• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn Klinika magicznych chorób i urazów v
« Wstecz 1 2
Korytarz - Cynthia i Blaise

Korytarz - Cynthia i Blaise
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Blaise Adrien Leroux
#1
17.11.2022, 23:38  ✶  
Wyszedł na korytarz po uratowaniu pewnej kobiety, która zatruła się eliksirem kupionym na targu. W obecnych czasach coraz bardziej niebezpieczne było kupowanie takich wywarów od niepewnych dostawców. Wszędzie było pełno typów spod ciemnej gwiazdy, którzy tylko chcieli się dorobić. Wyjście z cienia Śmierciożerców również wcale nie sprawiało, że na terenie Londynu było teraz bezpieczniej. Drzwi Św. Munga prawie się nie zamykały. Co chwilę przywozili nowego pacjenta, a powodów ich wizyty było tyle ile specjalizacji uzdrowicieli. Blaise już od trzech dni nie był w domu. Natłok pracy pozwalał mu się odciąć od problemów dnia codziennego, które z każdą chwilą się nawarstwiały. Jego mniej legalne interesy powoli zaczęły wymykać mu się spod kontroli. Handel narządami w tych czasach był bardzo niebezpieczny, a klienci coraz bardziej naciskali. Stres związany z tym dodatkowo utrudniał mu jakikolwiek sen. Na szczęście miał przy sobie eliksir pobudzający, który mógł przywrócić mu trochę energii jednak był bardzo niebezpieczny. Długie stosowanie tego wywaru mocno obciążało organizm. Osoba stosująca go w nadmiarze mogła zapaść w śpiączkę lub nawet umrzeć. Jak do tej pory Blaise wypił jedną ampułkę, teraz miała być druga. Miał nadzieję, że sytuacja w szpitalu się lekko uspokoi i będzie mógł udać się do domu chociaż na chwilę odpoczynku. Obawiał się wypicia trzeciej butelki, ponieważ nigdy wcześniej nie sprawdzał takiego obciążenia. Dodatkowo przez rozkojarzenie spowodowane zmęczeniem mógł doprowadzić do naprawdę wielu nieszczęśliwych przypadków. Póki co chyba tylko dzięki szczęściu udało mu się bezpiecznie leczyć swoich pacjentów.
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#2
18.11.2022, 13:01  ✶  
Londyński szum, popłoch i zewsząd dobiegające plotki były męczące. Lawirowanie pomiędzy Ministerstwem Magii, gdzie zajmowała stanowisko koronera, a Świętym Mungiem było codziennością, do której chociaż przywykła, to wciąż uznawała za niezmiernie irytującą. Była znacznie szczęśliwszym człowiekiem w momentach, w których była zajęta, jednak zajęcie to najlepszym było w ciszy i spokoju, w chłodnym pomieszczeniu kostnicy, gdzie jej jedynym towarzystwem były mniej lub bardziej rozkładające się zwłoki. Pospolite ruszenie wywołane wzmożoną aktywnością ze strony popleczników Voldemorta sprawiło, że szpital pękał w szwach. Z trudem udało się jej przebrnąć przez korytarz z gabinetem opiekuna tej placówki, aby zejść po schodach i trafić na kolejną wypełnioną przestrzeń, której mieszanina zapachów mogła przywołać ból głowy. Westchnęła bezgłośnie, zaciskając smukłe palce na czarnym materiale przewieszonej przez ramię torebki. Jej twarz nie zdradzała w zasadzie niczego, chociaż w stalowoniebieskich tęczówkach malował się błysk poirytowana. Nie lubiła, gdy ktoś naruszał jej przestrzeń osobistą, a tu co chwilę ktoś ją trącił, popchnął czy wpadł, biegnąc w którąś ze stron; czy to uzdrowiciel, czy to pacjent, czy ktoś z magicznej policji, badając kolejną ze spraw. Dawno by stąd wyszła, ale obiecała odwiedzić kostnicę, aby spojrzeć na jednego z delikwentów swoim profesjonalnym okiem. Musiała się zgodzić, tego wymagała kultura i nazwisko, a ostatnie co chciała zrobić, to odmawiać wyżej postawionym od siebie, nawet jeśli byli tylko starym i zaniedbanym gburem. Zacisnęła usta, wracając myślami do rzeczywistości i popchnięta kolejny raz (Merlin jej świadkiem, że gdyby miała lepsze predyspozycje środowiskowe, to sama pchnęłaby owego jegomościa tak, że potrzebowałby konsultacji medycznej) tym razem ona na kogoś wpadła. Zaklęła w duchu siarczyście i to tak, jak damie wcale nie wypada. - Przepraszam. Nic się Panu nie stało? - zapytała głosem z nutą udawanej troski i przejęcia, odszukując spojrzeniem ofiary swoich — wymuszonych — działań. Przesunęła się jednocześnie najbliżej ściany, aby pędzona czarownica z dzieckiem na rękach przypadkiem jej nie wywaliła. Czy Ci wszyscy ludzie nie zdawali sobie sprawy, że pośpiech jest jednym z największych popleczników diabła i przyczyną większości wypadków oraz katastrof? Po przymknięciu na chwilę powiek, obdarzyła swojego przypadkowego rozmówce pociągłym spojrzeniem, a wewnątrz jej czaszki rozbrzmiał głos sugerujący, że istniała szansa, że spotkała go już wcześniej?
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Blaise Adrien Leroux
#3
18.11.2022, 19:15  ✶  
Cały ten gwar na korytarzu był dla niego iście pobudzający. Siedział tak sobie i wsłuchiwał się w odgłosy szpitala. Narzekanie personelu oraz pacjentów, krzyki dzieci które doznały uszczerbku na zdrowiu bądź ich rodziców zamartwiających się ich stanem po prostu jeden wielki harmider. Rozkoszował się tym przez chwilę, aż ktoś nie zakłócił jego spokoju. Była to drobna kobieta, która pchnięta przez jakiegoś jegomościa znalazła się w jego ramionach. Przez tę krótką chwilę wydawało mu się, że poczuł znajomy zapach. Czy to możliwe, że się znali? Jednak nie to teraz było problemem. Pomógł jej wstać, po czym planował ruszyć za mężczyzną który to zakłócił jego spokój (a przy okazji pchnął Cynthię). Niestety zniknął gdzieś w tłumie, a przecież nie mógł teraz za nim biec. Czuł jak blondynka się mu przygląda.
- Wszystko w porządku? Nie zrobiła sobie Pani krzywdy? - Zapytał.
Chciał wyciągnąć z niej kilka informacji. To przeczucie, że skądś się znali był naprawdę nieznośny. W dodatku ten zapach... Czy to aby możliwe, że to ona? Los naprawdę potrafi płatać figle ale czy to jest w ogóle możliwe? Nie miał póki co żadnych dowodów na to, że ma rację. Musiał to dobrze rozegrać. Dopiero zdał sobie sprawę, że ona także pytała czy nic mu nie jest. Przez zmęczenie niektóre impulsy wolniej do niego docierały.
- Przepraszam, tak ze mną wszystko w porządku. Powiem nawet, że chyba częściej będę siadać w tym miejscu, jeśli obieca Pani częściej na mnie wpadać - Mówiąc to uśmiechnął się do niej.
Czuł się zaskakująco swobodnie w jej obecności.
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#4
19.11.2022, 20:41  ✶  
Wrodzony pedantyzm natychmiast przykazał Cynthii upewnienie się o nienagannie czystym wizerunku. Niemniej jednak ani czarny płaszcz otulający drobną, aczkolwiek wysoką dziewczynę, ani rajstopy, ani nawet obcasy przy butach nie ucierpiały pierwszego kontaktu z pośpiechem, który wytrącił ją z równowagi. Blada o dłoń długich paznokciach w czerwonym kolorze powędrowała do góry, przeczesując palcami jasny kosmyk wijących się włosów, który zdawał się uciec z niedbale związanego nad karkiem koka. Przesunęła spojrzeniem po korytarzu, jednak prowodyr całego zamieszania pozostawał nieuchwytny. Gdybania nad kataklizmami spowodowanymi przez pośpiech przerwał jej głos, sprawiając, że wróciła myślami do chwili obecnej. No tak, zapomniała. Zdawała się nie panować już nad wyuczonymi gestami i słowami, które umożliwiały jej swobodne odnajdywanie się w Londyńskiej socjecie tak, aby nie zwracać na siebie większej uwagi. Nie zauważyła nawet, jak jasne lico pokrył delikatny rumieniec, a usta wygięły się subtelnym uśmiechu. Niedorzeczne. Mimowolnie wyprostowała się, kręcąc głową.
- Nie, wszystko w porządku. Nie ma Pan, za co mnie przepraszać, to ja na Pana wpadłam. - odpowiedziała pozornie łagodnym głosem, posyłając mu pociągłe spojrzenie, poprawiając torebkę. Nie była dobra w rozmowach, które nazywano tu "małymi". Sugerując się wyglądem dłoni mężczyzny, których nie omieszkała zauważyć, a także białym kitlu, on również nie miał zbyt wiele czasu na takie rzeczy. Obydwoje byli zajętymi ludźmi. - Niestety, nie mogę tego Panu obiecać, Ministerstwo nieczęsto wysyła mnie na konsultację odbywające się w Mungu. Jeśli jednak Pan nie odpocznie, bo małą ilość snu sugerują Pańskie podkrążone oczy, to raczej Pan mnie szybciej odwiedzi, chociaż to niezbyt dobra wiadomość.
Wyjaśniła z westchnięciem, zastanawiając się cały czas, dlaczego uzdrowiciel wydawał się jej znajomy? Największe prawdopodobieństwo było na to, że spotkali się już wcześniej na tych korytarzach, gdy zaraz szkole odbywała tutaj staż. Istniała jeszcze szansa na Nowy Orlean, ale to Filintównie wydawało się mało prawdopodobne.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Blaise Adrien Leroux (490), Cynthia Flint (649)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa