warzy niecałe 38 kilogramów. Dziewczyna ma niedowagę, bardzo mało je i jest to widać na pierwszy rzut oka. Jest drobnej budowy i dosłownie ginie w tłumie. Czasami można jej nie zauważyć. Kiedyś ubierała się w długie suknie i szaty czarodziejskie. Starała się zawsze biec za modą czarodziejską, ale wplatała w swoje stroje odrobinę chińskiej kultury, aby z pozoru dawać złudzenie osoby zagranicznej. W lipcu jak poznała Leo zaczęła nosić szerokie spodnie i duże swetry, pod które nakłada ładne, białe koszule lub po prostu koszulki lub koszule z krótkim rękawem jeśli jest cieplejszy dzień. Wokół niej unosi się woń jaśminu, paczuli, cytrusów, granatu – jest to olejek, który sama nauczyła się robić.

Maya Chang
#2
04.12.2023, 21:34  ✶  

Wracała do domu, miała krótkie spotkanie z Peppą, ale teraz już mogła wrócić do siebie, do domu, do rodziny, do obowiązków, do braku chaosu jaki towarzyszył jej wśród ulicznych gwarów. Nie za dobrze czuła się jeszcze na ulicach Nokturnu łażąc po nich sama, ale powoli nabierała tej pewności. Było to widać w jej ruchach i słowach jakie rzucała, gdy z kimś rozmawiała. Grunt to brak strachu, nie? Ubrana była w długie spodnie, ciężkie wygodne buty i koszulę z krótkim rękawem w kolorze czerni. Włosy dzisiaj były krótkie, sięgały jej do uszu, a oczy nadal ciemne i chłodne. Pachniała jak zwykle jaśminem.

Nagle jej oczom ukazał się ten chłopak, ten dziwny, który czasami spędzał jej sen z powiek. Poczuła ukłucie ciekawości i delikatnego strachu pomieszanego z adrenaliną. Na jej skórze pojawiła się gęsia skórka, ale nie wiedziała do czego miała to przypisać. Najpierw chciała się gdzieś schować, ale chłopak przykleił się do ściany. Nawet nie zwrócił uwagi na to, że kilku przechodniów spojrzało na niego jak na dziwaka. Nawet Maya uniosła brew ku górze zastanawiając się, czy nie wypadła mu jakaś klepka, albo czy rodzice nim czasem w dzieciństwie nie miotali o ściany zamiast kołysać do snu.

Maya ruszyła za nim, powoli i ostrożnie, aby nie wydać żadnego dźwięku. Wiedziała, że popełnia głupotę, ale naprawdę chciała się dowiedzieć kim on jest, czy on w ogóle był prawdziwy? Może to była jakaś zbiorowa rodzinna halucynacja? Może ciocia Maeve i Maya jednak były podatne na jakieś dziwne substancje i razem miały wizję tego dziwnego człowieka? Starała się nie rozpraszać, była gotowa tym razem rzucić od razu zaklęcie jeśli tylko mężczyzna wykona w jej kierunku jakiś gwałtowny ruch. Już nie miała zamiaru być spłoszoną, małą dziewczynką.

Nagle Leo zniknął za jedną ścianą prowadzącą do mniejszej uliczki, gdzie znajdowały się mieszkania jakichś ludzi. Maya przyśpieszyła i przystanęła przy ścianie, aby wychylić się i zerknąć, czy on tam jest i co robi, ale zniknął. Weszła więc do uliczki i rozejrzała się dookoła. Nikogo nie było, był tylko mały, rudy kot.

– Hej mały – powiedziała bardziej do siebie, bo w końcu kot jej nie zrozumie, nie? Uparcie szukała jakiegokolwiek śladu po Leo, ale nic nie było. Pewnie przeniósł się do swojego domu. Maya westchnęła zawiedziona, że nie dowiedziała się o nim jego tajemnicy, czy był normalny i jak działał, ale może następnym razem?

Nie! Nie będzie następnego razu, co to – to nie!

Powinna się od niego trzymać z daleka, prawda? Był nieprzewidywalny.

Kot z tendencją do głupoty
kici kici miau
będę ciebie brał
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ma wzrost 174. Gibki, żwawy, skory do zabawy. Oczy jasnobrązowe, ale włosy ciemniejsze. Jest wysportowany, bo dużo biega i się wspina. Mięśnie ma, ale nie jest jakimś Pudzianowskim. Zyskał je ze swojego aktywnego trybu życia, a nie przez ciągłe ćwiczenia. Z reguły ciepły albo cwany uśmieszek ma na pyszczku. W WERSJI KOCIEJ: rudo umaszczony kot domowy, nieprzeżarty. Ma kompletnie inne zwyczaje niż Garfield.

Leo O'Dwyer
#3
04.12.2023, 22:46  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.12.2023, 22:48 przez Leo O'Dwyer.)  
Skakałem za tym światełkiem, skakałem oniemiały. Polowanie bardziej zagorzałe aniżeli te jeszcze chwilę temu, aż nawet musiałem stwierdzić, że zgłodniałem, ale przestało się jakoś szczególnie to dla mnie liczyć, kiedy przez swą nieostrożność wylądowałem pod czyimiś glanami. Oj, na glany to trzeba było uważać, bo można było bardzo mocno dostać w zadek, a to już zanadto przyjemne nie było... W sumie bywało, ale wszystko zależało od kąta kopnięcia.
Spojrzałem w górę, a kiedy usłyszałem ten niebiański głos Metr Czterdzieści Sześć, zamiauczałem przeciągle, wpatrując się w jej oczy. Zaraz otarłem się o jej nogi na przywitanie. Wpierw o lewą, tak od wewnętrznej strony, a zaraz zatoczyłem koło i wróciłem ocierając się o jej zewnętrzną część by potem przecisnąć się między jedną, a drugą nogą ponownie i otrzeć się też o tę drugą. Trzeba było być skrupulatnym by miłość była rozłożona po równo, a ja dbałem o tę swoja kocią skrupulatność, która umknęła, kiedy poczułem potrzebę prostowanka kręgosłupa o zapiaszczony chodnik. Położyłem się na boczek by się nieco przeturlać na pleckach i wylądować zdezorientowanym na drugim boku. Zdezorientowany byłem, bo na lewym boku świat wyglądał kompletnie inaczej niż na prawym.
- Miau - odparłem do pięknej panienki Mayki, jakbym myślał, że może mnie zrozumieć. Podreptałem kilka kroków dalej by się na nią obejrzeć. Tak, to zdecydowanie mówiło: Chodź, chodź za mną. Chodź szybko. Nie zastanawiaj się wcale, co ty najlepszego robisz. A jeśli jednak miała jakieś obiekcje i nie ufała małemu, niewinnemu rudemu kociakowi, to wróciłem by jeszcze się o nią poocierać, zdobyć trochę jej miłości i uwagi, a może nawet podrapciania za uchem...? Drapanie za uchem i pod pyszczkiem było chyba jeszcze bardziej przyjemne niż męski orgazm. Albo bardzo porównywalne. Wariowałem wtedy, robiło mi się tak cieplutko, milutko, czułem się Panem Świata, a z mojego wnętrza wydobywało się to pierwotne warkotanie. Czułem wtedy totalny relaks, totalną kontrolę, ale teraz też się czułem zrelaksowany, więc po chwili ponownie podreptałem przed siebie, właściwie dzielnie maszerując i miaucząc coś dumnie.
Poison Girl
– You're a poison and –
I know that is the truth
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Maya wygląda bardzo młodo i krucho. Jest niska, bo mierzy tylko 146 centymetrów i warzy niecałe 38 kilogramów. Dziewczyna ma niedowagę, bardzo mało je i jest to widać na pierwszy rzut oka. Jest drobnej budowy i dosłownie ginie w tłumie. Czasami można jej nie zauważyć. Kiedyś ubierała się w długie suknie i szaty czarodziejskie. Starała się zawsze biec za modą czarodziejską, ale wplatała w swoje stroje odrobinę chińskiej kultury, aby z pozoru dawać złudzenie osoby zagranicznej. W lipcu jak poznała Leo zaczęła nosić szerokie spodnie i duże swetry, pod które nakłada ładne, białe koszule lub po prostu koszulki lub koszule z krótkim rękawem jeśli jest cieplejszy dzień. Wokół niej unosi się woń jaśminu, paczuli, cytrusów, granatu – jest to olejek, który sama nauczyła się robić.

Maya Chang
#4
09.12.2023, 23:01  ✶  

Uśmiechnęła się lekko pod nosem, gdy kot otarł się o jej nogi. Był przeuroczy, taki rudy i puchaty. Kucnęła przy nim i zaczęła go głaskać. Maya od zawsze lubiła koty, ale gdy ten dachowiec ruszył w swoim kierunku dziewczyna podniosła się z kucka i spojrzała na niego. Chciała się odwrócić i iść do domu, ale kot wylądał jakby na nią czekał. Zmarszczyła brwi w zaskoczeniu. Poczuła ukłucie obawy? Nieufności? Tak, zdecydowanie obie rzeczy zatruły jej serce w tym momencie. Brwi zmarszczyła w niepewności, gdy wrócił znowu zaczęła go głaskać. To było silniejsze od niej, takie zwierzęta wywoływały u niej kociarę, dosłownie rozczulała się na widok takich puchatych, uroczych stworzonek.

– No dobra, dokąd chcesz iść? – zapytała idąc niepewnie za kotem. Miała ochotę wziąć go na ręce i pogłaskać dłużej, najchętniej zabrałaby go do domu, ale nie mogła bo Maeve miała uczulenie na sierść kota, więc były zakazane. – Potrzebujesz pomocy? – zapytała tuptając za kotem dosyć szybko, bo był szybki i zwinny, a Maya zdecydowanie do sprawnych osób nie należała. Czuła się głupio gadając do kota, ale wolała się upewnić, czy czasem ktoś nie potrzebował pomocy. Zwierzęta miały dobrą intuicję, ale cały czas miała z tyłu głowy zakodowaną ostrożność. Różdżka była na miejscu chociaż jej nie potrzebowała.

Kot z tendencją do głupoty
kici kici miau
będę ciebie brał
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ma wzrost 174. Gibki, żwawy, skory do zabawy. Oczy jasnobrązowe, ale włosy ciemniejsze. Jest wysportowany, bo dużo biega i się wspina. Mięśnie ma, ale nie jest jakimś Pudzianowskim. Zyskał je ze swojego aktywnego trybu życia, a nie przez ciągłe ćwiczenia. Z reguły ciepły albo cwany uśmieszek ma na pyszczku. W WERSJI KOCIEJ: rudo umaszczony kot domowy, nieprzeżarty. Ma kompletnie inne zwyczaje niż Garfield.

Leo O'Dwyer
#5
09.12.2023, 23:41  ✶  
Miauknąłem z podniecenia, kiedy panienka Maya zadała pytanie o to, gdzie chcę iść. Tak-tak, o to właśnie mi chodziło! Chciałem jej pokazać swój cały koci, ciekawy świat z perspektywy dachowca! Pragnąłem by poczuła się jak taki kot, jak taki Leo, taki Leoleoleo w kociej postaci, bardzo puchaty, bardzo kochany, bardzo futrzasty i najmądrzejszy na świecie, bo wcale bym jej nie prowadził drogami, których nie byłaby w stanie przebyć, tylko tymi, które też sam przebywałem w ludzkiej postaci. Bo czy to istotne, czy wspinałem się w kociej postaci, czy jak najbardziej ludzko-męskiej...? Ważne, że ja tym kotem byłem, tym mężczyzną, tym super gościem, co chciał się z nią bardzo zaprzyjaźnić, a nawet czasami skraść całusa albo dwa, albo ich milion. Chciałem bardzo, ale obawiałem się, że jej ciotka mi na to nie pozwoli, ale cioci tu nie było, a na dachu tym bardziej jej nie będzie, czyż nie? Mogliśmy być razem już na zawsze skryci przed światem, ale nie przed słońcem!
Skoczyłem sobie w pewnym momencie na niski murek. Dziewczyna miała prężne ciało. Da radę, tak sobie stwierdziłem, bo sam dawałem radę i to bez wysiłku. W razie, kiedy się zastanawiała, czy dobrze robi, to ja się co i rusz odwracałem do niej i mruczałem, i mruczałem, czasami się ocierałem, a czasami umykałem zbyt szybko by mogła mnie dotknąć. Uwielbiałem mizianko, ale mizianko było dla wybranych. Czasami trzeba było na nie zasłużyć, a czasami dostawało się je za darmo.
Odetchnąłem, kiedy znaleźliśmy się na niezbyt wysokim dachu, ale na tyle przyjemnym, że można było z tej perspektywy oglądać niemalże większość ulicy Śmiertelnego Nokturnu. Uwielbiałem tu przebywać, bo wtedy zbierałem naprawdę dużo ploteczek ze świata czarodziejów, a ja uwielbiałem ploteczki. Czasami je sprzedawałem, czasami za darmo wyznawałem, przepuszczałem dalej, a niekiedy zostawiałem dla siebie. Tak też spojrzałem w dół, niemalże stawiając łapę poza dachem, co by groziło istnym zwaleniem się, ale... Nie-nie-nie! Nie ze mną te numery! Wróciłem do Mayki, co się wgramoliła na dach i uśmiechnąłem kocio, z satysfakcją, znowu ocierając się o jej nogi i domagając się jej uwagi. Pomiziaj, pomiziaj, a najlepiej usiądź na dachu, to się ułożę na twoich kolanach i - kto wie - może zasnę...?
A może przemówię ludzkim głosem...? Ucieknie, nie ucieknie? Nie chciałem, żeby uciekała. Pragnąłem się przedstawić, od najlepszej strony najlepiej, a potem powiedzieć słówko, może dwa, może trzy i zapaść w jej pamięci, bo bardzo lubiłem przebywać w jej towarzystwie, ale ona w moim chyba nie za bardzo. Może się to zmieni, skoro poznaje mnie właśnie od tej niewinniejszej strony...? Choć, właściwie, czasami jako kot bywałem gorszą cholerą niż normalnie, hihi.
Podreptałem sobie obok by się na nią nie zwalić, ale też by być w pobliżu, gdyby miała z szoku zaraz zlecieć z dachu. Miałem doświadczenie w łapaniu ludzi spadających z dachów. Bo to nie byłby pierwszy ani ostatni raz, bo czasami z ziomeczkami piliśmy sobie na daszku, ale pięknych kobietek tak jeszcze nigdy nie podrywałem, a nie chciałbym, żeby Mayka sobie coś zrobiła, więc... Naprawdę się starałem by to nie było jakieś zaskakujące. Przemieniłem się w Leo, takiego pół leżącego, pół siedzącego, z różdżką w dłoni z uśmiechem na twarzy i ukłonem gromkim w oczach. Odetchnąłem lekko i położyłem się na dachu, jeśli wszystko grało, a jeśli nie grało, to łapałem, czym prędzej Maykę nim coś sobie zrobi.
- Uważaj-uważaj - pouczyłem mimo wszystko, zaraz kłądąc się na brzuszek i przesuwając ten drobny kawałek by spojrzeć w dół ulicy. - Kiedy wystarczająco poznasz teren, będziesz mogła stąd obserwować niemalże całą ulicę, tych wszystkich ludzi... Patrz - szepnąłem konspiracyjnie, patrząc w dal na przemykające szumowiny i dwóch kręcących się tam BUMowców.
- Uważaj, bo tu mogą nas zauważyć... Ale tam - wskazałem palcem - nie mają żadnych szans. - Z tej perspektywy mogli nas zauważyć, ale gdybyśmy weszli jeszcze wyżej... To znacznie mniej, ale wyżej oznaczało niebezpieczniej, a ja miałem kręgosłup moralny przy narażaniu innych na szkody. Siebie niekoniecznie.
Poison Girl
– You're a poison and –
I know that is the truth
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Maya wygląda bardzo młodo i krucho. Jest niska, bo mierzy tylko 146 centymetrów i warzy niecałe 38 kilogramów. Dziewczyna ma niedowagę, bardzo mało je i jest to widać na pierwszy rzut oka. Jest drobnej budowy i dosłownie ginie w tłumie. Czasami można jej nie zauważyć. Kiedyś ubierała się w długie suknie i szaty czarodziejskie. Starała się zawsze biec za modą czarodziejską, ale wplatała w swoje stroje odrobinę chińskiej kultury, aby z pozoru dawać złudzenie osoby zagranicznej. W lipcu jak poznała Leo zaczęła nosić szerokie spodnie i duże swetry, pod które nakłada ładne, białe koszule lub po prostu koszulki lub koszule z krótkim rękawem jeśli jest cieplejszy dzień. Wokół niej unosi się woń jaśminu, paczuli, cytrusów, granatu – jest to olejek, który sama nauczyła się robić.

Maya Chang
#6
10.12.2023, 17:33  ✶  

Serce biło jej zdecydowanie zbyt szybko, gdy tak gnała za kocim przewodnikiem. Na szczęście kot nie wybierał jej drogi jakoś szczególnie trudnej. Zastanawiała się, czy dobrze robi, raczej nie. Raczej była głupia i pakowała się w kolejne tarapaty, ale ciekawość była u niej zbyt silna, a naiwność jeszcze za bardzo dominowała w jej osobowości. Chciała poznać sekret rudego kota błąkającego się po Nokturnie. Nie było to miejsce odpowiednie do ufania komukolwiek, ale co mógł jej zrobić taki rudy dachowiec? No nic! Gdy dotarli do niewielkiego murku spojrzała na kota z cichym, ciężkim westchnięciem i może delikatną frustracją, bo nie była typem osoby, która by wspinała się na takie miejsc, ale znalazła odpowiedni pojemnik stojący samotnie pod murkiem i wdrapała się na niego, a następnie przeskoczyła i pobiegła za kotem. Ocierał się raz po raz o jej nogi, umykając często przed jej rękami. Mówiła do niego cały czas, aby do niej wracał, bo chciała go złapać, ale był sprytniejszy. Sama chętnie by się zamieniła w takiego kota, ale raczej bardziej drapieżnego, bo sama Maya Chang pomimo swojej aparycji raczej nie była puchatym, milusim koteczkiem. Pod koniec drogi była już lekko zadyszana i jęknęła przeciągle, gdy spojrzała, że kot wspina się na jakiś budynek. Była tam drabina, ale ona już ledwo miała siłę iść dalej, ale spięła swoją zacną dupkę i zaczęła wchodzić na górę, bo może było warto, co?

Widząc kota przy krawędzi dachu serce zabiło jej szybciej, miała nadzieję, że nie był to kot samobójca, ale one chyba zawsze spadały na cztery łapy, nie? Podeszła ostrożnie do krawędzi i obserwowała ulicę pod nimi. Wyglądało to naprawdę niesamowicie. Ciekawe jak wyglądała z takiej perspektywy ulica Pokątna. Tam, zdecydowanie było więcej osób, więcej kolorowych szat, więcej magii, tutaj co najwyżej można było zobaczyć jakieś przestępstwo, a najgorzej jak się trafi na jakiś gwałt, albo zabójstwo. Westchnęła z przyjemności i zdjęła plecak, w którym miała kanapkę, bo zawsze przygotowywała sobie jedzenie jeśli miała wychodzić na miasto; cofnęła się przy tym od krawędzi do środka dachu, aby przypadkiem się z niego nie zsunąć. Na chwilę przestała zwracać uwagę na zwierzę, które było chyba w swoim żywiole. Nie jadła regularnie, ani odpowiednio co można było zobaczyć po tym jak bardzo chuda była, ale mimo wszystko dbała o to, aby być w pełni sił i świadomości. Wyjęła nawet drobny pojemnik z zamiarem nalania do niego wody, aby dać kotu, ale nim to zrobiła usłyszała głos mężczyzny przed sobą. Drgnęła wystraszona oblewając się odkręconą wodą w butelce i spojrzała na Leo swojego niedoszłego napastnika.

– To ty! – krzyknęła zostawiając swoje rzeczy i przesuwając się do tyłu z dala od mężczyzny. – Czego ode mnie chcesz? – zapytała podnosząc się na równe nogi. Jego słowa były dla niej kolejną dawką dziwności. Nie rozumiała, ale powoli jej trybiki wystraszonego umysłu zaczynały łączyć fakty, że Leo najwyraźniej był… – Jesteś animagiem – szepnęła patrząc na niego. Czy to oznaczało, że był mądry? – Po co mnie tu ściągnąłeś? – nie zwracała uwagi już na ulicę, ciemne oczy wbiła w niego, w mężczyznę leżącego sobie beztrosko na dachu i obserwującego ulicę.

Kot z tendencją do głupoty
kici kici miau
będę ciebie brał
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ma wzrost 174. Gibki, żwawy, skory do zabawy. Oczy jasnobrązowe, ale włosy ciemniejsze. Jest wysportowany, bo dużo biega i się wspina. Mięśnie ma, ale nie jest jakimś Pudzianowskim. Zyskał je ze swojego aktywnego trybu życia, a nie przez ciągłe ćwiczenia. Z reguły ciepły albo cwany uśmieszek ma na pyszczku. W WERSJI KOCIEJ: rudo umaszczony kot domowy, nieprzeżarty. Ma kompletnie inne zwyczaje niż Garfield.

Leo O'Dwyer
#7
10.12.2023, 18:38  ✶  
Jednak trochę przesadziłem z tymi niespodziankami, ale Maya to też była twarda sztuka, bo zachowała fason i nie spadała z dachu. Może to dzięki glanom, a może przezorności...? Cóż, mi to przezorności z reguły brakowało, bo a to chciałem wbiec do nawiedzonego lasku, ratując ducha, który nie był w stanie mnie zobaczyć, usłyszeć ani ze mną porozmawiać, bo najzwyczajniej w świecie nie miał głowy, albo wbijałem na spotkanie zbirów, gdzie połowa z nich to byli Śmierciożercy, co właściwie dalej było poza moją świadomością, pozostając słodką tajemnicą, bo sam nie wiem, co bym zrobił, gdybym się dowiedział...? Umarł, zanim oni by mnie zabili, hehe?
Obejrzałem się na Maykę, bo... w sumie była ładna, a przede wszystkim do mnie mówiła, więc uśmiechnąłem się do niej. To co, że jej ton był ostry i niezbyt zadowolony, ale... jakby nie patrzeć, to sama za mną poszła, no nie? Ja jej do niczego nie zmuszałem, tylko byłem trochę bardzo natarczywy, ale nic poza tym, hehe. Bo kto by interpretował, co znaczy takie miau-miau, kiedy nie wiedział, co też te rude kocię miało w swej głowie??? Jedynie wariat, hihi. Jeśli Maya była wariatką, to wciąż zamierzałem ją lubić. Może nawet bardziej, bo przecież tylko wariaci byli coś warci.
- To ja! I jestem animagiem! - potwierdziłem jej dumnie, po czym przeturlałem się nieco dalej po dachu by zaraz wrócić z powrotem. Zachowywałem się raczej, jak gdybym była na łące albo mięciutkim dywanie, a nie na ujebanym dachu, ale nie przeszkadzało mi to. Uwielbiałem się rozciągać, uwielbiałem się przewalać z kąta w kąt i uwielbiałem patrzeć na panienkę Mayę, więc przeturlałem się na swoje wcześniejsze miejsce i obróciłem by na czworakach podejść nieco bliżej i paść brzuszkiem, a właściwie swoim ludzkim brzuszyskiem na dach. Mama znowu mnie zabije, że jej przyniosę nowe rzeczy do cerowania, o ile Dellian mi ich nie naprawi czarami. Chyba że zrobię to w końcu sam...?
W prawej dłoni wciąż trzymałem różdżkę, ale z reguły ją tak trzymałem, kiedy się przemieniałem w kota, bo wtedy nie musiałem ciągle po nią sięgać albo - co gorsza - jej szukać, bo zapomniałem, gdzie ją wcisnąłem. Najgorzej, kiedy się gdzieś zawieruszała.
- Chcę się zaprzyjaźnić. Dobrze ci z oczu patrzy... A na Mewę to nie patrz, bo ona mnie lubi, ale udaje, że nie lubi sama przed sobą. Bo ma uczulenie... na kocią sierść, wiesz - stwierdziłem, opierając swoją głowę na dłoniach i wciąż patrząc na Mayę. Nie tak, że uparcie wbijałem w nią spojrzenie by ją onieśmielić, tylko tak wpatrywałem się jak w obrazek, nieco z pasją, a nieco leniwie, a nieco z uśmiechem. Tylko trzeba było uważać, bo w każdej chwili moja mimika mogła się zmienić, kiedy wpadnę na coś głupiego. Albo mądrego. Znowu.
- Nie zrobię ci krzywdy. Chcę tylko spędzić z tobą czas... A sama do mnie zagadałaś, no nie? Więc poniekąd sama jesteś sobie winna - stwierdziłem, rozpromieniając się bardziej i wyszczerzając jak ten kretyn najbardziej szczęśliwy pod słońcem. Najchętniej to bym się tu wygrzewał dzień cały, a pogoda była piękna, więc darowałem sobie leżenie na brzuchu i znowu obróciłem się na plecy, chłonąc całą twarzą promienie słoneczne. Zamknąłem z lubością oczy i wdychałem ciepłe, letnie powietrze. - Lato jest super.
Poison Girl
– You're a poison and –
I know that is the truth
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Maya wygląda bardzo młodo i krucho. Jest niska, bo mierzy tylko 146 centymetrów i warzy niecałe 38 kilogramów. Dziewczyna ma niedowagę, bardzo mało je i jest to widać na pierwszy rzut oka. Jest drobnej budowy i dosłownie ginie w tłumie. Czasami można jej nie zauważyć. Kiedyś ubierała się w długie suknie i szaty czarodziejskie. Starała się zawsze biec za modą czarodziejską, ale wplatała w swoje stroje odrobinę chińskiej kultury, aby z pozoru dawać złudzenie osoby zagranicznej. W lipcu jak poznała Leo zaczęła nosić szerokie spodnie i duże swetry, pod które nakłada ładne, białe koszule lub po prostu koszulki lub koszule z krótkim rękawem jeśli jest cieplejszy dzień. Wokół niej unosi się woń jaśminu, paczuli, cytrusów, granatu – jest to olejek, który sama nauczyła się robić.

Maya Chang
#8
11.12.2023, 20:09  ✶  

Obserwowała jego zachowanie z uwagą, bo nie rozumiała czym był, bo do człowieka było mu daleko. Nie był normalny, był szalony, nieodpowiedzialny, pojebany i chory. Jej oczy śledziły każdy jego ruch, to jak przekręcał się z boku na bok, to jak się rozciągał jakby nadal był kotem. To było dziwne zachowanie, nie był normalny, prawda? Strach powoli zaczynał być zastępowany przez ciekawość, ale zalążki obawy nadal tliły się w jej sercu, gdy ten tak się zachowywał. Było to naprawdę niepokojące. Był okropnie sprytny, podstępny, czyżby wiedział, że go wcześniej śledziła, dlatego ją zaciągnął w takie miejsc?

Chciała zabrać mu różdżkę, ale ręce się tak jej trzęsły, że nie była w stanie rzucić odpowiednio czaru, więc zacisnęła je w pięści. Najwyżej go uderzy, może i była słaba, ale na dachu nie mógł się z nią szamotać. Póki co nie ruszał się z miejsca. Spojrzała w kierunku drabiny, a potem cofnęła się o krok opierając się o komin. Najwyżej go zrzuci z tego dachu, albo umrze, albo się mocno poharata, a to ją już nie interesowało.

Nie wykonał ani jednego gwałtownego ruchu, nie zaatakował jej, nie spróbował nic jej do tej pory zrobić. Może naprawdę nie miał złych zamiarów, był po prostu dziwny, nie paradny i delikatnie szalony jak Kapelusznik z Alicji? Zastanawiała się, gdzie była jego mądrość, bo żeby nauczyć się animagii trzeba mieć jakąś inteligencję, a on przeczył temu całym swoim zachowaniem. Zmarszczyła ze złością brwi. Nie była sama sobie winna, bo skąd miała wiedzieć, że tym kotem był on?

– Oszukałeś mnie zmieniając się w kota i nie mówiąc, że to ty. Nigdy bym za tobą nie poszła, gdybym wiedziała – fuknęła, ale powoli zaczynała się rozluźniać. – Czemu jesteś… taki dziwny? – zapytała czując jak serce powoli się uspokaja.

Kot z tendencją do głupoty
kici kici miau
będę ciebie brał
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ma wzrost 174. Gibki, żwawy, skory do zabawy. Oczy jasnobrązowe, ale włosy ciemniejsze. Jest wysportowany, bo dużo biega i się wspina. Mięśnie ma, ale nie jest jakimś Pudzianowskim. Zyskał je ze swojego aktywnego trybu życia, a nie przez ciągłe ćwiczenia. Z reguły ciepły albo cwany uśmieszek ma na pyszczku. W WERSJI KOCIEJ: rudo umaszczony kot domowy, nieprzeżarty. Ma kompletnie inne zwyczaje niż Garfield.

Leo O'Dwyer
#9
13.12.2023, 22:11  ✶  
Słońce było super. Kochałem słońce, ale księżyca już nie, mimo że odbijał światło słoneczne i dlatego lśnił na nocnym niebie. Normalnie bym go uwielbiał, ale naprawdę źle się czułem w pełnie księżyca, więc wolałem unikać konfrontacji i jakichkolwiek obowiązków w te dni, kiedy był wielki, okrąglutki, ale dziś nie był, więc cudowałem sobie na dachu i przemieniałem się w kota, i odprawiałem inne czary, bo miałem w tym pełną swobodę i nic nie odbierało mi sił. Ba!, gdyby mi tu załączyć muzyczkę, to zacząłbym nawet skocznie tuptać po tym dachu. To co, że spadając mógłbym sobie połamać kark czy kręgosłup! Zresztą, i tak spadłbym na cztery łapy, no nie?
Pokręciłem głową, leżąc tak na daszku z zamkniętymi oczkami i wchłaniając te pełne, cudowne promienie słoneczne. Podobało mi się to bardzo, rozkoszowałem się tym ciepełkiem, ale z kolei pomyślałem sobie, że Mayka tak bardzo nie miała pojęcia, co mówi. Gdzie ja ją oszukałem...?
- Nie oszukałem - obruszyłem się udawanie, po czym spojrzałem nad swoją głowę, gdzieś nieco w bok by namierzyć ją swoim spojrzeniem. Uśmiechałem się nie tylko wargami, ale również oczami. Ktoś taki jak ja, to muchy... dobra, muchę może bym skrzywdził, ale takiego uroczego ludka, jakim była panienka Chang-Chang to za nic w świecie. Nawet nie dałbym się przekupić czy wkupić by jej krzywdę poczynić, więc wszelkie strachy były tu bezpodstawne. Tak-tak.
- Uważasz, że lubienie lata jest dziwne...? - zapytałem ją nieco przejęty, ale znowu się chichrałem. Idiota. Słodki idiota. Mężczyzna-kociak. Zagryzłem wargę i wzruszyłem ramionami. Oczywiste, że wiedziałem, o co jej chodzi, aby nie rozumiałem, czemu aż tak bardzo jej to przeszkadza. Ogólnie Changównom. Może to kwestia kultury, w której zostały wychowane? Może ekspresja była tam zakazana? Podobnie radość życia, beztroska i głupkowatość.
- Od zawsze taki byłem, ale kiedy odkryłem animagię, to tylko się bardziej uwydatniło... Bo miałem obsesję na punkcie kotów, a teraz, kiedy jestem kotem już tych dobrych parę lat, to wiesz... Fajna sprawa jest i... Właściwie cię tu zaciągnąłem, żebyś zobaczyła, jakie fajne jest kocie życie, świat z perspektywy kota - stwierdziłem, znowu wracając wzrokiem do białych chmurek na niebie. Nie chciałem nadwyrężyć sobie karku, bo zapewne polowanie na wróbla nie było moim ostatnim tego dnia. - Aczkolwiek należałoby go nieco powiększyć, bo z kocich oczu wydaje się większy - stwierdziłem, jednak znowu kładąc się na boku. Oparłem twarz na rękach jak wcześniej i wpatrzyłem się w Mayę.
- A ty Mayka, co robiłaś sama na Nokturnie? Jeśli chcesz, możemy porobić to razem. Umiem robić wiele różnych rzeczy - odparłem, właściwie to się przechwalając, ale też chcąc się bawić. Trochę jak przerośnięte dziecko. Prawda była taka, że mi się nudziło. Delliana nie było, miałem dziś wolne od Munga, więc się szlajałem, obijałem tyłkiem to tu, to tam i czekałem na znak od Boga czy Matki na jakieś zapierające dech w piersi zadanie. I kto by pomyślał, że w takim oto stanie najdzie mnie Mayka, Metr Czterdzieści Sześć.
Poison Girl
– You're a poison and –
I know that is the truth
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Maya wygląda bardzo młodo i krucho. Jest niska, bo mierzy tylko 146 centymetrów i warzy niecałe 38 kilogramów. Dziewczyna ma niedowagę, bardzo mało je i jest to widać na pierwszy rzut oka. Jest drobnej budowy i dosłownie ginie w tłumie. Czasami można jej nie zauważyć. Kiedyś ubierała się w długie suknie i szaty czarodziejskie. Starała się zawsze biec za modą czarodziejską, ale wplatała w swoje stroje odrobinę chińskiej kultury, aby z pozoru dawać złudzenie osoby zagranicznej. W lipcu jak poznała Leo zaczęła nosić szerokie spodnie i duże swetry, pod które nakłada ładne, białe koszule lub po prostu koszulki lub koszule z krótkim rękawem jeśli jest cieplejszy dzień. Wokół niej unosi się woń jaśminu, paczuli, cytrusów, granatu – jest to olejek, który sama nauczyła się robić.

Maya Chang
#10
07.01.2024, 21:48  ✶  

Ona lubiła księżyc, lubiła patrzeć na nocne, letnie niebo, obserwować jak ciemne chmury płyną po niebie raz po raz przesłaniając jasną tarczę rozświetlającą swoim szarym blaskiem okolice. Był taki duży, ciemny i pojawiał się tylko raz w miesiącu. Uwielbiała śledzić dni z pełnią, uwielbiała wiedzieć kiedy będzie pełnia, aby móc wymknąć się z domu i usiąść gdzieś na wysokim dachu. W Hogwarcie było to zdecydowanie łatwiejsze, musiała uważać jedynie na prefektów, ale tutaj? Tu było o wiele więcej niebezpieczeństw, z których jeszcze nie do końca była świadoma, tu musiała skutecznie wymknąć się swojej rodzinie spod opieki. Lubiła obserwować gwiazdy i odgadywać konstelacje, które tworzyły na niebie. Jednym z jej ulubionych przedmiotów była właśnie astronomia. Jej najmniej lubianą porą roku była jesień, bo nieba nie było w ogóle widać, padał wiecznie deszcz nawet jak na ten kraj bywało to uciążliwe.

– Nie o to mi chodziło – odparła marszcząc brwi – Nie zachowujesz się jak inni, właśnie turlasz się na dachu – zauważyła obserwując jego wygibasy.

Jej wzrok uważnie przyglądał się jego twarzy, a jej dziewczęcy umysł stwierdził odważnie, że miał naprawdę przystojne oblicze. Aparycja całego ciała wskazywała, że był silny, przez koszulkę gdzieniegdzie odznaczały się mięśnie. Zapewne, gdyby teraz spotkała Peppe opowiedziałaby mu o nim, powiedziała, że był przystojny, ale dziwny. Nie wyrzuci tego słowa ze swojej głowy do końca życia, bo ten Leo, kotLeo był dziwakiem, definicją dziwności nad dziwnością. Takiego człowieka jeszcze nie skolekcjonowała w swoich znajomościach. Desmond był dziwny, ale w inny sposób, bardziej skryty i przede wszystkim potrafił zachować pozory osoby wychowanej, a Leo? Nie dbał o coś takiego jak kultura osobista, chciał ją pocałować to po prostu całował. Na wspomnienie tamtego zachowania poczuła się znowu zawstydzona i delikatnie wystraszona.

– Wiesz, że powinieneś mnie przeprosić – zauważyła totalnie ignorując jego pytanie o to, co robiła na Nokturnie. Uznała, że odpowiedź na to nie miała żadnego sensu, a on nie musiał o tym nic wiedzieć. Musiała uzyskać od niego przeprosiny i zobaczyć, czy w ogóle rozumie, co jej wtedy zrobił.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Leo O'Dwyer (3686), Maya Chang (2814)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa