• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
1972, Lato | 25, 26 czerwca | Tym razem wrócę szybciej

1972, Lato | 25, 26 czerwca | Tym razem wrócę szybciej
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#21
14.12.2023, 10:54  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.12.2023, 10:54 przez The Edge.)  
Chyba trochę chciał to usłyszeć. Potwierdzenie tego, że to, co robił, było złe. Było niemoralne. Było najgorszym skurwysyństwem, jakie się dało zrobić temu, który ci ufał bezgranicznie. Jak człowiek to usłyszał, to może nie czuł się lepiej, ale przynajmniej nie odpływał w nieznane - był w tym samym, pustym, ciemnym miejscu co zawsze i mógł się tą ciemnością spokojnie otulić. Ale przy Alexandrze to było niemożliwe. Zawsze kiedy coś niszczył, zawsze kiedy sobie przypominał o tych wszystkich potwornościach... Tą osobą, która przy nim była, bez wątpienia był on - nie ludzie, o których obecność w sercu ukochanego się martwił. To był on. Wspierający Flynna w każdej głupocie, przyjmujący go po latach, siedział zawsze za nim jak duży, krzepki cień. Był jak ciepły i jasny, wiosenny wschód słońca, okalający to niegodne uwagi oblicze. I jak letnia burza, dająca mu nawdychać się gęstego powietrza. Otaczał go jesiennym uściskiem, kiedy chciał pogrążyć się znów w melancholii. Szeptał mu do ucha kojące, zimowe słowa, aby go ostudzić, zanim znowu pęknie. Alexander był wszystkim, każdą porą roku, tym co go jeszcze trzymało w Wielkiej Brytanii, pewnie w jakiś sposób jego bratnią duszą, nawet jeżeli nie potrafił otworzyć przed nim gęby. Jednocześnie tak wieloma rzeczami nie był. Jak to w ogóle możliwe, żeby być z kimś jednocześnie tak blisko i tak daleko? Żeby tak bardzo na sobie polegać, jednocześnie nie burząc w pełni niemal żadnej z dzielących ich ścian? Czy to dlatego nie potrafił przestać myśleć o innych? Nie, wydawało mu się, że nie. On się przyzwyczajał do tego, że inni go pragnęli, a później nie mógł, nie potrafił postąpić właściwie. Zawsze poszukiwał tej bliskości i z niej nie rezygnował, jeżeli nie naszedł go na to kaprys. Oh, każdy, kto tylko zobaczyłby tę flaszkę w kieszeni, ręce podźgane igłami, ilość wypalanych papierosów - czy nie pomyślałby, że ten człowiek musiał być naprawdę zły w rzucaniu nałogów? Prosty, niejako narzucony przez narrację wniosek, a jednak tak błędny. Bo on potrafił to przerywać. Dokładnie w tym momencie, w którym wszystko było jeszcze dobrze. Tak, żeby nigdy nie widzieć, jak całość sypała się na podłogę.

- Oh kurwa, Al. - Brzmiał tak, jakby był tym wszystkim załamany. - Mija już czwarty rok, a ja nadal nie mam pojęcia, co ty we mnie widzisz. - I to było tak absurdalne, że najwyraźniej miał dosyć samego siebie o wiele bardziej, niż Alexander miał dosyć jego. No bo przecież mógł stąd wyjść. Mógł przepaść na kilka godzin i kiedy by wrócił, to łóżko byłoby puste. I pozostałoby puste tak długo, jak to lusterko leżałoby zagubione na dnie szuflady biurka. - Zawsze jak mam cię obok, to nachodzi mnie taka myśl, że... - Nabrał powietrza w płuca, a potem wypuścił je i wraz z nim wypuścił słowo: nieważne, gasząc tę wypowiedź permanentnie.

To było tak proste. Kilka kroków, jedno trzaśnięcie drzwiami. On gdyby tylko chciał, to by to zrobił. Nie był wierzący, ale mimo tego dziękował wszystkiemu, co ich stworzyło, że dla Alexandra najwyraźniej proste to nie było.

- No mam - odpowiedział. Przywołał tę flaszkę ręką, nie fatygując się już, żeby wstać, bo o ile na nierozbiciu lusterek mu zależało, to ta wódka takiego znaczenia już nie miała. Podał mu ją w milczeniu, tylko po to, żeby ledwie sekundę po tym wrócić do trzymania go, jakby miał zaraz zmienić zdanie i stąd iść.

- Al... Jak pytałem „co rozumiesz przez stabilność”, to miałem w głowie... - no nie chciało przeleźć mu to przez usta - co chcesz, żeby było między nami? - W gruncie rzeczy żaden z nich nigdy tego nie nazwał. Nie nadał temu imienia.

@The Overseer


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Alexander Bell
And I can't let go when you still need saving.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Spokojny, uprzejmy, pomocny. Wysoki mężczyzna o atletycznej sylwetce, zazwyczaj ubrany w luźne, wielobarwne, bawełniane koszule. Miewa zarost na twarzy, zależny od stopnia zapracowania. Kiedy trzeba, potrafi zniewolić uśmiechem. Oczy i włosy brązowe.

The Overseer
#22
15.12.2023, 23:31  ✶  
Byłem rozbity, ale starałem się o tym nie myśleć. Tak bardzo nie myśleć, być twardym i obojętnym. Niczym niewzruszona skała, która myślała sobie, że upływający czas jej nie skruszy, a jednak.
Jeszcze nigdy nie miałem tak, że nie chciałem patrzeć w oczy swojemu rozmówcy. Te czasu nadeszły. Nie chciałem patrzeć w oczy Edge’a, mojego Flynna, w jego ciemne, błyszczące oczy. Nie byłem w stanie określić, czy były bardziej piwne, czy może brązowe, ale w tej chwili za nimi nie tęskniłem, obawiając się tego, co w nich ujrzę. Wolałem wyobrażać sobie w myślach ich wyraz albo tak naprawdę skupić się na samoocenie Flynna niż na jego oczach, jego wyrazie twarzy czy opinii na temat mojego upadku. I przede wszystkim oddychać, pamiętać o oddychaniu.
- Widzę w tobie dobro, Flynn. Wcale nie jesteś złym człowiekiem. Jesteś... idealny - zauważyłem, wypowiadając te słowa w miarę stabilnym głosem, nieokraszonym emocjami, którymi nie chciałem się dzielić. I może właśnie dlatego tak wszystkich do ciebie ciągnęło... Byłeś gotowy na wszystko za całą tę miłość ci ofiarowaną - pomyślałem sobie ze zgrozą, jednocześnie zastanawiając się, co mogłem ja dać mu innego, wyjątkowego, lepszego, co nie dałaby mu taka Fontaine. Albo ten... Raziel? Miałem tylko cyrk i pełno obowiązków.
- ...i możesz dokończyć? Jaka myśl cię nachodzi? Chcę to usłyszeć, niezależnie od tego jak brutalne by nie było - stwierdziłem, nieco się podnosząc na łokciu by przejąć od Flynna butelkę i napić się jej zawartości. Unikałem jego spojrzenia, skupiając się na jego dłoni i alkoholu. Nie było trudno, bo ostre, mocne cholerstwo było, że aż wykrzywiło mi twarz, ale się nie szczędziłem. Może potrzebowałem się zgnoić, dowalić sobie uciążliwym pieczeniem przełyku i tym samym oczyścić własną duszę albo co. Poetą nie byłem, pisarzem też kiepskim, dlatego dorzucałem jedynie pomysły dla prawdziwej naszej scenarzystki.
Zaraz wróciłem na swoje miejsce, zagarniając dłoń Flynna dla siebie. Przyłożyłem ją do swojego serca, a właściwie do piersi, gdzie pod skórą, tkankami i kośćmi czy co tam było, znajdowało się moje serce. Chciałem tak zamrzeć, przemienić się w kamień albo coś podobnego, byleby tylko dalej być tak blisko z Flynnem, najlepiej na wieczność, a przede wszystkim by go do siebie nie zrazić, by zapomnieć o innych, których gościł w swoich ramionach. Ale tak się nie dało! Poza tym nawet gdybym miał możliwość... Nie zrobiłbym tego, dając mu wolność. Zawsze chciałem dla niego wolności i swobody, by nie bał się mówić, nie bał się ludzi, towarzystwa, miłości, niczego. By chłonął cały świat sobą bez obaw. I mógłbym sobie pluć w brodę, że tym samem poczyniłem błąd, ale nie, to nie był błąd. Sukces, który opłacałem z opóźnieniem własną miłością.
- Chciałem... Ale nie czuj się zobowiązany, Flynn - mówiłem właściwie do przestrzeni przed sobą, nie zamierzając pod żadnym pozorem zmieniać naszej pozycji. Wolałem zniknąć w jego ramionach, pod kołdrą niż ujrzeć te jego nierozumiejące spojrzenie czy urocze loki opadające mu na czoło. Za żadne skarby. Pod żadnym pozorem. - Marzyłem po prostu, że my... Że moglibyśmy być... tak oficjalnie... parą? Właściwie to miałem nadzieję, że już jesteśmy, ale... mam cyrk i rozumiem, że nie jestem w stanie dać ci świata, tylko ten cyrk, bo nie zostawię tego, ich wszystkich. To beznadziejne, ale czuję się zobowiązany, odpowiedzialny. I z pewnością nigdy nie będę Fontaine... - stwierdziłem, czując w sobie ten cały ból położenia, w którym byłem, o dziwo, tę marną osobę, którą widział w sobie Flynn. Czułem to, widziałem to, słyszałem. Byłem jednak pewien, że jakoś przez to przejdę i unormuję sytuację, tylko będę potrzebował trochę czasu. Tak, odrobinę czasu, może więcej, i wrócę do względnej normalności. Szczególnie kiedy Flynn zniknie i... zostanę sam. W pustej przyczepie i jeszcze bardziej pustym łóżku.
Bolało w piersi. To bolało w piersi. Aż odrzuciłem ramiona Flynna, odłożyłem je na bok, by ponownie napić się alkoholu. Potrzebowałem odwrócenia odwagi. Czegoś gorszego niż emocje? A może po prosty ich przytłumienia, oblania procentami, odpłynięcia w półświadomości?

@The Edge
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#23
16.12.2023, 03:29  ✶  
Idealny... w czym dokładnie? W nim nic nie było idealne, z nim niczego nie można było być pewnym oprócz tego, że na końcu wszystko spierdoli. Chociaż nie, był naprawdę idealny w rozróżnianiu heroiny od wyjebki, ale w tym dobry był chyba każdy posiadający mózg, bo chcący kogoś oszukać dilerzy próbowali zwykle wcisnąć naiwniakom kakao zawinięte w sreberko od czekolady. I nie, nie powinien teraz o tym myśleć, powinien skupić się na Alexandrze, na tym co do niego mówił, ale... To byłaby tak dobra i szybka ucieczka, gdyby tylko miał jej przy sobie chociaż trochę. Wiedział dobrze, jak bardzo będzie po niej cierpiał i ile kosztuje wyrwanie się z jej objęć, ale tych kilka godzin ciszy, spokoju od emocji rozrywających go od środka - tego szukał.

Ukojenia w tym bólu, który czuł z własnej winy.

- Nawet najlepsi popełniają błędy - powiedział nagle, po długiej ciszy. - Mówiąc „najlepsi”, mam na myśli ciebie ślepo zapatrzonego we mnie jak w obrazek, mnie nikt by najlepszym nie nazwał. - Gadał o sobie cały czas najgorzej jak się tylko dało, ale nie zmieniało to nic w tym, że nie zamierzał go sobie odpuszczać. Chciał być całowany, czczony i kochany i chciał tego wszystkiego od Alexandra tak długo, jak tylko ten chciał mu to dawać. - Jednocześnie bycie twoim błędem to pewnie szczyt szczęścia tego, co mi się przytrafiło w tym posranym życiu, więc jak mógłbym na to narzekać? To nie jest tak, że chciałem powiedzieć coś złego, po prostu... - przeczesał palcami włosy - oh kurwa, no po prostu myślę zawsze, że - że zasługujesz na kogoś, kto stanie na wysokości zadania. I na kogoś, kto nie będzie ściągał na ciebie kłopotów.

Nie dokończył tego, zapowietrzył się. Zacisnął oczy, nie dowierzał w to jak ciężko było czasami wykrzesać z siebie jakąkolwiek iskrę. W gniewie słowa przychodziły jakoś prościej, w gniewie potrafiłby rzucić taką wiązankę, że dożywotnio zakazaliby mu wstępu do niejednego miejsca, ale on był teraz w stanie odwrotnym - z każdą sekundą spadał coraz niżej i niżej.

Alexander był przepiękny. Był dobrym człowiekiem. Był kimś odpowiedzialnym... no dobrze, był dobry i odpowiedzialny na miarę ich zwariowanej rodziny, a to nie budowało aż tak obiektywnego autorytetu, ale na pewno był kimś, w kim wszyscy bez wyjątku mogli znaleźć oparcie. Bellowie mogli na nim polegać i korzystali z tego od lat, wypełnił przestrzeń po Tullym, stał się ich ciepłem i ich gwiazdą. I miał tak wielkie i ciepłe serce, że Flynna to trochę zabijało. Nie dlatego, że go dla siebie nie chciał - ogrzewał się nim od czterech lat, po prostu... Dlaczego jego miłość smakowała jak taka wielka odpowiedzialność? Miał wrażenie, że każdy w jego otoczeniu mówił mu spojrzeniem: skrzywdź go, to cię rozszarpiemy i nie dało się wyczuć w tym ani grama żartu. A on tu sobie leżał i myślało tym, jak się właśnie przyznał do zdradzania go i mimo wszystko Alexander chciał z nim być. Ba, on nie tylko chciał z nim być - on mu kazał nie czuć zobowiązań, najwyraźniej czując się małym, bo nie mógł dać mu świata. Flynn na moment przestał oddychać. Nie dało się po czymś takim oddychać. On wcale nie potrzebował świata, ale tak dobrze było słyszeć o tym jak ktoś chciał ci go dać. Czy było z nim bardzo źle, jeżeli od takich właśnie słów robiło mu się gorąco? Może jednak ten bóg co go wyrzeźbił, trochę się pomylił i powinien uczynić go panienką, to by mu przynajmniej za to urodził dzieci, a tak to mógł tylko gapić się na niego, gładzić go palcami po klatce piersiowej, a później poczuć paskudne, nieprzyjemne uczucie chłodu, kiedy Alexander odtrącił jego rękę.

- Al, niebycie nią to jedna z wielu twoich zalet... - bo ta szmata oszalała od czarnej magii, kto kurwa chciałby być kimś, komu to już kompletnie przeżarło mózg.

A ta reszta? Co miał powiedzieć? Chciał to obrócić w jakiś żart, dowcip zawsze działał - na język cisnęło się proste: czy to nie za szybko albo nie no, nie jestem gejem, ale jak tylko rozchylił wargi, to poczuł niemoc. Jestem twój wcale nie brzmiało odpowiednio kiedy ta książka wciąż leżała na półce, a on miał tatuaż anielskich skrzydeł na połowę pleców. Może trochę przesadził z rozmiarem...? Ale miał gorsze przykłady. Wielkie serce na klatce piersiowej z jej imieniem. Nikt idiocie nie przemówił do rozsądku, nikt nie wypunktował wyraźnie, że tego się nie da zmyć, nawet po stu atakach paniki i kilku wiadrach wylanych łez. Ostatecznie nie wiedział, co powiedzieć i dusiło go to, więc na przekór jego pragnieniom chwycił jego ramię i pociągnął go do siebie w błagalny sposób. Był w stanie nawet lekko go szarpnąć, dając ujście tlącej się w środku desperacji. Bo Flynn nie potrafił dobrze komunikować się werbalnie, za to dobrze reagował na dotyk, na spojrzenie, na bliskość - to był język znany mu najlepiej. I dlatego właśnie tę potrzebę potrafił z siebie wydusić.

- Proszę... - zacisnął palce na jego skórze - możesz dać mi świat w tak prosty sposób...


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Alexander Bell
And I can't let go when you still need saving.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Spokojny, uprzejmy, pomocny. Wysoki mężczyzna o atletycznej sylwetce, zazwyczaj ubrany w luźne, wielobarwne, bawełniane koszule. Miewa zarost na twarzy, zależny od stopnia zapracowania. Kiedy trzeba, potrafi zniewolić uśmiechem. Oczy i włosy brązowe.

The Overseer
#24
17.12.2023, 15:08  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.12.2023, 15:08 przez The Overseer.)  
Chciałem wierzyć jego słowom, chciałem by był tym moim błędem, o którym wspominał, i szczytem szczęścia, które go spotkało, ale w głowie miałem wiele różnych myśli, szczególnie tych o Fontaine, a teraz jeszcze o tej przeklętej książce i Razielu. Te osoby istniały, miały imiona czy pseudonimy, były ważne w życiu Flynna. Ja może też byłem ważny, ale jak bardzo, skoro już raz mnie zostawił? Może wtedy byliśmy dużymi dziećmi, ale czy wciąż nimi nie pozostawaliśmy, pomimo tych dodatkowych wiosen? Cyrk. Wielka zgraja sierot z własnymi problemami, tonącymi w nich albo doprowadzającymi się do samozapłonu.
Mimo wszystko jednak, niczym bohater czy inny heros chciałem rozluźnić atmosferę, bo przecież nie powiem tych słów, których nie chciałem wypowiadać głośno. Choć wiedziałem, że powinienem to zrobić.
- Kiedyś ci ponownie przywalę. Tym razem za złe myślenie o sobie - zażartowałem słabo, ale było to na swój sposób zabawne, wspominało nasz drugi początek, coś, co już na zawsze w nas pozostało. Może nie jako uraza, ale wstydliwe i żenujące wspomnienie, z perspektywy czasu faktycznie zabawne? - I za te niedopowiedzenia.
Choć za te niedopowiedzenia zapewne miał własnoręcznie zapłacić prędzej czy później, więc moja pięść mogła być w tym przypadku spóźniona. Musiałem jednak przyznać, że radził sobie lepiej z mówieniem niż jeszcze parę...naście lat temu, kiedy tylko szeptał półsłówka do mojego ucha, usilnie uwieszony mojego ramienia. Już wtedy byliśmy ze sobą blisko, ale nie tak blisko jak teraz. Tak blisko i wciąż daleko, bo choć mieszkaliśmy razem, kochaliśmy się i spaliśmy w siebie wtuleni, to wciąż wiele nas dzieliło, wciąż Flynn nie był ze mną w pełni, wciąż miał tajemnice i niedopowiedzenia, za którymi mogło się kryć wszystko.
Nie mogłem się non stop domyślać, dopowiadać, zastanawiać się, czy aby na pewno to miało być tak, a nie inaczej. Pragnąłem Flynna całym sobą, ale jednocześnie jego dotyk sprawiał mi ból, bo myślałem sobie o nich, innych osobach w jego życiu, które również były z nim blisko, i czułem się po prostu jak śmieć. Choć wcale nie chciałem się tak czuć, nie chciałem nim być i już wiele razy odrzucałem od siebie to skojarzenia, a jednak... Może Flynn mnie zaraził tym pesymizmem? A może gdzieś pod taflą spokoju i porządku był chłopiec, który pragnął miłości tak bardzo, tak usilnie, tak intensywnie, że aż było to nie do zniesienia? I dla bezpieczeństwa, dla ochrony ten chłopiec został zamknięty w małym, ciemnym pudełku, z którego nie przebiłby się ani skrawek jego jestestwa? Tylko ja, ten młody mężczyzna - stateczny, z obowiązkami na ramionach, które wcale mu nie ciążyły, no nie?
Może powinienem do tego wrócić? Przypomnieć sobie o sile, o potędze, o byciu niewzruszonym? Poważnym. Byciu Tullym na swój własny, indywidualny sposób?
- Flynn... A gdyby nie zatraciła się w czarnej magii, gdyby znowu była sobą, gdyby przytulała cię do piersi bez tych wszystkich obsesji? Nie pobiegłbyś do niej przy pierwszej lepszej okazji? - zapytałem, wytrącając jego dłoń, jego usilną potrzebę przytulenia się. Chciałem go chronić przed światem, tulić do siebie, pozwalać się przytulać i kochać go mocno, ale jak mogłem, wiedząc, że równie dobrze w każdej chwili mógł mnie zostawić, bo ktoś da mu więcej. Miłości, uczuć, uwagi, serca, czegokolwiek. Coś więcej niż pracę w cyrku i miejsce w przyczepie - w zestawieniu z jego przeżyciami poza cyrkiem, brzmiało to naprawdę śmiesznie, a przecież za wiele o jego przygodach nie słyszałem. Ulotne skrawki, drobne opowiastki, groźby, co mógłby taki zły Flynn przecież zrobić.
Napiłem się alkoholu, choć zastanawiałem się wciąż, czy powinienem. Odpowiedzialność i sumienie gryzły moje potrzeby ucieczki, ale byłem zbyt zmęczony by zaniechać swym planom upojenia się, by leżeć wpatrzonym w półmrok i dotykanym przez Flynna na trzeźwo, z całym pakietem brutalnych myśli. Chciałem z nim tu być w pełni, ale nie chciałem być tym małym, żałosnym dzieckiem. Nie mogłem.
- Kocham cię, Flynn - zacząłem w przestrzeń przed sobą. Usiadłem właściwie by przyswoić jeszcze więcej procentów. Nie chciałem tego mówić, ale... musiałem? Dla własnego spokoju, bo ostatnie dni, tygodnie naprawdę doprowadzały mnie na skraj. - Kocham cię, Flynn, ale seks to za mało. To nie jest dawanie świata - dodałem, właściwie nie wiedząc, czy dobrze go interpretowałem, czy nie, ale... zawsze pragnął dotyku, przytulenia, a w trudnych chwilach zawsze uciekał się do namiętności, do odpływania w intensywnych emocjach współżycia, zamiast stawić czoło mrokowi.
Zgarbiłem się, ale zaraz się wyprostowałem, próbując być twardym. Oddałem Flynnowi butelkę i przelotnie spojrzałem na to wielkie serce na jego klatce piersiowej. Było piękne, było niesamowite, pewnie bym nawet uniósł dłoń i położył ją na nim, ale tuż obok wyryte było kaligraficznie słowo Fontaine. Znaczyło ni mniej, ni więcej, że nie było zarezerwowane dla mnie.

@The Edge
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#25
17.12.2023, 17:36  ✶  
Miałby dostać za to w mordę? Przyjąłby ten cios jak król, gdyby tylko wrócili do tej niezdrowej, ale dającej mu poczucie stabilności relacji ciągniętej odkąd wrócił do Fantasmagorii.

- Nie lubię, jak o mnie słuchasz. Boję się, że jak mnie zobaczysz takim, jakim ja widzę siebie to... to wszystko się skończy. - Wciąż tkwił w tym samym myśleniu, w którym utknął cztery lata temu - jak coś się wydarzy, to już się nie wróci do stanu poprzedniego, nic już ich nie uratuje. Tam już była tylko śmierć. Będą tylko stali na gruzie tego, co ich kiedyś łączyło - Alexander będzie takim samym słodko-gorzkim wspomnieniem jak ona. Tylko czasu już najwyraźniej nie dało się zatrzymywać. Jego sielanka się kończyła. To był koniec. I to był dopiero kryzys - to, że czekał go ten koniec i najwyraźniej był bliżej niż dalej. I on to  bardzo, ale to bardzo szybko łapał. To kompletne uwielbienie sprzed chwili przestawało mieć znaczenie, bo jego brat przełączył mu tryb i dało się to zauważyć w spojrzeniu, które pociemniało momentalnie. Stał się znów tym Flynnem żyjącym pod ciężarem ogromnego wstydu, tym pędzącym w kierunku najgorszych możliwych scenariuszy. Nawet się z tym specjalnie nie krył - od razu wpakował palce do ust, nerwowo przygryzając paznokcie.

Ta próba porównania się do Fontaine bolała. Bo on nie kłamał ani nie żartował - nie bycie nią było jedną z jego największych zalet. Jasne, że o tym nie mówił otwarcie, kto by się otwarcie przyznał do bycia przez tę swoją wspaniałą miłość życia regularnie krzywdzonym? Na pewno nie on duszący się od wszystko, co przekraczało jego niezrozumiałe dla innych granice.

- Gdyby nie zatraciła się w czarnej magii, to po prostu bym tam dalej siedział z innymi jej szczurami, a dla ciebie był mglistym wspomnieniem z dzieciństwa, ale... nie żyjemy już w świecie - to się już przecież stało, permanentnie, było nieodwracalne jak wszystko, co opuszczało usta, jak każda urzeczywistniona myśl - w którym ona kiedykolwiek będzie mnie kochała. - Głos mu się trochę załamał, ale już po sekundzie mówił coraz głośniej, wyraźnie zirytowany. - Degradacji duszy nie da się cofnąć, wolała to ode mnie, chociaż mnie stąd zabrała kiedy miałem jakieś piętnaście kurwa lat. Więc jaki sens ma to gdybanie? Nie wrócę do niej, obiecałem ci to przecie-

Złapał się za twarz, zasłaniając oczy. Ale bardziej niż za tę twarz chciał sięgnąć głęboko w siebie - chciał chwycić słowa, zanurzyć dłonie głęboko w zamętach swojego mózgu, próbując przypomnieć sobie, jak łączy się litery, jak sylaby tworzą dźwięki i stają się podstawą ludzkiej komunikacji. Tylko to wszystko było takie bezużyteczne. On nie miał tam nic. Miał tylko falę nieskończonych łez spływających po policzkach, przyspieszone tętno, ale nie od tego, od czego chciał je przyspieszyć.

Betonowe buty. Kamień przywiązany do szyi. I znowu powoli tonął.

- Kurwa. - Uderzył pięścią w poduszkę. Powiedział to tak niewyraźnie, że sam tego nie zrozumiał. Tę butelkę odebrał od niego tylko po to, żeby pierdolnąć nią z całej siły o swoją kurtkę, jakby nie mógł odłożyć jej tam w normalny sposób. Ten strach był trochę zasadny - bo Flynn naprawdę wciąż ją kochał, nie potrafił przestać o tym myśleć, romantyzował ją do granic możliwości, ale to wcale nie dlatego, że Alexandra nie kochał i nie wyciągał go na piedestał - po prostu nie potrafił odpuścić sobie nieobecnej kochanki, poczucie straty dominowało jego życie i on tą stratą żył cały czas. Utratą jej - w przeszłości. Utratą jego - w przyszłości. Nigdzie nie było tu i teraz, bo już drugi raz odtrącił jego rękę, błagalne spojrzenie. Odrzucił nawet werbalną prośbę o bliskość. Więc teraźniejszość dla niego nie istniała, nawet jeżeli bardzo chciał, żeby istniała. Normalnie tego nie lubił - poczucia bycia przez kogoś zdominowanym, oddania mu się w całości, ale teraz oddałby naprawdę wiele za to, żeby zostać dociśniętym do tego materaca, oddać się tej przyjemności i uczuciu bycia chcianym, a nie przeżerającej go teraz pustce odtrącenia.

- Wiedziałem, żeby ci o tym nie mówić, jakbym ci nigdy tego kurwa nie powiedział, to byłoby lepiej - mówił, podnosząc się z tego łóżka do siadu, kładąc nogi na podłodze. To nie były ładne słowa. To była jakaś plątanina niewyraźnych dźwięków, tak samo koślawa jak jego odręczne pismo. Jakiś ostatni zryw świadomości, zanim gardło odmówiło mu posłuszeństwa już całkowicie, ale dla niego to akurat dobrze, jako że dokończyć to chciał równie szorstkim - a więc to twoje „pokocham cię każdego” tak naprawdę gówno znaczyło, bo tak się na to w tych kilkanaście sekund nakręcił, że coraz mocniej rozważał swój ostateczny koniec, gdyby ta historia miała skończyć się bardziej dramatycznie, niż wcześniej zakładał.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Alexander Bell
And I can't let go when you still need saving.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Spokojny, uprzejmy, pomocny. Wysoki mężczyzna o atletycznej sylwetce, zazwyczaj ubrany w luźne, wielobarwne, bawełniane koszule. Miewa zarost na twarzy, zależny od stopnia zapracowania. Kiedy trzeba, potrafi zniewolić uśmiechem. Oczy i włosy brązowe.

The Overseer
#26
18.12.2023, 22:07  ✶  
Miał rację. Nie żyliśmy już w świecie, w której ona kiedykolwiek będzie jeszcze go kochała, ale... Jednak bałem się, że mógłby mnie zostawić, pognać do niej by być obok niej, służyć jej albo co. Sam nie wiedziałem już, co tak naprawdę sobie myślałem, co przewidywałem i czy miało to jakikolwiek sens. Ewidentnie czułem się zazdrosny o uczucia Flynna do niej, do osób wysyłających mu prezenty. Oboje mieliśmy swego rodzaju słabość do bycia kochanym, więc najwyraźniej obawiałem się, podobnie jak i on, że któregoś dnia mu się znudzę, że przestanę być wystarczający, że odejdzie w siną dal, bo tu już nic nie będzie go trzymało.
I rozmawialiśmy głównie o Fontaine, ale co z tym Razielem? Sam Flynn mówił, że wpatrywałem się w niego jak w obrazek, że byłem ślepo zapatrzony. Może miał rację? Może tak naprawdę nie dopuszczałem do siebie tego, co mi przekazywał? Tę całą, brutalną prawdę? Nie chciałem żeby to była jakakolwiek prawda, ale... Flynn miał naprawdę spory bagaż za sobą i zamiast mi o tym wszystkim opowiedzieć, o tym, co mu ciążyło, to wolał usilnie unikać rozmowy i martwić się, że w końcu odkryję prawdę - zapewne w nieodpowiednim momencie - i wszystko jebnie. A jakżeby miałoby być inaczej, mój ciołku, skoro ukrywałeś się w cieniu, zamiast pokazać się w całej okazałości w pełnym świetle? W końcu musiałem poznać prawdę. Całą prawdę o Flynnie Bellu.
Męczyły mnie jego uczucia. Drążyły w sercu skomplikowane wzory. Bolało. Chciałem go przytulić i pocieszyć, zmazać łzy z jego policzków, ale próbowałem być silnym by samemu się nie rozkleić, nie rozpaść czy ostatecznie nie stchórzyć, by na koniec ponownie pozwolić sobie wejść na głowę. Kochałem go i zrobiłbym dla niego wszystko, ale potrzebowałem również czystego umysłu, niezaśmieconego Fontaine, Kleopatrą, Razielem czy innymi zmorami, o których nie miałem jakiegokolwiek pojęcia.
Drgnąłem, kiedy rzucił butelką. Nie spodziewałem się tego, ale utwierdziło mnie jedynie w przekonaniu, że nie mogłem położyć ręki na jego ramieniu, nie mogłem przytulić się do jego pleców i zatopić nosa w jego szyi. Moje ciało, moje serce rwało się do tego, ale jakieś ostatki rozumu nie pozwalały mi chociażby drgnąć by nie przegrać tej batalii. Tak miało być lepiej...? Heh. Mogłem się żałośnie pocieszać.
- Flynn... - zacząłem, ale nie miałem słów, które mogłyby naprawić jego świat. Już nigdy nie będzie żył w świecie, w którym nie oświadczyłem głośno własnych pragnień i wątpliwości. Chciałem z nim być, chciałem nawet tak oficjalnie, na całego. Ba!, byłbym wtedy najszczęśliwszym człowiekiem na świecie! Nosiłbym się dumnie, ale niestety nie chciałem niepewności, wiecznych obaw i niedopowiedzeń. Potrzebowałem stabilizacji, a nie dramatów jak tych teraz.
Zapewne dalej bym szukał rozwiązania w swoim umęczonym umyśle na nasze beznadziejne położenie, ale jego słowa podziałały na mnie niczym płachta na byka. Zmroziły, wkurzyły, wprawiły w stan gwałtownej reakcji. Jak mógł tak mówić, skoro tej wiedzy właśnie chciałem, potrzebowałem. Na dodatek znowu się gubił w swoich myślach, odpływał, zanikał i nawet nie próbował ze mną pozostać, zawalczyć, nic.
- Wiesz co, Flynn?! - zapytałem wściekły, a warto pamiętać, że nie za często pozwalałem sobie na takie emocje. Nie miałem już cierpliwości, sił. Podniosłem się na łóżku by zrobić ten krok i zeskoczyć na podłogę. Choć musiałem w tej chwili wyglądać jak jakiś Alexander Wielki, to wcale się tak nie czułem. Śmieć, nie król. - Jesteś zaradny. Ogarnij amnezjatora i wyczyść mi wszystko, każdą jebaną myśl o sobie. Będziesz mógł być szczęśliwy - stwierdziłem niepocieszony, po czym zabrałem paczkę papierosów z szafki i trzasnąłem za sobą drzwiami. Nawet nie wziąłem ze sobą szlafroka, ale jebałem to. Przysiadłem na schodku przy wejściu do wozu i odpaliłem papierosa, chcąc ochłonąć. Nie dość, że była pełnia, zbieraliśmy się do przeprowadzki, to jeszcze traciłem Flynna.
Dobrze mi szło, genialnie wręcz, bo zamiast stabilizacji, dostałem destabilizację.

@The Edge
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#27
18.12.2023, 23:32  ✶  
Edge... Crow... Flynn... Kim on do cholery był? Czy to miało jeszcze jakiekolwiek znaczenie? Ten mały człowiek, któremu ponad trzydzieści lat temu ktoś nadał wyjątkowo staromodne i nijak do niego niepasujące imię Fleamont znów zakrył twarz dłońmi i załkał. Minęło kilka długich sekund,  było mu tak koszmarnie zimno, tak źle i to wszystko było tak bezsensowne. No bo skoro go kochał, to czemu?

Kilka sekund później zaczęło się przedstawienie. Każdy, kto miał okazję zetknąć się z nim w najgorszej jego formie, uważał to za przerażające, ale jednocześnie fascynujące. Umysł upstrzony milionami świecących gwiazd, każda z nich walczyła o uwagę, o największy udział. Jego dusza była piękna, ale dla właściciela to piękno było przytłaczające - gdy wszechświat zawarty w tym jednym, małym sercu zaczynał się powoli kręcić, a on znowu czuł się nietrzeźwy. Gdy wszystko się przesuwa, zmienia, ewoluuje, rośnie, porusza się, blaknie, zanika, umiera.

To jest naprawdę brutalne. To brutalny widok i brutalne uczucie.

- Powiedziałeś mi, że polubisz mnie każdego, że mogę mówić ci o wszystkim, że mogę tutaj zostać, a teraz nagle po czterech latach przypomniałeś sobie, że miałem jakieś inne życie, że myślę w inny sposób?! - Krzyczał, ale wciąż siedząc na łóżku, zgarbiony, nie potrafiąc się podnieść. - Jesteś cholernym kłamcą.

Wszystko płynie.

Nic nie jest niezmienne.

Nic nie jest bezpieczne.

Tam na końcu wszyscy odchodzą.

Alexander też odchodzi. O wiele szybciej niż Flynn to podejrzewał. Nie przetrwał nawet jednej z najprostszych prób, jakie miało wymierzyć mu życie.

Czasami stan bezgranicznej paniki, w jaki wpadał, przychodził stopniowo. To było jak taki długi, powolny, stopniowy wschód słońca - jasność pokonująca ciemność w swoim delikatnym, nieśmiałym tempie. Takie ataki były miękkie. Rozkwitało powoli, ujmowało za serce, świat stawał się coraz wyraźniejszy, ostrzejszy, nabierał wymiarów. Nabierał też kantów, ostrych krawędzi, one doprowadzały go do szału, ale potrafił to jakoś znieść, jakoś sobie z tym poradzić.

Ale czasami...

- Byłem przez chwilę taki szczęśliwy na tym łóżku, a ty...

...czasami to jest jak przełącznik. To światło pojawia się nagle. Jest jak światło neonu wiszącego nad klubem nocnym, zimne i jakieś takie jaskrawe, chociaż nie rozumie czym różni się od jakiegokolwiek innego światła - wszystkie zdają się być skalą jednej szarości, a jednak niektóre o wiele bardziej kłują go w oczy. Ale to nie ważne, tu nie chodzi o kolory o ich brak - tu chodziło o nagłość, o to jak to światło było bestialskie, jak karało za patrzenie na nie i musiałeś szybko zamknąć oczy, błądzić po omacku. Kiedy znów patrzył na swoje ręce, stał naprzeciwko biurka, z którego zrzucił tonę papierów, prawdopodobnie w szale agresji. Dokumentacja, nad którą pracował Alexander leżała na podłodze. On oddychał ciężko, znowu hiperwentylował, więc musiał zasłonić usta dłońmi zawiniętymi w koszyczek. Wciąż płakał, ale twarz miał już jakąś zimną, te łzy wydawały mu się być jakieś piekielnie obojętne.

Nie rozejrzał się nigdzie, nie spojrzał się na Alexandra, zignorował go całkowicie. Pospiesznie założył spodnie, chwycił za leżącą na półce czekoladę, wysypał ją na podłogę i zabrał samo sreberko, w które była zawinięta. Następnie podniósł z podłogi swoją kurtkę i wyszedł. Nie ulegało żadnej wątpliwości, że poszedł się naćpać.

[+]Luka w pamieci
- ...musiałeś to wszystko spierdolić, ty cholerny chuju! - I wstał! Wstał, ale to już nie była twarz Flynna, to już nie był ten załamany człowiek, to nie była też jego porywczość, ani to jak bardzo emocjonował się prostymi rzeczami. To był z pewnością jakiś atak psychozy, nie pijackiej, bo wypił tej wódki mniej od Alexandra, ale można było to z pewnością przyrównać do głodu jakiegoś narkomana działającego w akcie najwyższej desperacji. - Ty pierdolony kłamco - kontynuował, trzymając w dłoni pościel, którą rozerwał wzdłuż szwu, wyładowując na niej rozdzierającą go frustrację. - Co mnie kurwa obchodzi ten cyrk, ja kocham ciebie - kopnął w krzesło stojące przy biurku - a ty mi kurwa mówisz, że mam ci usunąć pamięć, kiedy - jednym ruchem spierdolił wszystkie te papiery na podłogę - ja - bo tu przecież zawsze chodziło o niego - czuję się tak - chwycił za jakiś posążek stojący spokojnie na parapecie - cholernie - pierdolnął nim o ten parapet - pusty - to mu nie wystarczyło - bezwartościowy - i drugi raz - kiedy - trzeci - mnie - czwarty - nie - głowa posążka odpadła i potoczyła się po podłodze - dotykasz. Kiedy...  na mnie nie patrzysz. - Ale już się chyba uspokoił, bo ręka mu zadrżała i ten cholerny posążek spadł na dół, jakby nie mógł już na nim zacisnąć palców. Jak gdyby nigdy nic zaczął szlochać. - N-no powiedz mi t-to kur-rwa, że mam do n-iej wracać, żeby mi kazała zabijać ludzi, tam przynajmniej nie słyszę swoich myśli, tylko to pierdolone wiertło. Zdechnę tam jak reszta szczurów, a ty sobie o mnie nie pamiętaj, chociaż m-mówiłeś, że... - Nie dokończył już. Najwyraźniej nie miał już siły.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Alexander Bell
And I can't let go when you still need saving.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Spokojny, uprzejmy, pomocny. Wysoki mężczyzna o atletycznej sylwetce, zazwyczaj ubrany w luźne, wielobarwne, bawełniane koszule. Miewa zarost na twarzy, zależny od stopnia zapracowania. Kiedy trzeba, potrafi zniewolić uśmiechem. Oczy i włosy brązowe.

The Overseer
#28
19.12.2023, 23:12  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.12.2023, 23:19 przez The Overseer.)  
Schowałem twarz w dłoniach, zaciągając się przelotnie papierosem. Flynn krzyczał za drzwiami, a mi się po prostu wszystko wywracało we wnętrznościach. Próbowałem zebrać myśli, ale byłem zmęczony i wciąż wkurwiony, nadal też przybity. Kochałem go każdego; nie kłamałem. Kochałem go każdego, ale chciałem go mieć na wyłączność, dla siebie, jako partnera w zbrodni i nie-zbrodni, mieć w nim oparcie, a nie tylko przyklejającą się do mnie Przytulankę, która miała przy mnie trwać, póki mi się nie znudzi. A potem co? Potem się odkocha, pójdzie sobie w świat i zapomni o mnie? Tak po prostu?
Czemu nie mógł powiedzieć, że mnie kocha, że chce żebyśmy byli parą, tak oficjalnie, że pomoże mi prowadzić cyrk i niańczyć całe to towarzystwo, tworząc ze mną tę dziwną, pogniecioną rodzinę, ale rodzinę? Czemu wciąż siebie karał za istnienie, nie dopuszczając do siebie nawet myśli, że mógłby na mnie zasługiwać i chcieć ze mną być? Mówił, że mnie kocha. Krzyczał to... Wrzeszczał nawet później. ...tylko czemu czułem się przy tym samotny i porzucony? Na swój sposób oszukany?
Chciałem tylko się przytulić, a wyszedł z tego Armagedon. Wpatrywałem się w ciemną przestrzeń przed sobą, oświetloną bezlitosnym światłem księżyca. Powiedziałbym, że było w miarę spokojnie, gdyby nie dało się słyszeć gwałtownych dźwięków z naszej przyczepy. Przeraziłem się, w te pędy gasząc papierosa o schodek i podrywając się na równe nogi. Nie miałem pojęcia, co tam zastanę i co się, co cholery, działo.
Flynn wrzeszczał, przeklinał... mnie, uderzał o parapet. Cały wóz był w porozrzucanych dokumentach. Musiałem kilka razy zamrugać, bo nie byłem w stanie za pierwszym razem przyswoić tego obrazu, tego, co się działo. Czy to działo się na serio? Miało miejsce naprawdę? Czy to był tylko cholerny koszmar? Albo niezbyt trafna iluzja, w której mnie zamknięto? Kompletna abstrakcja.
- Flynn! FLYNN! - krzyknąłem bezradnie, próbując go jakoś przywołać do porządku, ale wpadł w jakąś furię, amok, atak. Sam nie wiedziałem, co to było. Nigdy się tak nie zachowywał. Nie byłem pewien, czy mogłem w tej chwili do niego podejść, kiedy atakował niczemu winny parapet... moim posążkiem. Aż czułem ból, ból, który mogłem naprawdę poczuć, gdyby trafił mnie tym przedmiotem w którąkolwiek część ciała. Zabolałoby porządnie, a przy dobrych wiatrach nawet mógłby mnie pozbawić świadomości albo życia. Przełknąłem ślinę i zaraz do niego podszedłem w podskokach, dopadłem do niego, kiedy tylko druga część przedmiotu spadła na podłogę.
Objąłem go ramionami tak by zablokować jego ręce. Przytuliłem go mocno do siebie. Nie chciałem by rozpieprzał nam wóz, ale jeszcze bardziej nie chciałem by rozpieprzał siebie. Był na jakimś skraju emocjonalnym, wcześniej agresywny, teraz rozbity. Bałem się, że mógłby sobie w tym stanie zrobić krzywdę. Nie byłem pewien, czy przesadzałem w ocenie, ale bałem się, że mógłby nawet zaatakować mnie, a ja, cóż, nie chciałem z nim walczyć. Miałem w swojej głowie różne scenariusze, których realizacji się obawiałem. Ale nie zamierzałem im na to pozwolić, no nie?
- Flynn, spokojnie... Flynn, ja tu jestem - mówiłem, próbując do niego dotrzeć albo co. Miało mnie zadowolić cokolwiek, jakaś oznaka obecności tu albo uspokojenie się... Chociaż w niewielkim stopniu? - Nigdzie się nie wybieram i nie chcę żebyś ty się wybierał. Nie wracasz do Fontaine. Po prostu... się zdenerwowałem, ale to nieistotne. Słyszysz, Flynn? Flynn? Fleamont? Ja tu jestem, dotykam cię, kocham cię. Czujesz jak cię dotykam? - zapytałem spięty, zatroskany. Oczy miałem zaszklone od łez. Za cholerę nie chciałem go doprowadzić do tego stanu. Teraz usilnie pragnąłem, chciałem... chciałem świata, w którym nie wyszedłem z przyczepy, w którym nie przebudziłem go w celu przytulenia, w którym nie dostał listownie tej cholernej książki. Tak bardzo.

@Crow
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#29
21.12.2023, 00:56  ✶  
Ogrom zmęczenia, jaki ogarnął jego ciało, był przytłaczający. Od zaciskania zębów bolała go już szczęka, ale ten sam ból rozchodził się też na wszystkie mięśnie, jakie napinał w przypływie stresu i gniewu. Najgorsze było już za nim - te fale ciepła opływające każdą komórkę jego ciała, ale wciąż pozostawało w nim to - cena za spokój, ból przeszywający wszystko to, z czego uchodziły płonące w nim przed chwilą emocje.

Nie pamiętał nic z ataku histerii, jaki miał tutaj przed chwilą miejsce, ale widział jego efekty. I było mu cholernie wstyd. Powinien za to pewnie przeprosić, te dokumenty znaczyły dla Alexandra cholernie dużo, bo jutro mieli wyruszyć do Londynu, ale nie... Nie miał w sobie tyle odwagi, żeby za to przeprosić, z prostego faktu - jak za to przeprosi, to przyzna się do tego, że to w ogóle miało miejsce. Że to było rzeczywiste, a on zdawał sobie z tego sprawę - słowa uczynią tę sytuację realną. A Flynn bardzo nie chciał cokolwiek, co się tutaj wydarzyło, stało się realne.

Ale chyba jednak było? Bo dał mu się objąć, patrzył na niego przez te pełne łez oczy i widział... też łzy. Tylko łzy. Nie widział słońca.

- J-jak to „to nieistotne”, jak to może być nieistotne...? - Potrzeba, aby stał się dla niego wyrwą w pamięci. Nawet nie słodko-gorzkim wspomnieniem. Może czymś, co go zbudowało... pustką. - Czuję to, ale nie czuję tego tak, jakbyś tego chciał, jakbym był całym twoim światem. A-a wcześniej to cz-czułem. - Czy to naprawdę była cena, którą musiał za to ponieść? Wyplułby z siebie teraz szereg potwornych wulgaryzmów, ale jak tylko otworzył usta jeszcze raz, po poczuł się gorzej. Nie odtrącił jego rąk, nie wyrwał się na siłę, ale zamiast tego osunął się w dół, trochę jakby zasłabł. Usiadł na dywanie, opierając się plecami o łóżko, wśród tych wszystkich rozwalonych papierów, kawałków oderwanego od parapetu drewna, kałamarza i pióra, rozwalonego posążku, czekoladek... i po prostu ryczał. Bo to był kurwa koniec. To było dla niego nie do odratowania. Słyszał to tylko dlatego, że nikt nie chciał widzieć, jak się tu zabija, ale to było dla niego tak oczywiste, że kiedy tylko ciśnienie na przeniesienie się skończy, to dostanie wilczy bilet i tyle go tutaj widzieli. I tak naprawdę to nieszczególnie mu się dziwił - sam by siebie stąd wyrzucił na zbity pysk, nawet nie teraz, tylko w dzień swojego powrotu cztery lata temu. Nie miał pojęcia, dlaczego Alexander działał inaczej - dlaczego go wtedy z tej samej podłogi zaprosił do swojego łóżka, ale (nieświadomie pewnie) trafił wtedy w dziesiątkę - bo jego brat tak działał. Prawdopodobnie dałby sobie oderwać palec za to, żeby Al zmienił zdanie i jednak wziął go w tej pościeli, pokazując mu, do kogo należał, bo to był język, który na Flynna działał. Ta historia nie dała mu żadnego poczucia bezpieczeństwa.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Alexander Bell
And I can't let go when you still need saving.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Spokojny, uprzejmy, pomocny. Wysoki mężczyzna o atletycznej sylwetce, zazwyczaj ubrany w luźne, wielobarwne, bawełniane koszule. Miewa zarost na twarzy, zależny od stopnia zapracowania. Kiedy trzeba, potrafi zniewolić uśmiechem. Oczy i włosy brązowe.

The Overseer
#30
24.12.2023, 02:38  ✶  
Strach, niepewność, bezradność - niby tak niewiele, ale jednak bardzo dużo. Paraliżowało mnie wiele potencjalnych scenariuszy, bo w tej chwili niczego nie mogłem być pewien. Wydarzyło się coś, miało swoje miejsce w rzeczywistości, coś takiego, czego nie byłem w stanie przewidzieć, a miałem wrażenie, że znam tu, w cyrku, każdego niemalże na wylot, a jednak... samego Flynna nie znałem, osoby, z którą przecież byłem najbliżej. Druzgotało mnie to, ale gorsza od tej świadomości była ta, w której go traciłem.
Chciałem go mieć w swoich ramionach, zatrzymać w nich na zawsze, a przynajmniej do czasu, kiedy na powrót poczuje się lepiej, ale wymykał mi się, a mnie to ścinało, wybijalo z rytmu, powodowało zbyt wiele różnych myśli przy tym ucisku, który czułem w głowie i w piersi. Uciski, ściski, krwawienia, żale, zmęczenie, złamane serce Flynna, niemoc, atak, papiery, cyrk, przeprowadzka, pełnia, wściekłość, papierosy... Wszystko. Ale najbardziej Flynn i jego upływanie, spływanie, znikanie. Po tch słowach, że nie czuł mojej miłości, bynajmnie nie tej samej co wcześniej. Chciałem, pragnąłem by to czuł z pełną mocą, jak wcześniej, ale...
Z lekkim opóźnieniem dołączyłem do niego na podłodze, na dywan. Płakał, łamał się, a ja czułem się taki beznadziejny. Nie chciałem psuć jego świata. Gdybym wiedział, to... przemilczałbym pewne sprawy? Zrobiłbym tak, jak to czynił Flynn? Chroniłbym go przed tym złym światem, przed brutalną rzeczywistością, przed sobą...?
Przytuliłem go znowu. Nie wiem, czy tego chciał, czy raczej mój dotyk był mu uciążliwym, ale nie chciałem go tu zostawiać w tym stanie. Nie wyobrażałem sobie tego nawet. Nie wchodziło pod żadnym pozorem w grę. Już zrobiłem ten błąd i go nie powtórzę - tak sobie postanowiłem.
- Nic się nie zmieniło. W moich uczuciach. Kocham cię, Flynn. Kocham cię mocno - szeptałem do niego, będac tego jak najbardziej pewnym. Zależało mi na nim, ale chciałem też by jemu zależało na mnie. NIestety, to nie temat na teraz. Aktualnie to Flynn był ważniejszy. - Po prostu martwię się o ciebie. Tak bardzo. Powiedz mi, jak się czujesz? To... Wszystko w porządku...? Lepej ci? Chociaż trochę...? - zapytałem, choć to było beznadziejne pytanie. Głaskałem go po ręce, po boku, po twarzy. Próbowałem go uspokoić, uspokoić również siebie. Nieźle się popieprzyło.
Przyciągnąłem go do siebie, żeby przytulić go do swojej piersi, by być z nim blisko, o ile się nie wyrywał. Chciałem by ponownie był blisko mnie, by nic nas nie dzieliłi, by było... jak dawniej. Mała małpka na moich kolananch, zagubiony dzieciak z dawnych lat, który odnalazł drogę na kolana swojego dawnego druha. Dotykałem go po plecach, po włosach, po karku. Nie nachalnie, tylko delikatnie, ciepło. Spokojnie, żadnych gwałtownych ruchów, w obawie,  że mógłby ponownie stracić kontak z rzeczywistością, splątny ze wściekłością.
- Wybacz mi, proszę. Wybacz mi, Flynn - odezwałem się po chwili. Wybacz mi, że jestem zazdrosnym kretynem - pomyślałem, ujmując jego twarz w dłonie. Byłem skruszony, zmęczony, zatroskany. Cmoknąłem go w czoło raz, ale zaraz też w usta. Delikatnie, badawczo, czy odwzajemni ten dotyk, czy raczej pozostanie niewzruszony.

@The Edge
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów The Edge (9741), The Overseer (8395)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa